Kończąc już powoli z tematyką okołowakacyjną -- i pochyliwszy się już nad pozostałościami z (nie tak dawnej) przeszłości -- pomyślałem sobie, że warto też dać szansę P.T. Czytelnikom rzucić okiem na to, co w tych pięknych lasach (warto odwiedzić Istebną i jej okolice!) wydaje się być mega-nowoczesne.
Po pierwsze marketing. "Drewno pozostawiono w celu naturalnego rozkładu" -- informuje nas Nadleśnictwo Wisła, a ja się zastanawiam: czy to dla turystów zmierzających ku Baraniej Górze, żeby ich uspokoić dlaczego dookoła taki bałagan i tyle patyków się wala po podszycie, czy zwykły marketing leśników -- czy raczej dla samego drewna, by wiedziało co ma robić...
Prawdę mówiąc na widok tej tabliczki nieźle zbaraniałem (nie tylko dlatego, że drapaliśmy się na Baranią), bo nigdy nie sądziłem, że takie oczywistości trzeba ludziom tak łopatologicznie tłumaczyć -- ale cóż, nie od dziś wiadomo, że o lasach to ja nic nie wiem.
I druga ciekawostka: było już o monitoringu osiedlowym, antyalkoholowym i fonicznym (polecam ciekawy tekst Marka Henzlera "Mają na nas oko" w ostatniej "Polityce") -- ale o monitoringu leśnym dotąd nie słyszałem.
To akurat koło Milówki, co nie zmienia faktu, że lasy tutaj (i wokół Istebnej, i za Milówką) wyjątkowo czyste.





A więc stało się -- jak 