Kolejna ciekawostka: jak pisze "Dziennik" Cezary Pazura pozwał producentów reklamy jakiejś sieci sklepowej, w której wystąpił Leszek Blautenberg, bo... ten jest do niego zbyt podobny. Ściśle -- bo zagrał w (kiepskiej ponoć) reklamie, ale przecież nie zagrałby -- gdyby nie był do Pazury podobny.
Trudno ocenić z artykułu na czym opiera się powództwo Pazury. Jeśli mowa byłaby o prawie do wizerunku, to podzielam stanowisko Tomasza Bakalarza, że tak się nie da -- a się nie da, bo każdy ma swój własny wizerunek. To nie jest wina Blautenberga, że jest podobny do Pazury; a jeśli jest, to może czas, by Blautenberg pozwał swojego sobowtóra?
Ba, jeśli dla kogoś jest to takie proste, to zachęcam, by iść dalej tą drogą: do pozwanego (a może świadka? a może będzie on służył podczas procesu jako dowód z okazania?) podobny jest Stanisław Orzędała (wszyscy oni grali w filmie "Killerów 2") -- dlaczego nie miałby on teraz spróbować sądownie ustalić monopolu na bycie sobowtórem Pazury?
Szkoda, że się spóźnili ze stosowną rejestracją ("moje prawa do mojej twarzy wynikają z certyfikatu, Wysoki Sądzie!"), byłoby jeszcze weselej.
Ba, idźmy dalej: do Głowy Państwa podobna jest głowa Byłego Premiera -- czyż nie warto byłoby sądownie ustalić, komu naprawdę przysługują prawa do tego wizerunku, a kto jest li tylko zwykłym naśladowcą? Jeszcze lepiej, jeśli sąd -- niechby i na etapie zabezpieczenia powództwa -- zakazał pozwanemu posługiwania się spornym wizerunkiem, począwszy od życia prywatnego, aż do występów w telewizji i na plakatach.
Czekam także na stosowną nowelizację przepisów karnych w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych: "kto, będąc podobnym do kogoś innego, choćby nieumyślnie, był do niego podobnym w miejscu publicznym, podlega...".
W sumie cieszę się, że dowcip w narodzie nie ginie. Bo dopóki nie zginie, będę miał o czym pisać.




Dworuję sobie tu czasem z polityków, z samorządowców ("każda władza ogłupia, władza samorządowa -- samorzutnie"), z prawników czasem nawet. Rzadko zajmuję się jednak nauką polską, a zwłaszcza "pracownikami nauki" (piszę w cudzysłowie, choć erzac ten naukowców zasługuje na podniesienie do dumnej rangi nazwy własnej tej grupy zawodowej).
Jednym z warunków możliwości skorzystania z 
Przy okazji dyskusji poświęconej 