7 z tygodnia (XIII)
 Oceń wpis
   
  • Samuel Langhorne Clemens aka "Mark Twain" podpadł -- równo sto lat po śmierci -- wydawcom, którzy zdecydowali się na ocenzurowanie jego książek. W nowych wydaniach "Przygód Hucka Finna" nie będzie już słówek "nigger" czy "injun" (tego nawet nie znałem), bo to rasistowskie słowa są. Zamiast "czarnucha" będzie tam "slave" (nb. czy nie powinny zaprotestować wschodnioeuropejskie rządy? Jakby na to nie patrzeć swojskie "Slavs" na określenie Słowianina ma taką samą etymologię!), zamiast Indianina coś innego.
    Absurdalnie pojmowana poprawność polityczna sięga już szczytów szczytów absurdów; poprawianie dzieł literackich ze względu na "nowe potrzeby w nowych czasach" jest chyba przedostatnim przystankiem przed skazaniem złych tytułów na zapomnienie -- ostatnim będą płonące stosy;
  • podobne problemy ma Republika Francuska: w malutkim miasteczku, którego nazwy nawet nie chce mi się przeklejać postanowiono zmienić nazwy 1/3 ulic. Sęk w tym, że noszą one imiona trzech marszałków, bohaterów I Wojny Światowej: Focha, Joffre i Gross IserePetaina. Dwóch pierwszych miało szczęście umrzeć kilkanaście lat po okryciu się sławą, ten trzeci dożył niestety totalitaryzmu -- i związał się z Rzeszą jako twórca i przywódca Państwa Francuskiego (tzw. Vichy -- na marginesie moim zdaniem nie sposób oceniać Petaina stuprocentowo jednostronnie: jego kolaboracja jest oczywista, ale czy w obliczu takiej pożogi nie da się uzasadniać oportunizmu koniecznością przeżycia?).
    No i oto teraz -- 90 lat po tym jak Petain okrył się chwałą i 70 lat po tym jak okrył się hańbą -- ichnia rada gminna ma zadanie...
  • z coraz większym przerażeniem przyglądam się temu co pisze się o aferze z kupowaniem głosów wyborców przez PO w Wałbrzychu. Tak, nie przesłyszeliście się: bardziej przeraża mnie to, co się pisze, niż sama w sobie afera.
    Tylko w ostatnim tygodniu mieliśmy kilka niespodziewanych zwrotów akcji -- najpierw się okazało, że mocno zaangażowani w "wyjaśnianie afery" są dziennikarze lokalnej TV, m.in. Sebastian Grempka, który wcześniej startował w tych wyborach z klubu Patryka Wilda (skądinąd prawdziwego człowieka renesansu: radnego wojewódzkiego od Rafała Dutkiewicza, równocześnie niedoszłego burmistrza Wałbrzycha, chwilowo członka zarządu wrocławskiego MPK sp. z o.o.), a jego telewizja obiecała płacić za informacje dotyczące rzekomego kupowania głosów. (Mało tego: po zeznawaniu jako świadek w sprawie -- przesłuchiwał go szef owej telewizji -- Grempka... wziął kamerę i jął kręcić relację ze sprawy...)...
    Później świadek, który miał najwięcej do powiedzenia o sprawie... odwołał zeznania w prokuraturze i powiedział, że namawiano go do kłamania o tym, że wie coś o kupowaniu głosów.
    A jeszcze później się okazało, że zeznający świadkowie są zastraszani -- po czym odwołują swoje zeznania -- a następnie zapadają się pod ziemię.
    Jak się o tym wszystkim czyta można przeoczyć fakt, że senator Ludwiczuk (kiedyś z PO, dziś już nie z PO) faktycznie nęcił współpracownika kontrkandydata PO posadami, że kamera nagrała nagabywanie wyborców, że są nagrania, w których lokalny fachowiec -- akurat zajmujący stanowisko szefa wodociągów miejskich (z ramienia Platformy, rzecz jasna -- podkreślam, żeby nie było, że tylko Rafał Dutkiewicz tak ładnie wspiera swojaków) -- proponuje człowiekowi posadę w zamian za organizowanie korupcji wyborczej...
  • rząd robi w balona także Wrocław: obwodnicę autostradową mieli już budować kole 1997 r. (ale nie udało się, bo stowarzyszenie ekologiczne, w którym działał jeden z niedawnych kandydatów na sędziego TK zablokowało projekty) -- i jak się wydaje, że już za chwileczkę, już za momencik coś z tego będzie, to gruchnęła wieść: AOW będzie bezpłatna, ale wyłącznie w obrębie miasta, lecz tranzyt będzie musiał płacić za przejazd. (Warto przypomnieć, że 2 miesiące temu -- w ogniu kampanii samorządowej, kiedy to nie robiliśmy polityki, bo budowaliśmy autostrady, premier obiecał, że AOW będzie za darmo... jak to pisałem? premier za często łamie wcześniejsze obietnice?)
    Oczywiście nie można powiedzieć, że premier skłamał -- podobnie jak nie można mu zarzucić odejścia od programu 3x15%, taniego państwa -- po prostu znów go życie dogoniło...)
    A jeszcze lepsi są lokalni politycy Platformy: Rafał Jurkowlaniec, marszałek województwa mówi o humbugu per "sensowny kompromis", zachwycony jest także wojewoda Marek Skorupa, którego zdaniem wprowadzenie opłat nie spowoduje, że ciężki ruch nie opuści centrum miasta...
  • UOKiK wreszcie bierze się za łobuzerskie konkursy esemesowe: na razie padło na "pusty esemes", którego organizator, tj. Internetq Poland sp. z o.o. (ten sam, który wraz z moim loteria BMW Internetq Polandulubionym operatorem robił szum pt. "loteria BMW") ma zapłacić prawie pół miliona złotych za stosowanie agresywnych praktyk rynkowych polegających na wkręcaniu użytkowników w spiralę wysyłania dziesiątek wysokopłatnych esemesów -- tylko po to, by wygrać wyimaginowane auto. Wkręcanie to polegało m.in. na spamowaniu posiadaczy komórek dziesiątkami -- UOKiK pisze o facecie, który dostał 168 "informacji" -- ciekawe ile ja bym dostał tych bzdur od Orange, jakbym kategorycznie nie zażądał zaprzestania tej polki?) -- esemesów, które można sprowadzić do mianownika "weź się zlituj i zapłać".
    Internetq Poland się broni i wyjaśnia, a najbardziej podoba mi się fraza "Wyrażamy jednocześnie ubolewanie z powodu tego, że niektórzy uczestnicy loterii Pusty SMS poczuli się wprowadzeni w błąd. Zapewniamy, że nie było to działanie intencjonalne (...) Zdajemy sobie sprawę, że zagadnienie uczestnictwa w grach hazardowych, w tym także loteriach smsowych, jest zagadnieniem złożonym. Dlatego też widzimy potrzebę edukacji konsumentów w tym zakresie, ponieważ z jednej strony gry hazardowe cieszą się coraz większym zainteresowaniem społecznym, z drugiej - niezrozumienie przez konsumentów istoty zjawiska i zasad, jakimi rządzą się gry hazardowe - skutkuje zgłaszaniem skarg konsumenckich do organizatorów lub UOKiK" -- no po prostu wypowiedź na temat jak ta lala;
  • nie sposób wrócić do odprysków sprawy WikiLeaks: amerykański Departament (nie)Sprawiedliwości uzyskał nakaz zobowiązujący Twittera do udostępnienia posiadanych danych jednej z islandzkich parlamentarzystek, która była zaangażowana w ujawnienie tajemnic wojennych i wspierała Assange. Rząd oczekuje zapisu jej -- oraz kilku innych osób -- aktywności w serwisie od 1 listopada 2009 roku, a także danych kontaktowych, określenia w sposobu płatności za usługi (karta/przelew), adresów IP, z których użytkownicy łączyli się z serwisem, etc. etc.
    To już naprawdę przekracza wszelkie granice zdrowego rozsądku i ściganctwa. Złą opinię miała administracja G.W. Busha, za to, że zgodziła się na stosowanie niekonwencjonalnych metod śledczych wobec terrorystów -- tymczasem administracja Obamy stosuje nie mniej ciekawe metody wobec "normalsów";
  • no i na koniec: wprawdzie wybrany przez premiera prezydent postawił się premierowi, ale premier -- ustami swojego rzecznika prasowego -- sygnalizuje, że mimo wszystko jakoś uda się zwolnić z pracy 10% urzędników, bo "niezależnie od tego, co stanie się z tą ustawą i co Trybunał Konstytucyjny w tej sprawie powie, rząd użyje wszystkich innych metod, żeby efekt tej ustawy osiągnąć, czyli redukcję przeprowadzić".
    Bogiem a prawdą to kolejny przypadek, kiedy jakiś tam urzędnik państwowy mówi "wola premiera -- najwyższym prawem". Jakby na to nie patrzeć wyroki TK powinny być święte, ale co o tej świętości myśli rząd -- ten, poprzedni, poprzedni przed poprzednim -- już dobrze wiemy.
     

PS1 Przypominam, że w rubryce "7 z tygodnia" nie zajmuję się analizą opisywanych tematów -- wyłącznie je wzmiankuję.

PS2 Na górnym zdjęciu to co pozostało po wsi Gross Iser. Tym ludziom nikt nie dał szansy choćby na zmianę nazw ulic. Niżej zrzut ekranu ukazujący to co Internetq Poland obiecuje abonentom Orange.

Komentarze (5)
Przekręcanie imion a dozwolony użytek ;-)
 Oceń wpis
   

mowa kontrolowana dobrochna dabertDworuję sobie tu czasem z polityków, z samorządowców ("każda władza ogłupia, władza samorządowa -- samorzutnie"), z prawników czasem nawet. Rzadko zajmuję się jednak nauką polską, a zwłaszcza "pracownikami nauki" (piszę w cudzysłowie, choć erzac ten naukowców zasługuje na podniesienie do dumnej rangi nazwy własnej tej grupy zawodowej).

Na temat pracowników naukowych mam swoje zdanie i go nie zapomnę, chociaż mija 9 lat odkąd przestałem się z przyjemnością doktoryzować (kto pamięta, ten wie o czym mówię, a komu się film urwał -- niech żałuje).

Oto i drobny, acz trochę mówiący szczegół z cyklu: jak się nie wie, to się zmyśli, na który natrafiłem wpisując w okienko wyszukiwarki Google Books moje własne imię i nazwisko.
Trafiłem w ten sposób na książkę pt. "Mowa kontrolowana: szkice o języku publicznym w Polsce po 1989 roku" autorstwa dr hab. Dobrochny Dabert-Bakuły (nie znam, nie czytałem, nie mogę zatem ani polecać, ani odradzać), w której w rozdziale "Gniewna mowa prawicy" najwyraźniej zacytowała napisany przeze mnie -- rety, to już 13 lat! -- tekst "Konstytucja dla wszystkich?" opublikowanego w tygodniku Najwyższy Czas!

dorabanie imienia Jednym z warunków możliwości skorzystania z prawa cytatu jest prawidłowe oznaczenie cytatu imieniem i nazwiskiem autora. I oto Autorka zrobiła ze mnie -- to i tak lepiej od Mr. Internet -- Olgierda Marię Rudak (sic!)

Tak, przyznaję, w pradawnych latach 90-tych, troszkę przez przekorę (wiąże się z tym pewna anegdota z czasów PRL -- w dużym skrócie była to reakcja na prześladowania jakie mnie wówczas spotkały ;-), podpisywałem się w druku jako "Olgierd M. Rudak" (sprawdźcie w archiwum "Polityki"). Nigdy jednak nie rozwijałem owego "M." w "Marię" -- nie rozwijałem, albowiem, do stu tysięcy kartaczy, nie tak mam na drugie!!

Nie wiem skąd dr hab. Dabert wzięła ową Marię. Mogę tylko zgadywać, że nie spodobało się owo bondowskie M, toteż zostało zastąpione przaśno-biblijnym "Maria" ;-)

No dobra, w sumie ten tekst też jest o dozwolonym użytku ;-)

Komentarze (3)
Kontrowersyjna książka o Kapuścińskim ofiarą cenzury?
 Oceń wpis
   

Kapuściński non Fiction Artur DomosławskiWiele wskazuje na to, że niedługo będziemy świadkami kolejnego gor(sz)ącego sporu z cyklu: czy w imię ochrony pamięci o zmarłych można sądownie wstrzymywać publikację kontrowersyjnej książki.

Kontrowersyjną książką jest "Kapuściński non-fiction" Artura Domosławskiego, natomiast kontrowersje -- jak pisze "Press" -- dotyczą życia Ryszarda Kapuścińskiego. Alicję Kapuścińską, wdowę po doskonałym (to nie złośliwość -- dla mnie Kapuściński jest na panteonie polskiej literatury obok Kisiela i nad Gombrowiczem) reporterze zaniepokoiły zamieszczone w książce informacje uzyskane z archiwum IPN o rzekomej rejestracji pisarza jako agenta polskiego wywiadu oraz zarzuty (powtarzam za "Press"), iż w części reportaży "są elementy niemające związku z rzeczywistością". Czyli że -- mówiąc prostymi słowami -- że część rzeczy była zmyślona.
Z tego względu złożyła w sądzie pozew o zakazanie wydawcy rozpowszechniania książki, a także wniosek o zabezpieczenie powództwa poprzez wstrzymanie jej dystrybucji (zapowiadanej na 1 marca) aż do czasu wydania wyroku w sprawie.

Nie wdając się w spór o to czy Ryszard Kapuściński, podróżując po świecie jako dziennikarz, mógł równocześnie wykonywać zadania wywiadowcze (jego relacja z początku wojny domowej w Angoli jest tak niesamowita, że sam już nie wiem co o tym sądzić) oraz czy zdarzało mu się poprawiać rzeczywistość -- a także czy kontrowersje w takiej książce mogą naruszać dobra osobiste rodziny zmarłego -- muszę konsekwentnie zaprotestować przeciwko zaprzęganiu instytucji zabezpieczenia powództwa w walce z wolnym słowem.

Raz, że jakkolwiek wielkim pisarzem Kapuściński był, dopuszczalne, dozwolone i uprawnione jest badanie i dyskutowanie o jego życiu oraz twórczości. Dwa, że jeśli Artur Domosławski dotarł do materiałów zgromadzonych w archiwach IPN i je rzetelnie opracował, a także zbadał i porównał fakty z opisem, odnajdując nieścisłości -- mógł i może o tym pisać.
Jeśli się mylił -- można z nim polemizować; jeśli skłamał -- gore mu i na pohybel. Ale nie wolno mu zakazywać pisania!

Zdania tego nie zmienię bez względu na to, czy to Domosławski będzie pisał o Kapuścińskim, czy Zyzak o Wałęsie, czy Irving o holokauście, The Guardian ujawniał informacje o Trafigurze albo Dederko kręcił film o Amwayu bądź TVP o Almie.
(Podobnie -- acz z nieco innej perspektywy -- oceniam zamęt wokół wierszy ks. Twardowskiego i książek Józefa Mackiewicza -- na marginesie polecam ciekawy wywiad z pisarzem opublikowany swego czasu w Tysolu.)

Problem w tym, że mamy tu zderzenie dwóch wartości: prawa do obrony dobrego imienia człowieka oraz wolności badań naukowych i wolności słowa -- i chociaż nigdy postawię kategorycznej tezy, iżby wolność słowa wyżej godności stała, sądzę, że w przypadku biografii znanych osób (zakładając rzetelność warsztatu autorskiego, bo nie mogę zakładać inaczej) pierwszeństwo powinna brać właśnie wolność dyskusji i polemiki.
W przeciwnym razie możemy dojść do wniosku, że niepotrzebny jest nam RSiUN i inna zinstytucjonalizowana cenzura -- sprawną cenzurę może zorganizować zwykły pozew o ochronę dóbr osobistych.

Komentarze (29)
Fotografowanie a prawo do prywatności (sprawa J.K. Rowling)
 Oceń wpis
   
I jeszcze jeden głos na temat prywatności osób 'ze świecznika' -- oraz ich bliskich -- zgodnie z dzisiejszym orzeczeniem angielskiego sądu J.K. Rowling może domagać się przed sądem ochrony życia prywatnego jej syna.

Sprawa dotyczy zdjęć wykonanych prawie 4 lata temu przez paparazzi pracującego dla agencji Big Pictures. Ujęcia przedstawiały wówczas półtorarocznego syna Davida w wózeczku i zostały wykonane z większej odległości, teleobiektywem, bez wiedzy rodziców; następnie ukazały się drukiem m.in. w Sunday Express.

Rozsierdzona tym Rowling poszła w imieniu dziecka do sądu, jednak w pierwszej instancji spotkał ją kubeł zimnej wody -- sąd orzekł, iż nikt nie może domagać się 'wykrojenia wolnej od prasy strefy wokół jego dziecka' -- i odmówił rozpatrzenia powództwa.

Inny pogląd wyraził sąd apelacyjny. Nie przesądzając o zasadności roszczenia sędzia Sir Anthony Clarke stwierdził, że bycie dzieckiem sławnych rodziców nie jest zasadniczo odmienne od bycia dzieckiem rodziców, których życie toczy się w cieniu -- dotyczy to także kwestii ochrony prywatności przed ciekawskimi fotoreporterami oraz prasą chętnie publikującą zdjęcia wszystkiego co jest w jakikolwiek sposób związane z celebrities.
Sprawą znów będzie musiał się zająć sąd pierwszej instancji, orzekając na ile takie zachowanie paparazzi faktycznie stanowi naruszenie prywatności dziecka popularnej pisarki.

Wydaje mi się, że opinia sądu -- zwłaszcza, że jak podkreśla Guardian, wydana została w oparciu o Europejską Konwencję Praw Człowieka -- powinna przemówić do tych wszystkich, którzy uważają, że 'robienie zdjęć jest tak samo szkodliwe jak patrzenie' (no tak, ale jak się robi szopkę w CH Janki to trudno, żeby było inaczej ;-)

Nie jest bowiem prawdą, iż skoro art. 81 pr.aut. mówi o konieczności uzyskania zgody na rozpowszechnianie wizerunku 'osoby niepublicznej' to a) można wszystko zrobić z wizerunkiem osoby publicznej, włącznie np. z wykorzystaniem w reklamie, b) nie można mówić o samej czynności fotografowania jako ewentualnie godzącej w cudzą prywatność.
Komentarze (8)
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]