Nadzwyczajna komisja ds. delegalizacji zdrowego rozsądku
 Oceń wpis
   

Po wyborach, w których do Izby Poselskiej weszło towarzystwo pod wezwaniem Ruchu Palikota pomyślałem sobie, że mądrzej pewnie nie będzie, ale przynajmniej będzie śmieszniej. Teraz -- pomijam kwestię finansowania organizacji Wandy Nowickiej i wpływ "Faktów i mitów" (brrr...) na ruchy nowego klubu -- zaczyna mnie nachodzić taka myśl, że zabawnie też nie będzie.

Oto najnowszy przykład: po erupcji rzekomej afery korupcyjnej w PZPN (nawiasem mówiąc patrząc na informacje o kasie jaka chodzi w PZPN zastanawiam się: po co tam w ogóle kogoś korumpować?) tematem zainteresowali się (a jakże) posłowie Ruchu Palikota, którzy zaproponowali powołanie sejmowej komisji nadzwyczajnej (!) do spraw delegalizacji PZPN (sic!).

z ustawy o sporcie:
Art. 22. 1. Jeżeli działalność władz polskiego związku sportowego narusza prawo lub postanowienia statutu, minister właściwy do spraw kultury fizycznej, w zależności od stopnia stwierdzonych nieprawidłowości, jest uprawniony do:
  1)   udzielenia władzom polskiego związku sportowego upomnienia i zażądania od nich podjęcia działań mających na celu zapewnienie stanu zgodnego z prawem;
  2)   wstrzymania wykonania decyzji władz polskiego związku sportowego i wezwania ich do jej zmiany lub uchylenia w określonym terminie;
  3)   uchylenia decyzji władz polskiego związku sportowego, o której mowa w pkt 2, w przypadku niespełnienia przez związek żądania jej zmiany lub uchylenia;
  4)   wystąpienia do sądu rejestrowego z wnioskiem o zastosowanie środka, o którym mowa w art. 23 ust. 1.
2. Czynności, o których mowa w ust. 1 pkt 1-3, minister właściwy do spraw kultury fizycznej dokonuje w drodze decyzji.
(...)   
Art. 23. 1. Sąd na wniosek ministra właściwego do spraw kultury fizycznej może, w drodze postanowienia:
  1)   zawiesić w czynnościach władze polskiego związku sportowego;
  2)   rozwiązać polski związek sportowy, jeżeli jego działalność wykazuje rażące lub uporczywe naruszanie prawa albo postanowień statutu i nie ma warunków do przywrócenia działalności zgodnej z prawem lub statutem.
2. Jeżeli sąd zawiesi w czynnościach władze polskiego związku sportowego, wyznacza kuratora, który jest obowiązany do przeprowadzenia, w terminie 6 miesięcy od dnia wyznaczenia, wyborów nowych władz polskiego związku sportowego.
Słowem: odpowiedzią na bajzel w związku piłkarskim ma być kolejny bajzel -- lepszy, bo poselski.
(Projekt został zaprezentowany, zgodnie z najnowszymi trendami, w formie multimedialnej prezentacji: czyli paroma piłkami turlającymi się pod nogami ględzących facetów i dużym, płaskim telewizorem w tle wyświetlającym gęby.)

Tymczasem nie trzeba być geniuszem, żeby zauważyć, że w tej -- jakże demagogicznej propozycji -- coś śmierdzi. Że przedstawiona wizja rozwiązania problemu jest sama w sobie problemem.

Po pierwsze są przepisy: Polski Związek Piłki Nożnej, choćby nie wiem jak bardzo był polski, narodowy i orlasty, jest związkiem sportowym, czyli odmianą stowarzyszenia, którego zasady działania regulują ustawy o sporcie i o stowarzyszeniach. O tym jakiego rodzaju formy nadzoru nad działalnością takiego związku sportowego (i jakie konsekwencje  d l a  z w i ą z k u -- podkreślam, bo trzeba rozróżnić konsekwencje, które ponieść powinny osoby dopuszczające się złamania prawa, od ewentualnych konsekwencji dla struktury, w której osoby te urzędują) fajnie napisał Darek Madejski w e-Prawniku (warto kliknąć i przeczytać). 

I jak się poczyta ustawę o sporcie to widać,że nie ma tam możliwości włączenia trybu sterowania przez posłów. Rzecz w tym, że wszystkie organizacje społeczne -- to dobra zasada i nie mam pojęcia dlaczego część posłów chce to zmieniać -- generalnie nie podlegają pod różne urzędy i ministerstwa. Podobnie PZPN jest niezależny od Ministerki Sportu -- więc wszystko co może zrobić p. Joanna Mucha, to: wstrzymać wykonanie lub uchylić decyzję naruszające prawo (aczkolwiek następuje to w drodze decyzji administracyjnej, więc prezes Lato może się od tego odwołać; względnie wystąpić do sądu rejestrowego o zawieszenie władz lub rozwiązanie związku sportowego -- lecz warto pamiętać, że po ten nadzwyczajny środek można sięgnąć dopiero "jeżeli jego działalność wykazuje rażące lub uporczywe naruszanie prawa albo postanowień statutu i nie ma warunków do przywrócenia działalności zgodnej z prawem lub statutem".

Podkreślam: raz, że robi to sąd, a nie minister (ani nawet komisja parlamentarna), dwa, że tylko wówczas, jeśli działalność związku sportowego -- nie osób kierujących organizacją! -- łamie prawo w wyjątkowy sposób.

Oczywiście posłem (nie tylko w Ruchu Palikota) jest się nie po to, by czytać prawo (ani nawet nie po to, by je pisać -- lecz po to, by załatwiać różne sprawy, no i podlizywać się wyborcom) -- toteż można nie tylko darować sobie takie szczegóły, ale mieć je w głębokim poważaniu.
Dlatego też zastygam w oczekiwaniu kolejnych erupcji demagogicznych pomysłów naszych wybrańców (nie tylko z tego klubu): począwszy od Wielkiej Bitwy o Krzyż, poprzez Wielką Bitwę o Karę Śmierci, aż do innych głupot obliczonych wyłącznie na robienie wody z mózgu tym, którzy czasem się zachowują jakby tego mózgu i tak nie mieli.
(No i wyszedł mi manifest antydemokratyczny, ale -- jak tak sobie pomyślę -- demokratą to ja pewnie i jestem, ale to co mi się nie podoba to kurs na ochlokrację, raz realizowany przez partię na "S", której nazwy nadal tu nie wymieniam, a później przez innych takich.)

Komentarze (3)
Punkt patrzenia
 Oceń wpis
   

Gienek Loska jak go wrocławska straż miejska ścigała na RynkuCoraz luźniej robi się wokół generała Krzysztofa Bondaryka: najpierw odwołano prokuratora, który myślał o postawieniu szefowi ABW zarzutów w związku z rzekomym (skreśliłem, bo sama transakcja nie jest rzekoma) kupnem samochodu po rzekomo okazyjnej cenie, a po paru dniach z posady leci szef białostockiego UKS -- bo też miał się interesować interesami Bondaryka.

Do służb specjalnych to wielkiego szczęścia raczej nie mamy. Nie dość, że pan generał skacze ze służb do sektora prywatnego (i nazad), a później chcą nam urzędowo cenzurować internet, a jak się nie uda, to sami wezmą się za łebków piszących głupoty w sieci; w tzw. międzyczasie wiceszef ABW weźmie sobie materiały z dziennikarskich podsłuchów do własnej sprawy cywilnej (i włos mu za to z głowy nie spadnie, bo "działał zgodnie z prawem")...
A na koniec (?) wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz -- prywatnie kolega generała Bondaryka (i ze służb, i z PTC, co oczywiście nie ma w sprawie żadnego znaczenia) -- któremu też ledwie co mieli stawiać zarzuty, co było "decyzją przedwczesną" -- raczy negatywnie ocenić pracę owego dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej, który miał tego pecha, że się interesował Bondarykiem...

Oczywiście, nie można popadać w paranoję ani stać się wyznawcą rozmaitych spiskowych teorii... ale nie sposób też przejść obojętnie obok  a ż  t a k i c h  zbiegów okoliczności: w tych kręgach za łatwo wszystko się wszystkim udaje -- po fali niedoszłych zarzutów fala nieoczekiwanych dymisji...
Jasne, powie ktoś: ci panowie są tak skuteczni, że można ich skompromitować -- i pozbyć się z roboty -- tylko poprzez prowokacje kryminalne. 
Mnie się jednak wydaje -- to moje zdanie, bo mam prawo do mojej oceny -- że za dużo w tym wszystkim przypadków, a za mało twardości premiera, który wprawdzie mówi, że szef ABW musi być przezroczysty -- ale już na tym samym oddechu mówi, że dotychczasowe zarzuty były li tylko pomówieniami.

Takich służb -- sądzę, że warto to sobie uzmysłowić -- nie potrzebujemy, zaś premier powinien wreszcie uwzględnić opcję innego rodzaju: że szefem potężnej struktury, która interesuje się prawie wszystkim, co w Polsce myśli i mówi, nie powinien być człowiek, co do którego pojawia się taka ilość pomówień (vide sytuacja z ex-szefem CBA, którego też diabli wzięli -- i dobrze).
No chyba że punkt widzenia zależy od punktu patrzenia.

 

PS na zdjęciu kolejny przykład tego jak punkt widzenia może zależeć od punktu patrzenia. Oto 2,5 roku temu straszaki miejskie ganiały pewnego wrocławskiego publicznego grajka za to, że grał w Rynku bezprawnie na gitarze -- a dziś pewnie jak podskoczą to co najwyżej po autograf (i skąd ja bym wiedział, że tak sławną osobistość swego czasu mogę uwiecznić...?)

Komentarze (7)
7 z tygodnia (XXV)
 Oceń wpis
   
  • Prezydent Komorowski nie widzi przeszkód przeciwko oskubaniu przyszłych emerytów z części ich oszczędności, więc mimo negatywnej opinii byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego zapewne podpisze ustawę "reformującą" OFE. Mnie jednak zaciekawiło coś innego: Leszek Balcerowicz miał zaapelować o ujawnienie opinii prawnych zebranych przez kancelarię głowy państwa, na co strasznie obruszył się minister Nałęcz -- że niby pewne rzeczy muszą pozostać tajemne (dla mnie zaś to znak, że muszą być druzgoczące dla ustawy).
    Różnica między skokiem na OFE a denominacją 1950 r. jest taka, że dziś przepisy o informacji publicznej idą do kąta, wówczas zaś Informacja pomyślnie zabezpieczała całą operację;
  • brednie jakich mało opowiada także Jarosław Kaczyński, tym razem oberwało się Ślązakom, bo bycie Ślązakiem to nic innego jak "odcięcie się od polskości" i "przyjęcie po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej". Owszem, można kpić, że prezes PiS spóźnił się o przeszło 40 lat z takim gadaniem, a "jechanie Gomułką" na nic mu się zda, jednak powiadam: czekajcie cierpliwie, przyjdzie dzień, że prezes od Gleiwitz do Hindenburg z worem pokutnym będzie szedł -- kończąc jak z "ruskim agentem" zatrudnionym na posadzie wicepremiera;
  • ruszyło się coś z korupcją wyborczą w Wałbrzychu -- w apelacji uchylono orzeczenie pierwszej instancji uznające, że nic się nie stało -- mnie się jednak wydaje, że w tym tempie prędzej dojdzie do restauracji księstwa Świdnickiego, niż prawomocnego rozstrzygnięcia wszystkich protestów wyborczych. To jest zresztą generalny feler naszego prawa: z założenia sądy drugiej instancji unikają orzeczeń merytorycznych i tylko odsyłają, odsyłają, odsyłają...
  • innego rodzaju sagi -- ale też sądowej -- można się spodziewać ze strony wdowy po Czesławie Niemenie (polecam ciekawy tekst w "Polityce", ale jako że nie występuje w sieci, to linkuję do Gazety). Jeśli temat się rozwinie tak, jak może się rozwinąć, to faktycznie może być ciekawe: na ile ochrona dóbr osobistych najbliższej rodziny zmarłego może mieć wpływ na sposób upamiętnienia owego -- jakby na to nie patrzeć stanowiącego "dobro ogólnospołeczne" -- człowieka?
  • z czego głównie składa się benzyna, którą lejemy do zbiorników naszych aut? Głównie z VAT akcyzy. Niestety, chciwy rząd nie patrzy na to, że drogie paliwa to nie tylko wyraźne zwiększenie kosztów życia -- co się przekłada na rosnące ceny owych zakupów w Biedronce -- ale i po prostu źródło przyspieszającej inflacji. Niestety, dla Sir Rostowskiego i jego poplecznika w rządzie ma to niewielkie znaczenie...
  • ten sam rząd chce wrócić do tego samego projektu ustawy medialnej -- różnica jest taka, że będzie nowy zespół, a w zespole ludź z MinKult i ludź z KRRiTV. Najgorsze jednak nie jest to, że być może znów będą chcieli nas oszukać -- najgorsze jest to, że bolączką rządu (i podobno naszą) powinno być to, że "nie została w pełni implementowana dyrektywa unijna" -- co jest makabrycznym dowodem potwierdzającym, że art. 4 ust. 1 konstytucji RP ("Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu") literalnie ewaporował. Nowy suweren zainstalował się między Brukselą a Sztrasburgiem i kwitnie jak pączek w maśle...
  • ... stąd generalnie brak mi wiary w pomyślność planów Jerzego Buzka, który deklaruje odważny zamiar wykorzenić korupcję z Parlamentu Europejskiego ("w związku z niewłaściwym zachowaniem niektórych europosłów należy podnieść standardy i poprawić przejrzystość działalności w Parlamencie Europejskim"). Przypominam, że to nie pierwsza afera tego rodzaju w tym półświatku -- parę lat temu był inny "przypadek korupcji na wielką skalę", zaś pod koniec ubiegłego stulecia do dymisji podała się cała ówczesna Komisja (zapamiętajcie to nazwiska: Jacques Santer i Edith Cresson) -- aczkolwiek oczywiście nie dlatego, że dopuścili się łapówkarstwa, lecz dlatego, że pozwolili się na korupcji złapać.
Komentarze (10)
Każda władza korumpuje, władza samorządowa -- samorzutnie
 Oceń wpis
   

Boss Tweed Tammany Hall korupcja w WałbrzychuWszystko wskazuje na to, że władze i część mieszkańców Wałbrzycha usilnie pracują nad tym, by miasto to zasłużyło na renomę centrum korupcji wyborczej w kraju. Dziwne, że nie chyba dostrzega tego sąd orzekający w sprawie ważności jesiennych wyborów samorządowych.

Gdzie mógłby powstać polski remake "Gangów Nowego Jorku" i dlaczego najlepszą lokalizacją wydaje się Wałbrzych? Czy ludzie urzędującego prezydenta patrzą na niego jak współcześni spoglądali na "Bossa" Tweeda? Czy wałbrzyski magistrat funkcjonuje jak Tammany Hall?
Wątpliwości nie ma chyba prokuratura, która -- mimo zwrotów akcji licznych i zaskakujących jak w sensacyjnym filmie (świadkowie odwołujący swoje zeznania i świadkowie zastraszani) -- postawiła zarzuty kupowania głosów wyborców Stefanosowi Ewangielu, radnemu Platformy i równocześnie szefowi miejskich wodociągów (podejrzany rzecz jasna zapewnia, że jest niewinny -- i osobiście nie mam podstaw do niewiary).

Zebrane przez prokuraturę -- wobec których ustąpić musiała nawet Platforma Obywatelska, która rozwiązała swoje wałbrzyskie struktury (warto przypomnieć, że rzekomi organizatorzy procederu mieli działać na rzecz obecnego prezydenta miasta, właśnie z PO -- sama ciśnie mi się dygresja, że skoro szansę ma dostać "Miro", to jeszcze nic straconego...) -- dowody na korumpowanie elektoratu to nadal za mało dla sądu, który kilka tygodni orzekał o ważności wyborów samorządowych i stwierdził, że brak dowodów na nieprawidłowości.

Cała nadzieja w sądzie apelacyjnym, do którego Patryk Wild (nawiasem mówiąc nie-tak-ciężko pracujący wiceprezes wrocławskiego MPK) złożył odwołanie: może uda się sięgnąć do dowodów zebranych przez prokuratorów, co pozwoli na rzetelne oszacowanie wpływu kupowania głosów na wynik wyborów. Jakby na to nie patrzeć Piotr Kruczkowski wygrał z Mirosławem Lubińskim różnicą ledwie 325 głosami, zaś oprócz kilkuset podobno kupionych głosów mówi się także o 650 kartach do głosowania, na których dopisano krzyżyki, unieważniając dokonany w ten sposób wybór.

Generalnie zamiast podsumowania pozwolę sobie przypomnieć moją ulubioną trawestację znanego zdania przypisywanego Lordowi Actonowi: "każda władza korumpuje, władza samorządowa korumpuje samorzutnie".

Komentarze (3)
7 z tygodnia (XIII)
 Oceń wpis
   
  • Samuel Langhorne Clemens aka "Mark Twain" podpadł -- równo sto lat po śmierci -- wydawcom, którzy zdecydowali się na ocenzurowanie jego książek. W nowych wydaniach "Przygód Hucka Finna" nie będzie już słówek "nigger" czy "injun" (tego nawet nie znałem), bo to rasistowskie słowa są. Zamiast "czarnucha" będzie tam "slave" (nb. czy nie powinny zaprotestować wschodnioeuropejskie rządy? Jakby na to nie patrzeć swojskie "Slavs" na określenie Słowianina ma taką samą etymologię!), zamiast Indianina coś innego.
    Absurdalnie pojmowana poprawność polityczna sięga już szczytów szczytów absurdów; poprawianie dzieł literackich ze względu na "nowe potrzeby w nowych czasach" jest chyba przedostatnim przystankiem przed skazaniem złych tytułów na zapomnienie -- ostatnim będą płonące stosy;
  • podobne problemy ma Republika Francuska: w malutkim miasteczku, którego nazwy nawet nie chce mi się przeklejać postanowiono zmienić nazwy 1/3 ulic. Sęk w tym, że noszą one imiona trzech marszałków, bohaterów I Wojny Światowej: Focha, Joffre i Gross IserePetaina. Dwóch pierwszych miało szczęście umrzeć kilkanaście lat po okryciu się sławą, ten trzeci dożył niestety totalitaryzmu -- i związał się z Rzeszą jako twórca i przywódca Państwa Francuskiego (tzw. Vichy -- na marginesie moim zdaniem nie sposób oceniać Petaina stuprocentowo jednostronnie: jego kolaboracja jest oczywista, ale czy w obliczu takiej pożogi nie da się uzasadniać oportunizmu koniecznością przeżycia?).
    No i oto teraz -- 90 lat po tym jak Petain okrył się chwałą i 70 lat po tym jak okrył się hańbą -- ichnia rada gminna ma zadanie...
  • z coraz większym przerażeniem przyglądam się temu co pisze się o aferze z kupowaniem głosów wyborców przez PO w Wałbrzychu. Tak, nie przesłyszeliście się: bardziej przeraża mnie to, co się pisze, niż sama w sobie afera.
    Tylko w ostatnim tygodniu mieliśmy kilka niespodziewanych zwrotów akcji -- najpierw się okazało, że mocno zaangażowani w "wyjaśnianie afery" są dziennikarze lokalnej TV, m.in. Sebastian Grempka, który wcześniej startował w tych wyborach z klubu Patryka Wilda (skądinąd prawdziwego człowieka renesansu: radnego wojewódzkiego od Rafała Dutkiewicza, równocześnie niedoszłego burmistrza Wałbrzycha, chwilowo członka zarządu wrocławskiego MPK sp. z o.o.), a jego telewizja obiecała płacić za informacje dotyczące rzekomego kupowania głosów. (Mało tego: po zeznawaniu jako świadek w sprawie -- przesłuchiwał go szef owej telewizji -- Grempka... wziął kamerę i jął kręcić relację ze sprawy...)...
    Później świadek, który miał najwięcej do powiedzenia o sprawie... odwołał zeznania w prokuraturze i powiedział, że namawiano go do kłamania o tym, że wie coś o kupowaniu głosów.
    A jeszcze później się okazało, że zeznający świadkowie są zastraszani -- po czym odwołują swoje zeznania -- a następnie zapadają się pod ziemię.
    Jak się o tym wszystkim czyta można przeoczyć fakt, że senator Ludwiczuk (kiedyś z PO, dziś już nie z PO) faktycznie nęcił współpracownika kontrkandydata PO posadami, że kamera nagrała nagabywanie wyborców, że są nagrania, w których lokalny fachowiec -- akurat zajmujący stanowisko szefa wodociągów miejskich (z ramienia Platformy, rzecz jasna -- podkreślam, żeby nie było, że tylko Rafał Dutkiewicz tak ładnie wspiera swojaków) -- proponuje człowiekowi posadę w zamian za organizowanie korupcji wyborczej...
  • rząd robi w balona także Wrocław: obwodnicę autostradową mieli już budować kole 1997 r. (ale nie udało się, bo stowarzyszenie ekologiczne, w którym działał jeden z niedawnych kandydatów na sędziego TK zablokowało projekty) -- i jak się wydaje, że już za chwileczkę, już za momencik coś z tego będzie, to gruchnęła wieść: AOW będzie bezpłatna, ale wyłącznie w obrębie miasta, lecz tranzyt będzie musiał płacić za przejazd. (Warto przypomnieć, że 2 miesiące temu -- w ogniu kampanii samorządowej, kiedy to nie robiliśmy polityki, bo budowaliśmy autostrady, premier obiecał, że AOW będzie za darmo... jak to pisałem? premier za często łamie wcześniejsze obietnice?)
    Oczywiście nie można powiedzieć, że premier skłamał -- podobnie jak nie można mu zarzucić odejścia od programu 3x15%, taniego państwa -- po prostu znów go życie dogoniło...)
    A jeszcze lepsi są lokalni politycy Platformy: Rafał Jurkowlaniec, marszałek województwa mówi o humbugu per "sensowny kompromis", zachwycony jest także wojewoda Marek Skorupa, którego zdaniem wprowadzenie opłat nie spowoduje, że ciężki ruch nie opuści centrum miasta...
  • UOKiK wreszcie bierze się za łobuzerskie konkursy esemesowe: na razie padło na "pusty esemes", którego organizator, tj. Internetq Poland sp. z o.o. (ten sam, który wraz z moim loteria BMW Internetq Polandulubionym operatorem robił szum pt. "loteria BMW") ma zapłacić prawie pół miliona złotych za stosowanie agresywnych praktyk rynkowych polegających na wkręcaniu użytkowników w spiralę wysyłania dziesiątek wysokopłatnych esemesów -- tylko po to, by wygrać wyimaginowane auto. Wkręcanie to polegało m.in. na spamowaniu posiadaczy komórek dziesiątkami -- UOKiK pisze o facecie, który dostał 168 "informacji" -- ciekawe ile ja bym dostał tych bzdur od Orange, jakbym kategorycznie nie zażądał zaprzestania tej polki?) -- esemesów, które można sprowadzić do mianownika "weź się zlituj i zapłać".
    Internetq Poland się broni i wyjaśnia, a najbardziej podoba mi się fraza "Wyrażamy jednocześnie ubolewanie z powodu tego, że niektórzy uczestnicy loterii Pusty SMS poczuli się wprowadzeni w błąd. Zapewniamy, że nie było to działanie intencjonalne (...) Zdajemy sobie sprawę, że zagadnienie uczestnictwa w grach hazardowych, w tym także loteriach smsowych, jest zagadnieniem złożonym. Dlatego też widzimy potrzebę edukacji konsumentów w tym zakresie, ponieważ z jednej strony gry hazardowe cieszą się coraz większym zainteresowaniem społecznym, z drugiej - niezrozumienie przez konsumentów istoty zjawiska i zasad, jakimi rządzą się gry hazardowe - skutkuje zgłaszaniem skarg konsumenckich do organizatorów lub UOKiK" -- no po prostu wypowiedź na temat jak ta lala;
  • nie sposób wrócić do odprysków sprawy WikiLeaks: amerykański Departament (nie)Sprawiedliwości uzyskał nakaz zobowiązujący Twittera do udostępnienia posiadanych danych jednej z islandzkich parlamentarzystek, która była zaangażowana w ujawnienie tajemnic wojennych i wspierała Assange. Rząd oczekuje zapisu jej -- oraz kilku innych osób -- aktywności w serwisie od 1 listopada 2009 roku, a także danych kontaktowych, określenia w sposobu płatności za usługi (karta/przelew), adresów IP, z których użytkownicy łączyli się z serwisem, etc. etc.
    To już naprawdę przekracza wszelkie granice zdrowego rozsądku i ściganctwa. Złą opinię miała administracja G.W. Busha, za to, że zgodziła się na stosowanie niekonwencjonalnych metod śledczych wobec terrorystów -- tymczasem administracja Obamy stosuje nie mniej ciekawe metody wobec "normalsów";
  • no i na koniec: wprawdzie wybrany przez premiera prezydent postawił się premierowi, ale premier -- ustami swojego rzecznika prasowego -- sygnalizuje, że mimo wszystko jakoś uda się zwolnić z pracy 10% urzędników, bo "niezależnie od tego, co stanie się z tą ustawą i co Trybunał Konstytucyjny w tej sprawie powie, rząd użyje wszystkich innych metod, żeby efekt tej ustawy osiągnąć, czyli redukcję przeprowadzić".
    Bogiem a prawdą to kolejny przypadek, kiedy jakiś tam urzędnik państwowy mówi "wola premiera -- najwyższym prawem". Jakby na to nie patrzeć wyroki TK powinny być święte, ale co o tej świętości myśli rząd -- ten, poprzedni, poprzedni przed poprzednim -- już dobrze wiemy.
     

PS1 Przypominam, że w rubryce "7 z tygodnia" nie zajmuję się analizą opisywanych tematów -- wyłącznie je wzmiankuję.

PS2 Na górnym zdjęciu to co pozostało po wsi Gross Iser. Tym ludziom nikt nie dał szansy choćby na zmianę nazw ulic. Niżej zrzut ekranu ukazujący to co Internetq Poland obiecuje abonentom Orange.

Komentarze (5)
1 | 2 | 3 | 4 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]