Recepta na felieton
 Oceń wpis
   

koniec żarówek edisonówekOtrzymuję sporo korespondencji z pytaniami od P.T. Czytelników o receptę na dobry i prosty, acz chwytliwy felieton. Mój schemat jest prosty: weź jakiś biuletyn urzędowy albo publiczną wypowiedź jakiegoś biurokraty czy polityka (może być mix), ewentualnie kolejny plan uczynienia świata jeszcze lepszym i wspanialszym, spróbuj to opisać i zrozumieć... -- śmiech gwarantowany.

Przykład: Unia E. kazała, więc wycofujemy "żarówki-edisonówki", bo są złe, bo żrą prąd, którym moglibyśmy ładować nasze elektryczne superauta. Już niedługo nie będzie można kupić żadnej żarówki starego typu...
...wróć, to już było!...

Teraz będzie szło tak: być może już niedługo Unia E. zakaże sprzedaży energooszczędnych świetlówek, bo są złe i szkodliwe dla zdrowia. Wszystko przez to, że zawierają rtęć, a rtęć -- przecież nie minęły jeszcze dwa lata odkąd zakazano sprzedaży rtęciowych termometrów -- to śmierć. Obowiązkowo będziemy musieli wymienić je na stare lampki, co oznaczać będzie, że wygrani cisi, którzy zachomikowali trochę na zapas.
(Uprzedzam uważnie czytających podlinkowane teksty: tak, wiem, że na razie to tylko erupcja jakichś eurobiurokratów, od gadania o tym, że "uprawia politykę symboli, która nie służy ani ochronie klimatu ani zdrowiu ludzi" do choćby skasowania głupiego zakazu droga daleka -- ale już do wprowadzenia kolejnego zakazu wcale nie musi być aż taka daleka...)

Jak widać prosty schemat znów zadziałał. Ja mam kolejny napisany na kolanie (dosłownie) ale całkiem felieton (w dodatku mam w nim rację), zaś Bruksela/Strasburg/Luksemburg się dobrze bawi -- za naszą kasę: najpierw zabronić, teraz zakazać nakazanego... szkoda słów...
I te stanowiska: szef Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii PE oraz wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego -- jedna z czternastu wiceprzewodniczących, dla ścisłości i precyzji.

Komentarze (11)
Na terenie gminy Zawoja obowiązuje segregacja śmieci
 Oceń wpis
   

tablica o sortowaniu śmieci w gminie ZawojaW kontekście ciekawej dyskusji poświęconej wycofaniu ze sprzedaży 100-watówek -- liczny to przykład komentarzy ciekawszych od inicjalnego tekstu ;o) -- pojawił się teoretycznie pomijalny wątek rtęci, która jest be (dlatego niedawno zakazano rtęciowych akumulatorów), więc i świetlówki są be.

Mówię "pomijalny wątek", bo uważam, że jeśli ludzie zaczną myśleć i dbać o to, co zostawiają wokół siebie, to zagadnienie "a może w środku jest coś śmierdzącego, więc nie pozwólmy ludziom tego używać, bo oczywiście to rozwalą i będzie syf" stanie się w pięć kwadransów bezprzedmiotowe.

Wierzę w to, chociaż widzę co się dzieje z butelkami po piwie (puszki są o tyle lepsze, że aluminium osiąga niezłe ceny w skupie), chociaż prawie codziennie widzę jełopów wpierdzielających się autami w pas ziemi między nadrzecznymi wałami (dobra, machnę parę zdjęć i będzie flejmowaty tekst) i chociaż cały czas się głowię jakim trzeba być ciołem, żeby naśmiecić dokładnie pod siebie, w czasie i miejscu spożywania zasłużonego browara na łonie natury (ciekawostka: organy z całą mocą ścigają spożywających C2H5OH w miejscach publicznych, ale nie interesują się osobnikami pozostawiającymi SH1T tamże).

Jakbym w to nie wierzył, nie mógłbym zaakceptować czegoś takiego jak ekologiczno-elektryczne samochody, po brzegi wypełnione nieekologicznymi akumulatorami czy elektrownie nuklearne, które są najczystsze. A także ekologiczne futra, które są lepsze, bo nikt zwierzątka ze skóry nie obiera -- ale że do produkcji tworzyw wykorzystuje się ropę (którą trzeba wydobyć), zaś fabryki plastiku smrodzą przepotwornie nikt nie patrzy...

No dobra, dość ględzenia.
Z rtęcią w świetlówkach nie będzie problemu, jeśli ludzie nauczą się, że zużyte lecą tam, gdzie ich miejsce. Ta sama zasada tyczy się zużytych opon samochodowych, okiennic, PET-ów, etc. etc.

A teraz uzupełnienie obrazka, którym postanowiłem zilustrować ten dydaktyczno-marudzący wpis. Jak mawiał Przewodniczący Mao: jeden obraz jest wart więcej, niż tysiąc słów.

sterta śmieci w Zawoi

Ładne tabliczki o segregacji śmieci sobie, kolorowe pojemniki sobie -- a życie sobie.

Komentarze (23)
Requiem dla stuwatówek
 Oceń wpis
   

puste półki w sklepie Saturn -- brak żarówek 100 W ;-)Stało się, od wczoraj zwykłą stuwatową żarówkę można kupić wyłącznie w ramach kontrabandy. Unia każe: w każdym domu tylko energooszczędne "ekologiczne" świetlówki.

Chociaż do ochrony przyrody (słowa "ekologia" raczej nie lubię, w ogóle nie lubię obcojęzycznych farmazonów) mam niewątpliwą słabość, zaś ze świetlówek chętnie korzystam (i to od lat), dyrektywę zakazującą produkcji i sprzedaży "normalnych" edisonowskich żarówek uważam za zwykły żart -- jeśli nie efekt czyjegoś skutecznego lobbingu.

Pal licho rtęć używaną przy ich produkcji (przy minimum dyscypliny można sobie z tym poradzić -- chociaż nie zmieniło to faktu, że ledwie co wycofano rtęciowe termometry, a to już pachnie lekką niekonsekwencją), pal licho dyskusję, czy w pierwszych sekundach (?) po włączeniu kompaktówka ciągnie większy prąd.
Pal licho fakt, że świetlówki nie potrafią zastąpić "edisonówek" -- nie opłacają się w miejscach, gdzie światło zapalamy na krótko, życzę też powodzenia w stosowaniu ich w wychłodzonych miejscach (jak sobie zimą dobrze przewietrzę kuchnię to mój Philips za przeszło trzy dychy osiąga pełną sprawność w połowie drugiej kanapki...)
Pal licho nawet kasę, która poszła na badania, produkcję i promocję trącącej myszką technologii  -- chociaż mam wrażenie, że za te pieniądze spokojnie można by postawić parę atomówek, które są ekologiczne i produkują dużo prądu -- a niech nikt mi nie wmawia, że tradycyjne żarówki podgrzewają atmosferę powodując "efekt cieplarniany".

Wkurza mnie, że -- jak zawsze, a co?! -- biurwy wią lepiej od nas.
A może wcale nie wią? Może my wszyscy jesteśmy w mylnym będzie?

Polecam lekturę bardzo ciekawego tekstu w dziejejszej "Polityce" autorstwa Piotra Stasiaka, który chyba pozwoli nam rozpoznać wszystkie za i przeciw.
A na smaka pozwalam sobie zacytować najciekawsze chyba zdanie:

"Gdy opadnie medialny szum warto jednak zadać pytanie o sensowność całego pomysłu żarówkowej rewolucji. To zastanawiające, jak wiele danych, na które wprowadzając nowe prawo powoływała się Komisja Europejska, pochodzi z opracowań producentów oświetlenia. (...) Dwie wielkie firmy [Philips i Osram, liderzy rynku świetlówek] zrozumiały, że świat przesiądzie się na LEDy, a wcześniej przez lata wydały miliardy na rozwijanie technologii świetlówkowych. Próbując ograniczać straty przeforsowały w Brukseli prawo, które wymusi zmianę żarówek na świetlówki. W ten sposób odzyskają część środków zanim technologiczna rewolucja nastąpi sama."

Czyżby naprawdę ktoś nas robił w balona?

PS na zdjęciu puste półki we wrocławskim Saturnie (pl. Grunwaldzki). Chciałem dokonać zakupu kontrolowanego, przy okazji zabezpieczyć się na przyszłość -- przed wszechlepiejwiedzącymi biEUrokratami.

Komentarze (72)
W Babiogórskim Parku Narodowym z psem -- tak, a nawet nie
 Oceń wpis
   

Uważam za błędne logicznie budowanie zdania, w którym wyjątek stanowi całość. Jeszcze gorzej, jeśli błąd taki zawarty jest w normie prawnej, zwłaszcza takiej, która przesądza o poniesieniu przez kogoś kary.

Trafiło się i mnie -- dostałem mandat za naruszenie art. 15 ust. 1 pkt 16 ustawy o ochronie przyrody ("W parkach narodowych oraz w rezerwatach przyrody zabrania się wprowadzania psów na obszary objęte ochroną ścisłą i czynną, z wyjątkiem miejsc wyznaczonych w planie ochrony oraz psów pasterskich wprowadzanych na obszary objęte ochroną czynną, na których plan ochrony albo zadania ochronne dopuszczają wypas"). Czyn to wprowadzenie psa na teren Babiogórskiego Parku Narodowego.
Najlepsze jest to, że do dziś nie wiem: czy to dyrekcja BGPN postawiła wprowadzające w błąd tabliczki u wejścia do parku, czy pomylili się strażnicy -- a może to jednak mnie troszkę poniosło?

Norma jest prosta jak drut i powiela ją par. 6 pkt 11 regulaminu Babiogórskiego Parku Narodowego. U jego wejścia wiszą wielkie tablice, na których zawarte są cytaty z tegoż regulaminu (na zdjęciu powyżej -- ja z Bossem przy takiej tablicy, a poniżej sama tablica). 

W moim przekonaniu takie brzmienie regulaminu należy rozumieć jako zasadniczo zezwalające na wchodzenie z psami na teren BGPN (zasada ogólna), wyjąwszy jednak obszary tam wskazane (wyjątek).
Stąd też w ogóle pchałem się z psem w takie miejsce -- identyczne regulacje obowiązują np. w Karkonoskim PN czy PN Gór Stołowych (w tych drugich można spotkać tabliczki "ochrona ścisła" i wiem, że tam pojawić mi się nie wolno), zaś np. w regulaminach Tatrzańskiego Parku Narodowego, Pienińskiego PN czy w Bieszczadach zakazy są wyrażone w sposób jasny, wyraźny i zrozumiały dla każdego,

Tymczasem zdaniem "moich" rangersów (czułem się troszkę jak Misiu Yogi...)  na teren Babiogórskiego Parku Narodowego psów wprowadzać nie wolno w ogóle, bo takie są przepisy; a wynikać to miałoby z faktu, że cały obszar parku objęty ochroną bądź ścisłą bądź czynną. (Mówili coś jeszcze o psach gryzących ludzi, ale moje zdanie na temat takiego gadania dobrze znacie -- nie będę się zatem powtarzał).

Owszem, zapytałem ich dlaczego zatem tablice u wejścia na teren Babiogórskiego Parku Narodowego zawierają mylące treści i dlaczego regulamin nie mówi wprost o generalnym zakazie odwiedzania okolic Babiej Góry z czworonogiem; ba, wysłałem nawet listela do dyrekcji Parku... Niestety, po dziś dzień nikt nie znalazł choćby chwili, by mi odpisać (to na pewno nie brak kultury, lecz natłok pracy parkowych urzędników)...
...a wszystko to dlatego, że u licha, wychodzi na to, że działałem pod wpływem usprawiedliwionego błędu -- ponieważ błąd ten wywołany został nieprawidłową treścią tablic (bądź brakiem oznaczenia obszarów ochrony ścisłej oraz czynnej).

Jest to o tyle istotne, że zgodnie z art. 127 ust. 1 prawa o ochronie przyrody (wybaczcie jeśli coś mieszam, korzystam z tego dziwacznie zredagowanego dokumentu) karze podlega wyłącznie umyślne naruszenie zakazów ustanowionych w parkach narodowych. Tymczasem w moim przekonaniu trudno zarzucać mi umyślność czynu, a to dlatego, iż (i) tablice u wejścia do BGPN nie ustanawiają generalnego zakazu wprowadzania psów, zaś (ii) w terenie w żaden sposób nie są oznaczone obszary ochrony ścisłej lub czynnej (tak jak robi się to we wzmiankowanych już Górach Stołowych) -- a nie da się przecież karać człowieka za naruszenie normy, której treść sprowadza się do nieprawidłowego oznaczenia w terenie oraz błędnych informacji u wejścia! (jest także pkt (iii), czyli generalnie uważam, że jestem niewinny, ale o tym poniżej).

Ale to nie koniec historii. Wiedziony naturalną dla mnie dociekliwością postanowiłem rozeznać się co do zakresu obszarów ochronnych w BGPN i oto trafiłem na taką mapkę.

Ponieważ legenda się niewyraźnie sfotografowała informuję, że kolor ciemnozielony to oddziały ochrony ścisłej, zaś niebieski i ten najjaśniejszy zielony to ochrona czynna). Z przedstawionego planu ochrony wynika, że w sumie wolno mi było przebywać z psem na połaciach lasu zaznaczonych średniociemnozieloną barwą (jak w środku mapy) oraz na obszarach ochrony krajobrazowej -- to te fiolety.

Zdziwicie się, ale w moim przekonaniu zostałem pojmany gdzieś w okolicach oddziału oznaczonego liczbą 10 (tuż powyżej miejsca, w którym Dejakowy Potok przecina szlak czarny, prowadzący na Markowe Szczawiny) -- oraz niewiele powyżej miejsca, gdzie las jest dewastowany przez drwali i ich traktory (tak, w Babiogórskim Parku Narodowym tnie się drzewa na potęgę -- i to już nikomu nie przeszkadza?!) -- a zatem na obszarze nie podlegającym ani ochronie ścisłej, ani czynnej.

Ot takie moje dylematy -- czyli co robi prawnik na wakacjach w parku narodowym ;-)

Komentarze (19)
A ja dalej narzekam
 Oceń wpis
   
prezydent§ 1. Lech Kaczyński, prezydent, powiedział, że "samozatrudnienie to najczystsza paranoja". Nie wiem na jakiej podstawie postawił taką diagnozę, ale wiem, że w ten sposób wyśmiał mnóstwo osób, które wzięło sprawy w swoje ręce i rzuciło się w wir gospodarki rynkowej.

Część z nich to rekiny, część pstrągi a znakomita większość to płotki biznesu. Trzeba jednak podziwiać tych, którzy zamiast czekać z założonymi rękoma albo błagać o litość potencjalnego pracodawcę zdecydowali się założyć jednoosobowe przedsiębiorstwo.

Jak znajdę troszkę czasu to przytoczę - w ramach lustracji - na łamach mojego blogaska parę cytatów z przeszłej twórczości naukowej dr hab. Kaczyńskiego, która doprowadziła go do takich konstatacji. Zaczynam już jednak rozumieć opowiastki o tym, że mamy najlepszy rząd od czasów premiera Messnera, zwłaszcza, że obecnie Pan Prezydent pochwalił się największym optymizmem od czasów... tow. Edwarda Gierka.
Tak, za Gierka też nie było samozatrudnienia. I ludziom żyło się dostatnio.

(Mała dygresja: wklepałem w przeglądarkę adres www.prezydent.pl ale ku mojemu zdziwieniu przeniosło mnie na stronę raport.it.pl. Jak dla mnie to przykład spamerstwa - nie jestem zainteresowany raportem dot. likwidacji WSI, jestem zainteresowany życiem Pana Prezydenta. Ale niech już będzie, że to ja też jestem paranoikiem.)


§ 2. Prezydent (ten sam) jest przeciwko budowie obwodnicy Augustowa w dolinie Rospudy. Czy to przedsmak konfliktu na linii Pałac-Kancelaria?

RospudaOsobiście podziwiam nieustępliwość ministra Szyszki wobec Komisji Europejskiej. Sytuacja jest troszkę patowa, bo trudno jest przeciwstawić interesy mieszkańców rozjeżdżanego tysiącami tirów miasteczka zdaniu biurokratów, którzy na codzień oglądają świat z klimatyzowanych brukselskich biur bądź z wnętrz luksusowych limuzyn.

Mam trudność w zajęciu stanowiska, bo sam przyrodę uwielbiam i szlag by mnie trafił na widok lasów i łąk miażdżonych kołami przewalających ciężarówek. Ale czy gdybym był mieszkańcem Augustowa to nie trafiałby mnie szlag na widok przechodniów ginących pod kołami tych samych ciężarówek?

Jak ważyć takie dobra jak życie i komfort życia ludzkiego z nieskażonym środowiskiem naturalnym? Czy wydłużenie inwestycji - proponowana przez ekologów lokalizacja to kilkanaście kilometrów więcej asfaltu oraz 10 wiosek "na trasie" - jest odpowiednią ceną za spokój?

Nie potrafię odpowiedzieć na takie pytania.


§ 3. Jakoś dziwnie się czuję czytając o biurokratach z Brukseli, którzy bronią nas przed biurokratycznymi okowami nałożonymi przez naszych rodzimych biurokratów powołujących się na te same dyrektywy.

tpsaTa sama Komisja Europejska (kiedy oni mają na to czas?) zagroziła wszczęciem przeciwko Polsce postępowania przed ETS, jeśli Urząd Komunikacji Elektronicznej nałoży wielomilionową karę na TPSA.
Zarzuty brzmią całkiem sensownie: zmuszając Tepsę do zbyt radykalnego obniżenia cen usług, UKE może utrudnić wejście na rynek konkurencyjnych przedsiębiorstw, dla których tak niski poziom cen może okazać się nie do przeskoczenia. Słowem: po co zmuszać Telekomunikację do obniżki, skoro bez niej może się ona skompromitować do końca.

Śmieszy mnie to, że zatrudniający pewnie setki specjalistów UKE bierze na widelec firmę, w której pracują tysiące fachowców, a w sprawie i tak ostatni głos należy do obsługiwanej przez dziesiątki tysięcy ekspertów Komisji. Cały ten łańcuch pokarmowy żywi się naszymi pieniędzmi, ale co tam - stać nas przecież.

Jakbyśmy mieli normalny rynek - nie taki jaki marzy się dr hab. Lechowi Kaczyńskiemu - nie byłyby potrzebne te wszystkie Komisje, Urzędy, Rady i Instytuty. Bo jak mawiał ś.p. Kisiel: socjalizm to ustrój, w którym bohatersko przezwyciężamy trudności nieznane innym ustrojom.
Komentarze (6)
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]