Dobre, chociaż niepolskie: pewien fotograf z Teksasu pozywa swój stan za bezprawne zajumanie przetworzonej fotografii celem umieszczenia na winietach samochodowych.
Najzabawniejsze w sprawie jest to, że winiety zamówił Departament Bezpieczeństwa Publicznego, zlecenie przyjął Departament Sprawiedliwości Kryminalnej (hmm, w oryginale "Criminal Justice", w gestii ma i więziennictwo, i sprawiedliwość; nb. fajna jest ta stronka), do wykonania przez więźniów odbywających karę -- zaś za naruszenie praw fotografa bezpośrednio odpowiada... osadzony, który po prostu zeskanował zdjęcie opublikowane kilkanaście lat temu w czasopiśmie.
Wygląda to wszystko mniej-więcej tak:

U nas też zdarzają się podobne historie (nie o wszystkim się dowiadujemy, bo nie wszystko trafia do prasy), warto zatem przypomnieć prostą prawidłowość: co do zasady każdy przejaw działalności ludzkiej, której nie sposób odmówić "iskry Bożej" (definicję "iskry Bożej" znajdziecie w art. 1 ust. 1 prawa autorskiego) podlega ochronie prawnej.
Owszem, ową twórczością można cieszyć się -- czas
em nawet wykorzystywać we własnych projektach, i to bez zgody autora -- jednak z zachowaniem pewnych prostych całkiem reguł (mam na myśli dozwolony użytek oraz prawo cytatu i przedruku). W oparciu o utwór pierwotny można także wytworzyć utwór zależny, z którego jednak korzystać można jednak już w sposób określony przepisami tej samej ustawy (zachęcam do przeczytania art. 2 pr.aut.).
Zupełnie inną parą kaloszy jest prostackie jumanie czyjejś twórczości, bo "pasuje na stronę". Pasjonująco wygląda historia Tomasza Jędrzejewskiego z Opola, którego zdjęcie opolskiego ratusza zostało zajumane -- a jakże -- przez rajcowną kandydatkę na radną.
Historia jakich wiele, chciałoby się rzec, ale nie: zwróciwszy kandydatce (startującej z ramienia partii, która i "prawo", i "sprawiedliwość" ma na szyldzie) uwagę na niestosowność takich poczynań, fotograf oskarżony został -- po początkowej fazie "zagłaskiwania sprawy" -- o "zniesławienie, szantaż, wymuszenie, stosowanie gróźb karalnych" (warto poczytać -- i porównać obecny wygląd strony p. Porowskiej).
W sumie niezły wstyd, i to podwójny: po pierwsze dla osoby, która zajumała zdjęcie na stronę (tu obstawiam, że plamę dał wykonawca wynajęty przez kandydatkę), po drugie dla samej kandydatki, która uderzyła w tony osaczonej.
Jak temu zaradzić? Jedyny pewny sposób to nic nie robić; jak się nic nie zrobi, to na pewno nikt tego nie zajumie.
Można jeszcze zrobić tak jak ja robię ze swoją pstrykotwórczością: od pewnego momentu większość pstryków rozpowszechniam pod najluźniejszą z luźnych odmianą licencji Creative Commons (czyli CC uznanie autorstwa), dzięki czemu nie tylko nie muszę się już denerwować, że widzę gdzieś moje wspaniałe fotogramy -- przeciwnie wręcz: mogę się cieszyć, że komuś moje tandetne pstryki się w ogóle do czegokolwiek przydają (ot np. do zilustrowania tekstów o zmianach klimatu, analizy pt. "Rodzaje gleb, a przebieg powodzi" czy też o fastfódowych ekotrendach.
[Dodane: ba, zdjęcie samolotu nawet trafiło do WIRED, co mi się o tyle podoba, że lubię ten serwis.]
Nie mogę nie wspomnieć w tym miejscu o blogach prowadzonych przez prawników z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, które nie dość, że są bardzo ciekawe i fajnie napisane, to jeszcze w zasadzie każdy może korzystać z ich twórczości, ponieważ wpisy są rozpowszechnione na licencji CC-uznanie autorstwa-bez utworów zależnych. (Podziwiam, bo ja jednak nie pozwalam na powielanie treści tu pojawiających się.)
Podsumowania nie będzie, niech każdy wyciąga swoje własne wnioski i robi po swojemu.




cytat na dziś: Converte gladium tuum in locum suum: omnes enim, qui acceperint gladium, gladio peribunt [Mt 26,52]
Nie kablujesz, to będziesz siedzieć -- grozi znana ze ścigania internautów 
