Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
 Oceń wpis
   

W przedostatnim wpisie poświęconym pewnej wspaniałej umowie międzynarodowej, której nie rozumieją nawet ministrowie zaangażowani w jej opracowanie -- na marginesie: czy tylko ja mam wrażenie, że posłanie ACTA do konsultacji tylko do podmiotów powiązanych z branżą jest równie stosowne, jak konsultowanie wyroku z prokuratorem, z pominięciem tego, co ma do powiedzenia obrońca? -- zabrakło tego, co lubię najbardziej.

Pytania: a nie mówiłem? 

Dwa lata temu z okładem, w czasie, gdy premier Tusk i jego konfraternia obmyślali chytry plan cenzurowania polskiego internetu (RSiUN) -- przypomnijmy, że chodziło o powołanie internetowego czegoś, gdzie ginęłyby "nielegalne treści" z sieci -- wiedziałem i mówiłem, że podejmowanie jakiejkolwiek dyskusji z Prezesem Rady Ministrów i dr. Bonim nie ma żadnego sensu, bo to ma tyle sensu, co "przywożę wam pokój!" Neville Chamberlaina (aczkolwiek czy trudno być profetykiem w Polsce?). 

Tymczasem minęły dwa lata, przez które pospotykali się, podebatowali, wypili parę palet mineralnej (tak, wiem, kąśliwy jestem), do rad przy drze Bonim powybierali -- a teraz albo hamletyzują, albo do dymisji się podają... całe 1,5 miesiąca od pierwszej zbiórki... 

Generalna konkluzja jest taka, że mnie to wszystko trochę śmieszy, a trochę tumani -- no ale jeśli ktoś naprawdę myśli, że można bezkarnie tańczyć z diabłem przy świetle księżyca... 

Komentarze (11)
Wrocław nie zasługuje na Europejską Stolicę Kultury
 Oceń wpis
   

Plakat Komitetu Wyborców Rafała Dutkiewicza

cytat na wczoraj: "Historyczna polisemiotyczność Wrocławia nieuchronnie rzuca cień enigmatyczności na jego współczesną tożsamość" -- z prezentacji Wrocławia w staraniach o ESK

cytat na jutro: "Jako zwolennik kultury oddolnej wierzę bardziej w trud osobniczy niż zbiorową pracę rozmaitych instytucji, które bez dotacji nie są w stanie funkcjonować. Osobiście po Europejskiej Stolicy Kultury niczego się nie spodziewam - ci, co dostają dotacje, dostaną większe i na pewno będą się z tego cieszyć. (...) Więc pewnie będzie kolejny festyn, trochę radości, a za następnych parę lat, no cóż, może będziemy kulturalną stolicą świata" -- Lech Janerka o zwycięstwie mojego miasta w konkursie na ESK

2010 flood, Kozanów, Wrocław, Poland


Oczywiście sukces Wrocławia w staraniach o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury powinien mnie zachwycać (i onieśmielać) -- podobnie jak zachwyca burmistrza Dutkiewicza -- a jednak nie zachwyca (i nie onieśmiela). Jako zdeklarowany sceptyk (bo przecież zawsze wychodzi na moje) już dziś wiem, że rację ma Lech Janerka: na projekcie ESK upaszą się tylko ci, którym już i tak sadło się wylewa bokami, co najwyżej w ramach "powiewu świeżości" wpuści się na salony paru nowych -- acz Dobrze-Znanych-Komu-Trzeba -- twórców (myślę, że to dobry czas, by jakąś trupę założył Jan Ż.).

Jasne, tym razem będzie prościej, niż wywiązać się ze ściemy "zrobimy wam skok cywilizacyjny na Euro 2012" -- Wrocław jako europejska stolica kultury (hmm pisane małymi literami brzmi to jednak dość głupio -- bo mało pretensjonalnie). Przede wszystkim nie trzeba zbudować nawet ćwierci kilometra autostrad, budowa Forum Muzyki wre i bez tego, a za całą resztę wystarczy -- warto przeczytać tekst "Setki milionów na odgrzewane kotlety" -- przemalowanie szyldów: Europejska Stolica Piosenki Aktorskiej, Europejski Brave Festiwal, Europejski Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty, czy Thanks Jimi Festival.
Traffic jam, Wrocław, Długa Sęk w tym, że to wszystko już było i w sumie miało się nieźle -- więc dołożenie na siłę owej "europejskości" dowodzi wyłącznie kompleksów, bo jakby dotychczasowe 32 edycje PPA były w czymkolwiek gorsze, bo nie-europejskie...

Prócz zwykłej marketingowej i biurokratycznej ściemy widzę w przyznaniu mojemu miastu tytułu jeszcze jeden minus: obecny magistrat dostaje do ręki kolejną zasłonę dymną, którą może kadzić ludności. Do świetnie dotąd eksploatowanego grepsu -- że jak to super jest, że to do Wrocławia tak chętnie ściągają różne korporacje (podczas gdy domorosły biznes siedzi z podkulonym ogonem -- nie to co na przykład w Poznaniu...) -- doszlusuje kolejny: kochani, jesteśmy miastem europejskiej kultury.

I znów będzie carte blanche do kolejnych chorych koncepcji: tworzenia "szybkiego tramwaju" obsługującego 1/3 obleganej -- bo popularnej, acz równocześnie likwidowanej! -- linii; rozpirzania remontami osi pl. JP2-Legnicka-Leśnica bez zorganizowania sensownej komunikacji zastępczej; planów budowy tunelu wzdłuż Odry (zamiast sensowniejszej przeprawy pod rzeką); takiego zapuszczenia służb komunalnych, że średniociężki opad śniegu (jak na początku grudnia) jest w stanie doszczętnie sparaliżować całe miasto; braku zabezpieczeń przeciwpowodziowych na niektórych osiedlach etc. etc.

Wrocław po prostu nie zasługuje na ten tytuł. Co więcej -- myślę, że żadne polskie miasto nie zasługuje na taki tytuł, nawet jeśli wskutek umowy biurokratów co jakiś czas musi go otrzymać jakieś miasto z kolejnego kraju. Za dużo w tym biurokratycznej ściemy, za mało prawdziwego życia.

Komentarze (13)
Bo każdy tancerz i fotograf to pirat i złodziej...
 Oceń wpis
   

jack mackie dance steps seattleKuriozum, znaczące wprawdzie -- ale tylko kuriozum (będzie o dozwolonym użytku, ale i o amerykańskim szaleństwie sądowym).

30 lat temu Jack Mackie, artysta z Seattle, za pieniądze z miejskiej kasy, ozdobił był publicznie dostępny trotuar metaloplastyką przedstawiającą różne kroki taneczne (jest tam rumba, samba, czacza bodajże, pewnie coś jeszcze).
"Dance Steps on Broadway" jest dostępna dla każdego przechodnia, pojawiają się tam także turyści i inne osoby, dla których twórczość ta jest na tyle atrakcyjna, żeby pomyśleć o utrwaleniu jej na kliszy (na karcie -- dla nowoczesnych).

Feler polega na tym, że Jack Mackie uważa, że fotografowanie jego twórczości artystycznej narusza przysługujące mu prawa autorskie, zwłaszcza, jeśli zdjęcia przeznaczone są do rozpowszechnienia w ramach agencji fotograficznej. I tak niedawno zażądał odszkodowania w wysokości 60 tys. dolarów od fotografa Mike Hipple, który przeszło 10 lat temu ujął na zdjęciu kobietę tańczącą na płaskorzeźbie Mackiego (polecam tekst na jego blogu).
Hipple wychodzi z założenia, że jego praca spełnia warunki fair use: nie naśladuje twórczości Mackiego, nie produkuje własnych płaskorzeźb -- po prostu jednym z elementów jego zdjęcia jest fragment "Dance Steps", podobnie jak mógłby nim być budynek wykonany według projektu architektonicznego (przecież też chronionego z mocy prawa autorskiego), obrazy w galerii (j.w.) i inne wytwory ludzkiej wyobraźni.

Ba, jak podkreślają krytycy Mackiego, uwiecznione w trotuarze kroki taneczne są przecież niczym więcej jak... krokami tanecznymi, więc bardzo możliwe, że sam Jack Mackie dopuścił się naruszenia praw autorskich twórców rumby czy salsy; albo skorzystał z możliwości jakie daje dozwolony użytek.

Z motywacją twórcy "Dance Steps on Broadway" można zapoznać się w krótkim wywiadzie jakiego udzielił serwisowi Seattlest.com -- jego zdaniem każdy może swobodnie fotografować jego metaloplastykę, jednak odpłatne rozpowszechnianie zdjęć ma już wymagać zgody Mackiego (a pewnie i tantiem). Jego zdaniem takie zdjęcia to nic innego jak utwór zależny, a zatem rozpowszechnianie takiego dzieła wymaga zgody twórcy utworu pierwotnego. Fotograf Hipple, dodaje rzeźbiarz, może uniknąć kosztownego procesu sądowego -- jeśli zapłaci te marne 60 tys. dolarów.

Co ciekawe Mackie znany jest z tego rodzaju działalności. Jak mówią internety kilka lat temu pozwał Orkiestrę Symfoniczną Seattle za wykorzystanie motywu jego dzieła w reklamie bez stosownej zgody. Wówczas sąd zasądził na jego rzecz odszkodowanie w wysokości 1000 dolarów; Mackie chciał więcej -- i przegrał. (Tutaj można zapoznać się z wyrokiem United States Court of Appeals, 9th Circuit (sygn. 296 F.3d 909) w sprawie Jack Mackie vs. Bonnie Rieser; Seattle Symphony Orchestra Public Benefit Corporation, a Washington Nonprofit Corporation.)

 

PS na zdjęciu "Rumba" by Jack Mackie, zdjęcie wykonała allegri (Flickr) i w swojej uprzejmości udostępniła je na licencji CC/BY/SA.

Komentarze (2)
Kontrowersyjna książka o Kapuścińskim ofiarą cenzury?
 Oceń wpis
   

Kapuściński non Fiction Artur DomosławskiWiele wskazuje na to, że niedługo będziemy świadkami kolejnego gor(sz)ącego sporu z cyklu: czy w imię ochrony pamięci o zmarłych można sądownie wstrzymywać publikację kontrowersyjnej książki.

Kontrowersyjną książką jest "Kapuściński non-fiction" Artura Domosławskiego, natomiast kontrowersje -- jak pisze "Press" -- dotyczą życia Ryszarda Kapuścińskiego. Alicję Kapuścińską, wdowę po doskonałym (to nie złośliwość -- dla mnie Kapuściński jest na panteonie polskiej literatury obok Kisiela i nad Gombrowiczem) reporterze zaniepokoiły zamieszczone w książce informacje uzyskane z archiwum IPN o rzekomej rejestracji pisarza jako agenta polskiego wywiadu oraz zarzuty (powtarzam za "Press"), iż w części reportaży "są elementy niemające związku z rzeczywistością". Czyli że -- mówiąc prostymi słowami -- że część rzeczy była zmyślona.
Z tego względu złożyła w sądzie pozew o zakazanie wydawcy rozpowszechniania książki, a także wniosek o zabezpieczenie powództwa poprzez wstrzymanie jej dystrybucji (zapowiadanej na 1 marca) aż do czasu wydania wyroku w sprawie.

Nie wdając się w spór o to czy Ryszard Kapuściński, podróżując po świecie jako dziennikarz, mógł równocześnie wykonywać zadania wywiadowcze (jego relacja z początku wojny domowej w Angoli jest tak niesamowita, że sam już nie wiem co o tym sądzić) oraz czy zdarzało mu się poprawiać rzeczywistość -- a także czy kontrowersje w takiej książce mogą naruszać dobra osobiste rodziny zmarłego -- muszę konsekwentnie zaprotestować przeciwko zaprzęganiu instytucji zabezpieczenia powództwa w walce z wolnym słowem.

Raz, że jakkolwiek wielkim pisarzem Kapuściński był, dopuszczalne, dozwolone i uprawnione jest badanie i dyskutowanie o jego życiu oraz twórczości. Dwa, że jeśli Artur Domosławski dotarł do materiałów zgromadzonych w archiwach IPN i je rzetelnie opracował, a także zbadał i porównał fakty z opisem, odnajdując nieścisłości -- mógł i może o tym pisać.
Jeśli się mylił -- można z nim polemizować; jeśli skłamał -- gore mu i na pohybel. Ale nie wolno mu zakazywać pisania!

Zdania tego nie zmienię bez względu na to, czy to Domosławski będzie pisał o Kapuścińskim, czy Zyzak o Wałęsie, czy Irving o holokauście, The Guardian ujawniał informacje o Trafigurze albo Dederko kręcił film o Amwayu bądź TVP o Almie.
(Podobnie -- acz z nieco innej perspektywy -- oceniam zamęt wokół wierszy ks. Twardowskiego i książek Józefa Mackiewicza -- na marginesie polecam ciekawy wywiad z pisarzem opublikowany swego czasu w Tysolu.)

Problem w tym, że mamy tu zderzenie dwóch wartości: prawa do obrony dobrego imienia człowieka oraz wolności badań naukowych i wolności słowa -- i chociaż nigdy postawię kategorycznej tezy, iżby wolność słowa wyżej godności stała, sądzę, że w przypadku biografii znanych osób (zakładając rzetelność warsztatu autorskiego, bo nie mogę zakładać inaczej) pierwszeństwo powinna brać właśnie wolność dyskusji i polemiki.
W przeciwnym razie możemy dojść do wniosku, że niepotrzebny jest nam RSiUN i inna zinstytucjonalizowana cenzura -- sprawną cenzurę może zorganizować zwykły pozew o ochronę dóbr osobistych.

Komentarze (29)
Wypożyczanie książek w bibliotekach a prawo autorskie
 Oceń wpis
   

czytelnia w jesziwiePrzy okazji dyskusji poświęconej czytaniu książek w Empiku w kontekście dozwolonego użytku P.T. Czytelnicy wywołali temat bibliotek, który od czasu do czasu powraca w dyskusjach poświęconych "piractwu" i jumaniu. Czyli: skoro tępi się różnych piratów, to czy nie powinno się w pierwszym rzędzie wytępić bibliotek?

Muszę przyznać, że tego rodzaju zabieg erystyczny -- klasyczne mutatio controversiae -- budzi we mnie złośliwy uśmieszek. Nie byłoby takich zwodniczych pytań, jakby pytający zadał sobie trud przeczytania kawałka -- dokładnie między art. 23 i art. 35 -- ustawy o prawie autorskim i prawach pochodnych.

art. 28 pr.aut.:
Biblioteki, archiwa i szkoły mogą:
1) udostępniać nieodpłatnie, w zakresie swoich zadań statutowych, egzemplarze utworów rozpowszechnionych;
2) sporządzać lub zlecać sporządzanie egzemplarzy rozpowszechnionych utworów w celu uzupełnienia, zachowania lub ochrony własnych zbiorów;
3) udostępniać zbiory dla celów badawczych lub poznawczych za pośrednictwem końcówek systemu informatycznego (terminali) znajdujących się na terenie tych jednostek.
Otóż biblioteki (a także archiwa i szkoły) prowadzą działalność w zakresie udostępniania egzemplarzy utworów na podstawie licencji ustawowej (art. 28 pkt 1 pr.aut.). Oznacza to, że biblioteka działająca w sposób określony przepisem nie musi mieć dodatkowej zgody od wydawcy czy autora na udostępnianie utworów ze swoich zbiorów, zatem "wypożyczanie" książek nie jest naruszeniem prawa autorskiego -- a zarazem autor czy wydawca nie może się temu sprzeciwić.
Zgody takiej udzielił ustawodawca, określając zakres i warunki udostępniania wprost w normie prawnej -- jest to nic innego jak jeszcze jedna z form dozwolonego użytku.

Mało tego: ustawodawca zezwolił także na wykonywanie "kopii zapasowych" utworów, jeśli jest to niezbędne dla uzupełnienia bądź zachowania zbiorów (art. 28 pkt 2 pr.aut.) -- uprawnienie to przysługuje wyłącznie wobec utworów już niedostępnych w handlu -- a także na udostępniania zbiorów za pośrednictwem terminali -- co implikuje zezwolenie na "digitalizację kontentu", czyli -- mówiąc po ludzku -- zeskanowanie czy wykonanie fotokopii pozycji z własnych zbiorów (art. 28 pkt 3 pr.aut.).

Warto zwrócić uwagę na warunki, jakie musi spełniać udostępnianie egzemplarzy utworów, nie wykraczało poza ramy dozwolonego użytku:

  • podstawowa sprawa: uprawnionym z licencji ustawowej są wyłącznie biblioteki, archiwa bądź szkoły. Każdy z tych podmiotów jest zdefiniowany w stosownych przepisach. I tak (w dużym skrócie) biblioteka to instytucja kultury działająca na podstawie ustawy o bibliotekach (od razu wyjaśniam, że założyć bibliotekę może także osoba prywatna);
  • powyższe z góry zakłada, że uprawnienie to nie przysługuje bezpośrednio spółce prawa handlowego (bądź innemu przedsiębiorcy), który zamierza prowadzić w tym zakresie działalność gospodarczą; natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, by przedsiębiorca był organizatorem biblioteki (aczkolwiek wówczas biblioteka nie będzie jego przedmiotem działalności);
  • udostępniać można wyłącznie egzemplarze utworów już rozpowszechnionych, czyli takich, które można normalnie kupić. Egzemplarze przedpremierowe mogą pojawić się w bibliotece wyłącznie za zgodą uprawnionego;
  • udostępnianie egzemplarzy musi wynikać z wykonywania zadań statutowych jednostki (co w przypadku biblioteki jest oczywiste);
  • udostępnianie egzemplarzy utworów musi być bezpłatne -- warto jednak zwrócić uwagę na art. 14 ust. 2 ustawy o bibliotekach, który zezwala na pobieranie przez biblioteki opłat np. za wypożyczanie materiałów audiowizualnych, za niezwrócenie w terminie wypożyczonych materiałów bibliotecznych (na marginesie: ustawodawca dość nieszczęśliwie używa w tym kontekście czasownika "pożyczać", który przecież kodeksowo ma kompletne inne znaczenie -- por. art. 720 kc);
  • twórcom nie należą się także tantiemy za udostępnianie w bibliotekach ich książek (zgodnie z art. 34 zd. ostatnie pr.aut. twórcy przysługuje wynagrodzenie tylko jeśli stanowi tak stosowny przepis ustawy);
  • udostępnianie zbiorów w internecie nie stanowi korzystania z egzemplarzy utworów w ramach dozwolonego użytku, zatem w takim przypadku biblioteka powinna uzyskać zgodę osoby uprawnionej, bądź też ograniczyć się do utworów, co do których autorskie prawa majątkowe już wygasły (por. Beata Jewuła, "Prawo autorskie a działalność bibliotek", Zeszyty Naukowe UJ, 2008/2/117).

Reasumując: owszem, bez ustawowej licencji na udostępnianie książek biblioteki musiałyby pozawierać sobie umowy z wydawcami -- albo kupować jakieś egzemplarze "do wypożyczania". Jednakże dzięki art. 28 pr.aut. biblioteki, archiwa i szkoły działające w sposób tam określony mogą spokojnie, bezpłatnie -- czyli także bez konieczności odprowadzania wynagrodzenia autorom czy wydawcom -- udostępniać utwory swoim klientom, bez obawy narażenia się na zarzut "piractwa".

Komentarze (35)
1 | 2 | 3 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]