Absurdalna ciekawostka, tym razem nie z Polski: władze Kuwejtu zakazały używania w miejscach publicznych, na ulicach i w centrach handlowych... cyfrowych aparatów lustrzanych (DSLR). Odtąd lustrzanki będą dozwolone wyłącznie w rękach profesjonalnych, prasowych fotografów.
Problem polega na tym -- o ile dobrze rozumiem dość lakoniczny tekst opublikowany w "Kuwait Times" -- że widok "dużego czarnego" aparatu w rękach różnych osób mógł powodować wśród przechodniów pewnego rodzaju dyskomfort (a więc wraca temat, o którym pisałem w tekstach Fotografowanie a prawo do prywatności (sprawa J.K. Rowling) czy Wraca temat zakazu fotografowania (a prawo do prywatności). Zakaz nie dotyczy posługiwania się wyposażonymi przecież w moduły fotograficzne komórkami, kompaktami ani też -- jak sądzę -- coraz popularniejszymi aparatami bezlusterkowymi.
Aparaty lustrzane nadal będą w Kuwejcie dozwolone, jednak w pełni legalne będzie ich używanie dla fotografowania robaczków lub krajobrazów ;-)
Prawa do prywatności postronnych osób ignorować się nie da, stąd z jednej strony rozumiem uwagi, że przecież czy to komórką, czy mniejszym aparatem można osiągnąć taki sam efekt; z drugiej strony jak sądzę rządowi Kuwejtu chodzi raczej tylko o tzw. "odczucie społeczne" -- przekonuje mnie do tego zdanie "przechodnie mogą się zastanawiać czy aparat nie jest aby używany w złych celach"...
Oczywiście "zły cel" można osiągnąć każdym aparatem, a jeszcze prędzej rewolwerem; z drugiej strony przecież każdy powinien mieć możliwość samodzielnej oceny, co uważa za naruszenie jego prywatności -- i nikt, zwłaszcza władze -- nie powinien go w tej (swobodnej) ocenie wyręczać.
Słowo komentarza osobistego: używałem lustrzanek od 22 lat -- aż do lata tego roku, kiedy pozbyłem się (odsprzedałem) -- chyba podejrzewając podobne kroki i w naszym pięknym kraju -- ostatnią z nich. Stąd zaprezentowane powyżej zdjęcie zostało wykonane aparatem, z którym mógłbym już swobodnie pojawić się na kuwejckich ulicach. Czego sobie i Państwu życzę.
PS polecam też ciekawy tekst w temacie na blogu Jacka Sierpińskiego.




