Jak się zabezpieczyć przed jumaniem
 Oceń wpis
   

Dobre, chociaż niepolskie: pewien fotograf z Teksasu pozywa swój stan za bezprawne zajumanie przetworzonej fotografii celem umieszczenia na winietach samochodowych.

Najzabawniejsze w sprawie jest to, że winiety zamówił Departament Bezpieczeństwa Publicznego, zlecenie przyjął Departament Sprawiedliwości Kryminalnej (hmm, w oryginale "Criminal Justice", w gestii ma i więziennictwo, i sprawiedliwość; nb. fajna jest ta stronka), do wykonania przez więźniów odbywających karę -- zaś za naruszenie praw fotografa bezpośrednio odpowiada... osadzony, który po prostu zeskanował zdjęcie opublikowane kilkanaście lat temu w czasopiśmie.

Wygląda to wszystko mniej-więcej tak:

texas car sticker violating photographer IP laws

U nas też zdarzają się podobne historie (nie o wszystkim się dowiadujemy, bo nie wszystko trafia do prasy), warto zatem przypomnieć prostą prawidłowość: co do zasady każdy przejaw działalności ludzkiej, której nie sposób odmówić "iskry Bożej" (definicję "iskry Bożej" znajdziecie w art. 1 ust. 1 prawa autorskiego) podlega ochronie prawnej.
Owszem, ową twórczością można cieszyć się -- czasPorowska kandydatka na radną Opole, jumanie zdjęcia na stronęem nawet wykorzystywać we własnych projektach, i to bez zgody autora -- jednak z zachowaniem pewnych prostych całkiem reguł (mam na myśli dozwolony użytek oraz prawo cytatu i przedruku). W oparciu o utwór pierwotny można także wytworzyć utwór zależny, z którego jednak korzystać można jednak już w sposób określony przepisami tej samej ustawy (zachęcam do przeczytania art. 2 pr.aut.).

Zupełnie inną parą kaloszy jest prostackie jumanie czyjejś twórczości, bo "pasuje na stronę". Pasjonująco wygląda historia Tomasza Jędrzejewskiego z Opola, którego zdjęcie opolskiego ratusza zostało zajumane -- a jakże -- przez rajcowną kandydatkę na radną.
Historia jakich wiele, chciałoby się rzec, ale nie: zwróciwszy kandydatce (startującej z ramienia partii, która i "prawo", i "sprawiedliwość" ma na szyldzie) uwagę na niestosowność takich poczynań, fotograf oskarżony został -- po początkowej fazie "zagłaskiwania sprawy" -- o "zniesławienie, szantaż, wymuszenie, stosowanie gróźb karalnych" (warto poczytać -- i porównać obecny wygląd strony p. Porowskiej).

fast-food-eco-friendlyW sumie niezły wstyd, i to podwójny: po pierwsze dla osoby, która zajumała zdjęcie na stronę (tu obstawiam, że plamę dał wykonawca wynajęty przez kandydatkę), po drugie dla samej kandydatki, która uderzyła w tony osaczonej.

Jak temu zaradzić? Jedyny pewny sposób to nic nie robić; jak się nic nie zrobi, to na pewno nikt tego nie zajumie.

Można jeszcze zrobić tak jak ja robię ze swoją pstrykotwórczością: od pewnego momentu większość pstryków rozpowszechniam pod najluźniejszą z luźnych odmianą licencji Creative Commons (czyli CC uznanie autorstwa), dzięki czemu nie tylko nie muszę się już denerwować, że widzę gdzieś moje wspaniałe fotogramy -- przeciwnie wręcz: mogę się cieszyć, że komuś moje tandetne pstryki się w ogóle do czegokolwiek przydają (ot np. do zilustrowania tekstów o zmianach klimatu, analizy pt. "Rodzaje gleb, a przebieg powodzi" czy też o fastfódowych ekotrendach.
[Dodane: ba, zdjęcie samolotu nawet trafiło do WIRED, co mi się o tyle podoba, że lubię ten serwis.]

Nie mogę nie wspomnieć w tym miejscu o blogach prowadzonych przez prawników z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, które nie dość, że są bardzo ciekawe i fajnie napisane, to jeszcze w zasadzie każdy może korzystać z ich twórczości, ponieważ wpisy są rozpowszechnione na licencji CC-uznanie autorstwa-bez utworów zależnych. (Podziwiam, bo ja jednak nie pozwalam na powielanie treści tu pojawiających się.)

Podsumowania nie będzie, niech każdy wyciąga swoje własne wnioski i robi po swojemu.

Komentarze (43)
7 z tygodnia (I)
 Oceń wpis
   

Autumn III

To pierwszy i mam nadzieję nie ostatni tekst z nowego cyklu (mam nadzieję -- że mi starczy wytrwałości), w którym będę -- zawsze w sobotę albo w niedzielę -- sygnalizował siedem ciekawych zdarzeń, które miały miejsce w mijającym tygodniu.

Wszystko z tego, że często jest tak, że dzieją się ciekawe rzeczy, a mnie akurat brak czasu lub weny -- i rzeczy umykają nieopisane, albo zgoła mam potrzebę coś napisać, a tu tematu akurat brak. Albo trafię na fajne rzeczy -- w blogach, w prasie, gdziekolwiek -- ale ogólnie nijak nie pasujące do tematu tego blogaska. Od takich rzeczy miał być Twitter, ale (Twitter ssie) się u mnie nie przyjął.
No dobrze, żeby już nie przedłużać.

  • mój temat nr 1 to inwigilacja dziennikarzy, a bardziej nawet: usiłowanie ukręcenia łba sprawie przez posłów ze speckomisji. Kuriozalne oświadczenie posła Krasonia (wychodzi na to, że parlamentarzyści łatwo tracą zdrowy rozsądek jak spotkają z kimś "z urzędu"). I mniejsza nawet o to, że to byli dziennikarze -- ciarki mnie przechodzą na myśl jak łatwo służbom wtykać nos w nie ich sprawy;
  • zastanawiacie się czasem czy jakiś utwór wpadł już do public domain czy jeszcze trzeba go jumać? Creative Commons proponuje nowy znaczek do oznaczania tego, co już wolne od autorskich praw majątkowych jest. Ciekawe czy się przyjmie?;
  • producent ciuszków Gap zmienił logo, na co ponoć wydali mnóstwo pieniędzy, następnie pozwali brytyjski serwis Gapnote.com, aby pod wpływem krytyki... zdecydować o powrocie do poprzedniego logo; rozkoszna konsekwencja w kosmicznej niekonsekwencji;
  • narzekacie czasem na sądy -- że opieszałe, zbiurokratyzowane, że orzeczenia ciężko się czyta (a uzasadnień biez wodki nie razbieriosz)? Narzekamy. To poczytajcie na Sub iudice o niektórych takich, przez których scyzoryk w kieszeni się otwiera (Szkodniki sądowe: skarżaki i pukacze);
  • pierwsze elektryczne autko w polskich salonach! wprawdzie Mitsubishi i-MieV był anonsowany przeszło rok temu, miał kosztować 120 tys. (tymczasem za 3,5-metrowe auto wołają przeszło 160 tysięcy). I żeby nikt nie pomyślał, że to kompletna kiszka (ja tak myślę) okazuje się, że pierwszych 25 egzemplarzy na pniu znalazło nabywców. 20 takich aut -- w trosce o kieszenie swoich klientów -- kupiła jakaś nieznana firma energetyczna, 4 następne inna firma energetyczna, zaś ostatnie -- dział promocji nieznanego (sic!) miasta. Znaczy się: kupujcie żarówki energooszczędne i trzymajcie się za kieszenie!
  • 23 zasłużonych działaczy Komunistycznej Partii Chin (mowa rzecz jasna o tych zbuntowanych prowincjach) w liście otwartym zażądało: wolnego słowa i swobody prasy, zaprzestania partyjnej kontroli i cenzury gazet oraz zakończenia inwigilacji internautów -- czyli tego wszystkiego, co (na papierze) gwarantuje art. 35 pekińskiej konstytucji...
  • ... no i proszę, w stworzonym przez Banksy'ego króciutkim filmiku z cyklu "The Simpsons" pokazali jak to wszystko fajnie tam za Wielkim Murem wygląda (a zaraz potem Fox kazał filmik zdjąć z YT). Nie dziwię się:

 

Komentarze (15)
Kto mieczem wojuje, ten od miecza zginąć może
 Oceń wpis
   

righthavencytat na dziś: Converte gladium tuum in locum suum: omnes enim, qui acceperint gladium, gladio peribunt [Mt 26,52] 

Po naszemu idzie to mniej-więcej tak: "Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie". Pamiętać o tym powinien każdy naciągacz, który z pozornie słusznej walki o słuszne prawa -- na przykład o ochronę praw przysługujących twórcom -- czyni narzędzie do załatwiania swoich spraw i zarabiania sobie pieniędzy.

Oto jakiś czas temu powstała za Oceanem firma Righthaven Lawsuits zajmująca się "skupem" praw autorskich w celu pozywania osób, które rzekomo naruszyły owe prawa. Ba: oferta kierowana jest do wydawców prasy, których artykuły są później "bezprawnie cytowane" w blogach i mediach internetowych. Strzela gęsto (lista pozwów jest imponująca, jak widać bywają dni, kiedy Righthaven wnosi nawet kilka powództw), jednak nie zawsze celnie -- nie dość, że zdarza się mierzyć w usługodawców, których chroni zasada "notice & takedown" (chodzi o przepis DMCA podobny do naszego art. 14 ust. 1 UoŚUDE), to jeszcze zdarzyły się pozwy przeciwko osobom korzystającym z utworów na zasadach fair use.

Rzecz jasna przyjęty model biznesowy opiera się -- poznajesz koteczku? -- na szybkim zamykaniu spraw poprzez zawieranie z pozwanymi ugód. Oskarżeni -- często bezpodstawnie -- o jumanie dla świętego spokoju decydują się zawrzeć ugodę i zapłacić jakąś sumę pieniędzy, po czym Righthaven oczywiście cofa powództwo -- więc wilk jest syty i owca cała...

Nie ma się co dziwić, że takie działania spotkały się ze zdecydowanie negatywnym odbiorem. Sprytny przedsiębiorca dość prędko zarobił na miano "copyright trolla" (ba, w haśle na Wikipedii jest nawet cały podrozdział poświęcony Righthaven), ba, powstała nawet strona poświęcona ofiarom trolla (RighthavenVictims.blogspot.com). Sprawą od początku interesowała się Electronic Frontier Foundation (polecam ciekawą analizę zjawiska)...
...i oto stało się: nie ma to jak pójść o jeden pozew za daleko. Administrator forum DemocraticUnderground.com, pozwany za zacytowanie przez użytkownika pięciu zdań z artykułu prasowego zdecydował się odpowiedzieć kontrpowództwem, a w sprawie po stronie Demokratów weźmie właśnie EFF.

Nie wiem jeszcze jak sprawa się skończy -- za DemocraticUnderground i EFF oczywiście trzymam kciuki do białości -- natomiast przyszła mi myśl w kontekście naszych artystów od ochrony praw autorskich (i od ich dochodzenia) -- lepiej uważać.

Komentarze (6)
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
 Oceń wpis
   

Hapro Media "w organizacji", treść strony z dnia 24 września 2010 r.Nie kablujesz, to będziesz siedzieć -- grozi znana ze ścigania internautów chomikujących "nielegalne pliki" "spółka Hapro Media w pismach kierowanych do dostawców internetu. A mnie się znów wydaje, że oprócz niedopuszczalnego "pełnomocnictwa" udzielanego przez wydawców (przypomnijmy, że Hapro Media zawiera z wydawcami umowy, które -- moim zdaniem -- prowadzą do obejścia dyspozycji art. 67 ust. 4 pr.aut.) mamy teraz do czynienia z delikatnym wprowadzaniem w błąd zainteresowanych adresatów pism.

Podstawowa sprawa: z pisma nijak nie wynika czy w odniesieniu do płyty, której tytuł został przez osobę, która podesłała mi ten skan (ściśle: pośrednika, materiał mam z drugiej ręki) Hapro Media sp. z o.o. jest wydawcą, czy też działa na podstawie swoich "umów na pośrednictwo". Sądząc po tym, że spółka została zawiązana nie tak dawno temu, co zostało sformalizowane dopiero 6 sierpnia (więcej o tym poniżej), nie byliby w stanie dopiąć całego cyklu produkcyjnego. Oznaczałoby to, że pismo jest wynikiem ujawnienia przez Chomikuj danych internautów rozpowszechniających utwory, prawa do których przysługują wydawcom, którzy powierzyli dojście prawdy spółce Hapro Media.

wezwanie Hapro Media

Jeśli tak, to zdanie "powyższe zdarzenie jest działaniem na szkodę naszej spółki" jest nieprawdą -- interes choćby rzetelnie ustawionego pełnomocnika nie może być utożsamiany z interesem mocodawcy, a szkoda mocodawcy -- ze szkodą pełnomocnika.
Stąd autorzy wezwania powinni wyraźnie wskazać na czyją rzecz działają; jest to o tyle istotne, że rzecz dotyczy ujawnienia danych osobowych, zatem podmiot udzielający informacji musi mieć także wiedzę na temat podmiotu, który dane ma otrzymać.

Co więcej, jak pisałem wcześniej takiemu "pełnomocnikowi" (bez znaczenia jest przy tym spór o istotę art. 67 ust. 4 pr.aut.) nie przysługuje prawo wszczynania postępowania karnego przeciwko sprawcy -- autorzy cytują w piśmie treść art. 116 par. 2 pr.aut., który to jednak przepis mówi o działaniu na wniosek pokrzywdzonego (art. 122 pr.aut.). Hapro Media wniosku o ściganie w imieniu swojego zleceniodawcy złożyć nie może (może sam zleceniodawca); żeby jednak to uczynić, pokrzywdzony wydawca musi znać dane sprawcy, które... przekaże mu Hapro Media.
No dobrze, ale uzyskane na podstawie art. 29 ust. 2 ustawy o ochronie danych osobowych dane mogą być wykorzystane wyłącznie w celu zgodnym z przeznaczeniem (art. 29 ust. 4 się kłania) -- zatem jeśli Hapro Media przekaże uzyskane od ISP dane internauty wydawcy, dopuści się naruszenia tego obowiązku.

Bzdurą jest także -- na szczęście jest to tak delikatnie napisane, że nie można mówić nawet o otarciu się o groźbę bezprawną -- ostatni akapit wezwania, w delikatny sposób wskazujący na to, iż odmowa udzielenia informacji stanowi przestępstwo poplecznictwa z art. 239 par. 1 kk. Jak świat światem postępowanie karne prowadzi prokurator i sąd (a nie prywatne spółki), zarazem odmowa udzielenia informacji nie może być utożsamiana z niszczeniem bądź ukrywaniem dowodów.
To tak jakbym ja jeszcze dziś wystosował pismo do kogoś z kościelno-rządowej komisji majątkowej w sprawie wiadomych nieprawidłowości -- pod rygorem "że jak mi nie powiecie, to będzie to przestępstwo poplecznictwa".

I ostatnia sprawa, najdrobniejsza -- powoływanie się w petitum pisma na wyrok WSA w Warszawie może oznaczać tylko i wyłącznie tyle, że w tej sprawie sąd ten zdążył już orzec, zatem adresat pisma powinien się zastosować do treści orzeczenia. Tymczasem wyrok z 3 lutego 2010 r. (II SA/Wa 1598/09) i owszem, odnosi się do podobnej sytuacji -- ale u licha nie jest to wyrok wydany w tej sprawie (zatem Hapro Media nie powinna formułować pisma w taki sposób, by stwarzać pozory, że domaga się jego wykonania).
Mało tego -- elementarna uczciwość nakazywałaby też dopisać, że skutkiem wniesionej skargi Naczelny Sąd Administracyjny wydał postanowienie, w którym wstrzymano wykonanie zaskarżonych decyzji (postanowienie NSA z 15 lipca 2010 r., I OSK 1079/10). Nie oznacza to, że wyrok WSA, na który Hapro Media powołuje się w tak kategoryczny sposób zostanie uchylony -- oznacza to jednak, że sąd kasacyjny stanął na stanowisku, że jednak sprawa nie jest aż tak oczywista.

Mało tego, warto zapoznać się z uzasadnieniem postanowienia -- skarżącym, co istotne, jest  przedsiębiorstwo telekomunikacyjne, którego dotyczą przepisy prawa telekomunikacyjnego o tajemnicy telekomunikacyjnej, co do której -- teraz już będę cytował sąd -- "w orzecznictwie Naczelnego Sądu Administracyjnego podkreśla się natomiast, że przepisy Prawa telekomunikacyjnego przewidują dalej idącą ochronę danych osobowych objętych tajemnicą telekomunikacyjną, niż przepisy ustawy o ochronie danych osobowych", zatem "o zakresie i sposobie ochrony danych osobowych objętych tajemnicą telekomunikacyjną decydować będą, więc przepisy Prawa telekomunikacyjnego, a nie ustawy o ochronie danych osobowych".
(Polecam także -- zwłaszcza adresatom takich wezwań, ale i Panom z Hapro Media sp. z o.o. -- lekturę wyroku NSA z 26 stycznia 2009 r., I OSK 174/08. Wychodzi na to, że PT jako "dalej idąca" w ochronie tych danych osobowych wyklucza przekazanie danych osobowych abonentów nawet na podst. art. 29 ust. 2 ustawy -- art. 5 ustawy o ochronie danych osobowych się kłania.)

Reasumując: treść pisma oceniam jako zwykłe mydlenie oczu i de facto próbę wyłudzenia danych osobowych. Gorzej jednak, jeśli dostawca internetu -- zobligowany do ochrony danych osobowych swoich abonentów, a wystraszony wybiórczym i nierzetelnym czytaniem przepisów i rozstrzygnięć sądowych -- w odpowiedzi na takie wezwanie zareaguje pozytywnie.

 

PS tyle dobrego, że Hapro Media sp. z o.o. wreszcie zakończyła procedurę rejestracji i ma już nawet swój numer w rejestrze KRS (362282) -- na ich stronie jednak nadal danych tych brak, jest za to wprowadzająca w błąd informacja, iż spółka nadal jest w organizacji (zrzut na górze zrobiłem dziś, o 10.15 -- czyli 5000 złotych kary leci jak nic).
Patrzę jednak w przedmiot działalności spółki i naprawę -- jest tam dużo o działalności wydawniczej, reklamowej, fonograficznej -- nie ma jednak słowa o jakimkolwiek dochodzeniu roszczeń w imieniu osób trzecich (to jest chyba 64.99.Z czy 66.19.Z). No to teraz mamy kolejny temat, którego się nie podejmuję -- podatkowe skutki podjęcia przez przedsiębiorcę działalności nie objętej jego przedmiotem działalności (czyli koszt, VAT, etc.)

Komentarze (385)
O samplowaniu piosenek w dzwonkach na komórki
 Oceń wpis
   

Jakby ktoś przegapił: "Rzepa" pisze, że Stan Borys wygrał sprawę sądową o samplowanie jego utworu w dzwonkach do komórek. Sąd zasądził na jego rzecz od CT Creative Team SA (producenta melodyjek, administratora m.in. serwisu Wapster) 25 tys. złotych tytułem odszkodowania i zadośćuczynienia.

To kolejna dość zabawna historia z cyklu "ja się wprawdzie nie znam, ale myślę, że prawo jest złe i niedobre" -- podobnie jak wpadka z lipdubem studentów UWr czy teledyskiem "Mariusia wpieriod!". art. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych
1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.
2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.
(...)
4. Za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem.
(...

Po raz n-ty okazuje się bowiem, że pojęcie utworu zależnego jest w narodzie raczej nieznane, nie mówiąc już o odróżnieniu opracowania od dozwolonego cytatu, inspiracji -- bądź zwykłego plagiatu.

Tymczasem warto zapamiętać, że i owszem: twórcze opracowanie cudzego utworu korzysta z ochrony jak każdy inny utwór -- a więc scenariusz sztuki teatralnej opartej na bestsellerze książkowym będzie miał status samoistnego utworu -- jednak zanim będzie można rzucić tę sztukę na deski, konieczne jest uzyskanie zgody autorowi utworu pierwotnego (książki).
Z wpleceniem (samplowaniem) oryginalnej melodii jest jeszcze prościej -- zezwolenie na takie działanie nie wynika z art. 29 ust. 1 pr. aut., nie służy bowiem wyjaśnianiu, krytycznej analizie czy nauczaniu. Ba, sądząc po orzecznictwie nie traktuje się tego także jako "prawa gatunku twórczości" (skąd to wiem? otóż będzie można tak mówić odkąd sądy zaczną taki pogląd akceptować, skoro jeszcze nie akceptują, to na pewno tak nie jest ;-)

Nie ma się także co dziwić, że Stan Borys zdecydował się pozwać przedsiębiorcę, który wykorzystał jego melodię w oferowanym dzwonku na komórkę (i osiągnął zakładany efekt), nie zaś -- jak chciałaby tego spółka CT Creative Team -- rapera Peję, który pierwszy "pociągnął" utwór (a CT pociągnęła go od niego). Jakby na to nie patrzeć chodzi tu cały czas o utwór skomponowany przez Stana Borysa, zaś z faktu, że producent dzwonka nabył licencję na korzystanie z utworu Pei dla sprawy nic nie wynika, ponieważ tego rodzaju umowy akurat nie muszą obchodzić poszkodowanego (tj. wynika tylko tyle, że zapłaciwszy odszkodowanie Creative Team będzie mogła szukać regresu u Pei).

Komentarze (10)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-09 02:39
100 lat:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
40 lat minelo jak jeden dzien: http://www.youtube.com/watch?v=7od4JA2Y274 100 lat...
2012-02-09 02:35
fgaf:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
"czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się[...]
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]