Na Dzień Kobiet -- ekskluzywny wywiad z Olgierdem Rudakiem
 Oceń wpis
   

Choć tym walczącym o równouprawnienie powiedziałby Go home, make dinner! To stanowczo podkreśla, że kobiety są urocze, kochane, zwykle troszkę zagubione, ale ogólnie ekstra. Z okazji Dnia Kobiet wyjątkowo nie o prawie, lecz właśnie o kobietach opowiada Olgierd Rudak, redaktor naczelny Lege Artis.

 

Ewa Paduch: W zeszłym roku zaszczyciłeś czytelniczki aż trzema publikacjami o kobietach przygotowanymi przez zaproszone do współpracy panie. Miło, że o nas pamiętasz, ale to zaledwie niecałe pół procenta wszystkich Twoich tekstów. Dlaczego tak rzadko temat kobiet pojawia się na Twoim blogo-serwisie?

Olgierd Rudak: W lubczasopiśmie, to po pierwsze (ech, te kobiety! rozpoznają aż 16 milionów kolorów, ale bloga od lubczasopisma nie potrafią odróżnić).
Po drugie -- temat wdzięczny zachowuje wdzięczność tylko wówczas, kiedy nie jest nadmiernie wyeksploatowany. To tak jak ze złotem -- gdyby każdy miał jego w nadmiarze, nie byłoby aż tak kuszące.

Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet postanowiłem -- tradycyjnie -- oddać szpalty Lege Artis kobietom, a równocześnie spełnić najskrytsze marzenia Kochanych Czytelniczek. Zaprosiłem zatem Ewę Paduch, wschodzącą gwiazdę polskiego dziennikarstwa, współpracownicę iWoman, serwisu dla wymagających kobiet, do przeprowadzenia wywiadu z Wydawcą i Redaktorem Naczelnym LA.
Oto cała prawda o Olgierdu Rudaku :-)

EP: Stare porzekadło mówi, że to czego matka nauczyła syna w ciągu 20 lat, jedna kobieta potrafi zniweczyć w jeden tydzień. Jako stary buntowniczy kawaler z wyboru możesz zapewne sypnąć z rękawa kilkoma przykładami potwierdzającymi tę tezę. Dlaczego kobiety według Was kawalerów to takie wiedźmy?

OR: A nie znam, nie znam... Sypnąć przykładami nie mogę, bo brak mi takich doświadczeń. W życiu nie powiedziałbym, że kobiety to wiedźmy! -- wręcz przeciwnie, są urocze, kochane, zwykle troszkę zagubione, ale ogólnie ekstra.

EP: Sam kiedyś przyznałeś publicznie, że oskarża się Ciebie o mizoginię. Czy rzeczywiście jesteś tak negatywnie nastawiony do przedstawicielek płci przeciwnej? Czy jesteś szowinistą?

OR: Mizogin to nie szowinista, ani nawet męski szowinista. Moja mizoginia to oczywiście tylko poza, która ma zwabić stado pięknych dziewcząt, które zechciałyby mnie uleczyć z tej przypadłości. Równie dobrze mógłbym używać w tym celu deklaracji o rzekomym homoseksualizmie.

EP: Czy walka kobiet o równouprawnienie ma sens?

OR: Równouprawnienie pci? Jeśli ma sens gonienie króliczka, a nie złapanie go... to czemu nie? ;-) Ale o jakie równouprawnienie miałoby chodzić?

EP: Z okazji Dnia Kobiet zorganizowana będzie Manifa, gdybyś został zaproszony do powiedzenia kilku słów walczącym o swoje prawa kobietom, to co to byłyby za słowa?

OR: Go home, make dinner!

EP: Co robisz z egzemplarzami bielizny nadsyłanej przez fanki -- sprzedajesz na Allegro czy przeznaczasz na cele charytatywne?

OR: To zależy. Co lepszymi sztukami obdzielam te groupies, które są na tyle odważne (i nieroztropne), aby przedrzeć się przez pilnie strzeżony kordon i poznać mnie osobiście. Reszta idzie dla biednych.

EP: Charyzma, prawniczy autorytet i te Twoje opowieści o listach od zapatrzonych w Ciebie fanek. Czy wiesz, że miałbyś znacznie większe szanse by założyć Partię Kobiet niż sama Manuela Gretkowska? Jakbyś tę kobiecą partię nazwał i jakie by było Wasze hasło wyborcze?

OR: Radykalne Ugrupowanie Dadaistycznie Aktywnych Kobiet (aka R.U.D.A.K.) Zaś hasło to: Rudak na prezydenta!
Co do moich szans na założenie partii kobiet to nie przesadzałbym. No, może jakaś Pierwsza Kadrowa by się uzbierała...

EP: "Teza o tym, że mężczyźni są brakującym ogniwem w ewolucji pomiędzy nami, a małpami da się udowodnić." (Seksmisja) Jak ją udowodnisz?

OR: Bardzo dobry film! I jaki rzeczywisty! Ale jak to udowodnić -- pojęcia nie mam. Zresztą -- może Darwin się mylił?

EP: Bond na pytanie czy lubi mężatki odparł: To upraszcza sprawę. Co Ty odpowiedziałbyś Solange?

OR: To upraszcza sprawę. Bo mnie mężatki nie interesują.

EP: Zdradź jedną skuteczną metodę postępowania z facetami, która pomogłaby kobietom poprawić ich komunikację z partnerami.


OR: Haha: KONKRET! Znane mi sposoby kobiecej komunikacji są za mało komunikatywne; kobieta zwykle zaczyna od ogółu, następnie przechodzi do nieistotnych szczegółów, zaś istota sprawy gdzieś umyka w oparach absurdu. Jak człowiek delikatnie napomknie "do rzeczy bejbi" to słyszy zwykle, że jest niegrzeczny, opryskliwy a w dodatku maczo.

EP: Uroda czy inteligencja, co bardziej cenisz sobie u przedstawicielek płci pięknej?

OR: Och, jestem prostym facetem, uwielbiam piękne kobiety. Skoro ma to być płeć piękna, to tym bardziej ;-)
Inteligentne też bardzo lubię, niestety, większość jakie znam są po prostu piękne ;-))))))))))))))))
A na poważnie: ideałem byłoby połączenie tych dwóch cech. Z czym też nie jest trudno! ;-)

EP: W czym Twoim zdaniem kobiety są lepsze od mężczyzn?

OR: W łóżku.

EP: Proszę dokończ zdania:
Od kobiet nauczyłem się....

Pustka w głowie (mojej).

Z kobietami nie rozmawia się o...

Koleżankach ;-) chyba że chce się je wkurzyć.

Kobieta którą podziwiam za urodę to....

Och, taka jedna aktorka, jak była młodsza, była niezła. Dziś mi się rozluźniły kryteria ocenne ;-)
Jak byłem młody to Księżniczka Leia mi się podobała ;-) a teraz może właśnie ta Solange?

Kobieta, którą mogę podziwiać za wiedzę to...

Skłodowska-Curie? ;-) Z pewnością jest bardzo wiele takich kobiet. Inteligentne kobiety są pociągające, powiedziałbym nawet, że podniecające... Inteligencja sprzyja wyobraźni ;-)

Kobiety i samochody to...

Niestety, na tylnym siedzeniu mam tylko psie futro. U mnie w parze to nie idzie. Poza tym lubię średniej wielkości kompakty, a na to dziewczęta nie lecą.

Jaki byłby świat bez kobiet?

Nie byłoby go jak sądzę.

Co chciałbyś życzyć kobietom w dniu ich święta?

Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia pomyślności, wielu fajnych orgazmów (tak, wiem, że orgazm u kobiety to mit), pociechy z córki, dużo pieniędzy.

EP: Dziękuję za rozmowę i w imieniu wszystkich kobiet także za te oryginalne życzenia.

OR: I ja także bardzo dziękuję, także za to, że nie było nic o feminizmie. Wypłaty i tak nie będzie ;-)

Komentarze (12)
Ekskluzywny wywiad na Dzień Kobiet (jak być młodą matką)
 Oceń wpis
   
Z okazji Dnia Matki przyszedł czas na rarytas nad rarytasy. Specjalnie dla Lege Artis wywiad z Patrycją M-O, 29-letnią psycholożką pracującą w branży human resources, matką 2-letniego Krzysia, przeprowadziły Ewa i Faustyna, redaktorki forum Netkobiety.pl (znane także z chrupiącego bloga NetBabeczki).
Czym jest macierzyństwo? Czy można pogodzić je z pracą zawodową? Jakie oczekiwania miałyby młode matki jeśli chodzi o postawę pracodawców wobec młodych matek? Składając życzenia Wszystkim -- Obecnym & Przyszłym -- Mamom, zapraszam zatem Drogie Czytelniczki oraz Sympatycznych Czytelników do lektury.


Netkobiety: Dziękujemy Ci, że zgodziłaś się na wywiad, bo zapewne każda chwila spędzona z dzieckiem jest dla Ciebie na wagę złota.

Patrycja: To prawda, ale czy Krzysiu doceni to poświęcenie w przyszłości dając mi chociaż buziaka z okazji Dnia Matki? (śmieje się). Zapewne inne sprawy będą dla niego ważniejsze. No ale to jeszcze odległa przyszłość!

N: Czym dla Ciebie jako młodej mamy jest macierzyństwo?
reklama:
Netkobiety.pl - wszystko to czego mężczyźni nie powinni czytać...

Patrycja: Dla kogoś takiego jak ja, kto wiódł dość bujne życie towarzyskie, to swego rodzaju dopłynięcie do bezludnej wyspy, na której jestem tylko ja i moja rodzina. No ale jest fajnie! Nie powiem niczego odkrywczego, ale macierzyństwo to jednak rodzaj spełnienia. Osiągnięcie pełnego wymiaru kobiecości. Kiedy dotarło do mnie, że w moim ciele rozwija się nowe życie, które będzie całkowicie zależne ode mnie, trochę się przestraszyłam.
Chyba właśnie tej odpowiedzialności i tego, że już nic nie będzie takie jak kiedyś. Uświadomiłam sobie jednak jak głęboki sens ma nasze życie i jak ważne jest żeby to życie i płynące z niego doświadczenie komuś przekazać. Macierzyństwo to największe wyzwanie o jakim możemy sobie pomyśleć.
N: Jak trudne było pogodzenie obowiązku wychowania dziecka z z pracą zawodową?

Patrycja: Trudne może i byłoby, ale od czego jest instytucja opiekunki do dziecka? (śmieje się ironicznie). No niestety, kiedy skończył się urlop macierzyński i podjęłam decyzję o powrocie do pracy, musiałam się zdecydować na to, by wychowanie małego powierzyć niani.
Bardzo chciałam wrócić do pracy, do ludzi, znów robić ciekawe rzeczy, a nie tylko myśleć o karmieniu i pieluchach. W chwilach zwątpienia kiedy byłam w domu a niezależny duch namawiał do powrotu do pracy, jedynie uśmiech synka sprawiał, że miękło mi serce i wiedziałam, że w danym momencie mojego życia robię właśnie to co powinnam.

N: Czy firma, w której pracowałaś wspierała Cię jakoś w okresie ciąży i po przejściu na urlop macierzyński?

Patrycja: Pracowałam jako rekruterka w angielskiej korporacji i w związku z tym, że praca wiązała się ze spędzaniem większości czasu przed komputerem, zalecono mi abym drukowała sobie aplikacje kandydatów i dzwoniła z odrębnego pomieszczenia, w którym nie promieniowało na mnie żadne z urządzeń biurowych. Poza tym świetnie się czułam więc pracowałam praktycznie do samego porodu.

N: A jak było po powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim?

Patrycja: Wiele się zmieniło. Przede wszystkim projekt przy, którym wcześniej pracowałam był już zakończony, więc nie za bardzo miałam do czego wracać. Zaproponowano mi zatem dołączenie do innego zespołu. Niestety przepadły moje szanse na awans, to co wypracowałam sobie wcześniej przez dwa lata lojalności wobec pracodawcy nagle zostało wyzerowane, nastąpiła taka totalna tabula rasa mojej kariery w tej firmie, bo w nowym zespole byłam przecież początkującym pracownikiem. Co więcej nie mogłam uczestniczyć w szkoleniu, które normalnie by mi przysługiwało, tylko dlatego, że po prostu 'wyszłam na chwilę z kolejki'. Przepadło.

N: Rzeczywiście przykra sytuacja, nie próbowałaś rozmawiać na ten temat z pracodawcą?

Patrycja: Z jednej strony było to dla mnie przykre z ambicjonalnego punktu widzenia, a z drugiej cieszyłam się, że mnie nie zwolniono. Oczywiście, że rozmawiałam! Mówiłam o moim rozczarowaniu zaistniałą sytuacją, a usłyszałam wówczas, że muszę być elastyczna i powinnam się dostosować do zmieniających się reguł i otoczenia firmowego. Zagryzłam wargi i milczałam, udając że jestem szczęśliwa.

N: Naprawdę nie spotkało Cię nic pozytywnego? Zapewne słyszałaś o plebiscycie Firma przyjazna mamie, wyróżniającym firmy, które w szczególny sposób dbają o swoje pracownice, które urodziły dzieci. Oferuję im bezpłatną opiekę medyczną, wprowadzają elastyczny czas pracy i możliwość pracy w domu, dodatkowe tygodnie płatnego urlopu, dają wyprawki dla dzieci, urządzają na terenie firmy pomieszczenia dla matki z dzieckiem, itp.

Patrycja: Bezpłatna opieka medyczna w takich korporacjach to już w zasadzie standard, żaden przywilej czy benefit. Mój pracodawca pozwolił mi przychodzić do pracy o godzinę wcześniej dzięki czemu mogłam po pracy zdążyć na porę karmienia Krzysia. I to w zasadzie wszystko.

N: Jakiego wsparcia i pomocy oczekiwałabyś od firmy, aby pomogło Ci to w większym stopniu pogodzić pracę zawodową wraz z obowiązkiem wychowywania dziecka?

Patrycja: Najbardziej by mi pomogło wsparcie finansowe. Wiem, że w jakiejś firmie dają matkom takie drugie, tyle że firmowe becikowe. Tak swoją drogą becikowe, z którego się kiedyś śmiałam to była naprawdę duża pomoc na samym początku, kiedy to wyobrażenia o cenach pieluch zderzyły się z rzeczywistością. No i przyznam, że bardzo dużo mnie kosztowała opiekunka do dziecka. Przy zarobkach 2400 netto, musiałam niani płacić 1400 zł netto. Tak, więc gdyby nie mój mąż nie byłabym w stanie sama utrzymać siebie i dziecka.

N: Dwa tysiące w brytyjskiej korporacji?

Patrycja: Takie są realia, ale wszystkim się wydaje, że jak ktoś trafi do korporacji to już zarabia fortunę. Niektórzy pewnie tak, ale nie szeregowi pracownicy, a to przecież dzięki nim te korporacje funkcjonują.

N: Może to pracownicy, a szczególnie kobiety zaniżają płace?

Patrycja: Może tak, ale jak twoje oczekiwania nie zmieszczą się w korporacyjnych widełkach na daną pozycję, to nikt nie będzie ci szedł na rękę. Negocjacje są jedynie jeśli chodzi o obniżenie stawki, usta zamyka się pracownikom benefitem w postaci bezpłatnej opieki medycznej, która i tak jest już standardem. A wszystko sprowadza się do tego, że nie ma ludzi niezastąpionych. Nie podoba Ci się -- drzwi otwarte!

N: A wracając do kwestii prawnych, czy długość urlopu macierzyńskiego i wychowawczego jest dla Ciebie wystarczająca?

Patrycja: Myślę, że tak, chociaż gdyby wydłużyć o parę tygodni macierzyński to byłoby idealnie. Natomiast pewnie przesadziłabym, gdybym głośno powiedziała o tym, że wprowadzenie płatnego wychowawczego byłoby najlepszym z możliwych rozwiązań. Ja z powodu niezadowolenia w pracy zdecydowałam się przejść na urlop wychowawczy. Aktualnie poszukuję pracy i niestety nie przysługują mi dodatkowe świadczenia pomocowe, bo nasz dochód na członka rodziny przekracza urzędowe stawki o jakieś 50 zł.

N: Przejdźmy może do bezpieczniejszych tematów. Czy zgadzasz sie ze stwierdzeniem, że kobiety, które urodziły dziecko, znaczenie łatwiej radzą sobie na polu zawodowym i w biznesie?

Patrycja: Oczywiście. Przede wszystkim są dojrzalsze, bardziej świadome tego czego chcą od życia, od siebie samych. Poza tym opieka nad dzieckiem wymaga systematyczności i wyrabia takie nawyki jak planowanie czy przewidywanie. Myślę, że kobiety które urodziły dziecko to bardzo wartościowi, ale często niedoceniani pracownicy.

N: To może na koniec naszego spotkania zapytam Cię, jak zareagowałabyś gdyby Twoje dziecko oczekujące na dobranockę zostało uraczone Bajką o Tusku, a może -- jeśli wybiegniemy w przyszłość -- o jakimś innym polityku?

Patrycja: Myślę, że postawię raczej na słowo mówione i będę starała się mojemu dziecku raczej czytać i opowiadać bajki. To bardziej działa na wyobraźnię. Jest tylu wspaniałych autorów bajek i baśni jak choćby Jan Brzechwa, Julian Tuwim czy Jan Christian Andersen. Oburza mnie wykorzystywanie motywów bajkowych zarówno w polityce jak i reklamie. Widziałam reklamę firmy Unimil wykorzystującą motyw z Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków. Obrzydliwe!

N: Nie ma to jak '13 Bajek z Królestwa Lailonii dla dużych i małych' Leszka Kołakowskiego. Życzymy zatem Tobie i Twojej rodzinie powodzenia i stworzenia sobie takiego własnego Królestwa Lailonii.

Patrycja: Dziękuję. Na pewno tak będzie, jak tylko dostanę lepszą pracę.
Komentarze (0)
Na! Dzień! Kobiet! - ekskluzywny! wywiad! z! feministką!
 Oceń wpis
   
Przychodzi w życiu każdego Prawdziwego Mężczyzny taki dzień, kiedy trzeba odłożyć ulubiony plakacik Mobilkinga (i dołączone w promocji blaszane puzderko na fajki). Nie, nie mam na myśli zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy. Mówię o dzisiejszym Międzynarodowym Dniu Kobiet.

Z tej okazji udało mi się poprosić Anię Firecką, znaną (mi osobiście) feministkę o przeprowadzenie wywiadu z Marzeną Lizurej, Prawdziwą Sufrażystką, dowodem czego jest poniższy zapis rozmowy.
Warto dodać, iż równocześnie z tym tekstem poszerza się baza stałych współpracowników Lege Artis o kolejną osobę. Dziękujemy i prosimy o jeszcze. niech moc będzie z Wami!


Anna Firecka (dla Lege Artis): Co jest złego w obchodzeniu dnia kobiet? Przecież, teoretycznie przynajmniej, chodzi o uczczenie kobiet...

Marzena Lizurej: Feministki nie protestują przeciwko dniowi kobiet, obchodzą go uroczyście, organizując manify (największa jest w Warszawie) i inne imprezy kulturalne (koncerty, wernisaże, spotkania dyskusyjne, happeningi i dyskoteki) dla kobiet. Feministki protestują jednak przeciwko tradycyjnemu, peerelowskiemu sposobowi obchodzenia tego święta (koleżanka dostaje goździk i rajstopy, a za to upiecze ciasto i postawi flaszkę) i tradycyjnej roli kobiety w patriarchalnym społeczeństwie.
Marzena Lizurej uzyskała stopień doktora w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Była współzałożycielką Koła Naukowego Queer Studies „Nic Tak Samo”. Razem z Moniką Baer zredagowała książkę "Z odmiennej perspektywy. Studia queer w Polsce" (Wrocław 2007). Współpracuje z ruchem feministycznym i LGBT, redaguje czasopismo naukowe InterAlia. Publikuje m.in. w czasopiśmie Rita Baum.Jeśli kobieta nie jest traktowana jak człowiek, nie ma prawa do swojego zdania, swojej kariery, swojej przyjemności, a tylko jest postrzegana jako matka, opiekunka, służąca, sprzątaczka, obiekt seksualny itd. – jej święto to tylko uczczenie tych korzyści, które czerpią z kobiet mężczyźni. Całowanie w rączkę i wręczanie kwiatków nie wystarczy, by przywrócić kobiecie godność. Wtedy kwiatek staje się kneblem dla tych, które są niezadowolone ze swojego życia i ze stosunku mężczyzn do nich. Dzień kobiet ma potwierdzić, że kobieta jest szanowana, ale to tylko iluzja.
 
AF (LA): Skoro dzień kobiet jest taki zły, dlaczego ten dzień właśnie organizacje feministyczne wybrały sobie na organizowanie manifestacji?

ML: 8 marca przy okazji manif podejmuje się problemy nierówności społecznej (to kobiety najwięcej straciły na restrukturyzacji, niełatwo im zrobić karierę, mniej zarabiają, dostają niższe emerytury, mają ograniczone prawa reprodukcyjne, częściej doznają przemocy).

Ten dzień ustalono międzynarodowym świętem kobiet w 1910 roku (więc nie jest to tylko peeselowskie święto, jak sądzą niektórzy). Ogłoszono je dla upamiętnienia ofiar walki o równouprawnienie kobiet. Impulsem do ustanowienia tego święta stał się strajk i manifestacja kobiet w roku 1908 w Nowym Jorku, kiedy to na ulice wyszło 15 tysięcy robotnic, żądając polepszenia warunków pracy. Na ich transparentach pojawiły się hasła „Chleba i róż”, co oznacza, że żądały również prawa do godnego (przyjemnego) życia, a nie tylko minimum koniecznego do przeżycia.

AF (LA): Do kogo mają przemówić takie manifestacje? Jaka jest grupa docelowa wszelkich
feministycznych kampanii społecznych? Kogo chcemy przekonać, że kobiety są dyskryminowane i że walka o równouprawnienie ma sens?

ML: To są przede wszystkim akcje medialne, które mają zwrócić uwagę rządu i społeczeństwa na problemy kobiet w Polsce. Ważne, że ich inicjatorkami są środowiska kobiece, więc mówią one o swoich problemach. To forma uczestnictwa w demokratycznym społeczeństwie. Przy okazji pokazują też, że – pomimo znacznych różnic – środowiska kobiece potrafią razem wystąpić we wspólnej sprawie.

AF (LA): W swych założeniach feminizm działa na korzyść kobiet i to kobiety odnoszą korzyści z wojny feministek. Dlaczego zatem tyle kobiet odżegnuje się od ideałów feminizmu? Dlaczego trzeba kobiety przekonywać, że powinny walczyć o swoje prawa?

ML: Gdy na zachodzie rozwijał się feminizm, w Polsce (i innych krajach bloku wschodniego) kultywowano iluzję, że w socjalizmie kobiety nie są dyskryminowane, bo robotnice obok robotników budują nowy ład. A potem, gdy u nas zmienił się system, zanim idee feminizmu zadomowiły się w świadomości społecznej, pojawił się ostry nurt krytyki feminizmu. Nie było świadomości, że na świecie od XIX wieku przetoczyły się już trzy fale feminizmu (które różniły się od siebie oczekiwaniami i ideami), i że w samym ruchu feministycznym można wyróżnić różne nurty (od katolickiego do lesbijskiego).

Dlatego wiele kobiet uważa, że feminizm to coś złego i, mimo że chciałyby być traktowane na równi z mężczyznami i mieć równe prawa  (i choć czasami nawet same robią wiele w tym kierunku), boją się używać w stosunku do siebie tego brzydkiego słowa na F. Do tego kilka tysiącleci patriarchalnej kultury powoduje, że niektóre kobiety wierzą w boskie czy naturalne prawo nakazujące im poddaństwo i służebną rolę w stosunku do męskiej części społeczeństwa. Ale to się powoli zmienia.

AF (LA): A co z dniem mężczyzny? Niby jest, ale tak naprawdę nikt nie wie kiedy i nikt go nie obchodzi. Czy jest to przejaw dyskryminacji mężczyzn?

ML: Kultura patriarchalna, choć oddaje realną władzę w ręce mężczyzn, dyskryminuje również wielu z nich. Ukształtował się pewien akceptowany typ mężczyzny i jeśli ktoś się temu nie podporządkowuje, jest na pośledniej pozycji społecznej. Nadal więc czekamy na ruch wyzwolenia mężczyzn.

Dzień mężczyzny czy chłopaka nie przyjął się, ponieważ kobiety przez cały rok troszczą się o swoich mężczyzn, więc nie ma sensu, żeby wręczały im raz w roku goździka i rajstopy. A oni niech upieką ciasto, choć to mogłoby być ciekawe :-)


PS na obrazku powyżej manifa sufrażystek sprzed 100 lat prawie, poniżej komunistyczny plakacik nieco późniejszy. Ilustracje do wywiadu dobrała Seksistowska Świnia - czyli redaktor naczelny.
Komentarze (8)
Miły prezent na Walentynki - wywiad z aplikantką radcowską
 Oceń wpis
   
Z okazji Walentynek mam dla Was, moi drodzy Czytelnicy, najfajniejszy prezent. Prawdziwy wywiad z prawdziwą aplikantką radcowską. A zatem jeśli chcecie się poznać najskrytsze sekrety aplikantów, dowiedzieć się jakie będą w tym roku pytania na aplikację oraz czy istnieje coś takiego jak islamski feminizm, zapraszam do czytania i zachwycania się.


Lege Artis: - Jesteś aplikantką radcowską? Jak do tego doszłaś i co się z tym wiąże?


Anna Firecka: - Droga do aplikacji radcowskiej jest precyzyjnie opisana w ustawie o radcach prawnych. Trzeba spełnić warunki, zdać egzamin i już :-) Jeśli chciałbyś poznać moje motywy, to one też są proste. W prawie interesuje mnie rozwiązanie problemu, dyskusja podejmowana z przeciwnikiem, walka na argumenty. Zajmowanie się prawem w ten sposób możliwe jest tylko w zawodach radcy prawnego i adwokata. Prawo karne mnie nie interesuje, więc – zamierzam zostać radcą prawnym.

Anna Firecka, lat 32, absolwentka IX LO we Wrocławiu oraz prawa Uniwersytetu Wrocławskiego. Aplikantka radcowska, pracuje w kancelarii. Główny obszar zainteresowań: zamówienia publiczne, prawo pracy, problematyka dyskryminacji kobiet.
Prywatnie stara panna, właścicielka dwóch kotów, feministka i marzycielka.
LA: - Czyli jest ciężko? Jak sobie radzisz? Czytelników, z których wielu chciałoby dostać się na aplikację na pewno zainteresuje to jak wygląda codzienne życie aplikantki?

AF: - Aplikacja wiąże się z uczestnictwem w zajęciach teoretycznych i z praktykami w sądach, w prokuraturze i w kancelariach. Z konieczności wiąże się też z ograniczeniem czasu pracy (ale rzadko z ograniczeniem ilości obowiązków). W ramach praktyk sędziowie często polecają nam przygotowanie uzasadnień wyroków, opinii na niejednoznaczne zagadnienia prawne itp. Pogodzenie tego wszystkiego bywa ciężkie, ale na ogół nie jest tak źle. Dla mnie najcięższe są zajęcia teoretyczne, ponieważ najlepiej uczę się, pracując, a nie słuchając wykładów. Bardzo lubię praktyki, zwłaszcza czytanie akt i uczestnictwo w rozprawach. Oczywiście, konieczne jest również zaliczanie kolejnych etapów, czyli egzaminy.

LA: - W takim dniu (wywiad przeprowadzany w walentynkowy poranek) trudno nie rozmawiać o seksie i miłości. Czy w życiu aplikantki zdarzają się takie chwile? A może mogłabyś uraczyć Czytelników Lege Artis jakąś pikantną opowieścią?


AF: - Wbrew pozorom prawnicy (a więc i aplikanci) to także ludzie i członkowie jakichś tam społeczności. Dotyczą ich więc wszelkie miłosno-emocjonalno-erotyczne uwarunkowania, właściwe reszcie ludzkości. Również zasady dobrego wychowania, więc pikantnej historii nie będzie :-)

LA: - A co mogłabyś podpowiedzieć tym spośród Czytelników, którzy zamierzają
startować na aplikację w tym roku? Jakieś przecieki jeśli chodzi o pytania?
Specjalnie na Walentynki stworzyłem nową kategorię: kontr-wywiad. Już wkrótce na łamach LA będą kolejne wywiady.
Przypominam też, że nadal możecie wysyłać esemesy o treści B00120 na numer 71222 (spieszcie się!), o konkursie Miss Temida 2008 oraz o tym, że naprawdę na bieżąco będziecie tylko dzięki Google Readerowi!

AF: - Szczerze mówiąc, jestem zaskoczona, ile daje mi aplikacja i jak wiele się w jej trakcie nauczyłam. Warto się postarać i zostać aplikantem :-)
Co do egzaminu mogę podpowiedzieć tylko tyle, że jego trudność leży w ilości materiału. Same pytania nie są skomplikowane, zakres materiału jest jednak dość zabójczy, więc im więcej zdołają kandydaci na aplikantów przeczytać, tym lepiej dla nich.

LA: - Jesteś znana z postawy feministycznej. Mnie oskarża się o mizoginię. Czy uważasz, że te dwie postawy mogą ze sobą współistnieć we współczesnym świecie? A może paradygmat kantowski upada i w tym wymiarze? Czy nie sądzisz, że dysonans poznawczy jednostek ludzkich może zakładać dychotomię takich postaw?

AF: - Feminizm zakłada równość płci (nie tożsamość!) i, w dużym uproszczeniu, walczy o to, aby nasze umiejętność, cechy osobiste itp., nie były oceniane przez pryzmat naszej płci, lecz przez pryzmat jakości po prostu. Jednym słowem, zakłada takie same kryteria traktowania osobników obydwu płci, tam gdzie jest to możliwe ze względu na oczywiste względy typu różnic fizjologiczno-anatomicznych itp.
Mizoginia to niechęć do kobiet tylko dlatego, że są kobietami, czyli wykluczanie całej grupy ludzi tylko ze względu na ich płeć.
A to jawnie przeciwstawia się idei feminizmu.



LA: - Dziękuję za rozmowę. Może chciałabyś kogoś pozdrowić.

AF: - Pozdrawiam wszystkich Twoich nie-zakochanych Czytelników :-) Zakochani dość dziś dostaną pozdrowień i beze mnie…


PS a dla tych co też kochają Walentynki - John Coltrane i A Love Supreme, nagranie z 1965 roku.

Komentarze (17)
Rok nie wyrok
 Oceń wpis
   
Dziś mija pierwszy rok odkąd oczom zdumionych Czytelników odsłoniła się pierwsza strona Lege Artis.

Oszołomienie nie ustępuje do dziś. Początkowo amatorski blogasek prowadzony troszkę dla zabicia czasu, w ciągu tych 365 dni w roku udało mi się przekształcić go w prężne lubczasopismo, zdobyć rzeszę wiernych odbiorców, dwukrotnie stanąć przed sądem za przestępstwa, których nie popełniłem, trzykrotnie uniknąć kobierca za grzechy, których popełnić bym nie chciał.

Z tej okazji specjalnie dla Najwierniejszych z Wiernych - ekskluzywny wywiad z JE Wydawcą & Redaktorem Naczelnym, Olgierdem Mieczysławem Rudakiem ;-)

Lege Artis: Właśnie mija rok od opublikowania pierwszego tekstu na blogasku. Skąd pomysł na prowadzenie bloga poświęconego prawu?

Olgierd Rudak: Problem chyba w tym, że jestem takim ekstrawertycznym cholerykiem, a w dodatku lubię narzucać swą opinię innym osobom. Nie muszę mieć zawsze racji w sensie obiektywnym, ale subiektywnie rację muszę mieć.
No a jak tu przekonać możliwie szeroką rzeszę ludzi do swojej racji, jeśli nie ma się przełożenia na telewizję publiczną? Jedyne rozwiązanie to powołać własny Radiokomitet.

Rozważałem założenie bloga poświęconego literaturze, nawet poezji, wiedziałem, że dobrze czytają się blogi o internecie i web 2.0, mogłem wreszcie pisać o reklamie i marketingu albo sporcie.
Jednak każdy z tych projektów wiązał się z ryzykiem związany z faktem, że ja się po prostu na niczym nie znam, więc ludzie by mnie raz-dwa wyśmiali. Tymczasem w Polsce mamy takie prawo, że można pisać o nim co się chce, i tak nikt tego nie zrozumie. Przepisy są i bez tego zbyt niejasne i zagmatwane.

LA: No i co Ci to dało?

OR: Wiele i niewiele, zależy jak patrzeć. Złożono mi kilka propozycji pracy, ale trudno będzie przebić mojego obecnego pracodawcę, więc każda z ofert została odrzucona. Parę razy udało mi się włożyć kij w mrowisko, a to zawsze lubiłem i lubić nie przestanę. Zaczęło do mnie wzdychać kilka atrakcyjnych kobiet, co jest miłe i sympatyczne; niestety kilka równie atrakcyjnych nie chce już mnie znać, więc pod tym względem bilans oscyluje w granicach zera.

LA: Czy bycie wydawcą i redaktorem takiego lubczasopisma jest opłacalne? Masz coś z tego oprócz rzekomych achów i ochów?

OR: W Netto ledwie co napisali, że dobry blog może być opłacalny dla jego twórcy. Może nie powinienem się przyznawać, ale mi za sianie fermentu całkiem nieźle płaci brytyjski wywiad. To jest kilkaset funtów szterlingów za każdy wpis, a co kwartał skrzyneczka jakiegoś zacnego trunku. Za rudą i na myszach dałbym się posiekać!

LA: Ludzie uważają Cię za dobrego prawnika?

OR: To pytanie czy stwierdzenie? W każdym tygodniu dostaję kilka próśb o poradę, to są różne sprawy, począwszy od "chcę się rozwieść z żoną, nie wiem jak to zrobić, czy może pan pomóc?" do "I'm a son of a former Nigerian president, who has collected several million US dollars on a bank account. Now I need someone to help me to get this money".
Jeśli tylko potrafię i mam czas to staram się odpowiadać na każdą prośbę, chociaż niekiedy wymaga to ode mnie przejrzenia najdziwniejszych przepisów pod słońcem.

Ale pisanie w internecie dało mi asumpt do dwóch spostrzeżeń: po pierwsze jeśli nie ma Cię dziś w internecie, to nie ma Cię w ogóle. Nastały takie czasy, że niektórzy mierzą człowieka ilością odniesień w pewnej popularnej wyszukiwarce internetowej. To ostatnia chwila, żeby zająć dobre miejsce, jednym słowem - żeby się nieźle wypozycjonować na swoje nazwisko.

Drugie spostrzeżenie brzmi: nieważne jakim będziesz dyletantem, jeśli ładnie się wypozycjonujesz w internecie, znajdziesz gromadkę wiernych akolitów, wszyscy będą brali cię za eksperta. Po prostu niektórzy wierzą internetowi jak za za komuny telewizji.

LA:
Czy jest coś, czego żałujesz - że zrobiłeś albo nie zrobiłeś przez ten czas?

OR: Najgorzej, że jest jakiś facet, który mnie ubiegł w pomyśle wytoczenia procesu Wikipedii. Przy czym jemu chodzi o to, że o nim źle napisali, zaś ja chciałem ich pozwać o to, że w ogóle o mnie nie piszą. Ponieważ ta nisza jest już zajęta, wszystko co przychodzi mi do głowy to wniesienie powództwa przeciwko Organizacji Narodów Zjednoczonych. Zamierzam się domagać stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa dla mojej osoby. Serio-serio.

LA: Jak mawiali Etruskowie: kto nie idzie w przód, ten się de facto cofa. Czy planujesz coś ciekawego na kolejny rok wydawania Lege Artis?

OR: Po zarejestrowaniu bloga w sądzie wszystko co przychodzi mi do głowy to zatrudnić fajną stażystkę, buchnąć firmową kasę i zwiać z nią na Gwadelupę. Myślę też o zrobieniu z Lege Artis czegoś w rodzaju franszyzy, przecież to dobry i rozpoznawalny znak w blogosferze, niechaj i inni sobie prowadzą swoje zapiski pod tą marką. Jak mawiali Spartanie: rok nie wyrok, a dwa lata jak dla brata. Znaczy się, musimy pogadać za rok, to się zobaczy. Nie ma co gdybać, bo przecież mogą mnie w tzw. międzyczasie zamknąć i się skończy.

LA: Dziękuję za rozmowę.

OR: I ja dziękuję. Zaś korzystając z okazji chciałem serdecznie pozdrowić wszystkich Wiernych i Niewiernych Czytelników Lege Artis. Bardzo Wam dziękuję, że jesteście z nami już cały rok.

Komentarze (10)
1 | 2 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-09 02:39
100 lat:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
40 lat minelo jak jeden dzien: http://www.youtube.com/watch?v=7od4JA2Y274 100 lat...
2012-02-09 02:35
fgaf:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
"czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się[...]
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]