Zakaz organizacji manifestacji nie może być wydumany
 Oceń wpis
   

Warto zwrócić uwagę na dalszy rozwój wypadków w sprawie niedawnej serii zakazów i innych szykan wymierzonych w organizatorów marszów zwolenników legalizacji marihuany.

Oto inicjatywa "Wolne Konopie", wobec której bądź stosowano zakazy organizacji zgromadzeń, bądź też domagano się odwołania "nielegalnych" (ponieważ zorganizowanych "bez zezwolenia") manifestacji, zdecydowała się skorzystać z drogi sądowej dla podważenia takich decyzji -- i oto dzisiejszym orzeczeniem NSA podtrzymał wcześniejsze rozstrzygnięcie warszawskiego WSA (tj. wyrok z 5 października 2010 r., sygn. VII SA/Wa 1856/10): odmowa zgody na organizację 36 publicznych zgromadzeń po 200 osób każde, które polegałyby na przemarszu głównymi ulicami Warszawy -- tylko dlatego, że spowodowałoby to paraliż miasta -- była bezprawna.

Celem planowanych zgromadzeń było zaprotestowanie przeciwko zamykaniu do więzień osób, które używają konopi oraz zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem ustawy dopuszczającym posiadanie i używanie niewielkiej ilości lekkich narkotyków na własne potrzeby. (Skądinąd cel sam w sobie jest znacznie lepszy, niż planowany przez rząd skok na naszą kasę przymusowo zakiszoną w OFE.)
Jednakże zdaniem prezydentki Warszawy wyłącznym celem zgromadzeń była chęć spowodowania olbrzymich korków ulicznych i zdestabilizowanie systemu stołecznej komunikacji (jakiś czas już nie byłem w Warszawie, ale jeśli jest tam tak, jak we Wrocławiu, to aż chce się zapytać: kto zatem powoduje takie korki prawie codziennie na naszych ulicach?); zarazem chodzenie po jezdni -- zdaniem HGW -- nawet w ramach prawa o zgromadzeniach, stanowiło zachowanie jak najbardziej nielegalne.

wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 5 stycznia 2011 r., sygn. akt I OSK 1907/10Od decyzji prezydentki organizatorzy odwołali się do wojewody, ten jednak podtrzymał wcześniejszą decyzję, znajdując przesłankę do wydania zakazu w przepisie umożliwiającym wydanie zakazu, jeśli organizacja zgromadzenia miałaby godzić w inne przepisy karne, bądź życie, zdrowie lub majątek innych osób.

Od decyzji wojewody organizatorzy 36 parad odwołali się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, ten zaś uchylił zaskarżoną decyzję, wskazując, iż normą nadrzędną nad ustawą prawo o zgromadzeniach jest konstytucja -- ta zaś przydaje każdemu wolność organizowania i uczestnictwa w pokojowych manifestacjach. Więc skoro organizatorzy dopełnili ciążących na nich wymogów związanych ze zgłoszeniem planowanych imprez, to samorząd miał obowiązek wykazać konkretne zagrożenia wynikające z ich organizacji, nie zaś ograniczać się do przypuszczeń.
Tymczasem prezydentka Warszawy apriorycznie założyła, iż celem "Wolnych Konopi" jest li tylko sparaliżowanie miasta, podczas gdy w zgłoszeniu organizatorzy wyraźnie napisali, iż celem jest zaprotestowanie przeciwko penalizacji posiadania konopi.

Działanie takie jest całkowicie bezprawne, albowiem władza nie ma prawa oceniać haseł i idei przyświecających gromadzącym się osobom, pod warunkiem, że są one zgodne z prawem (zaś postulat zmiany prawa nie jest niezgodny z prawem!), ale "nie ma też uprawnień, aby oceniać podane w zgłoszeniu cele, którym ma służyć zgromadzenie, jako cele pozorne i na tej podstawie odmawiać udzielenia zgody, gdyż taka ocena godzi wprost w istotę konstytucyjnie gwarantowanej wolności i prawa politycznego do organizowania i uczestniczenia w pokojowych zgromadzeniach".
Podobnie postawiony zarzut zamiaru popełnienia wykroczenia -- to o przemarszu po ulicach -- jest chybiony, a to z tego względu, jak podkreślił WSA, iż przesłanką oceny jakiegoś czynu jako wykroczenia jest jego szkodliwość społeczna -- której w przypadku realizacji konstytucyjnej wolności zgromadzeń co do zasady brak (słowem: korzystanie z praw i wolności nadanych mi konstytucją nie może być interpretowane jako złamanie prawa).
Ważnym argumentem jest także to, iż priorytetem jest konstytucyjna wolność manifestowania swoich poglądów, zaś dopiero w następnej kolejności należy odnosić się do praw i wolności innych osób.

Od takiego rozstrzygnięcia WSA w Warszawie skargę kasacyjną wniósł tamtejszy wojewoda -- no i właśnie dziś Naczelny Sąd Administracyjny oddalił ją. (Samego rozstrzygnięcia jeszcze w internetowym serwisie orzeczenia.nsa.gov.pl nie ma, ale wierzę, że w piątek powinna się pojawić -- gdzieś w okolicach tego linku.)

Oczywiście taki stan sprawy nie oznacza, że automatycznie Wolne Konopie mogą przystąpić do organizacji swoich marszów gwiaździstych. Konsekwencją oddalenia skargi kasacyjnej będzie konieczność ponownego zajęcia się sprawą przez wojewodę i wydania kolejnej decyzji -- która może (ale nie musi) być zasadniczo identyczna co do skutków (ale musi być inna w warstwie uzasadnienia ;-) Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie, by organ -- korzystając ze wskazówek orzecznictwa -- wydał kolejną odmowną decyzję, tym razem jednak w oparciu o prawidłowe przesłanki.
Nie da się ukryć, że w obecnym stanie prawnym dla sprytnego (i troszkę złośliwego) urzędnika jest mnóstwo rozwiązań, które pozwalają miesiącami jeśli nie latami funkcjonować w oparciu o wadliwe decyzje, nawet jeśli sądy regularnie będą mu te decyzje uchylały.

Tak czy inaczej z mojego punktu widzenia to kolejne ważne opinie odnoszące się do jakże ważkiego zagadnienia -- czym jest wolność słowa i dlaczego jest ona najważniejsza ;-)

Komentarze (9)
7 z tygodnia (III)
 Oceń wpis
   

 heinz dip squeezeKolejny tydzień za nami, a w nim:

  • "Sikałem, a strażnik miejski spytał: "potrzymać panu?" -- czyli traumatyczna opowieść człowieka, który wracając z imprezy postanowił załatwić drobną sprawę, w czym przeszkodził mu patrol straszników miejskich. Oburzone chamidło -- to dobre określenie faceta, który odlewa się na podwórku między Św. Antoniego a Włodkowica -- żąda przeprosin, bo zamiast "zaufania i szacunku" spotkało go chamskie pytanie "potrzymać panu?"... (Zainteresowanych co mogło by być dalej zachęcam do poczytania o historii pewnego urzędnika z Radzynia Podlaskiego);
  • VaGla nadal krytyczny ws. głosowania przez internet, ale co się dziwić -- skoro można było rozpracować  testowy  system służący do e-głosowania w D.C. (dcboee.us) w tak banalny sposób, to naprawdę trudno będzie ufać wynikom wyborów przeprowadzonych przy użyciu tak zawodnych narzędzi jak internet i komputery. Dodam, że u nas na pewno nikt by nie bawił się w żadne testy, bo przecież nic nie jest problemem (chociaż chciałbym, żeby tamten tekst przeczytali twórcy wrocławskiej Urbancard). 
    Tak czy inaczej to pewnie kara za złamanie woli Ojców Założycieli -- przypomnijmy, że mieszkańcom stolicy celowo odmówiono praw wyborczych;
  • kolejna ciekawostka zza Wielkiej Wody: chętni do pełnego skorzystania z ochrony jaką daje instytucja notice & takedown muszą zgłosić do US Copyright Office -- za pomocą specjalnego formularza -- osobę odpowiedzialną za przyjmowanie takich zgłoszeń i... zapłacić za to 105 dolarów. Dopiero od tego momentu można mieć stuprocentową pewność, że zainteresowany będzie musiał najpierw wezwać do usunięcia jakiegoś materiału (mowa tu o czymś co w znacznej mierze przypomina nasz art. 14 UoŚUDE).
    Aż nie mogę uwierzyć, że u nas na to nie wpadli...
  • ile mogą kosztować przeprosiny za naruszenie dóbr osobistych? W przypadku Romana Giertycha -- nie wiadomo ile, ale można mieć prawie pewność, że kwota ta szybko zmierza do nieskończoności. No ale jeśli kolejny sąd wykazuje się wielką znajomością internetów -- zasądzono zamieszenie na stronie jednego z portali przeprosin o rozmiarze "15x30 centymetrów" -- to nie ma się co dziwić, że facet, który prasy na pewno nie lubi zrobi wszystko, by pojechać po całości;
  • znów wracamy do Stanów: piszą, że mieszkający tamże Polak wymyślił i pokazał Heinzowi nowe, jeszcze lepsze opakowanie na keczup, które się nie spodobało, aby po niedługim czasie... pójść do regularnej produkcji. Heinz oskarżeniom o podprowadzenie pomysłu oczywiście zaprzecza, jednak nasz rodak zapowiada pozew do sądu. Trzymam kciuki!
  • a w Kalifornii... już we wtorek (tam tradycyjnie wszelkie głosowania odbywają się we wtorek po pierwszym poniedziałku listopada) referendum w sprawie legalizacji marihuany. Projekt zakłada, że każdy, kto ukończył 21 lat będzie mógł posiadać i uprawiać cannabis na własne potrzeby (propozycja nie obejmuje prawa do handlu trawką), zarazem lokalne władze będą mogły opodatkować owe uprawy. (Warto zauważyć, że od blisko 15 lat w Słonecznym Stanie dozwolone jest używanie marihuany w celach medycznych).
    W ten sam wtorek referenda w sprawie dopuszczenia trawki jako środka leczniczego odbędą się także w Oregonie, Arizonie i Południowej Dakocie);
  • ... a w Polsce jak to w Polsce: wojewoda kujawsko-pomorski uchylił "uchwałę dopalaczową" z szumem uchwaloną przez  bydgoską radę -- przede wszystkim ze względu na brak precyzyjnego określenia przedmiotu regulacji (chociaż ja wierzę, że także ze względu na brak podstaw do wydania takiej uchwały przez samorząd miasta). Prezydent Dombrowicz -- ten sam, który zdecydował się na ściganie twórcy serwisu StopDombrowiczowi.pl -- oczywiście jest oburzony ("To skandaliczna decyzja. Decyzja niezgodna z wolą mieszkańców i reprezentujących ich radnych. Uchwała miała chronić życie i zdrowie młodych bydgoszczan"), ale najlepsza jest linia obrony: przecież uchwała jest taka sama jak uchwalona niedawno przez sejm ustawa zakazująca dopalaczy.
    No właśnie.
Komentarze (6)
Nie mówcie rządowi o opodatkowaniu dopalaczy
 Oceń wpis
   

product placement...

W gorącym temacie dopalaczy naszła mnie jeszcze jedna myśl, którą postanowiłem się z P.T. Czytelnikami podzielić w trybie pilnym.
Oto czytam czasem, że zamiast zakazywać (dopalaczy, narkotyków, etc.) powinno się je opodatkować (vide jeden z komentarzy), dzięki czemu budżet miałby kasę na to i tamto (a może nawet na leczenie uzależnień). Słowem: jak już mają ćpać, to niechby chociaż coś z akcyzy i vatu wpadło.

Otóż ja, drodzy moi, sprzeciwiam się takim pomysłom -- w całości. Nie chodzi mi rzecz jasna o to, że "państwo nie powinno czerpać korzyści z niegodziwości" (taki argument wysuwa się w dyskusji o wywleczeniu prostytucji z szarej strefy), ani nawet o to, że im więcej podatków, tym gorzej (zawsze).

Rzecz w tym, że nie ma nic gorszego jak podpowiedzieć MinFinowi następującą ścieżkę rozumowania: (i) na opodatkowaniu dopalaczy można ściągnąć do budżetu dodatkowe 3 mld złotych; (ii) ale przecież nie będziemy żyć z dilerki; (iii) no ale 3 mld piechotą nie chodzą (można by zawsze dać na jakiś urząd de-regulacji kolejnictwa albo lotnictwa); (iv) aha, czyli mamy dziurę w budżecie; (v) co oznacza, że trzeba ratować finanse publiczne, zatem owe 3 miliardy ściągnie się... i tu następuje długa lista podwyżek.

Nie mówcie rządowi, że z opodatkowania dopalaczy może mieć jakąś kasę. Nieuświadomiona potrzeba nie jest groźna.

Komentarze (27)
O wojnie z dopalaczami i legalizacji trawy
 Oceń wpis
   

marihuana to nie crackcytat na dziś: "Ma 14 dni na odwołanie, a my 30 dni na jego rozpatrzenie. W tym czasie zacznie obowiązywać ustawa, która skuteczniej będzie walczyć z niebezpiecznym substancjami" (ministerka Kopacz o zapowiedzianym odwołaniu w sprawie zamknięcia sklepów z dopalaczami)

 

Jak rząd chce, to umie działać szybko i (przynajmniej na krótką metę) skutecznie -- wystarczy popatrzeć na marsową minę premiera Tuska zapowiadającego wysłanie szwadronów AH-64 Apache i eskadr Thunderboltów przeciwko dopalaczom. Aż uwierzyć się nie chce, że to ten sam premier Donald I Twardoręki, który nie dał sobie rady z głupim obowiązkiem meldunkowym czy likwidacją belkowizny.

Rozsądny człowiek zapyta wprawdzie: jeśli dopalacze są naprawdę szkodliwe (a może i zakazane?), to dlaczego aparat urzędniczy rzucił się do kontrolowania i zamykania dopiero w sobotę? I dlaczego mimo nie tak dawnej nowelizacji przepisów proceder ten nadal kwitnie -- i jest ewidentnie legalny? (A dlaczego trudno będzie cokolwiek zakazać poczytać możecie u Wojtka Orlińskiego, który na temacie dopalaczy akurat się zna -- bo jest chemikiem z wykształcenia).
I druga wątpliwość: w jakim to państwie żyjemy, że władza ma siłę, by zmówić się przeciwko jakiejś -- legalnie działającej, z pewnością niezakazanej -- branży i nasyłać na nią (nie przymierzając jak w Rosji albo za komuny) różne służby? Aby wydaną bez podstawy prawnej decyzję o zamknięciu sklepów podpierać dosztukowywanym po czasie -- tak, by zdążyć przed rozpatrzeniem odwołania -- projektem ustawy? Mnie się zawsze wydawało, że kolejność powinna być odwrotna: najpierw zakaz, później egzekucja, ale nie od dziś wiadomo, że w Polsce burżuazyjne zasady praworządności nie przyjęły się w całości.

Tymczasem w antydopalaczowy ton doskonale wpasowała się inicjatywa "wolnych konopi", które maszerując chcą przekonać do legalizacji i depenalizacji używania marihuany. No bo przecież jeśli ktoś się boi dopalaczy -- że ich skład nieznany, że dosypują tam jakichś świństw (w co jestem w stanie uwierzyć -- ale do niektórych piw też dziś się czegoś dodaje, a jednak te popłuczyny nadal są legalne...) -- a wiadomo, że tak czy inaczej jest to walka z wiatrakami (25 lat temu telewizja identycznie grzmiała przeciwko narkomanom, jakieś łańcuchy czystych serc nawet robili) -- to trzeba pokazać, że władza nie działa w oszołomieniu, że nie chodzi o chwytliwe acz nierzeczowe hasełka.

Podkreślam: moim zdaniem jeśli Prezes Rady Ministrów chce naprawdę pokazać, że leży mu na sercu walka z dopalaczami, w pierwszym rzędzie powinien posłać kogoś z ministerstw zdrowia i sprawiedliwości do tych wolnych konopi -- albo i do Republiki Czeskiej, gdzie z początkiem tego roku już zmądrzeli i zezwolili na posiadanie niewielkiej ilości narkotyków i uprawę cannabis -- a następnie przestać robić ludziom gąbkę z mózgu.

Dalsze trwanie przy głupawym zakazie posiadania nieznacznej ilości środków odurzających na własny użytek (chodzi o zafundowane nam ustawą z 26 października 2000 r. (Dz.U. nr 103, poz. 1097) przez SLD (no tak, to był AWS) skreślenie ust. 4 w art. 48 ówczesnej ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii -- jak widać nie prowadzi do niczego dobrego.

PS żeby była jasność (bo niestety, część P.T. Czytelników nie chwyta niuansów): nie namawiam nikogo ani do palenia trawy, ani do dopalaczy -- jedno i drugie nie podoba mi się, podobnie zresztą jak papierosy czy inne bolsy.

Komentarze (35)
Od kiedy w Polsce trzeba mieć zgodę na gromadzenie się?
 Oceń wpis
   

It's gonna be some bread or beverage

Żyjemy w państwie policyjnym. Tylko w państwie policyjnym na zorganizowanie zgromadzenia publicznego niezbędne jest zezwolenie. Albo -- jeszcze lepiej -- tylko w państwie policyjnym można mieć problemy z policją "za niemanie" takiego zezwolenia, mimo, że żaden przepis nie nakłada na organizatora demonstracji obowiązku jego uzyskania.

Jak pisze Wyborcza.pl warszawska policja skieruje wniosek o ukaranie organizatora manifestacji w obronie prawa do popalania trawki "nie miał bowiem pozwolenia na zgromadzenie". Uczestnicy podzielili się na 14-osobowe grupki, albowiem "od 15 osób zgromadzenie uznawane jest za nielegalne", co nie zmienia faktu, że najodważniejsi pod słońcem stróże prawa legitymują tych przechodniów.

z ustawy prawo o zgromadzeniach:
art. 6. 1. Zgromadzenia organizowane na otwartej przestrzeni dostępnej dla nieokreślonych imiennie osób, zwane dalej "zgromadzeniami publicznymi", wymagają uprzedniego zawiadomienia organu gminy właściwego ze względu na miejsce zgromadzenia.
(...)
art. 7. 1. Organizator zgromadzenia publicznego zawiadamia organ gminy w taki sposób, aby wiadomość o zgromadzeniu dotarła nie później niż na 3 dni, a najwcześniej 30 dni przed datą zgromadzenia.
(...)
art. 8. Organ gminy zakazuje zgromadzenia publicznego, jeżeli:
  1)   jego cel lub odbycie sprzeciwiają się niniejszej ustawie lub naruszają przepisy ustaw karnych,
  2)   odbycie zgromadzenia może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach.

art. 52 § 1 kodeksu wykroczeń:
Kto: 1) przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, 2) zwołuje zgromadzenie bez wymaganego zawiadomienia albo przewodniczy takiemu zgromadzeniu lub zgromadzeniu zakazanemu, (...) - podlega karze aresztu do 14 dni, karze ograniczenia wolności albo karze grzywny.
Jak czytam takie rewelacje to nie tylko scyzoryk, ale i lufka otwiera mi się w kieszeni.
Czytałem niedawno ustawę prawo o zgromadzeniach (akt ten ma już 20 lat i chyba tylko dlatego da się go normalnie przeczytać bez ziewania -- to był ten przejściowy okres w historii naszego uciemiężonego kraju, kiedy prawo pisano w prosty i nieskomplikowany sposób, w większości nawet dla ulżenia ludziom losu) i za bogów nie widzę tam niczego o jakimkolwiek "zezwoleniu". Art. 6 powiada tylko, iż organizacja zgromadzenia publicznego wymaga uprzedniego zawiadomienia organu gminy -- zawiadomienia, nie uzyskania zgody! -- a wszystko, co może wywinąć ten organ, to zakazać organizacji takiego zgromadzenia.

Podkreślam: zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem demonstrowanie nie podlega żadnej urzędowej czy policyjnej reglamentacji, także dlatego, iż zgodnie z art. 57 konstytucji mowa jest o wolności organizacji pokojowych zgromadzeń -- wolności, nie prawie!

Perypetie zwolenników wolności dymka obserwuję od paru dni, tj. odkąd zawiadomili warszawskich municypałków o swoich planach na marsze gwiaździste -- i dostali zakaz (skądinąd chyba ów zakaz jest niezgodny z art. 8 prawa o zgromadzeniach, nie wydaje mi się bowiem, iż "zablokowanie miasta" mieściło się we wskazanych tam przesłankach zakazu).
No dobrze, jest zakaz -- ale dotyczy on konkretnego projektu; a skoro zakaz wydano ze względu na groźbę zablokowania ruchu ulicznego, to zgromadzenie zorganizowane w sposób nieurągający zakazowi -- nie jest niezgodne z tym zakazem!

Owszem, organizatorowi niezgłoszonego zgromadzenia można postawić zarzut jego zwołania (art. 52 par. 1 pkt 2 kodeksu wykroczeń). Ale podkreślam: zarzut zwołania niezgłoszonego zgromadzenia, nie zarzut zorganizowania zgromadzenia bez uzyskania pozwolenia od urzędników, bo różnica jest dość zasadnicza.
Otóż manifestacja zorganizowana bez wymaganego zgłoszenia nie staje się przez to nielegalna; jeszcze raz: mamy konstytucyjną wolność zgromadzeń, nie prawo do występowania o zezwolenie na gromadzenie się. Co innego gdyby doszło do wydania zgodnego z prawem zakazu organizacji demonstracji (ale doń nie doszło -- jeszcze raz kłania się naruszony moim zdaniem przez warszawski magistrat art. 8 prawa o zgromadzeniach) bądź rozwiązania zgromadzenia (art. 12 ustawy) -- najprościej: można kogoś oskarżać o brak zgłoszenia zamiaru zorganizowania defilady, ale nie o sam przemarsz uczestników.

Mało tego: nie ma w kodeksie wykroczeń przepisu penalizującego udział w niezgłoszonej demonstracji (a to choćby dlatego, że na manifę nie trzeba się zapisywać, można się dołączyć przechodząc -- a trudno przecież wówczas oczekiwać wiedzy na temat formalności dopełnionych lub nie dopełnionych przez organizatora). Nie bardzo zatem rozumiem z jakiej to przyczyny panowie policjanci legitymują jej uczestników (ale wiem, że tak załatwiało się sprawy za peerelu -- czyżby naprawdę ta mentalność aż tak głęboko tam tkwiła?)

Osobną sprawą jest "sensowność" sprawy, za jaką chodzą Wolne Konopie.
Oczywiście, że wszelkie "wojny z dilerami" i łapanie za posiadanie nie mają sensu -- przykładem niech będzie prohibicja w Stanach i jej skutek -- podobnie jak nie ma sensu zakazywanie komukolwiek trucia się (mnie na ten przykład nie podobają się papierosy, które jednak -- mimo oczywistej szkodliwości -- w sumie zakazane nie są; ba, MinFin chętnie żywi się akcyzą płaconą przez palaczy -- przynajmniej jest za co zatrudnić 100 tys. urzędników).

I drugi absurd: można w Polsce pójść do więzienia za uprawę konopi, można za mak, ale już za uprawę żyta -- z którego później robi się żytnią, żytnią się mężowie upijają i biją swoje żony -- co najwyżej dostanie się dopłaty od Unii.

PS o "nielegalnych zgromadzeniach" miałem pisać w kontekście ludzi "nielegalnie" stojących pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, ale zawsze coś odwracało moją uwagę. To żeby było jasne: synowie Stalina, którzy chcieli rozprawić się z obrońcami krzyża rzekomo "nielegalnie manifestującymi" powinni coś dla wyluzowania zapalić.

Komentarze (15)
1 | 2 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D