Takiego wała jak Polska cała
 Oceń wpis
   

Jest coś takiego jak rząd Polski -- polski Rząd. Składa się nań nie tylko Rada Ministrów i jej Prezes (zwany czasem dla niepoznaki premierem) oraz prezydent (zwany niegdyś preziem). Składa się nań także cała sieć (czytaj: sieczka) popapranych wytworów biurokratycznych, na które składa się całe społeczeństwo.

Jest też sobie coś takiego jak Główny Inspektorat Transportu Drogowego, który nie wiadomo czym się zajmuje -- a, przepraszam, "Wywrotkę, której dopuszczalna masa całkowita przekroczona była o 17 ton zatrzymali w ostatnich dniach inspektorzy z Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego w Bydgoszczy" a ponadto "W związku z nieprawdziwymi informacjami dot. kosztów składników umundurowania inspektorów Inspekcji Transportu Drogowego, które zostały wyemitowane w „Faktach” TVN w dniu 18 lutego 2009 r. o godz. 19.00, uprzejmie informujemy, że:" -- zajmują się tworzeniem prawa powielaczowego.

W demokratycznym państwie prawnym podstawową zasadą działania organów administracji jest jawność. Dlatego każdy dokument wytworzony przez organ wskazujący sposób interpretacji przepisów obowiązującego prawa, pomimo że przeznaczony jest przede wszystkim dla funkcjonariuszy tego organu, ma charakter informacji publicznej i jako taki podlegać będzie reżimowi ustawy o dostępie do informacji publicznej. (wyrok WSA w Warszawie z 29 października 2008 r., II SAB/Wa 119/08)Tematem zajął się -- znany także z tutejszych komentarzy -- Quake, który wziął był to dziadostwo na precyzyjny celownik (warto poklikać, żeby się przekonać jak pojedynczy człowiek z głową we właściwym miejscu może rozpracować frajerstwo): dowiedziawszy się, że GITD wydał "wytyczne" nt. stosowania art. 92a ustawy o transporcie drogowym zażądał udostępnienia tego dokumentu -- powołując się na przepisy o informacji publicznej -- co spotkało się z odmową biurokractwa.
W odpowiedzi Quake złożył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skargę na bezczynność, zaś WSA przyznał mu rację (teza z tego orzeczenia leci do ramki -- zapamiętajcie sobie!)

Oczywiście GITD nie pogodził się z orzeczeniem nakazującym udzielenie informacji człowiekowi, który było nie było płaci za te przyjemności. Poszła skraga kasacyjna.

Stety czy nie, okazało się, że w Głównym Inspektoracie Transportu Drogowego zatrudnia się jakichś wałów -- skarga została odrzucona, albowiem (i tu pozwolę sobie przekopiować obszerne fragmenty uzasadnienia z 20 lutego 2009 r., II SAB/Wa 119/08):

Zgodnie z art. 221 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. - Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz. U. Nr 153, poz. 1270 ze zm.; dalej powoływana jako ppsa) pisma wnoszone przez adwokata lub radcę prawnego, które nie są należycie opłacone, pozostawia się bez rozpoznania albo odrzuca bez wezwania o uiszczenie opłaty, jeżeli pismo podlega opłacie stałej. (...)
W sprawie niniejszej skarga kasacyjna objęta jest wpisem stałym w wysokości 100 zł  (...).
Tymczasem od skargi kasacyjnej wniesionej przez radcę prawnego M.P.- pełnomocnika Głównego Inspektora Transportu Drogowego, nie został uiszczony wpis. Skarga kasacyjna jako nieopłacona podlega więc odrzuceniu.
Mówiąc wprost: takie jest prawo, że od takiej skargi trzeba zapłacić stówkę, a jak się tego nie robi, to sąd uwala sprawę bez merytorycznego rozpoznania. I oto radca prawny wynajęty przez GITD postanowił przećwiczyć temat w boju. I poległ -- nie zapłacił, sąd nie wezwał, skargę odrzucił.

Jasne, że sprawa nie była warta całego tego zachodu i dowodzi wyłącznie tego, że Główny Inspektorat Transportu Drogowego w beznadziejności swego istnienia nie ma nic innego do roboty, jak łamać prawo aby następnie próbować nieudolnie obracać kota ogonem.

Tragedia polega na tym, że jakaś niepotrzebna struktura rządowa zatrudnia przypadkowych ludzi (a może nieprzypadkowych?), którym poleca prowadzenie nieważnych spraw, które są przez niekompetencje przegrywane.
Mówię jak populista -- w takich momentach otwiera mi się w kieszeni populistyczny scyzoryk -- ale jak to inaczej opisać? Bawcie się, bawcie? A jak przyjdą poważne tematy to też położycie sprawę, bo radcy prawnemu nie będzie się chciało sprawdzić czy musi wnieść opłatę od skargi bez wezwania??!

Mam też nieodparte wrażenie, że takiego wała zatrudnia polska administracja cała. I stąd takie u nas bezhołowie: wicepremier organizuje lotne brygady do łamania prawa, premier, zamiast zwrócić mu delikatnie uwagę na niestosowność zachowania -- wysyła Chlebowskiego, żeby ten napuścił służby specjalne na opcje (dobrze, że to nie będzie NKWD).

 

PS cała redakcja składa najserdeczniejsze gratulacje na ręce Quake. Chłopie, zrobiłeś naprawdę kawał dobrej roboty!

Komentarze (12)
Prawdziwe ofiary opcji walutowych
 Oceń wpis
   

Kuriozum z życia wzięte: zadzwonił do mnie dziś pracownik przedsiębiorstwa produkcyjnego, który w ramach obowiązków od kilku lat zajmował się opcjami. Żadne spekulacje -- po prostu prawidłowe zabezpieczanie importu czy eksportu.
Rzecz szła jak należy latami, aż do jesieni, kiedy złotówka zaliczyła zwał. Zamiast jakiegoś 2,90 za euro szybko zrobiło się przeszło 4 złote, co firma odczuła dość boleśnie. Cóż, tak bywa -- może ja głupi jestem, ale tak jak zyskuje cenę waluta, mogły też zdrożeć importowane towary i też by zabolało.

Obecnie zarząd zaczął przedstawiać sprawę opcji -- w rozmowach z pozostałymi pracownikami, którzy są w strachu, że firma się przekręci -- jako samowolny i karygodny wybryk "człowieka od opcji". Nic to, że latami kontrakty służyły zabezpieczeniu interesów firmy, a raz się nie udało. Winni muszą się znaleźć i zostać ukarani, dlatego kierownictwo zapowiada, że osoby odpowiedzialne za kierowanie zleceń do banków zapłacą za wszystko z własnej kieszeni.

Trudno o większy absurd. Po pierwsze trzeba pamiętać, że wszelkie tego typu działania podejmowane są na ryzyko pracodawcy i jeśli tylko pracownik nie przekroczył zakresu powierzonych mu kompetencji, nie można mu nic zarzucać. Samowolnym wybrykiem też nie może być działalność, która trwała latami i nie miała nic wspólnego ze spekulacjami na walutach. Każde ze zleceń miało oparcie w realnym kontrakcie gospodarczym z zagranicznym kontrahentem.

Pomysł to jednak przedni, czekam na kolejne rozwojowe pomysły. O, proszę: większość przedsiębiorstw jest ubezpieczonych od pożaru; pożary jednak zdarzają się niezmiernie rzadko, co pozwala na postawienie hipotezy, że pieniądze wydawane na polisy są marnowane. Czekam zatem na serię pozwów przeciwko osobom, które podejmowały decyzje o zawarciu niepotrzebnych umów ubezpieczeniowych.

Ciekawym też co na to wicepremier Pawlak -- czy wystarczy mu naganianie służb specjalnych "na opcje", czy motania nigdy dość?

Komentarze (7)
Znów o karze za słowo (po wyroku Długołęcki vs. Polska)
 Oceń wpis
   

Dawno nie pisałem o moich konikach, czyli karze za pomówienie (art. 212 kk) oraz znieważenie (art. 216 kk). Moje utyskiwania zyskały bowiem całkiem nieoczekiwane wsparcie: Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że art. 212 i 216 polskiego kodeksu karnego mogą być niezgodne z art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Sprawa Jacka Długołęskiego, dziennikarza "Kolbudzkiego ABC" to można powiedzieć klasyk naszych czasów: 11 lat temu dziennikarz pisze artykuł o burmistrzu miasteczka, w którym wyraża pogląd, że człowiek ten nie nadaje się na stanowisko, ponieważ jest niekompetentny.
Burmistrz czuje się zniesławiony tymi słowy, kieruje przeto do sądu akt oskarżenia. Sąd w zachwycie przyklepuje sprawę, umarza warunkowo sprawę, ładując oskarżonemu kilkaset złotych nawiązki i kosztów. Pod wpływem rozstrzygnięcia dziennikarz "na wszelki wypadek" w ogóle przestaje pisać.

Sprawa Długołęcki vs. Polska, wyrok ETPCz z 24 lutego 2009 r. (23806/03), wyrok do pobrania stąd

W rozstrzygnięciu Trybunał przypominał, że Konwencja chroni wolność słowa w bardzo szeroki sposób, zaś jej art. 10 ust. 2 ma za zadanie nie tylko chronić poglądy i idee, które są akceptowalne, ale i słowa szokujące, poruszające, a nawet gorszące (sędziowie przypomnieli przy tym koronną dla wolności słowa w demokracji sprawę Oberschlick vs. Austria). Zasada ta jest bezwarunkowa, jeśli krytyce podlega osoba publiczna, która z racji zajmowanej pozycji musi wykazać się większą tolerancją na krytykę.

z kodeksu karnego:
Art. 212 § 1 Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nie mającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości,które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie, karze ograniczenia albo pozbawienia wolności do roku.
(...)
Art. 216 § 1 Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła,
podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

artykuł 10 EKPCz:
Wolność wyrażania opinii

1. Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Niniejszy przepis nie wyklucza prawa Państw do poddania procedurze zezwoleń przedsiębiorstw radiowych, telewizyjnych lub kinematograficznych.

2. Korzystanie z tych wolności pociągających za sobą obowiązki i odpowiedzialność może podlegać takim wymogom formalnym, warunkom, ograniczeniom i sankcjom, jakie są przewidziane przez ustawę i niezbędne w społeczeństwie demokratycznym w interesie bezpieczeństwa państwowego, integralności terytorialnej lub bezpieczeństwa publicznego ze względu na konieczność zapobieżenia zakłóceniu porządku lub przestępstwu, z uwagi na ochronę zdrowia i moralności, ochronę dobrego imienia i praw innych osób oraz ze względu na zapobieżenie ujawnieniu informacji poufnych lub na zagwarantowanie powagi i bezstronności władzy sądowej.

Trybunał przyznaje, że wolność słowa może być ograniczana, jednak wyjątki powinny być interpretowane zawężająco, zaś same ograniczenia muszą wynikać z przepisu prawa, który nie może godzić w istotę wolności słowa. Po raz kolejny Trybunał wskazał, iż niezbędne jest rozróżnienie pomiędzy dziennikarskim opisem faktów, a wyrażaniem opinii; te pierwsze powinny być obiektywnie rzetelne i autor powinien skupiać się na przedstawieniu rzeczy takimi jakie są, podczas gdy opinie mogą być nacechowanie subiektywizmem.
Szczególnie niebezpieczne jest używanie przepisów prawa karnego w celu ochrony władzy, zwłaszcza w przededniu wyborów. Używanie przepisów prawa karnego dla poskromienia niewygodnych dziennikarzy może być postrzegane jako kneblowanie wolnej prasy (Bowman vs. UK).

Stosowanie sankcji karnych wobec dziennikarzy komentujących działalność polityków może być interpretowana jako hamowanie krytyki prasowej. Plusem w oczach Trybunału jest tryb postępowania (art. 212 i 216 kk zmuszają pokrzywdzonego do wniesienia prywatnego aktu oskarżenia), jednak zagrożenie skazania na karę pozbawienia wolności za opinie wyrażane w toku publicznej dyskusji jest nie do przyjęcia z wolnością słowa gwarantowaną przez artykuł 10 konwencji praw człowieka.

Stwierdzając naruszenie konwencji Trybunał zasądził na rzecz Jacka Długołęckiego 3000 euro odszkodowania (zapłaci je nasz kochany rząd, pieniędzmi, które zabrał jeleniom-podatnikom; obronę przed Trybunałem też my zafundowaliśmy rządowi...)

Reasumując: wyrok w takiej postaci nie ma mocy sprawczej jeśli chodzi o zmiany w naszym kodeksie karnym -- byłoby uprzejmie jednak, gdyby politycy zrealizowali swoje zapowiedzi dotyczące uchylenia art. 212 kk -- miejmy jednak nadzieję, że nasz kochany Trybunał Konstytucyjny zechce się jeszcze kiedyś przyjrzeć tematowi mając na uwadze opinie ETPCz.
Liczę też na to, że nasze sądy wezmą na przyszłość pod uwagę wielokrotnie powtarzane przez Trybunał zdanie, iż osoba publiczna musi liczyć się z ostrą krytyką, nawet jeśli krytyka ta wyda się jej nieuzasadniona albo nawet nierzetelna.

Komentarze (0)
List otwarty w obronie wolności (i rozumu)
 Oceń wpis
   

Czas na troszkę libertariańskiej propagandy. Skłonił mnie do tego List otwarty w obronie rozumu, którego inicjatorzy -- uznając za "skandaliczne umieszczenie na tej liście szeregu profesji niemających nic wspólnego z cywilizacją XXI wieku, a już na pewno z oficjalnie głoszoną przez Rząd RP ideą tworzenia społeczeństwa opartego na wiedzy" -- sprzeciwiają się wpisaniu do Klasyfikacji zawodów i specjalności takich zawodów jak astrolog, wróżbita, bioenergoterapeuta, refleksolog, radiesteta.

W liście padają mocne sformułowania, którym nie sposób odmówić racji: "Stwierdzamy, że teksty tych wpisów są całkowicie pozbawione podstaw racjonalnego myślenia, zawierają elementarne błędy naukowe i przyczyniają się do szerzenia zabobonów i pseudonaukowego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. Umożliwiają też, osobom parającym się praktyką znachorską".
Nie sposób podzielić tego stanowiska. Ministerstwo Pracy faktycznie popisało się wytężoną pracą urzędniczej umysłowości tworząc takie definicje jak np. zawodu astrologa:

Astrolog (Kod:514901)

Synteza:
Bada wpływ poszczególnych planet układu słonecznego i gwiazd stałych na środowisko ziemskie; określa i analizuje zarówno fizyczną, jak i psychiczną sferę zjawisk wywoływanych przez oddziaływanie określonych konfiguracji planetarnych i gwiezdnych w celu uzyskania informacji dotyczących najczęściej człowieka - jego zdrowia, psychiki i losu oraz danych przydatnych w innych dziedzinach życia, takich jak meteorologia czy uprawa roślin.

Zadania zawodowe:
    * sporządzanie horoskopu urodzeniowego, stanowiącego psychofizyczny portret człowieka w celu samopoznania, określenia pola możliwości i ukierunkowania w życiu;
    * opracowywanie prognozy w zakresie wybranych spraw, problemów, predyspozycji i zdarzeń odnoszących się do jednostki bądź ogółu, danej chwili, roku lub wieku;
    * udzielanie porad dotyczących konkretnych zagadnień, takich jak: stan zdrowia, wybór partnera w miłości i małżeństwie bądź interesach, korzystny moment na zawarcie transakcji, wykorzystanie uzdolnień lub możliwości zawodowych.

Dodatkowe zadania zawodowe:
    * dawanie wskazań dotyczących osobistego rozwoju wewnętrznego;
    * prowadzenie pracy badawczej i obliczeń statystycznych, przy użyciu współczesnej aparatury, metodologii i terminologii naukowej.

List można podpisać elektronicznie i na dziś uczyniło to wiele osób, w tym legitymujących się różnorakimi tytułami, w tym "mgr" (zgaduję, że po wpisaniu tych 3 literek można poznać ludzi z krakowskiego ;-)

Bardzo mi się podoba ta akcja. Nie podpiszę się jednak pod listem otwartym. Dlaczego? To proste: jestem przeciw.

Co do samego pomysłu Ministerstwa Pracy: jasne, taka lista jest niepotrzebna i wynika wyłącznie z zamiaru przeregulowania przez Lewiatana wszystkiego co się rusza. Niewiele zatem zmieni fakt, czy będzie tam wzmianka o wróżbitach, czy też jej nie będzie (na marginesie: na liście brak jest takiego zawodu jak... "prawnik"; jest "adwokat", jest "radca prawny", jest nawet "prawnik legislator" -- ale po prostu prawnika na liście nie ma...)
Gdyby zatem autorzy protestu wprost powiedzieli, że "marnotrawienie publicznych pieniędzy lub środków płynących z Unii Europejskiej na tworzenie tego rodzaju absurdalnych dokumentów powinno być karalne. Dlatego domagamy się ujawnienia winnych tego skandalu" w odniesieniu do całości biurokratycznego wymysłu -- nie zaś w części, którą podpowiada im mędrca szkiełko i oko -- to rzecz jasna sprawa warta jest poparcia.

Niestety, owo mędrca szkiełko i oko pomogło dojrzeć tylko dziewiętnastowieczne zabobony rodem z sienkiewiczowskich nowelek. Zabobon XX wieku -- omnipotencja państwa i wszechrząd wszechwiedzącej wszechwładzy -- nie został (przytomnie) dostrzeżony.

Nie poprę takiego protestu z jeszcze jednej przyczyny. Dostrzegam w nim bowiem niejasny cień wywyższania się, wynikający z tego, że "my wiemy", co pozwala autorom na postawienie tezy "wam nie wolno".

Otóż u licha, im wolno. Konstytucja RP wprost stanowi, że "Każdemu zapewnia się wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy. Wyjątki określa ustawa." (art. 65 ust. 1). Dopóki zatem nie będzie ustawy, na mocy której zabrania się wróżenia z fusów (czy nie powinno się równocześnie zabronić analizy giełdowej?), radiestezji i spoglądania w gwiazdy w celu oceny konfiguracji planetarnych -- pamiętajmy, że taki zakaz też musi z czegoś wynikać! -- nie można nikogo dyskryminować tylko dlatego, że wymyślił sobie akurat takie zajęcie.
Mówiąc wprost: o tym jaki zawód wykonuję, powinienem decydować ja sam, a nie jakiś biurokrata. I nie naukowcy powinni decydować czy jakiś zawód jest potrzebny czy niepotrzebny.

Niestety, profesura stojąca za listem otwartym raczyła o tym zapomnieć. A szkoda.

 

PS grafika "Zniszczenie Lewiatana", autor Gustave Doré. Też zabobon a jakiż przyjemny!

Komentarze (10)
Czy pismo przesłane faksem ma formę pisemną
 Oceń wpis
   

Dziś przyszedł czas na rozprawienie się ze sprawą, która wraca dość często, także w korespondencji do LA. Pytanie brzmi: czy pismo przesłane faksem jest sporządzone z zachowaniem formy pisemnej?

Zacząć wypada od wyjaśnienia czym jest pisemna forma czynności prawnej. Zgodnie z art. 78 par. 1 kc "Do zachowania pisemnej formy czynności prawnej wystarcza złożenie własnoręcznego podpisu na dokumencie obejmującym treść oświadczenia woli." Jeśli natomiast ma dojść do zawarcia umowy w formie pisemnej wymagane będzie złożenie podpisu pod dokumentem przez stronę i wymiana się tymi dokumentami (w praktyce wystarczy, że podpiszę się pod egzemplarzem, który ma otrzymać kontrahent).

z kodeksu cywilnego:
art. 73 §1 Jeżeli ustawa zastrzega dla czynności prawnej formę pisemną, czynność dokonana bez zachowania zastrzeżonej formy jest nieważna tylko wtedy, gdy ustawa przewiduje rygor nieważności.
§ 2. Jeżeli ustawa zastrzega dla czynności prawnej inną formę szczególną, czynność dokonana bez zachowania tej formy jest nieważna. Nie dotyczy to jednak wypadków, gdy zachowanie formy szczególnej jest zastrzeżone jedynie dla wywołania określonych skutków czynności prawnej.
art. 74
§1 Zastrzeżenie formy pisemnej bez rygoru nieważności ma ten skutek, że w razie niezachowania zastrzeżonej formy nie jest w sporze dopuszczalny dowód ze świadków ani dowód z przesłuchania stron na fakt dokonania czynności. Przepisu tego nie stosuje się, gdy zachowanie formy pisemnej jest zastrzeżone jedynie dla wywołania określonych skutków czynności prawnej.
§2 Jednakże mimo niezachowania formy pisemnej przewidzianej dla celów dowodowych, dowód ze świadków lub dowód z przesłuchania stron jest dopuszczalny, jeżeli obie strony wyrażą na to zgodę, jeżeli żąda tego konsument w sporze z przedsiębiorcą albo jeżeli fakt dokonania czynności prawnej będzie uprawdopodobniony za pomocą pisma.
§3 Przepisów o formie pisemnej przewidzianej dla celów dowodowych nie stosuje się do czynności prawnych w stosunkach między przedsiębiorcami.

art. 77
§1 Uzupełnienie lub zmiana umowy wymaga zachowania takiej formy, jaką ustawa lub strony przewidziały w celu jej zawarcia.
§2 Jeżeli umowa została zawarta w formie pisemnej, jej rozwiązanie za zgodą obu stron, jak również odstąpienie od niej albo jej wypowiedzenie powinno być stwierdzone pismem.
§3 Jeżeli umowa została zawarta w innej formie szczególnej, jej rozwiązanie za zgodą obu stron wymaga zachowania takiej formy, jaką ustawa lub strony przewidziały w celu jej zawarcia; natomiast odstąpienie od umowy albo jej wypowiedzenie powinno być stwierdzone pismem.

art. 77(1) W wypadku gdy umowę zawartą pomiędzy przedsiębiorcami bez zachowania formy pisemnej jedna strona niezwłocznie potwierdzi w piśmie skierowanym do drugiej strony, a pismo to zawiera zmiany lub uzupełnienia umowy, niezmieniające istotnie jej treści, strony wiąże umowa o treści określonej w piśmie potwierdzającym, chyba że druga strona niezwłocznie się temu sprzeciwiła na piśmie.

art. 78 §1 Do zachowania pisemnej formy czynności prawnej wystarcza złożenie własnoręcznego podpisu na dokumencie obejmującym treść oświadczenia woli. Do zawarcia umowy wystarcza wymiana dokumentów obejmujących treść oświadczeń woli, z których każdy jest podpisany przez jedną ze stron, lub dokumentów, z których każdy obejmuje treść oświadczenia woli jednej ze stron i jest przez nią podpisany.
§2 Oświadczenie woli złożone w postaci elektronicznej opatrzone bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym przy pomocy ważnego kwalifikowanego certyfikatu jest równoważne z oświadczeniem woli złożonym w formie pisemnej.

Identyczny skutek będzie miało opatrzenie oświadczenia bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym przy pomocy ważnego kwalifikowanego certyfikatu (art. 78 par. 2 kc). Oznacza to, że kwalifikowany podpis elektroniczny -- ale tylko i wyłącznie kwalifikowany! -- jest równoważny podpisowi odręcznemu.

Osobną sprawą jest skutek, jaki ustawa wiąże z zachowaniem formy pisemnej. Ogólną zasadą jest, iż zachowanie formy pisemnej jest konieczne tylko wtedy, gdy taki obowiązek nakłada konkretny przepis prawa (por. art. 511 kc, art. 606 kc, art. 720 par. 2 kc, art. 860 par. 2 kc).
Niezachowanie formy pisemnej w powyższych przypadkach nie skutkuje jednak nieważnością umowy. Pominięcie formy pisemnej będzie skutkowało nieważnością umowy -- zgodnie z art. 73 par. 1 kc -- tylko wówczas, kiedy przepis szczególny przewiduje rygor nieważności (ad solemnitatem -- jako  przykład można wskazać art. 522 kc, 647(1) par. 4 kc, art. 709(2) kc, art. 876 par. 2 kc, ale i przepisy prawa autorskiego dotyczące przeniesienia autorskich praw majątkowych bądź udzielenia licencji wyłącznej na korzystanie z utworów).

W pozostałych przypadkach zachowanie formy pisemnej ma skutek wyłącznie dowodowy (ad probationem - por. art. 76 kc).

Strony mogą także, w zawartej umowie, nałożyć na siebie obowiązek zachowania określonej formy czynności prawnej (art. 76 kc). Warto jednak zwrócić uwagę, iż zastrzeżenie formy pisemnej znów ma wyłącznie skutek ad probationem -- chyba że strony wprost w umowie napiszą, że "zmiana umowy może nastąpić w formie pisemnej pod rygorem nieważności".

Wniosek jaki Wielce Czcigodni Czytelnicy powinni do tego miejsca zapamiętać brzmi: nieprawdą jest, iżby każda umowa musiała być zawarta na piśmie. Umowa ustna, zawarta telefonicznie, poprzez listel czy wyklikana na stronie internetowej jest ważna, chyba że przepis szczególny zobowiązuje strony do zawarcia takiej umowy w innej formie (pisemnej, aktu notarialnego, etc.)

No dobrze, ale jak się to ma do tytułowej kwestii: czyli czy pismo wysłane faksem (albo kserokopia pisma) jest pismem w rozumieniu kodeksu cywilnego?

Odpowiedź na takie pytanie jest bardzo prosta ;-) Skoro do zachowania formy pisemnej wymagane jest złożenie własnoręcznego podpisu, zaś do zawarcia umowy w formie pisemnej -- wymiana dokumentów własnoręcznie podpisanych przez strony -- łatwo ocenić, że kopia własnoręcznego podpisu nie jest własnoręcznym podpisem.

Stanowisko to wynika z orzecznictwa sądów. I tak Sąd Apelacyjny w Katowicach w wyroku z dnia 29 grudnia 2006 r. (sygn. akt I ACa 1589/06) wyraził pogląd, iż "Podpis na dokumencie przesłanym faksem nie spełnia wymogu podpisu własnoręcznego ponieważ dokument taki jest tylko kopią. Nie jest zatem prawidłową formą pisemną czynności prawnej wymiana dokumentów za pomocą faksu".

Nie oznacza to, że sądy nie dopuszczają przesyłania oświadczeń woli faksem. Skoro nie ma generalnego obowiązku zawierania umów na piśmie, nie mogłoby być tak, aby wymiar sprawiedliwości lekceważył inne formy zaciągania zobowiązań.
I tak Sąd Najwyższy w wyroku z 23 listopada 2007 r. (sygn. akt IV CSK 228/07) stwierdził, że "Przesłanie treści oświadczenia woli faksem spełnia jedynie warunki uprawdopodobnienia za pomocą pisma". Orzeczenie to wiązało się bezpośrednio z pojęciem dokumentu prywatnego (art. 245 kpc), jednak SN ze względu na korelację norm i stan faktyczny, zajął się problematyką wysyłania pism faksem w ogólności.

Nieco odmienne stanowisko zajął SN w odniesieniu do umów, w których strony zastrzegły wprawdzie konieczność zmian w formie pisemnej, ale nie zaznaczyły, iżby niezachowanie takiej formy skutkowało nieważnością czynności prawnej. W wyroku z 6 listopada 2002 r. (sygn. akt I CKN 1158/00) przyjął, iż "Złożenie przez strony przy pomocy faksu oświadczenia woli o zmianie zawartej na piśmie umowy spełnia wymogi art. 77 k.c., jeśli dotyczyło umowy, dla ważności której ustawa nie wymaga formy pisemnej." Oznacza to, że strony takiej umowy mogą skutecznie dokonać zmiany umowy wymieniając się faksami.
(Warto jednak zwrócić uwagę na art. 74 par. 3 kc, odnoszący się do przedsiębiorców.)

Warto też w tym miejscu zwrócić uwagę na wyrok SN, w którym wyrażono pozornie tylko kontrowersyjny pogląd, iż "Doręczenie pracownikowi za pomocą faksu pisma pracodawcy wypowiadającego umowę o pracę jest skuteczne i powoduje rozpoczęcie biegu terminu przewidzianego w art. 264 § 1 kp, ale stanowi naruszenie art. 30 § 3 kp" (uchwała Sądu Najwyższego z dnia 2 października 2002 r., III PZP 17/02).
Podkreślam, iż pogląd ten jest tylko pozornie kontrowersyjny, a to dlatego, iż zgodnie z przytaczanym tu art. 30 par. 3 kp oświadczenie stron stosunku pracy o wypowiedzeniu bądź rozwiązaniu umowy "powinno nastąpić na piśmie", jednak ustawa nie formułuje rygoru nieważności takiego oświadczenia.

Reasumując, na pytanie czy pismo przesłane faksem ma formę pisemną można odpowiedzieć jednoznacznie: podpis złożony na jakimś dokumencie, który następnie jest przesłany faksem, nie powoduje, iżby złożone oświadczenie strony miało formę pisemną.
Może się jednak okazać -- dużo zależy od stanu faktycznego i możliwości przypisania sytuacji odpowiednich przepisów -- że faks będzie całkowicie wystarczającym sposobem złożenia oświadczenia woli.

Komentarze (18)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]
2012-01-30 12:53
sędzia - ona:
"Słynne masło roślinne"
Może i Olgierd się czepia, ale ma rację, bo nazwa "masło" jest zastrzeżona dla produktów -[...]
2012-01-30 11:34
raj001:
"Słynne masło roślinne"
Moge tylko potwierdzic wpisy innych komentujących, że sie czepiasz. Może Tobie akurat ta nazwa[...]
2012-01-30 09:52
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
@olgierd Czepiasz się :). Tak samo jak "masło śmietaknowe" ma zawartość tłuszczu ok 60%[...]