Ciekawe: wernisaż wystawy "The Asia Series" malarstwa Boba Dylana (nie przepadam, nudziarz, w dodatku publikuje wywiad ze sobą na swojej własnej stronie), który miał pokazać co artysta ma do pokazania o swoich podróżach -- skończył się nie lada skandalem.
Okazało się bowiem -- a wyłapali to ludzie o czujnym oku i niezmąconym rozsądku -- że część prac jest zdumiewająco podobna (identyczna!) do zdjęć, które dawno temu zrobił -- ktoś kompletnie inny.
Słowem: wyszło na to, że malując obrazy Bob Dylan dopuścił się zapożyczenia z cudzych prac -- nie wspominając o źródle swej inspiracji -- czyli mówiąc wprost: plagiatu.
I tak obraz zatytułowany "Opium" (dolny prawy kwadracik) jest przemalowanym zdjęciem Leona Busy'ego "Woman Smoking Opium" (po lewej), zaś to, co Dylan nazwał "Trade" jest po prostu tym, co śpiewający i malujący gitarzysta zobaczył na fotografii wykonanej przez H. Cartier-Bressona, i tak dalej, i temu podobne, chciałoby się rzec.
Obserwatorzy podkreślają, że w przypadku obrazów Boba Dylana trudno mówić o jakiejkolwiek inspiracji, cytacie czy czymkolwiek podobnym, co mogłoby uzasadniać -- bądź choćby usprawiedliwiać -- sięganie po cudzą twórczość. Nie, Dylan po prostu naśladuje starych twórców: oryginalna praca jest dokładnie przemalowana, z wiernym zachowaniem kompozycji, perspektywy, układu elementów pracy; w sumie można mówić nawet bardziej o kopii oryginalnych fotografii, niż o plagiacie.
Bo -- wcale nie na marginesie -- warto przypomnieć, że twórcze zapożyczenie z cudzej twórczości wcale nie jest zakazane. Przecież pojęcie opracowania cudzego utworu -- w szczególności, jak podpowiada art. 2 ust. 1 pr.aut. -- tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, mają swoje miejsce w świecie sztuki (nie byłoby filmu "Dr. No", gdyby Ian Fleming nie wyraził zgody na tę adaptację). Nie mniej swoim życiem żyją utwory powstałe wskutek inspiracji -- i tu mogę posłużyć się znakomitym przykładem "Na tyłach stacji Saint-Lazare" tego samego HCB, jakże fajnie odświeżoną przez Mike Stimpsona (naprawdę waro kliknąć -- podobnie jak tu, tu i np. tu).
Z drugiej strony: wskutek upowszechnienia się cyfraków każdego dnia robi się tyle zdjęć, że trudno czasem powiedzieć co jest efektem jakiegoś tam własnego patrzenia na świat, a co powstało tylko dlatego, że człowiek obejrzał w życiu setki tysięcy różnych fotek -- i pewnie część z nich osiadła mu na korze mózgowej...