PKP: zdjęcia na dworcach kolejowych tylko za naszą zgodą
 Oceń wpis
   

Procedura i zasady wykonywania zdjęć na dworcach kolejowych PKP S.A.Ta sprawa mnie naprawdę zbulwersowała. Oto jak pokazują sobie ludzie na forum Canon-Board.info (a mi linka podesłał Czytelnik, za co niniejszym dziękuję) nasze kochane Polskie Koleje Państwowe SA ustanowiły sobie dokument (?) o nazwie "Procedura i zasady wykonywania zdjęć na dworcach kolejowych PKP S.A." -- coś na obraz i podobieństwo regulaminu pstrykania fotek -- a w nim same ładne kwiatki.

Po pierwsze PKP łaskawie zezwala na nieodpłatne wykonywanie zdjęć "na własny użytek o charakterze niekomercyjnym". To już coś -- przynajmniej wiadomo, że jak ktoś się przyczepi, to nie trzeba już mówić "służbowo, na statek", lecz "prywatnie, o charakterze niekomercyjnym" -- j mają się odczepić. Nie tak jak tutaj.

Po drugie PKP reguluje sposób wykonywania swoich obowiązków przez dziennikarzy. Otóż osoby wykonujące zdjęcia na potrzeby prasowe i "działające na podstawie ustawy o prawie prasowym" (WTF?) mogą się tym zajmować "tylko po okazaniu pisemnej bądź telefonicznej zgody" wydanej (w oryginale "przedstawionej") przez jeden z wymienionych podmiotów.
Tu robi się naprawdę interesująco: raz, że zawsze miałem wrażenie, że PKP odpowiada za wożenie ludzi, a nie regulację zawodu dziennikarza (jak widać skoro to pierwsze idzie im słabo, to przynajmniej realizują się w tym drugim), a także, że prasie ustawowo i konstytucyjnie przysługują pewne swobody i w zasadzie PKP nic do tego -- zaś akredytacja to dość specyficzny sposób reglamentowania dostępu do dóbr naprawdę rzadkich... -- zatem konieczność uzyskania zgody "na konkretny dzień i wybrane godziny" (to co, jakbym chciał sfotografować syf na wrocławskim Dworcu Głównym, to odmalują, posprzątają i dopiero pozwolą?)
Na marginesie: w jaki sposób można okazać telefoniczną zgodę? Ale może to zmartwienie kolei, skoro "przedstawić" owo zezwolenie ma jeden ze wskazanych tam podmiotów?

Ale najciekawszy jest passus na dole: "zadaniem Policji, Straży Ochrony Kolei i Ochrony dworca kolejowego PKP S.A. jest między innymi, egzekwowanie przestrzegania tych zasad i uniemożliwienie wykonywania zdjęć o charakterze komercyjnym bądź prasowym bez wyżej wymienionych uzgodnień z właścicielami nieruchomości".
Czyli jest tak, że kolejarze ustanawiają sobie coś w rodzaju -- zupełnie prywatnego -- regulaminu pstrykania zdjęć, ale zaprzęgają (czy skutecznie?) do egzekwowania nałożonych tam zakazów organy ścigania, które -- zawsze warto przypomnieć: odpowiadają za zwalczanie, wykrywanie i zapobieganie przestępczości.

Jestem nieprawdopodobnie ciekaw w jaki sposób policja czy SOK egzekwują przestrzeganie tych zasad, a także uniemożliwiają wykonywanie zdjęć prasowych bez zezwolenia kolejarzy? Czyżby naprawdę stosując środki przymusu wobec opornych (bo wiadomo, że każdy fotograf to terrorysta)? No i (nie mniej istotne): czy policja w ogóle wie o tym, że PKP SA "zadaniuje" ją na takich plakatach? A może władze spółki i kierownictwo policji zawarły nawet jakieś porozumienie w tym zakresie?

I jeszcze jedna ciekawostka: pod edyktem podpisał się Michał Wrzosek... rzecznik prasowy (o, przepraszam: Rzecznik Prasowy) PKP SA. Znaczy się w PKP tak, że takie regulaminy wprowadza -- oraz rozkaz ścigania dziennikarzy patrolom i sokistom -- wydaje właśnie osoba odpowiedzialna za kontakt z mediami.

Temat tak bardzo mnie zbulwersował, że pozwoliłem sobie napisać do rzecznika prasowego (o przepraszam, Rzecznika Prasowego) listela z garścią pytań. Nie boję się, bo odkąd mamy XXI wiek w pociągu moja noga postała najwyżej 3 razy (serio-serio -- ale teraz już wiem, że miałem nosa), z czego ostatni raz 11 miesięcy temu (po 8 latach przerwy) wiozło mnie ze stolicy do Wrocławia -- i mam wielki plan więcej z usług tego dziadostwa nie korzystać.
Więc mnie nie wywloką za chabety.

 

PS jakby się ktoś zastanawiał czego wstydzą się Polskie Koleje Państwowe S.A. to polecam wpis Ewki. A zresztą, pozwolę sobie nawet pokazać filmik jej autorstwa na ten temat.
Uwaga, materiał tylko dla ludzi o mocnych nerwach!

  

 

Komentarze (40)
O dwóch takich co byli do siebie podobni
 Oceń wpis
   

Jarosław Kaczyński i Lech Kaczyński o dwóch takich co ukradli księżycKolejna ciekawostka: jak pisze "Dziennik" Cezary Pazura pozwał producentów reklamy jakiejś sieci sklepowej, w której wystąpił Leszek Blautenberg, bo... ten jest do niego zbyt podobny. Ściśle -- bo zagrał w (kiepskiej ponoć) reklamie, ale przecież nie zagrałby -- gdyby nie był do Pazury podobny.

Trudno ocenić z artykułu na czym opiera się powództwo Pazury. Jeśli mowa byłaby o prawie do wizerunku, to podzielam stanowisko Tomasza Bakalarza, że tak się nie da -- a się nie da, bo każdy ma swój własny wizerunek. To nie jest wina Blautenberga, że jest podobny do Pazury; a jeśli jest, to może czas, by Blautenberg pozwał swojego sobowtóra?

Ba, jeśli dla kogoś jest to takie proste, to zachęcam, by iść dalej tą drogą: do pozwanego (a może świadka? a może będzie on służył podczas procesu jako dowód z okazania?) podobny jest Stanisław Orzędała (wszyscy oni grali w filmie "Killerów 2") -- dlaczego nie miałby on teraz spróbować sądownie ustalić monopolu na bycie sobowtórem Pazury?
Szkoda, że się spóźnili ze stosowną rejestracją ("moje prawa do mojej twarzy wynikają z certyfikatu, Wysoki Sądzie!"), byłoby jeszcze weselej.

Ba, idźmy dalej: do Głowy Państwa podobna jest głowa Byłego Premiera -- czyż nie warto byłoby sądownie ustalić, komu naprawdę przysługują prawa do tego wizerunku, a kto jest li tylko zwykłym naśladowcą? Jeszcze lepiej, jeśli sąd -- niechby i na etapie zabezpieczenia powództwa -- zakazał pozwanemu posługiwania się spornym wizerunkiem, począwszy od życia prywatnego, aż do występów w telewizji i na plakatach.

Czekam także na stosowną nowelizację przepisów karnych w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych: "kto, będąc podobnym do kogoś innego, choćby nieumyślnie, był do niego podobnym w miejscu publicznym, podlega...".

W sumie cieszę się, że dowcip w narodzie nie ginie. Bo dopóki nie zginie, będę miał o czym pisać.

Komentarze (16)
Prokuratura: nie ma takiego przestępstwa jak phishing
 Oceń wpis
   

Ciekawostka: zdaniem organów ścigania czyn polegający na podrobieniu strony internetowej w celu wyłudzenia haseł i loginów dostępowych -- po prostu phishing jak ten -- można oceniać wyłącznie pod kątem przełamania szczególnego zabezpieczenia danych, czyli art. 267 par. 1 kk, aczkolwiek sprawcy (phisherowi) jakichkolwiek zarzutów i tak nie można postawić, ponieważ użytkownicy korzystający z jego fałszywej strony internetowej... dokonywali logowań dobrowolnie (sic!).

Takie rewelacje można wyczytać w postanowieniu Prokuratury Rejonowej w Zawierciu o umorzeniu dochodzenia z 28 stycznia 2010 r. (RSD-201/09 -- tutaj można kliknąć i poczytać w całości).

prokuratura w zawierciu -- dobrowolny phishing

Ba, mało tego: zdaniem prokuratora Grzegorza Treli o przestępstwie (naruszenia tajemnicy korespondencji?) można mówić tylko wówczas, gdyby sprawca dokonywał zmian lub nowych wpisów w informacjach sporządzonych przez użytkowników serwisu -- czyli, przenosząc to na przykład bankowego phishingu, zdaniem prokuratury przestępstwem byłoby dopiero ściągnięcie sobie pieniędzy z kont bankowych -- zarazem skoro phisher tego nie zrobił, to nie naruszył interesów prawych użytkowników.

z kodeksu karnego:
Art. 267 §1. Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do całości lub części systemu informatycznego.
(...)
§ 5. Ściganie przestępstwa określonego w § 1-4 następuje na wniosek pokrzywdzonego.
Art. 269b § 1. Kto wytwarza, pozyskuje, zbywa lub udostępnia innym osobom urządzenia lub programy komputerowe przystosowane do popełnienia przestępstwa określonego w art. 165 § 1 pkt 4, art. 267 § 3, art. 268a § 1 albo § 2 w związku z § 1, art. 269 § 2 albo art. 269a, a także hasła komputerowe, kody dostępu lub inne dane umożliwiające dostęp do informacji przechowywanych w systemie komputerowym lub sieci teleinformatycznej,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
(...)
Przemyślenia tego rodzaju pozwoliły prokuraturze na wydanie postanowienia o umorzeniu postępowania ze względu na brak ustawowych znamion czynu zabronionego (art. 17 par. 1 pkt 2 kpk).
Słowem: dopóki przestępca będzie tylko zbierał dane za pośrednictwem podrobionej strony internetowej, ale nie będzie starał się ich użyć, to nie można mu postawić żadnych zarzutów. Zwłaszcza, że nie ma przełamania lub ominięcia zabezpieczeń -- a nie ma, bo ludzie sami przecież wklepują tam swoje dane...

To coś jak "palił ale się nie zaciągał", lecz w tym przypadku jednak zaciągał (dane), ale nie stwierdzono, iżby coś z nimi robił.

Zadziwiające, że prokurator całkowicie pominął w swoich rozważaniach art. 269b kodeksu karnego, penalizujący wytwarzanie i obrót "narzędziami hakerskimi" oraz pozyskiwanie haseł komputerowych, kodów dostępu i innych danych umożliwiających dostęp do informacji przechowywanych w systemie komputerowym (system ten to zarówno baza użytkowników serwisu społecznościowego jak i ebankowość!) lub sieci teleinformatycznej.

Ale może pominął dlatego, że biorąc pod uwagę taką kwalifikację czynu trzeba by się pewnie bardziej wysilić z uzasadnieniem umorzenia postępowania ze względu na bcp.

Na zakończenie smaczek. Wprawdzie phishing może być dla zawierciańskiej prokuratury za trudny, ale jak powszechnie wiadomo w takiej sytuacji sprawcy robi się kompleksowy kipisz, w trakcie którego zawsze trafią się "dysk HDD oraz płyty CDR z oprogramowaniem komputerowym skopiowanym z naruszeniem prawa autorskiego". A na piractwie... o tak, na piractwie to się prokuratura zna na tyle dobrze, żeby wątek ten wyłączyć z umorzonego dochodzenia w celu prowadzenia w odrębnym postępowaniu.

wyłączenie wątku piractwa

Słuszną linię ma nasza władza, chciałoby się westchnąć...

Komentarze (23)
Pamiętajcie o... opłatach ;-)
 Oceń wpis
   

Ciekawostka z tzw. życia codziennego: kupiłem niedawno ciasteczka zbożowe, których producentem są Zakłady Piekarskie "Oskroba" sp. z o.o. (bardzo smaczne, polecam!). Wiedziony zawodową upier... ciekawością ;-) obadałem dokładniej etykietkę, aby odnaleźć tam napis, iż "Produkt jest wykonany według wzoru przemysłowego nr: Wp-9982, zgłoszonego do Urzędu Patentowego RP. Naśladownictwo wzoru stanowić będzie czyn nieuczciwej konkurencji".

O takie coś:

ciasteczka zbożowe Oskroba etykietka

Temat na tyle mnie zaciekawił -- przyznacie, że nieczęsto zdarza się widzieć na etykietkach produktów spożywczych takie deklaracje -- że postanowiłem sprawdzić co piszczy w bazie UPRP. Szukam w "wzory przemysłowe" i "numer zgłoszenia, 9982" -- nic nie ma. Patrzę pod "numer prawa wyłącznego, 9982" -- jest Paleta ładunkowa (numer zgłoszenia 8336), z twórcą oraz uprawnionym Pawłem Węgrzynem.
Oskroby niet.

Jeszcze bardziej zaciekawiony -- wszakże etykietka wprost mówi o naśladownictwie wzoru jako podstawie do dochodzenia roszczeń z tytułu nieuczciwej konkurencji, a to nie przelewki -- pozwoliłem sobie napisać do Zakładów Piekarniczych "Oskroba" sp. z o.o. listela z zapytaniem: jak to jest?
Odpowiedź przyszła -- jakaż to różnica w porównaniu do różnych urzędów! (vivat sektor prywatny) -- błyskawicznie.

Otóż okazuje się, że "Oskroba" -- z przesłanych mi dokumentów wynika, że reprezentowana przez profesjonalnego rzecznika patentowego (ach ci profesjonaliści! oni zawsze są najlepsi) -- zapomniała o wniesieniu opłaty za I okres ochronny, co skutkowało wygaśnięciem decyzji o udzieleniu prawa z rejestracji wzoru przemysłowego nr Wp 9982. Tymczasem zakład zdążył wcześniej wydrukować etykietek z zapasem... i wszystko jasne.

Jaki z tego morał? Bardzo prosty: pamiętajcie o opłatach.

PS Zupełnie na marginesie i do teoretycznego rozważenia: czy nieprawdziwa informacja o uzyskaniu prawa ochronnego na opakowaniu produktu może stanowić czyn nieuczciwej konkurencji? Słowem -- czy jest to "fałszywe lub oszukańcze" używanie oznaczenia z art. 9 ust. 1 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji?

Komentarze (18)
Ach, czyli to nazywa się SERM... ;-)
 Oceń wpis
   

Na dziś polecam ciekawy wpis napisany przez Mirka Połyniaka, który ukazał się na blogu Jacka Gadzinowskiego -- pt. "SERM, czyli zarządzanie reputacją w wyszukiwarkach".
Nie żebym się przerzucił na marketing, ale temat pośrednio dotyka i mnie (zawodowo) -- a jak ludzie się nakręcą, to dotknie mnie wielokrotnie mocniej.

W skrócie wpis jest o tym, żeby zaglądać do Wujka Gógla i patrzeć co piszą o nas, bo jak piszą źle to lepiej reagować w czas, nie ma bowiem nic gorszego -- dla nas, dla naszego biznesu -- jak internetowy pamflet z dobrą pozycją w wyszukiwarce.
Autor zilustrował swój tekst grafiką, na widok której przeszły mnie ciarki (ale mimo wszystko pozwalam sobie ją zajumać):

SERM SERM ;-)

(Na marginesie: tu i tak nie jest tragicznie, bywa bowiem znacznie gorzej -- czyli tak, że pamflet pojawia się nawet przed stroną domową zainteresowanego przedsiębiorstwa... -- nie będę ukrywał, że siła Forum Money.pl jest tak wielka, że zdarza się to wcale nierzadko...)

A dlaczego przeszły mnie ciarki na ten widok? Z bardzo prostej przyczyny: Mirek Połyniak podpowiadając co w takich przypadkach należy uczynić słusznie pisze, że "jeśli treści są nieprawdziwe, obraźliwe lub naruszają prawo możemy próbować skontaktować się z administratorem serwisu, czy forum i wnioskować o usunięcie" -- jednak obawiam się, że dla wielu Czytelników zastrzeżenie może być nie dość jasne.

O przepisie art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz wynikającą z tego zasadą, że administrator niemoderowanego serwisu, w którym każdy może się wypowiedzieć na każdy temat nie ponosi odpowiedzialności za treść nawet bezprawnych wpisów, jeśli o nich nic nie wie, a natychmiast po otrzymaniu wiarygodnej bądź urzędowej wiadomości uniemożliwia dostęp do treści pisałem niejednokrotnie.
Nadal mam niestety wrażenie, że piszę o tym za mało -- a myśl ta bierze się z tego, że każdego tygodnia spływa do mnie (tak, tak, to na moich wątłych barkach spoczywa ocena zażaleń na takie pamflety w odniesieniu do zasobów Forum Money.pl i pokrewnych...) niemało wezwań do usunięcia takich wpisów "pod rygorem", a ich autorzy nie baczą na to, że -- pozwólcie, że jeszcze raz zacytuję Mirka Połyniaka -- żądanie usunięcia wpisu ma sens o tyle, o ile "treści są nieprawdziwe, obraźliwe lub naruszają prawo".

Większość tego rodzaju pism sprowadza się do jednego: źle o nas napisali, kłamią, nie mają prawa, robią nam czarną kampanię. Usuńcie, bo inni już usunęli (to jest w ogóle masakra -- sądząc po tej korespondencji większość serwisów usuwa jak leci...), bo jak nie usuniecie, to sąd, kara, odszkodowanie, miazga... Mało kto zada sobie trudu przedstawienia jakiejkolwiek argumentacji, może nawet dowodów (ostatnio jakiś ekspert pisał, że na oczerniającego go ma wyrok, ale na pytanie o jego treść nabrał wody w usta "nie mogę pokazać, bo to wyrok!").
Pal licho jeśli wpis jest wulgarny czy obraźliwy (takie warto kasować od ręki, bo niemerytoryczna krytyka nie jest krytyką), ale cóż zrobić, jeśli po prostu piszą niezadowoleni klienci, byli bądź niedoszli pracownicy?

Ba, mistrzostwem było niedawna korespondencja od wynajętej przez pewnego znanego raczej z "argentyny" pośrednika finansowego -- wielokrotnie karanego przez UOKiK i uwielbianego przez ogół klientów -- pani od PR i komunikacji, która (ach, teraz rozumiem, że to się właśnie nazywa SREM ;-) zaczęła z wysokiego tonu: że tu się narusza dobra osobiste jej klienta, że natentychmiast należy to usunąć, bo jak nie to odszkodowanie, zadośćuczynienie i art. 212 kk...
Na szczęście wystarczało tej pani przesłać linki do stosownych dokumentów urzędowych poświęconych jej klientowi (acz w sumie musiałem to zrobić dwukrotnie -- za pierwszym razem nie skapowała o co chodzi ;-) aby zrozumiała, że oszustom nigdy nie uda się zastraszyć opinii konsumenckiej, a na pewno nie będzie do tego ręki przykładał portal Money.pl -- i nawet przeprosiła za zamieszanie (!).

(Tu uwaga natury ogólnej: bardzo się cieszę, że profesjonaliści biorą się za ten cały SERM, ale wydaje mi się, że czasem warto, zanim wyskoczy się z żądaniem usunięcia wpisów, sprawdzić czy aby nie są one stuprocentowo prawdziwe, a w dodatku łatwo weryfikowalne przez każdego zainteresowanego.)

 

Komentarze (4)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]
2012-01-30 12:53
sędzia - ona:
"Słynne masło roślinne"
Może i Olgierd się czepia, ale ma rację, bo nazwa "masło" jest zastrzeżona dla produktów -[...]
2012-01-30 11:34
raj001:
"Słynne masło roślinne"
Moge tylko potwierdzic wpisy innych komentujących, że sie czepiasz. Może Tobie akurat ta nazwa[...]
2012-01-30 09:52
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
@olgierd Czepiasz się :). Tak samo jak "masło śmietaknowe" ma zawartość tłuszczu ok 60%[...]