Coraz luźniej robi się wokół generała Krzysztofa Bondaryka: najpierw odwołano prokuratora, który myślał o postawieniu szefowi ABW zarzutów w związku z
rzekomym (skreśliłem, bo sama transakcja nie jest rzekoma) kupnem samochodu po rzekomo okazyjnej cenie, a po paru dniach z posady leci szef białostockiego UKS -- bo też miał się interesować interesami Bondaryka.
Do służb specjalnych to wielkiego szczęścia raczej nie mamy. Nie dość, że pan generał skacze ze służb do sektora prywatnego (i nazad), a później chcą nam urzędowo cenzurować internet, a jak się nie uda, to sami wezmą się za łebków piszących głupoty w sieci; w tzw. międzyczasie wiceszef ABW weźmie sobie materiały z dziennikarskich podsłuchów do własnej sprawy cywilnej (i włos mu za to z głowy nie spadnie, bo "działał zgodnie z prawem")...
A na koniec (?) wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz -- prywatnie kolega generała Bondaryka (i ze służb, i z PTC, co oczywiście nie ma w sprawie żadnego znaczenia) -- któremu też ledwie co mieli stawiać zarzuty, co było "decyzją przedwczesną" -- raczy negatywnie ocenić pracę owego dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej, który miał tego pecha, że się interesował Bondarykiem...
Oczywiście, nie można popadać w paranoję ani stać się wyznawcą rozmaitych spiskowych teorii... ale nie sposób też przejść obojętnie obok a ż t a k i c h zbiegów okoliczności: w tych kręgach za łatwo wszystko się wszystkim udaje -- po fali niedoszłych zarzutów fala nieoczekiwanych dymisji...
Jasne, powie ktoś: ci panowie są tak skuteczni, że można ich skompromitować -- i pozbyć się z roboty -- tylko poprzez prowokacje kryminalne.
Mnie się jednak wydaje -- to moje zdanie, bo mam prawo do mojej oceny -- że za dużo w tym wszystkim przypadków, a za mało twardości premiera, który wprawdzie mówi, że szef ABW musi być przezroczysty -- ale już na tym samym oddechu mówi, że dotychczasowe zarzuty były li tylko pomówieniami.
Takich służb -- sądzę, że warto to sobie uzmysłowić -- nie potrzebujemy, zaś premier powinien wreszcie uwzględnić opcję innego rodzaju: że szefem potężnej struktury, która interesuje się prawie wszystkim, co w Polsce myśli i mówi, nie powinien być człowiek, co do którego pojawia się taka ilość pomówień (vide sytuacja z ex-szefem CBA, którego też diabli wzięli -- i dobrze).
No chyba że punkt widzenia zależy od punktu patrzenia.
PS na zdjęciu kolejny przykład tego jak punkt widzenia może zależeć od punktu patrzenia. Oto 2,5 roku temu straszaki miejskie ganiały pewnego wrocławskiego publicznego grajka za to, że grał w Rynku bezprawnie na gitarze -- a dziś pewnie jak podskoczą to co najwyżej po autograf (i skąd ja bym wiedział, że tak sławną osobistość swego czasu mogę uwiecznić...?)



motto na dziś: - Tutaj wisiał niegdyś obraz najjaśniejszego pana -- ozwał się znów po chwili -- akurat tam, gdzie teraz wisi lustro. - A tak, ma pan rację -- odpowiedział Paliviec -- wisiał tam, ale obsrywały go muchy, więc zaniosłem go na strych. (Jaroslav Hašek, Osudy dobrého vojáka Švejka za světové války)
