Pieczątkomania
 Oceń wpis
   

pieczątkomaniaNie minęło jeszcze pół roku odkąd pisałem, że komisja Przyjazne Państwo zdecydowała się podjąć walkę z (nieistniejącym) obowiązkiem przystawiania pieczątek do licznych dokumentów, papierków, fiszek i zaświadczeń ("zbierze się grono ekspertów i podejmie trud wycofania z setek ustaw i rozporządzeń obowiązku przystawiania pieczątek do dokumentów"), a tu czytam, że rząd chce wprowadzić... obowiązek "odciśnięcia stempla firmowego" lub "wpisania numeru upoważnienia do odbioru przesyłek" (WTF?) jeśli korespondencja sądowa adresowana do pracownika przychodzi na adres jego chlebodawcy.

Rzecz w tym, że Ministerstwo Sprawiedliwości bierze się za walkę z plagą nieodbierania awizowanych przesyłek z sądu (część ludzi nadal uważa, że metoda "na strusia" daje rezultaty -- pomimo tego, że jest przecież fikcja skutecznego doręczenia), stąd projekt rozporządzenia zmieniającego zasady doręczania pism sądowych. Zaproponowano tam m.in. właśnie to, by pracownik odbierający takie przesyłkę w siedzibie firmy potwierdzał jej odbiór przyłożeniem stosownej pieczątki lub właśnie wpisania tego numeru upoważnienia.
Już nawet nie próbuję zgadywać co będzie się działo jeśli w danej firmie nie wpadli na to, by wytworzyć jakiekolwiek pieczątki (przypomnijmy: chociaż wychowanym w biurokratycznych okowach ludziom trudno w to uwierzyć, obowiązku jej posiadania nie ma -- hmmm, a może to oznacza, że jednak będzie?), nie mówiąc o nadawaniu jakichkolwiek numerów upoważnieniom do odbioru poczty.

Jednak jeszcze bardziej podoba mi się passus, w myśl którego "Sąd będzie mógł bowiem umieścić na stronie adresowej zastrzeżenie, komu nie wolno oddać przesyłki (mogą to być np. informacje: „Oddać do rąk własnych” lub „Nie zostawiać członkom rodziny”)" -- jak rozumiem cytowani przez Gazetę Prawną eksperci pozytywnie oceniają postulat zmuszenia listonoszy do czytania owej strony internetowej (czyżby Poczta Polska spodziewała się wyposażenia doręczycieli w jakieś iPady?) -- jednak mam niejasne wrażenie, że i tak będzie z tym jak z elektronicznym protokołowaniem rozpraw sądowych.

[no tak, ten akapit to dowód, że nawet mnie czasem trzeba się najsamprzód zastanowić, a dopiero później pisać -- nie czytajcie tych bzdur!]

 

Bo jak jest możecie dowiedzieć się z bloga pisanego z Pierwszej Linii Frontu, tj. z bloga Sub Iudice, który jest moim odkryciem ostatnich tygodni -- i chociaż nie sądzę, żeby autor został zaproszony do udziału w Wielkiej Produkcji Filmowej o Polskiej Błogosferze (w tym momencie wydobywa się z mego gardła wielki ROTFL) -- a nawet jeśli by go zaprosili, czy przyjąłby je -- to warto poczytać jakiej już dziś głupologii muszą oddawać się sędziowie (por. "Autografy" albo "Nowoczesność w domu i zagrodzie").

Komentarze (10)
Poczta Polska martwi się elektronicznymi fakturami
 Oceń wpis
   

Beer Buddies

Kolejna ciekawostka z serii "może być głupio, byle było po naszemu" -- jak pisze Wyborcza.biz kierownictwo Poczty Polskiej martwi się, że jeśli wyrok NSA dotyczący przesyłania faktur pocztą elektroniczną "przyjmie się", to ta szacowna instytucja straci "170-200 mln złotych".

Znaczy się: tyle przedsiębiorcy wydają na znaczki, żeby przesłać kontrahentom papierowe faktury. Owszem, jest alternatywa w postaci faktur elektronicznych, ale do ich wystawiania potrzeba e-podpisu -- a to oznacza dodatkowy koszt. Na dłuższą metę ten koszt by się zwrócił, ale trzeba jeszcze zgody odbiorcy na otrzymywanie takich faktur -- a odbiorcy bywają niechętni.
Na tej niechęci żeruje PP: listy polecone tanie nie są, a że jeszcze przy okazji porobią się kolejki, to jeszcze lepiej nawet (kolejki są wyznacznikiem misji).

Wyborcza pisze, że jest problem, bo z przełomowym wyrokiem fiskus nie chce się pogodzić ("respektuje ale się nie zgadza") -- a przecież jakby się pogodził, to by było lepiej.
Mi wychodzi, że MinFin może się zgadzać albo i nie zgadzać, i niczego to nie zmieni; sęk w tym, że interpretacja indywidualna ma skutek wyłącznie dla podatnika, który o nią wystąpił (zatem przedsiębiorca, który otrzymał taki wyrok śmiało może sobie wysyłać fakturki w PDF), natomiast cała reszta powinna robić jak należy.
MinFin, i owszem, może dojść do sensownego wniosku, że utrzymywanie fikcji nie ma sensu i zmienić przepis -- ale mógł to zrobić także przed wyrokiem, zaś jeśli miałby podjąć takie decyzje teraz, to akurat wyrok nie musi nic tu zmieniać (po prostu nie ma potrzeby dostosowywać prawa do wyroku!).

W sumie troszkę przypomina mi to historię sprzed roku, kiedy to Związek Banków Polskich planował przekonać ZUS, by ten zrezygnował z przesyłania emerytur i rent pocztą i przerzucił się na przelewy bankowe (ponoć wysłanie 4 mln świadczeń miesięcznie kosztuje 25 mln złotych): pogadali, dziennikarze mieli parę złotych wierszówki -- a później banki zrobiły nowe podwyżki jeszcze raz przekonując nieprzekonanych, że rachunków otwierać nie warto (byłem parę dni temu na poczcie w terminie wypłaty emerytur: na 10 osób w kolejce 7 stało po pieniążki, z czego 5 osób... miało termin wypłat za 5 dni "ale może już przyszły?").
Z tym, że teraz Poczta Polska postanowiła zareagować z wyprzedzeniem -- stąd pismo do związków zawodowych -- no i mam też wrażenie, że lobbing pocztowców w Ministerstwie Finansów też robi swoje. Bo przecież jakby związki przyszły na Świętokrzyską z tymi swoimi nowymi wuzuwelami...

PS na zdjęciu: fajne jest życie na emeryturze albo rentce. Pstryczek tradycyjnie do klikania ;-)

Komentarze (19)
Prowizja za płatność kartą na poczcie?
 Oceń wpis
   

Temat w sumie nowy, ale coraz częściej wraca echem na różnych forach: "dlaczego Poczta Polska pobiera prowizje za płatności kartą płatniczą?" -- albo lepiej (bo tak pytanie powinno brzmieć): "dlaczego bank pobiera prowizje za wypłatę gotówki z terminala na poczcie?"

Problem budzi momentami gorące emocje, a to dlatego, że coraz częściej sięgamy po plastik w okienku pocztowym -- a później niespodzianka: na wyciągu pojawia się dodatkowa, kilkuzłotowa prowizja.
Pierwszy odruch jest prosty: przyklejona do szyby winietka ze znaczkiem VISA/MasterCard kojarzy się z bezprowizyjnymi płatnościami bezgotówkowymi, więc kto tu nawalił i dlaczego?

Rozwiązanie zagadki zacząłbym od analizy treści nalepki, którą można znaleźć na poczcie (ja taką znalazłem na wrocławskim Rynku, myślę, że i w innych UP swobodnie można spotkać takie znaczki):

prowizja za płatność kartą na poczcie?Nie trzeba być wyjątkowo spostrzegawczym, by dostrzec dwie podstawowe sprawy: usługa jest nazywana "bankomatem w okienku", zaś dla pewności opis usługi głosi, iż "wypłacając w urzędzie pocztowym gotówkę przy użyciu Terminala POS, bank - wystawca karty pobiera prowizję..."
A więc nie ma płatności bezgotówkowych, jest możliwość wypłacenia gotówki -- i zapłacenia wpłaconymi pieniędzmi (w tym samym okienku) za znaczki czy usługi.

Druga wątpliwość jest nawet prostsza do wyjaśnienia. Prowizji za operację nigdy nie pobiera sprzedawca czy usługodawca (w tym przypadku Poczta Polska) -- o jej pobraniu i wysokości zawsze decyduje wystawca karty. (W TOiP Alior Banku nazywa się ona prowizją od "wypłaty gotówki w kasie innego banku / innej instytucji w kraju", jednak inne banki mogą stosować różną terminologię.)

Zresztą o tym wszystkim można dowiedzieć się z wywieszek dostępnych w urzędach pocztowych... Ale do tego trzeba troszkę cierpliwości i uwagi.
Czego sobie i P.T. Czytelnikom życzę.

Komentarze (13)
Banki szykują skok na torebki emerytek ;-)
 Oceń wpis
   

I znów wywołany do tablicy przez Czytelników (wybaczcie, że mam fizyczną możliwość odpisać tylko na część listeli kierowanych do redakcji, a zająć się na łamach LA może co dziesiątym przypadkiem... chociaż każdy niewątpliwie jest ciekawy i godzien wzięcia na tapetę) biorę się za najnowszy pomysł Związku Banków Polskich. A mianowicie -- jak to ładnie napisał "Parkiet" -- "Chcesz pensję? Załóż konto".

Zacznę od mojego prywatnego zdania. A brzmi ono: banki są bardzo fajne, ale trzeba mieć do nich głowę, bo jak jej zabraknie, to przyda się głęboka kieszeń. Osobiście głowę mam i dlatego od lat nie zapłaciłem za usługi bankowe nic a nic, oprócz tego, czego w zasadzie nie dało się uniknąć (nieszczęsne 50 groszy za przelew w banku na "m"), ale znam ludzi, którzy mimo, że głowę też mają, bankom płacą -- zwykle z lenistwa.
(Klasyczny przykład analfabetyzmu to karta kredytowa na czarną godzinę: mam bo dali ale nie korzystam, bo strach. Będę korzystać jak przyjdą ciężkie czasy, wypłacę kasę ze ściany i wydam, a jak się polepszy to oddam bankowi.)

Dlatego też odkąd mogłem (mogłem, bo -- to dygresja dla młodszych Czytelników -- drzewiej nie każdy mógł mieć ot tak sobie konto w banku, ponieważ rachunki były za darmo, a oprocentowanie stosunkowo wysokie, banki oczekiwały zaświadczenia od pracodawców, że pensja będzie wpływała; mało tego, o kartę debetową można było zwykle poprosić dopiero po 3 miesiącach korzystania z ROR, a i wówczas bank mógł odmówić...) korzystałem z rachunków bankowych, przelewów w internecie i innych udogodnień cywilizacyjnych.
Toteż nadal nie mogę wyjść z podziwu dla ludzi -- młodych ludzi, moich rówieśników ;-) -- którzy zarabiają jakieś tam pieniądze (czasem całkiem niezłe), ale całą wypłatę biorą do portfela. A z banków korzystają, owszem, ale tylko w zakresie depozytów.

Jeszcze inaczej jest z osobami starszymi, przysłowiowymi emerytami, którzy w połowie (tak dziś mówili w radiu) dostają świadczenia z ZUS przelewem na konto, a w połowie -- gotówką od listonosza. Część z tych ludzi przeszła już swoje w czasie denominacji 1950 r. i za żadne skarby świata nie zaryzykują drugiego planu Minca. Poza tym przysłowiowe "daj piątkę na prezesowską C-piątkę" to dla nich też spory wydatek.
(Dołóżmy do tego brak infrastruktury bankowej w Polsce B, tj. poza miastami powiatowymi, gdzie bankomatu prawie nie uświadczysz, a nie dziwi nic.)

Stąd pomysły ZBP -- pensje w pierwszym rzędzie na konto, emerytury z ZUS przelewami do banków -- budzi moje mieszane uczucia. Dla obecnego pokolenia emerytów wystarczającym problemem będzie owo złożenie oświadczenia, że chcą pozostać przy odbiorze gotówki przekazanej via listonosz (bo bankowcy chcą zostawić taką opcję na życzenie). Dla tych, którym ZUS będzie wypłacał świadczenia za 20-30 lat (hłe hłe) takie sprawy nie będą niczym dziwnym (acz będą budziły w nas niepokój podróże młodych na Alfę Centauri czy wszczepiane laserowe czujniki w mózgoczaszki dzieci), ale dziś -- widzę więcej problemów, niźli plusów.

Druga sprawa to oszczędności, które obiecuje Związek Banków Polskich (oraz SKOK-i, które bankami nie chcą, ale pod inicjatywę bardzo chętnie się podpinają). Dziś przelewy bankowe dla przeszło 4,5 mln beneficjentów ZUS to koszt ok. 2,23 mln złotych, podczas gdy obsługa 4 mln świadczeniobiorców, którzy dostają kasę przekazem to... bagatela, prawie 25 mln złotych miesięcznie.
Płaci za to ZUS, czyli Pan, Pani, Społeczeństwo, więc nie ma się co dziwić, że oszczędności zawsze się przydadzą (ile za to można zbudować stadionów...), ale mam wrażenie, że dla banków od społecznych oszczędności oczywiście sympatyczniejsza jest wizja podwojenia przychodów z przelewów.

Na końcu układanki jest Poczta Polska, której o zdanie jeszcze nikt nie pytał. Dla PP utrata 24 milionów złotych comiesięcznego przychodu byłaby ciosem "bestii" Tysona prosto w podbródek i sytuacji nie zmieni nawet uszczknięcie części tortu przez Bank Pocztowy (BTW oni robią się coraz sensowniejsi -- po przejęciu części menedżmentu z BRE).
Już dziś zatem mogę obstawiać, że zaoszczędziwszy ćwierć miliarda rocznie na przekazach pieniężnych rent i emerytur pogrążymy Pocztę Polską w takim stuporze, że nie obejdzie się bez masowych protestów, żądaniach zwiększenia dotacji oraz przedstawieniu przez rząd kolejnych planów ratunkowych.

Jak mawiał de Tocqueville: wiele musi się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu. Mniemam, że projekt ZBP zmierza do tego samego.

Komentarze (16)
Policjant uwięziony za fotografowanie megakolejki na poczcie
 Oceń wpis
   

Nie wiem czy powinienem tematem się zajmować -- rzecz w tym, że z usług Urzędu Pocztowego nr 66 przy ul. Kościuszki 35/37 korzystam na tyle często, na ile mogę się tam wbić (wg Mapy Googla dzieli mnie od niej 79 metrów) -- więc mogę się obawiać, że w ramach retorsji spędzę w tamtejszej kozie ze 3 miesiące, ale co mi tam. Raz się żyje.

Ubawiła mnie informacja, że za karę za robienie zdjęć na obszarze urzędu pocztowego (i niemanie do tego prawa) Naczelnik Poczty (piszę dużymi literami, bo to brzmi prawie jak Naczelnik Państwa) dokonała obywatelskiego zatrzymania fotografisty. Po zatrzymaniu został on poddany rutynowemu przesłuchaniu, m.in. zadano mu pytania -- cytuję za Gazetą -- co on tam robi i po co robił zdjęcia. Albowiem -- jak miała powiedzieć Naczelniczka Poczty -- "takie mamy zasady bezpieczeństwa, nie można robić zdjęć na poczcie".

Sęk w tym, że jak powszechnie wiadomo -- dotąd, nie zważając na zakazy, zdjęcia robiły głównie łobuzy, za co łapie ich policja. Traf chciał jednak, że tym razem porobić zdjęcia zechciał sobie... policjant, który wiedział, że zakazów tego rodzaju nie ma (a nawet jeśli poczta by sobie takie ustaliła, to Pani Naczelnej nie wolno nikogo zamykać na klucz w żadnej kanciapie...)
Ciekawe jakie będzie tym razem stanowisko stróżów porządku. Rzecznik prasowy KWP ostrożnie twierdzi, że owszem, można zatrzymać przestępcę do czasu przyjazdu policji, ale tylko wówczas, gdy popełniane jest przestępstwo, zaś "ale tu raczej taka sytuacja nie zaistniała". Ciekawe skąd ta ostrożność -- czyżby już jakaś mądra głowa w komendzie pracowała nad kwalifikacją czynu policjanta? A może po prostu głupio będzie na przyszłość tłumaczyć głupotę policjantów?

Kwestia kolejek w urzędach pocztowych (wolałbym nazwę: na poczcie, nie mam pojęcia dlaczego mówi się na to "urząd"?!) to odrębna historia. To co dzieje się na Kościuszki -- ale przecież nie tylko -- woła o pomstę do nieba, swego czasu rozwaliła mnie tam tabliczka wystawiona przez jedną z pań w okienku: "przerwa technologiczna" (i okienko się zamkło z godnością).

PS na zdjęciu: wspólny patrol policji i straży miejskiej publicznie zawraca gitarę publicznemu grajkowi na wrocławskim Rynku. Rozumiem, że zdaniem organów tym razem był powód do interwencji?

Komentarze (10)
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]
2012-01-30 12:53
sędzia - ona:
"Słynne masło roślinne"
Może i Olgierd się czepia, ale ma rację, bo nazwa "masło" jest zastrzeżona dla produktów -[...]
2012-01-30 11:34
raj001:
"Słynne masło roślinne"
Moge tylko potwierdzic wpisy innych komentujących, że sie czepiasz. Może Tobie akurat ta nazwa[...]