7 z tygodnia (XVII)
 Oceń wpis
   
  • Nie sposób nie zacząć cotygodniowego podsumowania od ciągu dalszego wrocławskiej epopei pt. "a co po remoncie pętli tramwajowej na ul. Grabiszyńskiej?" Mijający tydzień przyniósł następujące zwroty akcji -- najpierw była myśl, że tramwaj się nie mieścił, bo był za gruby (sic!), ale chudy też nijak nie chciał tam wjechać. I tu zaczyna się najlepsza ściema, bo ZDiUM nabrał wody w usta ("Koszt wykonania tych prac pokryje wykonawca remontu, biuro projektowe lub obydwie strony w zakresie adekwatnym do stopnia przewinienia, więc w żadnym stopniu kwota ta nie obciąży budżetu ZDiUM) -- co jest o tyle dziwne, że skoro "Dzisiaj wykonawca robót otrzymał projekt z korektą ich lokalizacji oraz polecenie rozpoczęcia prac. Operacja przesuwania 4 słupów potrwa ok. 3 tygodni i powinna ruszyć już z początkiem następnego tygodnia", to jest chyba jasne, że uprzedni projekt -- tj. ten, na podstawie którego źle ustawiono te słupy -- musiał być do bani (jakby nie był do bani, to wykonawca dostałby polecenie "pracuj według dokumentów, które masz");
  • zatrzymując się jeszcze na chwilę przy moim ukochanym mieście: coraz szersze kręgi zatacza (także anonsowana przed tygodniem) "afera dr. Dybczyńskiego". Przez ten tydzień okazało się, że: winowajca oddał się do dyspozycji rektora (ale co to oznacza?), generalnie wszystko jest dobrze a nawet lepiej (i wszyscy mają rację), więc jeśli dr Dybczyński nie złoży samokrytyki, to skrytykują go inni (nawet niekoniecznie pracujący na UWr). W sumie jedyną osobą, która wydaje się zgadzać z krytyczną opinią jest... były rektor, prof. Pacholski, bo już obecny wydaje się szukać źródła problemów wszędzie indziej.
    Ze swojej strony mogę tylko przypomnieć cyrk sprzed paru lat, kiedy to władze wydziału, który miałem zaszczyt (?) parę lat wcześniej ukończyć w iście łukaszenkowskim zwidzie postanowiły wydłużyć swoją kadencję i podsumować -- koń jaki jest każdy widzi;
  • dalszy ciąg ma także sprawa p. Rabczewskiej nazwanej przez raperskiego śpiewaka "blacharą", za co miał on przeprosić Panią Dorotę tygodniowym ogłoszeniem o rozmiarach 9x6 cm wyświetlanym każdemu w Onecie (co kosztowałoby niezłą fortunę). Sąd Najwyższy uwzględnił skargę kasacyjną wniesioną przez pozwanego rapera (aczkolwiek nie ze względu na cennik reklam w portalu), wskazując, że SO niewłaściwie ocenił rodzaj naruszonego dobra osobistego (czy jest to "dobre imię i prywatność", jak chciała tego powódka, czy jednak "godność", jak chciał tego sąd?). Mnie się rzecz jasna wydaje, że pani Rabczewska jest nieco przewrażliwiona i przy jej emploi scenicznym powinna umieć znieść więcej, ale cóż...  (orzeczenie ma sygn. II CSK 431/10 i miejmy nadzieję, że nie umknie nam dalszy los sprawy);
  • zelektryzowała mnie także informacja o powództwie złożonym przez pewnego starszego pana, któremu w jednym z warszawskich banków odmówiono udostępnienia toalety ("nie prowadzimy toalety, tylko usługi finansowe"), co naraziło go na bardzo przykre konsekwencje -- zaś bank na zarzut naruszenia dóbr osobistych. Sprawa jest o tyle ciekawa, że -- tak mówią znający się na prawie budowlanym bardziej niż ja -- obiekt tego rodzaju jak bank publiczny powinien mieć toaletę dla klientów i nie zmieniają tego żadne "względy bezpieczeństwa", więc skoro ich nie ma, to jakbyśmy kwestię bezprawności zaniechania banku mieli już wyjaśnioną;
  • jakże inne, acz nie mniej interesujące żądania ma też red. Marek Król (ex-naczelny "Wprost", ex-sekretarz KC PZPR i poseł na Sejm PRL X kadencji z ramienia partii komunistycznej), który w sprawie przeciwko wydawcy tygodnika "Wprost" zażądał m.in. zajęcia jego znaku towarowego. Założył podobno byłemu pracodawcy -- po tym jak dyscyplinarnie wyleciał z pracy -- sprawę w sądzie pracy o dwie wypłaty i ekwiwalent za urlop (155 tys. zł), a ja się zastanawiam czy aby faktycznie ma on podstawy by przypuszczać, że wydawca "Wprost" może mieć, w przypadku przegranej sprawy, problemy z taką kasą, czy jednak żądanie zabezpieczenia nie jest złożone co najmniej na wyrost (albo po prostu złośliwie);
  • prezydent podpisał kodeks wyborczy: na listach kandydackich nie może być mniej niż 35% kobiet i 35% mężczyzn (nie wiem jak ma to się do jednomandatowych okręgów w wyborach do Senatu?), będzie możliwość oddania głosu korespondencyjnie (a bezpośredniość, sire?) zaś partie nie będą mogły nas ogłupiać płatnymi reklamówkami w telewizji. Oczywiście PiS zapowiada zaskarżenie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, i chociaż część argumentów brzmi całkiem sensownie (naruszenie procedury, m.in. poprzez przyjęcie pewnych zmian dopiero w izbie wyższej parlamentu, czyli z pominięciem Izby Poselskiej), to rozwaliły mnie słowa bodajże posła Błaszczaka, który powiedział, że to godzi w interesy finansowe mediów, które żyją z takich reklam;
  • i na zakończenie: właśnie dziś mija 100 lat od urodzin Ronalda Reagana. I nawet jeśli popatrzeć na tego wielkiego polityka ze świadomością, że wiele przypisywanych mu cech to tylko mit, ja faceta uwielbiam za jego historyczne bon-moty. Jeden z nich przypomniał niedawno Click, a ja pozwolę sobie przytoczyć ten krótki acz jakże wymowny filmik -- ku pamięci tych wszystkich, którzy grzebaniem w papierach i nowelizacją poprawek chcą ulepszyć świat:
     

Komentarze (17)
Ochrona nazwiska człowieka jako jego dobra osobistego
 Oceń wpis
   

Ponieważ nie każdy P.T. Czytelnik poświęca czas na czytanie wszystkich komentarzy można było przeoczyć pasjonującą wymianę zdań pod tekstem poświęconym ochronie dóbr OSOBISTYCH. I chociaż wierzę, że 95% osób, które tu regularnie zaglądają -- nie będę ukrywał, że tacy Czytelnicy są solą tego lubczasopisma -- rozumie najprostsze myśli, nawet jeśli są napisane trudnymi zdaniami -- warto chyba poświęcić jeszcze (naprawdę króciutki) tekścik ochronie nazwiska jako dobra osobistego.

art. 23 k.c. Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.Podstawowa sprawa: to, że w art. 23 par. 1 kodeksu cywilnego pada słowo "nazwisko" (generalnie można powiedzieć, że "dobra osobiste człowieka, w szczególności nazwisko pozostają pod ochroną prawa cywilnego"), nie oznacza, iżby niedozwolone było używanie tego nazwiska w sposób, jaki jest normalnie przyjęty w cywilizowanym społeczeństwie, tj. dla celów związanych z identyfikacją jakiejś osoby.
Najprościej rzecz ujmując można: zapisać czyjeś nazwisko w kalendarzu; napisać o kimś w gazecie pod jego nazwiskiem (rzecz jasna jeśli dana postać w ogóle nadaje się do gazety -- tego tematu nie chcę teraz rozwijać); wysłać do takiej osoby wiadomość; wyrażać uprawnione opinie o dowolnej osobie, etc. etc.

Nie będzie natomiast dopuszczalne m.in.: publikowanie o jakimś człowieku nieprawdziwych informacji lub szkalujących opinii, nawet jeśli niosące złą sławę stwierdzenia są wyrażone pośrednio (por. wyrok SN z 16 kwietnia 2002 r., V CKN 1010/00); podszywanie się pod jakąś osobę (np. w internecie); publikowanie książek pod cudzym nazwiskiem (tu można mówić rzecz jasna także o naruszeniu przepisów prawa autorskiego); tworzenie przedsiębiorstw, których firma albo inne oznaczenie (znaki towarowe) sugerują zaangażowanie jakiejś osoby; używanie cudzego nazwiska w reklamie towarów.
To właśnie w takim -- ale nie tylko w takim -- kontekście jest mowa o "nazwisku" w art. 23 par. 1 kc.

Zaś w orzecznictwie sądowym wygląda to mniej-więcej następująco:
 

WOLNO:

  • ujawniać nazwiska pracowników: "1. Nazwisko (i imię) jest skierowanym na zewnątrz znakiem rozpoznawczym osoby fizycznej i ujawnienie go w celu jej identyfikacji nie może być zasadniczo uznane za bezprawne, o ile nie łączy się z naruszeniem innego dobra osobistego, np. czci, prywatności lub godności osobistej. 2. Ujawnienie przez pracodawcę nazwiska (imienia) pracownika bez jego zgody nie stanowi bezprawnego naruszenia dobra osobistego, jeżeli jest usprawiedliwione zadaniami i obowiązkami pracodawcy związanymi z prowadzeniem zakładu, jest niezbędne i nie narusza praw oraz wolności pracownika" -- wyrok SN z 19 listopada 2003 r., I PK 590/02;
  • używać nazwiska dla oznaczania oferty kierowanej do konkretnej osoby: "Dobro osobiste podlega ochronie prawnej, gdy jest zagrożone cudzym bezprawnym działaniem (art. 24 § 1 k.c.). Nie można wszakże przyjąć, iżby posłużenie się danymi osobowymi osoby fizycznej w ofercie handlowej do niej skierowanej było bezprawnym działaniem oferenta. Podstawowe dane osobowe człowieka (nazwisko i imię) są jego dobrem osobistym, ale jednocześnie są dobrem powszechnym w tym znaczeniu, iż istnieje publiczna zgoda na posługiwanie się nimi w życiu społecznym (towarzyskim, urzędowym, handlowym itd.). Dopóki więc dane osobowe człowieka są używane zgodnie z regułami społecznymi, nie można mówić ani o bezprawności działań innych osób, ani o zagrożeniu dóbr osobistych tymi działaniami" -- wyrok SA w Gdańsku z 15 marca 2001 r., I ACr 33/96 (cytowany w uzasadnieniu powyższego wyroku);
  • odmówić pracownikowi wyrobienia pieczątki z literkami "mgr" na przedzie: "1. Tytuł zawodowy magistra jest dobrem osobistym pracownika. 2. Odmowa pracodawcy wyrażenia zgody na posługiwanie się przez strażnika miejskiego w korespondencji służbowej pieczątką ujawniającą jego nazwisko poprzedzone posiadanym tytułem zawodowym nie uzasadnia zastosowania środków ochrony dóbr osobistych (art. 24 k.c. w związku z art. 300 k.p.)"  -- wyrok SN z 7 lutego 2007 r., I PK 211/06);
  • używać historycznych nazwisk założycieli browaru w jego tradycyjnej nazwie, i to przy współczesnej produkcji, i to pomimo tego, iż "tradycja rodzinna rozumiana jako dziedzictwo, spuścizna, utożsamianie się z dokonaniami i wartościami reprezentowanymi przez przodków, jest dobrem osobistym, podlegającym ochronie na podstawie art. 23 i 24 kc" -- wyrok SN z 28 lutego 2003 r., V CK 308/02.
     

NIE WOLNO:

  • dodawać nazwiska redaktora do autora książki, jeśli jego poprawki nie mają charakteru twórczego: "Wprowadzenie do utworu, będącego podręcznikiem akademickim, poprawek niemających charakteru merytorycznego, a jedynie będących poprawkami stylistycznymi czy korektorskimi, nie jest przejawem działalności twórczej i nie uzasadnia przyznania osobie, która dokonała takich poprawek, przymiotu współtwórcy utworu" -- wyrok SN z 7 listopada 2003 r., V CK 391/02;
  • dodawać cudzego nazwiska do własnego znaku towarowego: "Osobie, której dobro osobiste w postaci prawa do nazwiska zostało naruszone stosowaniem znaku towarowego, przysługuje ochrona na podstawie przepisów art. 23 i 24 k.c., niezależnie od ochrony przewidzianej w przepisach ustawy o znakach towarowych" -- wyrok SN z 17 marca 1988 r., IV CR 60/88;
  • godzić w dobra internautów, nawet jeśli są oni znani wyłącznie pod nickiem: "Nazwa użytkownika, którą posługuje się osoba korzystająca z serwisu internetowego podlega ochronie prawnej na takiej podstawie, na jakiej ochronie podlega nazwisko, pseudonim lub firma" -- wyrok SN z 11 marca 2008 r., II CSK 539/07.
Komentarze (17)
Pisząc o naruszeniu dóbr osobistych nie naruszamy ich
 Oceń wpis
   

Media, opisując i krytykując zjawiska społeczne, mogą posługiwać się różnymi przykładami dla ich zobrazowania, nawet jeśli niektóre wzmiankowane tam osoby mają coś przeciwko temu. Taka konkluzja wynika z dzisiejszego wyroku Sądu Okręgowego w Krakowie -- wydanego w postępowaniu, w którym miałem przyjemność być pełnomocnikiem strony pozwanej.

Pewien krakowski przedsiębiorca, zdecydował się nas pozwać żądając usunięcia dwóch depesz prasowych pochodzących z serwisu PAP (Media do Ziobry: Skończcie z cenzurą! oraz SDP i CMWP: zabezpieczenie powództwa to cenzura prewencyjna). Jego zdaniem rozpowszechnienie tych tekstów naruszała jego dobra osobiste, ponieważ wzmiankowała o wcześniejszych bezpodstawnych oskarżeniach kierowanych pod jego adresem przez "Gazetę Polską" i Tomasza Sakiewicza -- które to oskarżenia okazały się fałszywe, zaś wydawca i redaktor naczelny "GP" zobowiązali się do opublikowania przeprosin. Naruszenie to miało polegać na tym, że powodowi bezprawnie zarzucano, iż rzekomo był beneficjentem środków "wyprowadzonych" przez Aleksandra Kwaśniewskiego z Komitetu ds. Młodzieży.
Zgodnie z treścią pozwu także Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich oraz Centrum Monitoringu Wolności Prasy zdecydowały się na usunięcie ze swoich stron internetowych wszelkich informacji o takiej bądź zbliżonej treści (a więc, jak rozumiem, także swoje oświadczenia -- sic!), wychodząc z założenia, że ich funkcjonowanie w obrocie narusza dobra osobiste powoda.

wyrok z 10 stycznia 2011 r. Sądu Okręgowego w Krakowie, sygn. akt I C 588/10; może Tomkowi Rychlickiemu będzie chciało się go wyciągać do swojego serwisu ;-) Zdaniem powoda "pozostawienie tekstów, z których będzie wynikać, jakie poglądy głosili m.in. Tomasz Sakiewicz, wydawca Gazety Polskiej oraz Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich jest niedopuszczalne już z tego względu, iż zarzuty te były nieprawdziwe, a sprawcy naruszenia dóbr osobistych przeprosili za ich naruszenie". Jeśliby teksty miały pozostać dostępne dla czytelników portalu, powinny zostać opatrzone wypowiedzią powoda, który mógłby odnieść się do nieprawdziwych zarzutów i im zaprzeczyć.

Naszym zdaniem powództwo było całkowicie niedopuszczalne, a podstawowe przesłanki przemawiające za oddaleniem powództwa mógłbym streścić w następujący sposób:

  • depesze papowskie w żaden sposób nie odnosiły się do bezpodstawnych zarzutów red. Sakiewicza, a na pewno treść tekstów nie przedstawiała powoda w negatywnym świetle -- jednak naszym zdaniem nie można utożsamiać ochrony dóbr osobistych z zakazem w ogóle pisania o czymkolwiek, co kiedyś miało miejsce;
  • generalnie w tekstach nie pojawiły się żadne sformułowania wartościujące postawę powoda, lub podające w wątpliwość jego uczciwość, albo też podważające ugodę i opublikowane przez "Gazetę Polską" przeprosiny (Money.pl nie stanęło po stronie T. Sakiewicza i "GP", wręcz przeciwnie: kilka miesięcy przed otrzymaniem pozwu usunęliśmy artykuły, które traktowały o oskarżeniach kierowanych, właśnie dlatego, że powiedziane były tam kłamstwa);
  • co więcej prasa ma prawo i powinna pisać o zdarzeniach, które dotyczą najistotniejszej sfery wolności prasowej i wolności słowa -- w tym nieuprawnionego stosowania przez sądy zabezpieczenia powództwa w postaci zakazu publikacji. To właśnie temu poświęcone były teksty, które zwróciły uwagę powoda i dały asumpt do wniesienia pozwu -- nie zaś wyssanym z palca zarzutom pod jego adresem;
  • nie można zrównywać oceny prawnej mówienia kłamstw i mówienia o kłamstwach -- zwłaszcza, jeśli owo mówienie o kłamstwach pojawia się na marginesie zupełnie innego tematu (teraz mi przychodzi do głowy: a co by było, gdybyśmy opublikowali listę największych wtop dziennikarskich i napisali tam o wpadce "Gazety Polskiej"? Czy powód także uznałby, że narusza to jego dobra osobiste?)

Ku mojej olbrzymiej radości (i uldze) sąd w całości zaaprobował nasze stanowisko i oddalił powództwo w całości.

W ustnych motywach wyroku sąd wyraził pogląd, iż depesze prasowe będące przedmiotem postępowania nie tylko nie naruszają dóbr osobistych powoda, którego nazwisko pojawia się tam tylko jako przykład, ale wręcz należy oceniać je pozytywnie -- bo skoro pisze się, że T. Sakiewicz przeprosił to przecież miał za co przepraszać i (najprościej rzecz ujmując) sprawa jest załatwiona. Nazwisko powoda, i owszem, pojawia się w tekstach (chociaż na pewno nie ogniskują się na osobie powoda), jednak zdaniem sądu nie sposób budować ogólnego zakazu wymieniania nazwiska w materiałach prasowych i traktować naruszenia tego zakazu jako naruszenia dóbr osobistych.

Zdaniem sądu opublikowane teksty to nic innego jak po prostu ostra krytyka sądu, zaś osoba powoda pojawiła się tam tylko jako przykład obrazujący działania sądów, które zdaniem organizacji prasowych są niewłaściwe. Nie można takich opinii wyrywać z kontekstu i budować w oparciu o to zarzutu naruszenia dóbr osobistych.

Wyrok -- nieprawomocny, stronie powodowej przysługuje apelacja -- bardzo mnie cieszy, i to nie tylko dlatego, że został wydany w sprawie, w której miałem przyjemność stawać przed sądem. Po prostu wydaje mi się, że z to zdroworozsądkowe orzeczenie, w którym sąd w możliwie najprostszy sposób rozstrzygnął o tym, co naprawdę jest bardzo proste.

 

Komentarze (4)
Dwa słowa o przestępstwie stalkingu
 Oceń wpis
   

Prace nad nowelizacją kodeksu karnego polegające na dodaniu doń art. 190a penalizującego stalking przebiegają przy zdecydowanym aplauzie większości komentatorów -- oraz nielicznym słowom krytyki: bo ryzykowne może być odtąd wysłanie do jakieś osoby pięciu esemesów bez wyraźnego przyzwolenia -- albo dlatego, że wydaje się, że propozycje nie idą dostatecznie daleko.

Najsamprzód należy się słowo wyjaśnienia: zgodnie z rządowym projektem zmian w kodeksie karnym przestępstwem ma być uporczywe nękanie osoby powodujące poczucie zagrożenia lub istotne naruszenie prywatności, a także wykorzystanie wizerunku osoby lub jej danych osobowych w celu wyrządzenia szkody majątkowej lub osobistej (czyli po prostu stalking). Za takie zachowanie sprawca będzie mógł pójść do paki na 3 lata, jeśli jednak skutkiem owego nękania będzie targnięcie się ofiary na własne życie, zagrożenie wzrasta do lat 10.

art. 190a kk (projekt):
§1 Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do 3 lat.
§2 Tej samej karze podlega, kto wykorzystuje wizerunek innej osoby lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej.
§3 Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§4 Ściganie przestępstw określonych w § 1 i 2 następuje na wniosek pokrzywdzonego.
Wszystko to dlatego, że -- tak ponoć mówią statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości -- co dziesiąty Polak padł ofiarą takiego zachowania. Dotąd można było zastosować wyłącznie art. 107 kodeksu wykroczeń (złośliwe niepokojenie w celu dokuczenia), jednak i podejście organów do niektórych wykroczeń jest słabe, i sam w sobie ciężar takiego przepisu nie taki.
Stąd opisywane w prasie przypadki kobiet, od których nie chcieli się odczepić faceci -- plus (na szczęście nieliczne) przypadki zbrodni popełnionych przez stalkerów.

Sprawa ma jednak -- jak to często bywa -- dwa końce. Po pierwsze penalizacji podlegać będzie wyłącznie "uporczywe" nękanie, w dodatku takie, które wzbudza uzasadnione poczucie zagrożenia. I tak jak zakres tego drugiego pojęcia uda się odcyfrować choćby w oparciu o orzecznictwo dotyczące groźby karalnej (chyba nieprzypadkowo stalking ustawia się przy art. 190 kk), to już z uporczywością nie musi być chyba aż tak łatwo (intensywność działań przestępczych jest przewidziana jako element dyspozycji m.in. w art. 209 czy 218 kk, jednak zważywszy na cechy tych czynów nie da się chyba tak łatwo zastosować wypracowanego orzecznictwa do rozszyfrowania art. 190a kk).
Stąd niektórzy wskazują (por. "Kiedy za pisanie SMS-ów trafimy do więzienia?") na istniejące ryzyko zakwalifikowania jako stalkingu już samych prób zaznajomienia się, które -- jak to chyba czasem bywa -- niekoniecznie od samego początku przebiegają przy dwustronnej aprobacie. Słowem: to co do wczoraj było po prostu zalotami, jutro będzie już stalkingiem; znając zaś podejście ludzi do pewnych spraw (coraz częściej spotykam się z tym, że ktoś na kogoś próbuje "znaleźć jakiś kruczek"), zaraz za tym posypią się wnioski o ściganie.

Z drugiej strony projekt jest krytykowany za to, że ściganie sprawcy co do zasady (wyjąwszy postać kwalifikowaną określoną w art. 190a par. 3) ma nastąpić na wniosek pokrzywdzonego. Michał Kluska z ekipy "Co w Prawie Piszczy" pisze -- omyłkowo chyba nazywając tryb wnioskowy przestępstwem prywatnoskargowym (a przecież są to dwie kompletnie różne sprawy) -- że przecież trudno będzie od pokrzywdzonego oczekiwać, by zawsze umiał samodzielnie ustalić dane sprawcy nękania i przynieść je policji na tacy.

No to jest, jakby na to nie patrzeć, nieprawda: co do zasady składając wniosek o ściganie sprawcy ofiara nie potrzebuje niczego ustalać, a to dlatego, że konsekwencją złożenia takiego wniosku o ściganie jest prowadzenie postępowania w trybie identycznym, jak w przypadku przestępstwa ściganego z urzędu (prokurator prowadzi normalne dochodzenie, a może i śledztwo, wnosi akt oskarżenia i go popiera, etc.). Ba, przecież w niektórych przypadkach -- np. jeśli w toku dochodzenia ustalone zostanie, że sprawcą kradzieży jest osoba najbliższa -- wymagany jest dodatkowy wniosek, żądający ścigania właśnie owego konkretnie wskazanego (i ustalonego przez policję) członka rodziny.

Wymóg złożenia wniosku o ściganie sprawcy nie oznacza w żadnym przypadku, że pozycja ofiary jest w jakikolwiek sposób pogorszona. Skutkiem przyjęcia takiego rozwiązania jest wyłącznie to, że prokurator nie będzie mógł wwiercać się w uczucia nagabywanej osoby i decydować czy to już jest uporczywe nękanie wywołujące poczucie zagrożenia, czy jeszcze pikantny flirt.
Obecność par. 4 w żaden sposób nie oznacza, że organy ścigania będą mogły być w sprawach o stalking w jakikolwiek sposób bierne, choćby ze względu na "brak interesu społecznego".
Interes społeczny -- i tu się nic nie zmienia -- nadal będzie mógł skierować prokuratora do włączenia się do sprawy prowadzonej z oskarżenia prywatnego (co czasem chyba następuje z przekroczeniem granic owego "interesu").

Komentarze (5)
Turbany, lotniska, wolność, tolerancja, konstytucja
 Oceń wpis
   

Take Off

Życie zaczyna pisać drugi rozdział historii Shamindera Puri, Sikha który miał tego pecha, że naszło go na latanie do i z Polski aeroplanami i to -- jak przystało na Sikha -- w turbanie, czego polska Straż Graniczna nie toleruje.
Oto sąd zajmujący się rzekomym wykroczeniem rozważa możliwość skierowania do Trybunału Konstytucyjnego pytania o konstytucyjność przepisu dającego lotniskom swobodę w ustanawianiu różnego rodzaju zakazów i nakazów -- które to normy są podstawą do ew. ukarania sprawcy grzywną.

Przypomnijmy, że Shaminder Puri odmówił zdjęcia turbanu w toku kontroli granicznej, proponując w zamian jego ręczną kontrolę oraz przy pomocy wykrywaczy metali. (Warto też dodać, że przyczyną zainteresowania funkcjonariuszy nie było ani to, że turban "odezwał się" na bramce, ani też p. Puri nie jest na żadnej "liście terrorystów". Jedynym i wyłącznym powodem czepiania się turbanu był turban sam w sobie.) I chociaż Sikhowie latają samolotami po całym świecie i zdaje się nigdzie -- prócz Polski -- nie mają tego rodzaju problemów, dla naszej SG odmowa stanowiła wystarczający powód do skierowania do sądu wniosku o ukaranie go; tak się kończy gdy brak zrozumienia dla tradycyjnej polsko-bizantyjskiego podejścia do Pana Władzy, który ma prawo za sobą a niebo gwiaździste nad sobą.art. 210 ust. 1 pkt 7 prawa lotniczego:
Kto wbrew zakazom lub ostrzeżeniom podanym do powszechnej wiadomości przy pomocy tablic lub w inny sposób przez zarządzającego lotniskiem narusza postanowienia nakazów i zakazów ustanowionych przez zarządzającego, -- podlega karze grzywny.

Tymczasem powód odmowy zdjęcia turbanu przez Sikha jest prosty, acz chyba nadal dla niektórych niezrozumiały: dla tego dumnego ludu żądanie takie nie jest tylko ciosem w godność i prywatność (czyli tego wszystkiego, co polski naród ma w znacznej przewadze w głębokim poważaniu) ale także -- symbolika turbanu jest tak rozległa, że trudno to wszystko, z naszego, europejskiego punktu widzenia, ogarnąć -- naruszeniem tabu religijnego. 

(Dobrze pojęta tolerancja religijna -- przez pojęcie to rozumiem akceptację, że są różne wyznania, które mają swoje reguły, nie zaś protest przeciwko krzyżom w szkole -- polega na tym właśnie, że pozawala się ludziom na wyznawanie ich wiary, nawet jeśli samemu nie ma się niczego do tego (przyznaję, że łatwo mi o taką indyferentność religijną, bom sam agnostyk pogłębiony: nawet jeśli znajdziecie mi dowód na istnienie Boga, nie znajdę powodów po temu, by oddawać mu cześć).
Tolerancja à la polonaise -- bo tak rozumiem postawę p.p. Środy, eurodeputowanki Senyszyn i Jaunsza Palikota -- zakłada coś radykalnie przeciwstawnego: wszyscy szarzy, a najlepiej, jeśli tęczowi. Stąd tolerancja jest wówczas, jeśli nie ma krzyża w szkole, a Sikh jedzie sobie bez turbanu; mówiąc wprost: to najgodniejsi przedstawiciele będą wskazywać rzeczy, które należy tolerować -- oraz te, których tolerować nie wolno.)

Kończąc etyczne rozważania: zdaniem sądu być może istnieją wątpliwości co do przepisu prawa lotniczego nadającego zarządcy lotniska uprawnienie do ustanawiania zarządzeń porządkowych -- które to zakazy i nakazy są sankcjonowane normą karną -- a to ze względu na konstytucyjną zasadę nullum crime sine lege. No i faktycznie: skoro art. 42 ust. 1 konstytucji RP wyraźnie mówi, że odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu określonego w ustawie, to nie ma takiej opcji, żeby o tym co jest przestępstwem decydował jakiś zawiadowca na lotnisku. (Zanim odtrąbimy sukces: warto pamiętać, że TK nie zawsze jest tak jednoznaczny w odcyfrowywaniu zasady nie ma przestępstwa bez ustawy.)

Sprawa wskazuje na jeszcze jedną, ciekawszą nawet rzecz: to nie jest tak, że mamy w Polsce jakieś prawo nakazujące ściąganie turbanów, etc. (tak pisali P.T. Czytelnicy w komentarzach).Po prostu o tym jak wygląda realizacja praw człowieka na polskich lotniskach decyduje właśnie jakiś zawiadowca.

Komentarze (27)
1 | 2 | 3 | 4 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]
2012-01-30 12:53
sędzia - ona:
"Słynne masło roślinne"
Może i Olgierd się czepia, ale ma rację, bo nazwa "masło" jest zastrzeżona dla produktów -[...]
2012-01-30 11:34
raj001:
"Słynne masło roślinne"
Moge tylko potwierdzic wpisy innych komentujących, że sie czepiasz. Może Tobie akurat ta nazwa[...]