Kto jest dysponentem otrzymanej korespondencji?
 Oceń wpis
   

A teraz coś z całkiem innej beczki ;-)

Pod tekstem poświęconym cudownym środkom na łatwy zarobek wywiązała się krótka dyskusja na temat tego czy jako adresat korespondencji do mnie przesłanej mogę ujawnić jej treść.
Właśnie sobie uświadomiłem, że prawie rok temu skrobnąłem na ten temat parę słów. Dziś nie pozostało mi zatem nic innego jak powtórzyć -- dysponentem korespondencji jest co do zasady jej odbiorca i to jemu przysługuje uprawnienie do decydowania o jej rozpowszechnieniu. Wynika to bezpośrednio z art. 82 pr.aut., zgodnie z którym po śmierci osoby, do której korespondencja jest skierowana, zezwolenia na rozpowszechnienie jej treści może udzielić małżonek bądź dzieci, chyba że tenże adresat przed śmiercią wyraził inną wolę (domyślnie: zakazał publikacji).

art. 82 pr.aut.: Jeżeli osoba, do której korespondencja jest skierowana, nie wyraziła innej woli, rozpowszechnianie korespondencji, w okresie dwudziestu lat od jej śmierci, wymaga zezwolenia małżonka, a w jego braku kolejno zstępnych, rodziców lub rodzeństwa.Nadawca w tym zakresie nic nie może, ani za życia swojego korespondenta, ani też po jego zejściu, chociaż w praktyce przyjmuje się, że zastrzeżenie jawności listu (list otwarty) bądź możliwości rozpowszechnienia treści czyni takie rozpowszechnienie dopuszczalnym.

Powinni o tym pamiętać zwłaszcza ci, którzy zważają na konsekwencje tego, co piszą do innych osób -- można się najeść wstydu, a pretensje będzie można mieć tylko do siebie.

A na marginesie: otrzymałem właśnie kopię korespondencji elektronicznej kierowanej do dziennikarzy przez rzeczniczkę prasową GIODO. Treść jak treść, ale najlepsza jest klauzula pod wiadomością:

KLAUZULA POUFNOŚCI (CONFIDENTIAL CLAUSE)
Ta wiadomość pocztowa i wszelkie załączone do niej pliki są poufne i podlegają ochronie prawnej. Jeśli nie jesteś jej prawidłowym adresatem, jakiekolwiek jej ujawnienie, reprodukcja, dystrybucja lub inne rozpowszechnienie, są ściśle zabronione. Jeśli otrzymał Pan/i niniejszy przekaz wskutek błędu, proszę o niezwłocznie powiadomienie nadawcy i usunięcie otrzymanych informacji.

This message is confidential and may also be legally privileged.  If you are not the intended recipient, please notify the sender by return email and then delete this message from your system. You should not copy or forward this message or disclose its contents to any person.

Uwierzycie? Rzecznik prasowy państwowej instytucji informuje w swojej korespondencji, że to co napisał jest poufne i chronione, a w dodatku nie ma pewności czy dana wiadomość miała być wysłana do tego czy innego adresata ("jeśli nie jesteś jej prawidłowym adresatem").

Uwielbiam takie groźne klauzule, chociaż nie będę ukrywał, że nie wiem nigdy czy nadawca sobie ze mnie nie żartuje -- bo i skąd na przykład mam wiedzieć, czy wiadomość i załączone pliki były czy nie były dla mnie przeznaczone?

Komentarze (17)
Ile kosztuje "prawo cytatu" w ramach paserskiego skryptu?
 Oceń wpis
   

Zainteresowanym co można zrobić z wredną paserską jumą, która polega na tym, że "chodzi o minimalny nakład pracy przy administracji, a maksymalny profit" z tekstów, które są "profesjonalne, rzeczowe i świeże jakich Państwo nie dostarczyliby sami" -- spieszę ze świeżymi informacjami. Także dlatego, że przecież ta świeża wiadomość zostanie zaciągnięta przez owych artystów -- czytajcie, czytajcie.

A więc sprawy mają się następująco, bardzo ciekawie i interesująco: zwróciłem się do właścicielki "serwisu" ePrawo.org z prośbą o zaprzestanie wrzucania tam jak leci moich tekstów. Równocześnie ustaliłem dane allegrowicza YuSuzuki1 (w tym celu mój kolega Jaś Majetko kupił na "kup teraz" 2 jego paserskie skrypty za 128 złotych, a następnie odstąpił od umowy). Okazał się nim być p. Patryk [nazwisko usunięte -- mam litość] z Inowrocławia [nazwa domeny usunięta -- litość w dalszym ciągu].

paserski skrypt na Allegro

Pan Patryk otrzymał ode mnie listela o prostej treści: ponieważ nęci nieświadomych allegrowiczów wizją łatwego zarobku na cudzej pracy (w tym mojej pracy), powinien mi zapłacić 900 złotych tytułem odszkodowania za naruszenie autorskich praw majątkowych (to jest trzykrotność należnego wynagrodzenia!) oraz 100 złotych tytułem zadośćuczynienia, a ponadto zaprzestać wprowadzania do obrotu swego paserskiego skryptu do łatwego zarabiania.
Kwoty, przyznacie, są niewielkie. Jakby na to nie patrzeć kilkaset złotych otrzymuję za wcale nie gorsze teksty, które piszę specjalnie dla poważnych czasopism. Biorąc pod uwagę, że p. Patryk [nazwisko usunięte] zrobił sobie ze mnie źródełko utrzymania -- ale równocześnie wystawia na strzał czasem bogu ducha winnych naiwniaków -- zaś paserski skrypt sprzedaje przeciętnie za 128 złotych, to bardzo mało.
Wyszedłem jednak z założenia, że wystrzelenie z niebotyczną kwotą do niczego nie doprowadzi. Musi zaboleć, ale zaboleć realnie.

W międzyczasie odezwała się do mnie p. Karina (ta od ePrawo.org). Okazuje się, że na Allegro sprzedano jej cały działający paserski skrypt oparty ma moich tekstach, w którym nic nie grzebała. Wprawdzie niewiedza nie wyłącza to odpowiedzialności naruszającego, to dla mnie znacznie ciekawszy jest sam wątek zbywcy-pasera.

ePrawo.org paserski serwis finansowo prawny

Pani Karina kupiła skrypt od użytkownika [nazwa i link zdjęte na prośbę allegrowicza, który zrozumiał swój błąd], który sprzedał niemało podobnych dziełek (kolejny wykastrowany Wordpress).
Ustalenie danych [użytkownika] nie było trudne. Pan Paweł jest chyba młodym człowiekiem, mieszka w Szczecinie, sam prowadzi podobny serwis [nazwa serwisu usunięta na prośbę Pana Pawła]. Otrzymał podobne wezwanie (acz z nieco podwyższoną kwotą -- z racji jego wybitnego wkładu w powstanie ePrawo.org), jednak w przeciwieństwie do YuSuzuki1 zareagował błyskawicznie i w sposób zgodny z moimi oczekiwaniami (z tej przyczyny nie pojawia się tu nic więcej nad jego imię, pseudonim na Allegro oraz nazwa jego biznesu.)
Informacje o ryzyku związanym z korzystaniem ze skryptu otrzymało kilku ostatnich nabywców skryptu (ale tylko w ramach "skryptu do zarabiania" -- w SEO się nie mieszam!).

Warto dodać, że twórcy takich skryptów ryzykują podwójnie: raz, że bezpośrednio od autorów treści, które są tam automagicznie zaciągane z naruszeniem warunków dozwolonego użytku, a dwa, że jeśli zechciałbym ścigać nabywców skryptu -- przysługiwałoby im roszczenie regresowe wobec sprzedawcy. Zwłaszcza, że zapewnienia w opisach aukcji są jednoznaczne.

jak kończy paserski serwis do zarabiania na naiwniakachA w ogóle to widzę, że muszę coś napisać o prawie cytatu.
W ogólności jest bowiem tak (na razie w ogólności, niedługo coś muszę napisać o tym "prawie cytatu"), że dopuszczalne jest tworzenie przeglądów prasy, jak najbardziej można przywołać czyjeś wypowiedzi w kontekście własnego materiału -- skrytykować je, podkreślić własną myśl, cokolwiek -- ale art. 25 ust. 1 pr.aut. zezwalający na rozpowszechnianie cudzych utworów bez zgody autorów (a czasem nawet bez wynagrodzenia) nie może być zrozumiany jako zezwolenie na to, by przy "minimalnym nakładzie pracy mieć maksymalny profit", albowiem można sobie po RSS pociągnąć teksty, które są "profesjonalne, rzeczowe i świeże jakich Państwo nie dostarczyliby sami".

PS i żeby była jasność -- nie mam nic przeciwko tego rodzaju serwisom. Niech wiszą tam reklamy, niech zaciągają sobie treści np. z centrum webmastera -- ale wszystko w jakichś granicach.

PS2 jakby ktoś nie sprawdzał -- serwis ePrawo.org przestał już funkcjonować. Jego autor zapłacił umówione zadośćuczynienie (1000 zł -- potraktowałem go ulgowo ze względu na brak dyskusji) i sprawę uważam za załatwioną.

Pamiętajcie -- pokażcie ten tekst każdemu, kto uważa, że można sobie od tak jumać jak popadnie.

Wieczorna aktualizacja: Czytelnikom należy się słowo wyjaśnienia. P. Patryk przedzwonił dziś do mnie, rozmawialiśmy przeszło kwadrans, wyjaśniliśmy sobie parę spraw. System to ponoć nie jest wykastrowany Wordpress (ja z tym nie polemizuję, aczkolwiek wiem, że jak znajduję w wyszukiwarce jumane moje teksty, to są one właśnie w takich wordpressowych serwisach).

Dla mnie najważniejsze, że p. Patryk zobowiązał się, że jumane RSS wypadną z kolejnej wersji skryptu, zaś dotychczasowi klienci zostaną poproszeni o poprawienie swoich stronek.
Zdania na temat czczych zapewnień w ramach opisów aukcji -- choć p. Patryk bardzo próbował mnie przekonać -- nie zmienię. Ot np. zdanie "Nasz serwis jest wybitnie informacyjny a newsy z rss zapewniają aktualności. Są to przede wszystkim teksty profesjonalne, rzeczowe i świeże jakich Państwo nie dostarczyliby sami. Tutaj Państwo nawet nie muszą interesować się serwisem - aktualizuje sie sam. Taki model publikacji ma też tą zaletę, że najnowsze teksty są unikalne i znakomicie się indeksują. Nie ma czegoś takiego jak ban czy filtr za zduplikowaną treść. Powtarzam jeszcze raz - Google nie nakłada żadnych kar za identyczne kopie treści! Jest to bzdura, którą inżynierowie Google dementują przy każdej wypowiedzi. Każdy profesjonalny pozycjoner używa tony zduplikowanej treści w zapleczach." -- jawna definicja jumy ("Państwo nie muszą interesować się serwisem" -- p. Patryk bardzo mnie przekonywał, że serwisowi trzeba poświęcać wiele czasu...) oraz łgarstwo nt. rzekomego niebanowania duplicated content.
google duplicated content

Tak czy inaczej stanęliśmy na tym, że ten cyrk trzeba skończyć. A że nie jestem człowiekiem mściwym czy pamiętliwym -- odpuszczam p. Patrykowi. Dlatego też usunąłem z tego wpisu jego nazwisko oraz namiary na jego domeny.

Komentarze (55)
Sprzedajny jak bloger?
 Oceń wpis
   

prezent od multibankKolejna ciekawostka zza Wielkiej Wody, które chętnie wyłapuję, choćby po to, by niektórzy Milczący Blogerzy(tm) wzięli sobie do serca.

Oto Arrington (tak, ten Arrington, którego chętnie czytam, aczkolwiek nie ze względu na rzeczy, które później część polskiej blogosfery przepisuje) pisze o przypadku współpracującego z TechCrunchem stażysty, który w zamian za pozytywny tekst o jakimś startutopie zażądał -- od zainteresowanych promocją -- wynagrodzenia w formie Makbóka.
Reakcja redakcji była prosta i jednoznaczna: gość z pracy wyleciał, jego posty na TechCrunch zostały skasowane; mało tego -- o temacie zostali powiadomieni Czytelnicy serwisu; tyle się złaskawili, że nie ujawnią jego nazwiska.

Dla mnie genialny przykład tego jak należy postępować w takich przypadkach. Nawet jeśli ktoś tworzy serwis dla zarobku (powiedzmy sobie szczerze: TechCrunch, w przeciwieństwie do Lege Artis, nie powstał dla gratisowego szerzenia wstrząsu i pożogi), nie powinno się tolerować prymitywnej sprzedajności.
(Uwagę niniejszą polecam zarówno tym, którzy na własną rękę podejmują "współpracę" ze mną, jak i "reklamodawcom", którzy bardzo chętnie coś tam zapłacą, pod warunkiem jednak, żebym nie oznaczał materiału jako tekstu promocyjnego.)

Dlatego też jeszcze raz zachęcam wszystkich -- i moich P.T. Czytelników, którzy chcą mnie do czegoś zachęcić, i P.T. Blogerów, których czasem chyba nie trzeba do niczego szczególnie zachęcać -- do wszczęcia odpowiednich procedur w celu zachowania czegoś więcej niż minimum wiarygodności. Choćby po to, żeby takich potknięć było zdecydowanie jak najmniej.

Komentarze (4)
"Przywożę wam pokój"
 Oceń wpis
   

jak Chamberlain przywozi pokójPrzeczytawszy parę relacji -- w tym oficjalną -- z debaty premiera Tuska z internautami oraz recenzji uczestników, a także recenzji z recenzji (przy czym polecam dobry komentarz Jacka Sierpińskiego) -- czasu na oglądanie tego nie miałem, zresztą nawet jakbym go miał to i tak uważałbym, że czasu szkoda -- doszedłem do prostej konstatacji.

Otóż jeśli nawet Prezes Rady Ministrów był łaskaw się wyrazić, iż "Mogę się zobowiązać, że wstrzymamy prace nad projektami, które prowadzimy, żeby wysłuchać państwa opinii", to jednak nie dziwi mnie, że "Co nie znaczy jednak, że ze wszystkimi [opiniami] będziemy się zgadzać", zwłaszcza, że "W interesie wszystkich jest, żeby to, co jest przestępczością w świecie realnym, nie pleniło się w świecie wirtualnym, bo nie znajdziemy skutecznych sposobów ścigania. Dla przestępczości w Internecie nie może być większej swobody i tolerancji tylko dlatego, że to Internet".

Nie dziwi mnie zatem znak zapytania w tytule tekstu na Gazeta.pl ("Zwycięstwo internautów?"). Jestem bowiem więcej niż pewien, że jest to tego samego rodzaju zwycięstwo, jakie Neville Chamberlain ogłosił po powrocie z konferencji monachijskiej -- "przywożę wam pokój".

Mówiąc trywialnie: posiedzieli, pogadali, wypili parę kontenerków mineralnej, ponagrywali się, premier przemówił -- i wszystko będzie jak było, jak jest, jak będzie.
Owszem, może i z tego projektu nieszczęsny Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych wyleci -- na marginesie: Prezes Rady Ministrów może obiecywać nawet prawo pierwokupu nieruchomości w Niederlandach: jakby nie patrzeć dysponentem projektu jest cała Rada Ministrów, więc jeśli minister od ogórków z ministrem od fikołków przegłosują ministra od armat to nic z tego i tak nie będzie... -- może hasło "art. 179a" zostanie wymazane gumką myszką, ale za długo już zżeram zęby, żeby uwierzyć, że temat wkrótce nie wróci na salony.

Tak, panie Premierze, tak, Panowie Internauci, przywieźliście nam pokój...

Komentarze (17)
Paserski skrypt do zarabiania i jego bardzo fajni nabywcy
 Oceń wpis
   

Kuriozalny przykład "serwisu" ePrawo.org skłonił mnie do poszukania źródła problemu. Poszukiwania nie trwały więcej niż 5 minut -- wystarczało wrzucić w wyszukiwarkę Allegro frazę "skrypt" aby trafić na artystę, który może ozłocić każdego.

Okazał się nim allegrowicz YuSuzuki1, który swój paserski skrypt sprzedaje na kilkunastu aukcjach -- a to jako $ SKRYPT ZAROBKOWY + WIELKIE ZAPLECZE SEO GRATIS $ a to jako $$ ZAROBKOWY PORTAL FINANSOWY DLA WYMAGAJĄCYCH $$ lub $ ZAROBKOWY PORTAL FINANSOWY LIDER NA ALEGRO pro $

YuSuzuki1 paserski skrypt na Allegro

Klasyczna pasersko-złodziejska oferta dla frajerów: jeśli chcesz wyciągać do 8000 zł miesięcznie, to kup ode mnie jumanego Wordpressa za stówkę, opakuj różnymi RSS-ami (bo to przecież "promocja" jest) i ciesz się życiem, bo:

Jeśli uważasz, że jest to rzecz mało realna, że nie można utrzymywać się z prowadzenia serwisu internetowego to jesteś osobą nie z tej epoki. Ignoranci myślący w ten sposób nie dochodzą do niczego, gdyż nie są otwarci na nowe rozwiązania i nie dostrzegają szans w niekonwencjonalnych formach biznesu

Znalazłszy źródło poruty napisałem do paru nabywców tego wyśmienitego produktu z informacją, że kupili trefny towar, bo może i owszem, dozwolonym użytkiem może zaciągnięcie kawałka tekstu od czasu do czasu byłoby, ale zrobienie sobie z tych RSS-ów stałego źródła tekstu z pewnością jest naruszeniem zasad fair use.

Reakcje były różne. Od zdziwienia (ci ludzie naprawdę nie wiedzieli, że kupują od pasera), poprzez prymitywne wypieranie się (przecież za rękę ich nie złapałem), aż do normalnych bluzgów. 

w tej sytuacji jak masz gówno do gadania
to bardzo chętnie się z tobą spotkam !!!!!!!!!!!
ale nie w sądzie !!!!!! (też mogę!!!)
ale zupełnie gdzie indziej oszuście !!!!!!!!!!
Grzegorz Miazga

[oraz]

Spadaj gnojku !!!!!!!!!!!
ja teraz tej sprawy tak nie zostawię !!!!!!!!
masz na to jakieś licencje !!!!
prawa !!!!
lub inne tytuły !!!! ????
gnojku nie będziesz tak bezkarnie stresował innych uczciwych użytkowników allegro,  którzy do mnie pisali kilkukrotnie   !!!
ja ci tego nie odpuszczę !!!!!!!!
będziemy się spotykać (najpierw nie w sądach) w róznych instytucjach państwowych, ty (pseudoprawniku, hahahah) !!!!!!!!!!
Grzegorz Miazga

paserski skrypt na Allegro

Nie dziwi nic, bo przecież

tematyka skierowana jest do konkretnego targetu i to bogatego. Materiały na nim publikowane przeznaczone są dla bankowców, handlowców, ekonomistów czy inwestorów, także prywatnych . Tematyka obraca się wokół pieniędzy.

Ba, jeden z nabywców raczył mnie nawet odesłać do swojej redakcji i sądu okręgowego w Nowym Sączu (sic!) -- ale nie dziwi nic, ponieważ

# Treść pobierana jest automatycznie z zewnętrznych źródeł rss. Oznacza to, że nie musisz pisać żadnych artykułów ani nawet orientować się w tej tematyce. Oznacza to również, że wortal automatycznie się aktualizuje nawet kilkanaście razy dziennie (!) wyświetlając newsy w różnych kategoriach,
#   Opiniotwórcze blogi ekspertów ekonomistów,
(...)
Mimo wszystko miesięcznie zarabiamy około 530zł bez absolutnie żadnej pracy!

Napisałem także do nieszczęsnego pasera z prośbą, by zaprzestał swojego procederu, chociaż nie sądziłem, że będzie łatwo. Bo dlaczego ma być łatwo skoro przecież -- to słowa "autora" skryptu, który jest zdebrandowanym wordpressem (a nie "badziewną Joomlą"):

Podstawową rzeczą jest zapewnienie wejść z targetu. Osoba interesująca się tematyką serwisu po wejściu widzi zadbany, poważnie wyglądający portal. Nie duży artykuł, bo to zachęci go do czytania tekstu a tego nie chcemy! On ma wodzić okiem po menusach i reklamach!
Najnowsze interesujące newsy rzucają się od razu w oczy a między nimi linki reklam tekstowych. Wystarczy kilka sekund a mamy klik w reklamę a co za tym idzie - czysty pieniądz. I o to tutaj chodzi, portal jest tak zaprojektowany  aby odpowiednio poprowadzić internautę tak by oglądał reklamy. Tu nie ma żadnych przypadkowych rozwiązań - rozmieszczenie paneli, menusów,  schemat pokazania newsów, linki wychodzące do źródeł dopiero na drugich podstronach itd. Wszystko po to aby zmusić internautę do przewijania  strony, oglądania menusów a co za tym idzie zainteresowania go reklamami. Statyczne podstrony też nie są „do czytania”, do czytania to są blogi.  Tutaj mamy narzędzie do chwytliwego opisania oferty bankowej i przedstawieniu programu partnerskiego.O to tutaj chodzi, tak działa finezyjnie przemyślany serwis zarobkowy. Szybkie wejście z targetu zakończone konwersją - klik w reklamę lub skorzystanie z oferty programu partnerskiego.
Temu celowi zostały podporządkowana cały projekt i wszystkie opcje w CMSie. To nie badziewna Joomla gdzie strona wygląda tak jak pozwala szablon.   Tutaj skrypt został stworzony pod projekt a nie odwrotnie. Wortal ten pozwala również na  największą modyfikację z dostępnych na rynku portali  samoaktualizujących.  Zapewnia unikalność oraz dostosowanie do własnej strategii promocyjnej, niektórzy nastawiają się na reklamy klikane,   inni na duże prowizje z programów partnerskich

Ku mojemu olbrzymiemu zdziwieniu "autor" tego dzieła odpisał, i to w sposób zaiste na kolana powalający:

Mógłbym zostawić te teksty bo cytowanie w sieci nie jest zabronione. Natomiast usunąłem już kanał do Pana bloga bardzo dawno temu. Po pierwsze dlatego że jest Pan osobą upierdliwą, która szuka dziury w całym i na złość sprawiałby problemy.
A po drugie ze zwykłej ludzkiej życzliwości bo jeśli ktoś sobie tego nie życzy to nie chcę nikomu robić na przekór. Bo nikt nie chce "kraść tekstów" jak Pan sobie myśli, tylko używa rssów zgodnie z ich przeznaczeniem bo te kanały publikuje się jako formę promocji własnej strony. Jeśli Pan tego sobie nie życzy - nie ma problemu.
To co Pan wnikliwie studiował na stronie to pozostałość w starej w bazie na
stronie która pełni rolę demo i zostało tam przez niedopatrzenie. Klienci otrzymują witryny bez tych treści więc straszenie ich sądem bez sprawdzenia co mają u siebie "jest niesmaczne", bo oni zwyczajnie nie wiedzą o co chodzi.
Za chwilę usunę kanały z demo i mam nadzieje że już więcej o Panu nie usłyszę.

Tummi vel YuSuzuki1

No to już jesteśmy prawie w domu. Kolejny "cytujący", który nie wie co to naprawdę jest cytat. Jak mu na to zwrócić uwagę -- w prosty i przystępny sposób, bo przecież trudno tłumaczyć paserowi, to w odpowiedzi dowiaduję się, iż

Chyba Pan delikatnie przesadza pisząc że zrobiłem sobie z Pana źródło
utrzymania lub że mój skrypt oparty jest na Pana blogu. (...) to nie ja robię mętlik po całym internecie wpieprzając się w nie swoje sprawy. Nikt Panu niczego złego  zrobić nie chciał, wystarczyło z kulturą napisać że nie życzy Pan sobie wykorzystywania kanałów i problemu by nie było. Ale prawnik zawsze
myśli od tyłu i zaczyna straszyć sądem, zupełnie niepotrzebnie.
I prosiłem żeby się Pan delikatnie mówiąc odczepił. Nie interesuje mnie Pana zdanie, opinia czy problemy. Usunąłem Pana treści już bardzo
dawno, proszę nie zaczepiać moich klientów bo nawet nie orientują się kim Pan jest.

Tummi vel YuSuzuki1

No tak, bo przecież ja się za przeproszeniem wpieprzam w nie swoje sprawy -- ktoś mnie tylko chce "cytować", a ja się nie chcę odczepić, a przecież nikogo nie interesuje moje zdanie, bo przecież nawet klienci pasera nie orientują się kim jestem...

Faktycznie, ciężki jest los pasera i jego genialnych klientów...

Komentarze (41)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2010-02-09 15:24
PapaSmurf:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Ja mam ten sam problem Jestem osobą fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą oraz mam drugą[...]
2010-02-09 15:23
olgierd:
Paserski skrypt do zarabiania i jego bardzo fajni nabywcy
Jakbyś nie ujawnił tych faktów to nikt by o tym nie wiedział, dalej żył w przekonaniu, że żyła[...]
2010-02-09 15:18
a_na_logicznie:
...bo każdy fotograf to terrorysta... [aktualizacja]
tak prosze pana tu sie nic nie zmienia [...]
2010-02-09 15:12
ANZELM_CIUMLASA:
Paserski skrypt do zarabiania i jego bardzo fajni nabywcy
Muszę wyprowadzić Cię z błędu. Reklamy na stronach internetowych nie przynoszą żadnych zysków.[...]
2010-02-09 14:31
olgierd:
Paserski skrypt do zarabiania i jego bardzo fajni nabywcy
Anzelmie, odpowiem Ci na Twe post scriptum. Otóż musisz wytwarzać takiego rodzaju treść (filmy,[...]
2010-02-09 13:19
olgierd:
Kto jest dysponentem otrzymanej korespondencji?
Tam było w ogóle zdrowo namotane. No to nakarmimy Gógla przednim kontentem: Sentencja [...]
2010-02-09 13:04
ps2:
Kto jest dysponentem otrzymanej korespondencji?
to jeśli można coś dorzucić to dodam dla uściślenia (bo w mediach pojawia się tylko informacja[...]
2010-02-09 13:02
ANZELM_CIUMLASA:
Paserski skrypt do zarabiania i jego bardzo fajni nabywcy
Jak najbardziej masz rację z tym KC. Jednak zastanów się skąd się wzięła ta granica wieku 13[...]
2010-02-09 11:28
olgierd:
Kto jest dysponentem otrzymanej korespondencji?
I chociaż robi się offtopic, ale przecież Czytelnik-Komentator nasz Pan, pozwolę sobie[...]
2010-02-09 11:26
PoNgO:
Paserski skrypt do zarabiania i jego bardzo fajni nabywcy
@ANZELMIE, Po raz kolejny wypowiadasz się na tematy o których nie masz pojęcia. Allegro ma[...]
2010-02-09 11:08
olgierd:
Kto jest dysponentem otrzymanej korespondencji?
http://sebastian.bblog.pl/wpis,bank;ponosi;odpowiedzialnosc;za;bledne;przelewy,17854.html [...]
2010-02-09 10:59
~~:
Kto jest dysponentem otrzymanej korespondencji?
A musisz dane właściciela podawać? Bo mnie się zdaje, że nie. OK, za przelew na niewłaściwie[...]
2010-02-09 10:35
alamehor:
Ile kosztuje "prawo cytatu" w ramach paserskiego skryptu?
HM A code 64 ?
2010-02-09 10:17
olgierd:
Kto jest dysponentem otrzymanej korespondencji?
No tak, to był twórca na miarę T.S. Elliota ;-) Tak, co do przelewu to było niedawno dość[...]
2010-02-09 10:06
~~:
Kto jest dysponentem otrzymanej korespondencji?
"W sytuacji gdy korespondencja stanowi przedmiot prawa autorskiego (jej treść wykazuje[...]
2010-02-09 10:00
_dzikus_:
Kto jest dysponentem otrzymanej korespondencji?
@ ~~ "Przez analogię - kto odpowiada za omyłkowe przesłanie pieniędzy na niewłaściwe konto?" [...]
2010-02-09 09:49
olgierd:
Czy eClicto narusza licencję GNU GPL?
Kancelaria się jeszcze chyba w tej sprawie nie wypowiedziała. Spokojnie.
2010-02-09 09:49
olgierd:
Paserski skrypt do zarabiania i jego bardzo fajni nabywcy
I jeszcze raz, żeby było jasne: zjawisko zaciągania tekstów na różne takie "portale finansowe"[...]
2010-02-09 09:43
tjk_:
Czy eClicto narusza licencję GNU GPL?
Jak to możliwe, że kancelaria prawna nie potrafi zrozumieć licencji GPL?
2010-02-09 09:31
olgierd:
Paserski skrypt do zarabiania i jego bardzo fajni nabywcy
@tolep: Nie, nie przygwoździł, dlaczego uważasz, że będąc wyrozumiałym i łaskawym daję się[...]