Punkt patrzenia
 Oceń wpis
   

Gienek Loska jak go wrocławska straż miejska ścigała na RynkuCoraz luźniej robi się wokół generała Krzysztofa Bondaryka: najpierw odwołano prokuratora, który myślał o postawieniu szefowi ABW zarzutów w związku z rzekomym (skreśliłem, bo sama transakcja nie jest rzekoma) kupnem samochodu po rzekomo okazyjnej cenie, a po paru dniach z posady leci szef białostockiego UKS -- bo też miał się interesować interesami Bondaryka.

Do służb specjalnych to wielkiego szczęścia raczej nie mamy. Nie dość, że pan generał skacze ze służb do sektora prywatnego (i nazad), a później chcą nam urzędowo cenzurować internet, a jak się nie uda, to sami wezmą się za łebków piszących głupoty w sieci; w tzw. międzyczasie wiceszef ABW weźmie sobie materiały z dziennikarskich podsłuchów do własnej sprawy cywilnej (i włos mu za to z głowy nie spadnie, bo "działał zgodnie z prawem")...
A na koniec (?) wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz -- prywatnie kolega generała Bondaryka (i ze służb, i z PTC, co oczywiście nie ma w sprawie żadnego znaczenia) -- któremu też ledwie co mieli stawiać zarzuty, co było "decyzją przedwczesną" -- raczy negatywnie ocenić pracę owego dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej, który miał tego pecha, że się interesował Bondarykiem...

Oczywiście, nie można popadać w paranoję ani stać się wyznawcą rozmaitych spiskowych teorii... ale nie sposób też przejść obojętnie obok  a ż  t a k i c h  zbiegów okoliczności: w tych kręgach za łatwo wszystko się wszystkim udaje -- po fali niedoszłych zarzutów fala nieoczekiwanych dymisji...
Jasne, powie ktoś: ci panowie są tak skuteczni, że można ich skompromitować -- i pozbyć się z roboty -- tylko poprzez prowokacje kryminalne. 
Mnie się jednak wydaje -- to moje zdanie, bo mam prawo do mojej oceny -- że za dużo w tym wszystkim przypadków, a za mało twardości premiera, który wprawdzie mówi, że szef ABW musi być przezroczysty -- ale już na tym samym oddechu mówi, że dotychczasowe zarzuty były li tylko pomówieniami.

Takich służb -- sądzę, że warto to sobie uzmysłowić -- nie potrzebujemy, zaś premier powinien wreszcie uwzględnić opcję innego rodzaju: że szefem potężnej struktury, która interesuje się prawie wszystkim, co w Polsce myśli i mówi, nie powinien być człowiek, co do którego pojawia się taka ilość pomówień (vide sytuacja z ex-szefem CBA, którego też diabli wzięli -- i dobrze).
No chyba że punkt widzenia zależy od punktu patrzenia.

 

PS na zdjęciu kolejny przykład tego jak punkt widzenia może zależeć od punktu patrzenia. Oto 2,5 roku temu straszaki miejskie ganiały pewnego wrocławskiego publicznego grajka za to, że grał w Rynku bezprawnie na gitarze -- a dziś pewnie jak podskoczą to co najwyżej po autograf (i skąd ja bym wiedział, że tak sławną osobistość swego czasu mogę uwiecznić...?)

Komentarze (7)
Może wreszcie skończą się "osierocone podsłuchy"
 Oceń wpis
   

Ważna acz pominięta przeze mnie dotąd sprawa: od paru dni mamy w obrocie nowelizację przepisów kodeksu postępowania karnego (tj. ustawa 4 lutego 2011 r. o zmianie kpk, Dz.U. nr 53 poz. 273) ździebko utrudniającą -- tak, tak utrudniającą! -- życie organizatorom podsłuchów.

Nowelizacja dotyka przede wszystkim problemu materiałów, które często są produktem mniej lub bardziej przypadkowych albo wyrywnych działań organów ścigania: 

z kodeksu postępowania karnego w brzmieniu po 13 czerwca 2011 r.:
art. 237 § 2. W wypadkach niecierpiących zwłoki kontrolę i utrwalanie treści rozmów telefonicznych może zarządzić prokurator, który jest obowiązany zwrócić się w terminie 3 dni do sądu z wnioskiem o zatwierdzenie postanowienia. Sąd wydaje postanowienie w przedmiocie wniosku w terminie 5 dni na posiedzeniu bez udziału stron. W wypadku niezatwierdzenia postanowienia prokuratora sąd w postanowieniu wydanym w przedmiocie wniosku zarządza zniszczenie wszystkich utrwalonych zapisów. Zaskarżenie postanowienia wstrzymuje jego wykonanie.

§ 8. Wykorzystanie dowodu uzyskanego podczas kontroli i utrwalania treści rozmów telefonicznych jest dopuszczalne wyłącznie w postępowaniu karnym w sprawie o przestępstwo lub przestępstwo skarbowe, w stosunku do którego jest możliwe zarządzenie takiej kontroli.

Art. 237a. Jeżeli w wyniku kontroli uzyskano dowód popełnienia przestępstwa wymienionego w art. 237 § 3, popełnionego przez osobę, wobec której kontrola była stosowana, innego niż objęte zarządzeniem kontroli, albo popełnionego przez inną osobę, prokurator w czasie trwania kontroli albo nie później niż w ciągu 2 miesięcy od dnia jej zakończenia może wystąpić do sądu z wnioskiem o wyrażenie zgody na jego wykorzystanie w postępowaniu karnym. Sąd wydaje postanowienie w przedmiocie wniosku w terminie 14 dni na posiedzeniu bez udziału stron.

art. 238 § 3. Prokurator po zakończeniu kontroli wnosi o zarządzenie zniszczenia wszystkich utrwalonych zapisów, jeżeli w całości nie mają znaczenia dla postępowania karnego. Sąd orzeka w przedmiocie wniosku niezwłocznie, na posiedzeniu bez udziału stron.

§ 5. Z wnioskiem o zarządzenie zniszczenia utrwalonych zapisów, nie wcześniej niż po zakończeniu postępowania przygotowawczego, może wystąpić także osoba wymieniona w art. 237 § 4. Sąd orzeka w przedmiocie wniosku na posiedzeniu, w którym mogą wziąć udział strony oraz wnioskodawca.

  • po pierwsze prokurator będzie miał obowiązek zniszczyć materiały operacyjne pozyskane wskutek kontroli prowadzonej w przypadkach niecierpiących zwłoki, jeśli nie uzyskał następczej aprobaty sądu dla podjętych czynności -- dotąd bowiem najczęściej wyglądało to tak, że organy wychodziły z założenia, że te rzeczy mogą poleżeć i poczekać na lepszą okazję -- bo najwyraźniej art. 238 par. 3 kpk w dotychczasowym brzmieniu się nie przyjął (art. 237 par. 2 kpk) -- fajnie, że odpowiada to całkiem niedawnemu orzeczeniu Sądu Najwyższego;
  • po drugie jasne już jest, że dowód uzyskany w drodze stosowania podsłuchu może być wykorzystany tylko przeciwko sprawcy przestępstwa, co do którego można stosować takie techniki (art. 237 par. 8 kpk) -- wykluczone zatem będzie zarzucanie wędki na oślep i łapanie każdej rybki, która otrze się o haczyk;
  • ba, nawet wykorzystać dowody zdobyte w sprawie o inne przestępstwo, niż było podstawą założenia podsłuchu, albo którego sprawcą była inna osoba, będzie można wyłącznie po uzyskaniu zgody sądu (art. 237a kk) -- co ciekawe prokurator na złożenie takiego wniosku ma tylko 2 miesiące, zaś ów czyn nadal musi zawierać się w katalogu najcięższych przestępstw (tj. m.in. zabójstwo, porwanie, wymuszanie okupu, rozbój, szpiegostwa, łapownictwa, fałszowania pieniędzy, etc. etc.);
  • mało tego: po zakończeniu każdej kontroli prokurator ma obowiązek wnieść o zniszczenie materiałów, które nie są niezbędne dla postępowania -- ale to jeszcze nie wszystko: zniszczenia niepotrzebnych nagrań może żądać także podejrzany/oskarżony (tym bardziej jeśli niewinny), a także osoba, której rozmowy zostały przy okazji zarejestrowane (art. 238 par. 5 kpk).

Wprowadzone do procedury karnej zmiany nie sprawią, że organy ścigania przestaną nadużywać prawa do pozyskiwania informacji o obywatelach z pogwałceniem podstawowych praw obywatelskich. Państwo policyjne ma i będzie miało się doskonale, zwłaszcza dlatego, że szereg powyższych obowiązków organów -- chociaż z punktu widzenia obywatela powinniśmy mówić o gwarancjach wolności -- zależeć będzie od postanowienia sądu, co do których publicznie już się mówi, że nie mają zwykle odwagi odmówić prokuratorowi zaaprobowania podjętych wcześniej czynności.

Komentarze (5)
7 z tygodnia (XXIV)
 Oceń wpis
   
  • Takiej uchwały Sądu Najwyższego nie wolno przegapić: dowody z podsłuchów mogą posłużyć wyłącznie przeciwko osobie, co do której istnieje zgoda sądu na inwigilację przez służby specjalne. Poszło rzecz jasna o coś, co można nazwać "podsłuchem okazyjnym" -- CBA podsłuchiwała jednego podejrzanego, "przy okazji" podsłuchano rozmowy dwóch innych osób -- i mimo braku sądowej legalizacji takich działań, nie tylko kontynuowano ów proceder, ale i w oparciu o pozyskane tak dowody zbudowano akt oskarżenia.
    Na szczęście sądy czasem nie dają się takim zabiegom: osoby, co do których nie było zezwolenia na stosowanie podsłuchu zostały uniewinnione -- tak powinno zawsze być w państwie rzeczywiście praworządnym -- od czego zaczęła się odwoływać prokuratura. Jednak w ustnym uzasadnieniu uchwały siedmiu sędziów SN przypomniano, że praca organów ścigania i służb specjalnych nie może polegać na łapaniu każdego, albowiem: "kontrola operacyjna to wkroczenie w konstytucyjnie chronioną sferę wolności obywatelskich i prawa do prywatności, więc każde wątpliwości w tej materii powinno się badać restryktywnie";
  • byłbym niesprawiedliwy zarzucając generalną nadaktywność formacjom powołanym do ochrony naszego bezpieczeństwa. Najwyraźniej istnieją w Polsce pewne obszary, na których jurysdykcja służb tego państwa nie sięga: na pewno można powiedzieć w ten sposób o Dolinie Pięciu Stawów Polskich, gdzie policja nie podejmuje czynności, nawet jeśli mowa jest o ewentualnym zabójstwie, a to dlatego, że "nie poszliśmy, bo nie mamy takich umiejętności, by prowadzić czynności w Tatrach".
    To znakomita informacja dla wszystkich planujących bezstresowe pozbycie się jakiejś osoby: wystarczy wywabić ją w Tatry i upewnić się, by ciało nie przedostało się w niższe partie gór -- policja na pewno palcem nie kiwnie. Ba, nawet jeśli narwany obywatel zechce się wykazać i spróbuje pomóc policji, też może liczyć na spławienie: nie przyjęto dowodów w postaci fotografii wykonanych przez ojca zaginionej, ponieważ... były one zbyt dużego formatu.
    Zaniepokojonych, że coś w tej naszej policji nie gra spieszę uspokoić. Podtatrzańscy śledczy tłumaczą, że "tak postępuje się we wszystkich tego typu przypadkach, bo policjanci nie są przeszkoleni do wędrówek w niedostępne Tatry Wysokie";
  • są jednak policjanci, którzy jak chcą, to potrafią. Do aresztu na 3 miesiące trafił szef (!) komisariatu z warszawskiej Białołęki, któremu zarzuca się zabójstwo 52-letniego biznesmena. Przedsiębiorca, który miał swego czasu pożyczać pieniądze policjantowi zaginął prawie dwa miesiące temu, a niedawno pod Legionowem odkryto jego poćwiartowane ciało.
    Jak widać wysokogórskie wycieczki to za dużo dla policji, ale do lasu z kolegą zawsze można skoczyć;
  • wracając na chwilę do tematyki podsłuchów: ta sprawa może być naprawdę ciekawa. Oto do prokuratury wpłynęło zawiadomienie od dziennikarza "Rzeczpospolitej", który zarzuca innym prokuratorom bezprawne naruszenie tajemnicy dziennikarskiej, a to poprzez znany trick z billingami: chcąc ustalić kto jest źródłem informacji dla dziennikarza, prokuratorzy po prostu wzięli sobie wykaz rozmów z jego komórki i dawaj je sprawdzać i odpytywać kogo to dziennikarz zna, a z kim rozmawiał.
    Ja się nawet organom nie dziwię: po co się pocić wspinaczką przez Zawrat albo Kozią Przełęcz, po co brudzić sobie ręce mokrą robotą -- przecież zawsze można sobie siedzieć za biureczkiem i wystąpić do telekomów o wykaz połączeń...
  • za biureczko trafiło też w ciągu ostatnich 4 lat -- tylko w dolnośląskim urzędzie marszałkowskim -- blisko 500 osób, przez co zatrudnienie poszło w górę z 520 do... 1007 osób (sic!). Winna temu jest, a jakże, Unia E., bo zatrudniano głównie w działach zajmujących się rozdysponowaniem środków unijnych (tj. pracę znalazła tam ok. połowa nowozatrudnionych -- reszta zajmuje się czymś znacznie ciekawszym). Muszę przyznać, że tempo mają niezłe, ale co tu się dziwić: spieszcie się obejmować posady, tak szybko odchodzą...
    Nawiasem mówiąc oprócz zwykłego marnotrawstwa -- każdy urząd oznacza marnowanie kasy, a zwiększenie zatrudnienia o 100% zwykle wiąże się z co najmniej potrojeniem wydatków -- można także zaobserwować przykry zwyczaj wysysania przyzwoitych dziennikarzy (i blogerów): jak rozumiem w skład owego batalionu urzędników wchodzi także były dziennikarz PRW (i nie tylko) oraz jeden z założycieli (zamarłej już) "Piątej Władzy" -- obecnie "Pełnomocnik Zarządu Województwa ds. Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego" (tak kończą wszystkie panki);
  • to też jest dobre: Rzeczniczka Praw Obywatelskich pochyliła się nad losem użytkowników serwisu Nasza Klasa (!) i zatroskana zmianami w regulaminie zwróciła się do szefowej UOKiK o przyjrzenie się jego postanowieniom. "GaPa" pisze, że "wątpliwości RPO budzi stosowana przez serwis formuła odgórnie narzucająca nowe, niekorzystne dla użytkowników warunki umowy. I podkreśla, że użytkownicy nie mieli wpływu na nowe postanowienia regulaminu" -- a ja się zastanawiam jakiż to usługodawca kiedykolwiek negocjował z klientami zmiany tego rodzaju? -- więc poprosiła o zbadanie, czy NK nie ukryła gdzieś tam klauzul niedozwolonych.
    Nie mam pojęcia czy ombudsmanka planuje niedługo start w jakichś wyborach, ale mam silne wrażenie, że wychodząc z taką inicjatywą RPO przekroczyła swoje ustawowe i konstytucyjne kompetencje. Jakby na to nie patrzeć powołaliśmy ten urząd do ochrony wolności i praw zagrożonych przez działania organów władzy publicznej (art. 80 konstytucji RP), także jako strażnik konstytucyjnych wolności i praw człowieka i obywatela (art. 208 ust. 1 ustawy zasadniczej) urząd Rzecznika nie powinien mieszać się do -- choćby i dyskusyjnych -- kwestii związanych z działalnością prywatnych podmiotów;
  • i na zakończenie: nie udał się spisek "właścicieli połowy Katowic", którzy pod pozorem nabycia akcji -- o kolekcjonerskiej raczej wartości -- spółki Giesche SA próbowali "odzyskać" jej majątek. Opowieść o cudownie odratowanym przedsiębiorstwie warto przeczytać, a ja mam nadzieję, że uczyni to zarówno jakiś zdolny scenarzysta, jak i producent, który zechce sfinansować stworzenie z pewnością fascynującego filmu opowiadającego o sprawie (byle nie był to film polski).
Komentarze (10)
7 z tygodnia (XII)
 Oceń wpis
   
  • Wreszcie: Sąd Najwyższy ma odpowiedzieć na pytanie czy dowody przestępstwa uzyskane "przy okazji" podsłuchu założonego innemu podejrzanemu -- "przy okazji", a więc w sytuacji, kiedy osoba "dodatkowo" podsłuchiwana nie była objęta kontrolą -- mogą posłużyć do skazania sprawców przypadkowo wykrytego przestępstwa.
    Przyznać trzeba, że temat nie jest prosty. Z jednej strony rozsądnie brzmi argument, iż skoro popełniono przestępstwo, to sprawca powinien zostać (za wszelką cenę?) ujęty i osądzony -- to się po prostu podskórnie wydaje sprawiedliwe i rozsądne. Ale jest też nie mniej rozsądna zasada owoców zatrutego drzewa, która mówi, że organy ścigania nie mogą -- nawet w celu zwalczania przestępczości -- łamać prawa: a więc jeśli nie było zgody na stosowanie podsłuchu jakiejś osoby, to później nie można wykorzystać materiałów z tego podsłuchu w postępowaniu przeciwko tej osobie;
  • podobny problem: pewien student Uniwersytetu Cambridge wykrył lukę w zabezpieczeniu bankowych systemów kart płatniczych (EMV), dzięki którym można w dość prosty sposób użyć skradzionej karty wklepując przy transakcji dowolny numer PIN. Po kilku miesiącach postanowił upublicznić wyniki swoich badań, jednak wówczas związek wydawców kart zażądał zachowania sprawy w tajemnicy i ocenzurowania jego dysertacji. Powód to oczywiście pewność i bezpieczeństwo naszych pieniędzy -- tyle, że rozumiane nie jako zastosowanie układów odpornych na różne dziwne techniki, lecz jako chowanie głowy w piasek.
    Tym razem próby nacisku na uczelnię spełzły na niczym, przede wszystkim dlatego, że naukowiec odpowiedzialny za prowadzenie badań zdecydował się dać publiczny odpór nieuczciwym naciskom. I owszem: istnieje jeszcze coś takiego (nawet w Polsce) jak wolność prowadzenia badań naukowych i publikowania wyników tych badań. Materiały zostaną opublikowane, banki będą musiały coś zrobić z wadliwym systemem chip&PIN -- a ja tak tylko dumam: czy starczyłoby odwagi przeciętnemu polskiemu "pracownikowi nauki"?
  • od wczoraj prawo stanu Kalifornia zakazuje podszywania się pod inne osoby w sieci, zwłaszcza tworzenia fikcyjnych profili w serwisach społecznościowych, w celu poniżenia czy niepokojenia tej osoby (za Arringtonem odsyłam zainteresowane osoby do serwisu ZDNet). Sprawcy takich wyczynów muszą liczyć się z grzywną w wysokości do tysiąca dolarów, a nawet z odsiadką -- do 1 roku za kratami.
    Oczywiście nie pozostaje teraz nic innego jak śledzić dalszy rozwój wypadków, tj. czy wprowadzenie kolejnego "nowoczesnego" przestępstwa do systemu karnego cokolwiek zmieni;
  • nieprawdopodobne: jeszcze w ubiegłym roku podwyższono dopuszczalną prędkość poruszania się na naszych (nielicznych) autostradach (140 km/h) oraz dwujezdniowych eSkach (120 km/h). To jest tak niesamowite, że aż nie wiem jak to skomentować -- dotąd uważało się, że maksimum bezpieczeństwa w ruchu wynikać może tylko z minimum prędkości (co na swój sposób jest logiczne, a zabójcza ta logika prowadzi nas do prostej konstatacji, że przy V=0 km/h ofiar też byłoby zero), a tu taka niespodzianka.
    Trzeba jednak oddać sprawiedliwość kwękającym: Europa jest w szoku, bo przecież trynd jest taki, żeby dopuszczalną prędkość ograniczać (i to mimo tego, że mamy, jakby na to nie patrzeć, coraz bezpieczniejsze auta, a i drogi w sumie robi się coraz lepiej -- absurd? absurd);
  • Wrocław: już za chwileczkę, już za momencik -- czymże jest rok, skoro o sprawie mówi się od przeszło 10 lat -- będziemy mieć szybką kolej miejską (swojsko zwaną S-Bahn). Albo: obiecują, że będzie jeździło jakieś coś super-fajne między Długołęką a Siechnicami; super-fajne, bo na ok. 35 kilometrowej trasie przewiduje się... łącznie aż 8 przystanków (czyli średnio co 4 km!), ma to-to jeździć co 20-30 minut... -- po prostu super metropolitarny gadżet. Nowe przystanki zbuduje się po 2012 roku -- wiadomo, do tego czasu rękoma całej Polski musimy zbudować Kanał Biełomorski -- no chyba że się nie zbuduje, bo przecież na pewno planuje się rozwój (druga nitka) pod warunkiem, że ludzie będą chcieli z tego korzystać, a korzystać nie będą, bo czekać 30 minut na kolejkę, która między dworcem Głównym PKP a Brochowem nie będzie stawać ani razu...
    Wrocławianie, uczcie się nowego równania: 8 przystanków+4 wagoniki+1 linia=Wrocławska Kolej Metropolitarna (przyznam, że w piątkowej "Gazecie Wrocławskiej" opis był bardziej ku pokrzepieniu serc: 20 składów, 3 linie... komu wierzyć?);
  • albo będzie jeszcze lepiej, bo oto miasto zafunduje (sobie? nam?) inteligentny (ale co to znaczy?) system sterowania transportem, którym sterować będzie Centrum Zarządzania Ruchem, który zamawia... ZDiUM (co gwarantuje sukces operacji ;-) Znaczy się po pierwsze kontrolerzy "na wielkiej tablicy wizyjnej" będą mogli obserwować rozwój wypadków w całym mieście, po drugie będzie można zmieniać priorytety ruchu pojazdów (ale skąd wezmą ludzi, którzy to ogarną?), po trzecie ze świetlnych tablic pasażerowie dowiedzą się jak bardzo opóźniony jest tramwaj czy autobus (a ja, naiwny, myślałem, że dzięki super-systemowi nie będzie już opóźnień ;-) po czwarte już od kwietnia zacznie się uprzywilejowywać tramwaje na niektórych skrzyżowaniach...
    Wprawdzie już dziś na paru "węzłach" wiszą bajeranckie tabliczki -- które w przypadku generalnej awarii tramwajów (vide 2 grudnia) nie potrafią nawet wyświetlić informacji, że na tramwaj w ogóle nie ma co czekać -- ale co tam: teraz będzie system, będzie można robić co się chce, to nie będzie miało żadnego znaczenia;
  • i na zakończenie optymistyczny akcent: myślicie, że tylko u nas zima i śnieg potrafią wykończyć służby komunalne? Otóż nie tylko -- potężne opady śniegu na rozległych obszarach wschodniego wybrzeża USA naprawdę zdestabilizował życie nowojorczyków (i nie mam na myśli tylko zamkniętych lotnisk), aż się burmistrz musiał gęsto tłumaczyć (w Polsce rzadkość, bo u nas ogólnie zawsze jest super).
    Ale jaki tam był śnieg! Warto zobaczyć na tych zdjęciach.
Komentarze (6)
7 z tygodnia (II)
 Oceń wpis
   

(tym razem bez zbędnego wstępu):

  • pogłębiania politycznej poprawności ciąg dalszy: islamscy terroryści nie są już muzułmanami, przynajmniej... w rządowych amerykańskich materiałach dotyczących polityki bezpieczeństwa. Wszystko przez to, by nie pogłębiać różnic religijnych -- czyli nie dawać ortodoksom powodów do oskarżania Ameryki o wrogość wobec religii Allacha -- albo (jak mówią niektórzy przeciwnicy obecnego gospodarza Białego Domu) by nie drażnić Obamy, który jest ukrytym muzułmaninem;
  • wszystko wskazuje na to, że Rada Etyki Mediów ma poważny problem z etyką wewnętrzną. Po wpadce z oskarżeniem dziennikarza "Super Expressu" (który ponoć miał się przemycić na pokład autobusu jadącego do ofiar wypadku na niemieckiej autostradzie) tym razem REM dała plamę z krytyką "Naszego Dziennika". Gazeta rzekomo miała pisać o rzekomym telefonie BOR-owika z pokładu rozbitego Tu-154, za co została surowo skrytykowana przez medialnych etyków... a po paru dniach się okazało, że ND nic takiego nie napisał. Mocne; a najmocniejsze jest to, że szefowa REM uważa, że nie ma za co przepraszać;
  • witamy na planie "Raportu mniejszości": policja w Rotterdamie testuje system "znakowania" włamywaczy poprzez opryskiwanie markerami DNA. System jest tak skuteczny, że policja łapie przede wszystkim pracowników biur, którzy zapominają go wyłączyć przy drzwiach, natomiast jak dotąd nie udało się dokonać ani jednego aresztowania przestępcy w oparciu o taki dowód.
    Ze swojej strony mogę się założyć, że z czasem przyjdą następne problemy: oblani tym całym DNA złodzieje będą pozywać twórców systemu za różnego rodzaju szkody zdrowotne i... pewnie mogą nawet wygrywać;
  • u nas nadal trwa przepychanka wokół zadziwiającego zainteresowania służb specjalnych billingami dziennikarzy -- polecam wywiad z ex-zastępcą prokuratora generalnego Olejnikiem w piątkowej Wyborczej ("powinno być tak, że wszystkie działania, które ingerują w konstytucyjne swobody, mogą mieć miejsce tylko w ściśle określonych zapisanych w ustawie sytuacjach. I tylko pod kontrolą sądu"), tymczasem za Wielką Wodą służby chcą przywołać do porządku dziennego telekomy, które unowocześniając oprogramowanie i wprowadzając nowe usługi... utrudniają podsłuchiwanie rozmów. A miał być z tego Obamy taki demokrata...
  • i jeszcze coś o telefonach, lepsze nawet (bo Polskie): ledwie co polscy dyplomaci dostali ulubiony gadżet owego demokraty -- znaczy się MSZ wydał mnóstwo kasy na urządzenia BlackBerry dla 2/3 pracowników resortu (!) -- a tu... trzeba było te urządzenia powyłączać, bo się w ministerstwie dowiedzieli, że ta cała poczta przechodzi przez Kanadę.
    Jestem już pełen obaw, bo przecież ledwie co odtrąbiono inny sukces: resort ministra Sikorskiego wywalił kasę na telefony satelitarne (co będzie jak się dowiedzą, że Polska nie ma swoich satelitów?!?); mało tego -- za 74 mln złotych chcą budować... globalną sieć dla polskich dyplomatów...;
  • minister Sikorski może się jeszcze fascynować gadżetami (i zatrudniać córkę kolegi z pracy), tymczasem (nie po raz pierwszy i na pewno nie po raz ostatni) okazało się, że najsłabszym punktem zawsze są ludzie. Nie byłoby wycieku 400 tys. najtajniejszych dokumentów dotyczących amerykańskich operacji w Iraku, gdyby na przełożonych nie wkurzył się Bradley Manning -- niskiej rangi analityk wywiadu, którego zakapował "nawrócony" cracker i "dziennikarz"... Fascynująca historia, którą na pewno za góra 3 lata zobaczymy w kinach, a ja może nawet na to pójdę (w przeciwieństwie filmu u Facebooku, który mnie kompletnie nie interesuje);
  • jaki kraj taki terroryzm, chciałoby się sparafrazować klasyka: jaki jest najgroźniejszy zawód w Polsce? Oczywiście polityk, a zwłaszcza poseł albo eurodeputowany. Ochronę BOR dostał Jacek Kurski (teraz będzie miał swój własny konwój, nie będzie musiał jeździć na kufrze innym), wielkie niebezpieczeństwo groziło także Zbigniewowi Ziobro.
    Przypomnijmy, że od wtorkowego ataku wariata na łódzkie biuro PiS na polskich drogach zginęło statystycznie 75 osób, co rzecz jasna nie budzi niczyjego niepokoju. Ani ex-premier Kaczyński nie żąda od nikogo podpisania deklaracji, nikt nie składa żadnych kwiatów, nikt nikogo za nic nie przeprasza. Oczywiście byłoby inaczej, gdyby jakiś poseł zginął w katastrofie komunikacyjnej -- od ręki media zaroiłyby się dziesiątkami analiz, rozwiązań i "ważkich pytań", ktoś by od kogoś żądał uderzenia się w czyjeś piersi, ktoś by się z tego tłumaczył.
    A tak... wiadomo.
Komentarze (12)
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D