Obiecałem tydzień temu -- pisząc o umowach zawartych poza lokalem przedsiębiorstwa -- że odrębny tekścik poświęcę kwestii umów zawartych na odległość, to jest bez jednoczesnej obecności stron, na przykład poprzez internet, wypełniony i odesłany przez klienta formularz, przez telefon lub pocztę elektroniczną.
Problem: przysłali formularz do wypełnienia (długopisem, albo w komputerze -- wszystko jedno), albo zadzwonił ktoś od operatora, naopowiadał, klient -- ważne zastrzeżenie: klient będący konsumentem -- zgodził się na zaproponowane warunki. Po namyśle okazuje się, że propozycje były słabe i jakoś trzeba się od tego uwolnić.
I teraz znów będzie w punktach:
- każdy konsument, który zawarł umowę na odległość może odstąpić od takiej umowy w ciągu 10 dni od jej zawarcia, jeśli to umowa o świadczenie usług lub w ciągu 10 dni od wydania rzeczy, jeśli była to umowa tego rodzaju (art. 7 ust. 1 w zw. z art. 10 ust. 1 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów);
- odstąpienie od umowy następuje poprzez złożenie pisemnego oświadczenia, przy czym do zachowania terminu wystarczy wysłanie pisma przed tą datą (a więc znów mamy odstępstwo od generalnej zasady określonej w art. 61 par. 1 kc);
- konsument odstępujący od umowy nie musi uzasadniać swojej decyzji, sprzedawca (usługodawca) nie może także uzależniać zgody na rozwiązanie umowy od uiszczenia przez klienta jakiejkolwiek "opłaty manipulacyjnej" czy innego "odstępnego" (nakładanie takich opłat może być uznane za stosowanie klauzul niedozwolonych przez przedsiębiorcę);
- konsekwencją odstąpienia od umowy jest powstanie fikcji prawnej -- poczytuje się bowiem, że umowa nie została zawarta, a konsument wolny jest od wszelkich zobowiązań;
- konsekwencją odstąpienia od umowy jest to, że strony powinny sobie zwrócić wzajemne świadczenia bezzwłocznie, nie później jednak, niż w terminie 14 dni od daty odstąpienia od umowy. Oznacza to, że sprzedawca musi odesłać konsumentowi pieniądze, konsument zaś (jeśli była to umowa sprzedaży), ma obowiązek odesłać kupiony przedmiot. Co ważne: przyjmuje się, że w takim przypadku koszt odesłania rzeczy obciąża konsumenta i nie może się on domagać zwrotu kosztu przesłania towaru od sprzedawcy;
- konieczność poniesienia kosztów związanych z odesłaniem kupionego towaru przez konsumenta wynika a contrario z art. 12 ust. 3-4 ustawy. Przepis ten przewiduje uprawnienie do zwrotu zakupionego towaru w przypadku, kiedy sprzedawca spełnił świadczenie w postaci zastępczej -- tj. kiedy nie dysponował towarem zamówionym przez konsumenta, a umowa zastrzegała takie uprawnienie. Można zatem tu mówić o ryzyku sprzedawcy, który decydując się na spełnienie świadczenia zastępczego godzi się z tym, że konsument może go jednak nie przyjąć; jeśli odstąpienie jest wynikiem rozmyślenia się konsumenta, musi on jednak ponieść pewne koszty z własnej kieszeni;
- ważne: w zasadzie konsument powinien odesłać rzecz w stanie niezmienionym (nieużywaną), jednak jeśli zmiana wynikała z granic zwykłego zarządu, przedsiębiorca będzie musiał przyjąć zwrot takiego przedmiotu;
- co istotne, 10-dniowy termin do odstąpienia od umowy obowiązuje konsumenta tylko wtedy, gdy przedsiębiorca powiadomił go o tym uprawnieniu przy zawarciu umowy. W przeciwnym przypadku można umowę rozwiązać w ciągu trzech miesięcy (odpowiednio: od otrzymania rzeczy albo zawarcia umowy dotyczącej świadczenia usług) -- por. art. 10 ust. 2 oraz art. 9 ust. 1 pkt 6 ustawy. Ważne: jeśli omyłkowo przedsiębiorca nie powiadomił klienta o uprawnieniu, może przysłać stosowne powiadomienie później, w takim przypadku 10-dniowy termin do odstąpienia leci od dnia otrzymania przez konsumenta uzupełnionego zawiadomienia;
- ustawa przewiduje możliwość wykluczenia możliwości odstąpienia od umowy przez konsumenta jeśli jej przedmiotem jest m.in. świadczenie usług, które rozpoczęło się przed upływem 10-dniowego terminu do odstąpienia od umowy (dość istotne zastrzeżenie!), informatycznych nośników danych, jeśli konsument usunął oryginalne opakowanie (a więc rozpakowanych płyt DVD nie odeślemy); świadczeń, których właściwości zostały "skrojone pod siebie" przez konsumenta; usług w zakresie gier hazardowych (pełną listę przynosi art. 10 ust. 3 ustawy);
- zarazem przepisy o sprzedaży na odległość nie mają zastosowania m.in. do: sprzedaży z licytacji (Allegro!), umów zawieranych w automatach sprzedających czy też korzystania z publicznych automatów telefonicznych (w tak przebiegły sposób prawo nazywa coraz mniej popularne budki telefoniczne); zarazem niektórych przepisów ustawy nie stosuje się np. do sprzedaży żywności "z dowozem" oraz świadczenia usług dot. zakwaterowania (a więc np. rezerwacji miejsc hotelowych), transportu (bilety kolejowe przez internet) gastronomii, rozrywek (rezerwacja online biletów do kina), etc. (pełen katalog wyłączeń przynosi art. 16 ustawy);
- ważne: w odniesieniu do usług finansowych oraz kredytu konsumenckiego istnieją dalsze przepisy szczegółowe. Ale to już inna para kaloszy.



Pytanie na dziś: czy wieszając na ścianę zabytkowy egzemplarz broni białej z hakenkreuzem popełniamy przestępstwo popierania nazizmu, albo chociaż czynimy coś wstydliwego?
w udowodnić zamiar zachęcania innej osoby do poparcia danej ideologii; jeśli zdaniem autorów kampanii to wszystko wynika "samo przez się", to gratuluję logiki, która bliska jest logiki obecnego rządu, który też uważa, że zakazane powinno być już samo
cytat na dziś: "Ja też był przedsiębiorcą, a nie jakimś politykiem nienormalnym. (...) Na ubranie kurwa 9 tys., a teraz to nawet zaczęli mi płacić po 8 i pół. Straszne pieniądze. A za trzy roki to auto zajeździsz. To jest urągające dla parlamentarzysty. Takie moje zdanie jest." (
