7 z tygodnia (XXI)
 Oceń wpis
   
  • Informacja tygodnia: były prezydent RP, znany ze swojej (rzekomej) pryncypialności w sprawach zasadniczych prezydent ułaskawił był swego czasu pewnego przestępcę, a przestępca ów po niedługim czasie zaczął robić interesy z mężem córki tego prezydenta. Dla polepszenia ostrości obrazu warto dodać, że wniosek o ułaskawienie składał ojciec prezydenckiego zięcia, zaś bluzgi i groźby pod adresem dziennikarza poszły właśnie na pytanie o ową  a f e r ę .
    Nie, to nie działo się w Burundi, nie w Azerbejdżanie, ani nawet w Paragwaju.
    Pryska mit uczciwego i czystego "szeryfa" Kaczyńskiego, który -- jak się mawiało: może na polityce się nie znał, może miał te swoje pepeesowskie ciągoty -- ale na pewno był czysty i uczciwy. O mecenasie Dubienieckim nawet nie wspominając;
  • "prezydent mąci wodę i wpycha kij w mrowisko" -- mówią posłowie PiS o wypowiedzi Bronisława Komorowskiego, który przypomniał, że po wyborach prezydent nie ma obowiązku wskazać kogokolwiek jako premiera (a na pewno nie musi być do lider partii zwycięskiej, ani nawet osoba wspierana przez taką partię -- por. mój tekst o tym czy Tusk może żądać, by prezydent powołał go na premiera). Nie ma też w tym zakresie, nawet po 1997 r., w Polsce zwyczaju: liderem zwycięzców nie byli ani Jerzy Buzek, ani Marek Belka, ani K. Marcinkiewicz;
  • kolejny cyrk to oczywiście: kiedy te wybory i jak długo mają trwać? Spór w rodzaju typowo "jak oni tak, to my siak" -- faktycznie trudno sobie wyobrazić głosowanie 30 października, jednak dla ukojenia emocji przydałoby się raz na zawsze na sztywno wpisać datę elekcji do ustawy zasadniczej (podobnie jak w USA), niechby nawet był to ten pierwszy wtorek po pierwszym poniedziałku listopada. (Natomiast dwudniowe głosowanie to chyba faktycznie jakiś niewczesny pomysł);
  • ciekawe: czy niedochowanie obietnic danych przez polityków można traktować jako naruszenie dóbr osobistych? Zdaniem sądu, który oddalił pozew (o symboliczną złotówkę) zawiedzionego wyborcy przeciwko Platformie Obywatelskiej -- o to, że PO nie wprowadziła jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do izby poselskiej -- nie. Abstrahując od lekko operetkowego powództwa: nie ten adresat. Prawa w Polsce póki co nie stanowi pojedyncza partia, lecz czyni to legislatywa, zaś partie, i owszem, można rozliczać za złamanie obietnic wyborczych -- ale wyłącznie politycznie (casus stu milionów Wałęsy). No ale zawsze można za czas jakiś pozwać prezydenta RP ;-)
  • pozwu (albo i nie tylko) powinni obawiać się natomiast goście "robiący porządek" przy pewnym hipermarkecie we Wrocławiu. Jego zarządca wynajął prywatną firmę, by zakładała blokady na koła aut "za długo" stojących na parkingu. Za zdjęcie blokady trzeba zapłacić kilkaset złotych, ale goście od blokad się nie boją, bo podobno mają papier z policji, że coś takiego wolno im robić. Mnie coś mówi, że bez względu na cokolwiek prywatne auto jest prywatnym autem...
  • krótko trwała polka pt. "Staszewski i Malanowski i wspólnicy" żądają usunięcia cytatu z utworu Staszewskiego Kazimierza z blogaska prowadzonego przez dziennikarza "Gazety Wyborczej". Tym razem artysta Staszewski "ODPUSZCZA" -- chociaż już półtora miesiąca temu parę dobrze życzących mu osób zachęcała go, by przestać odpuszczać takim przekrętom -- a mi się podoba informacja, że pełnomocnik artysty "wie o tym postanowieniu swojego klienta, ale nie informuje o tym ani Agory, ani Miączyńskiego". Jak to szło? "Adwokat ma obowiązek dążyć do rozstrzygnięć pozwalających zaoszczędzić klientowi kosztów oraz doradzać ugodowe zakończenie sprawy, gdy jest to uzasadnione interesem klienta"?
  • tragedia narodowa: Adam Małysz podał się do dymisji.
Komentarze (8)
Bo wszyscy artyści... [Kazimierz Staszewski p-ko Agora SA]
 Oceń wpis
   

supermarket blox kazimierz staszewski konsument mówi, że je aby jeść Historia z tych, które nawet jeśli miałyby się nie zdarzyć, należałoby je wymyślić (aby nie w postaci scenariusza filmu dla półgłówków, np. takiego, jak Polsat daje w środowe wieczory): dziennikarz pracujący dla popularnego dziennika (równocześnie bloger) jako motto dla swojego bloga używa 6 słów będących równocześnie cytatem z piosenki popularnego śpiewaka. Traf chce, że na owe 6 słów trafia śpiewak (a może ktoś mu mówi o tym, co zrobił bloger?), więc wynajmuje kancelarię prawniczą -- i zmusza blogera do zmiany tytułu swojego dzienniczka.

Albo -- w mniej grimmowskiej -- wersji: Piotr Miączyński z Agory pisze bloga "Supermarket", opatrując go cytatem z twórczości p. Kazimierza Staszewskiego ("konsument mówi, że je aby jeść" -- trochę się boję przepisać te słowa...), na co trafia p. Staszewski, więc wynajmuje kancelarię prawniczą, która śle do blogera (i Agory! -- "należącego do Agora SA blogu": WTF? facet może i pracuje dla Agory, ale żeby jego blog "należał do Agora SA"??!) wezwanie do zaniechania naruszeń... A ponadto: przedstawienia miesięcznych statystyk wejść na stronę "uwzględniających liczbę wywołań, plików, stron, wizyt, lokalizacji oraz pobranych kilobajtów" (WTF???) co ma umożliwić "dokonanie rozmiarów szkód poniesionych wskutek nieuprawnionego korzystania z jego dorobku twórczego" (pewnie miało być "oszacowania", ale jak się dmie w surmy bojowe, to o logikę zdań dbać aż tak bardzo nie trzeba).

Dość rzec, że blog "Konsument mówi, że je aby jeść" staje się "Towarem niezgodnym z umową", co samo w sobie brzmi dość złośliwie ;-)

Jeśli wyobrażałem sobie moment, że nie będę musiał czytać Wired, by dowiedzieć się o czymś skrajnie zadziwiającym -- na przykład żądaniu zapłacenia sześciuset trylionów dolarów za pobranie tuzina empetrójek albo ścięciu paru internautów w Arabii Saudyjskiej za brylowanie na Naszej Klasie -- to nigdy nie myślałem, że temat będzie brzmiał: K. Staszewski vs. Agora SA. I że sprawa będzie dotyczyła kawałka tekstu utworu, wykorzystanego -- co wcale nie jest nieistotne -- nie jako tytułu serii wydawniczej Agory, lecz po prostu: jako motto czy tytuł bloga...

Abstrahując od wszystkiego: ja rozumiem, że zgodnie z przepisami ustawy o prawie autorskim i prawach pochodnych jednym z warunków cytowania czyjejś twórczości jest podanie autora cytowanego utworu. Literalnie rzecz ujmując może i Piotr Miączyński powinien był bloga swojego zatytułować "Konsument mówi, że je aby jeść -- Kazimierz Staszewski" (stety czy nie ustawa nie przewiduje wyjątków...), jednak już samo w sobie używanie tego rodzaju cytatów -- moim zdaniem -- nawet jeśli komuś się to nie podoba -- mieści się w pojęciu "prawa gatunku twórczości" z art. 29 ust. 1 pr.aut.
Oznacza to, że każdy -- dziennikarz, bloger, prawnik, artysta, kontroler MPK -- może sobie od czasu do czasu "pojechać" jakimś odwołaniem do czyjejś twórczości, pastiszem, nawet cytatem, i to nawet niekoniecznie ograniczając się li tylko do dzieł Dawno Temu Zmarłych, ale i obecnie dzielących z nami padół łez tych osób.

No i jeszcze te bajońskie sumy, które -- bloger? Agora? -- mieli jak rozumiem zarobić na rzekomo nieuprawnionym korzystaniu z dorobku twórczego -- ze szkodą dla twórcy...
Żeby było jasne: w tym blogu nie śpiewało się piosenek śpiewaka jako kolęd, nie wystawiało jumanych plików, nie linkowało do Chomika; jak sądzę nawet Hapro Media nie może się przyczepić.

Jeśli jest inaczej, to uprzejmie donoszę (sam na siebie) i żądam przykładnego ukarania mnie samego za:

  • bezprawne użycie komercyjne cytatu z filmu "Miś" w felietonie "7 z tygodnia (VI)", gdziem przepisał bezczelnie zdanie "Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie - mówimy - to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo" (44 słowa!);
  • nie mniej bezprawne użycie frazy ""KAŻDY KILOGRAM OBYWATELA Z WYŻSZYM WYKSZTAŁCENIEM SZCZEGÓLNYM DOBREM NARODU" ("Każdy kilogram obywatela..."), także na szkodę Stanisławów Barei i Tyma;
  • zbrodnicze przerobienie tytułu utworu p. Staszewskiego w tytułach tekstów: "Ostateczny krach systemu antybelkowego", "Dalej jazda do roboty (---) nieroby!" oraz "Wolność? Po co nam Wolność, skoro mamy Unię...";
  • no i rzecz jasna za motto mojego nieszczęsnego blogaska, które jest przecież trawestacją tytułu świetnego filmu Woody Allena (nb. dziś wesoły Czytelnik wysłał mi przezabawne pismo z cyklu "cease & desist" -- tak, moi drodzy, fraza "Wszystko co chcielibyście wiedzieć o prawie, ale wstydzicie się zapytać" jest tylko nędzną podróbką i przykro mi za tych wszystkich, którzy myśleli, że to ja sam taki mądry jestem;
  • (innych, wcale nie pomniejszych, nawiązań i cytatów, nawet nie liczę)

Chciałbym jeszcze, korzystając z okazji, donieść, że ludzie związani z Agorą wykazują się szczególną predylekcją do zachowań tego rodzaju: to tam prowadzi się bloga pt. "Autobus czerwony" (muz. Wł. Szpilman, tekst Kazimierz Winkler, wyk. Andrzej Bogucki i Chór Czejanda)...

Generalnie p. Staszewski Kazimierz (i kancelaria go reprezentująca) mają za sobą lepszą wtopę, moim zdaniem jak ktoś ma wolny kwadrans to warto historię przetłumaczyć i posłać do EFF, niech rozsławią imię ich w "Hall of Shame".

Komentarze (36)
Co to jest "kradzież bazy danych"? Oponeo.pl vs. Opony.net
 Oceń wpis
   

oponeo.plWarto choćby dwa zdania poświęcić zakończeniu (?) sporu pomiędzy spółką Oponeo.pl SA oraz właścicielem serwisu z oponami Opony.net (skądinąd szeroko znanym z bardzo mocnego zaangażowania na rynku domen internetowych). O ugodzie, na podstawie której spółka Oponeo.pl SA ma otrzymać kwotę 95 tys. złotych tytułem naruszenia praw majątkowych można sobie poczytać na stronie sklepu (z przyjemnością dowiedziałem się, że spór w imieniu pokrzywdzonych prowadził r.pr. Tomasz Ejtminowicz -- pozdrawiam), ciekawy komunikat wystosował także -- pod komentarzem Vagli do sprawy p. Zajkiewicz ("Wiktor Zajkiewicz, właściciel serwisu OPONY.NET, kwestionuje zarzuty zawarte w (...) komunikacie (...) dotyczącego ugody" przez co "rozważa podjęcie kroków prawnych") -- (co za suspens! -- trudno zatem oczekiwać, bym i ja nie skrobnął paru zdań ;-)

Z jednej strony mamy więc kwestię ochrony praw do baz danych -- czyli prawa producenta jakiegoś zbioru danych (niekoniecznie podlegających ochronie na innej podstawie: znaczy się to nie muszą być utwory w rozumieniu prawa autorskiego) do cieszenia się swoim dorobkiem i pobierania z tego jakichś tam pożytków. (Od razu warto jednak przypomnieć, że prawa producenta do bazy danych nie są nieograniczone i czasem trzeba się godzić na korzystanie z niej przez inne osoby -- ważne: tylko w zakresie nieistotnym co do jakości lub ilości.)
I tak faktycznie można powiedzieć, że opisy produktów pochodzące od producentów ogumienia samochodowego -- generalnie niewątpliwie nie będące utworami w rozumieniu art. 1 ust. 1 pr. aut. (bo brak im tej iskry bożej) -- same w sobie nie mogą być chronione przez prawo, ale już właśnie przez to, że ktoś przedsięwziął pewne kroki w celu systematyzacji tych danych cały zbiór już podlega ochronie prawnej.

Mało tego: jeśli owo skubnięcie bazy ma na celu odpalenie konkurencyjnego sklepu -- a więc zgrywamy sobie cały opis towarów tylko po to, żeby za tydzień zrobić coś podobnego -- to wchodzimy na grząski grunt czegoś, co można zakwalifikować jako czyn nieuczciwej konkurencji.

Co mnie w oświadczeniu Oponeo.pl niewątpliwie razi? Przede wszystkim użyte frazy: "przywłaszczone przez konkurencję produkty" -- no przepraszam, przywłaszczenie to przywłaszczenie, zatem dopóki doszło ledwie do skopiowania bazy danych (bez jakiegoś ataku chakierskiego na serwery "dawcy" -- nb. taki atak to też nie byłoby przewłaszczenie, lecz raczej cyberterroryzm z art. 269a kk) -- a później dla odmiany "kradzież baz danych" i znów "odszkodowanie za przywłaszczane bazy danych".

Ma to mniej-więcej tyle sensu, ile gadanie o "kradzieży oprogramowania komputerowego" (ale z drugiej strony: skoro nie rozumie tego kierownictwo MSWiA, to dlaczego ma coś rozumieć ktoś inny?) -- no więc (pomijając to, co sobie strony ustaliły w treści ugody i jakie były konkluzje stron) czemu ja się zastanawiam czy aby p. Zajkiewicz nie może mieć w swoich słowach sporo racji?

Komentarze (15)
Co to znaczy, że dobra są OSOBISTE
 Oceń wpis
   

W sumie niezłe, na tyle niezłe, że warto poświęcić temu krótki sobotni felietonik: po "odświeżeniu się" tematu wezwań kierowanych przez Hapro Media do nieszczęsnych chomikowców (coś mi się wydaje, że takie tematy odświeżają się wraz z aktywizacją ścigaczy) dostałem wczoraj interesującego listela (wycinam dane autora, ponieważ chodzi mi o opisanie zjawiska, a nie wszczynanie kolejnych zbytecznych burd):

Szanowny Panie,
W związku z poruszonym przez Pana tematem dotyczącym Kampanii Antypirackiej prowadzonej przez naszą spółkę,  pod Pańskim tekstem pojawił się komentarz użytkownika cordura80, który bezprawnie ujawnił dane osobowe osoby pracującej w HAPRO Media Polska. W związku z powyższym proszę o natychmiastowe usunięcie tego komentarza.

Prawdę mówiąc takie wezwania przestały mnie już dziwić: ludzie nie od dziś są piekielnie przewrażliwieni, a hasło "dane osobowe" służy zwykle za wytrych w najdziwniejszych sprawach. Stąd też moja odpowiedź była prosta: przepisy ustawy o ochronie danych osobowych nie zabraniają publikowania treści korespondencji przez ich adresatów (art. 82 pr.aut.), zwłaszcza, jeśli korespondencja dotyczy działalności przedsiębiorstwa. Co więcej, przepisy o ochronie danych osobowych generalnie nie zabraniają napisania gdzieś tam czyjegoś imienia i nazwiska -- nie o to w niej po prostu chodzi (na marginesie: prasa generalnie jest zwolniona spod działania ustawy o ochronie danych osobowych).

Ale: nawet jeśli, to dlaczego od razu mam usunąć cały komentarz, skoro pretensje dotyczą tylko ujawnienia nazwiska osoby, która kieruje takie wezwania do internautów?

Po krótkim czasie dostałem kolejnego listela:

Szanowny Panie,
Pragnę zauważyć, że w tej sytuacji powołuje się na art. 23 KC. Miałam nadzieję, że będziemy mogli dojść do porozumienia. Ponawiam prośbę usunięcia jak słusznie Pan zauważył IMIENIA I NAZWISKA osoby, która na piśmie wysłanym przez naszą spółkę widnieje.

Tym razem zdębiałem: więc jednak chodzi nie o dane osobowe, lecz o (rzekome) naruszenie dóbr osobistych? No dobrze, wprawdzie art. 23 kc wprost zalicza do chronionych dóbr każdej osoby jej nazwisko -- nadal nie oznacza to jednak, że jest jakiś zakaz publicznego napisania sobie czyjegoś nazwiska! -- ale aby w ogóle mówić o naruszeniu dóbr osobistych musi dojść do jakiegoś bezprawnego czynu.
Tymczasem publikowanie treści otrzymanej korespondencji jest co do zasady zgodne z prawem, przeto by uznać, że komentarz narusza czyjeś dobra osobiste, musiałoby dojść do powiedzmy werbalnego sponiewierania tej osoby (i taki komentarz pewnie bym usunął, tak jak usunąłem, na żądanie zainteresowanego, jeden ze starych komentarzy poświęconych p. Jakubowi Majochowi).

Ale to jeszcze nic: art. 23 kodeksu cywilnego chroni dobra osobiste jakiejś konkretnej osoby -- nie: pracownika spółki Hapro Media, pracownika spółki Money.pl, pracownika Kancelarii Prezydenta RP -- lecz konkretnego Kowalskiego, Rudaka, Nowaka. Są to bowiem, jakby na to nie patrzeć, dobra OSOBISTE.
Stąd też nawet przy najszczerszych chęciach (których obiektywnie brak, ze względów wskazanych powyżej) nie mogę potraktować poważnie oficjalnej korespondencji prowadzonej przez przedstawiciela przedsiębiorstwa, która pisze o dobrach OSOBISTYCH innej osoby.

Czasem ludziom przełożonym się naprawdę wydaje, że ich podwładni to cielęta, które trzeba prowadzić za rękę i chronić "swoim ałtorytetem" przed uciążliwościami życia codziennego -- zwłaszcza jeśli uciążliwości te wynikają z prowadzonej działalności zawodowej.
A tak nie jest.

Komentarze (19)
Odsprzedaż produktów z prywatnego importu nie zawsze legalna
 Oceń wpis
   

omega seamaster CostcoOdsprzedając kupiony wcześniej przedmiot można naruszyć prawa autorskie producenta tego przedmiotu. Tak przynajmniej orzekł amerykański Supreme Court (uff -- a więc znów naczytałem się amerykańskich stronek, nic o Polsce...) w sprawie, w której Costco, przedsiębiorstwo importujące na rynek USA na własną rękę towary i sprzedające je po cenach niższych, niż oferowane w oficjalnym obrocie zostało pozwane przez szwajcarską Omegę.

Czytając "Wired" wydaje się, że dla niektórych rozstrzygnięcie jest zaskoczeniem: dotąd w podobnych sprawach przyjmowano, że sprzedającego produkt wcześniej legalnie wprowadzony do obrotu chroniła zasada first sale doctrine, w dużym uproszczeniu stanowiąca o tym, że nabywca jakiegoś towaru (także będącego utworem) śmiało może go dalej odsprzedać, nie bacząc na ewentualne zakazy czy inne zastrzeżenia wprowadzone przez sprzedawcę (i tak można sprzedać komputer z zainstalowanym na nim oprogramowaniem OEM, etc. -- jak kogoś interesuje ichnia norma, można kliknąć tu; u nas nazywa się to-to wyczerpaniem prawa i traktuje o tym art. 51 ust. 3 pr.aut., który pozwalam sobie zacytować w ramce).
art. 51 ust. 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:
Wprowadzenie do obrotu oryginału albo egzemplarza utworu na terytorium Europejskiego Obszaru Gospodarczego wyczerpuje prawo do zezwalania na dalszy obrót takim egzemplarzem na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem jego najmu lub użyczenia.

Costco, bazując właśnie na zasadzie first sale, kupowało taniej oryginalne zegarki Omegi w Europie, aby następnie oferować je amerykańskim klientom za 2/3 ceny rekomendowanej na tamtym rynku. Nie spodobało się to producentowi, który zażądał ochrony przed bezprawnym (bo nieautoryzowanym przez uprawnionego) wprowadzaniem do obrotu egzemplarzy utworu, powołując się w tym celu na fakt wygrawerowania emblematu Omegi na kopercie zegarków.

Proces przeszedł przez wszelkie możliwe instancje, aż w końcu trafił do Supreme Court, który orzekł, że owa first sale doctrine ma charakter ściśle terytorialny, a zatem nie obejmuje przedmiotów wprowadzonych do obrotu poza rynkiem amerykańskim. (Warto zwrócić uwagę, że nasz art. 51 ust. 3 pr.aut. brzmi podobnie i dotyczy egzemplarzy utworów wcześniej sprzedanych na obszarze EOG).
(Co ciekawe wyrok zapadł przy równowadze głosów 4-4 -- amerykański Sąd Najwyższy liczy 9 sędziów, ale sędzina Elena Kagan wyłączyła się od orzekania, a to ze względu na to, że wcześniej pisała opinię w sprawie dla rządu Obamy -- przy czym remis jest o tyle rozstrzygający, że sprawę wniosła niezadowolona z wydanych wcześniej rozstrzygnięć firma Costco -- przeto skoro sąd nie obalił owych wyroków, to one są OK. I druga ciekawostka: dzięki remisowi sprawa nie ma jednak charakteru precedensu, albowiem do tego niezbędne jest uzyskanie jednoznacznej większości.)

Gorzej, że faktycznie w ten sposób obywatel amerykański można mieć problemy z produktami kupionymi choćby na własną rękę poza granicami kraju, a następnie przywiezionymi do Stanów -- i odsprzedanymi, choćby jako używane, choćby na eBayu.

Co ciekawe w opinii Eleny Kagan znalazło się sformułowanie, iż Copyright Act nie ma mocy obowiązującej poza granicami Stanów Zjednoczonych, natomiast każda próba rozciągnięcia jego zakresu na zegarki kupione w Europie stanowiłaby zamiar "ekstraterytorialnego zastosowania ustawodawstwa USA".
Pogląd o tyle ważny, że można go podpowiedzieć siepaczom Baracka Obamy w sprawie Juliana Assange.

Komentarze (16)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-09 02:39
100 lat:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
40 lat minelo jak jeden dzien: http://www.youtube.com/watch?v=7od4JA2Y274 100 lat...
2012-02-09 02:35
fgaf:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
"czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się[...]
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]