O dwóch takich co byli do siebie podobni
 Oceń wpis
   

Jarosław Kaczyński i Lech Kaczyński o dwóch takich co ukradli księżycKolejna ciekawostka: jak pisze "Dziennik" Cezary Pazura pozwał producentów reklamy jakiejś sieci sklepowej, w której wystąpił Leszek Blautenberg, bo... ten jest do niego zbyt podobny. Ściśle -- bo zagrał w (kiepskiej ponoć) reklamie, ale przecież nie zagrałby -- gdyby nie był do Pazury podobny.

Trudno ocenić z artykułu na czym opiera się powództwo Pazury. Jeśli mowa byłaby o prawie do wizerunku, to podzielam stanowisko Tomasza Bakalarza, że tak się nie da -- a się nie da, bo każdy ma swój własny wizerunek. To nie jest wina Blautenberga, że jest podobny do Pazury; a jeśli jest, to może czas, by Blautenberg pozwał swojego sobowtóra?

Ba, jeśli dla kogoś jest to takie proste, to zachęcam, by iść dalej tą drogą: do pozwanego (a może świadka? a może będzie on służył podczas procesu jako dowód z okazania?) podobny jest Stanisław Orzędała (wszyscy oni grali w filmie "Killerów 2") -- dlaczego nie miałby on teraz spróbować sądownie ustalić monopolu na bycie sobowtórem Pazury?
Szkoda, że się spóźnili ze stosowną rejestracją ("moje prawa do mojej twarzy wynikają z certyfikatu, Wysoki Sądzie!"), byłoby jeszcze weselej.

Ba, idźmy dalej: do Głowy Państwa podobna jest głowa Byłego Premiera -- czyż nie warto byłoby sądownie ustalić, komu naprawdę przysługują prawa do tego wizerunku, a kto jest li tylko zwykłym naśladowcą? Jeszcze lepiej, jeśli sąd -- niechby i na etapie zabezpieczenia powództwa -- zakazał pozwanemu posługiwania się spornym wizerunkiem, począwszy od życia prywatnego, aż do występów w telewizji i na plakatach.

Czekam także na stosowną nowelizację przepisów karnych w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych: "kto, będąc podobnym do kogoś innego, choćby nieumyślnie, był do niego podobnym w miejscu publicznym, podlega...".

W sumie cieszę się, że dowcip w narodzie nie ginie. Bo dopóki nie zginie, będę miał o czym pisać.

Komentarze (16)
Pamiętajcie o... opłatach ;-)
 Oceń wpis
   

Ciekawostka z tzw. życia codziennego: kupiłem niedawno ciasteczka zbożowe, których producentem są Zakłady Piekarskie "Oskroba" sp. z o.o. (bardzo smaczne, polecam!). Wiedziony zawodową upier... ciekawością ;-) obadałem dokładniej etykietkę, aby odnaleźć tam napis, iż "Produkt jest wykonany według wzoru przemysłowego nr: Wp-9982, zgłoszonego do Urzędu Patentowego RP. Naśladownictwo wzoru stanowić będzie czyn nieuczciwej konkurencji".

O takie coś:

ciasteczka zbożowe Oskroba etykietka

Temat na tyle mnie zaciekawił -- przyznacie, że nieczęsto zdarza się widzieć na etykietkach produktów spożywczych takie deklaracje -- że postanowiłem sprawdzić co piszczy w bazie UPRP. Szukam w "wzory przemysłowe" i "numer zgłoszenia, 9982" -- nic nie ma. Patrzę pod "numer prawa wyłącznego, 9982" -- jest Paleta ładunkowa (numer zgłoszenia 8336), z twórcą oraz uprawnionym Pawłem Węgrzynem.
Oskroby niet.

Jeszcze bardziej zaciekawiony -- wszakże etykietka wprost mówi o naśladownictwie wzoru jako podstawie do dochodzenia roszczeń z tytułu nieuczciwej konkurencji, a to nie przelewki -- pozwoliłem sobie napisać do Zakładów Piekarniczych "Oskroba" sp. z o.o. listela z zapytaniem: jak to jest?
Odpowiedź przyszła -- jakaż to różnica w porównaniu do różnych urzędów! (vivat sektor prywatny) -- błyskawicznie.

Otóż okazuje się, że "Oskroba" -- z przesłanych mi dokumentów wynika, że reprezentowana przez profesjonalnego rzecznika patentowego (ach ci profesjonaliści! oni zawsze są najlepsi) -- zapomniała o wniesieniu opłaty za I okres ochronny, co skutkowało wygaśnięciem decyzji o udzieleniu prawa z rejestracji wzoru przemysłowego nr Wp 9982. Tymczasem zakład zdążył wcześniej wydrukować etykietek z zapasem... i wszystko jasne.

Jaki z tego morał? Bardzo prosty: pamiętajcie o opłatach.

PS Zupełnie na marginesie i do teoretycznego rozważenia: czy nieprawdziwa informacja o uzyskaniu prawa ochronnego na opakowaniu produktu może stanowić czyn nieuczciwej konkurencji? Słowem -- czy jest to "fałszywe lub oszukańcze" używanie oznaczenia z art. 9 ust. 1 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji?

Komentarze (18)
Przekręcanie imion a dozwolony użytek ;-)
 Oceń wpis
   

mowa kontrolowana dobrochna dabertDworuję sobie tu czasem z polityków, z samorządowców ("każda władza ogłupia, władza samorządowa -- samorzutnie"), z prawników czasem nawet. Rzadko zajmuję się jednak nauką polską, a zwłaszcza "pracownikami nauki" (piszę w cudzysłowie, choć erzac ten naukowców zasługuje na podniesienie do dumnej rangi nazwy własnej tej grupy zawodowej).

Na temat pracowników naukowych mam swoje zdanie i go nie zapomnę, chociaż mija 9 lat odkąd przestałem się z przyjemnością doktoryzować (kto pamięta, ten wie o czym mówię, a komu się film urwał -- niech żałuje).

Oto i drobny, acz trochę mówiący szczegół z cyklu: jak się nie wie, to się zmyśli, na który natrafiłem wpisując w okienko wyszukiwarki Google Books moje własne imię i nazwisko.
Trafiłem w ten sposób na książkę pt. "Mowa kontrolowana: szkice o języku publicznym w Polsce po 1989 roku" autorstwa dr hab. Dobrochny Dabert-Bakuły (nie znam, nie czytałem, nie mogę zatem ani polecać, ani odradzać), w której w rozdziale "Gniewna mowa prawicy" najwyraźniej zacytowała napisany przeze mnie -- rety, to już 13 lat! -- tekst "Konstytucja dla wszystkich?" opublikowanego w tygodniku Najwyższy Czas!

dorabanie imienia Jednym z warunków możliwości skorzystania z prawa cytatu jest prawidłowe oznaczenie cytatu imieniem i nazwiskiem autora. I oto Autorka zrobiła ze mnie -- to i tak lepiej od Mr. Internet -- Olgierda Marię Rudak (sic!)

Tak, przyznaję, w pradawnych latach 90-tych, troszkę przez przekorę (wiąże się z tym pewna anegdota z czasów PRL -- w dużym skrócie była to reakcja na prześladowania jakie mnie wówczas spotkały ;-), podpisywałem się w druku jako "Olgierd M. Rudak" (sprawdźcie w archiwum "Polityki"). Nigdy jednak nie rozwijałem owego "M." w "Marię" -- nie rozwijałem, albowiem, do stu tysięcy kartaczy, nie tak mam na drugie!!

Nie wiem skąd dr hab. Dabert wzięła ową Marię. Mogę tylko zgadywać, że nie spodobało się owo bondowskie M, toteż zostało zastąpione przaśno-biblijnym "Maria" ;-)

No dobra, w sumie ten tekst też jest o dozwolonym użytku ;-)

Komentarze (3)
Kolejna odsłona sporu o ramki w agregatach treści [Sfora.pl]
 Oceń wpis
   

No i proszę -- mija tydzień odkąd rozpisałem się na temat prawa cytatu i przedruku oraz przeglądu publikacji, a gruchnęła wieść: niemiecki FAZ idzie do sądu przeciwko Sfora.pl, będzie się prawował o naruszenie prawa autorskiego poprzez agregowanie treści z innych serwisów internetowych.

Według enuncjacji prasowych chodzi o popularny model prezentowania agregowanej treści innego serwisu "w ramce" -- co pozwala na zapoznanie się z treścią, aczkolwiek bez odwiedzenia strony docelowej, co przekłada się na liczbę klików i odsłon: mniejszą na oryginalnej stronie i większą -- w agregatorze. (O zjawisku pisałem rok temu w tekście "Czy użytkownicy Wykop.pl łamią prawo?")

ramka kciuk.pl

Muszę przyznać, że sprawa wprawia mnie w lekki ambaras. Przede wszystkim dlatego, że nie widzę takiego zabiegu technicznego na Sfora.pl; owszem, w 1/3 szerokości strony jest kolumna poświęcona serwisowi Kciuk.pl, i dopiero jak kliknę w tamtejsze odnośniki ukazuje się moim oczom owo zjawisko.
Wnoszę na tej podstawie, że pozwanym w sprawie nie jest (nie będzie? -- skoro ktoś dostał papiery po niemiecku i musi je tłumaczyć, to zapewne jest to jakieś wezwanie: polskie sądy nie pracują w języku Marksa czy Bormanna) żadna Sfora.pl czy nawet Kciuk.pl, lecz po prostu spółka Free4Fresh sp. z o.o. -- skądinąd właściciel obu serwisów.

Drugi problem polega na tym, że przez ostatni rok nie zmieniłem zdania na temat owego technicznego tricku z ramką. Nadal twierdzę, że zarzut naruszenia prawa autorskiego nie może wynikać z faktu, że owe "ramki" zaburzają rytm zliczania ruchu w różnych gemiusach (w tym miejscu sprawdziłem mój własny kapownik i oto co widzę -- Google Analytics nadal zlicza takie odwiedziny w sposób jak najbardziej prawidłowy). wykres odwiedzin
Tymczasem przesłanką naruszenia autorskich praw majątkowych nie jest i nigdy nie będzie okoliczność, że nie udało się uzyskać zakładanej liczby ruchu na stronie internetowej bądź określonego wynagrodzenia z wyświetlania reklam. (Natomiast owszem, dochodzę do przekonania, że jeśli uda się wykazać pasożytowanie na przychodach z reklamy, to być może do sprawy dałoby się dojść od strony zwalczania nieuczciwej konkurencji.)

(Od razu wyjaśniam, że moim zdaniem temat nie jest także do zaczepienia od strony "a to nie cytat ani przegląd prasy". Osobiście traktowałbym taką ramkę jako swoisty rodzaj linku -- zarzut ma właśnie dotyczyć faktu, iż jest to "link płytki" (hmm jest już wyrok w kontekście "deep link" a ochrona wizerunku -- por. wyrok SA w Krakowie z 20 lipca 2004 r., I ACa 564/04 -- to kiedy zaczną ścigać za "middle link", "soft link", "crazy link" albo "limon link"?) -- ale jednak tylko link: generalnie treść prezentowana jest na stronie autorskiej, nie dochodzi do skopiowania/zajumania materiału do serwisu agregującego -- więc o co chodzi?

Najmniejszych wątpliwości nie mam także w odniesieniu do 2/3 (od lewej) serwisu Sfora.pl. Może się to komuś nie podobać (mi się nie podoba), ale póki co tekst składający się z cytatu przetykanego treścią pochodzącą od osoby sporządzającej przegląd kwalifikuje się jako przegląd prasy czy przegląd publikacji (art. 25 ust. 1 pkt 3 i pkt 5 pr.aut.). Cytując raz jeszcze komentarz J. Barty i R. Markiewicza mogę w tym miejscu przypomnieć, że "Takie informacje mogą być połączeniem niewielkich cytatów z opublikowanych utworów i własnego komentarza. Mogą także polegać na krótkich streszczeniach opublikowanych utworów".

No dobra, zobaczymy co dalej z tego wyjdzie.

Komentarze (12)
Wypożyczanie książek w bibliotekach a prawo autorskie
 Oceń wpis
   

czytelnia w jesziwiePrzy okazji dyskusji poświęconej czytaniu książek w Empiku w kontekście dozwolonego użytku P.T. Czytelnicy wywołali temat bibliotek, który od czasu do czasu powraca w dyskusjach poświęconych "piractwu" i jumaniu. Czyli: skoro tępi się różnych piratów, to czy nie powinno się w pierwszym rzędzie wytępić bibliotek?

Muszę przyznać, że tego rodzaju zabieg erystyczny -- klasyczne mutatio controversiae -- budzi we mnie złośliwy uśmieszek. Nie byłoby takich zwodniczych pytań, jakby pytający zadał sobie trud przeczytania kawałka -- dokładnie między art. 23 i art. 35 -- ustawy o prawie autorskim i prawach pochodnych.

art. 28 pr.aut.:
Biblioteki, archiwa i szkoły mogą:
1) udostępniać nieodpłatnie, w zakresie swoich zadań statutowych, egzemplarze utworów rozpowszechnionych;
2) sporządzać lub zlecać sporządzanie egzemplarzy rozpowszechnionych utworów w celu uzupełnienia, zachowania lub ochrony własnych zbiorów;
3) udostępniać zbiory dla celów badawczych lub poznawczych za pośrednictwem końcówek systemu informatycznego (terminali) znajdujących się na terenie tych jednostek.
Otóż biblioteki (a także archiwa i szkoły) prowadzą działalność w zakresie udostępniania egzemplarzy utworów na podstawie licencji ustawowej (art. 28 pkt 1 pr.aut.). Oznacza to, że biblioteka działająca w sposób określony przepisem nie musi mieć dodatkowej zgody od wydawcy czy autora na udostępnianie utworów ze swoich zbiorów, zatem "wypożyczanie" książek nie jest naruszeniem prawa autorskiego -- a zarazem autor czy wydawca nie może się temu sprzeciwić.
Zgody takiej udzielił ustawodawca, określając zakres i warunki udostępniania wprost w normie prawnej -- jest to nic innego jak jeszcze jedna z form dozwolonego użytku.

Mało tego: ustawodawca zezwolił także na wykonywanie "kopii zapasowych" utworów, jeśli jest to niezbędne dla uzupełnienia bądź zachowania zbiorów (art. 28 pkt 2 pr.aut.) -- uprawnienie to przysługuje wyłącznie wobec utworów już niedostępnych w handlu -- a także na udostępniania zbiorów za pośrednictwem terminali -- co implikuje zezwolenie na "digitalizację kontentu", czyli -- mówiąc po ludzku -- zeskanowanie czy wykonanie fotokopii pozycji z własnych zbiorów (art. 28 pkt 3 pr.aut.).

Warto zwrócić uwagę na warunki, jakie musi spełniać udostępnianie egzemplarzy utworów, nie wykraczało poza ramy dozwolonego użytku:

  • podstawowa sprawa: uprawnionym z licencji ustawowej są wyłącznie biblioteki, archiwa bądź szkoły. Każdy z tych podmiotów jest zdefiniowany w stosownych przepisach. I tak (w dużym skrócie) biblioteka to instytucja kultury działająca na podstawie ustawy o bibliotekach (od razu wyjaśniam, że założyć bibliotekę może także osoba prywatna);
  • powyższe z góry zakłada, że uprawnienie to nie przysługuje bezpośrednio spółce prawa handlowego (bądź innemu przedsiębiorcy), który zamierza prowadzić w tym zakresie działalność gospodarczą; natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, by przedsiębiorca był organizatorem biblioteki (aczkolwiek wówczas biblioteka nie będzie jego przedmiotem działalności);
  • udostępniać można wyłącznie egzemplarze utworów już rozpowszechnionych, czyli takich, które można normalnie kupić. Egzemplarze przedpremierowe mogą pojawić się w bibliotece wyłącznie za zgodą uprawnionego;
  • udostępnianie egzemplarzy musi wynikać z wykonywania zadań statutowych jednostki (co w przypadku biblioteki jest oczywiste);
  • udostępnianie egzemplarzy utworów musi być bezpłatne -- warto jednak zwrócić uwagę na art. 14 ust. 2 ustawy o bibliotekach, który zezwala na pobieranie przez biblioteki opłat np. za wypożyczanie materiałów audiowizualnych, za niezwrócenie w terminie wypożyczonych materiałów bibliotecznych (na marginesie: ustawodawca dość nieszczęśliwie używa w tym kontekście czasownika "pożyczać", który przecież kodeksowo ma kompletne inne znaczenie -- por. art. 720 kc);
  • twórcom nie należą się także tantiemy za udostępnianie w bibliotekach ich książek (zgodnie z art. 34 zd. ostatnie pr.aut. twórcy przysługuje wynagrodzenie tylko jeśli stanowi tak stosowny przepis ustawy);
  • udostępnianie zbiorów w internecie nie stanowi korzystania z egzemplarzy utworów w ramach dozwolonego użytku, zatem w takim przypadku biblioteka powinna uzyskać zgodę osoby uprawnionej, bądź też ograniczyć się do utworów, co do których autorskie prawa majątkowe już wygasły (por. Beata Jewuła, "Prawo autorskie a działalność bibliotek", Zeszyty Naukowe UJ, 2008/2/117).

Reasumując: owszem, bez ustawowej licencji na udostępnianie książek biblioteki musiałyby pozawierać sobie umowy z wydawcami -- albo kupować jakieś egzemplarze "do wypożyczania". Jednakże dzięki art. 28 pr.aut. biblioteki, archiwa i szkoły działające w sposób tam określony mogą spokojnie, bezpłatnie -- czyli także bez konieczności odprowadzania wynagrodzenia autorom czy wydawcom -- udostępniać utwory swoim klientom, bez obawy narażenia się na zarzut "piractwa".

Komentarze (35)
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-09 02:39
100 lat:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
40 lat minelo jak jeden dzien: http://www.youtube.com/watch?v=7od4JA2Y274 100 lat...
2012-02-09 02:35
fgaf:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
"czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się[...]
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]