Żałoba narodowa i ochrona danych osobowych zmarłych
 Oceń wpis
   
Dostałem dziś parę zapytań - w kontekście katastrofy lotniczej pod Mirosławcem - o charakter prawny żałoby narodowej oraz o podstawę prawną do publikacji nazwisk ofiar w mediach.

Podstawą prawną do wprowadzenia żałoby narodowej jest art. 11 ustawy o o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych, zgodnie z którym Prezydent RP może wprowadzić żałobę narodową w drodze rozporządzenia, które powinno określać w szczególności przyczyny jej wprowadzenia oraz czas trwania. Prezydent powinien przy tym uwzględnić uwarunkowania kulturowe i historyczne oraz zwyczaje (ładne odniesienie do tradycji).
Rozporządzenie takie podlega oczywiście kontrasygnacie premiera, nie zostało bowiem wyliczone wśród aktów, które Prezydent może podejmować samoistnie (art. 144 ust. 3 konstytucji RP).
art. 11 ustawy o godle, barwach i hymnie RP:

1. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej może, w drodze rozporządzenia, wprowadzić żałobę narodową na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Rozporządzenie w szczególności powinno określać przyczyny wprowadzenia oraz czas trwania żałoby narodowej, uwzględniając uwarunkowania kulturowe i historyczne oraz przyjęte w tym zakresie zwyczaje.

2. W czasie trwania żałoby narodowej flagę państwową opuszcza się do połowy masztu.

Ustawa nakłada obowiązek opuszczenia flagi narodowej do połowy masztu, przy czym obowiązek ten dotyczy organów, które zgodnie z art. 7-9 ustawy mają obowiązek podniesienia flagi państwowej (m.in. sejm i senat, rząd i prezydent, rady gmin w czasie sesji, lotniska i polskie ambasady za granicą oraz statki morskie - jako banderę.

Obowiązek ten dotyczy także osób prywatnych, które mogą wywiesić biało-czerwoną jeśli sobie tego życzą (w 2004 r. zniesiono nieludzki przepis, który zezwalał na umieszczenie flagi narodowej tylko w okolicznościach przewidzianych ustawą - za co czasem ścigano osoby manifestujące swój patriotyzm w ten sposób...) - por. art. 7 ust. 3 w zw. z art. 1 ust. 2 oraz art. 15 ustawy.

Jeśli natomiast chodzi o ochronę danych osobowych osób zmarłych to należy podkreślić, iż na gruncie ustawy o ochronie danych osobowych przymuje się, że ochronie podlegają wyłącznie dane osób żyjących. (pośrednio wynika to z art. 6 ust. 1 oraz art. 1 ust. 1 ustawy).
Co więcej, zgodnie z art. 3a ust. 2 przepisy ustawy o ochronie danych osobowych nie mają zastosowania do prasowej działalności dziennikarskiej oraz działalności literackiej i artystycznej, chyba że wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji istotnie narusza prawa i wolności osoby, której dane dotyczą.
art. 3 ust. 2 ustawy o ochronie danych osobowych:
Ustawy, z wyjątkiem przepisów art. 14-19 i art. 36 ust. 1, nie stosuje się również do prasowej działalności dziennikarskiej w rozumieniu ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe (Dz. U. Nr 5, poz. 24, z późn. zm.) oraz do działalności literackiej lub artystycznej, chyba że wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji istotnie narusza prawa i wolności osoby, której dane dotyczą.

Osobną sprawą jest ochrona dóbr osobistych (art. 23 kc), i tak rozpowszechnianie danych o śmierci osób może naruszać dobra osobiste rodzin ofiar, np. kult zmarłych czy ich pamięć.
Tu jednak ważny będzie kontekst wypowiedzi, jej charakter czy sposób informowania.

Tyle na dziś o tym temacie.


PS zdjęcie górne za PAP/Lech Muszyński, zdjęcie dolne autorstwa Aliny Zienowicz (za Wikipedią).

PS2 Treść rozporządzenia o ogłoszeniu żałoby znajduje się tutaj.
Komentarze (13)
Niedola idola
 Oceń wpis
   
§ 1. Stało się. Jacek "Łuk" Kurski - lubię o nim myśleć jak o partyzancie występującym pod kryptonimem bojowym - ma przeprosić Donalda Tuska i zapłacić 15 tys. zł na zbożny cel.

Nie ziściły się zatem niedawne koszmary polityka PiS, który obawiał się, że zasądzona kwota może puścić go w skarpetkach. Myślę, że niecałe półtorej poselskiej wypłaty to jest kwota - nie licząc wydatków na przeprosiny w mediach (może chociaż w TVP dostanie jakiś rabacik?) - na którą posła Kurskiego stać.
Ciekawe czy poseł Kurski, który działa troszkę jak freelancer "Faktu" weźmie na przyszłość tę nauczkę, czy raczej potraktuje sprawę li tylko jako kolejny zamach "szarej sieci" na jego plany polityczne?

Ma chyba Kurski fuksa, że sąd nie potraktował go jak redakcji "Faktu", która ma zapłacić Edycie Górniak 50 tys. zł za naruszenie jej czci i prywatności. Ciekawe też jak skończy się sprawa Roberta Korzeniowskiego, który także zamierza - a co mu szkodzi? - pozwać "Fakt" do sądu (swoją drogą to ciekawe, żeby pozywać gazetę tylko dlatego, że napisała, że ktoś może wylecieć z pracy, prawda?)


§ 2.  Bohaterem dnia jest też niewątpliwie minister Z., którego najnowsza decyzja - o wyznaczeniu terminu egzaminów na aplikacje skutecznie utrudniającego start tegorocznym absolwentom - budzi zdziwienie także ze względu na jawną sprzeczność z głośno wyrażanymi postulatami.

Moim skromnym zdaniem wygląda to średnio, zwłaszcza jeśli popatrzymy na ministerialne podchody pod korporacje prawnicze i zawołania do ich otwarcia. Nie znamy jeszcze motywacji ministra i nie wiem czy w tej sprawie poznamy: minister Ziobro lubi ostre konferencje prasowe, na których może pokrzyczeć na niegrzecznych, zaś w tej sprawie nie mógłby zrzucić odpowiedzialności na tych złych niedobrych prawników.

Czyżby zatem kończyła się antykorporacyjna rewolucja? Czyżby ministerstwo sprawiedliwości zmierzało w kierunku zakopania wojennego topora i zejścia ze ścieżki wojennej, zaś ta decyzja była pierwszym krokiem w celu wspólnego wypalenia fajki pokoju?
Pożyjemy, zobaczymy.


§ 3. Na koniec niezły smaczek: ZUS już nie tylko zmusza przedsiębiorców do korzystania z Windowsów, ZUS chce także, abyśmy wszyscy mieli czynne stacje dyskietek.

Nie wiem jak Państwo ale ja już prawie zapomniałem co to dyskietka. Tj. pamiętam jeszcze nawet te wielkie (przeszło 5-calowe), giętkie podstawki pod czajnik, ale ostatni raz sensownie korzystałem z nich dobre 4 lata temu.
To nie jest aż takie śmieszne jak mogłoby się wydawać: proszę kupić dziś nowego laptopa z wbudowaną stacją dyskietek, to chyba naprawdę graniczy z cudem. No to jak ma zrobić młody przedsiębiorca, który chciałby na własną rękę płacić haracz na ubezpieczalnię: zainwestować w zewnętrzne urządzenie czy poszukać w komisie starego grata?

Oto jak wygląda innowacyjność a la Zakład Ubezpieczeń Społecznych.
Można się śmiać.
Komentarze (7)
Piechotą nie chodzi
 Oceń wpis
   
Sto tysięcy złotych za omyłkowe opublikowanie zdjęcia w poczytnej gazecie z podpisem "ten zboczeniec jest na wolności" to dużo czy mało?

Zadośćuczynienie takiej wysokości zasądził warszawski Sąd Apelacyjny od redaktora naczelnego "Faktu" na rzecz dziennikarza, którego fotografia przez pomyłkę została wydrukowana na łamach czołowego dziennika ze stajni Axel Springera w kontekście oskarżeń o pedofilię.
Chociaż portret miał przesłonięte oczy, chociaż dzień później redakcja przyznała się do błędu i przeprosiła omyłkowo oskarżonego (rzekomym pedofilem był szef dziennikarza, jak się później okazało - oskarżenia były całkowicie bezpodstawne), sąd nie miał wątpliwości przyznając rekordową kwotę zadośćuczynienia.

Ja wątpliwości mam. Po pierwsze nawet jeśli dziennikarzom "Faktu" można zarzucić brak niezbędnej staranności - szczególnie w takiej sprawie powinni dziesięć razy sprawdzić materiał zanim puścili go do druku - to jednak nie sposób przypisać im winy umyślnej. Chyba że sąd jest już uprzedzony do tego pisma, co zważywszy na jego reputację może i jest ludzkim odruchem, ale na pewno takie odruchy powinny być obce bezstronnemu składowi sędziowskiemu. Trzeba bowiem pamiętać, że dzień później redakcja zamieściła przeprosiny - z własnej woli przyznając się do błędu.
Owszem, największego nakładu wśród dzienników nie zyskuje się poprzez rzetelność i wyważenie opinii, lecz zdobywa prezentując sensację, przemoc i seks; wydaje się jednak, że nawet "Fakt" ma prawo do błędu. Zaś przyznając się do błędu - do obiektywnej i racjonalnej oceny całości postawy redakcji w sprawie.

Po drugie nietrafnie wybrano sprawę, w której ustalono precedensową wysokość zadośćuczynienia. Podwójnie nietrafne oskarżenie o pedofilię - podwójnie nietrafne, ponieważ cała sprawa najwyraźniej była błędem organów ścigania - jest z pewnością jednym z najcięższych ciosów jakie może spotkać niewinnego człowieka (osobiście wolałbym aby zarzucono mi zabójstwo), jednak teza, iż dziennikarz jest znany przede wszystkim z twarzy, chociaż być może prawdziwa, nie zmienia faktu, że "Fakt" działał w pewnym sensie (podkreślam) w dobrej wierze.
Osobiście wolałbym, aby przełomowe wyroki zapadały w przełomowych acz jednoznacznych sprawach: gdyby naruszenie godności dziennikarza nastąpiło w zamiarze jego pokrzywdzenia, nie miałbym najmniejszych wątpliwości - niech płacą i płaczą. Ale tutaj?

Jest dla mnie jednoznacznie oczywiste, że dziennikarze - zwłaszcza tych tytułów, których publikacje kształtują nasze widzenie świata - powinni szczególnie dbać o rzetelność przekazu i pilnować, aby w ich pracę nie wkradły się błędy. Cóż jednak zrobić, skoro humanum errare est, czy sąd nie powinien był wziąć jednak pod uwagę tego, że redakcja momentalnie (w gazecie drukowanej momentalnie to właśnie ten jeden dzień) przeprosiła pokrzywdzonego?

Trzecia sprawa to ocena sądu, że naczelnego "Faktu" na zapłatę stutysięcznego zadośćuczynienia stać. Nie wiem na co go stać, nie zaglądam mu w kieszeń, może go stać, a może go nie stać. Jednak nawet jeśli nie trafiło na biednego warto pamiętać, że sto tysięcy piechotą nie chodzi, więc być może obciążony zechce sobie jakoś to odbić. W jego przypadku najprościej - premią za sprzedaż, która puchnie jeśli tylko "Fakt" opisuje kolejny skandal.
Czyżbyśmy mieli się spodziewać wkrótce kolejnych pikantnych zdjęć młodej popaktorki bądź piosenkarki znanych przede wszystkim z łamów kolorowej prasy, które wprawdzie napędzą sprzedaż tytułowi, ale znów będą miały finał na sali rozpraw sądowych?
Komentarze (14)
Wolność dla ubezwłasnowolnionych
 Oceń wpis
   
Ciekawe i ważne orzeczenie wyszło wczoraj spod piór sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Jak nie napiszę to umknie uwadze Moich Drogich Czytelników.Wiechecki

Otóż TK zajął się wreszcie kuriozalnym i postkomunistycznym w duchu i treści art. 545 i 559 kc, zgodnie z którym wniosek o ubezwłasnowolnienie osoby może złożyć rodzina, rodzeństwo bądź opiekun prawny, z urzędu może je uchylić bądź ograniczyć sąd - ale podmiotowości pozbawiona jest sama osoba ubezwłasnowolniona. Po prostu nie ma jej w toku postępowania - może li tylko i wyłącznie wysłuchać orzeczenia, ewentualnie się od niego odwołać. Zainicjować postępowania nie może.

AnimeZastanawiające jest dla mnie, że zgodnie z tym co pisze "Rzepa" idiotycznych przepisów bronił poseł Rafał Wiechecki (członek LPR wysunięty z ramienia swojej partii na czoło resortu morskiego), postać niewątpliwie nietuzinkowa. (Na zdjęciu, które uzyskałem dzięki uprzejmości serwisu Spieprzajdziadu.com pierwszy po prawej, wyrusza na podbój Grenlandii wraz z towarzyszami-Wikingami). Chodzi mi o słowa "jeśli sejm uzna to za słuszne - zmieni prawo", które doskonale wpisują się w poetykę ustawodawcy, któremu nie od dziś zdarza się nie wykonywać orzeczeń TK.

Na szczęście sędziowie Trybunału byli nieugięci. Dotychczasowe przepisy naruszają godność osób ubezwłasnowolnionych i zbyt radykalnie, w sposób niczym nieuzasadniony, ingerują w ich wolność.
Niestety, charakter orzeczenia sprawia, że właśnie od posła Wiecheckiego i jego kamratów zależy jego wykonanie. Trybunał nic nie uchylił, lecz poniekąd "nakazał" (a może "zwrócił uwagę na celowość") dodania do przepisu stosownych postanowień.

Dopóki zajęci ubieraniem gimnazjalistek w garniturki okupujący ławki poselskie miłośnicy anime nie zechcą napisać konkretnego projektu ustawy, mamy tylko wskazanie luki w istniejących przepisach. A to jeszcze za mało, żeby każdy człowiek w tym kraju był traktowany w taki sposób, na jaki to zasługuje.

PS Rysunek gimnazjalistki ze snów kierownictwa MEN za Wikipedią, zaś ostatnie zdanie felietonu odnosi się także do wicepremiera Leppera.
Komentarze (5)
Sztuka ocenzurowana
 Oceń wpis
   
Artyści zawsze mieli przerąbane. Pisali wiersze, których nikt nie czytał, malowali obrazy, których nikt nie oglądał, pili absynt, który im nie smakował. Kręcili filmy, które im po latach wypominano. A najgorzej mieli artyści-nowatorzy, w których dziełach więcej manifestu niż sztuki.
Ale OK, na sztuce się nie znam, zresztą moje miliony radiosłuchaczy nie oczekują ode mnie tu recenzji awangardowych muzyków (czy można być w awangardzie przez przeszło 20 lat, jak John Zorn?), plastyków i poetów.

Tym razem przerąbane ma Peter Fuss, którego najnowszym "szokującym, antysemickim billboardem" zajął się prokurator oraz Gazeta Wyborcza. Plakat został zalepiony, sprawcy grozi do dwóch lat za znieważenie funkcjonariusza publicznego - na plakacie widniała postać Pana Prezydenta (a może premiera? skąd ta pewność, że to był właśnie Pan Prezydent?), Pana Wicepremiera oraz innych osób, które mają to do siebie, że nie wolno się z nich śmiać. Prokurator kazał zamknąć galerię, w której wystawiane są inne prace Fussa.

Jak zaznaczyłem powyżej: na sztuce się nie znam, nie wiem zatem czy taka twórczość powinna mi się podobać (jako rzecz odważna, nowatorska, bezkompromisowa) czy też lepiej będzie jeśli ją zignoruję (za efekciarstwo, lanserkę za pieniądze sponsorów czy skandalizowanie na siłę). Nie wiem też czy Fuss jest antysemitą i dlatego przedrukował stek bzdur z internetowych wykazów Żydów w Polsce (ciekawie pisze Marcin Jagodziński, zauważając, że brednie z internetu muszą być wydrukowane i wywieszone, żeby pies z kulawą nogą - czyli prokuratura - się nimi zainteresowała), a może kontrowersyjna wystawa i towarzyszący jej plakat faktycznie ma zwrócić uwagę na ksenofobię i antysemityzm?

Z wpisu w blogu art.blox.pl dowiedziałem się też, że prokurator zastanawia się nad zastosowaniem w sprawie art. 257 kk, cytuję:

Art. 257. Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Na karnym znam się gorzej niż średnio, ale zdanie mogę mieć na każdy temat (wszakże to wolny kraj, szanujący wolność słowa): to niedorzeczny przepis, częstokroć źle stosowany - także i w tej sytuacji.
Raz, że zwykle na jego podstawie ściga się kretynów, którzy piszą w swoich bzdurnych gazetkach elaboraty sprowadzające się do zdania "Iksiński i Zetowski to Żydzi!" (bez znaczenia czy osoby te faktycznie są narodowości lub wyznania żydowskiego, czy też nie), tak jakby przynależność do tego narodu była uwłaczająca.
Dwa, że chociaż kodeks karny nie zawiera kontratypu wyłączającego karalność czynów popełnionych w "twórczym afekcie", organy ścigania powinny brać i taką okoliczność pod uwagę (no dobra, słabością postulatu jest możliwość powołania się Leszka Bubla na artystyczność jego przekazu).
Trzy - to może być najtrudniejsze do przełknięcia dla moich Czytelników (ale nawet jeśli dwa miliony z Was przestaną mnie czytać, jeszcze mi siedem milionów zostanie) - ja bym chciał, żeby takie sprawy zostawić sądom cywilnym, a nie organom represji państwowej.
Jeśli przezwany Żydem czuje się pokrzywdzony, niech idzie do sądu, niech puści szuję w skarpetkach - ale powinniśmy angażować policji do załatwiania takich porachunków.

Inna sprawa to tytułowa cenzura sztuki. Pisałem niedawno: Konstytucja zabrania cenzury prewencyjnej mediów. W sprawie Fussa ocenzurowano: kontrowersyjny plakat (OK, nie prewencyjnie - parę godzin jednak powisiał) oraz kontrowersyjną wystawę. Decyzję o zamknięciu wystawy podjął prokurator - skandal nad skandale, ja uważam, że nawet niezawisły sąd nie powinien mieć takiej możliwości! - co oznacza, że za dwa tygodnie następny prokurator zamknie inną wystawę, bo mu się obrazy nie spodobają.

Zdzierając plakat i zamykając wystawę zapomniano jednak o tym, że w dzisiejszych czasach zdarzenia żyją własnym życiem, nawet jeśli już wybrzmiały werble bojowe. Zdjęcia plakatu, wystawy, stanowiska stron są dostępne w internecie, sprawa odbiła się szerokim echem w blogosferze (nie tylko traktującej o sztuce). Czy powinniśmy zatem oczekiwać, że w najbliższym czasie prokurator zapuka do dostawcy internetu i poprosi o namiary na autorów tych informacji? Czy nakazem prokuratorskim zamknięty zostanie art.blox.pl, a także blog Azraela czy CP/DP?

PS czy ktoś z moich Wiernych Czytelników widział "Dogmę" Kevina Smitha? A ktoś jeszcze pamięta jakie budził on kontrowersje?
Oto finał zamieszania jakie sprawili Bartleby i Loki:
yle="left: 0px ! important; top: 0px ! important;">
Komentarze (8)
1 | 2 | 3 | 4 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]