Proces o WordPerfect na ukończeniu (Microsoft vs. Novell)
 Oceń wpis
   
O tej sprawie może być głośno: amerykański Sąd Najwyższy nie znalazł podstaw do zakwestionowania wyroku wydanego w niższej instancji, zgodnie z którym Novell może dochodzić odszkodowania od Microsoftu za szkody wyrządzone wskutek czynu nieuczciwej konkurencji.

Sprawa dotyczyła niekompatybilności Windowsa 95 z programem WordPerfect, ówczesnym liderem rynku edytorów tekstu, przez co -- cytuję Bloomberga -- wartość pakietu spadła z 1,2 mld USD w 1994 r. do 170 mln USD po dwóch latach (udział rynkowy z 50 procent w 1990 r. do ledwie 10 procent w 1996 r.).
W toku postępowania Novell wykazał, że niekompatybilność edytora z systemem Windows była zamierzona przez giganta z Redmont -- jednym z dowodów miał być email Billa Gatesa, który zalecił zwłokę w przekazaniu informacji, przez co Microsoft miał uzyskać "realną przewagę", bez której MS nie mógłby konkurować z Novellem.

Obrona Microsoftu sprowadzać się miała do wykazania, że nie stanowi on konkurencji wobec mormońskiego przedsiębiorstwa, zaś upływ kilkunastu lat od zdarzeń, na które powołuje się Novell miał uczynić postępowanie bezprzedmiotowym.
Może być to jednak wyłącznie strategia mydlenia oczu, a to dlatego, iż pomimo zawarcia głośnego (i krytykowanego w świecie wolnego oprogramowania) porozumienia o wspólnej polityce patentowej nie zmieniło faktu, że Novell nadal uważa się za głównego przeciwnika procesowego Billa Gatesa.

Wyrok nie rozstrzyga sporu o odszkodowanie, w tym zakresie ma charakter prejudycjalny -- i oznacza, że Novell może (w odrębnym postępowaniu) żądać zapłacenia odszkodowania.
Wobec takiego rozstrzygnięcia Microsoft zapewne zdecyduje się na ugodowe zakończenie sprawy.


PS cytowana sprawa ma przed Sądem Najwyższym oznaczenie Microsoft vs. Novell, 07-924, jednak na Justia.com jeszcze jej nie ma.
Komentarze (10)
Jeszcze parę słów o ZAiKS
 Oceń wpis
   
Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. A ZAiKS - ten nieustraszony pogromca wampirów - zapłaci pół miliona kary za naruszenie konkurencji.

Idzie oczywiście o pieniądze, a ściśle - o legendarną zachłanność ZAiKS, którą można piekło wybrukować i jeszcze na niezły pałac zostanie.
Otóż jakiś czas temu wkurzyły się Brathanki, że umowy podkładane przez ZAiKS zmuszają autorów i wykonawców do poddania się wyłącznej opiece także w zakresie publicznych wykonań i emisji w środkach masowego przekazu.

W ten sposób ZAiKS wymuszał na autorach - niezależnie od tego, czy byli oni członkami tego stowarzyszeni czy też nie! - wyłączności do decydowania gdzie muzyczka będzie grała i z jakich nośników, uzależniając od powierzenia zarządzania tymi prawami od oddania w zarząd tej dość szerokiej domeny (ze stanowiskiem ZAiKS można się zapoznać gdzieś tu i tu, jeśli ktoś ma cierpliwość przebić się przez ich superstronę). Działanie takie - zdaniem UOKiK oraz sądów, które badały sprawę w wyniku odwołań ZAiKS - oznacza wykorzystanie dominującej pozycji na rynku.

Od razu pomyślałem o "aferze Creative Commons" (skądinąd myśl swoją rozwinąłem w taki sposób, że doprowadziła mnie do mocnego acz logicznego wniosku: tak, ZAiKS to organizacja parająca się piractwem intelektualnym).

Wypada bowiem spytać: jak daleko trzeba się posunąć, żeby wreszcie sobie uświadomić, że wprawdzie pecunia non olet, ale w granicach prawa? Że monopolu na wiedzę nie ma nawet najbardziejsze z naszych stowarzyszeń "chroniących" (nie mogłem nie wsadzić słowa w cudzysłów) twórców i artystów.

Jakby komuś było mało, można sobie przeczytać rozweselającego newsa: brytyjska organizacja Performing Rights Society (odpowiednik naszego ZAiKS) wpadła na pomysł, że jeśli dzieci śpiewają kolędy, co do których autorskie prawa majątkowe jeszcze nie wygasły, trzeba płacić tantiemy, albo... śpiewać starsze piosenki.

Już słyszę szmer zacieranych rąk rodzimych specjalistów od wyciągania kasy za nic (stara kolęda to pół tematu, jest jeszcze tłumaczenie...) niestety, drodzy moi, myślę, że zdarzenie takie mieściłoby się w naszym art. 31 pr.aut., zgodnie z którym "Wolno nieodpłatnie wykonywać publicznie rozpowszechnione utwory podczas ceremonii religijnych, imprez szkolnych i akademickich lub oficjalnych uroczystości państwowych, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie pośrednio lub bezpośrednio korzyści majątkowych i artyści wykonawcy nie otrzymują wynagrodzenia, z wyłączeniem imprez reklamowych, promocyjnych lub wyborczych".

PS na zdjęciu Don Vito Corleone, kadr z Ojca Chrzestnego, za Wikipedią. Mafia też proponuje pakietowy zakres ochrony, nieprawdaż?
Komentarze (1)
Windows à la carte, z góry zapłacony
 Oceń wpis
   
Nadgorliwość gorsza jest od faszyzmu. "Rzepa" raczyła przypomnieć, że zgodnie z obowiązującymi przepisami konsumenckimi umowa nie może nakładać na konsumenta obowiązku zapłaty ceny lub wynagrodzenia przed otrzymaniem świadczenia. Oznacza to, że każdy sklep internetowy, który pobiera płatność z góry, ryzykuje wszczęcie postępowania przez UOKiK (nie polecam) i srogie kary.

Pamiętajcie bowiem, że nasze prawo kocha konsumenta, strzeże jego dobra i pieniędzy. Nawet jeśli ktoś tego sobie nie życzy.

Napięcie rośnie, ponieważ dziennikarze pobiegli ze sprawą do UOKiK i wypytali Pana Łukasza Wrońskiego z Departamentu Polityki Konsumenckiej UOKiK (już wkrótce readkcja "Lege Artis" zajmie się tematem "ile osób jest zatrudnionych w UOKiK")  co o tym wszystkim sądzi. A Pan Łukasz rozsądnie stwierdził, że celem przepisu na pewno było to, aby sprzedawca dał konsumentowi możliwość wyboru, zatem sklepy, które płatność za pobraniem stosują obok płatności z góry, np. kartą kredytową, mogą spać spokojnie...
...ale niech nie śpią spokojnie, ponieważ w razie kontroli Urząd będzie badał każdą sprawę indywidualnie.

Kocham jak urzędnik państwowy mówi, że ogólnie to on się zgadza, ale w szczególe sprawę będzie trzeba zbadać indywidualnie i wtedy się zobaczy.

Osobiście coraz więcej kupuję w sieci - karma dla psa, sprzęt fotograficzny, ostatnio nawet zacząłem się zastanawiać czy nie będzie prościej zamówić skrzynkę broka loco moje mieszkanie i przestać się martwić, że zabraknie. Wybierając sklep zawsze kieruję się tym, czy istnieje możliwość zapłaty kartą kredytową; jest to dla mnie zarówno wyznacznik wiarygodności sklepu, jak i świadomość, że w razie przewału sprzedawca będzie miał problemy z bankiem, a nie ze mną, szarą myszką.

NIe odkryję Ameryki jeśli powiem, że mamy w Polsce prawo głupie, niepotrzebne i szkodliwe. Jak to udowodnić? - bardzo prosto. Wywalmy z dziennika ustaw 20% przepisów i sprawdźmy czy świat się zawali. Nie zawali się? No to dobrze, wywalmy kolejne 20% - może teraz się zawali. Jeśli się nie zawali, operację należy dwukrotnie jeszcze powtórzyć.
Cytowana przez "Rzepę" ustawa o ochronie niektórych praw konsumentów jest doskonałym przykładem na istnienie przepisów, które i tak nic nie dają.

Co z tego, że implementowaliśmy (zawsze jak słyszę ten eurożargon mam jakieś falliczne myśli - a Państwo?) dyrektywę 97/7/WE, twórczo ją rozszerzając i pogłębiając? Cóż z tego, że nasze prawo najeżone jest dobrymi intencjami nie przymierzając jak parlament osobnikami o IQ niżej setki? Przecież wiadomo, że wszystkie te normy psu na budę się nadają, że każda próba dochodzenia swoich praw to droga przez mękę. Bo sądy zawalone i powolne, wpisy drogie, przepisy niejasne i skomplikowane, a adwokat też nietani (zaraz znów ktoś mi napisze w komentarzu, że to źle, że chciałbym, aby w sprawie o rozwalone buty pełnomocnikiem klienta mógł być np. szewc, sprzedawca z obuwniczego lub kolega z podwórka - a tak, chciałbym, bo jeśli chodzi o reklamację butów szewc będzie więcej wiedział niż adwokat).

Mam pisać dalej? Proszę bardzo, sąd we Florencji nakazał, aby HP zwróciło klientowi pieniądze za preinstalowany badziew, który był "bezpłatnie" dołączony do laptoka.
Prasa branżowa się ekscytuje, ja zaś sięgam do naszego kodeksu cywilnego, gdzie na chybił-trafił otwieram art. 385(3) pkt 7 gdzie jakaś mądra głowa napisała, że niedozwolonymi postanowieniami umownymi są te, które w szczególności uzależniają zawarcie od zawarcia innej umowy, niemającej bezpośredniego związku z umową zawierającą oceniane postanowienie.

To teraz zapraszam do sklepu (może być nawet internetowy) i proszę mi pokazać co mogę kupić bez tego szitu, który uważa się za biurowy, urzędowy, megaświatowy standard. Jakieś pół roku temu dowiedziałem się, że owszem, HP ma takie cudo w ofercie (uwaga! kryptoreklama!), ale ze względu na politykę promocji cenowych producenta tego szitu użytkownik, który nie zamierza korzystać z wirusów, infekcji, spyware, trojanów, adware i malware musi za swój komputer zapłacić drożej.
Państwo rozumiecie? MS Windows XP Home Edition OEM kosztuje luzem coś kole czterech stów, ale jeśli kupię go razem z laptopem, to zapłacę za tego laptopa mniej, niż za identyczny model pozbawiony jedynie słusznego systemu operacyjnego!!

Dla mnie to przykład niedozwolonej sprzedaży wiązanej, kliniczny przypadek naruszenia art. 385(3) pkt 7 kc, do tego ewidentny przejaw zmowy cenowej producenta oprogramowania oraz producenta - skądinąd doskonałych (uwaga! kryptoreklama!) laptoków.

No to trącę tę strunę jankielową: gdzie jest UOKiK, gdzie wielomiliardowe kary dla monopolisty rynkowego, któremu mało przewagi, jaką już ma, gdzie postępowanie w sprawie zmowy cenowej ograniczającej konkurencję na rynku? Czy ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji służy tylko do dręczenia "niedobrych spamerów", ale dobrodziej polskiej gospodarki może liczyć na większą wyrozumiałość szeryfów z UOKiK?

No dobra, zaczynam długi weekend, ale obiecuję, że zaraz po niedzieli zajmę się sprawą, to będzie moje pierwsze dziennikarskie śledztwo.
Komentarze (5)
Era szuka frajera
 Oceń wpis
   
Jakby Polska Telefonia Cyfrowa Sp. z o.o. miała za mało problemów z samookreśleniem swej tożsamości, zawsze można liczyć na to, że sama wymyślili sobie następny problem. Tym razem poszło o zmianę treści regulaminu świadczenia usług w sieci Era.
Zmianę, która uprawnia abonentów do rozwiązania umowy bez ponoszenia dotkliwych zwykle konsekwencji (art. 59 ust. 2 prawa telekomunikacyjnego) - i czego korporacja nie chce zrozumieć.

O zmianie regulaminu zrobiło się głośno, chyba głównie dlatego, że gratka ta zbiegła się z wejściem na rynek czwartego gracza: rzadki to przypadek kiedy firma daje sposobność do łatwego rozstania się z nią dokładnie wtedy gdy pokusa jest największa. Jakieś naście tysięcy abonentów rzuciło się na pocztę i do salonów tylko w jednym celu - złożyć stosowne oświadczenie.
I teraz - jak na moje oko marketingowca-amatora - PTC zrobiła głupotę największą. Zamiast sprawie łeb ukręcić, pozwolić, żeby fala przeszła, może nawet podbić stawką jakąś ciekawą promocją w rodzaju "200 minut za 2 złote dla wszystkich" - Era poszła na wojnę. Pojawiły się oświadczenia, groźby kierowania spraw do sądu przeciwko krnąbrnym abonentom, aż musiał interweniować Urząd Komunikacji Elektronicznej.

W sprawie zrobił się - możemy chyba mówić wprost - niezły smród, skoro niektóre serwisy internetowe zaczęły udostępniać wzór oświadczenia o rozwiązaniu umowy. I tego Era już nie zniosła: zażądała od serwisu Media2.pl... usunięcia informacji o możliwości rozwiązania umowy.
W oświadczeniu, będącym tradycyjnym miksem żargonu prawniczego oraz bożonarodzeniowych życzeń (bajeczny zwrot "Kierując niniejsze wezwanie do usunięcia przedmiotowych treści z Państwa strony internetowej zakładam, że również Państwo należą do kręgu podmiotów, które uległy błędnym ocenom i opiniom.") zwróciłem na dwa akapity stanowiące niejako clou poglądu PTC Sp. z o.o., cytuję:

Zamieszczając informacje skierowane do abonentów PTC o możliwości bezroszczeniowego rozwiązania umowy, rozpowszechniają Państwo wprowadzające w błąd informacje na temat sytuacji prawnej PTC w celu szkodzenia PTC. Czyn Państwa wyczerpuje znamiona czynu nieuczciwej konkurencji przewidzianego w art. 14 ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, stanowiącego zgodnie z art. 26 tej ustawy wykroczenie zagrożone karą aresztu albo grzywny.

Postępowanie powyższe nosi także znamiona ingerencji w stosunki umowne pomiędzy PTC i jej klientami, polegające na nakłanianiu klientów PTC do rozwiązania umowy w celu możliwości przysporzenia korzyści sobie lub osobom trzecim albo szkodzenia PTC, co stanowi naruszenie art. 12 ust. 2 wyżej wskazanej ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Pierwsze co rzuca się w oczy to uporczywe straszenie. PTC nadal nie widzi problemu, nie dostrzega przepisu będącego podstawą sporu, lecz brnie w jakieś dziwne sformułowania jakby żywcem przepisane z pracy zaliczeniowej studenta III roku prawa (cały akapit o treści stosunku zobowiązaniowego wynikającego z przepisów prawa a nie regulaminu świadczenia usług dowodzi, że Era nie szanuje własnego regulaminu!). Przecież charakter regulaminu w ocenie zobowiązań cywilnoprawnych określa art. 384 kc - wystarczy sprawdzić - ba, nawet jest tam art. 384(1) kc odpowiadający treścią pomijanemu przez Erę art. 59 ust. 2 prawa telekomunikacyjnego.

Abstrahując od rozważań czy takie groźby nie stanowią próby tłumienia krytyki prasowej - nieważne przy tym czy serwis Media2.pl jest prasą w rozumieniu stosownych przepisów, czy też nie jest - pogląd wyrażony przez mec. Żyto nie wytrzymuje krytyki, co łatwo ocenić zapoznawszy się uprzednio z przepisami, na które powołuje się on w swoim wezwaniu.

Zgodnie z art. 12 ust. 2 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji czynem nieuczciwej konkurencji jest "nakłanianie klientów przedsiębiorcy lub innych osób do rozwiązania z nim umowy albo niewykonania lub nienależytego wykonania umowy, w celu przysporzenia korzyści sobie lub osobom trzecim albo szkodzenia przedsiębiorcy". Jak widać przepis ten wiąże odpowiedzialność z dwoma podstawowymi warunkami: 1) klient musi być nakłaniany do rozwiązania umowy 2) nakłanianie to musi mieć cel w postaci przysporzenia korzyści lub zaszkodzeniu przedsiębiorcy.
Czy opublikowanie wzoru dokumentu jest nakłanianiem do zaszkodzenia przedsiębiorcy? Czy zatem serwis Lex, z którego czasem korzystam - włącznie ze wzorami pism procesowych - powinien ponieść odpowiedzialność, ponieważ nakłania mnie (ułatwia) dochodzenie swoich praw? No i druga sprawa: gdzie tu korzyść, którą ktoś musi odnieść bądź działanie w celu wyrządzenia szkody PTC??!

I jeszcze jedno - przepis wprawdzie o tym nie mówi wprost - ale jest dla mnie (i nie tylko dla mnie) jasne, że nie wypełnia dyspozycji normy art. 12 ust. 2 ustawy działanie zgodne z prawem, czyli sprowadzające się np. do korzystania z możliwości jakie daje nam ustawa. Czyn taki nie podlega także ocenie z punktu widzenia dobrej bądź złej wiary - wszakże abonent nie musi uzasadniać swej decyzji (tymczasem PTC żąda ponoć niekiedy uzasadnienia rozwiązania). W literaturze - do której nie dotarł prawnik Ery - przyjmuje się także, iż naruszającemu trzeba przypisać winę umyślną, zaś między nakłanianiem się a rozwiązaniem umowy powinien zachodzić bezpośredni związek przyczynowy.

Druga sprawa to rzekoma odpowiedzialność serwisu za rozgłaszanie nieprawdziwych bądź wprowadzających w błąd informacji o przedsiębiorcy (art. 26 ustawy). Sformułowania w piśmie mec. Żyto są na tyle lakoniczne, że trudno się do nich odnieść na poważnie, aczkolwiek konkluzja, iż upublicznienie takiego wzoru stanowi przesłankę do zastosowania art. 26 jest istotnym wkładem w ideę falandyzacji prawa.
PTC całkowicie pomija fakt, iż informacje takie upublicznia w pierwszym rzędzie Urząd Komunikacji Elektronicznej, który od samego początku twardo stoi na stanowisku, że abonenci mogą rozwiązywać umowy po doręczeniu im nowego regulaminu. Jeśli zatem mówi się o krokach prawnych na poważnie warto zacząć "od góry", nie zaś od serwisu, który ogranicza się do przekazywania opinii UKE i relacjonowania sporu.

W zasadzie znów wystarczy powołać się na działanie zgodne z prawem - Media2.pl nie wzywa klientów Ery do czegokolwiek co byłoby niezgodne z prawem, wyłącznie wskazuje możliwości jakie dają im powszechnie obowiązujące przepisy o telekomunikacji. Można też zajrzeć do literatury, w której podkreśla się, iż nie podpada pod ten przepis rozpowszechnianie subiektywnych ocen i opinii, do czego każdy ma zawsze prawo.
Skąd zatem pomysł na aż takie rozdmuchanie kryzysu, straszenie sądami i wygłaszanie opinii na wskroś dyskusyjnych?

Jeśli jednak zarząd spółki chciałaby nas przekonać, że czynem nieuczciwej konkurencji jest rozpowszechnianie wiadomości o tym, że ktoś ma inny pogląd prawny na jakieś zjawiska, niż on sam, to w pierwszym rzędzie niech złoży sam na siebie doniesienie w sprawie wojenki o kontrolę nad firmą oraz rozpowszechniania informacji o różnicach poglądów na temat statusu prawnego operatora. Może być wesoło.
Komentarze (3)
Internet jest głupi
 Oceń wpis
   
§ 1. Internet jest mądry mądrością jego użytkowników. Doskonale pamiętają o tym czytelnicy usenetowej grupy pl.soc.prawo, którzy borykają się od czasu do czasu z trollem o wdzięcznym nicku boukun.
boukun (proszę nie regulować monitorów, on się pisze małą literą) vel. Jarosław N. znany jest z tego, że od niepamiętnych czasów zalewa różne grupy falami spamu poświęconego żydowskim spiskom i knowaniom wymierzonym w Polskę. Szokuje tym świeżych grupowiczów; stali bywalcy mają go od dawna w KF, więc ich oczu zasadniczo widok jego elukubracji nie boli. troll

Traf chce, że bokunową działalnością zainteresowały się organy ścigania i oto Prokuratura Rejonowa w Świdnicy wysmażyła taki oto akt oskarżenia (dzięki ekshibicjonizmowi oskarżonego znamy wątek w całości, włącznie ze "skargą przeciwną", a kto chce się nacieszyć podobnymi dyrdymałami niechaj zerknie na stronę z ostatnimi dyskusjami). Ciężki jest los trolla...

Czy ja już pisałem, że jestem przeciwny odpowiedzialności karnej za słowa? Jeśli nie to napiszę to jeszcze raz: jestem przeciwny uruchamianiu prokuratorskiego aparatu w odniesieniu do spraw, które można załatwić w inny sposób. Nie robię także wyjątków dla boukuna, co do którego - o słodka ironio! - lekarz psychiatra wypowiedział się w samych superlatywach.
Jarosław N. jest trollem i pisze wierutne bzdury, za które powinno mu się poobcinać uszy. Ale motanie w sprawę prokuratory, która z pewnością nie czai na czym polega internet może co najwyżej ośmieszyć majestat organów ścigania.


§ 2. Internet jest głupi, a na pewno - głupio pomyślany.
Myślę, że solą w oku biurokratów całego świata leży fakt, że tak naprawdę to prywatne przedsięwzięcie zarządzane przez prywatną organizację. Po drugie do pewnego stopnia nie wiadomo co i skąd się w internecie bierze; część z Was, Drodzy Czytelnicy, może nawet myśleć, że sieć gwarantuje stuprocentową anonimowość (bzdura), ale naszych wielmożnych na pewno boli fakt, że mogęicann sobie posłać dowolnego listela na dowolny adres na całym świecie - i nie muszę w tym celu pytać nikogo o zgodę, pozwolenie, nalepiać znaczków.

Nie dość, że nie ma czegoś takiego jak listel międzymiastowy czy międzynarodowy, Unia Europejska może sobie co najwyżej opracować jakieś tam Strategie Lizbońskie (hłe hłe), zaś ONZ może wyłącznie pomarzyć o kontrolowaniu internetu, to jeszcze sprawa wymyka się prostym prawniczym podziałom.

Prosty przykład, nad którym się niedawno zastanawiałem: przekazanie danych osobowych do państwa trzeciego (art. 47 UODO) na przykładzie kont pocztowych. Załóżmy, że Ola ma konto pocztowe w domenie Gmail.com a Ala ma konto pocztowe w domenie Yahoo.co.uk. Ola i Ala mieszkają w jednym mieście (polskim mieście) i jest potrzeba posłania między paniami pewnych danych, które niewątpliwie danymi osobowymi są.
No to ja się pytam: czy w rozumieniu ustawy przesłanie wiadomości elektronicznej pomiędzy polskim nadawcą i polskim odbiorcą korzystającymi z zagranicznych kont pocztowych, które mogą fizycznie znajdować się na nie-wiadomo-jakich serwerach jest przekazaniem do państwa trzeciego czy nie jest? Jaka jest ogólna zasada "domicylu internetowego"? A może za każdym razem powinienem korzystać z usługi traceroute? (BTW poszukiwania gmail.com skończyły mi się na ash-bb1-link.telia.net (213.248.83.22) - i nie wiem co dalej?

W "Czterech pancernych" dowódca opowiadał Jankowi, że tam ojczyzna dokąd nasze czołgi dojechały. A jak to przełożyć na język sieci?
Jak ktoś wie - niech napisze w komentarzu.


§ 3. Państwo myślicie, że przesadzam? Że przecież ludzie wiedzą co i jak, a nawet jeśli nie wiedzą to pamiętają, że powinni się dowiedzieć?

A ja nie jestem aż takim optymistą. Aby i Państwa wyprowadzić troszkę z tego stanu błogości zachęcam do przeczytania tekstu poświęconego zamieszaniu wokół opłat interchange zamieszczonego w serwisie KartyOnline.pl.
Zasada jest prosta: nikt nie chce płacić jeśli płacić nie trzeba, ale pojęcie UOKiK
(czyżbym miał nowego chłopca do bicia?) o rynku bankowym i zmianach zachodzących w tej branży jest dość mgliste.

Jeśli autor ma rację - a serwis jego czytam na tyle długo, żeby przypuszczać, że rację ma - to sukces Urzędu może okazać się porażką nas wszystkich. Ja tam cenię wygodę jaką daje mi posługiwanie się kartą w sklepie, brak ryzyka wynikającego z noszenia gotówki po kieszeniach, chętniej też odwiedzam - to reklama proszę Państwa - sklepy, w których są terminale.
UOKiK ma chęć pozbawić (a na pewno ograniczyć) mnie tej przyjemności, zmusić akceptantów kart oraz instytucje pośredniczące w transakcjach do ograniczenia inwestycji, sztucznie zawęzić rynek.

Z tego wynika, że nie tylko internet jest głupi ale i karty płatnicze są głupie.
Ja się tak nie bawię.
Komentarze (23)
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]