Moc dowodowa prywatnych opinii w toku procesu
 Oceń wpis
   

"POLITYKĘ" lubię i czytam dość często od lat (chociaż czasem mnie drażni -- na szczęście rzadko nijakością, jak np. felietoniści "Wprost"), jednak za każdym razem pojawiający się tam błąd rzeczowy boli mnie wyjątkowo.

Niedawno (w nrze 37(2824) z 7 września 2011 r.) padło na tekst "Żyje z opinii" Piotra Pytlakowskiego (skądinąd jednego z najmocniejszych piór POLITYKI), w którym pochylił się on nad losem pokrzywdzonej przez medyków pacjentki, która zdecydowała się na wytoczenie im sprawy w sądzie -- przy współpracy jakiegoś tam Zakładu Usług Medycznych i Opinii Cywilnych Medicum – Opinia.
W dużym skrócie: dr Ryszard Frankiewicz, lekarz z Tarnowa, zobowiązał się do sporządzenia -- za pieniądze, na zlecenie powódki -- opinii na temat leczenia, którą ta przedstawiła sądowi w toku procesu. Ale sędzina -- na pewno jakaś niedobra sędzina -- "nie dopuściła opinii pozaprocesowej dr. Frankowicza. – Powiedziała, że dla niej to żadna opinia, nie ma związku ze sprawą. Pytała: A doktor Frankowicz jako kto ma tu występować?" Skutkiem tego pokrzywdzona sprawę przegrała, co pozwala Piotrowi Pytlakowskiemu na postawienie tezy, iż "w gruncie rzeczy klienci Doktora biorą udział w loterii. Jeśli wygrywają, to razem z dr. Frankowiczem. Jeśli przegrywają, to samotnie".z kodeksu postępowania cywilnego:
art. 230. Gdy strona nie wypowie się co do twierdzeń strony przeciwnej o faktach, sąd, mając na uwadze wyniki całej rozprawy, może fakty te uznać za przyznane.
art. 232. Strony są obowiązane wskazywać dowody dla stwierdzenia faktów, z których wywodzą skutki prawne. Sąd może dopuścić dowód nie wskazany przez stronę.
art. 233. § 1. Sąd ocenia wiarygodność i moc dowodów według własnego przekonania, na podstawie wszechstronnego rozważenia zebranego materiału.
§ 2. Sąd oceni na tej samej podstawie, jakie znaczenie nadać odmowie przedstawienia przez stronę dowodu lub przeszkodom stawianym przez nią w jego przeprowadzeniu wbrew postanowieniu sądu.
art. 244. § 1. Dokumenty urzędowe, sporządzone w przepisanej formie przez powołane do tego organy władzy publicznej i inne organy państwowe w zakresie ich działania, stanowią dowód tego, co zostało w nich urzędowo zaświadczone. (...)
art. 253. Jeżeli strona zaprzecza prawdziwości dokumentu prywatnego albo twierdzi, że zawarte w nim oświadczenie osoby, która je podpisała, od niej nie pochodzi, obowiązana jest okoliczności te udowodnić. Jeżeli jednak spór dotyczy dokumentu prywatnego pochodzącego od innej osoby niż strona zaprzeczająca, prawdziwość dokumentu powinna udowodnić strona, która chce z niego skorzystać.
Art. 245. Dokument prywatny stanowi dowód tego, że osoba, która go podpisała, złożyła oświadczenie zawarte w dokumencie.
Art. 278. § 1. W wypadkach wymagających wiadomości specjalnych sąd po wysłuchaniu wniosków stron co do liczby biegłych i ich wyboru może wezwać jednego lub kilku biegłych w celu zasięgnięcia ich opinii. (...)
Art. 282. § 1. Biegły składa przed rozpoczęciem czynności przyrzeczenie w następującym brzmieniu: "Świadomy znaczenia mych słów i odpowiedzialności przed prawem przyrzekam uroczyście, że powierzone mi obowiązki biegłego wykonam z całą sumiennością i bezstronnością". (...)

Niestety, wydaje mi się, że tym razem red. Pytlakowski dał się wpuścić zmartwionej kobiecie na manowce -- i nie do końca odrobił zadanie domowe z kpc.

Po pierwsze nigdzie w tekście nie jest powiedziane, iżby dr Frankiewicz przedstawiał się jako "biegły sądowy" i mamił swoją klientkę skutkami zamówionej i zapłaconej przez nią opinii medycznej jak identycznymi ze skutkami opinii biegłego sądowego. A więc przyjmuję za pewnik, że nic takiego nie miało miejsca -- i bardzo dobrze, bo zgodnie z procedurą cywilną to sąd powołuje biegłego, jeśli się na czymś nie zna ("w wypadkach wymagających wiadomości specjalnych" -- art. 278 par. 1 kpc), to sąd odbiera przyrzeczenie od biegłego przed wykonaniem przezeń czynności dowodowych (art. 282 par. 1 kpc) -- i to sąd płaci biegłemu (art. 288 i 291 kpc -- chociaż oczywiście na koniec rachunek wystawia się przegrywającemu).

Natomiast każda ze stron ma -- powinna! -- w toku postępowania wyrażać jakieś opinie na temat materii objętej sporem, komentować stanowisko zawarte przez przeciwnika (ze skutkiem jak w art. 230 kpc!) i podpierać prezentowane tezy własnymi dowodami (które sąd traktuje jak każdy inny dowód pochodzący od strony -- art. 232 kpc). Sąd jest związany wyłącznie treścią dokumentów urzędowych (art. 244 kpc), natomiast dokument prywatny -- że pozwolę sobie wprost zacytować art. 245 kodeksu postępowania cywilnego -- stanowi dowód tego, że osoba, która go podpisała, złożyła oświadczenie zawarte w dokumencie.
Znaczy się: składając jakikolwiek dokument do sprawy strona "mówi czego chce" -- a sąd ma za zadanie ocenić jej stanowisko. I taka ocena -- podobnie jak każdy dowód -- podlega dalszej ocenie procesowej, w tym znaczeniu, że sąd, który "źle myśli" i tak wydaje orzeczenia -- może spotkać się z reprymendą w postaci skutecznej apelacji.

I tak pojawienie się w sądzie cywilnym w sprawie dotyczącej błędu lekarskiego bez jakichkolwiek materiałów byłoby błędem maksymalnym -- przeto jak rozumiem powódka, która może i średnio sobie radziła ze sprawą -- odwołała się do mistrza często-gęsto wzmiankowanego przez "Angorę".
Ale oczywiście: za stanowiskiem prywatnym wynikającym z prywatnej opinii sporządzonej przez lekarza, powinien iść jeszcze dowód w postaci opinii biegłego sądowego.

Raczej nie mają i nigdy nie miały z tym problemy orzekające sądy. I tak w orzeczeniu Sądu Najwyższego z 29 września 1956 r. (III CR 121/56) pojawił się pogląd, iż "Nie może być traktowana jako dowód w procesie opinia biegłego, choćby nim był stały biegły sądowy, sporządzona na piśmie na polecenie strony i złożona do akt sądowych" -- a to dlatego, że "kodeks postępowania cywilnego nie zna dowodu z pozasądowych oświadczeń znawców. Nie może zatem być traktowana jako dowód w procesie opinia biegłego, choćby to był stały biegły sądowy, sporządzona na piśmie na polecenie strony i złożona do akt sądowych".

Jeśli jednak kogoś miałby zaboleć ów 1956 rok, to sięgnijmy do nieco świeższego wyroku: i tak 11 grudnia 1997 r. ten sam Sąd Najwyższy stwierdził, że "złożona przez skarżącego ekspertyza stanowiła tylko wyjaśnienie, oparte na wiedzy specjalistycznej, stanowiska skarżącego w sprawie" (I CKN 385/97), a zatem jakby sąd posiłkował się nią jak dowodem w rozumieniu kodeksu postępowania cywilnego, to "oparcie orzeczenia na tej ekspertyzie stanowiłoby uchybienie temuż przepisowi mogące być podstawą apelacji czy też kasacji".

I warto jeszcze zwrócić uwagę na jeszcze jedno, pachnące świeżością orzeczenie Sądu Najwyższego mówiące o doniosłości procesowej prywatnych opinii: "Przedstawianie przez strony prywatnych opinii, do których stosuje się art. 253 k.p.c. jest zjawiskiem procesowym coraz częstszym. Niewątpliwie nie będąc dowodem z opinii biegłego stanowią one element materiału procesowego i powinny być udostępnione stronie przeciwnej. Prywatne ekspertyzy opracowane na zlecenie stron przed wszczęciem procesu, czy w jego toku są wyjaśnieniem, z uwzględnieniem wiadomości specjalnych, ich stanowiska. Prywatna ekspertyza może stanowić przesłankę przemawiającą za koniecznością dopuszczenia przez sąd dowodu z opinii innego biegłego" (wyrok z 2 lutego 2011 r., II CSK 323/10).

Komentarze (12)
DIY: odpis z KRS ważny jak z okrągłą pieczątką z orłem
 Oceń wpis
   

wniosek o odpis z KRS Ciekawe rzeczy piszą w ciekawym blogu o prawie: już niedługo nie będzie trzeba latać do wydziałów KRS po odpisy z rejestru przedsiębiorców, bo nowe, jeszcze lepsze prawo ma pozwolić na oddrukowanie sobie tego, co jest powszechnie dostępne w internetach. Po prostu -- jak się uda -- będzie sobie można samemu wyprodukować stosowne dokumenty do pozwu, zaś sąd (cytuję za Co piszczy w prawie) "w razie wątpliwości po prostu zweryfikuje wydruk w komputerze".

Ten iście kartezjański przewrót nie byłby możliwy, gdyby nie...
... albo wróć, inaczej: ta pożyteczna i całkiem zdroworozsądkowa (na naszą miarę, o czym poniżej) zmiana dowodzi, że w Polsce nic nie jest możliwe bez nowego, jeszcze lepszego prawa.

Biorąc pod uwagę skąd się biorą urzędowe wydruki z Krajowego Rejestru Sądowego -- a biorą się z tego, że: weź 30 złotych, napisz na takiej maluśkiej karteczce czego potrzebujesz, zanieś do okienka, poczekaj kwadrans, odbierz i ciesz się tym, co dostałeś -- cały cyrk z koniecznością załączenia odpisów z KRS do pozwu składanego do wydziału gospodarczego (zwykle po sąsiedzku z wydziałem KRS) jest oczywistą biurokratyczną mitręgą.

Jakby na to nie patrzeć część danych z Centralnej Informacji KRS są powszechnie dostępne wprost z serwera MS.gov.pl; ot, proszę bardzo: jest firma, jest numer KRS, siedziba i adres, sposób reprezentacji i osoby uprawnione do reprezentacji (nie wiem dlaczego nie piszą tu o prokurentach). Do ustalenia kto może złożyć oświadczenie woli w imieniu danej osoby prawnej i jaki ma ona adres (a po to przecież wydziały gospodarcze żądają odpisów z KRS) nie trzeba niczego więcej jak rzutu oka na stronę KRS.MS.gov.pl!
Co jest najlepsze: nie ma przepisu, który nakładałby na strony postępowania gospodarczego obowiązek dokładania tych urzędowych wydruków za 30 złotych, jest to tylko i wyłącznie wściekły obyczaj, który jakoś tak się utarł -- toteż większość sądów, jak nie zobaczy odpisu z KRS, wezwie stronę do jego doręczenia.

Dodajmy, że mówimy o tych samych sądach, które i tak mogą sobie te rzeczy obadać. W internetach.

I to jest właśnie miara polskiego postępu i debiurokratyzacji: zamiast powiedzieć sobie -- ludzie, czego wy chcecie, daje się nam możliwość własnoręcznego produkowania papierów tak samo ważnych jak dokumenty z jakiegoś urzędu. I zamiast zdrowego rozsądku trzeba do tego aż projektu, trzech czytań, uchwały w senacie, podpisu i promulgacji.

Komentarze (12)
"U nas ten przepis się nie przyjął"
 Oceń wpis
   

Właśnie mi się przytrafiło coś, o czym chciałem już kiedyś napisać. To napiszę teraz.

Od zawsze fascynują mnie przypadki różnych przepisów -- dodajmy, że przepisów ściśle "urzędowych", tj. takich, których adresatem nie jest Polak-szarak, lecz jakiś organ -- które w zależności od tego kto się nim zajmuje, funkcjonują tak albo siak, zwykle dlatego, że (jak ponoć kiedyś mawiali na jakiejś aplikacji "u nas ten przepis się nie przyjął"). Niby mamy państwo jednolite (żadnej konfederacji bądź choćby federacji) -- ale jak przychodzi do stosowania prawa, to się okazuje, że co sąd to obyczaj.

Jeszcze niedawno mechanizm ten świetnie paraliżował część spółek, które -- zmuszone przez prawodawcę do zmiany kodów PKD -- występowały do KRS o wpisanie nowych danych, zaś ich wnioski były uwzględniane bądź odrzucane (po wezwaniu do uzupełnienia) -- wyłącznie w zależności od tego czy właściwy wydział mieści się w takim czy innym mieście.
Sęk w tym, że większość znanych mi wydziałów KRS wychodziła ze słusznego założenia, że skoro wymyślono takie prawo, że przedsiębiorca musi zmienić jakieś cyferki w rejestrze (i jeszcze zapłacić za to 650 złotych!), to nie można go zmuszać do odbycia walnego zgromadzenia udziałowców przed rejentem i wydawania dodatkowych pieniędzy. Operację tę przeprowadziłem w paru spółkach przed moim ulubionym Sądem Rejonowym dla Wrocławia-Fabrycznej VI Wydział Gospodarczy KRS -- i zawsze wyglądało to tak samo...

ale nie w Krakowie (i Warszawie), gdzie zdaniem referendarza zmiana PKD ma wpływ na przedmiot działalności spółki, zatem o nowe literki i cyferki można było wystąpić o tyle, o ile dokonało się zmiany umowy spółki. Za pieniądze, u rejenta.

Art. 782 kpc
§ 1. Klauzulę wykonalności nadaje sąd jednoosobowo na wniosek wierzyciela. Tytułowi wydanemu w postępowaniu, które zostało lub mogło być wszczęte z urzędu, sąd nadaje klauzulę wykonalności z urzędu.
§ 2. Nakazowi zapłaty sąd nadaje klauzulę wykonalności z urzędu niezwłocznie po jego uprawomocnieniu się.

§ 188 regulaminu urzędowania sądów
(...)
3. W razie nadania klauzuli wykonalności tytułowi egzekucyjnemu, przez sąd z urzędu, w adnotacji zamieszcza się wyrazy: "z urzędu".
4. W razie nadania klauzuli wykonalności nakazowi zapłaty, przez sąd z urzędu, tytuł wykonawczy pozostawia się w aktach sprawy, wydając go wierzycielowi jedynie na jego wniosek.
Drugi (dzisiejszy) przypadek brzmi: co sąd zrobi z prawomocnym i opatrzonym klauzulą wykonalności nakazem zapłaty wydanym w postępowaniu gospodarczym? Pośle do powoda? Będzie czekał na wniosek powoda?
Odpowiedź brzmi: zależy co to za sąd.

Większość znanych mi sądów (a ostatnio zapoznałem się z paroma wydziałami gospodarczymi) robi to, co (choćby w świetle postanowienia Sądu Najwyższego I CA 1/05) chyba należy robić: po uprawomocnieniu się orzeczenia nadawana jest magiczna klauzula i całość doręcza się powodowi. Nie trzeba się dowiadywać, prosić, wnioskować. Jest to konsekwencją art. 782 par. 2 kpc, zgodnie z którym "Nakazowi zapłaty sąd nadaje klauzulę wykonalności z urzędu niezwłocznie po jego uprawomocnieniu się" -- co SN słusznie zinterpretował w ten sposób, iż "Przepis art. 782 § 2 kpc nakłada na sąd obowiązek nadania nakazowi zapłaty klauzuli wykonalności z urzędu oraz doręczenia - także z urzędu -- tytułu wykonawczego wierzycielowi". Inaczej byłoby głupio: po co nadawać klauzulę z urzędu, a później wszywać dokument do akt i czekać na wniosek powoda?

Nie wszędzie jednak rozwiązania logiczne i zgodne z orzeczeniem Sądu Najwyższego zdołały się utrwalić -- co zresztą widać po lekturze owego wątku na forum pracowników sądów.
I tak dokładnie wczoraj przyszło mi dowiadywać się w wydziale gospodarczym krakowskiego SR o los pewnego nakazu zapłaty. Przemiła Pani w Sekretariacie odparła, że owszem, nakaz jest prawomocny, a jeśli chcę go otrzymać, to muszę wystąpić z piśmiennym wnioskiem -- tyle dobrego, że nie muszę go opłacać. Chcąc-nie-chcąc tak też uczyniłem, aby dziś się przekonać, że sąd był łaskaw wystosować postanowienie o nadaniu klauzuli prawomocności z urzędu, podając w uzasadnieniu, iż "z kolei wydanie tytułu wykonawczego następuje jedynie na wniosek wierzyciela (par. 188 ust. 4 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 23.02.2007 r. -- regulamin urzędowania sądów powszechnych, Dz.U. 2007, nr 38, poz. 249".

Najlepsze jest to, że przepis funkcjonuje sobie w najlepsze od blisko 4 lat, praktyka jest jaka jest (czyli jest różna), petenci -- bo jak inaczej nazwać strony, które idą do sądu, by cośkolwiek z mozołem ustalić -- muszą uczyć się zwyczajów panujących w poszczególnych referatach...

Komentarze (12)
Jeszcze o zwrocie kosztów procesu nieprofesjonaliście
 Oceń wpis
   

Miesiąc po tym jak pisałem o problemie zwrotu kosztów procesu stronie reprezentowanej przez nieprofesjonalnego pełnomocnika -- wówczas P.T. Czytelnicy podpowiedzieli mi, bym zwrócił się o uzupełnienie wyroku w tym zakresie -- i oto jest odpowiedź... odmowna ;-) -- "sąd nie przyznał zwrotu kosztów postępowania, albowiem pozwany nie przedstawił (...) żadnego spisu wskazującego czy i jakie poniósł wydatki w rozumieniu art. 98 par. 2 kpc".

Moim zdaniem rzecz jasna postanowienie jest wadliwe: art. 98 par. 2 kpc nie nakłada na stronę nie reprezentowaną przez profesjonalnego pełnomocnika przedstawiania jakiegokolwiek spisu wydatków. Owszem, zgodnie z art. 109 par. 1 zd. 1 kodeksu postępowania cywilnego roszczenie o zwrot kosztów wygaśnie, o ile strona w odpowiednim czasie nie złoży spisu kosztów lub nie zawnioskuje o zasądzenie kosztów "według norm przepisanych" -- jednakże już zd. drugie tej normy wyraźnie różnicuje pozycję procesową: "Jednakże o kosztach należnych stronie działającej bez adwokata, radcy prawnego lub rzecznika patentowego sąd orzeka z urzędu".

Jest dla mnie zatem jasne, że w myśl art. 109 par. 1 kpc w przypadku strony reprezentowanej przez nie-profesjonalistę sąd powinien orzekać o kosztach niezależnie od tego, czy strona złożyła spis kosztów, czy też tego nie uczyniła; powinien o tym orzekać  z  u r z ę d u.
To logiczna konsekwencja zróżnicowania pozycji procesowej wynikającej z użycia frazy "jednakże". Jednakże z komentarzy pod poprzednim wpisem wnoszę, że przepis ten się po prostu nie przyjął ;-)

postanowienie o odmowie przyznania kosztów

Nie wiem jeszcze co z tym zrobię; na dziś mogę powiedzieć -- jak to mówią w telewizji -- iż rozważam zaskarżenie orzeczenia, a to z tego względu, że serce mnie boli, że w tym zakresie sąd nie podzielił stanowiska strony pozwanej.

Komentarze (28)
Nieprofesjonalny pełnomocnik a zwrot kosztów procesu
 Oceń wpis
   

I jeszcze raz (może ostatni...) o sprawie, którą zanudzam P.T. Czytelników od początku tygodnia: dutki, dutki. Bo przecież wszyscy wiedzą, że ludzie idą na prawo tylko dla kasy -- i nie jest inaczej nawet z tymi prawnikami, którzy po studiach decydują się na inną ścieżkę, niż aplikacja.

Dla takich ludzików jak ja -- to miło, że ustawodawca nie zapomniał o nas -- stworzono w kodeksie postępowania cywilnego przepis, dzięki któremu powinniśmy móc liczyć na coś więcej, niźli tylko słowa uznania. Mam na myśli art. 98 par. 2 kpc, który mówi, że strona prowadząca proces osobiście albo przez nieprofesjonalnego pełnomocnika powinna otrzymać -- oczywiście w przypadku wygranej sprawy -- zwrot kosztów procesu: koszty dojazdu do sądu oraz równowartość utraconych zarobków (ale już nie koszty ewentualnych odpisów z KRS, które sądy namiętnie sobie kolekcjonują). Przy czym ja nie muszę ani się prosić, ani też przedstawiać żadnych zestawień poniesionych kosztów -- zgodnie z art. 109 par. 1 kpc jeśli strona nie jest reprezentowana przez adwokata czy radcę prawnego, sąd powinien orzec o kosztach z urzędu.

z kodeksu postępowania cywilnego:
Art. 98. § 1. Strona przegrywająca sprawę obowiązana jest zwrócić przeciwnikowi na jego żądanie koszty niezbędne do celowego dochodzenia praw i celowej obrony (koszty procesu).
§ 2.  Do niezbędnych kosztów procesu prowadzonego przez stronę osobiście lub przez pełnomocnika, który nie jest adwokatem, radcą prawnym lub rzecznikiem patentowym, zalicza się poniesione przez nią koszty sądowe, koszty przejazdów do sądu strony lub jej pełnomocnika oraz równowartość zarobku utraconego wskutek stawiennictwa w sądzie. Suma kosztów przejazdów i równowartość utraconego zarobku nie może przekraczać wynagrodzenia jednego adwokata wykonującego zawód w siedzibie sądu procesowego.
(...)
Art. 109. § 1.  Roszczenie o zwrot kosztów wygasa, jeśli strona najpóźniej przed zamknięciem rozprawy bezpośrednio poprzedzającej wydanie orzeczenia nie złoży sądowi spisu kosztów albo nie zgłosi wniosku o przyznanie kosztów według norm przepisanych. Jednakże o kosztach należnych stronie działającej bez adwokata, radcy prawnego lub rzecznika patentowego sąd orzeka z urzędu.
(...)
Nie oznacza to, rzecz jasna, że jakieś pieniądze dostanie się na 100%. Sąd bierze pod uwagę przede wszystkim celowość i niezbędność poniesionych wydatków, no i łączna wysokość zasądzonych kosztów procesu nie może przekroczyć wysokości ewentualnego wynagrodzenia profesjonalnego pełnomocnika.
Może też się okazać, że sąd -- myślę, że zwłaszcza w sytuacji, kiedy strona nie musi daleko podróżować, a sprawa nie była długotrwała (nie powodując przez to absencji w pracy) -- w ogóle nie przyzna kosztów.

Zawsze powinno jednak dojść do rozstrzygnięcia o kosztach  z  ur z ę d u, nawet jeśli wygrywającym jest tylko jakiś magisterek w lichej marynareczce Pierre Cardin. Orzeczenie może brzmieć "a tym razem nic a nic się nie należy" -- ale powinno znaleźć swój ślad w wyroku.

Tymczasem sądy nagminnie zapominają o nałożonym na nie obowiązku. Bez względu na to, czy się przypomnieć i zaproponować nawet symboliczną kwotę, czy pozostawić rzecz do uznania w całości wymiarowi sprawiedliwości -- na zobowiązanie przegrywającej strony do zwrotu poniesionych wydatków nie ma co liczyć. Nie ma przy tym znaczenia, czy wygrywający był w sprawie powodem, a zatem miał niewątpliwie dobry powód do tego, by iść do sądu -- czy też został niesłusznie pozwany (jak w sprawie, o której pisałem w poniedziałek).

Nie ma także znaczenia czy przegrywającym jest bardzo duże przedsiębiorstwo, nieuczciwy kontrahent, czy przewrażliwiony czytelnik prasy -- tak jak przez moje ręce przewinęły się setki spraw tego rodzaju, tak koszty naocznie widziałem trzy razy: z czego dwa razy ewidentnie wpisane omyłkowo, bo tak było w szablonie (jak się dostaje 2400 zł przy nakazie zapłaty, to musi to być pomyłka) i raz, lata temu, kiedy dopiero po zażaleniu na koszty, po przedstawieniu spisu poniesionych wydatków, sąd pracy zasądził od przegrywającej -- wyjątkowo przebiegłej -- powódki śmieszne 50 złotych.

Prawdę mówiąc rozważam w sprawie wniesienie -- dla zasady -- zażalenia na koszty (art. 394 par. 1 pkt 9 kpc), bo przecież to, że chlebodawca poniósł wydatki związane z moim wyjazdem do Krakowa, nie oznacza, że nikt mu tych wydatków nie musi zwracać.

Komentarze (45)
1 | 2 | 3 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D