Prawdziwa cnota krytyki się nie boi
 Oceń wpis
   

Czytelnicy kochają trudne tematy, nie wiedziałem jednak, że temat interesowania się prywatnym życiem kasjerek bankowych wzbudzi aż tyle emocji wśród Czytelnictwa.
Co ciekawe -- komentarzy mało, zaś korespondencji listelowej sporo. Uderzające, że głównie niepochlebnej (dla autora tekstu, nie dla banku).

Zdumiewa mnie, że w zasadzie szanujący się ludzie i dbający o swoje sprawy (zakładam, że prywatność jest jedną z takich not your cup of tea tak chętnie chcieliby odrzeć z prywatności pracowników jakiegoś banku. Tylko dlatego -- tu pozwolę sobie zacytować komentarz dociekliwego małpiszona -- że chociaż "wspomniany wymóg jest ingerencją w czyjeś intymne życie" ale jest OK, ponieważ "pomaga lepiej zorganizować działalność banku".

Ale co ja będę się rozpisywał, skoro mi nie jest dane -- jak dowcipnie skwitował jeden z Czytelników -- znać realiów; pozwolę sobie zresztą zacytować listel w całości (jest zgoda, nie omieszkam wykorzystać w całej jego dosłowności i dosadności):

Witam
Czytając Twój artykul na money.pl twierdze ze jak na czlowieka ktory zwiedza swiat,bardzo mala wiedze posiadasz o duzych korporacjach , zwlaszcza finasowych. Takie Oswiadczenia nie tylko sa stosowana na swiecie dla pracownikow, ale takze w ankietach dla osob ubiegajacych sie o prace. Prosze zweryfikuj Swoja wiedze w temacie. Powinienies jako dzienikarz byc obikektywny , a ton Twojego artykulu jest jak z Tabloidu, wywolującą bezsensowna reakcje opinii publicznej .
Wyrazam zgode na cytowanie.
K.
Ja jednak będę się -- nieważne czy wiem cośkolwiek o instytucjach finansowych, czy też nie wiem o nich nic -- upierał: prywatność ludzką stawiać trzeba wyżej nad jakąkolwiek super-organizację, korporację, bezpieczeństwo czy regulamin wewnętrzny.
Nawet jeśli komuś nie pasuje, że przepis taki jest, to wystarczy trzymać się starej acz zawsze dobrej zasady: jeśli nie wiesz jak się zachować, to na wszelki wypadek zachowuj się przyzwoicie.

Żeby nie było jak na powyższej grafice, którą oczywiście gdzieś zajumałem.

Komentarze (16)
Polbank: wiedzieć więcej, o ludziach, po prostu
 Oceń wpis
   

W ramach jazdy po bankach dziś czas na Polbank. Bank nie z tej ziemi, chciałoby się powiedzieć -- obsługa w niektórych oddziałach wygląda, jakby była z łapanki, do tego system internetowy MS Windows only -- ale mają fajne karty kredytowe.

Jak donosi prasa Grecy mają jednak konkretne problemy. Nie, nie chodzi o kryzys, nie zamierzam też zajmować się kredytami hipotecznymi udzielanymi przez Polbank.

Problem dotyczy zakresu zbierania informacji o pracownikach. Okazuje się, że Eurobank Ergasias SA Oddział w Polsce (tak bowiem nazywa się bank prowadzący w Polsce działalność pod handlową marką Polbank) oczekuje od każdej zatrudnionej osoby oświadczenia o relacjach wiążących je z innymi pracownikami. Nie chodzi tylko o stosunki małżeńskie i pokrewieństwo -- taką deklarację muszą złożyć również narzeczeni, osoby żyjące na kocią łapę, pewnie nawet te osoby, które się z tym ukrywają. (Tak sobie myślę: co mają zrobić ci, o których li tylko "chodzą słuchy"? czy powinni teraz zaprzeczyć?)

Art. 22(1) kodeksu pracy
1. Pracodawca ma prawo żądać od osoby ubiegającej się o zatrudnienie podania danych osobowych obejmujących:
1)   imię (imiona) i nazwisko,
2)   imiona rodziców,
3)   datę urodzenia,
4)   miejsce zamieszkania (adres do korespondencji),
5)   wykształcenie,
6)   przebieg dotychczasowego zatrudnienia.
§ 2. Pracodawca ma prawo żądać od pracownika podania, niezależnie od danych osobowych, o których mowa w § 1, także:
1)   innych danych osobowych pracownika, a także imion i nazwisk oraz dat urodzenia dzieci pracownika, jeżeli podanie takich danych jest konieczne ze względu na korzystanie przez pracownika ze szczególnych uprawnień przewidzianych w prawie pracy,
2)   numeru PESEL pracownika nadanego przez Rządowe Centrum Informatyczne Powszechnego Elektronicznego Systemu Ewidencji Ludności (RCI PESEL).
§ 3. Udostępnienie pracodawcy danych osobowych następuje w formie oświadczenia osoby, której one dotyczą. Pracodawca ma prawo żądać udokumentowania danych osobowych osób, o których mowa w § 1 i 2.
§ 4. Pracodawca może żądać podania innych danych osobowych niż określone w § 1 i 2, jeżeli obowiązek ich podania wynika z odrębnych przepisów.
§ 5. W zakresie nieuregulowanym w § 1-4 do danych osobowych, o których mowa w tych przepisach, stosuje się przepisy o ochronie danych osobowych.
Oczywiście, bank ma motywację, a nawet motyw. Jak mówi Kazimierz Stańczak, dyrektor generalny banku "oświadczenia mają na celu podniesienie zaufania klientów do jego banku. Służą one unikaniu sytuacji konfliktu interesów i zwiększenia przez to bezpieczeństwa banku i jego przezroczystości". A wszystko dlatego, że "nikt z klientów banku nie chciałby, aby wujek aprobował kredyt swojego kuzyna, czy też audytor wewnętrzny kontrolował swoją partnerkę życiową".
Chodzi o to -- wicie rozumicie -- że ma być bezpieczniej, a to polega także na unikaniu konfliktu interesów. 

Najciekawszy passus w wypowiedzi cytowanej przez prasę  to zdanie "choć oświadczenie jest obowiązkowe, to bank nie przewidział sankcji wobec tych pracowników, którzy go nie złożą". Można powiedzieć, że Polbank udaje Greka: skoro gromadzenie takich danych przez bank służyć ma zwiększonemu bezpieczeństwu jego operacji (w tym pieniędzy klientów), to chyba nie można sobie pozwolić na takie lekceważenie nałożonych na podwładnych powinności?!

O zasadach przetwarzania danych osobowych pracowników już na łamach Lege Artis pisałem (por. Zaświadczenie o niekaralności przy przyjęciu do pracy oraz Przetwarzanie danych osobowych przy rekrutacji do pracy).

Przypomnijmy zatem pokrótce, iż katalog danych osobowych pracownika, które może gromadzić i przetwarzać pracodawca, ma charakter zamknięty -- znaczy się wolno tylko tyle, ile mówi art. 22(1) kp i ani o literkę więcej.
Nie ma zatem racji cytowany w artykule Piotr Wojciechowski z Wydziału Prawa UW, którego zdaniem inne informacje można uzyskać wyłącznie za zgodą pracownika. W ograniczonym stopniu podstawę do przetwarzania innych danych daje art. 22(1) par. 2 pkt 1 kp, warto jednak zwrócić uwagę, że przepis ogranicza uprawnienie do przetwarzania takich danych wyłącznie do sytuacji, kiedy zamierza on skorzystać z jakichś szczególnych przywilejów związanych ze stosunkiem pracy.

Czy jakiekolwiek szczegóły z życia prywatnego -- ba, intymnego, chciałoby się rzec -- mogą mieć wpływ na przywileje pracownicze? Przepis wprost wskazuje, że można od pracownika oczekiwać imion i dat urodzin dzieci (to już i tak sporo: de facto są to dane osoby trzeciej, zatem pracodawca przetwarzający takie dane powinien powiadomić zainteresowanego człowieka o przetwarzaniu jego danych) -- i to w zasadzie wszystko.
Cała reszta jest milczeniem.

Sęk w tym, że żaden przepis prawa bankowego, ani żadna inna norma -- powiedzmy ustawa o nadzorze finansowym -- takiego uprawnienia bankowi nie daje. I nawet jeśli Polbank wie coś, czego nie wiedzą inni, nawet jeśli faktycznie takie działania są niezbędne, wyraźnie trzeba sobie powiedzieć: skoro brak podstaw prawnych do żądania złożenia przez pracownika takiego oświadczenia, to nawet sugerowanie takiej możliwości ("bez sankcji", jak mówią Grecy) jest po prostu, po ludzku bezprawne.

Komentarze (15)
mStop: bunt mBankowego "starego portfela"
 Oceń wpis
   

"Przepraszamy Was za długie oczekiwanie na naszą decyzję. Ta sytuacja wiele nas nauczyła." -- z oficjalnego bloga mBanku, który jest "otwarty na dialog z klientami".

Czytelników przyzwyczajonych, że każdy tekst w Lege Artis jest wyważony jak walnięcie cepem -- przepraszam. Dziś zdobędę się chyba na maksimum niuansu i półtonu, na jakie mnie stać.

mBank podobnie jak cały BRE Bank nie ma ostatnio ani dobrej prasy ani dobrej passy. Niby bank jak bank -- kultowe eKonto, taka sobie oferta oszczędnościowa i raczej kiepskie karty kredytowe -- lecz to, co się ostatnio dzieje wokół kredytów hipotecznych udzielonych przed wrześniem 2006 r. (tzw. "stary portfel") zarząd chyba długo nie zapomni.
Wtopę jeśli o wyniki finansowe można jeszcze jakoś wytłumaczyć, ale utrata zaufania klientów będzie się długo ciągnęła -- słusznie czy nie -- kilwaterem kiepskiego pijaru.

A zaczęło się całkiem niewinnie: Szwajcarzy obniżyli stopy procentowe, czego nie odczuli klienci mBanku, którzy zdecydowali się na kredyt hipoteczny przed wrześniem 2006 roku. Wcześniej rosnące stopy były dobrą okazją do podwyżek oprocentowania kredytów "starego portfela", obniżanie stóp nie spowodowało ruchu zwrotnego.
Na forum mBanku się zagotowało, po czym jego opiekunowie zrobili to, co w takiej sytuacji najczęściej przychodzi do głowy -- i czego później gorzko się żałuje: wątek został usunięty, co zostało później objaśnione jako "problem z archiwizacją" (a mi się przypomina "trwała archiwizacja"... kto wie o co chodzi, tego pozdrawiam :)

Wszystko jest zgodne z umową, w myśl której oprocentowanie kredytu uzależnione jest od decyzji zarządu BRE Banku, zaś "Zmiana wysokości oprocentowania Kredytu może nastąpić w przypadku zmiany stopy referencyjnej określonej dla danej waluty oraz zmiany parametrów finansowych rynku pieniężnego i kapitałowego w kraju (lub krajów zrzeszonych w Unii Europejskiej), którego waluta jest podstawą waloryzacji." (par. 10 ust. 2 umowy).
W zasadzie do takiej klauzuli trudno się doczepić, a chyba zdecydowanie nie sposób zakwalifikować jej jako postanowienia niedozwolonego.
Co ma jednak zrobić klient banku, jeśli nie budzące szczególnych wątpliwości -- może z wyjątkiem tego "może nastąpić", co w praktyce wygląda tak, że "mogło nastąpić i nastąpiło", kiedy oznaczało podwyżkę oprocentowania, i "nie może nastąpić, więc nie ma", jeśli zmiana wiązałaby się ze zmniejszeniem zysku banku -- postanowienia umowne nabierają cech klauzul abuzywnych dopiero w czasie ich wykonywania?

Moim zdaniem sposób wykonywania tych umów przez BRE Bank może być oceniany z punktu widzenia następujących kodeksowych klauzul abuzywnych:

  • art. 385(3) pkt 8 kc, zgodnie z którym niedozwolone jest uzależnianie spełnienia świadczenia od okoliczności zależnych tylko od woli kontrahenta konsumenta -- tymczasem w praktyce sposób spełnienia świadczenia przez klienta mBanku zależny jest wyłącznie od woli zarządu banku, który dość swobodnie potraktował umowne kryteria ustalenia oprocentowania;
  • brak reakcji zarządu BRE Banku na obniżanie stóp CHF bliskie jest wyrażonej w art. 385(3) pkt 10 kc zasadzie, w myśl której niedopuszczalna jest jednostronna zmiana umowy bez ważnej przyczyny wskazanej w umowie; tak, wiem, że umowa jest ciągle ta sama, ale przecież brak zmiany sposobu obliczania wysokości świadczenia kredytobiorcy jest gorsze chyba od zmiany umowy;
  • a już na pewno można mówić o naruszeniu art. 385(3) pkt 19 kc, uznającym za nieważne te postanowienia umowne, które przewidują wyłącznie dla kontrahenta konsumenta jednostronne uprawnienie do zmiany, bez ważnych przyczyn, istotnych cech świadczenia.

Tu jednak zaczynają się schody. Pamiętam, że kiedyś mówiło się o mBanku jako o sympatycznym źródle kredytu mieszkaniowego. Przyznają to także niezadowoleni z obecnych warunków: wystarczy popatrzeć na wykres, który prezentuję powyżej za stroną mstop.pl (linia granatowa to "stary portfel", linia różowa to koszt dla klienta, który podpisał umowę po wrześniu 2006 r., linia czerwona to najnowsza propozycja mBanku dla niezadowolonych "starych portfeli" -- jak widać był czas, że starzy mieli doskonałe warunki), pisze o tym także jeden z Czytelników w swojej korespondencji do mnie: "Oferta mBanku, zarówno przed 09/2006 jak i potem była zresztą jedną z najbardziej atrakcyjnych na rynku".

Jasne, mówimy o pieniądzach, a to nie jest temat do dowcipkowania -- i na pewno nie do śmiechu jest tym, którzy w dobrej wierze skorzystali z przedstawionej przez mBank oferty, aby dziś płacić kilkaset złotych więcej, niż "nowy portfel".
Dobrze byłoby, gdyby na obiektywizm zdobyli się komentatorzy, którzy już dziś dostrzegają podstęp w nowych propozycjach BRE ("oprocentowanie minimalnie się obniży, jednak marża będzie zabójcza. Jeśli za kilka miesięcy stopy w Szwajcarii pójdą w górę, klienci szybko odczują to w swoich portfelach"... -- a co, jeśli stopy nie pójdą w górę? a co bank ma zrobić dziś? kompletnie zrezygnować z dochodu z kredytów? ustalić oprocentowanie na 0,1% i prowizję na 0,05%?!)
(Bo że Artur Kurasiński napisał tekst "po linii" raczej się nie dziwię -- wszakże ma on na pieńku z całą branżą, a to po tym, jak Inteligo olało "klienta korporacyjnego" ;-) po 6 latach współpracy.)

Reasumując: każda ze stron -- i mBank, i rozżaleni klienci "starego portfela" -- mają dużo racji, zdarza się jednak, że obie strony przereagowują.
Bez wątpienia BRE powinien wykazać się większą elastycznością w kontaktach z kredytobiorcami (a ściśle: mniejszą bezwładnością decyzyjną w ustalaniu oprocentowania pod koniec 2008 roku). "Archiwizowanie wątków" na forum internetowym to strzał w stopę, którego pewnie nawet bym nie zauważył -- ale reakcja wściekłych kredytobiorców nie mogła nie zostać zauważona.

Z drugiej strony nie bardzo rozumiem, czego oczekują autorzy strony mstop.pl. Ani tam, ani w żadnym innym miejscu nie widzę żadnej -- sensownej, bezsensownej: po prostu żadnej (może źle szukam?) -- propozycji. Zanim jednak ktoś powie "a teraz to chcę tak jak mają dzisiejsi klienci" proponuję zdobyć się na minimum obiektywizmu i wyjaśnić: dlaczego mBank -- będący jednak przedsiębiorstwem nastawionym na maksymalizację zysku (i z zarządem rozliczanym przez akcjonariat za to właśnie) w zasadzie miałby tak zrobić? (ponoć w materiale telewizyjnym Michał Macierzyński miał powiedzieć, że to oznaczałoby dopłacanie przez BRE do kredytobiorców, po czym przestał już być ulubieńcem frondystów).

Gadaniem o utracie zaufania można sobie deliję podbić: dzisiejsi, młodzi, oczekujący najlepszego klienci banków nie wiążą się z "jednym jedynym" na dwie-trzy dekady. Idą tam, gdzie lepszy procent jest, wystarczy zatem, że mBank zacznie się licytować z różnymi Killerami czy zwariowanymi openfajansami, a ledwie opadnie bitewny dym -- wrócą dobre czasy.

Komentarze (41)
Gwiazdowski kontra Rzepa: ciekawy pozew, może być ciekawie
 Oceń wpis
   

cytat na weekend: "Redaktor Naczelny Rzeczpospolitej bardzo, ale to bardzo, przeprasza Pana doktora Roberta Gwiazdowskiego za opublikowanie w artykule z dnia 12 stycznia 2009 roku pt. "Interesy znanego doradcy" nieprawdziwych informacji naruszających Jego dobre imię oraz cześć i podważających Jego etykę zawodową.

Redaktor Naczelny Rzeczpospolitej"

Czytając inkryminowany tekst w "Rzepie" czułem, że mogę się zakładać, że Robert Gwiazdowski nie zostawi tej sprawy samej sobie. Na jego blogu pojawił się zapis pozwu, który wniósł (wniesie?) on przeciwko Piotrowi Lisickiemu, naczelnemu "Rzepy".

art. 38 ust. 1 prawa prasowego: Odpowiedzialność cywilną za naruszenie prawa spowodowane opublikowaniem materiału prasowego ponoszą autor, redaktor lub inna osoba, którzy spowodowali opublikowanie tego materiału; nie wyłącza to odpowiedzialności wydawcy. W zakresie odpowiedzialności majątkowej odpowiedzialność tych osób jest solidarna.

Technicznie: niedopatrzeniem, albo może nawet błędem, jest tak wąskie zakreślenie strony pozwanej: zgodnie z art. 38 ust. 1 prawa prasowego solidarną odpowiedzialność za tekst ponosi jego autor oraz redaktor odpowiedzialny za opublikowanie tekstu, a także wydawca gazety. Będzie kłopot, jeśli naczelny wykaże, że nie on zadecydował o pojawieniu się tego artykułu na łamach pisma.

 Procesowo: Robert Gwiazdowski -- mówię to bez właściwej mi złośliwości (i to nie tylko dlatego, że lubię jego komentarze) -- swoim pozwem wybił się ponad przeciętność. Jego roszczenie ogranicza się wyłącznie do przeprosin! -- żadnego milionowego zadośćuczynienia, żadnego żądania pieniędzy dla biednych dzieci z Lasek.
Nie będę ukrywał, że patrząc na gorszące projekty zmian w prawie prasowym oraz rosnącą pazerność oszkalowanych -- w tym polityków i innych starletek, które idą do sądu bo ktoś myśli, że majtek nie mają (a zachowują się, jakby nie tylko majtek, ale i klepek im brakowało) -- obawiałem się, że każdy nowy proces będzie oznaczał radykalną progresję oczekiwań... a tu taka miła siurpryza!

Pozwany będzie miał niezły zgryz dowodowy. Ma bowiem rację Gwiazdowski przywołując orzeczenie Sądu Najwyższego, w myśl którego "cześć, dobre imię i dobra sława człowieka są pojęciami obejmującymi wszystkie dziedziny życia osobistego, zawodowego i społecznego. Naruszenie czci może, więc następować zarówno przez pomówienie o ujemne postępowanie w życiu osobistym i rodzinnym, jak i przez zarzucenie niewłaściwego postępowania w życiu zawodowym naruszającym dobre imię danej osoby i mogące narazić ją na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu lub innej działalności" (wyrok SN z 9 października 2002 r., IV CKN 1402/00).
W takim przypadku "Rzepa", aby uniknąć odpowiedzialności, będzie musiała bądź wykazać, iż działanie nie było bezprawne (wchodzi w rachubę np. uzasadniony interes publiczny), bądź też -- co jest trudniejsze procesowo -- przedstawienie dowodów na opisywane okoliczności.

Tak czy inaczej zapowiada się ciekawy proces. Ja już idę po piwko i paluszki.

PS o sprawie dowiedziałem się poprzez Vaglę, któremu właśnie cyknęło "12-year-old" a ja wcale nie wiem czy powinien się cieszyć ;-)

Komentarze (8)
Podatek od internetu dla artystów, lewa kasa dla żony
 Oceń wpis
   

Was rozbawiła -- i słusznie -- próba określenia siedziby Internetu (nie, ja nigdy nie zaakceptuję pisania słowa "internet" Wielką Literą), mnie zaś -- a na resztę środy -- dwa cytaty, oba wesołe.

§1. "Rozwiązaniem jest obciążenie opłatami nie tylko urządzeń kopiujących i środków umożliwiających kopiowanie, lecz także urządzeń umożliwiających dostęp do internetu i samych opłat za korzystanie z dostępu do internetu [podkreślenie moje - OR]. Szerokie ujęcie podstawy opłat pozwoli, z jednej strony, pełniej związać opłaty ze skalą eksploatacji, z drugiej, umożliwi ukształtowanie ich na relatywnie niskim poziomie." -- prof. Jan Błeszyński, zapytany przez Gazetę Prawną o sposób zagwarantowania interesu twórców, których utwory są rozpowszechniane w internecie.

Powiedziałbym, że pomysł jest dość stary, ale przemilczę, bo szkoda lasów na kolejne akty oskarżenia.

Ciekawe ilu internautów -- w tym premier Jarosław Kaczyński, który ma swojego człowieka od internetu -- przyklaśnie pomysłowi, aby obłożyć komputery, rutery i co tam jeszcze, a także opłaty abonamentowe za dostęp do sieci -- dodatkowym podatkiem "na artystów"? Podkreślam: wszystkie komputery i każdy abonament, nie tylko tych, którzy jumią, ale i tych jak niżej podpisany, który w wielu rzeczach z premierem Kaczyńskim się niezgadza, ale na pewno w jednym są podobni: ich noga na żadnych torrentach nigdy nie postała, zaś w przedmiocie oprogramowania stawiają na programowo bezpłatne narzędzia.

Osobiście skomentuję to w przyzwoity, acz dosadny sposób: mi się ten pomysł, Panie Profesorze, nie podoba. Odpowiedzialność zbiorowa nie jest sposobem na rozwiązanie jakiegokolwiek problemu.

 

§ 2. "Proszę o przygotowanie dla żony umowy-zlecenia na kwotę odpowiadającą tym ok. 22 tys. co niby ja mam pensji. Proszę jej wymyślić prowizję z jakiegoś dużego kontraktu lub coś podobnego. Te wyliczone ok. 22 tys. proszę przelać na konto" -- takiego listela miał ponoć wysłać wiceprezes giełdowej spółki Cash Flow SA.

Wiceprezes twierdzi, że listel nie jego jest, że to zwykła fałszywka, ponieważ od 22 grudnia 2008 roku ma zablokowany dostęp do systemów informatycznych spółki (rozumiecie: urzędujący wiceprezes zarządu) -- a cała afera ma być pokłosiem sporu pomiędzy akcjonariuszami -- jednak abstrahując od tego co jest prawdą (bo ja tego nie wiem) przyszła mi do głowy myśl natury ogólnej: oto i kolejny dowód na słabość "demokratycznego kapitalizmu", w którym rekiny finansjery obracają miliardami nie swoich złotówek, inwestując w nie swoje interesy, (nie)ryzykując nie swoje pieniądze... a taki drobny ciułacz de facto nie ma nic do powiedzenia na temat tego komu i na co powierzane są jego pieniądze.

Jakiż ten świat byłby prostszy, gdyby zamiast fikcyjnego rynku, fikcyjnych inwestycji -- i często fikcyjnych karier zbudowanych na bazie fikcyjnych sukcesów -- przedsiębiorstwami kierowali prawdziwi kapitaliści. Ze swoim kapitałem. Albo z powierzonym, ale z możliwością rozliczenia ich.

Czego sobie i Państwu życzę.

 

PS oba cytaty są do siebie niepokojąco podobne -- czy tylko mi się tak wydaje?

Komentarze (9)
1 | 2 | 3 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]
2012-01-30 12:53
sędzia - ona:
"Słynne masło roślinne"
Może i Olgierd się czepia, ale ma rację, bo nazwa "masło" jest zastrzeżona dla produktów -[...]
2012-01-30 11:34
raj001:
"Słynne masło roślinne"
Moge tylko potwierdzic wpisy innych komentujących, że sie czepiasz. Może Tobie akurat ta nazwa[...]
2012-01-30 09:52
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
@olgierd Czepiasz się :). Tak samo jak "masło śmietaknowe" ma zawartość tłuszczu ok 60%[...]