Ciekawy temat do dyskusji o wyższości faceta w todze nad facetem w marynarce (napisałbym coś o kobietach, ale boję się, że skończę jak ten poseł): przed wrocławskim sądem toczy się sprawa lekarki, która pomimo prawomocnie orzeczonego zakazu wykonywania zawodu, nie zaprzestała przyjmowania pacjentów.
Dlaczego? To bardzo proste: bo tak poradził jej adwokat.
Istota błędu Pana Mecenasa, który popchnął własną klientkę na ławę oskarżonych polega na czymś bardzo prostym: orzeczenie sądu drugiej instancji jest zawsze prawomocne, czyli podlega wykonaniu, nawet jeśli nie jest jeszcze ostateczne -- a więc może być wzruszone w jakiś tam sposób.
z kodeksu postępowania karnego:
art. 519. Od prawomocnego wyroku sądu odwoławczego kończącego postępowanie może być wniesiona kasacja. (...)
art. 532. § 1. W razie wniesienia kasacji Sąd Najwyższy może wstrzymać wykonanie zaskarżonego orzeczenia, jak i innego orzeczenia, którego wykonanie zależy od rozstrzygnięcia kasacji.Oznacza to, że wniesienie kasacji -- która przysługuje od wyroku prawomocnego (art. 519 kodeksu postępowania karnego) -- oznacza, że wyrok trzeba już wykonać, chociaż później może się okazać, że jednak jego treść (a więc i sposób zachowania oskarżonego) się zmieni. Nawet prawidłowo wniesiona i przyjęta przez Sąd Najwyższy kasacja nie wiąże się z automatycznym wstrzymaniem wykonania orzeczenia -- to dopiero SN może wstrzymać jego wykonanie (art. 532 par. 1 kpk).
Tymczasem pan mecenas (o którym chodzą po sieci ciekawe opinie) powiedział pani doktorce, że dopóki sąd nie rozstrzygnie o kasacji, dopóty może badać i leczyć, przeto przestała ona przyjmować pacjentów dopiero na wieść o odmowie przyjęcia. Zaś na pytanie sądu (jak pisze "Gazeta"), że przecież słyszała na rozprawie apelacyjnej o prawomocności wyroku, odparła: "ja się na tym nie znam, więc skoro mecenas stwierdził, że mogę przyjmować, to przyjmowałam" -- co Pan Mecenas potwierdza ("Tak, wprowadziłem klientkę nieświadomie w błąd. Byłem przekonany, że może prowadzić gabinet do czasu wyjaśnienia sprawy kasacji").
Najlepsze w sprawie jest to, że oskarżona kobiecina, którą adwokat wyprowadził w pole co najwyżej może liczyć na błąd co do kontratypu (art. 29 kodeksu karnego) -- on sam może będzie w sprawie tylko świadkował -- a dopiero jak się w ORA o temacie dowiedzą, to rozważą możliwość wszczęcia postępowania dyscyplinarnego.
Aha, jeśli pokrzywdzona-oskarżona poniesie szkodę, to może jeszcze dochodzić swojego przed sądem cywilnym -- i tu się zastanawiam na ile ewentualnie da się to chociaż z polisy pana adwokata pokryć.



