Przesłanie PIT-11 za pośrednictwem poczty elektronicznej
 Oceń wpis
   

Interesujące: zgodnie z wyrokiem wydanym przez poznański Wojewódzki Sąd Administracyjny pracodawca może przesłać pracownikowi zaświadczenie o uzyskanych dochodach (PIT-11) za pośrednictwem poczty elektronicznej, przy użyciu wiadomości opatrzonej e-podpisem, przesłanej na adres wskazany przez podatnika.
Oznacza to, że przedsiębiorcy mogą oszczędzić czas i pieniądze, a pracownicy -- nerwy, które można zszargać stojąc na poczcie po odbiór awizowanej przesyłki.

Przełomowe rozstrzygnięcie -- orzeczenie, które służy rozmontowaniu zatęchłej administracji zasługuje na takie miano -- zapadło w sprawie ze skargi spółki z o.o. na interpretacją podatkową Izby Skarbowej w Poznaniu. We wniosku o wydanie interpretacji firma stwierdziła, iż będąc zobowiązaną do wystawienia pracownikom (podatnikom podatku PIT) corocznej informacji podatkowej zamierza dokonać tego za pośrednictwem poczty elektronicznej, na wskazany przez pracownika adres.

Przekazanie deklaracji podatnikowi przez płatnika może nastąpić za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w sytuacji gdy wiadomość jest przesyłana w formie wiadomości elektronicznej z podpisem elektronicznym na adres podatnika pod warunkiem że zachowano wzór deklaracji --
wyrok WSA w Poznaniu z 22 października 2010 r., I SA/Po 486/10
Odpowiedź organów skarbowych była -- a jakże -- odmowna, generalnie z tego względu, iż w przepisach określających wzory formularzy urzędowych nie wskazano możliwości przetworzenia ich na postać e-dokumentów. Zarazem sposób doręczenia zaświadczenia PIT-11 nie powinien budzić wątpliwości, iż podatnik otrzymał dokument (co zdaniem izby skarbowej musi oznaczać list polecony lub za pokwitowaniem odbioru), zaś chlebodawca powinien zachować dowód jego nadania.

Niezadowolony z uzyskanej opinii przedsiębiorca wniósł skargę do sądu administracyjnego, zarzucając fiskusowi przede wszystkim to, że skarbówka oparła się na przepisach, które mają zastosowanie do administracji, lecz nie do podmiotów prywatnych (pracownika, który jest osobą fizyczną i pracodawcy, tj. spółki prawa handlowego), nie bacząc równocześnie na to, że list polecony nie jest jedynym środkiem gwarantującym pewność potwierdzenia doręczenia wiadomości.

WSA podzielił stanowisko skarżącej spółki: owszem, istnieją przepisy regulujące sposób przekazywania dokumentów podatkowych przez podatników do organów skarbowych, jednak z faktu, że nie ma przepisów mówiących o tym jak płatnik podatku może się komunikować z podatnikiem, nie można wnosić, iżby pracownik nie mógł wskazać właśnie adresu poczty elektronicznej, prosząc o dostarczenie kwitu PIT-11 właśnie w ten sposób. Ważne jest jednak, by chlebodawca zachował formę dokumentu przewidzianą przepisami podatkowymi oraz zastosował bezpieczny kwalifikowany e-podpis, tak, by nie było wątpliwości co do tożsamości nadawcy. Jeśli natomiast powstaną wątpliwości co do tego, czy podatnik dokument otrzymał -- pracodawca będzie musiał przedsięwziąć dodatkowe środki.

Muszę powiedzieć, że w tych naszych codziennych biurokratycznych absurdach tego rodzaju orzeczenia potrafią człowieka naprawdę podbudować. Nieczęsto się bowiem zdarza, by sąd wyszedł ze zdroworozsądkowego założenia, że brak przepisów regulujących jakąś sferę nie oznacza, że czegoś "nie da" się zrobić. Zwykle bowiem -- zwłaszcza w środowiskach księgowo-podatkowych -- spotykamy się z postawą zachowawczego paraliżu: może i coś by się dało zrobić, ale w sumie po co próbować, skoro stara sprawdzona metoda zawsze działała, więc i tym razem musi zadziałać?
Tym razem komuś się chciało spróbować niemożliwego -- i po raz kolejny się okazało, że świat należy do tych, którzy nie chcą uwierzyć, że czegoś się nie da zrobić (a ja sobie właśnie pomyślałem, że sam muszę wziąć to sobie do serca).

Orzeczenie jest już prawomocne, albowiem fiskus zdecydował się nie podważać wyroku poznańskiego WSA.

Komentarze (10)
PrzyZUSsawka
 Oceń wpis
   

piękny śliczny bardzo fajny ZUSCiekawostka: jak pisze Wyborcza.biz już niedługo możemy -- pan, pani, społeczeństwo -- przestać łożyć na komputeryzację ZUS (operacja Prokom), chyba że okaże się, że... nie będzie wyjścia.

Jak się bowiem okazuje dzięki genialnej umowie zamawiający nie ma pojęcia o kodzie źródłowym oprogramowania. Nie chodzi nawet o uprawnienie do jakiejkolwiek modyfikacji kodu (choćby i bez prawa korzystania z niego) -- monopol na wszelkie prace przy systemie ma Asseco -- jednak chyba coś jest nie tak, skoro przez 13 lat na zbudowanie informatycznego systemu emerytalnego wydaliśmy 3 miliardy złotych , ale w zamian nawet nie można sobie ich obejrzeć.

Sęk w tym, że kod źródłowy jest zdeponowany w PKO BP i owszem, umowa gwarantuje ZUS-owi (oraz ewentualnemu kolejnemu administratorowi) prawo wglądu i podjęcia dalszych prac, jednak... wszystko to dopiero po rozwiązaniu bieżącej umowy.
To oznacza, że prezes Bańkowska -- tak, tak, osoba, której zawdzięczamy taki kontrakt zasiada w ławach poselskich! mało tego: wiceprzewodniczy poselskiej komisji polityki społecznej i rodziny -- nie zadbała nawet o tak podstawową sprawę jak dokumentacja projektu.

Co da się oczywiście zrobić, aczkolwiek z zastrzeżeniem, że nowy wykonawca ma się systemu uczyć na oko cały rok (!), a jeśli w ciągu tego roku ustawodawca zafundowałby nam zmiany w przepisach -- co niestety nie jest pewne jak w ZUS-ie -- nawet dłużej.

Ładnie o sprawie mówi Paweł Wypych, swego czasu szef tej zacnej instytucji, a dziś minister u prezydenta: "ZUS jest bez wyjścia. Nic nie może zrobić, jest w pewnym sensie zakładnikiem Asseco". Jeszcze bardziej wymowny jest cytowany przez Wyborcza.biz były (anonimowy) pracownik ZUS: "zerwanie kontraktu z Asseco nie wchodzi w grę".

Boskie, jestem pod wrażeniem. Państwo i cały system ubezpieczeniowy trzymany w szachu bo umowa wprawdzie pozwala się kiedyś tam uwolnić (13 lat! to dłużej, niż od wyborów, które wyniosły Hitlera do władzy do kapitulacji Niemiec!), ale konsekwencje tego uwolnienia mogą być potencjalnie gorsze, niż niewoli...
No i jeszcze jedno ciekawe: mamy swobodę umów, co zatem będzie jeśli wykonawca zechciałby zagrać vabank i... odmówić przedłużenia umowy?

Czy to oznacza, że ZUS -- oraz jego "beneficjenci" (piękne, acz kłamliwe określenie ludzi, którzy pod przymusem ładowali i ładują w ten interes swoje pieniądze) -- mają przyłożony do głowy znacznie gorszy pistolet, niż może się wydawać?

Komentarze (23)
KRS TOTAL DELETE
 Oceń wpis
   

KRS total deleteOd kilku dni Ministerstwo Sprawiedliwości informowało na swojej stronie internetowej oraz za pośrednictwem karteczek nalepionych w sądach o planowanym na 14-16 grudnia zawieszeniu przetwarzania danych w Centralnych Rejestrach Sądowych (dotyczy to m.in. księgi wieczystej oraz Krajowego Rejestru Sądowego).

Tak mnie dziś rano naszło wziąć odpis pewnej spółki z KRS. Wchodzę, kartki nadal wiszą, ale ludzie pracują. Biorę formularz wniosku, wypełniam, wnoszę w kasie opłatę.

Zanoszę wniosek do okienka... a tu taki zonk -- "proszę pana, przepraszamy, ale system jeszcze się po konserwacji nie podniósł". I w sumie nikt nie wie czy i kiedy się podniesie ;-)
Trzeba dzwonić, dowiadywać się kiedy zadziała -- a ja sobie mogłem dalej pójść z kwitkiem (tj. bez kwitka).

To taka ogólna uwaga dla tych, co uważają, że informatyzacja administracji i sądownictwa (w tym wnioski od ube w sprawie cenzurowania stron internetowych) to koniecznie najlepsze rozwiązanie. jest. (Chociaż faktycznie: jakby im ten RSiUN przestał działać, to zawsze coś ;-)

Komentarze (7)
Jesień średniowiecza czyli o ujednolicaniu terminologii IT
 Oceń wpis
   

Poproszono mnie niedawno o ocenę ustawy z dnia 4 września 2008 r. o zmianie ustaw w celu ujednolicenia terminologii informatycznej (Dz.U. nr 171 poz. 1056). Wypowiedź miała mieć charakter głęboko merytoryczny -- nie takie pitu-pitu jak na łamach owego parszywego lubczasopisma -- przyłożyłem się zatem do lektury jak rzadko.

(Nadmienić w tym miejscu muszę, że onegdaj, w zamierzchłych czasach, kiedy odwoływano Pana Jana, a studenci prawa wysiadywali w "Chmielu" czy "Smaku", miast kisić gałki oczne w promieniowaniu emitowanym przez jakieś nonglare, i kiedy nie śniły się im nawet ustawy o ochronie baz danych, nie mówiąc o innych nowomyślnych wynalazkach -- no więc chciałem powiedzieć, że w tamtych czasach znacznie częściej zdarzało mi się czytać akty prawne od deski do deski; a to z prostej przyczyny: były one krótsze i napisane znacznie prostszym językiem.
Dziś prawie każda ustawa to wielostronicowy elaborat, typowy przejaw dyktatury aktów prawnych. Dołóżmy jeszcze do tego produkcję EU oraz rozporządzenia, o których rzadko można powiedzieć coś sensownego... -- Memling w grobie się przewraca...
Moje ulubione porównanie to ustawa o partiach politycznych: porównajcie sobie ustawę z lipca 1990 roku z aktem uchwalonym 7 lat później... zimny pot mnie oblewa na samą myśl jak dziś legislatura napisałaby ten akt...)

No dobra, dość dygresji i przysrywania sejmokraturom, które uważają, że ten lepszy i bardziej pracowity jest, kto więcej ustaw uchwali.
Wracajmy do ustawy o ujednolicaniu.

Ustawa jak ustawa, niby bardzo ważna i w ogóle. Jej podstawowy cel wyłożono w art. 1, który dumnie głosi, iż

Ustawa wprowadza określenie: "informatyczny nośnik danych", "dokument elektroniczny", "system teleinformatyczny" oraz "środki komunikacji elektronicznej" wymienione w art. 3 pkt 1-4 ustawy z dnia 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne (Dz. U. Nr 64, poz. 565, z 2006 r. Nr 12, poz. 65 i Nr 73, poz. 501 oraz z 2008 r. Nr 127, poz. 817) do innych ustaw.

Złośliwie można powiedzieć: doskonały prezent dla tych (prawników i nieprawników), którzy zapomnieli, że na kłopoty interpretacyjne najlepsza jest wykładnia i analogia, a nie mędrca szkiełko i oko (ups, znów nawiązuję do nieszczęsnego art. 267 par. 2 kk, gdzie jest mowa o "systemie informatycznym", podczas gdy mądre ustawy o informatyzacji -- w tym ustawa o ujednoliceniu terminologii, która zmienia słowa także w kodeksie karnym -- stale mówią o "systemie teleinformatycznym"... i gdzie to ujednolicenie??), więc przynajmniej w odniesieniu do 33 ustaw błędy i wypaczenia uległy naprawie.

Ale: pośród mojej polityki miłości znalazłem parę łyżek dziegciu (wiedzą o tym ci z Wielce Czcigodnych Czytelników, którzy doczytali do tego miejsca w oczekiwaniu "komu ten Rudak dziś dowali?" -- przecież clue tekstu to moje pretensje, marudzenie i utyskiwania).

Jak mówi sama definicja, ustawa o ujednolicaniu to jakby "wdrożenie" ustawy z 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne. Hmm wdrożenie po 3,5 roku funkcjonowania przepisów -- nieźle, nieźle.
Nic to -- powiedział Pan Wołodyjowski -- i wskazał na art. 30-34 ustawy o ujednolicaniu, które poprawiają, wdrażają, przystosowują, implementują (jak zwał tak zwał) następujące akty prawne:

- ustawę z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi,
- ustawę z dnia 29 lipca 2005 r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych,
- ustawę z dnia 9 czerwca 2006 r. o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym,
- ustawę z dnia 18 października 2006 r. o wyrobie napojów spirytusowych oraz o rejestracji i ochronie oznaczeń geograficznych napojów spirytusowych,
- ustawę z dnia 29 czerwca 2007 r. o organizacji hodowli i rozrodzie zwierząt gospodarskich.

Śmiesznostka niby, ale dużo mówi o dbałości naszych deputowanych dla czystości prawa, języka aktów normatywnych, jednolitości pojęć, etc. -- każda z wyliczonych powyżej ustaw nosi datę późniejszą, niż ustawa o informatyzacji, która miała na celu zdefiniowanie takich pojęć jak "informatyczny nośnik danych", "dokument elektroniczny", "system teleinformatyczny" oraz "środki komunikacji elektronicznej" -- co jednak nie przeszkodziło nadal tworzyć przepisów, które posługiwały się inną terminologią.
Słowem: przez wiele miesięcy produkowano akty prawne, które później trzeba było -- jeszcze jedną, szumną ustawą -- ujednolicić.

 

PS powyżej reprodukcja centralnego panelu "Sądu Ostatecznego" Hansa Memlinga. Mogę jumać, bo Memling od dawna nie tworzy, prawa autorskie do jego twórczości zatem wygasły. Jakże ja bym chciał, żeby przyszedł ten facet z koncerzem i zrobił naszym prawotwórcom z czterech liter jesień średniowiecza.

Komentarze (14)
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
 Oceń wpis
   

Przyzwyczaiłeś się do myśli, że dzięki komórce czy laptopie z wifi możesz praktycznie w każdym miejsu -- a szczególnie na dużych, wielkomiejskich osiedlach -- korzystać z darmowego dostępu do internetu? Wszystko wskazuje na to, że od tygodnia podłączanie się do cudzych, nawet niezabezpieczonych hotspotów jest takim przestępstwem jak każde inne pajęczarstwo.

Wszystko za sprawą ustawy z 24 października 2008 r. o zmianie ustawy - Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw (opublikowana w Dz.U. nr 214 poz. 1344 z 3 grudnia), która gruntownie zmieniła m.in. brzmienie art. 267 kodeksu karnego.

Art. 267 kk § 1 Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2 Tej samej karze podlega, kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do całości lub części systemu informatycznego.
§ 3 Tej samej karze podlega, kto w celu uzyskania informacji, do której nie jest uprawniony, zakłada lub posługuje się urządzeniem podsłuchowym, wizualnym albo innym urządzeniem lub oprogramowaniem.
§ 4 Tej samej karze podlega, kto informację uzyskaną w sposób określony w § 1-3 ujawnia innej osobie.
§ 5 Ściganie przestępstwa określonego w § 1-4 następuje na wniosek pokrzywdzonego.
I tak art. 267 par. 2 kk otrzymał brzmienie -- to zupełna nowość w naszym porządku prawnym, porównywanie normy do jego brzmienia przed 18 grudnia nie ma sensu -- "Tej samej karze podlega, kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do całości lub części systemu informatycznego".

Dotąd karze podlegał "klasyczny cracking" czyli przełamanie zabezpieczeń informatycznych w celu uzyskania dostępu do informacji, włącznie z postaciami kwalifikowanymi -- zakłócaniem pracy systemów, niszczeniem zapisanych informacji -- a także pajęczarstwo, definiowane jako włączenie się do urządzenia telekomunikacjnego w celu uruchomienia na cudzy rachunek impulsów telefonicznych (art. 285 par. 1 kk).
Działaniem indyferentnym prawnie było natomiast podłączanie się do niezabezpieczonej, bezprzewodowej sieci internetowej. Karze podlegać mógł wyłącznie ten, kto w celu uzyskania takiego dostępu przełamywał istniejące zabezpieczenie.

Zmiana brzmienia art. 267 kk sprawia, że świat nie jest już jaki był wcześniej. Zostawmy na boku pozornie nieistotne przeredagowanie par. 1 (wcześniej było "Kto bez uprawnienia uzyskuje informację dla niego nie przeznaczoną, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do przewodu służącego do przekazywania informacji lub przełamując elektroniczne, magnetyczne albo inne szczególne jej zabezpieczenie", teraz jest "Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie") -- kiedyś przestępcą był ten, kto faktycznie wszedł w posiadanie informacji, dziś na 2 lata za kraty można powędrować już za sam dostęp do danych dla nas nieprzeznaczonych.

Ale ryzykiem dla wielkomiejskiego wędrowcy, któremu komórka z obsługą wifi pozwala czuć się obywatelem świata, jest nowe brzmienie art. 267 par. 2 kodeksu karnego. Karze do 2 lat pozbawienia wolności podlega bowiem już sam fakt uzyskania nieuprawnionego dostępu do systemu informatycznego. Nie trzeba nic przełamywać, nie trzeba nic wykradać, nie trzeba nic niszczyć. Wystarczy się podpiąć -- bez znaczenia czy wtykając RJ w laptopa, czy łapiąc sygnał niezabezpieczonego rutera.

Z góry wyjaśniam dwie wątpliwości: dyspozycja par. 2 nie jest funkcjonalnie powiązana z dyspozycją par. 1 -- fraza "tej samej" odnosi się wyłącznie do sankcji, to taki elegancki sposób aby nie powtarzać tych samych słów; z pewnością czyn opisany w art. 267 par. 2 kk nie polega na przełamaniu jakiegokolwiek zabezpieczenia.
I: moim zdaniem nie ma nic tu do rzeczy kwestia braku świadomości bycia osobą nieuprawnioną (nie da się powiedzieć "nie wiedziałem, że nie wolno", dla uniknięcia konsekwencji trzeba mieć świadomość "wiedziałem, że mi wolno").

Co więcej, samej kwestii uprawnienia -- wynika to także z faktu, iż par. 2 nie wspomina o przełamaniu, zabezpieczeniach czy pozyskaniu informacji -- nie sposób także łączyć z tym, czy administrator rutera bezprzewodowego zdecydował się zastosować jakiekolwiek WEPy, WPA, ukrywanie SSID czy cokolwiek innego, by uchronić zasoby swojej sieci przed nieproszonymi gośćmi.

Czy w przedstawionym poglądzie nie ma słabych punktów? Oczywiście, że nie -- jest jasnym, że mam bezwarunkową rację... ;-)
A na poważnie: słabym punktem jest brak legalnej definicji "systemu informatycznego"; wprawdzie w moim rozumieniu system informatyczny to coś więcej niż "sieć telekomunikacyjna" (jak w par. 1) (ergo każda sieć jest systemem, ale nie każdy system jest siecią), ale jeśli komuś uda się mnie przekonać, że jest inaczej -- czyli że niezabezpieczony hotspot nie jest systemem informatycznym -- to być może będę musiał to wszystko odszczekać pod stołem.

Na dziś moje stanowisko jest proste: czynem zabronionym podlegającym karze pozbawienia wolności do lat 2 jest każda forma pajęczarstwa, a zatem także korzystanie z dostępu do internetu poprzez cudze, choćby niezabezpieczone, hotspoty, chyba że zostaliśmy przez ich administratora upoważnieni do korzystania.

Komentarze (56)
1 | 2 | 3 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]