Helpmoney.pl -- najgłupsza forma piractwa znaku towarowego
 Oceń wpis
   

Przyznaję, że czasem zdumiewa mnie wyobraźnia ludzka. Oto jest sobie nowopowstały serwis Helpmoney.pl (nie linkuję, bo i po co? zresztą na linka ode mnie trzeba sobie zasłużyć). Ot jeszcze jeden "portal finansowy". Albo nie, ten nie jest jeszcze jeden -- ten jest "helpMoney.pl | Portal Finansowy nr 1".

Zobaczcie zresztą sami:

głupota jaką jest Helpmoney

Coś przypomina? Mi Helpmoney.pl najbardziej telefon komórkowy NOKlA, tę kurtkę "The North Face" ("Gore-Tex / softshell / windsopper") albo inne Versuce.

Najlepsze jest "logo" tego portalu. Wynalazek niewątpliwie autorski, a wiem to stąd, że zadzwonił dziś do mnie twórca tego portalu i jął wyjaśniać dlaczego złudnym jest podobieństwo jego dzieła do znaku towarowego Money.pl. logo Money.pl
Porównajcie zresztą sami jak wygląda nowotwór przy pierwowzorze.

Nie zwracałbym uwagi na kolejny bezmyślny przypadek żerowania na renomie Money.pl (tak, wiem, że się okropnie puszę), gdyby nie fakt, że "przedsiębiorca" ów raczył dziś był do mnie zadzwonić. Oburzony.
Oburzony tym, że raczyłem go poprosić o zmianę logo serwisu, które jest łudząco podobne do zastrzeżonego przez Money.pl sp. z o.o. znaku towarowego oraz o zdjęcie adnotacji "Komentarze fachowców", czym raczył oznaczyć linki do blogów z Bblog.pl. Oburzony, bo dostał w tej sprawie parę esemesów (a jak miałem się doń zwrócić, skoro na swojej stronce -- por. studio5m.pl -- nie udostępnia żadnego kontaktu prócz numeru komórki?).

Rozwaliła mnie argumentacja tego człowieka. Oto czuje się on zwolniony z wszelkiej odpowiedzialności za to, co tam się dzieje, albowiem:

  • skrypt serwisu kupił na Allegro i ma "wszelkie papiery", w których zbywca zapewnił go, że rzecz jest legalna;
  • facet jest grafikiem i się zna, a ja się nie znam, bo nie rozróżniam logo od logotypu;
  • w dodatku nie widzę tego, że logotyp helpMoney.pl nie jest taki sam jak logo Money.pl -- nasz artysta użył... innego fonta! (oto miara profesjonalizmu człowieka, który pisze o swoich usługach "Logo jest pierwszym elementem identyfikacji wizualnej Firmy. Zanim zlecisz zaprojektowanie wizytówek, strony www, szyldu nad siedzibą firmy to zawsze wcześniej musisz mieć własne logo ... warto posiadać prawdziwe logo"

Ludzie, litości -- niech Was ręka boska broni iść po linii najgłupszego oporu.

Znak towarowy słowno graficzny Money.pl Portal finansowy nr 1 jest chronionym znakiem towarowym, zgłoszonym i zarejestrowanym przez UPRP (nr (210) 347627, publikacja w Biuletynie Urzędu Patentowego z 2 lutego 2009 r., nr 03/2009). Jeśli ktoś myśli, że dokładając chudą czcionką błagalne "help" oraz zmieniając fonta, jakim zapisana jest fraza "Portal finansowy nr 1" (zmiana jest tak subtelna jak zmiana Helvetiki na Ariala... brrr...) uniknie ewentualnego zarzutu naruszenia praw do znaku towarowego bądź nieuczciwej konkurencji -- bo jednak patrząc na ten helpMoney.pl można odnieść wrażenie, że to jakiś odprysk Money.pl jest, prawda? -- to najlepiej zrobi od razu do Olsztynka wyjeżdżając na dalsze nauki.

PS disklajmer: tak, to prawda, że autor jest wstrętnym prawnikiem i pracuje w oryginalnym Money.pl

Komentarze (132)
Jak to z tym "partnerstwem" czy "patronatem" było
 Oceń wpis
   

Temat Authalii już mnie muli, ale ponieważ zostałem dziś poproszony przez rzecznika prasowego PWPW SA o zmianę jednego słowa w tekście, w którym odnosiłem się do jego wypowiedzi -- czuję się w obowiązku wyjaśnić ostatnie niedopowiedzenia (BTW spór o "partnerstwo" czy "patronat" PWPW jest w sprawie maksymalnie nieistotny, acz urósł do rangi sam już nie wiem czego):

  • zacznijmy od nieszczęsnego sformułowania "partner" vel "patron" jakim zamiennie posługiwałem się w tekście. I owszem, na stronie Authalii sformułowanie o "patronacie" się nie pojawia (ale czy ja napisałem, że ktoś używa tego pojęcia??!), natomiast sposób wyeksponowania udziału PWPW SA oraz jego logo nauthalia w googlea stronie projektu może wskazywać, że twórcy programu wiążą z tym faktem szczególne nadzieje (popatrzcie też co wyświetla się w wyszukiwarce Google po wpisaniu frazy "authalia").
    I owszem, patronatu nie ma, tak jak i nikomu nie wkładałem tego słowa w usta (inteligentni Czytelnicy LA pojmą aluzję do poprawki w poprzednim tekście...);
  • o treści pytania jakie wysłałem do marketingu PWPW już pisałem, ale może powtórzę, że zwracałem uwagę na fakt, iż "Na stronie Authalia.com PWPW SA jest określona jako jej partner. W mojej ocenie określenie PWPW SA mianem partnera serwisu Authalia.com jest istotnym czynnikiem marketingowym, dającym mu całkiem wymierną przewagę rynkową."
    Nie jest zatem tak, jakby chcieli tego Państwo z Authalii, iż "Pan Olgierd Rudak tworząc tekst poszedł na łatwiznę i zapytał telefonicznie rzecznika PWPW S.A. czy są oni patronem Authalii. Pan Rudak wykazał się sporymi umiejętnościami manipulacyjnymi, ponieważ aby uzyskać odpowiedź potwierdzającą jego własne stanowisko, zapytał PWPW S.A. o coś (patronat), co oczywiście prawdą nie jest".
    Ani nie pytałem telefonicznie (odpowiedź uzyskałem w ten sposób), ani nie pytałem o patronat, ani też nie można powiedzieć, iżby pytanie mogło kogokolwiek z PWPW zaskoczyć (minęło kilka dni między wysłaniem listela do marketingu a kontaktem od rzecznika prasowego);
  • pisemna wypowiedź rzecznika prasowego PWPW SA jest dość jasna i do mnie przemawia w dość wyraźny sposób:
    "Chciałbym oświadczyć, że Sigillum PCCE - jedna z marek produktowych Polskiej Wytwórni Papierów Wartosciowych SA - jest partnerem technologicznym projektu Authalia.com. Zgodziliśmy się na wykorzystanie logotypu Sigillum PCCE oraz określenie "Parnter technologiczny", bo odpowiada ono naszemu rzeczywistemu zaangażowaniu w projekt. W zakres usług świadczonych przez Sigillum PCCE  na rzecz Authalia.com wchodzi znakowanie czasem oraz przechowywanie utwórów w bezpiecznym e-Archiwum. 
    PWPW nie jest w żadnym wypadku patronem ani udziałowcem tego projektu, tzn. nie odpowiadamy za cele biznesowe, do których wykorzystywane są nasze e-produkty, odpowiadamy jedynie przed Klientem za ich technologiczną sprawność i funkcjonalność."
  • w mojej ocenie (celowo stawiam nową kropkę, by oddzielić moją ocenę od cytatu) oznacza to ni mniej (i ni więcej!) jak tyle, że Authalia.com korzysta z usług (technologii) PWPW, więc PWPW jest partnerem w zakresie technologii. Ale nie całe PWPW, lecz wyłącznie należąca (niewydzielona) marka Sigillum PCE.
    To troszkę jak z Lege Artis, które korzysta z usług takich przedsiębiorstw jak PTK Centertel, Toshiba, Nokia czy P4 sp. z o.o. No dobrze, Authalia.com ma w umowie zezwolenie na wykorzystanie logo Sigillum PCE oraz określenie "partner technologiczny".
    Z ostrożności procesowej moje własne zdanie pokrywa się z cytowaną wypowiedzią;
  • sposób prezentacji logo PWPW SA oraz górnolotna wzmianka o pozycji tego przedsiębiorstwa (plus nazywanie spółki prawa handlowego "państwową jednostką organizacyjną"), w mojej ocenie, ma zbudować w użytkownikach odczucie, iż oto jest między PWPW SA a Authalia.com sp. z o.o. "coś więcej" (to takie dodawanie sobie wiarygodności na podstawie wiarygodności innego podmiotu).
    Tymczasem trzeba to sobie jednoznacznie wyjaśnić: Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych nie wnika w stronę biznesową programu Authalia, nie jest udziałowcem, nie jest patronem przedsięwzięcia. Są kontrahentem w takim zakresie, w jakim jest nim każdy, kto na podstawie jakiejkolwiek umowy dostarcza technologię (informatycy lubią o tym mówić "powered by"; coś takiego jak Lege Artis is powered by kodeks cywilny i ustawę o prawie autorskim i prawach pochodnych).

I to by chyba było na tyle.

Komentarze (9)
Błędy i nieścisłości w modelu prawnym Authalia
 Oceń wpis
   

Authalia mówi, że pomysł to też utwórPo ostatniej serii tekstów poświęconych serwisowi Authalia.com oraz Stowarzyszeniu Authalia.org otrzymałem (mimo Świąt ;-) trochę korespondencji, w którym powtarzało się jedno dość zasadnicze pytanie: ale co właściwie można powiedzieć o core tego biznesu? Może bowiem -- pomijając zapewnienia o "partnerstwie PWPW" oraz zmyślony status organizacji zbiorowego zarządzania -- cała impreza ma jakiś sens?

Spieszę P.T. Czytelników zapewnić, że im głębiej w to wchodzę oraz im więcej czytam Niewiarygodnego Blogera -- tym bardziej widzę, że przy założeniach organizatorów imprezy to po prostu nie ma sensu.

Model biznesowy spółki Autalia opiera się na formule, którą można streścić w następujący sposób: ponieważ nie ma oficjalnych narzędzi pozwalających na przedstawienie wiarygodnego dowodu autorstwa, będzie nim znakowanie czasem oświadczenia woli, co zapewnia datę pewną, a taki dokument ("urzędowy") to dowód praw autorskich.
Niestety, przedstawiany tok rozumowania trzyma się kupy równie mocno, jak pomysł, iżby o powstaniu organizacji zbiorowego zarządzania decydowała treść wpisu do KRS ;-)
Teraz będzie w punktach:

  • czy data pewna równa jest powstaniu dokumentu urzędowego? Jak napisał Bartłomiej Dymecki "Z Kodeksu Cywilnego wynika, że dokument z datą pewną, powstały w wyniku oznaczenia go czasem musi być dokumentem urzędowym!" Na poparcie tej karkołomnej tezy linkuje nawet do tekstu Aśki Jóźwiny (pozdrawiam!), którego z pewnością nawet nie przeczytał ani on sam, ani nie przeczytali jego komilitoni. Jakby przeczytali, znaleźliby w nim zdanie "Kwalifikowane podmioty, które świadczą usługi znakowania czasem, są podmiotami prywatnymi, wobec czego oznakowane czasem dokumenty nie mają charakteru dokumentów urzędowych";
  • o co w ogóle chodzi z tym dokumentem urzędowym? Zgodnie z kodeksem postępowania cywilnego dokumenty dzielimy na dwa rodzaje: prywatne, czyli takie, z których wynika, że osoba, która się pod dokumentem podpisała oświadczyła to i to (oświadczenie to w żadnym przypadku nie musi być prawdziwe -- art. 245 kpc) oraz dokumenty urzędowe -- sporządzone na podstawie stosownych przepisów przez właściwe organy państwowe. Wytworzenie takiego dokumentu stanowi wiarygodny -- acz wcale wzruszalny (art. 252 kpc) dowód na to, co zostało w treści dokumentu zaświadczone (art. 244 kpc);
  • tu mała dygresja: gdyby było tak, jak chce tego Authalia, gdyby dokument prywatny opatrzony datą pewną stawał się dokumentem urzędowym, łatwo wyobrazić sobie następującą sytuację: jeszcze jutro wsiadam w Intercity do Warszawy, pojawiam się w Kancelarii Prezydenta, w której składam pismo (z kopią) o treści "od jutra Olgierd Rudak jest Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej". Z chwilą potwierdzenia odbioru na kopii dokument ten zostaje opatrzony datą pewną, zatem -- zgodnie z authaliową wizją prawa -- staje się dokumentem urzędowym... a dalej to już wiecie co ;-)
  • wniosek jest zatem prosty: wszystko co może zaproponować Authalia (przy pomocy swojego partnera technologicznego, czyli Sigillum), to oznakowany czasem (poprzez złożenie e-podpisu) dokument prywatny, z którego będzie wyniało, że Authalia.com sp. z o.o. mówi, że Pan Jan Kowalski (byle nie ten Jan Kowalskioznajmił, że jest autorem jakiegoś utworu.
    Popatrzcie dobrze: e-podpisem dysponuje Authalia, zatem nie będzie można nawet powiedzieć, iżby oświadczenie tego rodzaju składał jej klient (ta okoliczność może akurat być udowodniona pośrednio). Zaś pewność daty (ale też do podważenia!!!) odnosić się będzie właśnie tylko i wyłącznie do... daty złożenia tego oświadczenia;
  • dokumentem urzędowym na "potwierdzenie autorstwa" byłoby wyłącznie zaświadczenie od (nieistniejącego) Urzędu ds. Potwierdzania Autorstwa Utworów (bądź przez Urząd Patentowy RP, gdyby sprawy te oddano jemu do dyspozycji). Wszelkie inne zaświadczenia, dokumenty, klauzule, etc. są wyłącznie dowodem pośrednim, bez względu na to, czy wynikają z czynności prawnej dwustronnej, z dokumentu opatrzonego datą pewną czy z czegokolwiek innego;
  • kompletnym absurdem jest odwoływanie się do notariusza, na którym rzekomo można w ten sposób zaoszczędzić. Notariusz w żadnym przypadku nie jest uprawniony do potwierdzenia autorstwa utworu (chyba że namalowałbym obraz na jego oczach, w kancelarii...) -- zgodnie z art. 96 prawa o notariacie notariusz poświadcza tylko i wyłącznie: własnoręczność podpisu, zgodność odpisu, wyciągu lub kopii z okazanym dokumentem, datę okazania dokumentu (i tu jest właśnie miejsce na datę pewną z art. 81 par. 2 pkt 2 kc -- por. art. 99 par. 1 prawa o notariacie) oraz fakt pozostawania określonej osoby przy życiu lub w określonym miejscu.
  • Authalia chętnie odwołuje się do pojęć i zagadnień związanych z prawem własności przemysłowej, czyli ustawy regulującej takie rzeczy jak patenty, znaki towarowe, etc. Ale chociaż ustawa ta może się wydawać dość podobna do prawa autorskiego -- wszakże wszystko łącznie nazywamy ogólnie "własnością intelektualną" -- to bardzo mylące pozory.
    Stąd też chyba umiłowanie właśnie do daty pewnej (oraz wiązanie z nią owej "urzędowości dokumentu"), co ma rzekomo zagwarantować dowód pierwszeństwa utworu. Wybaczcie: zasada pierwszeństwa wprost wynika właśnie z prawa własności przemysłowej (por. art. 13, art. 19, etc.) -- włącznie z zasadą, że "Podstawą sporządzenia dowodu pierwszeństwa może być tylko zgłoszenie spełniające wymagania określone w ustawie, jako dające podstawę do uznania go za dokonane";
  • warto też zwrócić uwagę na art. 25 prawa własności przemysłowej, zgodnie z którym nie będzie ochrony, jeśli wynalazek nie jest nowy, czyli jest częścią stanu techniki. A do tego wystarczy właśnie jakiekolwiek upublicznienie danej informacji -- to tak a propos publikacji utworu w czasopiśmie Authalia.net, o której też chętnie się wspomina. Podobnie wygląda zresztą kwestia wzoru przemysłowego (art. 103 ustawy), znaku towarowego (art. 120), etc. etc.;
  • jak więc widać nawet w kwestii dowodu pierwszeństwa patentowego (nie mówiąc o pierwszeństwie autorskim) nie poradzi nawet notariusz, sąd (Authalia mówi jeszcze o ustaleniu autorstwa przez sąd... zapewne chodzi o art. 189 kpc... powodzenia...)
    Ale Authalia sobie tylko znanym sposobem będzie właśnie świadczyć -- poprzez znakowanie czasem -- o pierwszeństwie do utworów...
  • już na marginesie tylko warto zwrócić uwagę na absurdalność nadziei, jakie mogą rozbudzić stwierdzenia, cytuję: "Ukradli mój pomysł!", "Pierwszy to wymyśliłem!", "Kiedyś o tym myślałem", "Chciałem coś takiego zrobić!" oraz dość radykalna tezy, że utworami są takie formy jak "pomysł autorski, (...) opowiedziana historia, tytuł książki, dowcip, (...) treść maila, post na forum, (...)" (por. Wpisy na forum a prawo autorskie, Łoboże, ukradli mi pomysła!);
  • drobnostką wobec powyższego jest żywe kłamstwo powtórzone przez B. Dymeckiego ("Dokument wystawia PWPW S.A., która działając na mocy upoważnienia Ministra Gospodarki wydaje poświadczenia o oznakowaniu czasem. Wystawia go więc państwowa jednostka organizacyjna"). Nasz ekspert chyba nie rozumie znaczenia skrótu S.A. (to od "spółka akcyjna"), bo taką formę ma Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych. Zaś nawet fakt, że 100% akcji PWPW SA należy do Skarbu Państwa nie sprawia, iżby była to "państwowa jednostka organizacyjna".
    No ale cóż, cały projekt jednak opiera się właśnie na takich babolach...

Na tym kończę temat Authalii, nudzi mnie to już. Nie moja wina, że ktoś nie przemyślał fundamentalnych spraw z punktu widzenia sensowności przedsięwzięcia.
Natomiast chętnie wrócę do sprawy jak tylko będę wiedział więcej, np. od departamentu prawnego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Mogę Wam obiecać, P.T. Czytelnicy, że postaram się trzymać rękę na pulsie.

Komentarze (27)
Urwali się jak bombka z choinki
 Oceń wpis
   

logo AuthaliaKończąc temat Authalia.com sp. z o.o. i jego społecznego ramienia -- rzekomej organizacji zbiorowego zarządzania czyli Stowarzyszenia Authalia.org -- muszę zająć się sprostowaniem nadesłanym przez Authalię oraz odnieść w trzech zdaniach do "Odpowiedzi na nierzetelne treści zamieszczone w Lege Artis".

Choćby po to, by pewien już niewiarygodny bloger mógł zrozumieć, że świat nie jest taki prosty, jak może się wydawać (na przykład, że można lubić kogoś, kto nam płaci, ale warto też zachować trzeźwość osądu).
Będzie w punktach, bo tak krócej:

  • Co do statusu ozz, który ma ponoć wynikać z faktu, że taka jest treść statutu Stowarzyszenia Authalia.org oraz że sąd rejestrowy wpisał MKiDN do KRS jako organ nadzoru (na blogu Auhalia.com pisze o tym w następujący sposób: "22 września 2009 roku Sąd Rejestrowy w Olsztynie zarejestrował Stowarzyszenie Authalia.org. Zgodnie z zapisami ustawy upapp zamieściliśmy w Statucie wszystkie punkty jakie wymaga uzyskanie statusu Organizacji Zbiorowego Zarządzania. (...)  Sąd Rejestrowy wysłał najpierw wniosek do właściwego Starosty, jednak ten uznał się za organ niewłaściwy w stosunku do OZZ i wskazał Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (Minister). Minister wszystkie dokumenty otrzymał i wymaganym ustawą terminie nie wniósł żadnych zastrzeżeń. Dla nas oznacza to zezwolenie na działanie jako OZZ tym bardziej, że w ustawie tryb udzielania zezwoleń opisany nie jest. Może więc to być tryb dowolny.
    (...) Naszym zdaniem (pytaliśmy też prawników) Stowarzyszenie Authalia.org jest Organizacją Zbiorowego Zarządzania i nie wiadomo jak to postępowanie się zakończy."
    ).

    Wybaczcie, ale jakby na to nie patrzeć, tryb uzyskiwania uprawnień organizacji zbiorowego zarządzania jest w dość przystępny sposób określony w przepisach prawa autorskiego (art. 104 pr.aut.). Kluczowym jest jego ust. 2 pkt 2, zgodnie z którym podjęcie działalności przez ozz wymaga zezwolenia MDKiN oraz ust. 3, który mówi na jakiej podstawie minister udziela tegoż zezwolenia, a także zasada, że decyzja o nadaniu uprawnień ozz polega ogłoszeniu w Monitorze Polskim (ust. 6).

    Authalia wychodzi tymczasem z założenia, że ozetzetem stali się tylko dlatego, że stosowne zdanie znalazło się w statucie, a KRS zarejestrował stowarzyszenie (cel działania zakreślono w ogólności jako "ochronę praw autorskich", "udzielanie pomocy", etc. -- prawdę mówiąc słowa o działalności ozz tam nie ma -- zresztą z tym dokumentem można się już zapoznać w Lege Artis). Procedurę udzielenia zezwolenia (jak widać jest to działalność regulowana!) przez MKiDN zastąpić miało... milczenie ministra, który nie wniósł sprzeciwu wobec wpisania go do KRS jako organu nadzoru (sic!).
    Dołóżmy do tego brak promulgacji w Monitorze Polskim (przypomnę, że wcześniej Authalia twierdziła, że na to trzeba tylko troszkę poczekać -- dopiero dziś dowiadujemy się, że jednak jakieś postępowanie się toczy -- czy ktoś z klientów o tym wcześniej wiedział??!!?), a okazuje się, że konstrukcja Stowarzyszenia Authalia.org jako organizacji zbiorowego zarządzania opiera się po prostu na błędnym wyobrażeniu.
     
  • Co do "partnerstwa/patronatu" PWPW SA nad projektem: na swoim blogu Authalia pisze, że poszedłem na łatwiznę, albowiem "zapytałem telefonicznie rzecznika PWPW S.A. czy są oni patronem Authalii. Pan Rudak wykazał się sporymi umiejętnościami manipulacyjnymi, ponieważ aby uzyskać odpowiedź potwierdzającą jego własne stanowisko, zapytał PWPW S.A. o coś (patronat), co oczywiście prawdą nie jest".

    Prawda, jak to bywa przy okazji projektu Authalia, wygląda nieco inaczej ;-) zauważywszy logo PWPW i zdanie o partnerstwie wysłałem pocztą elektroniczną do osoby odpowiedzialnej w tym przedsiębiorstwie za marketing pytania, które sprowadzało się do zdania "Na stronie Authalia.com PWPW SA jest określona jako jej partner. W mojej ocenie określenie PWPW SA mianem partnera serwisu Authalia.com jest istotnym czynnikiem marketingowym, dającym mu całkiem wymierną przewagę rynkową." (Pytanie poszło do marketingu z prostej przyczyny -- partnerstwem zajmuje się zwykle marketing, prawda?)
    W odpowiedzi uzyskałem informację o przekazaniu sprawy do rzecznika prasowego. Od niego natomiast się dowiedziałem, że owszem, Authalia.com sp. z o.o. kupiła pakiet Sigillum i usługę e-archiwum, ale o partnerstwie PWPW SA nie ma mowy.
    Natomiast w umowie na pakiet Sigillum znajduje się klauzula, zgodnie z którą każdy klient może oznaczać logiem Sigillum i wzmianką o partnerstwie technologicznym swoją usługę.

    Dla każdego rozsądnego człowieka jest różnica między "partnerem projektu Authalia" a "partnerem technologicznym"; różnicę tę dostrzegają także panowie z Authalii, którzy obecnie w blogu piszą wspaniałomyślnie, iż: "Uznaliśmy również, iż zamieszczenie informacji o kwalifikowanym podmiocie, który dokonuje znakowania czasem w naszym projekcie jest naszym obowiązkiem wobec każdego konsumenta. Uważamy, że tak uczciwa firma nie może być szargana pomówieniami, które choć znajdą swój finał w sądzie, będą trwać dłużej niż trzeba. Dlatego Authalia.com zmieni logo PWPW S.A. na logo Sigillum PCCE oraz dookreśli słowo partner słowem partner technologiczny. Jest to wyraz naszego szacunku i lojalnego partnerstwa w stosunku do PWPW S.A."

    Wspaniałomyślność, zaiste, zdumiewająca, zwłaszcza, że we wczorajszej rozmowie z p. Arkadiuszem Słodkowskim uzyskałem informację, że w żadnym przypadku nie udzielono im zezwolenia na korzystanie z logo PWPW SA oraz określenie PWPW mianem partnera patrona [zmienione na prośbę p. Słodkowskiego] projektu. A w korespondencji wygląda to tak: "Chciałbym oświadczyć, że Sigillum PCCE - jedna z marek produktowych Polskiej Wytwórni Papierów Wartosciowych SA - jest partnerem technologicznym projektu Authalia.com. Zgodziliśmy się na wykorzystanie logotypu Sigillum PCCE oraz określenie "Parnter technologiczny", bo odpowiada ono naszemu rzeczywistemu zaangażowaniu w projekt. W zakres usług świadczonych przez Sigillum PCCE  na rzecz Authalia.com wchodzi znakowanie czasem oraz przechowywanie utwórów w bezpiecznym e-Archiwum.  
    PWPW nie jest w żadnym wypadku patronem ani udziałowcem tego projektu, tzn. nie odpowiadamy za cele biznesowe, do których wykorzystywane są nasze e-produkty, odpowiadamy jedynie przed Klientem za ich technologiczną sprawność i funkcjonalność."

     
  • Co do zarzutów naruszenia prawa prasowego np. poprzez "nawoływanie do niekorzystania z usług "Authalia.com" oraz inne rzeczy.
    Przyznaję się do jednej zasadniczej winy: w przeciwieństwie do większości blogerów i serwisów internetowych, które otrzymały informację o rewelacyjnym pomyśle, nie zareagowałem rozdziawieniem gęby i uklęknięciem. Wytknąłem dwa podstawowe problemy formalne (które można oceniać przez pryzmat ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oraz o niedozwolonych praktykach rynkowych -- omówiłem to w komentarzu poniżej tego tekstu) oraz podzieliłem się moimi wątpliwościami co do skuteczności zasłaniania się owym "równorzędnym patentowi" e-certyfikatem Authalia.

    Jak świat światem -- wolno mi. Wolno mi pisać krytycznie, wolno mi podważać podejście Authalii do instytucji prawnych, zwłaszcza, jeśli na stosowaniu prawa zbudowano swój model biznesowy. Wolno mi także negować założenie, że skutek z art. 7 ust. 2 ustawy o e-podpisie jest do powiązania z rzekomym "prawie patentem" -- pisałem o tym sporo w komentarzach, ale powtórzę jeszcze raz: oznakowanie czasem utworu i jego rozpowszechnienie (nawet w tak dostojnym czasopiśmie, jak Authalia.net) nie zagwarantuje poczucia bezpieczeństwa prawnego autorowi, podobnie jak nie jest prawdą, że zagwarantuje je poświadczenie notarialne.
    Problem w tym, że nawet notariusz nie może zaświadczyć, że dana osoba jest autorem utworu. To co może zaświadczyć notariusz, to że dana osoba, w danym terminie przedstawiła mu jakieś oświadczenie, treść, cokolwiek.

    Przyrównywanie tej quasi-procedury do ustawowej instytucji zgłoszenia znaku towarowego czy patentowego oraz publikacji w biuletynie Urzędu Patentowego RP jest po prostu wprowadzaniem w błąd użytkowników. Problem w tym, że ustawa wiąże pewne konsekwencje prawne z faktem zgłoszenia wniosku i publikacji znaku przez UPRP ("wiąże", czyli -- mówiąc po ludzku "mówi, że to jest ważne") -- zarazem jest to mechanizm kompletnie inny, od domniemania w art. 8 ust. 2 pr.aut.

    Natomiast nie wnikam co do samej technologii, pomysłu na biznes etc. -- jest OK, pod warunkiem, że przestanie się używać takich wielkich sformułowań.

    (Rozważaniami nt. prawa amerykańskiego i możliwości wydłużenia w nieskończoność ochrony prawnej zajmować się nie zamierzam. Wystarczy dodać, że jeśli umrę za 100 lat, to moje utwory będą chronione jeszcze przez 170 lat, i to bez pomocy żadnej Authalii.)
     
  • Na zakończenie dwa smaczki: zarzut nieuczciwej konkurencji jakiej czasopismo Lege Artis dopuściło się wobec czasopisma Authalia.net (litości, jak to było z tą żabą, która podsuwała płetwę?) oraz zdanie "Ze względu na wykorzystanie bez zezwolenia własciciela praw majatkowych -"Authalia.com" sp. z o.o. materiałów chronionych prawem autorskim -wskazujemy Certyfikaty Autorstwa nr w7w, w7l, w7y oraz naruszenie zasad wynikających z punktu 1.4 oraz Regulaminu, określonych na stronie http://authalia.com/press/ Authalia.com sp. z o.o. wystąpi na droge prawną w celu ochrony praw zagwarantowanych we własciwych przepisach." -- panowie, ja to logo ściągnąłem od Was ze strony i nic przy nim nie grzebałem. Nie moja wina, że jest tak zrobione, że jak się rzuci "na tło" to nie ma białego, lecz jest kolor tła -- miałem sobie pokolorować?? To dopiero byłoby naruszenie...

    No dobrze, załóżmy jednak, że jakiś pozew przyjdzie. Przyjmę go z radością, ponieważ nie doczekałem się na nic więcej od moich niedawnych "miłośników", a rezultat 0:3 ostudził także innych poszukujących.
     

Na tym kończę (na razie) temat Authalii szczerze życząc projektowi jak najlepiej, wielu zadowolonych użytkowników, samych sukcesów, ciekawych spraw w jednym ze 164 krajów oraz ogólnego dystansu do siebie i do życia.
 

A P.T. Czytelnikom Lege Artis życzę tego wszystkiego, co się w takich dniach życzy. Oraz jak najmniejszej liczby organizacji zbiorowego zarządzania, bo z tymi, które już istnieją, mamy dostatecznie dużo problemów.
I śmiało możecie tu przez najbliższe 3 dni nie zaglądać -- obiecuję, że przed 27 grudnia na pewno nie będzie nowych tekstów (ale może będą komentarze).

Komentarze (18)
Authalia nie ma statusu organizacji zbiorowego zarządzania
 Oceń wpis
   

Nie ma to jak złapać kogoś na wykroku. Uwielbiam na przykład takie sytuacje: ja coś napiszę, ktoś się oburzy, zarzuci mi kłamstwo albo nierzetelność, zagrozi procesem czy czymś tam, a następnie -- rzeczywistość będzie skrzeczała aż się do Warszawy samej zaniesie.

Nie tylko najwytrwalsi Czytelnicy Lege Artis pamiętają historię Authalia.com, która proponuje patenty na utwory, które to chce wydawać poprzez własne certyfikaty uzyskiwane poprzez zastosowanie e-podpisu ze znakowaniem czasem (oczywiście "pod patronatem PWPW SA"). Pod to wszystko podczepione jest Stowarzyszenie Authalia.org, które rzekomo ma korzystać ze statusu organizacji zbiorowego zarządzania.

O statusie OZZ zapewnił mnie w swojej korespondencji Wojciech Tomaszewski, prokurent Authalia.com sp. z o.o. oraz "doradca zarządu" Stowarzyszenia Authalia.org: "Załączam równiez zdjęcie prawomocnego postanowienia o dokonaniu wpisu do KRS Stowarzyszenia Authalia.org. Proszę zwrócić uwagę na Dział 1 rubryka 8 (gdzie jak Pan wie, Minister jest organem nadzoru tylko w stosunku do OZZ) Decyzja Ministra jeszcze nie została ogłoszona w "Monitorze Polskim"
Ciekawostką jest fakt, że Minister nie określił nam kategorii utworów ani pól eksploatacji.
Oznacza to, że posiadamy uprawnienia w stosunku do wszystkich utworów na wszystkich polach eksploatacji. Dział 3 rubryka 3 w punkcie 4 określa realizację uprawnień ustawowych."

Na przedstawionym zdjęciu wygląda to tak:

Stowarzyszenie Authalia.org KRS

Hmm, no cóż, ja w sumie nie odpowiadam za to, że ktoś uważa, że wzmianka w statucie "Stowarzyszenie jest organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi w rozumieniu przepisów ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych." oraz uczynienie MKiDN organem nadzoru nad stowarzyszeniem przemienia cudownie organizację jakąś tam w organizację zbiorowego zarządzania prawami.

Oddajmy jednak głos Ministerstwu Kultury, które błyskawicznie odpowiedziało na moje pytania o nadanie Authalia.org statusu OZZ:

Uprzejmie informujemy, iż Stowarzyszenie Authalia.org nie jest organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi w rozumieniu ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631, z późn. zm.). Ustawa ta przewiduje szereg przesłanek od spełnienia, których zależy, czy dane stowarzyszenie uzyska status organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi.
Jedną z przesłanek, o których mowa w zdaniu poprzedzającym jest uzyskanie zezwolenia Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na podjęcie działalności określonej w wyżej wymienionej ustawie.

Stowarzyszenie Authalia.org nigdy nie wystąpiło do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z wnioskiem o wydanie zezwolenia na zarządzanie prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi zgodnie ze wskazaną ustawą.

Ponadto zaznaczamy, iż informacja zamieszczona w § 1 statutu Stowarzyszenia Authalia.org zgodnie, z którą stowarzyszanie to „jest organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi w rozumieniu przepisów ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych”, w żaden sposób nie oznacza, iż stowarzyszenie to spełniło wszystkie przesłanki przewidziane prawem, aby taki status uzyskać.

Zapewnienia Stowarzyszenia Authalia.org w tym zakresie są niezgodne z prawdą.

Wykaz organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi, które uzyskały stosowne zezwolenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego znajduje się w obwieszczeniu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z dnia 26 marca 2009 roku w sprawie ogłoszenia decyzji Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego o udzieleniu i o cofnięciu zezwoleń na podjęcie działalności organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi (M.P. z 2009 r. Nr 21, poz. 270 ).

Co ciekawe -- odpowiedź przygotował Departament Prawny MKiDN, zaś w rozmowie telefonicznej jego przedstawiciel poinformował mnie, że ministerstwo prowadzi postępowanie w sprawie Stowarzyszenia Authalia.org i już wystąpiło do sądu o wykreślenie tego wpisu z rejestru sądowego.

Chciałoby się rzec: cóż za koincydencja. Jednego dnia pęka mit o patronacie PWPW SA, drugiego dnia okazuje się, że rzekomy status OZZ Authalii to bujda na resorach.

Już wkrótce -- tylko w Lege Artis -- odpowiedź na zarzuty zarządu Authalia.com sp. z o.o. oraz wyjaśnienie dlaczego domniemanie oznaczenia twórcy wynikające z art. 8 ust. 2 pr.aut. działa tak samo dobrze, bez względu na to, czy wrzucę zdjęcie na blogaska, czy zapłacę Authalii 5 złotych za certyfikat -- i dlaczego domniemanie to zawsze może być obalone.

Komentarze (29)
5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]