§ 1. Jak się okazuje od deliberacji czy moderować forum internetowe, czy też lepiej nabrać wody w usta, niektórzy wolą metodę na gajowego ("przyszedł gajowy i wygonił wszystkich z lasu"). Bo chociaż Ringier Axel Springer, pozwany przez ministra Radosława Sikorskiego wydawca "Faktu", wydaje się nie błądzić twierdząc, że nie ponosi odpowiedzialności za aktywności swoich użytkowników, to jednak... zdecydował się zamknąć swoje fora internetowe (tymczasowo).
W cytowanym przez prasę komunikacie mówi się o tym tak: "nie chcemy bowiem, by na naszych witrynach pojawiały się komentarze o charakterze antysemickim, urągające mniejszościom narodowym czy religijnym. Nie chcemy też postów obrażających poszczególne osoby czy grupy ludzi niezależnie od ich orientacji, narodowości czy przekonań" -- a mnie się od razu nasuwa porównanie do akcji zamykania ledwie co wyremontowanych stadionów: niektórzy rozrabiają, cierpią na tym wszyscy.
(Na marginesie: prezes PiS protestuje przeciwko zamykaniu stadionów, a tymczasem parę lat temu -- bo przecież fala owej "walki z chuligaństwem" to żadna nowość -- pisowski namiestnik Warszawy chciał tego samego...).
Nie da się także uniknąć pytań o uległość przedsiębiorstw działających w sferze mediów wobec -- choćby prywatnych (chociaż nie wiem jaki charakter mają pozwy szefa MSZ) -- pretensji wysoko postawionych urzędników i polityków. Dlaczego za wybryki paru zdebilałych antysemitów ma ponosić konsekwencje większość internautów?
§ 2. I przykład cenzury innego rodzaju. Oto bardzo znane (pewnie dziś się powinno mówić "memetyczne") zdjęcie przedstawiające Baracka Obamę i jego urzędników obserwujących operację zabicia Osamy Bin Ladena, które w oryginale wygląda tak:

(zaś w wyobraźni niektórych internautów mogłoby wyglądać zupełnie inaczej) zostało w dość specyficzny sposób ocenzurowane przez ortodoksyjną nowojorsko-żydowską gazetę "Di Tzeitung":

Jak widać z obrazka po prostu usunięto Hilarię Clinton i Audrej Tomason -- tylko dlatego, że są kobietami -- cóż za orwerllowski gest!
Zabawnie przy tym wygląda oświadczenie "Di Tzeitung": fotoedytor się pomylił, bo nie zauważył warunków rozpowszechniania zdjęć (rzekomy -- bo faktycznie w licencji tego nie ma -- zakaz tworzenia utworów zależnych) -- zaś co do usuwania wizerunku kobiet ze zdjęć to: "nasze zasady redakcyjne wytycza Rada Rabinacka, biorąc zatem pod uwagę zasady skromności wykluczone jest publikowanie zdjęć kobiet. Czytelnicy Di Tzeitung wierzą, że kobiety powinny być cenione za to kim są i co robią, a nie jak wyglądają, zaś żydowski szacunek dla skromności są wyrazem szacunku dla kobiet, a nie odwrotnie".
No i teraz sam już nie wiem która cenzura jest słuszna, a która niesłuszna...



