...bo każdy fotograf to terrorysta... [aktualizacja]
 Oceń wpis
   

photography is not terrorismCiekawe: wczoraj, w sobotę, tysiące brytyjskich fotografów wyległo na londyńskie ulice by zaprotestować przeciwko drakońskiemu prawu pozwalającemu na zatrzymanie każdej osoby tylko dlatego, że wygląda na terrorystę, czyli... chodzi z aparatem i robi zdjęcia na ulicy.

Protest jest jednym z elementów kampanii I'm a Photographer not a Terrorist (do poczytania na stronie photographernotaterrorist.org), która ma na celu także uchylenie przepisów pozwalających na wymierzenie kary 10 lat więzienia za... robienie zdjęć oficerom policji.
Przepisy te dają także służbom uprawnienie do przeszukania każdej osoby, która wygląda jak terrorysta na zwiadach -- przypomnijmy: wygląda jak terrorysta, bo robi zdjęcia -- oraz nakazania skasowania zawartości karty, zniszczenia rolki filmu (to dla tych, co jeszcze trwają przy taśmie 35 mm...).

zBiodra.wordpress.com -- team nieustraszonych szpiegów i terrorystów grasujących po ulicach naszych miastBa, jak pisze Independent w oparciu o te przepisy angielskiej policji zdarzyło się interesować osobami fotografującymi zabytki i inne atrakcje turystyczne, a nawet fastfódy typu fish&chip.
Polecam też parę zdjęć w serwisie Flickr: pstryczek z wczorajszej manifestacji, interwencję policjanta w Nottingham oraz nie mniej ciekawe ujęcie z Nowego Jorku.

Jakby ktoś się ucieszył, że przecież nasza chata skraja i niech się Anglosasi wyrzynają, skoro lubią -- przypominam wcale nie tak dawną historię z warszawskiego Śródmieścia, gdzie gliniarze sprawnie zwinęli człowieka, który robił zdjęcia pudełkiem po butach, a także nieco starszą ale nie mniej straszną opowieść z wrocławskiego Dworca Głównego PKP, gdzie patrol policji zamiast zająć się porządkiem -- zajął się ludźmi z aparatami, aby z braku laku ścigać ich zaniemanie dowodu osobistego.

Ciekawe jak to wszystko się skończy. W ramach testowania wytrzymałości i oporu już biorę moją najnowszą szpiegowską maszynkę w kieszeń i idę na zwiady. Nie powinienem może zapowiadać tego, ale w ramach wykonywania dzisiejszych zadań zamierzam naruszyć teren komisariatu policji i udokumentować to kilkoma elektronami.

 

[aktualizacja, wieczorem] Melduję, że zadanie wykonane. W ramach działań operacyjno terrorystycznych udało mi się ująć:

ściśle tajny most na jakimś stawiku, przez który zapewne swego czasu miały z założenia wyruszać radzieckie tanki na podbój Wrocławia:
tajemniczy mostek

opóźnioną budowę mostu na obwodnicy autostradowej Wrocławia -- tak, to też ten Mostostal:
most na wrocławskiej AOW

a na zakończenie gratka nie lada -- zatoka, w której mieści się przystań wrocławskiego komisariatu rzecznego policji. Dla niepoznaki wpuściłem na lód psa i udawałem, że fotografuję właśnie moje zwierzątko. (Ciekawe: co robią w komisariacie rzecznym jak rzekę lód skuwa?)
przystań komisariatu rzecznego Wrocław

Komentarze (46)
Proszę już nie kłamać!
 Oceń wpis
   

Podczas gdy Konrad Niklewicz -- wszechwiedzący korespondent "Gazety Wyborczej" na brukselskch salonach -- ostro walczy o lepsze eurojutro (por. Gdy już opadnie kurz... oraz Obrona ”per analogiam”) i własną piersią broni uwalonego "pakietu telekomunikacyjnego" (furda, że mocno mijając się z prawdą...), gdzieś tam toczy się bezpardonowa walka o przyszłość ochrony praw autorskich.

Jak donosi Dziennik Internautów zwolennicy "odcinania internautów" potrafią dopaść przeciwnika nawet tam, gdzie trudno spodziewać się represji. Oto za karę za sprzeciw wobec drastycznego prawa z pracy wyleciał Jérôme Bourreau-Guggenheim, dziennikarz francuskiej telewizji TF1, którego przewinieniem było... wysłanie do swojego deputowanego listu z prośbą o głosowanie przeciwko projektowi ustawy HADOPI.
Niestety, parlamentarzysta o sprawie powiadomił kogoś z ministerstwa kultury (to rodzaj urzędu istniejący w państwie totalitarnym, tj. takim, które uważa, że powinno publiczną kasą i urzędową presją wytyczać kierunki w malarstwie, kinematografii i wierszoklectwie), stamtąd zaś poszedł przeciek do pracodawcy dziennikarza. Decyzja była prosta: telewizja nie potrzebuje na pokładzie ludzi, którzy nie szanują wspólnego wysiłku stacji i działają wbrew podstawowym interesom producenta. (Było o tyle łatwiej, że -- jak pisze DI -- szef TF1 jest kumplem Sarkozyego.)

Mógłbym być w tym momencie niezmiernie złośliwy -- prawie tak złośliwy jak autor BlogUE wobec przeciwników pakietu telekomunikacyjnego -- i zacząć nabijać się z Konrada Niklewicza, który przecież nie może nie zachwalać internetowych Ustaw Norymberskich, skoro pracuje w Agorze. Jakby na to nie patrzeć, koncernowi ze żłobka przy Iwickiej.

Przypomniałbym też, że donosik nań złożył już WO ("Konrad Niklewicz ostro wziął się za łamanie przez Agorę SA artykułu 36 traktatu europejskiego. Prowadzony przez tę firmę Kulturalny Sklep w większości wypadków odmawia wysyłania książek i płyt poza granice Polski.") Brzmi groźnie, a takich wybryków nikt nie lubi, a na pewno pracodawca, który żyje z twórczości, twórczość popiera, a w dodatku kocha Europę i Prawo Europejskie całym sercem swym.

Podaruję sobie jednak te niewczesne przykrości. Ograniczę się tylko do tego, że przykro mi, że korespondent "Gazety Wyborczej" -- rozumiem: człowiek zalatany, dla którego temat nieszczęsna dyrektywa to tylko część codziennych obowiązków -- zamiast poczytać i przemyśleć temat, jedzie z koksem bez minimum refleksji.
Osobiście oczekiwałbym od mediów -- pamiętajcie, że Konrad Niklewicz to nie tylko BlogUE, ale i artykuły w opiniotwórczej (ba, niejednokrotnie kreującej rzeczywistość) "Gazecie" -- nie tyle większej ostrożności i obiektywizmu, ile szacunku dla faktów i dokumentów.

Można mieć -- może mieć cała redakcja "Gazety", cała Agora SA nawet -- swoje zdanie na temat projektu dyrektywy, może nawet zrobić wszystko, żeby nowe prawo weszło w życie, ale wypadałoby zawczasu wyraźnie powiedzieć dwie rzeczy: po pierwsze, że Agora jest w sporze o pakiet telekomunikacyjny nie tylko komentatorem, ale i stroną. I po drugie: wyraźnie oddzielać fakty (i je rzetelnie opisywać) od własnych wyobrażeń o nich.

Komentarze (14)
Wiesz? To nie mów! (dziennikarze a tajemnica państwowa)
 Oceń wpis
   

motto na dziś: "Przestępstwo ujawnienia tajemnicy państwowej (art. 265 par. 1 kk) ma charakter powszechny, a zatem może być popełnione przez każdą osobę odpowiadającą ogólnym cechom podmiotu przestępstwa, która ujawnia informacje stanowiące tajemnicę państwową lub wbrew przepisom ustawy informacje takie wykorzystuje." (uchwała Sądu Najwyższego z 26 marca 2009 r., I KZP 35/08).

Jeśli ktoś jeszcze będzie chciał zostać dziennikarzem -- ale takim prawdziwym, zajmującym się poważnymi, często ryzykownymi tematami, a nie przeklepywaniem notatek prasowych -- to od miesiąca należy mu się wyjątkowy szacunek. Okazuje się bowiem, że zdaniem Sądu Najwyższego powinien on ponosić odpowiedzialność za naruszenie tajemnicy państwowej, jeśli doszło do tego wskutek opublikowania artykułu w prasie.

Dotąd kwestia odpowiedzialności za ujawnienie tajemnicy państwowej nie budziła większych wątpliwości: dopuścić tego przestępstwa mogła się wyłącznie osoba, która z racji funkcji czy obowiązków została zapoznana z informacjami oznaczonych gryfem tajności. Równocześnie przyjęto, że nie ponosi odpowiedzialności ten, kto zapoznał się z tajemnicą bez związku z pełnioną funkcją, podobnie nie odpowiadał ten, kto posługiwał się danymi już ujawnionymi ("puszczonymi w obieg" chciałoby się rzec).

Uchwała Sądu Najwyższego z 26 marca 2009 r.. sygn. akt I KZP 35/08, do pobrania stąd

Że zacytuję zdanie z pracy Stanisława Hoca pt.: "Kilka uwag dotyczących przestępstwa z art. 265 k.k." (Wojskowy Przegląd Prawniczy 2003/4/88): "Karze z art. 265 kk, mimo że nie ma o tym mowy w przepisie, podlega jedynie nieuprawnione ujawnienie tajemnicy. Nieuprawnione ujawnienie to po pierwsze ujawnienie wobec osoby nieuprawnionej do poznania informacji i po drugie, ujawnienie wbrew obowiązkowi dyskrecji."  Podobne stanowisko zajął Włodzimierz Wróbel w artykule "Prawnokarna ochrona tajemnicy państwowej" (Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych, 2000/1/121), którego zdaniem -- to dobry cytat, będzie więc dość długi -- "Ustawodawca, dokonując kompleksowej regulacji ochrony informacji niejawnych w ustawie z dnia 22 stycznia 1999 r., zrezygnował z umieszczenia w tym akcie prawnym powszechnego obowiązku zachowania tajemnicy państwowej. Takie rozstrzygnięcie nie może pozostać bez wpływu na interpretację znaczenia normatywnego art. 265 § 1 kk. Zakaz ujawniania informacji stanowiących tajemnicę państwową, nałożony także na osoby, które nie pełnią żadnych funkcji publicznych i zapoznały się z daną informacją poza działalnością w sferze publicznej, z istoty swojej ogranicza wolność do nieskrępowanego rozpowszechniania informacji i domaga się usprawiedliwienia w świetle kryteriów wymienionych w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP. Przyjęcie w takiej sytuacji, iż art. 265 § 1 kk ustanawia powszechny zakaz ujawniania tajemnicy państwowej, z uwagi na definicję tej tajemnicy przyjętą w ustawie o ochronie informacji niejawnych, prowadzi do sprzeczności tego zakazu z Konstytucją RP."

art 265 § 1 kk
Kto ujawnia lub wbrew przepisom ustawy wykorzystuje informacje stanowiące tajemnicę państwową,
podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Stąd też nigdy dotąd nie urodziła się myśl tego rodzaju, aby ścigać ludzi prasy -- kogokolwiek -- za ujawnianie informacji, które może i nie powinny ujrzeć światła dziennego, ale ujrzały tylko dlatego, że ktoś inny zdecydował się je przekazać prasie.
Przerąbane mógł mieć ten, kto nadał temat prasie, zdarzało się, że z tej okazji tropiono ruchy dziennikarzy (głośne swego czasu oskarżenia o śledzenie logowań dziennikarzy do poszczególnych stacji BTS, w celu rozpoznania z kim i gdzie się spotykali...). Dziennikarzom włos z głowy nie spadł.

Nie podobało się to (lojalnie przyznać trzeba) także niektórym przedstawicielom doktryny, którzy wzywali do rozszerzenia zakresu odpowiedzialności: ("Z racji tego, że przestępstwo z art. 265 kk ma charakter powszechny, a więc jego sprawcą może być każdy, kto znając informację stanowiącą tajemnicę państwową ujawnia ją osobie nieupoważnionej, może zaistnieć sytuacja, w której dziennikarz, naruszając obowiązek zachowania tajemnicy zawodowej, ujawni równocześnie informację stanowiącą tajemnicę państwową. Należy dodać, że sprawcą ujawnienia tajemnicy państwowej jest nie tylko depozytariusz tej tajemnicy, ale i osoba, która bez uprawnienia zapoznała się z jej treścią i ujawniła ją lub nawet sama się z nią nie zapoznała, a tylko przekazała ją innej osobie" -- Anna Guzik, "Prawnokarne aspekty ochrony tajemnicy dziennikarskiej", Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych 2000/1/173).

Warto zwrócić uwagę, iż rozważania zaprezentowane w literaturze -- jak i w uzasadnieniu postanowienia SN -- duże znaczenie ma rozumienie tajemnicy państwowej na gruncie ustawy z 1999 r. o ochronie informacji niejawnych. W mojej ocenie to dość wyraźny dowód na to, że art. 41 Konstytucji RP powinien być traktowany poważniej, niż dotąd (por. Nullum crimen sine lege -- zdaniem SN i TK niekoniecznie). Jakby było w jasny sposób powiedziane, że nie wolno brać połowy normy z jednego aktu prawnego i dobierać do niego sankcji z innego, moglibyśmy spać znacznie spokojniej -- nie obawiając się przynajmniej tego, że odpowiedzialność karna może zależeć od dość dowolnej interpretacji przepisów przez sąd.

Sąd Najwyższy pisze o tym, rzecz jasna, znacznie bardziej elegancko, odwołując się do najwyższych powinności obywatelskich oraz bezpieczeństwa ogółu obywateli.

Mając natomiast na uwadze reguły wykładni funkcjonalnej trzeba wskazać, iż ranga dóbr, które są chronione przez przepis art. 265 § 1 k.k., ich znaczenie dla społeczeństwa, a także fakt, że są to wartości, których zabezpieczenie warunkuje również bezpieczeństwo innych prawnie chronionych dóbr obywateli – uzasadnia szeroki zakres penalizacji zachowań, które w nie godzą. Kiedy zawodzą wszelkie inne instrumenty ochrony prawnej, zasadne jest posłużenie się prawem karnym jako środkiem ultima ratio.Mówiąc najprościej: państwo, władza, administracja, rząd, wojsko, służby mają swoje sprawy i swoje interesy, i biada każdemu, kto zechce wtykać swój za długi nos w te sprawy.
A jak się odważy -- będzie siedzieć.

 

Komentarze (12)
Lustracja dziennikarzy
 Oceń wpis
   
Przyszedł dziś do mnie red.nacz. naszego portalu. Z ogniem w oczach, bo naczytał się, że skoro dziennikarze podlegają lustracji według nowej ustawy to wychodzi na to, że dziennikarze zatrudnieni w Money.pl - portal jest zarejestrowany w rejestrze czasopism prowadzonym przez Sąd Okręgowy we Wrocławiu - to trzeba się sprawą zainteresować.
Od razu wiedziałem: mam temacik na blogaska.

Faktycznie, w temacie lustracji posłowie poszli ostro po bandzie.
Po pierwsze rozbawiło mnie zakwalifikowanie dziennikarzy (oczywiście "w rozumieniu ustawy" - już wcześniej myślałem o wpisie o tego rodzaju definicjach, które mnie irytują ponad granice rozsądku) jako funkcji publicznej (art. 4 ust. 1 pkt 22 ustawy). No i teraz jest tak, że "zwykły Kowalski" może poprosić IPN o informację o danych zgromadzonych w aktach, ale osoba ubiegająca się o pełnienie funkcji publicznych, jeśli dane jej było narodzić się przed 1 sierpnia 1972 r. - zrobić to musi.

Powiem wprost: wychodzi na to, że biorąc pod uwagę, że dane mi było urodzić się na samiuśkim początku 1972 r., skoro publikuję czasem coś w dziale Prawo i jestem etatowym pracownikiem spółki Money.pl, ze stosownym wnioskiem do IPN będę musiał wystąpić. O wynikach kwerendy będę musiał powiadomić naczelnego (już go widziałem jak się cieszył ;-) )
Ba, stosowne wnioski będą musieli złożyć nasi współpracownicy - na ręce redaktora, który kwalifikuje ich felietony do rozpowszechniania (art. 5 ust. 6 pkt 22 lit. c ustawy). Jeśli taki freelancer współpracuje z 10 redakcjami - będzie musiał zawracać głowę 10 redaktorom naczelnym. Dobre? Dobre - bo polskie.

Po drugie rozbawiło mnie podejście do osób, które już "są umoczone", tj. pełnią te całe "funkcje publiczne" od jakiegoś czasu. Zgodnie z art. 56 ust. 1 osoba taka ma obowiązek wystąpienia ze stosownym wnioskiem do IPN w ciągu 3 miesięcy i poinformować o tym redaktora naczelnego.
I teraz najlepsze: jeśli dziennikarz nie powiadomi o fakcie złożenia wniosku do IPN, obowiązek taki przechodzi na naczelnego, który a) składa wniosek w jej imieniu, b) informuje o tym IPN, c) może zwolnić krnąbrnego drania z pracy.

No to zwrócę Państwa uwagę na następny bubel: art. 56 ust. 4 mówi, że niedopełnienie tego obowiązku "może stanowić samodzielną przesłankę do rozwiązania umowy o pracę". Ja się na prawie pracy pracy troszeczkę znam, więc z głupia frant zapytam: chodzi o zwykłe wypowiedzenie (art. 30 par. 4 kp) czy o dyscyplinarkę (art. 52 par. 1 pkt 1 kp)?

Słówko komentarza: taka ustawa to jest bubel proszę Państwa. Robienie z zawodu żurnalisty - przy całym szacunku oraz przy świadomości, że część dziennikarzy mogła współpracować - nie wiadomo kogo to jest jakiś cyrk. Nie wiem dlaczego zdaniem posłów całą masę ludzi trzeba zmusić do całej tej biurokratycznej gmatwaniny, dlaczego obciążać naczelnych takimi bzdurnymi zadaniami.

Ponieważ część moich wpisów kończy się wesołymi filmami, dziś pozwolę sobie państwu oszczędzić tej błazenady. Zacytuję natomiast art. 5 ust. 3 ustawy, który rzecze, iż:

Treść urzędowego potwierdzenia, o którym mowa w ust. 2, uwzględnia się przy ocenie kwalifikacji moralnych - w szczególności takich jak: nieskazitelność charakteru, nieposzlakowana opinia, nienaganna opinia, dobra opinia obywatelska, bądź przestrzeganie podstawowych zasad moralnych - wymaganych dla zajmowania funkcji publicznych. Wynik tej oceny może stanowić podstawę do rozwiązania umowy o pracę, odwołania z zajmowanego stanowiska lub wszczęcia postępowania dyscyplinarnego

Dobrze chociaż, że ja się już zautolustrowałem. Jakoś mi lżej, że mam sprawę z głowy.
PS miało być wesoło a jest jakoś żałośnie.
Komentarze (9)
Zmiany w prawie prasowym
 Oceń wpis
   
Coraz głośniej mówi się o zmianie prawa prasowego. Staruszka ustawa ma już przeszło 20 lat (opublikowano ją Dz.U. nr 5 poz. 24 z 1984 r.) i z pewnością trąci lekko myszką: świat poszedł do przodu, techniki medialne obróciły w perzynę ówczesne wyobrażenia redaktorów-pułkowników, warto więc pomyśleć o zmianach, dzięki którym przepisy nadążałyby za życiem.

Niestety, politycy nie bardzo wiedzą czego chcą. Werbalnie projekt ma oznaczać zaostrzenie kursu wobec wydawców i dziennikarzy, zwłaszcza w kwestii szybkości rozpatrywania pozwów o naruszenie dóbr osobistych. Sęk w tym, że projektu nikt nie widział, nie ma go ani na stronach sejmowych, ani też na witrynie Prawa i Sprawiedliwości (nb. ta przypomina raczej kącik skarg i zażaleń niż internetową wizytówkę partii rządzącej). O swoim projekcie opowiada poseł Jacek Kurski, który ponoć nawet napisał coś hobbystycznie, w ramach zajęć własnych, ale nie jestem w stanie tego zweryfikować, bo pan poseł nie ma swojego bloga (cóż za niedopatrzenie w tych medialnych czasach).

Trudno krytykować - albo chwalić - projekt, którego się na oczy nie widziało, dlatego ograniczę się do paru postulatów. Po pierwsze szybkość postępowania w sprawach prasowych nie powinna zależeć od treści prawa prasowego, lecz od organizacji sądów, a o to już powinien zatroszczyć się Minister Sprawiedliwości (w odniesieniu do każdego postępowania, a nie tylko wtedy gdy politykom jest to na rękę!).
Na pewno podoba mi się pomysł zniesienia odpowiedzialności karnej dziennikarzy za słowo pisane. Będzie to jednak wymagać zmiany kodeksu karnego, najlepiej jeśli poprzez modyfikację art. 212-215, chociaż widziałbym to także w formie dodatkowego kontratypu w rozdziale III.

Mam też nadzieję, że ustawodawca nie zapomni przy okazji o coraz silniejszych mediach internetowych (co ja piszę: za parę lat gazeta na papierze będzie snobistycznym dodatkiem do serwisu internetowego). Wzmocnienie pozycji "dziennikarzy elektronicznych" (przy zrównaniu zasad odpowiedzialności) oraz wyraźne wskazanie dopuszczalności rejestracji tytułów gazet internetowych - a także wiążąca się z tym konieczność zmiany modelu ochrony praw autorskich - to program minimum. Bo chociaż w świetle ustawowej definicji prasy są nią "także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania" (art. 7 ust. 2 pkt 1) - a więc i serwisy internetowe - to przy naszym polskim szczególarstwie rozbieżności w orzecznictwie szybko się nie rozwiążą.

(Na marginesie: najbardziej chciałbym, żeby zniknął nieszczęsny art. 45 prawa prasowego, zgodnie z którym karze podlega osoba wydająca niezarejestrowany dziennik lub czasopismo; bo to głupie prawo jest, że muszę ze wszystkim lecieć do sądu okręgowego i płacić kilkaset złotych za rejestrację tytułu. Niewykluczone, że także ten blogasek podpada pod ustawową definicję prasy, a przecież nie jest zarejestrowany w sądzie. Ba - nie wiem nawet czy tytuł "Lege Artis" nie narusza praw innych osób!)

Gorzej, jeśli zmiana prawa prasowego wiązałaby się z przykręceniem śruby dziennikarzom (o co przecież obecnej władzy podejrzewać nie można, prawda?...), jeśli intencją projektodawców byłoby takie wyśrubowanie odszkodowań, aby "puszczać w skarpetkach" niewygodne redakcje. Jak już nie raz pisałem: każdy, w tym redakcje pism powinny odpowiadać za naruszenie dóbr osobistych, ale odszkodowania powinny mieć racjonalną wysokość, no i czas pożegnać się z penalizacją pewnych działań.

Troszkę obawiałbym się - pamiętając wcześniejsze projekty autorstwa PSL, w których proponowano praktycznie zamknięcie zawodu dziennikarza poprzez ograniczenie prawa do jego wykonywania dla osób "zapracowanych i zasłużonych" (przynajmniej 10 lat w zawodzie - sic!) - powrotu do koncepcji ściślejszego regulowania dostępu do pracy w redakcjach drogą administracyjną.
Niestety, w tej mierze polityka obecnego rządu jest niespójna, trudno zatem wyrokować jakie są zapatrywania prominentnych działaczy PiS na tę sprawę.
Komentarze (4)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]