Rok nie wyrok
 Oceń wpis
   
Dziś mija pierwszy rok odkąd oczom zdumionych Czytelników odsłoniła się pierwsza strona Lege Artis.

Oszołomienie nie ustępuje do dziś. Początkowo amatorski blogasek prowadzony troszkę dla zabicia czasu, w ciągu tych 365 dni w roku udało mi się przekształcić go w prężne lubczasopismo, zdobyć rzeszę wiernych odbiorców, dwukrotnie stanąć przed sądem za przestępstwa, których nie popełniłem, trzykrotnie uniknąć kobierca za grzechy, których popełnić bym nie chciał.

Z tej okazji specjalnie dla Najwierniejszych z Wiernych - ekskluzywny wywiad z JE Wydawcą & Redaktorem Naczelnym, Olgierdem Mieczysławem Rudakiem ;-)

Lege Artis: Właśnie mija rok od opublikowania pierwszego tekstu na blogasku. Skąd pomysł na prowadzenie bloga poświęconego prawu?

Olgierd Rudak: Problem chyba w tym, że jestem takim ekstrawertycznym cholerykiem, a w dodatku lubię narzucać swą opinię innym osobom. Nie muszę mieć zawsze racji w sensie obiektywnym, ale subiektywnie rację muszę mieć.
No a jak tu przekonać możliwie szeroką rzeszę ludzi do swojej racji, jeśli nie ma się przełożenia na telewizję publiczną? Jedyne rozwiązanie to powołać własny Radiokomitet.

Rozważałem założenie bloga poświęconego literaturze, nawet poezji, wiedziałem, że dobrze czytają się blogi o internecie i web 2.0, mogłem wreszcie pisać o reklamie i marketingu albo sporcie.
Jednak każdy z tych projektów wiązał się z ryzykiem związany z faktem, że ja się po prostu na niczym nie znam, więc ludzie by mnie raz-dwa wyśmiali. Tymczasem w Polsce mamy takie prawo, że można pisać o nim co się chce, i tak nikt tego nie zrozumie. Przepisy są i bez tego zbyt niejasne i zagmatwane.

LA: No i co Ci to dało?

OR: Wiele i niewiele, zależy jak patrzeć. Złożono mi kilka propozycji pracy, ale trudno będzie przebić mojego obecnego pracodawcę, więc każda z ofert została odrzucona. Parę razy udało mi się włożyć kij w mrowisko, a to zawsze lubiłem i lubić nie przestanę. Zaczęło do mnie wzdychać kilka atrakcyjnych kobiet, co jest miłe i sympatyczne; niestety kilka równie atrakcyjnych nie chce już mnie znać, więc pod tym względem bilans oscyluje w granicach zera.

LA: Czy bycie wydawcą i redaktorem takiego lubczasopisma jest opłacalne? Masz coś z tego oprócz rzekomych achów i ochów?

OR: W Netto ledwie co napisali, że dobry blog może być opłacalny dla jego twórcy. Może nie powinienem się przyznawać, ale mi za sianie fermentu całkiem nieźle płaci brytyjski wywiad. To jest kilkaset funtów szterlingów za każdy wpis, a co kwartał skrzyneczka jakiegoś zacnego trunku. Za rudą i na myszach dałbym się posiekać!

LA: Ludzie uważają Cię za dobrego prawnika?

OR: To pytanie czy stwierdzenie? W każdym tygodniu dostaję kilka próśb o poradę, to są różne sprawy, począwszy od "chcę się rozwieść z żoną, nie wiem jak to zrobić, czy może pan pomóc?" do "I'm a son of a former Nigerian president, who has collected several million US dollars on a bank account. Now I need someone to help me to get this money".
Jeśli tylko potrafię i mam czas to staram się odpowiadać na każdą prośbę, chociaż niekiedy wymaga to ode mnie przejrzenia najdziwniejszych przepisów pod słońcem.

Ale pisanie w internecie dało mi asumpt do dwóch spostrzeżeń: po pierwsze jeśli nie ma Cię dziś w internecie, to nie ma Cię w ogóle. Nastały takie czasy, że niektórzy mierzą człowieka ilością odniesień w pewnej popularnej wyszukiwarce internetowej. To ostatnia chwila, żeby zająć dobre miejsce, jednym słowem - żeby się nieźle wypozycjonować na swoje nazwisko.

Drugie spostrzeżenie brzmi: nieważne jakim będziesz dyletantem, jeśli ładnie się wypozycjonujesz w internecie, znajdziesz gromadkę wiernych akolitów, wszyscy będą brali cię za eksperta. Po prostu niektórzy wierzą internetowi jak za za komuny telewizji.

LA:
Czy jest coś, czego żałujesz - że zrobiłeś albo nie zrobiłeś przez ten czas?

OR: Najgorzej, że jest jakiś facet, który mnie ubiegł w pomyśle wytoczenia procesu Wikipedii. Przy czym jemu chodzi o to, że o nim źle napisali, zaś ja chciałem ich pozwać o to, że w ogóle o mnie nie piszą. Ponieważ ta nisza jest już zajęta, wszystko co przychodzi mi do głowy to wniesienie powództwa przeciwko Organizacji Narodów Zjednoczonych. Zamierzam się domagać stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa dla mojej osoby. Serio-serio.

LA: Jak mawiali Etruskowie: kto nie idzie w przód, ten się de facto cofa. Czy planujesz coś ciekawego na kolejny rok wydawania Lege Artis?

OR: Po zarejestrowaniu bloga w sądzie wszystko co przychodzi mi do głowy to zatrudnić fajną stażystkę, buchnąć firmową kasę i zwiać z nią na Gwadelupę. Myślę też o zrobieniu z Lege Artis czegoś w rodzaju franszyzy, przecież to dobry i rozpoznawalny znak w blogosferze, niechaj i inni sobie prowadzą swoje zapiski pod tą marką. Jak mawiali Spartanie: rok nie wyrok, a dwa lata jak dla brata. Znaczy się, musimy pogadać za rok, to się zobaczy. Nie ma co gdybać, bo przecież mogą mnie w tzw. międzyczasie zamknąć i się skończy.

LA: Dziękuję za rozmowę.

OR: I ja dziękuję. Zaś korzystając z okazji chciałem serdecznie pozdrowić wszystkich Wiernych i Niewiernych Czytelników Lege Artis. Bardzo Wam dziękuję, że jesteście z nami już cały rok.

Komentarze (10)
Ekskluzywny wywiad z panem makowskim
 Oceń wpis
   
Lege Artis: Panie Makowski, zasiadamy do ekskluzywnego wywiadu, ale boję się, że niektórzy Czytelnicy mogą Pana nie znać. Proszę o kilka słów wprowadzenia.

[mrm]
Subject: wywiad
notka [prawie] biograficzna

urodzony a jakże! w warszawie, pół roku przed śmiercią Józefa Stalina (znaczy w PRL).
Stamtąd też, z obu stron, jego rodzice oraz Dziadkowie (spółdzielczo-socjalistyczny żoliborski WSM i chuligański, romantyczny czerniaków).
Babcie: Wiktoria (praczka) i Józia (kucharka), Dziadek Wacław – murarz; ale głównie inwalida wojenny z I WW. a bo drugiej WW to już Dziadkowie (3/4) nie przeżyli niestety. dlatego ich idealizuję ;-)
a drugi Dziadek, Czesław – to najchętniej na harmonii ponoć grywał. na cyji (wstydzie lub „Płuckach", w zależności od regionu)
a Pradziadek (szewc) – to podobnież ze Starego Miasta nie wychodził; bo mawiał, że dalej to już wieś jest.
no, czasem do kolegi na Nowe Miasto…
w rodzinie byli hutnicy szkła, malarze… a ja – zostałem Obibokiem. dyplom: u prof. Aleksandra Gieysztora, cudownego człowieka. o ceremoniach wjazdów uroczystych do miast. od Trajana – po Breżniewa (prawie ;-)

później ponad 20 lat rokendrolla i Dżezzu
jazz", jazz jamboree, krzak, dżem, magazyn muzyczny, miles davis, shakin'dudi, young power, non stop, tie break, jarocin, immanuel, dzika kiszka…
oj, co to były za lata!
(i że się udało przeżyć!)

teraz czekam na emeryturę (liberał naiwny!) – i sporo w blogach.
a żyję – z projektowania, poligrafii, marketingu, www…
jak wszyscy ;-)
mr makowski

[na zdjęciu: eric clapton – 1979 r. warszawa]



LA: – Z zapartym tchem obserwowałem Twój sądowy pojedynek dotyczący naśladownictwa logo zespołu Dżem. Sprawa skończyła się z wiadomym skutkiem, ale chciałbym poznać Twoją opinię na ten temat.

[mrm]
– wiesz… mam mieszane uczucia. a bo z jednej strony – plagiat jest (moim nieskromnym) – ewidentny, nieetyczność też chyba raczej… żadnej umowy, o pieniądzach już nie… ani nawet małej notki petitem na dole filmowej listy płac – że jest, żyje taki Facet, co to logo zrobił i ono ponad 20 dobrze się sprawdza…
ale: czy warto „myśleć do tyłu"? a KAŻDA sprawa sądowa – to takie właśnie myślenie.
a Dżem – to zamierająca kapela; jak często u rokendrollowców.
jest takie pytanie odwieczne: czy – aby być R&R'ollem – trzeba koniecznie umrzeć młodo? i to się do tego sprowadza: masz to, co najlepsze (?) z życia – Kobiety, Wino i Śpiew… – od razu na poczatku. a później już tylko odcinasz kupony.

LA: – A więc czemu się w ogóle procesowałeś?

[mrm]
– a bo bardzo brzydko (na początku) to moje Logo przerobili. i wymyślali pomysły, jak np. malowanie go sprayem po murze – które ja przed nimi już 20 lat wczesniej… a to drażni. ambicję ;-)

LA: – Ale to, co robisz też jest skądś przecież inspirowane? Też nie ty pierwszy zacząłeś stosować np. ręczne pismo w projektach.

[mrm]
– oczywiście! jest tak, jak pisze gdzieś – cytuję z pamięci niestety – j. l. borges „wszyscy jesteśmy ręką, ktora bóg pisze…" wszyscy od wszystkich czerpiemy.
i inny cytat: tym razem Paul Valéry, poeta francuski: „tak, oryginalne jest to, w czym nie widać przetrawionych kawałków – oryginalność to tylko kwestia żołądka."

[na zdjęciu:krzyś „kris" głuch – 1998 r. katowice]



LA: – Jesteś artystą, żyjesz z pracy twórczej. Często mówi się, że prawo autorskie jest zbyt restrykcyjne, inni znów podkreślają fakt, że właśnie twórcy są tak naprawdę na przegranej pozycji w większości tego rodzaju sporów. Jaka jest zatem Twoja ocena zagadnienia?

[mrm]
– tak zwane prawo autorskie – to stosunkowo nowy wynalazek; i niekoniecznie multikulturowy. powstało jako wynik technicznych możliwości masowej reprodukcji.
druk, i jest to Pan Gutenberg. dalej anglia (od XV do cca XVII, no, do poczatku XVIII wieku), ale XIX. wieczne szybkie prasy drukarskie tu najważniejsze jednak są.
Najpierw słowo drukowane (w tym i Nuty!) – a później fonogramy, zdjęcia, filmy… ale nie zapominaj, że druk wynaleźli Chińczycy, u których (konfucjanizm!) – praktycznie nie ma pojęcia „autorskie prawa osobiste". wszystko, co robisz – robisz dla innych. dla społeczeństwa.
które może, ale nie musi ci płacić – za Tworczość.
Homer, jeśli istniał, dostawał zapewne kolację i dach nad głową – za recytowanie „Iliady" lub – gdy zanudził wyliczaniem statków – „Odysei".
jan sebastian bach miał posadę kapelmistrza; a james joyce nawet gorzej; pracował w banku;. aby móc „tworzyć". co go wykanczało zresztą, jak każdego ;-)

LA: – Aż nie chce mi się wierzyć, że na Twoje stanowisko nie ma wpływu przegrana sprawa w sądzie!

[mrm]
– (duuży uśmiech.) ma i nie ma.
ta sprawa przekonała mnie, że jedynym normalnym i MORALNYM rozwiazaniem problemu – choć być może finansowo dla niektórych „twórców" (= piosenek o mydełkach fa i „tematów" do czołówek seriali polsko-brazylijskich) mniej atrakcyjnym – jest zwykła umowa kupna-sprzedaży.
ja coś robię, Ty – tego potrzebujesz i chcesz kupić. targujemy się, silniejszy wygrywa ;-)
a co on z tym dalej zrobi, czy zarobi, czy straci… wolny wybór.
tak staram się funkcjonować od dawna.

LA: – Dość staroświecki model kapitalizmu…

[mrm]
– Ale jedyny „uczciwy". Twórczość jest PRODUKTEM; może nieco innym, niż kosiarka do trawy. ale już dobry Stół – jest „dziełem". a czasem podobno i Sztuki.
Ale wszystkie te tantiemy, zaiksy, instytucje ochrony „Praw…" wiesz: tam wygrywają Silni Cwaniacy; a nie wybitni Artyści. ci zawsze dostawali w to miejsce, gdzie i ja dostałem od Pani Sędziny; i Pana Twórcy Kidawy.
który nota bene chce kręcić teraz film o kolejnym Zmarłym: o Pawle Jasienicy. i Jego (tzw.) żonie z UB.
jakaś skłonność do nekrofilii? czy też może szanowne Zwłoki – się o „prawa…" nie upomną…
(tak, wiem: jestem Okropny ;-)

LA: – Twój blog należy do popularniejszych w Polsce. Mam jednak trudności z oceną jego klimatu: piszesz dużo o polityce, ale dzięki licznym Twoim zdjęciom czuję się jak w galerii fotograficznej. Do tego wyraźne zainteresowanie historią. Jak
to tłumaczysz?


[mrm]
– ja tak myślę o blogach. to Notatki. tego, co mnie akurat (= zajmuje, drażni, nęci.)
taki… Pamiętniczek.
ale i forma mówienia do innych: nieco ułomnego; ale Dialogu.
a mnie zajmuje wiele spraw; lecz w sumie z jednej dziedziny. to język, w tym: wizualny i inne niesłowne (Muzyka!).
dalej komunikacja, a więc i Propaganda, nazywana czasem, łagodniej – Reklamą.

żyjemy w czasach, w których możliwości indoktrynowania, powolnego, „miękkiego" – wzrosły w niewyobrażalny sposób. i gdy ja, w latach 70. 80. – robiłem jedno zdjecie – dziś przychodzi 7 kanałów MTV + 4 vivy; a w każdym – setki tysięcy Kolorowych obrazków.
jak z tym żyć? ;-)
na czym zarabiać, spokojnie i uczciwie – skoro wszystkie serwisy – są „społecznościowe" to Jednostka ma przechlapane, prawda?
skoro wszyscy „kradną" z Sieci – znaczy się eufemistycznie „piratują" – to jak produkować „content" – jeśli nie MASOWO?
jednostka w tym znika… szczególnie zaś ci, którzy nie płyną całkiem z prądem.

LA: – nie wiem czy przez przypadek ale w ten sposób doskonale wpisujesz się w hasło „Web 2.0". Czy chciałbyś zostać Rolling Stonesem polskiej webkultury?

[mrm]
– to już wolę Keith Richardsem, który w wieku 62 lat wlazł pijany na palmę (i spadł oczywiście ;-)
ale pytanie jest ciekawe: czy możliwe są dziś takie kariery, jak w latach 60.
otóż nie: dziś, trawestując Andy Warchola – każdy ma nie 5 minut, a 12 sekund.
tyle mniej wiecej wynosi PRZECIĘTNY czas Ludzi (i Automatów) które, którzy co dzień, w imponującej ilości ok. 6 tysięcy (nieufnym udostępniam Statystyki ;-)
– odwiedzają mego bloga. głównie po to, aby mnie poinformować (automatycznie) o nowych sposobach „penis enlargement" albo o nowych kopiach Rolexa (weryczip!)
to ja już wolę jak Richards:
Everyone talks about rock these days; the problem is they forget about the roll.


[na zdjęciu:włodek kiniorski – sztokholm, 1987 r.]



...............................
LA: – Człek doświadczony, oblatany w światowych sprawach, twórczo chyba spełniony… Nie myślałeś o zajęciu się polityką albo szerzej: działalnością publiczną?

[mrm]
– ależ ja działam publicznie! sadzę np. drzewa (nielegalnie! )
w terenie wspólnym przed domem; jak ten Pan choć, na mniejszą skalę, bo indywidualnie.
a później przyjeżdża traktor z gminnych (= naszych) podatków płacony – i połowę z nich rżnie. razem z ziemią (o trawie nie wspominając bo w takie upalne lata – ona nie rośnie). I fakt, powinienem pójść do gminy i oprotestować (tę ich bzdurę z tzw. Zielenią Miejską – przypominam: z naszych podatków płaconą. ale na to już nie mam czasu.

LA: – a polityka?

[mrm]
– wiesz: zawsze jakoś nieufnie podchodziłem do polityków, od Dziecka. nie, żebym był, jak Bliźniacy Kaczyńscy – od Kołyski całe życie „przeciw". nie.
ja – wolałem być obok.
stoisz z boku to wiecej widzisz. z prawa, z lewa… dlatego chyba byłem przez lata fotografem. w Komunie (tfu!) – to było dość wygodne alibi aby niewiele robić i jakoś żyć ;-)

LA: – wieczny obserwator? a gdzie miejsce na zaangażowanie?

[mrm]
– ale myśmy walczyli! zawzięcie walczyliśmy, z Komuną i te de.
na przykład robiliśmy rzeczy przez nich (oficjalnie) zakazane: demoralizację! i nawet mieliśmy w tej dziedzinie niejakie sukcesy.
pamiętam jak w jarocinie, w 1987 bodaj roku Towarzysz Kwaśniewski, członek honorowego (?) Komitetu organizacyjnego tego festiwalu przyjechał na inspekcję. pochodzili, nawet ze 2 kawałki posłuchali… dookoła ich Pieski z ZSMP skakały, bo to Ważny Minister ze stolycy…
a póżniej pojechali wypić coś, (wiadomo co.) na szybko do ośrodka w żerkowie; w którym i my, dziennikarstwo i organizatorzy byliśmy poumieszczani.
strasznie średni ośrodek, ale miał „apartament" znaczy: dwa pokoje typu Peerelowski akademik – połączone w jedno. i tam pili towarzysze.
skąd to wiem?
ano jak dokądś wyjechałem, na koncert czy gdzieś – a byłem za „Organizatora" wtedy – to ktoś z recepcji do mego pokoju dokwaterował jakichś hipisow z kapeli.
wracam ja wieczorem – a tam: ktoś śpi w moim Łóżeczku… ktoś…
no to z awanturą. w prawie byłem, co nie?
a Pan (Pani? ech, skleroza…) na recepcji mówi, że nie bardzo ma inny pokój. no, może ten apartament (nie wiedziałem po kim, bo bym ;-). ale on nieposprzątany…
trudno, niech będzie brudny mówię.
niech tam bedzie moja krzywda.
idziemy tam, a na stołach – kompletne Kolacyjne przyjęcie! szyneczki, kielbaski, pomidorki, ogóreczki… i tylko Wódka wypita; ale wędlina nieruszana.
tak się Towarzysze spieszyli do Centrali,naprawiać polskę…
no to urządzliśmy przyjęcie. sprosiłem kogo się dało, i tylko żeby alkohol przyniśli, mówiłem; bo w jarocine na festiwalu byla prohibicja.
przynieśli, a jakże…

dalej niewiele pamiętam.
ale tak właśnie – stanęliśmy w Pierwszym Szeregu Tych, Co Odbierali Komunistom Zagrabione Przez Nich Dobro (narodowe).
jak solidarność. jak PiS… i tylko: indywidualnie, jak Janosik ;-)
i co?
może powiesz, że nie jestem zaangażowany?

LA: – zbowid?

[mrm]
– a jak! wiesz, po 1989 pojawiła się w P(r)L cała ta Kadra eleganckich, pachnących Rodaków z emigracji, z paryża np. Zawodowi opozycjoniści; a Bronislaw Wildstein na czele. i przyjechali nas uczyć, jak żyć. nas tu; połamanych (jednak) pokancerowanych przez tę Szarą, Brudną i brzydką Bolszewię (tfu!). a oni tacy Pjękni

no i jest jakieś przyjęcie. i Jedna pani, (z EU-ropy oczywiście) , miła gadka-szmatka, pyta mnie
– a Pan też oczywiście był w Opozycji…
a j jej na to:
– tak Psze Pani: w obyczajowej…

nigdy nie lubiłem Salonów.
...............................

LA: Bardzo dziękuję za rozmowę.

[mrm]
- i ja bardzo dziękuję, miło mi.


dopisek:
W adiustacji zachowano oryginalną pisownię i interpunkcję rozmówcy.

a teraz dla Państwa od Pana Makowskiego gra STRRRASZNIE STARY zespół .....


Komentarze (6)
Ekskluzywny wywiad z Wojtkiem Orlińskim
 Oceń wpis
   
Drodzy moi Czytelnicy. Mam dziś dla Was rarytasik jaki mało: wywiad z Wojtkiem Orlińskim, dziennikarzem Gazety Wyborczej, znanym i uznanym blogerem (jego Ekskursje w dyskursie czytam codziennie, nawet jeśli nie ma tam nic nowego).
Zatem zobaczcie o co go zapytałem ekskluzywnie dla Was i co zechciał powiedzieć ekskluzywnie dla Was.
Wszystko oczywiście dotyczy tematów, dla których zaglądacie na "Lege Artis".


Lege Artis: Głośny w świecie blogosfery stał się Twój spór z Rafałem Ziemkiewiczem, który można streścić hasłem "Michnikowszczyzna to nieprawda".

WO w górachWojtek Orliński: Fragment "Michnikowszczyzny" raczej... Nie znam całej książki, znam tylko pasus przeklejony w Usenecie. Zawierał on jednak bezczelne kłamstwa, do zweryfikowania których wystarczy po prostu sięgnięcie po zszywkę.

LA: Co sądzisz o wolności słowa w mediach, czy twórcy powinni być skrępowani przepisami o odpowiedzialności karnej za słowo?

WO: Bardzo odpowiada mi kryterium wypracowane w historycznym werdykcie Sądu Najwyższego USA w sprawie Brandenburg vs Ohio - kryterium "imminent lawless action", czyli nieuchronnego działania bezprawnego.
Rzeczony Brandenburg był działaczem Ku Klux Klanu nawołującym do krwawej zemsty na "Żydach i czarnuchach". Został skazany przez sąd stanowy, ale bronił się pierwszą poprawką i wolnością słowa. Sąd Najwyższy w końcu go uniewinnił uznając, że "hate speech" powinien być ścigany tylko w sytuacjach, w których nie ma szans na to, by odpowiednie państwowe służby zapobiegły aktom przemocy. Czyli napisać "zabić Żydów" sobie można w gazetce, można tak powiedzieć na wiecu; nie wolno tak natomiast krzyknąć w agresywnym tłumie, który mógłby to próbować wcielić w życie zanim przybędzie policja. Jak widać, zgadzam się z kryminalizowaniem słowa tylko w bardzo wyjątkowych sytuacjach, poza tym wszystko powinno być moim zdaniem dozwolone przez prawo karne.
Osobną sprawą jest oczywiście prawo cywilne - uważam, że każdy pomówiony przez czyjeś wolne słowo powinien mieć prostą i szybką drogę do ewentualnej rekompenstaty (w teorii ma ją każdy, w praktyce egzekwowanie bywa trudne, a poza tym panuje u nas rodzaj kulturowej niechęci do takich rozwiązań, co jest moim zdaniem głupie).
Prywatnie ilekroć kogoś nazywam na blogu, Usenecie czy w zawodowej publicystyce "durniem", "nieudacznikiem" czy "kłamcą", zawsze sobie przy tym staram wyobrazić siebie broniącego tych słów w procesie cywilnym. Jeśli czuję, że sprawa byłaby trudna do obrony, wycofuję się przed kliknięciem na "wyślij" czy "zapisz". Byłoby zresztą dobrze, gdyby każdy o tym myślał. Rafale Aleksandrze Ziemkiewiczu, nie boję się dowodzenia swoich zarzutów o kłamstwo w sądzie, bimajfakingest.

LA: Jesteś autorem poczytnego bloga. Czy można powiedzieć, że pozwalasz sobie w nim na więcej, niż pozwoliłaby Tobie redakcja "Gazety"?

blog WOWO: To oczywiste, że pisząc tekst na ten sam temat - dajmy na to, filozofia serialu "Z Archiwum X" - napiszę go inaczej do "Telewizyjnej", inaczej do "kultury" w głównym grzbiecie, inaczej do "Wysokich Obcasów", inaczej do "Dużego Formatu", inaczej do "Świątecznej". A jeszcze inaczej na bloga.
Gdy profesjonalista coś pisze, zawsze zadaje sobie pytanie o docelowego czytelnika - czy ten czytelnik zna słowo takie jak "epistemologiczny", "heurystyczny", "horkheimerowski" czy "hentai". Zakładam np. że czytelnik mojego bloga jest osobą ogólnie bywałą w cyber- i popkulturze, więc wymagam od niego rozumienia słow takich jak właśnie hentai, trollować, goatse, tubgirl, rotflować, winylowa EP-ka, spam, moherkwaker, jutubka itd. W "Świątecznej" nie napisałbym (bez objaśnienia) o "jutubce", ale napisałbym "horkheimerowski", czego już bym nie zrobił w "Telewizyjnej". I tak dalej. Poza tym ogólnie do "Gazety" staram się pisać mniej o sobie, a więcej o temacie artykułu (w końcu zamawiający redaktor płaci nie za mnie tylko za temat); na blogu odwrotnie, tu mogę być osobisty, autolansacyjny, łechtać swoje ego i tak dalej. Jeśli to komuś przeszkadza to przyjmuję to rzecz jasna z pokorą i zrozumieniem, po czym bardzo uprzejmie sugeruję mu przekierowanie strumienia na dev/spaduwa.

LA: A może czujesz się troszkę skrępowany, biorąc pod uwagę, że część Twoich Czytelników może patrzeć na Ciebie jako na przedstawiciela "Gazety"?

WO: Jeśli ktoś ma tym jakiś problem, to to problem tego kogoś, nie mój. Zawsze zresztą miło będzie polemicznie skopać jakiegoś matołersa od "acha, a więc Wyborcza przyznaje się do swojego popierania francuskiej grupy Nouvelle Vague"! - uwielbiam zapach flejma o poranku.

LA: Jesteś znanym miłośnikiem wszystkiego co z jabłuszkowym logo na opakowaniu, czy nie boisz się jednak, że restrykcyjna polityka dotycząca własności intelektualnej Apple (pisałem o tym m.in. tu i tu) może odstraszyć firmie klientów?

WO: To ich zmartwienie w sumie. Jak słusznie zauważyłeś, miłośnikiem to ja jestem wyrobów z logo na opakowaniu. Sama firma to zaś dla mnie taki sam kapitalistyczny koncern jak wszystkie inne - emocjonalnie mógłbym się martwić o Spółdzielnię Pracy imienia Alana Turinga, dawne Apple Inc. Ale czy swoją polityką Apple w końcu strzeli sobie w stopę - to już zmartwienie akcjonariuszy.

LA: Jakie zatem jest Twoje stanowisko jeśli chodzi o DRM? Czy nie sądzisz, że dostawcy muzyki nie piłują w ten sposób gałęzi, na której przecież siedzą?

WO: Możliwe, ale wszelkie dyskusje na ten temat wydają mi się o tyle niekonkretne, że i Ty i ja mamy za mało danych by to oceniać. Racja fonograficznych majorsów jest taka, że koncern typu EMI ma swoje korzyści z utrzymywania w Polsce swojej filii typu Pomaton.
W dniu, w którym iTMS zacznie sprzedawać muzykę bez DRM na cały świat, Pomaton można będzie od razu zamknąć bo straci rację bytu - po cholerę komu polska filia Sony Music, jeśli wszystko ściągasz po necie prosto z centrali.
Majorsi uważają, że straty związane z DRM wyrównują im korzyści związane z Pomatonami wszystkich krajów. Może mają rację, może się mylą, ale tak naprawdę jesteś w stanie to merytorycznie ocenić? Ajdontfakinfynksou. Ja w każdym razie nie jestem.

LA: No i ostatnie pytanie, którego nie mogę sobie odmówić. Dziś Trybunał Konstytucyjny miał wydać wyrok w sprawie znowelizowanej ustawy lustracyjnej, jednak postępowanie odroczył. Czy uważasz, że lustracja dziennikarzy jest niezbędna?

WO: W ogóle jestem przeciwnikiem lustracji, natomiast lustracja dziennikarzy wydaje mi się wyjątkowym idiotyzmem.
Definicja dziennikarza w prawie prasowym jest niejasna i spokojnie spełnia ją np. makler giełdowy komentujący co tydzień notowania albo rysownik komiksu. Spełnia ją nawet autor listu do redakcji! Nie wiadomo też jaka sankcja miałaby spaść za olanie lustracji na wydawnictwo i na dziennikarza. Zakaz pełnienia funkcji publicznych? To przecież śmieszne, ja i tak nie mam w planie pełnienia takowych. Zakaz pracy w zawodzie dziennikarza? Mogą mnie cmoknąć w moją kopię europejskiej konwencji praw człowieka. A na deser mogą jeszcze zaatakować Republikę Czeską, by polskie władze okupacyjne w Pradze odebrały koncesję czeskiemu nadawcy, dla którego regularnie przygotowuję pewien materiał dziennikarski, czyli swoje felietoniki w HBO Polska.
Głupcy, którzy układali tę nowelizację - piszę to cały czas pamiętając o tym, o czym pisałem powyżej, że być może będę kiedyś musiał w sądzie bronić tego, dlaczego "głupiec" wydał mi się właściwym określeniem - myśleli, że wciąż jeszcze mamy PRL, radiokomitet przy prezesie Kaczyńskim i RSW "Prasa Ksiażka PiS". Nie wiedzieli nawet, że to żadna sztuka zarejestrować polskie wydawnictwo w innym kraju unijnym, a wtedy całą lustrację mogą sobie wsadzić.

LA: Dziękuję, Wojtku za rozmowę.

WO: Dziękuję i pozdrawiam czytelników "Lege Artis".
Komentarze (26)
1 | 2 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]