Czy użytkownicy Wykop.pl łamią prawo?
 Oceń wpis
   

Nie zwróciłbym uwagi na kontrowersyjny i mocno dyskusyjny tekst opublikowany na łamach Wiadomości24.pl (Pasożyty żerują na serwisach i nieświadomych internautach) poświęcony łamaniu prawa przez pasożytujące serwisy internetowe agregujące linki do innych stron, gdyby nie ciekawy komentarz Grzegorza Marczaka.

Wywołany przez Wiadomości24.pl temat sprowadza się do dość prostego założenia. Mianowicie zdaniem Pawła Nowackiego wskutek tego, że istnieją serwisy agregujące zajawki do ciekawych rzeczy znalezionych w internecie -- podkreślam: agregujące zajawki i linki, nie "agregujące treści"  -- właściciele stron docelowych tracą pieniądze. Na linkach, klikach, odsłonach.
Pozwoliło to dziennikarzowi na zbudowanie zdania, po którym zadrżałem w posadach i zacząłem zbierać na grzywnę:

"Polskie kopie Digga działają na granicy prawa, a z pewnością pasożytują na treściach wytwarzanych przez inne podmioty, przede wszystkim wydawnictwa prasowe, które dopiero dziś - w dobie kryzysu gazet - na dobre wchodzą do sieci. Co więcej, prawo łamią zarówno właściciele takich pasożytniczych serwisów, jak i korzystający z nich internauci."

Problem w tym, że wskutek zastosowania -- przyznaję, dziwacznej -- technologii prezentowania stron docelowych (ramki) ruch z tych serwisów nie jest zliczany do całego ruchu podlinkowanej strony. W statystykach Gemiusa całość takiego ruchu jest przypisana Wykopowi -- a więc i Wykop może się tym chwalić np. reklamodawcom.
Najlepiej wyłożyła to chyba cytowana przez Wiadomości24.pl Marzanna Wojciechowska, prawniczka Izby Wydawców Prasy: "Wskaźnikami na podstawie, których ocenia się wartość reklamową danego serwisu jest zasięg tj. liczba tzw. "real users", liczba odsłon i czas spędzony na stronie (...) By ocenić długofalowe skutki działania takich "pasożytujących" serwisów trzeba brać pod uwagę model biznesowy tworzony w oparciu o badania ruchu w internecie. Wpływy z reklamy - a ta jest pochodną wyników danego serwisu znaną z Megapanelu PBI/Gemiusa - są podstawowym dochodem, jaki otrzymuje umieszczając materiały w sieci, wydawca prasy."

Do tego momentu wszystko jest dla mnie jasne i klarowne. Jest walka o pieniądze z reklamy, a w takiej walce można mieć wrażenie, że każdy chwyt -- włącznie z zarzutem prawa -- jest dozwolony. Kiedyś była akcja NoAdBlock -- przypomnijmy, że wówczas też nas straszono, że oglądając jakąś stronę przeglądarką uzbrojoną w to pożyteczne rozszerzenie łamiemy jakieś prawo -- obecnie jest szum wokół decyzji o wycofaniu się przez Erę z zakładania simlocków w ich komórkach (aha, po raz kolejny się okazało, że twórca akcji zaraz po jej rozpropagowaniu postanowił sprzedać domenę tuniemaery.pl na Allegro).

Pal licho agregatory. Wiadomości24.pl chciałyby się dobrać do czterech liter także użytkownikom tych serwisów -- tym, którzy dodają linki (dobrze, że nie czytelnikom i klikaczom).
Zdaniem autora tekstu "I to oni [tj. internauci], oprócz samych właścicieli serwisów (...) mogą ponieść prawne konsekwencje łamania praw autorskich czy nieuczciwej konkurencji." -- a wszystko to dlatego, że "Zdaniem specjalistów od prawa autorskiego na Wykopie, Sforze i Wyczajto mamy do czynienia z naruszeniem prawa autorskiego dokonywanym pospołu przez internautę i samego prowadzącego serwis". Wszystko przez to, że z przepisów o dozwolonym użytku (art. 23 ust. 1 pr.aut.) wyłączone są elektroniczne bazy danych spełniające cechy utworu.

Naruszenie prawa -- jeszcze raz podkreślę: prawa autorskiego oraz o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji -- przez internautów ma następować -- jakie to proste -- poprzez dodanie przez internautę linku do innej strony, bo... bo sposób prezentacji docelowej treści jest niezgodny z metodologią Megapanelu.

Niestety, w mojej ocenie całe zamieszanie jest zamierzonym sianiem zwykłego FUD-u:

  •  po pierwsze nikt -- ani użytkownik, ani agregator linków -- nie jest winien temu w jaki sposób Megapanel traktuje kliknięcie w link na Wykopie. Ba, powiem więcej: skoro udziałowcami PBI sp. z o.o. są wydawcy prasy, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby wpłynęli na kogoś, by zmienić statystyki (dla porównania statystyki Lege Artis dostępne w Google Analytics odnotowują wejścia via ramki Wykopu);
  • zwykłym myleniem pojęć jest wrzucanie do wora pt. odpowiedzialność za naruszenie prawa autorskiego skutków dodania przez internautę linka do jakieś strony. Nawet jeśli przyjmiemy, że prezentacja oryginalnej strony w ramce jest naruszeniem autorskich praw majątkowych (co już samo w sobie jest tezą dyskusyjną -- dla mnie strona to jest strona, a nie pasek w przeglądarce), to z całą pewnością nie można zarzucać takiego naruszenia użytkownikom Wykopu czy innej Sfory;
  • o zarzutach odnoszących się do rzekomej nieuczciwej konkurencji w ogóle szkoda coś mówić -- czynu nieuczciwej konkurencji może dopuścić się wyłącznie przedsiębiorca, nigdy zwykły klikacz internetowy. Zatem wszystko co mi pozostaje to życzyć "podnoszącym rękę na takie pasożyty", aby udało się przekonać sąd, że deliktem z tej ustawy jest wkładanie oryginalnego kontentu w jakąś ramkę -- tylko dlatego, że jakiś Megapanel (bądź co bądź nie będąca wzorcem z Serves jeśli chodzi o pomiar internetu) liczy to inaczej, niż wymarzył sobie wydawca jakiegoś serwisu;
  • reasumując: jeśli ktoś uważa, że wydawcy Wykopu et consortes łamią ich prawa wrzucając linkowany teks w ramkę, niech postara się do tego przekonać sąd. Można do tego użyć przepisów o prawie autorskim, można próbować skorzystać z ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji -- podkreślam, że osobiście ten pierwszy zarzut uważam za chybiony, a drugi za mocno dyskusyjny -- ale po co mieszać do sprawy Bogu ducha winnych użytkowników? 

Na zakończenie można zadać pytanie: ale o co w tym wszystkim chodzi? Tu odpowiem starą paremią JKM: jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądze.
Wróćmy do pierwszego przywołanego przeze mnie cytatu. Jak widać Wiadomości24.pl pochyliły się nad problemem wydawnictw prasowych "które dopiero dziś - w dobie kryzysu gazet - na dobre wchodzą do sieci".

Jeśli się weźmie pod uwagę, że wydawcą Wiadomości24.pl jest Polskapresse sp. z o.o. -- spółka dość ambitnie działająca w segmencie prasy papierowej (wydaje m.in. dziennik Polska oraz posiada prawa do szeregu tytułów regionalnych), acz borykająca się z problemami biznesowymi (kilka miesięcy temu zwolniony został jej wiceprezes, Tomasz Wróblewski) -- to owo szczucie na internet jest biznesowo jasne i zrozumiałe.

Komentarze (11)
Krosno SA: insider trading głównego akcjonariusza?
 Oceń wpis
   

Genialny Trystero -- im więcej czytam tego bloga tym bardziej uklękam -- wpadł na trop niezłej afery. Z oficjalnych informacji dotyczących obrotu akcjami Krosno SA wychodzi, że Zdzisław Sawicki, jej główny właściciel, zapewne dysponując informacjami na temat beznadziejnych wyników spółki -- wszystko wskazuje, że wiedział o tym wcześniej, niż reszta inwestorów -- gwałtownie wycofał się z inwestycji na kilka dni przed złożeniem przez zarząd wniosku upadłościowego z możliwością układu.

z ustawy o obrocie instrumentami finansowymi:
Art. 154. Informacją poufną w rozumieniu ustawy jest - określona w sposób precyzyjny - informacja dotycząca, bezpośrednio lub pośrednio, jednego lub kilku emitentów instrumentów finansowych, jednego lub kilku takich instrumentów finansowych albo nabywania lub zbywania takich instrumentów, która nie została przekazana do publicznej wiadomości, a która po takim przekazaniu mogłaby w istotny sposób wpłynąć na cenę tych instrumentów finansowych lub na cenę powiązanych z nimi pochodnych instrumentów finansowych, (...)
Art. 156. 1. Każdy kto:
1)   posiada informację poufną w związku z pełnieniem funkcji w organach spółki, posiadaniem w spółce akcji lub udziałów lub w związku z dostępem do informacji poufnej z racji zatrudnienia, wykonywania zawodu, a także stosunku zlecenia lub innego stosunku prawnego o podobnym charakterze, a w szczególności:
a)  członkowie zarządu, rady nadzorczej, prokurenci lub pełnomocnicy emitenta lub wystawcy, jego pracownicy, biegli rewidenci albo inne osoby pozostające z tym emitentem lub wystawcą w stosunku zlecenia lub innym stosunku prawnym o podobnym charakterze, lub
b)  akcjonariusze spółki publicznej, lub
c)  osoby zatrudnione lub pełniące funkcje, o których mowa w lit. a, w podmiocie zależnym lub dominującym wobec emitenta lub wystawcy instrumentów finansowych dopuszczonych do obrotu na rynku regulowanym lub będących przedmiotem ubiegania się o dopuszczenie do obrotu na takim rynku, albo pozostające z tym podmiotem w stosunku zlecenia lub innym stosunku prawnym o podobnym charakterze, lub
d)  maklerzy lub doradcy, lub
2)   posiada informację poufną w wyniku popełnienia przestępstwa, albo
3)   posiada informację poufną pozyskaną w sposób inny niż określony w pkt 1 i 2, jeżeli wiedział lub przy dołożeniu należytej staranności mógł się dowiedzieć, że jest to informacja poufna
- nie może wykorzystywać takiej informacji.
2. Osoby, o których mowa w ust. 1, nie mogą:
1)   ujawniać informacji poufnej;
2)   udzielać rekomendacji lub nakłaniać inną osobę na podstawie informacji poufnej do nabycia lub zbycia instrumentów finansowych, których dotyczy ta informacja.
(...)
Art. 180. Kto wbrew zakazowi, o którym mowa w art. 156 ust. 2 pkt 1, ujawnia informację poufną, podlega grzywnie do 2.000.000 zł albo karze pozbawienia wolności do lat 3, albo obu tym karom łącznie.
Art. 181. 1. Kto wbrew zakazowi, o którym mowa w art. 156 ust. 1, wykorzystuje informację poufną, podlega grzywnie do 5.000.000 zł albo karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5, albo obu tym karom łącznie.
2. Jeżeli czynu określonego w ust. 1 dopuszcza się osoba, o której mowa w art. 156 ust. 1 pkt 1 lit. a, podlega ona grzywnie do 5.000.000 zł albo karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8, albo obu tym karom łącznie.
Art. 182. Kto wbrew zakazowi, o którym mowa w art. 156 ust. 2 pkt 2, udziela rekomendacji lub nakłania do nabycia lub zbycia instrumentów finansowych, których dotyczy informacja poufna, podlega grzywnie do 2.000.000 zł albo karze pozbawienia wolności do lat 3, albo obu tym karom łącznie.
Po detale sprawy odsyłam do blogu Trystero -- Czy Zdzisław Sawicki jest oszustem giełdowym? Co zrobi KNF? oraz Czy Zdzisław Sawicki jest oszustem giełdowym? Co zrobi KNF? -- dość rzec, że wokół Krosno SA faktycznie działy się dziwne sprawy.
Najpierw poszły dwukrotne komunikaty zarządu spółki informujące o zbyciu przez Zdzisława Sawickiego znaczących pakietów akcji Krosna SA. Wskutek tych transakcji (miało to miejsce między 19 a 23 stycznia 2009 r.) zszedł on z poziomu 52,25% na 18,37%. Tydzień później okazało się, że spółka popłynęła na kontraktach terminowych na prawie 38 mln złotych, co stanowi 110% jej kapitalizacji rynkowej.

W tej sytuacji zarządowi nie pozostało nic innego, jak złożyć wniosek o upadłość z możliwością zawarcia układu.

Przez insider trading rozumie się -- pozwolę sobie zacytować pół akapitu z pozycji "Europejskie prawo spółek. Tom III. Corporate governance.", Cejmer Mirosław, Chruściński Marcin, Opalski Adam, Oplustil Krzysztof, Sójka Tomasz, Stroiński Rafał, Teichmann Christoph, Zakamycze 2006

Angażowanie się w obrót instrumentami finansowymi osób, które posiadają dostęp do wewnętrznych poufnych informacji emitentów instrumentów finansowych lub innych podmiotów zaangażowanych w obrót tymi instrumentami (z ang. insiders ). Zjawisko to jest więc powiązane z wykorzystywaniem określonych informacji na rynku kapitałowym przez osoby posiadające przewagę informacyjną w stosunku do pozostałych uczestników rynku. Dzięki tej przewadze mogą one osiągać zyski kosztem innych podmiotów na rynku. Sytuacja taka ma miejsce, jeśli na przykład insider wchodzi w posiadanie nieupublicznionej informacji na temat istotnych, negatywnych zdarzeń dotyczących działalności spółki X i dlatego podejmuje decyzję o sprzedaży jej akcji po aktualnym kursie, a kurs ów nie uwzględnia tej negatywnej informacji, ponieważ nie jest ona powszechnie znana. Owymi insiders są często osoby należące do władz emitenta instrumentów finansowych lub osoby powiązane z nimi, a przez to posiadające pełniejszy dostęp do informacji o danym emitencie lub wyemitowanych przez niego instrumentach finansowych niż przeciętny inwestor na rynku (zjawisko tzw. asymetrii informacyjnej).

Insider trading jest w polskim prawie zakazany ustawą z 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi. Definicję informacji poufnej przynosi art. 154 ustawy, zgodnie z którym jest nią każda informacja dotycząca inwestycji w papiery wartościowe, która nie została przekazana do publicznej wiadomości, a która po takim przekazaniu mogłaby w istotny sposób wpłynąć na cenę instrumentów finansowych.
Zakaz posługiwania się informacjami poufnymi dotyczy wszystkich członków organów władz spółek, jej akcjonariuszy, pracowników, maklerów lub doradców, osób, które weszły w posiadanie takiej informacji wskutek przestępstwa, a także osób, które wiedziały (lub mogły się dowiedzieć), że posiadane przez nie informacje są poufnymi.

Zasada jest prosta: członkowie zarządów spółek mają wiedzę z pierwszej ręki na temat planów, wyników oraz kłopotów zarządzanych przedsiębiorstw. Nie byłoby nic prostszego, gdyby posiadaną z tytułu świadczonej pracy wiedzą dzielili się -- odpłatnie bądź za darmo -- z innymi zainteresowanymi osobami, które dzięki tej wiedzy mogłyby lepiej dla siebie decydować o nabyciu bądź sprzedaży papierów wartościowych.

W takim przypadku zakazane jest zarówno ujawnianie informacji poufnej, jak i rekomendowanie innym osobom podejmowania konkretnych transakcji (art. 156 ust. 2 i ust. 5), a także obrót takimi akcjami (ust. 4).
Takie czyny podlegają bardzo surowym karom. Zgodnie z art. 180-182 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi ujawnienie informacji poufnej może skończyć się grzywną w wysokości do 2 milionów złotych oraz 3 latami za kratami, zaś wykorzystywanie takich informacji może wiązać się nawet z pięciomilionową grzywną.

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że zbycie znacznego pakietu akcji przez głównego akcjonariusza na kilka dni przed ujawnieniem przez Krosno SA wiadomości o katastrofalnych skutkach inwestycji w opcje -- oraz przed złożeniem przez zarząd spółki wniosku o stwierdzenie upadłości -- może budzić poważne wątpliwości.

Owszem, być może Zdzisław Sawicki miał doskonałego nosa, aczkolwiek zakładając, iż zarząd nie informował wcześniej akcjonariuszy o zaangażowaniu w kontrakty terminowe (myślę, że już sam taki komunikat dałby do myślenia innym osobom zaangażowanym w tę inwestycję), można też śmiało przypuszczać, że ktoś z zarządu puścił mu farbę.
Pozostaje mieć tylko nadzieję, że sprawą naprawdę zainteresuje się KNF i prokuratura.

Komentarze (7)
Nullum crimen sine lege -- zdaniem SN i TK niekoniecznie
 Oceń wpis
   

Czas na kolejny temat, którego nie da się rozebrać bez solidnej podbudowy aksjologicznej: wyrokiem z 29 stycznia 2009 r. Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, że art. 42 ust. 1 Konstytucji RP nie stoi na przeszkodzie temu, aby doprecyzowanie znamion ustawowych przestępstw następowało w rozporządzeniach wykonawczych (sygn. akt I KZP 29/08). Taka sytuacja nie może być podstawą do uniewinnienia sprawcy czynu zabronionego, zaś rozporządzenie -- uznane za niezgodne z konstytucją.
Ja się oczywiście nie zgadzam -- zarówno z tym wyrokiem, jak i z dotychczasową linią orzeczniczą Trybunału Konstytucyjnego.

art. 42 ust. 1 Konstytucji RP: Odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia. Zasada ta nie stoi na przeszkodzie ukaraniu za czyn, który w czasie jego popełnienia stanowił przestępstwo w myśl prawa międzynarodowego.

Art. 42 ust. 1 ustawy zasadniczej to nic innego jak wpisanie zasady nullum crimen sine lege do naszego systemu ustrojowego. Zgodnie z tą piękną paremią -- której uczą na studiach, ale którą dość skutecznie zakłamano (jak wiele innych) -- nie ma przestępstwa bez ustawy.
Tak powinno być w każdym cywilizowanym kraju: karze może podlegać wyłącznie czyn, który był uznany za przestępstwo w chwili jego popełnienia, w dodatku -- lubię czytać tę normę jak na ortodoksa przystało -- niedopuszczalne jest tworzenie określenie jakichkolwiek cech czynu zabronionego w aktach prawnych niskiej rangi.

Tym właśnie miała się różnić Rzeczpospolita od PRL: praworządność zamiast czczych deklaracji, faktyczne prawa człowieka przed interesem władzy.

Kiedyś sprawa wydawała się prosta, nawet w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego. W uzasadnieniu orzeczenia z 1 marca 1994 r. (U 7/93) padły istotne z mojego punktu widzenia zdania, iż

"niesporne jest, iż w państwie prawnym przepisy karne winny precyzyjnie określać zarówno czyn, jak i karę (co wskazywał także Trybunał Konstytucyjny w postanowieniu z 25 września 1991 r., S. 6/91). Niesporne jest też, w świetle konstytucyjnego podziału materii pomiędzy ustawy a akty wykonawcze, że podstawowe elementy zarówno czynu, jak i kary muszą być określone w samej ustawie, a nie mogą być – w sposób blankietowy – pozostawione do unormowania w akcie wykonawczym. Trybunał Konstytucyjny jest zdania, że powyższe konstytucyjne wymagania pod adresem przepisów karnych należy odnosić do wszystkich przepisów o charakterze represyjnym (sankcjonująco-dyscyplinującym), a więc do wszystkich przepisów, których celem jest poddanie obywatela jakiejś formie ukarania czy jakiejś sankcji."

Podobny idealizm cechuje Rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów w sprawie "zasad techniki prawodawczej": zgodnie z jego par. 25 co do zasady przepis powinien wprost określać adresata normy oraz dyspozycję, zaś odstępstwa są możliwe wyłącznie w oczywistych sytuacjach.
Jeszcze bardziej rygorystyczny jest par. 75 ust. 1 rozporządzenia, w myśl którego "W przepisie karnym znamiona czynu zabronionego określa się w sposób wyczerpujący, bez odsyłania do nakazów albo zakazów zawartych w pozostałych przepisach tej samej ustawy lub w przepisach innych ustaw". Wprawdzie dalej przepis dopuszcza odwołania do innych przepisów -- ale mogą być to tylko przepisy tej samej ustawy.
Cóż, mogę tylko powtórzyć zdanie wyrażone wcześniej w komentarzu do innego tekstu: merytorycznie ta metanorma jest super, formalnie troszkę mniej super; szkoda jednak, że tego co mądre nikt nie słucha.

z Rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z dnia 20 czerwca 2002 r. w sprawie "Zasad techniki prawodawczej":
§ 25. 1. Przepis prawa materialnego powinien możliwie bezpośrednio i wyraźnie wskazywać kto, w jakich okolicznościach i jak powinien się zachować (przepis podstawowy).
2. Przepis podstawowy może wyjątkowo wskazywać tylko zachowanie nakazywane albo zakazywane jego adresatowi, jeżeli:
1) adresat lub okoliczności tego nakazu albo zakazu są wskazane w sposób niewątpliwy w innej ustawie;
2) celowe jest, aby określenie adresata lub okoliczności zamieścić w przepisach ogólnych tej samej ustawy;
3) powszechność zakresu adresatów lub okoliczności jest oczywista.
§ 75. 1. W przepisie karnym znamiona czynu zabronionego określa się w sposób wyczerpujący, bez odsyłania do nakazów albo zakazów zawartych w pozostałych przepisach tej samej ustawy lub w przepisach innych ustaw, w tym ustaw określanych jako "kodeks", albo w postanowieniach umów międzynarodowych ratyfikowanych za zgodą wyrażoną w ustawie.
2. Odesłanie, o którym mowa w ust. 1, stosuje się tylko w przypadku, gdy bezprawność czynu polega na naruszeniu nakazów albo zakazów wyraźnie sformułowanych w innych przepisach tej samej ustawy albo postanowieniach umów międzynarodowych ratyfikowanych za zgodą wyrażoną w ustawie.  (...)

Wydawać by się mogło, iż lex fax, ten peerelowski wynalazek pozwalający na orzekanie o prawach i obowiązkach, o karze i odpowiedzialności na podstawie przepisów, które zostały wydane bez prawidłowego trybu bądź bez wyraźnego upoważnienia, odszedł w przepaść przeszłości wraz z pomnikami Feliksa Dzierżyńskiego.

Nic bardziej błędnego. W uzasadnieniu wyroku TK z 26 listopada 2003 r. (SK 22/02) pada dramatyczna opinia, zgodnie z którą "W sytuacji szczególnej, gdy wprowadzenie odesłania do aktu normatywnego rangi podustawowej jest szczególnie uzasadnione z uwagi na celowość doprecyzowania („dookreślenia”) czy zawężenia na podstawie delegacji ustawowej zakresu dyspozycji normy karnej, nie można wykluczyć możliwości zastosowania tego rodzaju zabiegu legislacyjnego".
I niewiele zmienia fakt, iż Trybunał powołuje się na Lecha Gardockiego -- o tym, że "rdzeń zakazu" musi dokładnie i bez wątpliwości być określony w ustawie karnej.
Rozumiecie Państwo: rdzeń zakazu.

Po co jednak mydlić oczy jakimś rdzeniem zakazu, skoro można w dowolny sposób uzasadnić dowolną normę, pod warunkiem, iż jest ona wygodna i potrzebna. W uzasadnieniu do wyroku TK z 24 stycznia 2004 r. (P 9/03) padają kuriozalne -- aprobujące niedopuszczalny w moim przekonaniu stan rzeczy -- zdania. Otóż zdaniem Trybunału "W przepisach prawa karnego znaleźć można cały szereg odniesień do elementów normatywnych zawartych poza ustawą (np. w rozporządzeniu, czy też w aktach prawa miejscowego jako źródłach prawa powszechnie obowiązującego). Jeszcze dalej ma to miejsce w sytuacji odwołania się do tzw. reguł ostrożności, dla których w ogóle brak jednoznacznej i wyraźnej podstawy ustawowej. W literaturze nauk penalnych wskazuje się na bardzo liczne przypadki konstruowania znamion czynu typu zabronionego z elementów nie tylko pozaustawowych, ale w ogóle nie wyrażonych jednoznacznie w źródłach prawa stanowionego. (...) Również w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego wskazywano już na różnorodność sposobów redagowania w praktyce przepisów prawa karnego. Obok przepisów ustawowych, które w sposób wyczerpujący i precyzyjny określają wszystkie znamiona czynu zabronionego, ustawodawca zamieszcza też tzw. blankietowe przepisy karne. Wskazując czyn zabroniony nie określają one w sposób wyczerpujący jego znamion, ale w sposób wyraźny lub ukryty odsyłają do przepisów zamieszczonych w innym akcie normatywnym (...)."

Proszę Państwa, oto co ma do powiedzenia Trybunał Konstytucyjny na temat zasady nullum crimen sine lege: legislatywie zdarza się opierać konstrukcję odpowiedzialności karnej o przepisy pozaustawowe; ba, czasem odpowiedzialność karna zależy także od kryteriów, których w ogóle nie ma w ustawie. Trybunał Konstytucyjny, chociaż musi przecież znać treść art. 42 ust. 1 ustawy zasadniczej, nie ma nic przeciwko blankietowym normom karnym, nawet jeśli nie tylko nie określają one znamion przestępstwa w sposób wyczerpujący, ale odsyłają do innego aktu prawnego nawet w sposób ukryty...

Warto zauważyć, że nie mówi się tu już nawet o doprecyzowaniu pewnych pojęć, nie mówi się o jakichś szczegółowych parametrach technicznych, które -- zdaniem Trybunału, bo nie zdaniem Konstytucji Rzeczypospolitej -- mogą skutecznie być zapisane wyłącznie w rozporządzeniu wykonawczym, a mimo to stanowić dobrą podstawę do posadzenia kogoś za kraty.
Zdaniem TK prawidłowa, akceptowalna i dopuszczalna jest sytuacja, w której o tym, czy komuś można zarzucić popełnienie przestępstwa -- uznać jego winę, pozbawić go wolności -- decydować będą jakieś pojęcia, którym brak jednoznacznej podstawy prawnej.

Jak zaznaczyłem na wstępie tekstu: nie da się rozstrzygnąć sporu o to, czy polska konstytucja zezwala na ukaranie kogoś za czyn, który nie jest opisany w ustawie bez dyskusji o aksjologii praworządności i sprawiedliwości.
Moim zdaniem -- przy całym nieskrywanym aplauzie dla uznania zwyczaju jako źródła prawa i dla systemu common law -- niedopuszczalne jest, aby uznanie kogoś za przestępcę (ściśle: jego czynu za przestępstwo) mogło wynikać z bliżej niesprecyzowanych norm prawnych.

Rozumiem, że dla Sądu Najwyższego, który orzekał w sprawie pytania sądu o możliwość skazania sprawców handlu chrzczonym paliwem -- kiedy to parametry paliwa wynikają właśnie z rozporządzenia -- sprawa mogła być kłopotliwa, ponieważ przeciwny pogląd storpedowałby wysiłek organów ścigania w zwalczaniu tego procederu. Mnie jednak przechodzą ciarki po grzbiecie na samą myśl, że wobec tego może się kiedyś okazać, że zwykły błąd jakiegoś ministra może sprawić, że wszyscy zostaniemy przestępcami.
Wystarczy przecież troszkę zmienić brzmienie jakiegoś rozporządzenia -- jeśli tylko treść jego będzie "wsparta" ustawą o charakterze karnym.

Komentarze (6)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]