Tu można poczytać o czytaniu książek w Empiku
 Oceń wpis
   

jakieś sobie graffitiZ ciekawym (i praktycznym) pytaniem zwrócił się do mnie wczoraj Paweł Lipiec: o czytanie książek w Empiku.

Jak wiedzą stali bywalcy tej sieci, jest pewna kategoria klientów -- także stałych bywalców -- która przychodzi tam, nie kupuje, bierze książki, gazety -- i czytają, czytają, czytają. W "moim" Empiku pewien pan jest chyba codziennie (prasówka), zaś w Renomie oddali do użytku takich klientów specjalne stanowiska.
No i teraz pytanie: zakładając, że na raty (albo i za jednym posiedzeniem) można przeczytać całą książkę -- co oznacza, że zaspokojony miłośnik literatury nie kupi już egzemplarza -- czy mamy tu do czynienia z dozwolonym użytkiem, a może z jego przekroczeniem?

No dobrze, moje stanowisko jest takie. Czytanie książek przez klientów (przyszłych klientów) to raczej nie jest nic z kategorii pt. fair use. Ani my z Empikiem nie kumple czy rodzina, ani to nie cytat czy przedruk (a przegląd publikacji i owszem, ale nie w tym znaczeniu ;-)
Zresztą nie wiadomo wobec kogo czytelnik wykonywałby owo prawo -- wobec księgarni? wydawcy? Bo uszczuplony mógłby się przecież czuć i sprzedawca (ale nie czuje się chyba, skoro te sowy dopieszcza), i wydawca -- bo skoro księgarnia pozwala książkę od deski do deski, na miejscu, przeczytać, to sprzedaż (chyba) od tego nie wzrośnie (a może wzrośnie, bo przeczytam i się zachwycę, i opowiem znajomym -- a oni, powiedzmy zapracowani, wolą mieć na własność).

Co innego jeśli zastanowimy się nad relacjami Empik-wydawca (ew. hurtownia). Bo korzystanie z egzemplarzy utworu w celu prezentacji handlowej i danie możliwości jego przejrzenia przed zakupem zdecydowanie polega na dozwolonym użytku. Zgodnie bowiem z art. 33(3) pr.aut. "Wolno w celu reklamy wystawy publicznej lub publicznej sprzedaży utworów korzystać z egzemplarzy utworów już rozpowszechnionych, w zakresie uzasadnionym promocją wystawy lub sprzedaży, z wyłączeniem innego handlowego wykorzystania".

Jakby nie było przepisu, księgarnie czy galerie musiałyby każdorazowo uzgadniać z twórcami, wydawcami, etc. zezwolenie na publiczną prezentację dostępnych w sprzedaży utworów; zarazem marszandów wywieszających obrazy bez stosownej zgody efektowne naloty robiłaby policja (już widzę te nagłówki w prasie: "policja zlikwidowała kolejną nielegalną galerię sztuki. Piraci wprowadzali do obrotu oraz nielegalnie pokazywali obrazy młodych studentów ASP").

Dozwolony użytek ma jednak -- jak już przekonywałem -- swoje granice. Jest nią dyspozycja art. 35 pr.aut. ("Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy"). I tak jak nie mam wątpliwości, że czytanie książek zwykle nie narusza normalnego korzystania z utworu, to jednak już ten słuszny interes może zostać w jakimś stopniu uszczuplony -- a to właśnie poprzez fakt, że książka się nie sprzeda, więc wydawca nie zarobi, może autor dostanie niższe honorarium (jeśli ma liczone od sprzedaży egzemplarzowej).
(No chyba że "a może wzrośnie, bo przeczytam i się zachwycę, i opowiem znajomym -- a oni, powiedzmy zapracowani, wolą mieć na własność"... -- jak widać na dwoje babka wróżyła...

PS na zdjęciu jakiś przygodnie spotkany grafitek, pstryknięcie moje. Zgodnie z moją doktryną: to zdjęcie nie jest utworem (brak mu palca bożego), lecz w sumie reprodukcją, albowiem jakimś strasznie wielkim wkładem twórczym się wykazać nie musiałem. Jumcie jeśli potrzebujecie.

Komentarze (53)
Eliza Michalik odpowiada (po 3 latach): plagiatu nie było
 Oceń wpis
   

Blisko 3 lata (!) po opublikowaniu króciutkiego tekstu pt. "Eliza Michalik: trzy słowa (po trzy)" odezwała się do mnie... Pani Eliza Michalik we własnej osobie, wyjaśniając, że przedstawione wówczas zarzuty plagiatowania nie opierały się na prawdzie, a wynikały raczej z jej zatargów w redakcji "Gazety Polskiej".

Ponieważ nigdy nie odmawiam nikomu miejsca na łamach Lege Artis w celu wypowiedzenia się na tematy tu opisywane, zdecydowałem się na opublikowanie jej listu do redakcji.

1. Nie zostałam zwolniona z GP za plagiaty: moim zdaniem zostałam zwolniona odkrycie, że ktoś dokonuje malwersacji finansowych i chęć nagłośnienia sprawy. Kiedy się zorientowano, zostałam zwolniona dyscyplinarnie pod wymyślonym pretekstem. Pozwałam za to wydawcę Gazety Polskiej do sądu i wygrałam. Nie tylko wycofano dyscyplinarne zwolnienie, ale również wypłacono mi 10 tys zł odszkodowania.

2. Nigdy nie popełniłam plagiatów opisywanych na stronie Eliza Watch. Proszę sięgnąć do całych tekstów opisywanych na tej stronie,a przekona się Pan, że informacje podawane jako plagiat albo nie są objęte prawem autorskim (jak informacja , że w USA skazano chłopaka za słuchanie  muzyki klasycznej) albo (jak w przypadku rzeczy cytowanych za Jankiem Fijorem, z którym się zresztą prywatnie dobrze znam i lubię) - na końcu tekstu napisałam, że "pisząc artykuł korzystałam z książki Jana Fijora 'Jak zostałem milionerem'". Ale tego dopisku już twórcy Eliza Watch nie zauważyli.

Najlepszym zresztą przykładem mojego rzekomego plagiaciarstwa jest podany na str Eliza Watch tekst w którym umieściłam dane dotyczące sprawozdań finansowych amerykańskich organizacji broniących praw gejów (też nie objęte przecież na miłość boską prawem autorskim) i zestawienie ich z takimi samymi danymi, które znalazły się wcześniej w tekście Rafała Geremka we Wprost.

Najśmieszniejsze jest to, że Geremek, z którym pracowałam w Ozonie sam wydrukował mi swój tekst z Wprostu i położył na biurku, mówiąc "masz tu fajne dane, może ci się przydadzą". Może Pan go zapyta?
Innym przykładem plagiatu jest zacytowanie przeze mnie raportu NIK, dostępnego na oficjalnej stronie NIK i służącemu właśnie temu by go cytować, o stanie polskich dróg.

Niestety miałam pecha i przede mną ktoś zacytował ten sam fragment raportu... Oczywiście oba teksty zestawiono i dowiedziono mi plagiatu, bo w obu tekstach był ten sam fragment raportu NIK......"

Takich kłamstw jest całe mnóstwo, ale nie piszę do Pana, żeby je wszystkie prostować, tylko po to, żeby zwrócić Panu i innym blogerom na konieczność wyrabiania sobie własnych opinii, a nie kierowania się osądami anonimowych internautów, mających w większości przypadków wartość napisu w ubikacji.

Pozdrawiam
Eliza Michalik

Komentarze (19)
Prawo cytatu, prawo przedruku i przegląd publikacji
 Oceń wpis
   

kategoryczny zakaz wieszania się (c) analogicznie by zbiodra.wordpress.comPodczas afery ze spamersko-paserskimi serwisami zapowiedziałem tekst poświęcony prawu cytatu, na który powoływał się p. Patryk. Wyszło mi bowiem na to, że prawo cytatu -- często mylone z prawem przedruku -- jest chyba nieco niezrozumianą odmianą dozwolonego użytku.

zdjęcie "zakaz wieszania się na bramkach" dzięki uprzejmości Clicka, jumnięte ze zBiodra.wordpress.com

Uprawnienie do cytowania cudzych utworów bez zgody autora i bez konieczności zapłaty mu wynagrodzenia wynika z art. 29 ust. 1 pr.aut., który zezwala na przytaczanie drobnych urywków utworów bądź nawet drobnych utworów w całości, ilekroć jest to konieczne ze względu na potrzebę wyjaśnienia czegoś, analizy krytycznej, nauczania lub prawem gatunku twórczości. Oznacza to, iż ilekroć podczas pisania jakiegoś tekstu wyda mi się, że koniecznym będzie przytoczenie czyichś słów, mogę to uczynić całkowicie za darmo.
Warunkiem uprawnienia do posłużenia się cytatem jest "wkład własny" -- cytujący musi się wysilić, stworzyć coś własnego (i to w dodatku utwór!), zaś włączenie do treści innego utworu musi wynikać z przesłanek wskazanych w przepisie.

Jak piszą Janusz Barta i Ryszard Markiewicz -- a ja mogę to przytoczyć właśnie na zasadzie prawa cytatu -- "Cytat w rozumieniu art. 29 ust. 1 pr.aut. istnieje tylko wówczas, gdy "cudze zawartości" inkorporowane są do utworu stanowiącego samoistną całość. [...] Chodzi zatem o dzieło "pochodzące" w swoim planie wyrażania (a więc co najmniej w postaci opracowania) od twórcy." (J. Barta, R. Markiewicz, Dozwolony użytek: antologie i wypisy, Zeszyty Naukowe UJ, 2009/2/5).

Prawem cytatu zajmował się także Sąd Najwyższy, który w wyroku z 23 listopada 2004 r. wyraził pogląd, iż "Przytoczenie cudzego utworu nawet w całości jest dozwolone, jeżeli następuje w celu określonym w art. 29 ust. 1 pr.aut., przy czym przytaczany utwór musi pozostawać w takiej proporcji do wkładu twórczości własnej, aby nie było wątpliwości co do tego, że powstało własne dzieło." (sygn. I CK 232/04).

Ale prawo cytatu obejmuje także wynikające z art. 29 ust. 2 oraz ust. 2(1) pr.aut. uprawnienie do zamieszczania drobnych utworów w całości bądź fragmentów dłuższych utworów w całości, jednakże wyłącznie w sytuacji, kiedy jest to uzasadnione celami dydaktycznymi i naukowymi, zaś publikacja następuje w podręczniku lub antologii.

spamersko-paserski serwis finansowy ceo.com.pl

W takim przypadku -- przypomnijmy, że wydawca nie musi uzyskać na to zgody autora utworu -- autorowi należy się jednak należne mu wynagrodzenie. To, że wydawca podręcznika nie musiał prosić autora o zgodę, nie oznacza, że nie musi mu zapłacić.

Chyba nie budzi wątpliwości, że żaden ze wskazanych tu przypadków nie obejmuje uprawnienia do wieszania w serwisach finansowych "typu Applenet.pl" treści pociągniętych bez zgody osób uprawnionych, choćby i źródłem były kanały RSS.

Osobnym tematem jest ustawowe prawo przedruku, o którym mowa w art. 25 ust. 1 pr.aut. (na podstawie ust. 4 ma ono zastosowanie także do rozpowszechniania utworów w internecie) -- jak sądzę właśnie o tym myślał m.in. p. Patryk twierdząc, że przecież ma prawo do wrzucenia na swoje spamstronki tekstów zaciągniętych z RSS-ów.
Nic błędniejszego, albo -- dokładniej -- albo działasz zgodnie z literą prawa, albo płacisz honoraria.

Prawo przedruku zezwala w szczególności na -- bez konieczności płacenia autorowi wynagrodzenia -- wcześniej rozpowszechnionych sprawozdań o aktualnych wydarzeniach, przeglądów publikacji, mów wygłoszonych na publicznych zebraniach oraz krótkich streszczeń rozpowszechnionych utworów.
Dopuszczalny jest też przedruk -- cały czas bez zgody autora czy osoby, która nabyła od autora prawa majątkowe do utworów -- aktualnych artykułów o tematyce politycznej, gospodarczej lub religijnej (chyba że zostało wyraźnie zastrzeżone, że ich dalsze rozpowszechnianie jest zabronione -- stąd w niektórych gazetach stosowne klauzule

tej jumy już nie ma na świecie

(popatrzcie też na stopkę u Vagli -- od razu mówię, że na Lege Artis zastrzeżenia tego nie ma) oraz aktualnych zdjęć reporterskich. W takim przypadku dokonujący przedruku musi pamiętać o tym, że zgodnie z art. 25 ust. 2 pr.aut. za przedruk aktualnego artykułu o polityce czy gospodarce bądź fotoreportażu twórcy będzie się należała zapłata.

z ustawy o prawie autorskim i prawach pochodnych:

Art. 25. 1. Wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji:
 1)   już rozpowszechnione:
a)  sprawozdania o aktualnych wydarzeniach,
b)  aktualne artykuły na tematy polityczne, gospodarcze lub religijne, chyba że zostało wyraźnie zastrzeżone, że ich dalsze rozpowszechnianie jest zabronione,
c)  aktualne wypowiedzi i fotografie reporterskie,
 2)   krótkie wyciągi ze sprawozdań i artykułów, o których mowa w pkt 1 lit. a i b;
 3)   przeglądy publikacji i utworów rozpowszechnionych;
 4)   mowy wygłoszone na publicznych zebraniach i rozprawach; nie upoważnia to jednak do publikacji zbiorów mów jednej osoby;
 5)   krótkie streszczenia rozpowszechnionych utworów.
2. Za korzystanie z utworów, o których mowa w ust. 1 pkt 1 lit. b i c, twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia.
(...)

Art. 29. 1. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.
2. Wolno w celach dydaktycznych i naukowych zamieszczać rozpowszechnione drobne utwory lub fragmenty większych utworów w podręcznikach i wypisach.
2(1). Wolno w celach dydaktycznych i naukowych zamieszczać rozpowszechnione drobne utwory lub fragmenty większych utworów w antologiach.
3. W przypadkach, o których mowa w ust. 2 i 2(1), twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia.

Art. 34. Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła. Podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej.

Art. 35. Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy.
A tak o sprawie J. Barta i R. Markiewicz piszą w swoim monumentalnym komentarzu do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (kolejny cytat, do którego mam prawo): "Wszystkie formy rozpowszechniania ujęte w art. 25 ust. 1 pkt 1, określane tradycyjnie mianem przedruku (co było usprawiedliwione ze względu na wąskie ujęcie prasy w ustawie z 1952 r.), dotyczą jedynie materiałów aktualnych. Pojęcie "aktualności" na użytek tego przepisu należy interpretować przez pryzmat szybkości obiegu informacji oraz rodzaju rozpowszechnianego materiału. Aktualne są artykuły o przedmiocie, który w danej chwili budzi zainteresowanie publiczne. Artykuły naukowe, choćby dotyczyły zagadnień z życia bieżącego, nie są aktualne ze względu na sposób prezentacji tematu. Niewątpliwie do artykułów aktualnych należą wszelkie materiały dotyczące wydarzeń dnia, powtarzane w serwisach prasowych na całym świecie lub w serwisach lokalnych.
(...)
Wolności rozpowszechniania w środkach masowego komunikowania podlegają artykuły, czyli oryginalne utwory dziennikarskie, często o charakterze polemicznym lub publicystycznym. Nie są artykułami sprawozdania, komunikaty, kroniki, recenzje, glosy, reportaże, odpowiedzi na listy czytelników. Ze względu na zawężenie tematyczne w porównaniu z ustawą z 1952 r., nie można dokonywać przedruku artykułów, choćby aktualnych, na tematy religijne, medyczne, sportowe, prawne."

Warto podkreślić, że podobne zasady odnoszą się do aktualnej fotografii reporterskiej. Zajmował się nią zresztą Sąd Apelacyjny w Warszawie, który w wyroku z 19 sierpnia 2005 r. (VI ACa 330/05) wyraził pogląd, iż "Zdjęcie reporterskie, w rozumieniu art. 25 ust. 1 pr.aut. musi dotyczyć aktualnych zdarzeń. Kadr ma je dokumentować, bowiem prawo przedruku dotyczy tylko takich ram czasowych, w jakich zachowuje aktualność z punktu widzenia szybkości obiegu informacji."

Może jeszcze raz, dla przypomnienia: powyżej mowa o tekstach, które owszem, można przedrukować (nawet w internecie) bez zgody autora -- ale nie, jeśli zastrzeże on wyłączenie prawo przedruku -- jednakowoż należy mu zapłacić normalne honorarium.
Na marginesie warto dodać, że jumanie treści z kanałów RSS nie będzie także -- w odniesieniu do tekstów, które rodzajowo nie odpowiadają dyspozycji art. 25 ust. 1 pkt 1 pr.aut. -- krótkim wyciągiem w rozumieniu pkt 2 tego przepisu.

Jeszcze czymś innym będzie przegląd prasy (przegląd publikacji) oraz streszczenie rozpowszechnionych utworów (art. 25 ust. 1 pkt 3 i 5 pr.aut.).

Przegląd prasy zakłada, jak sama nazwa wskazuje, włożenie przez redaktora pewnego wysiłku w dobór tekstów, uporządkowanie cytatów, powiązanie ich w pewną myśl. Zdaniem cytowanych powyżej J. Barty i R. Markiewicza "Takie informacje mogą być połączeniem niewielkich cytatów z opublikowanych utworów i własnego komentarza. Mogą także polegać na krótkich streszczeniach opublikowanych utworów"
Przegląd prasy może mieć także postać samodzielnych opracowań, w takim przypadku -- zdaniem autorów komentarza do ustawy o prawie autorskim -- licencja nie ma oparcia w "przeglądzie publikacji i utworów rozpowszechnionych", chyba że będzie mieć formę utworu zależnego bądź z zapożyczeniami.

Najważniejsze -- najważniejsze dla twórców spamerskich skryptów do zarabiania oraz ich nabywców -- jest jednak to, że zdaniem Barty i Markiewicza przepis ten "nie może stanowić podstawy do publikowania czasopism w całości opartych na przedruku artykułów lub znacznych ich fragmentów zaczerpniętych z innych czasopism (a więc swoistej antologii)." Na taką działalność będzie konieczne uzyskanie zgody autora bądź wydawcy (a to ze względu na przekroczenie granic dozwolonego użytku, o czym więcej poniżej).

Warto też mieć na uwadze okoliczność, iż zarówno przegląd prasy jak i prawo do rozpowszechniania streszczeń rozpowszechnionych utworów wymagają od ich redaktora podjęcia nakładu pracy -- niekoniecznie działań o charakterze twórczym i zindywidualizowanym (nie muszą prowadzić do powstania odrębnego utworu), jednak mechaniczne CTRL+C, CTRL+V bądź zaciąganie fragmentu tekstu z kanałów RSS z pewnością nie jest działaniem dozwolonym na gruncie tych przepisów.

Patryk Pieściński o swoim spamersko-paserskim samozarabiającym skrypcie do zarabiania Applenet.pl

Ostatnią kwestią wartą poruszenia jest coś takiego jak granice korzystania z utworów w oparciu o dozwolony użytek.

Zgodnie z art. 35 pr.aut. dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy.
Stąd też właśnie teza o bezprawności automatycznego "przeglądu prasy" oraz niewłaściwość powoływania się na prymitywnie rozumiane "prawo cytatu" w odniesieniu do spamersko-paserskiego skryptu samozarabiającego, w którym przecież -- to uwaga pod adresem p. Patryka, który nadal się upiera, że udowodnił, że jest uczciwy ;-) -- "chodzi o minimalny nakład pracy przy administracji a maksymalny profit. Państwo nie mają marnować czasu na pisanie artykułów, ale tylko promować witrynę". applenet spamersko paserski samozarabiający skrypt internetowy Patryk Pieściński
Wrzucanie jumanych treści do skryptu, który jest później sprzedawany nieszczęśnikom za stówkę z groszami -- i z nadzieją, że z takim chłamem można się zapisać do jakiegoś programu partnerskiego (zaskoczeni, że nie udało się podpisać umów z Money2Money powinni zwrócić się do YuSuzuki1 o zwrot zapłaconych pieniędzy... ale o czym mowa, skoro wzorcowy serwis Applenet.pl ma Page Rank równy 2 -- słownie: dwa ;-)

Zresztą i w tym miejscu spokojnie mogę odesłać do Janusza Barty i Ryszarda Markiewicza, którzy w artykule o znamiennym tytule "Dla tych, co żyją z cudzych tekstów" (Rzeczpospolita 1996/11/20 -- aż się nie chce wierzyć, że 14 lat temu ktoś przewidział istnienie samozarabiających spamersko-paserskich skryptów, prawda?!) pisali, że "Nie jest zatem dozwolone zamieszczanie cytatów, gdy podyktowane jest to chęcią oszczędzenia sobie wysiłku związanego z własnym opisywaniem jakichś zjawisk, formułowaniem myśli lub argumentacji itd. Przepis art. 35 pr. aut. zabrania nadto takiego posługiwania się cytatami z cudzego utworu, w rezultacie którego eliminowana byłaby potrzeba zaznajomienia się z utworem, z którego cytaty pochodzą."

Jeśli zatem zadacie mi pytanie: co można wstawiać na takie strony? odpowiem: to wszystko, do czego macie prawo bądź zezwolenie od twórcy. Najlepiej będzie rzecz jasna tworzyć ciekawe, własne treści (nie dawajcie wiary tym, którzy piszą, że ban za zduplikowaną treść to nieprawda!), aczkolwiek można także posiłkować się materiałami, które zostały przez ich twórców udostępnione w tym celu. I tak portal Money.pl ma całe swoje centrum webmasterów, gdzie znajdziecie pod dostatkiem tabelek, wykresów i innych danych.

Komentarze (34)
Ile kosztuje "prawo cytatu" w ramach paserskiego skryptu?
 Oceń wpis
   

Zainteresowanym co można zrobić z wredną paserską jumą, która polega na tym, że "chodzi o minimalny nakład pracy przy administracji, a maksymalny profit" z tekstów, które są "profesjonalne, rzeczowe i świeże jakich Państwo nie dostarczyliby sami" -- spieszę ze świeżymi informacjami. Także dlatego, że przecież ta świeża wiadomość zostanie zaciągnięta przez owych artystów -- czytajcie, czytajcie.

A więc sprawy mają się następująco, bardzo ciekawie i interesująco: zwróciłem się do właścicielki "serwisu" ePrawo.org z prośbą o zaprzestanie wrzucania tam jak leci moich tekstów. Równocześnie ustaliłem dane allegrowicza YuSuzuki1 (w tym celu mój kolega Jaś Majetko kupił na "kup teraz" 2 jego paserskie skrypty za 128 złotych, a następnie odstąpił od umowy). Okazał się nim być p. Patryk [nazwisko usunięte -- mam litość] z Inowrocławia [nazwa domeny usunięta -- litość w dalszym ciągu].

paserski skrypt na Allegro

Pan Patryk otrzymał ode mnie listela o prostej treści: ponieważ nęci nieświadomych allegrowiczów wizją łatwego zarobku na cudzej pracy (w tym mojej pracy), powinien mi zapłacić 900 złotych tytułem odszkodowania za naruszenie autorskich praw majątkowych (to jest trzykrotność należnego wynagrodzenia!) oraz 100 złotych tytułem zadośćuczynienia, a ponadto zaprzestać wprowadzania do obrotu swego paserskiego skryptu do łatwego zarabiania.
Kwoty, przyznacie, są niewielkie. Jakby na to nie patrzeć kilkaset złotych otrzymuję za wcale nie gorsze teksty, które piszę specjalnie dla poważnych czasopism. Biorąc pod uwagę, że p. Patryk [nazwisko usunięte] zrobił sobie ze mnie źródełko utrzymania -- ale równocześnie wystawia na strzał czasem bogu ducha winnych naiwniaków -- zaś paserski skrypt sprzedaje przeciętnie za 128 złotych, to bardzo mało.
Wyszedłem jednak z założenia, że wystrzelenie z niebotyczną kwotą do niczego nie doprowadzi. Musi zaboleć, ale zaboleć realnie.

W międzyczasie odezwała się do mnie p. Karina (ta od ePrawo.org). Okazuje się, że na Allegro sprzedano jej cały działający paserski skrypt oparty ma moich tekstach, w którym nic nie grzebała. Wprawdzie niewiedza nie wyłącza to odpowiedzialności naruszającego, to dla mnie znacznie ciekawszy jest sam wątek zbywcy-pasera.

ePrawo.org paserski serwis finansowo prawny

Pani Karina kupiła skrypt od użytkownika [nazwa i link zdjęte na prośbę allegrowicza, który zrozumiał swój błąd], który sprzedał niemało podobnych dziełek (kolejny wykastrowany Wordpress).
Ustalenie danych [użytkownika] nie było trudne. Pan Paweł jest chyba młodym człowiekiem, mieszka w Szczecinie, sam prowadzi podobny serwis [nazwa serwisu usunięta na prośbę Pana Pawła]. Otrzymał podobne wezwanie (acz z nieco podwyższoną kwotą -- z racji jego wybitnego wkładu w powstanie ePrawo.org), jednak w przeciwieństwie do YuSuzuki1 zareagował błyskawicznie i w sposób zgodny z moimi oczekiwaniami (z tej przyczyny nie pojawia się tu nic więcej nad jego imię, pseudonim na Allegro oraz nazwa jego biznesu.)
Informacje o ryzyku związanym z korzystaniem ze skryptu otrzymało kilku ostatnich nabywców skryptu (ale tylko w ramach "skryptu do zarabiania" -- w SEO się nie mieszam!).

Warto dodać, że twórcy takich skryptów ryzykują podwójnie: raz, że bezpośrednio od autorów treści, które są tam automagicznie zaciągane z naruszeniem warunków dozwolonego użytku, a dwa, że jeśli zechciałbym ścigać nabywców skryptu -- przysługiwałoby im roszczenie regresowe wobec sprzedawcy. Zwłaszcza, że zapewnienia w opisach aukcji są jednoznaczne.

jak kończy paserski serwis do zarabiania na naiwniakachA w ogóle to widzę, że muszę coś napisać o prawie cytatu.
W ogólności jest bowiem tak (na razie w ogólności, niedługo coś muszę napisać o tym "prawie cytatu"), że dopuszczalne jest tworzenie przeglądów prasy, jak najbardziej można przywołać czyjeś wypowiedzi w kontekście własnego materiału -- skrytykować je, podkreślić własną myśl, cokolwiek -- ale art. 25 ust. 1 pr.aut. zezwalający na rozpowszechnianie cudzych utworów bez zgody autorów (a czasem nawet bez wynagrodzenia) nie może być zrozumiany jako zezwolenie na to, by przy "minimalnym nakładzie pracy mieć maksymalny profit", albowiem można sobie po RSS pociągnąć teksty, które są "profesjonalne, rzeczowe i świeże jakich Państwo nie dostarczyliby sami".

PS i żeby była jasność -- nie mam nic przeciwko tego rodzaju serwisom. Niech wiszą tam reklamy, niech zaciągają sobie treści np. z centrum webmastera -- ale wszystko w jakichś granicach.

PS2 jakby ktoś nie sprawdzał -- serwis ePrawo.org przestał już funkcjonować. Jego autor zapłacił umówione zadośćuczynienie (1000 zł -- potraktowałem go ulgowo ze względu na brak dyskusji) i sprawę uważam za załatwioną.

Pamiętajcie -- pokażcie ten tekst każdemu, kto uważa, że można sobie od tak jumać jak popadnie.

Wieczorna aktualizacja: Czytelnikom należy się słowo wyjaśnienia. P. Patryk przedzwonił dziś do mnie, rozmawialiśmy przeszło kwadrans, wyjaśniliśmy sobie parę spraw. System to ponoć nie jest wykastrowany Wordpress (ja z tym nie polemizuję, aczkolwiek wiem, że jak znajduję w wyszukiwarce jumane moje teksty, to są one właśnie w takich wordpressowych serwisach).

Dla mnie najważniejsze, że p. Patryk zobowiązał się, że jumane RSS wypadną z kolejnej wersji skryptu, zaś dotychczasowi klienci zostaną poproszeni o poprawienie swoich stronek.
Zdania na temat czczych zapewnień w ramach opisów aukcji -- choć p. Patryk bardzo próbował mnie przekonać -- nie zmienię. Ot np. zdanie "Nasz serwis jest wybitnie informacyjny a newsy z rss zapewniają aktualności. Są to przede wszystkim teksty profesjonalne, rzeczowe i świeże jakich Państwo nie dostarczyliby sami. Tutaj Państwo nawet nie muszą interesować się serwisem - aktualizuje sie sam. Taki model publikacji ma też tą zaletę, że najnowsze teksty są unikalne i znakomicie się indeksują. Nie ma czegoś takiego jak ban czy filtr za zduplikowaną treść. Powtarzam jeszcze raz - Google nie nakłada żadnych kar za identyczne kopie treści! Jest to bzdura, którą inżynierowie Google dementują przy każdej wypowiedzi. Każdy profesjonalny pozycjoner używa tony zduplikowanej treści w zapleczach." -- jawna definicja jumy ("Państwo nie muszą interesować się serwisem" -- p. Patryk bardzo mnie przekonywał, że serwisowi trzeba poświęcać wiele czasu...) oraz łgarstwo nt. rzekomego niebanowania duplicated content.
google duplicated content

Tak czy inaczej stanęliśmy na tym, że ten cyrk trzeba skończyć. A że nie jestem człowiekiem mściwym czy pamiętliwym -- odpuszczam p. Patrykowi. Dlatego też usunąłem z tego wpisu jego nazwisko oraz namiary na jego domeny.

Komentarze (61)
Paserski skrypt do zarabiania i jego bardzo fajni nabywcy
 Oceń wpis
   

Kuriozalny przykład "serwisu" ePrawo.org skłonił mnie do poszukania źródła problemu. Poszukiwania nie trwały więcej niż 5 minut -- wystarczało wrzucić w wyszukiwarkę Allegro frazę "skrypt" aby trafić na artystę, który może ozłocić każdego.

Okazał się nim allegrowicz YuSuzuki1, który swój paserski skrypt sprzedaje na kilkunastu aukcjach -- a to jako $ SKRYPT ZAROBKOWY + WIELKIE ZAPLECZE SEO GRATIS $ a to jako $$ ZAROBKOWY PORTAL FINANSOWY DLA WYMAGAJĄCYCH $$ lub $ ZAROBKOWY PORTAL FINANSOWY LIDER NA ALEGRO pro $

YuSuzuki1 paserski skrypt na Allegro

Klasyczna pasersko-złodziejska oferta dla frajerów: jeśli chcesz wyciągać do 8000 zł miesięcznie, to kup ode mnie jumanego Wordpressa za stówkę, opakuj różnymi RSS-ami (bo to przecież "promocja" jest) i ciesz się życiem, bo:

Jeśli uważasz, że jest to rzecz mało realna, że nie można utrzymywać się z prowadzenia serwisu internetowego to jesteś osobą nie z tej epoki. Ignoranci myślący w ten sposób nie dochodzą do niczego, gdyż nie są otwarci na nowe rozwiązania i nie dostrzegają szans w niekonwencjonalnych formach biznesu

Znalazłszy źródło poruty napisałem do paru nabywców tego wyśmienitego produktu z informacją, że kupili trefny towar, bo może i owszem, dozwolonym użytkiem może zaciągnięcie kawałka tekstu od czasu do czasu byłoby, ale zrobienie sobie z tych RSS-ów stałego źródła tekstu z pewnością jest naruszeniem zasad fair use.

Reakcje były różne. Od zdziwienia (ci ludzie naprawdę nie wiedzieli, że kupują od pasera), poprzez prymitywne wypieranie się (przecież za rękę ich nie złapałem), aż do normalnych bluzgów. 

w tej sytuacji jak masz gówno do gadania
to bardzo chętnie się z tobą spotkam !!!!!!!!!!!
ale nie w sądzie !!!!!! (też mogę!!!)
ale zupełnie gdzie indziej oszuście !!!!!!!!!!
Grzegorz Miazga

[oraz]

Spadaj gnojku !!!!!!!!!!!
ja teraz tej sprawy tak nie zostawię !!!!!!!!
masz na to jakieś licencje !!!!
prawa !!!!
lub inne tytuły !!!! ????
gnojku nie będziesz tak bezkarnie stresował innych uczciwych użytkowników allegro,  którzy do mnie pisali kilkukrotnie   !!!
ja ci tego nie odpuszczę !!!!!!!!
będziemy się spotykać (najpierw nie w sądach) w róznych instytucjach państwowych, ty (pseudoprawniku, hahahah) !!!!!!!!!!
Grzegorz Miazga

paserski skrypt na Allegro

Nie dziwi nic, bo przecież

tematyka skierowana jest do konkretnego targetu i to bogatego. Materiały na nim publikowane przeznaczone są dla bankowców, handlowców, ekonomistów czy inwestorów, także prywatnych . Tematyka obraca się wokół pieniędzy.

Ba, jeden z nabywców raczył mnie nawet odesłać do swojej redakcji i sądu okręgowego w Nowym Sączu (sic!) -- ale nie dziwi nic, ponieważ

# Treść pobierana jest automatycznie z zewnętrznych źródeł rss. Oznacza to, że nie musisz pisać żadnych artykułów ani nawet orientować się w tej tematyce. Oznacza to również, że wortal automatycznie się aktualizuje nawet kilkanaście razy dziennie (!) wyświetlając newsy w różnych kategoriach,
#   Opiniotwórcze blogi ekspertów ekonomistów,
(...)
Mimo wszystko miesięcznie zarabiamy około 530zł bez absolutnie żadnej pracy!

Napisałem także do nieszczęsnego pasera z prośbą, by zaprzestał swojego procederu, chociaż nie sądziłem, że będzie łatwo. Bo dlaczego ma być łatwo skoro przecież -- to słowa "autora" skryptu, który jest zdebrandowanym wordpressem (a nie "badziewną Joomlą"):

Podstawową rzeczą jest zapewnienie wejść z targetu. Osoba interesująca się tematyką serwisu po wejściu widzi zadbany, poważnie wyglądający portal. Nie duży artykuł, bo to zachęci go do czytania tekstu a tego nie chcemy! On ma wodzić okiem po menusach i reklamach!
Najnowsze interesujące newsy rzucają się od razu w oczy a między nimi linki reklam tekstowych. Wystarczy kilka sekund a mamy klik w reklamę a co za tym idzie - czysty pieniądz. I o to tutaj chodzi, portal jest tak zaprojektowany  aby odpowiednio poprowadzić internautę tak by oglądał reklamy. Tu nie ma żadnych przypadkowych rozwiązań - rozmieszczenie paneli, menusów,  schemat pokazania newsów, linki wychodzące do źródeł dopiero na drugich podstronach itd. Wszystko po to aby zmusić internautę do przewijania  strony, oglądania menusów a co za tym idzie zainteresowania go reklamami. Statyczne podstrony też nie są „do czytania”, do czytania to są blogi.  Tutaj mamy narzędzie do chwytliwego opisania oferty bankowej i przedstawieniu programu partnerskiego.O to tutaj chodzi, tak działa finezyjnie przemyślany serwis zarobkowy. Szybkie wejście z targetu zakończone konwersją - klik w reklamę lub skorzystanie z oferty programu partnerskiego.
Temu celowi zostały podporządkowana cały projekt i wszystkie opcje w CMSie. To nie badziewna Joomla gdzie strona wygląda tak jak pozwala szablon.   Tutaj skrypt został stworzony pod projekt a nie odwrotnie. Wortal ten pozwala również na  największą modyfikację z dostępnych na rynku portali  samoaktualizujących.  Zapewnia unikalność oraz dostosowanie do własnej strategii promocyjnej, niektórzy nastawiają się na reklamy klikane,   inni na duże prowizje z programów partnerskich

Ku mojemu olbrzymiemu zdziwieniu "autor" tego dzieła odpisał, i to w sposób zaiste na kolana powalający:

Mógłbym zostawić te teksty bo cytowanie w sieci nie jest zabronione. Natomiast usunąłem już kanał do Pana bloga bardzo dawno temu. Po pierwsze dlatego że jest Pan osobą upierdliwą, która szuka dziury w całym i na złość sprawiałby problemy.
A po drugie ze zwykłej ludzkiej życzliwości bo jeśli ktoś sobie tego nie życzy to nie chcę nikomu robić na przekór. Bo nikt nie chce "kraść tekstów" jak Pan sobie myśli, tylko używa rssów zgodnie z ich przeznaczeniem bo te kanały publikuje się jako formę promocji własnej strony. Jeśli Pan tego sobie nie życzy - nie ma problemu.
To co Pan wnikliwie studiował na stronie to pozostałość w starej w bazie na
stronie która pełni rolę demo i zostało tam przez niedopatrzenie. Klienci otrzymują witryny bez tych treści więc straszenie ich sądem bez sprawdzenia co mają u siebie "jest niesmaczne", bo oni zwyczajnie nie wiedzą o co chodzi.
Za chwilę usunę kanały z demo i mam nadzieje że już więcej o Panu nie usłyszę.

Tummi vel YuSuzuki1

No to już jesteśmy prawie w domu. Kolejny "cytujący", który nie wie co to naprawdę jest cytat. Jak mu na to zwrócić uwagę -- w prosty i przystępny sposób, bo przecież trudno tłumaczyć paserowi, to w odpowiedzi dowiaduję się, iż

Chyba Pan delikatnie przesadza pisząc że zrobiłem sobie z Pana źródło
utrzymania lub że mój skrypt oparty jest na Pana blogu. (...) to nie ja robię mętlik po całym internecie wpieprzając się w nie swoje sprawy. Nikt Panu niczego złego  zrobić nie chciał, wystarczyło z kulturą napisać że nie życzy Pan sobie wykorzystywania kanałów i problemu by nie było. Ale prawnik zawsze
myśli od tyłu i zaczyna straszyć sądem, zupełnie niepotrzebnie.
I prosiłem żeby się Pan delikatnie mówiąc odczepił. Nie interesuje mnie Pana zdanie, opinia czy problemy. Usunąłem Pana treści już bardzo
dawno, proszę nie zaczepiać moich klientów bo nawet nie orientują się kim Pan jest.

Tummi vel YuSuzuki1

No tak, bo przecież ja się za przeproszeniem wpieprzam w nie swoje sprawy -- ktoś mnie tylko chce "cytować", a ja się nie chcę odczepić, a przecież nikogo nie interesuje moje zdanie, bo przecież nawet klienci pasera nie orientują się kim jestem...

Faktycznie, ciężki jest los pasera i jego genialnych klientów...

Komentarze (47)
3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-09 02:39
100 lat:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
40 lat minelo jak jeden dzien: http://www.youtube.com/watch?v=7od4JA2Y274 100 lat...
2012-02-09 02:35
fgaf:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
"czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się[...]
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]