Dziś -- w przededniu rocznicy wielkiego dnia, którego nie było -- zamiast jakiegokolwiek mądrzenia się pozwolę sobie zarzucić cytatem z bloga Edwina Bendyka.
Mówi się bowiem, że nie kręci się już w Polsce fajnych komedii, bo umarł Stanisław Bareja, a scenarzyści zapatrzyli się w hollywoodzki szajs. No to ja odpowiadam, że życie podpowiada najlepsze scenariusze, wystarczy je umiejętnie obserwować -- i opisywać:
"Dziś się przekonałem, że spółka Intercity, obsługująca także TLK, jest równie dziadowska. W rozkładzie internetowym wyczytałem, że pociąg z Lublina do W-wy wyjeżdża o 19.05, a nie o 18.00 jak było jeszcze kilka dni temu. Na Centralnej poprosiłem więc o bilet na ten pociąg, w odpowiedzi usłyszałem, że takiego pociągu nie ma, jest o 18.00. OK, stwierdziłem, że sprawdzę w Lublinie. W Lublinie ta sama informacja, więc spotkanie w pubie siłą rzeczy było krótkie. Przybyłem na stację, a tam informacja, że pociąg jest opóźniony o godzinę (wczoraj podobnie). W pociągu już (swoją drogą wagon I klasy bez ogrzewania, zachciało się luksusów) kierownik pociągu wyjaśnił: Panie, jakie spóźnienie, przecież zmienił się rozkład, też nie wiedzieliśmy ale nam powiedzieli na stacji. I rozbrajająco dodał: widzi Pan, jaki bałagan, nawet my nie wiemy, co się dzieje."
(Edwin Bendyk, "Kultura dziadostwa i zakaz myślenia")
Idealnie pasuje na klasyczny rozśmieszacz tego rodzaju:
albo coś takiego:



