Odsprzedając kupiony wcześniej przedmiot można naruszyć prawa autorskie producenta tego przedmiotu. Tak przynajmniej orzekł amerykański Supreme Court (uff -- a więc znów naczytałem się amerykańskich stronek, nic o Polsce...) w sprawie, w której Costco, przedsiębiorstwo importujące na rynek USA na własną rękę towary i sprzedające je po cenach niższych, niż oferowane w oficjalnym obrocie zostało pozwane przez szwajcarską Omegę.
Czytając "Wired" wydaje się, że dla niektórych rozstrzygnięcie jest zaskoczeniem: dotąd w podobnych sprawach przyjmowano, że sprzedającego produkt wcześniej legalnie wprowadzony do obrotu chroniła zasada first sale doctrine, w dużym uproszczeniu stanowiąca o tym, że nabywca jakiegoś towaru (także będącego utworem) śmiało może go dalej odsprzedać, nie bacząc na ewentualne zakazy czy inne zastrzeżenia wprowadzone przez sprzedawcę (i tak można sprzedać komputer z zainstalowanym na nim oprogramowaniem OEM, etc. -- jak kogoś interesuje ichnia norma, można kliknąć tu; u nas nazywa się to-to wyczerpaniem prawa i traktuje o tym art. 51 ust. 3 pr.aut., który pozwalam sobie zacytować w ramce).
art. 51 ust. 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:
Wprowadzenie do obrotu oryginału albo egzemplarza utworu na terytorium Europejskiego Obszaru Gospodarczego wyczerpuje prawo do zezwalania na dalszy obrót takim egzemplarzem na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem jego najmu lub użyczenia.
Costco, bazując właśnie na zasadzie first sale, kupowało taniej oryginalne zegarki Omegi w Europie, aby następnie oferować je amerykańskim klientom za 2/3 ceny rekomendowanej na tamtym rynku. Nie spodobało się to producentowi, który zażądał ochrony przed bezprawnym (bo nieautoryzowanym przez uprawnionego) wprowadzaniem do obrotu egzemplarzy utworu, powołując się w tym celu na fakt wygrawerowania emblematu Omegi na kopercie zegarków.
Proces przeszedł przez wszelkie możliwe instancje, aż w końcu trafił do Supreme Court, który orzekł, że owa first sale doctrine ma charakter ściśle terytorialny, a zatem nie obejmuje przedmiotów wprowadzonych do obrotu poza rynkiem amerykańskim. (Warto zwrócić uwagę, że nasz art. 51 ust. 3 pr.aut. brzmi podobnie i dotyczy egzemplarzy utworów wcześniej sprzedanych na obszarze EOG).
(Co ciekawe wyrok zapadł przy równowadze głosów 4-4 -- amerykański Sąd Najwyższy liczy 9 sędziów, ale sędzina Elena Kagan wyłączyła się od orzekania, a to ze względu na to, że wcześniej pisała opinię w sprawie dla rządu Obamy -- przy czym remis jest o tyle rozstrzygający, że sprawę wniosła niezadowolona z wydanych wcześniej rozstrzygnięć firma Costco -- przeto skoro sąd nie obalił owych wyroków, to one są OK. I druga ciekawostka: dzięki remisowi sprawa nie ma jednak charakteru precedensu, albowiem do tego niezbędne jest uzyskanie jednoznacznej większości.)
Gorzej, że faktycznie w ten sposób obywatel amerykański można mieć problemy z produktami kupionymi choćby na własną rękę poza granicami kraju, a następnie przywiezionymi do Stanów -- i odsprzedanymi, choćby jako używane, choćby na eBayu.
Co ciekawe w opinii Eleny Kagan znalazło się sformułowanie, iż Copyright Act nie ma mocy obowiązującej poza granicami Stanów Zjednoczonych, natomiast każda próba rozciągnięcia jego zakresu na zegarki kupione w Europie stanowiłaby zamiar "ekstraterytorialnego zastosowania ustawodawstwa USA".
Pogląd o tyle ważny, że można go podpowiedzieć siepaczom Baracka Obamy w sprawie Juliana Assange.



