Zadziwiające: w myśl wczorajszego wyroku Trybunału Konstytucyjnego przyjęcie ustawy zakładającej redukcję zatrudnienia w administracji jest niezgodne z ustawą zasadniczą -- bo godzi w konstytucyjną zasadę zaufania do państwa.
Albo -- jak w publicystycznym stylu napisano w komunikacie prasowym po rozprawie na stronie internetowej TK -- zwalnianie pracowników mianowanych korpusu służby cywilnej jest niezgodne z konstytucją.
Wyłożone w owym komunikacie stanowisko sędziów jest proste i na pierwszy rzut oka wygląda całkiem sensownie: "kształtowanie zasad wykonywania pracy w administracji publicznej musi uwzględniać status urzędników (...) Szczególne znaczenie należy przypisać grupie urzędników tworzących korpus służby cywilnej, działający w urzędach administracji rządowej (art. 153 ust. 1 konstytucji). (...) Wszelkie modyfikacje odnoszące się do statusu oraz zasad funkcjonowania służby cywilnej należy oceniać każdorazowo pod kątem możliwości realizacji zadań administracji w sposób determinowany konstytucyjnie." Nie oznacza to jednak, że Trybunał chce widzieć klasę urzędniczą kastę nie do ruszenia; jakiegoś rodzaju ruchy kadrowe są do wyobrażenia, aczkolwiek "Trybunał Konstytucyjny dostrzegł możliwość wprowadzenia rozwiązań, które z uwagi na trudną sytuację budżetową państwa będą prowadziły ostatecznie do pogorszenia sytuacji prawnej urzędników służby cywilnej. Takie rozwiązania muszą mieć jednak charakter zrównoważony. Korzyści w sferze finansów publicznych oraz poprawy efektywności funkcjonowania administracji publicznej muszą być zbilansowane faktem uszczuplenia dotychczasowych gwarancji stabilizacji zatrudnienia urzędników służby cywilnej. W badanej sprawie ustawodawca przyjął natomiast dolegliwy mechanizm trwałego zwolnienia urzędników służby cywilnej w oparciu o kryteria, których treść nie stała się - nawet w minimalnym zakresie - przedmiotem regulacji na gruncie kwestionowanej ustawy".
wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 14 czerwca 2011 r., sygn. akt Kp 1/11
Generalnie i zasadniczo nie umiem się zgodzić z taką krytyką planowanej redukcji zatrudnienia w biurokracji: lawinowy wzrost liczby etatów w administracji jest faktem, oszczędności budżetowe -- jakby na to nie patrzeć chodzi o naszą kasę -- są koniecznością (i czasem nawet rząd wydaje się to pojmować) -- zaś żadna praca nie powinna oznaczać przywileju dożywotniego zatrudnienia. Byli kiedyś zecerzy (link dla najmłodszych Czytelników blogaska) -- i już nich nie ma, bo zmieniła się technologia wydawnicza. Nie było kiedyś informatyków -- a teraz już są, bo takie są potrzeby. Listę wymarłych i powstałych zawodów można ciągnąć w nieskończoność, nie widzę jednak najmniejszych przeszkód, by rząd -- a premier jest, pamiętajmy, zwierzchnikiem owej służby cywilnej -- w swojej mądrości nie mógł podejmować tego rodzaju decyzji.
(Idąc dalej w supozycjach: być może ktoś powinien teraz zaskarżyć przepis kodeksu pracy przewidujący możliwość wypowiedzenia umowy o pracę (albo chociaż tzw. "z przyczyn ekonomicznych" -- jakby na to nie patrzeć skoro wszyscy są równi wobec prawa, to nie można powiedzieć, iżby tylko wobec urzędników miała zastosowanie wyłożona przez Trybunał reguła o korzyściach z oszczędności vs. uszczuplenia dotychczasowych gwarancji zatrudnienia?)
Dość rzec, że wszystko wskazuje na to, że skutek wczorajszego rozstrzygnięcia odczujemy my wszyscy: "minister Michał Boni już zapowiedział, że nowej ustawy nie będzie. Rząd musi więc znaleźć inne źródła dochodów, by załatać niespodziewany ubytek" -- więc ja po prostu stawiam na dalsze podwyżki podatków.




