O pokerzystach złapanych za rękę podczas czynu zabronionego
 Oceń wpis
   

Jack Humphrey, "Card players"Po wczorajszym newsie o akcji policji i celników -- zatrzymaniu 100 osób, które miały czelność grać w karty na żetony i "o puchar przechodni" (to się w Polsce nazywa nielegalnym turniejem pokera, aczkolwiek trawestując ex-marszałka Izby Poselskiej można powiedzieć, że jaki kraj, taki hazard) -- właściwie za cały felieton mogłyby wystarczyć przepisy ustawy o grach hazardowych, które mówią o wymogach organizacji turniejów pokera w Polsce.

Ex-liberalna Platforma, przy akompaniamencie pozostałych partii, zgotowała nam takie przepisy, że nie mogę powiedzieć nic innego jak -- Minister Finansów ostrzega: karty do ręki bierzesz na własną odpowiedzialność. z ustawy o grach hazardowych:
art. 2 ust. 1 pkt 5 Grami losowymi są gry o wygrane pieniężne lub rzeczowe, których wynik w szczególności zależy od przypadku, a warunki gry określa regulamin. Są to: (...) gry w karty: black jack, poker, baccarat;
art. 30. 1. Zakazane jest urządzanie w kasynach gry pokera, w którym uczestnicy grają między sobą, z wyjątkiem urządzania turniejów gry pokera na podstawie udzielonego zezwolenia.
2. Warunkiem udzielenia zezwolenia na urządzanie turnieju gry pokera jest uczestnictwo w turnieju co najmniej 10 graczy.
3. Podmiot urządzający turniej gry pokera jest obowiązany przedstawić organowi, który udzielił zezwolenia, w terminie do 25 dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym nastąpiło zakończenie turnieju, szczegółową pisemną informację o osobach, które uzyskały wygrane w turnieju, oraz o rozliczeniu podatku od gier.
art. 37. Wniosek o udzielenie zezwolenia na urządzenie turnieju gry pokera powinien zawierać:
  1)   nazwę spółki występującej z wnioskiem;
  2)   nazwę turnieju gry pokera;
  3)   określenie czasu, w którym planuje się urządzenie turnieju gry pokera oraz miejsca jego urządzania;
  4)   projekt regulaminu turnieju gry pokera;
  5)   przewidywaną liczbę uczestników.
art. 60. 1. Podmiot ubiegający się o koncesję lub zezwolenie przedstawia organowi właściwemu do ich udzielenia, do zatwierdzenia, projekt regulaminu urządzanej gry lub zakładu wzajemnego albo turnieju gry pokera. (...)
2. Regulamin gier hazardowych oraz turnieju gry pokera, a także ich zmiany, zatwierdza minister właściwy do spraw finansów publicznych, z zastrzeżeniem ust. 3.
(...)
Art. 61. 1. Regulamin gry hazardowej, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3, oraz regulamin turnieju gry pokera określa:
  1)   nazwę podmiotu urządzającego grę lub turniej;
  2)   szczegółowe warunki i zasady gry lub turnieju, w tym określenie wygranych, terminu oraz miejsca gry lub turnieju;
  3)   prawa i obowiązki uczestników gry lub turnieju;
  4)   tryb i terminy rozpatrywania reklamacji oraz tryb i termin zgłaszania roszczeń zgłaszanych przez uczestników gry lub turnieju;
  5)   wysokość kapitału gry lub turnieju, przeznaczonego do natychmiastowej wypłaty wygranych.(...)

Nie, w remika czy kanastę, a także w popularnego "Pana", jeszcze grywać można (podobnie jak nadal można bawić się misiami), ale zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 5 ustawy o grach hazardowych niektóre gry w karty -- black jack, poker i bakarat (dla niepoznaki nazwany "baccaratem" (sic!) -- są zbrodniczymi nałogami, a więc prawo musi je zwalczać lub chociaż kontrolować i ograniczać.

I tak (po szczegóły odsyłam do tabelki) organizator turnieju musi: uzyskać zezwolenie od Ministra Finansów na jego zorganizowanie, opracować i przedstawić regulamin gier, zapłacić od tego wszystkiego podatek. Jeśli tego nie uczyni, to jest organizatorem nielegalnego hazardu, jego turniej to nie turniej, lecz szulernia -- zaś gracze to zwykli przestępcy (bo uczestnictwo w zakazanym hazardzie też jest karane! -- nie tylko jego organizacja!).

Takich oto dożyliśmy już czasów: po względnie liberalnej (i dającej nadzieję na dalszą liberalizację) ostatniej dekadzie dwudziestego wieku, po miejscowym luzowaniu na początku obecnego stulecia -- przyszło parę strzałów legislacyjnych: od ustawy o grach hazardowych, poprzez zmiany w przepisach o radiu i telewizji, dopalacze, OFE, wrzutka Rockiego... -- a cały ten bajzel legislacyjny prowadzi między innymi do tego, że się nowelizuje nieistniejące ustawy (więc skoro trzeba mieć na to czas, to skąd go wziąć na pomyślunek o konsekwencjach zakwalifikowania pokerzystów jako potencjalnych przestępców?).

Reasumując: mamy durne prawo -- skoro nakazuje policji i służbom celnym robić naloty na ludzi, którzy postanowili porać sobie w karty (byłoby durne nawet wówczas, gdyby grali na pieniądze) -- ale prawo.
Co gorsza wszystkie te absurdy będą się pogłębiać, ale co tam, skoro dziś uwagę deputowanych i opinii publicznej zaprząta podjęta przez Palikotowców operacja pt. "zdjąć czy uchwalić krzyż w sali plenarnych obrad Sejmu".

Więc przyłapani na gorącym uczynku oddawania się zdrożnym czynnościom poniosą tego konsekwencje, i to już w życiu doczesnym, przy aplauzie i zaakceptowaniu zgromadzonej gawiedzi.

 

PS na obrazku reprodukcja pracy Jacka Humphreya "Card players", obraz do obejrzenia w zbiorach National Gallery of Canada

Komentarze (28)
Cenzura słuszna i niesłuszna
 Oceń wpis
   

§ 1. Jak się okazuje od deliberacji czy moderować forum internetowe, czy też lepiej nabrać wody w usta, niektórzy wolą metodę na gajowego ("przyszedł gajowy i wygonił wszystkich z lasu"). Bo chociaż Ringier Axel Springer, pozwany przez ministra Radosława Sikorskiego wydawca "Faktu", wydaje się nie błądzić twierdząc, że nie ponosi odpowiedzialności za aktywności swoich użytkowników, to jednak... zdecydował się zamknąć swoje fora internetowe (tymczasowo).

W cytowanym przez prasę komunikacie mówi się o tym tak: "nie chcemy bowiem, by na naszych witrynach pojawiały się komentarze o charakterze antysemickim, urągające mniejszościom narodowym czy religijnym. Nie chcemy też postów obrażających poszczególne osoby czy grupy ludzi niezależnie od ich orientacji, narodowości czy przekonań" -- a mnie się od razu nasuwa porównanie do akcji zamykania ledwie co wyremontowanych stadionów: niektórzy rozrabiają, cierpią na tym wszyscy.
(Na marginesie: prezes PiS protestuje przeciwko zamykaniu stadionów, a tymczasem parę lat temu -- bo przecież fala owej "walki z chuligaństwem" to żadna nowość -- pisowski namiestnik Warszawy chciał tego samego...).

Nie da się także uniknąć pytań o uległość przedsiębiorstw działających w sferze mediów wobec -- choćby prywatnych (chociaż nie wiem jaki charakter mają pozwy szefa MSZ) -- pretensji wysoko postawionych urzędników i polityków. Dlaczego za wybryki paru zdebilałych antysemitów ma ponosić konsekwencje większość internautów?

§ 2. I przykład cenzury innego rodzaju. Oto bardzo znane (pewnie dziś się powinno mówić "memetyczne") zdjęcie przedstawiające Baracka Obamę i jego urzędników obserwujących operację zabicia Osamy Bin Ladena, które w oryginale wygląda tak:

Barack Obama situation room

(zaś w wyobraźni niektórych internautów mogłoby wyglądać zupełnie inaczej) zostało w dość specyficzny sposób ocenzurowane przez ortodoksyjną nowojorsko-żydowską gazetę "Di Tzeitung":

Di Tzeitung censored Situation Room photo

Jak widać z obrazka po prostu usunięto Hilarię Clinton i Audrej Tomason -- tylko dlatego, że są kobietami -- cóż za orwerllowski gest!

Zabawnie przy tym wygląda oświadczenie "Di Tzeitung": fotoedytor się pomylił, bo nie zauważył warunków rozpowszechniania zdjęć (rzekomy -- bo faktycznie w licencji tego nie ma -- zakaz tworzenia utworów zależnych) -- zaś co do usuwania wizerunku kobiet ze zdjęć to: "nasze zasady redakcyjne wytycza Rada Rabinacka, biorąc zatem pod uwagę zasady skromności wykluczone jest publikowanie zdjęć kobiet. Czytelnicy Di Tzeitung wierzą, że kobiety powinny być cenione za to kim są i co robią, a nie jak wyglądają, zaś żydowski szacunek dla skromności są wyrazem szacunku dla kobiet, a nie odwrotnie".

No i teraz sam już nie wiem która cenzura jest słuszna, a która niesłuszna...

Komentarze (9)
Może będzie jasne co to "wiarygodne zgłoszenie"!
 Oceń wpis
   

Cóż za koincydencja: ledwiem napisał o problemach z ustaleniem czym jest wiarygodna wiadomość według art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną -- a tu się okazuje, że MSWiA zaczyna pracować nad kolejną nowelizacją przepisów tej ustawy, wynikiem czego dokładnie dziś opublikowano założenia do projektu noweli.

Warto przeczytać dokument w całości (mimo, że jest okropnie długi -- myślę, że zamiast 37 stron z powodzeniem można by zmieścić tę myśl na góra 10-12 kartkach); ja zaś chciałem zwrócić uwagę P.T. Czytelników na sygnalizowaną potrzebę doprecyzowania jak powinna wyglądać wiarygodne zgłoszenie zgromadzenia bezprawnych danych (str. 27).
Oto po zmianie ustawy zostanie dodany kolejny przepis, zgodnie z którym złożenie wiarygodnego zawiadomienia będzie wymagało:

- określenia uprawnionego składającego zawiadomienie o zamieszczeniu w sieci Internet bezprawnych informacji;
- podania danych kontaktowych uprawnionego;
- złożenia przez uprawnionego albo osoby go reprezentującej podpisu (elektronicznego lub odręcznego),
- wskazania w sposób jednoznaczny informacji, które naruszają prawa lub przedmiot działalności uprawnionego, do których jego zdaniem powinien zostać zablokowany dostęp;
- zwięzłego uzasadnienia wiarygodnej wiadomości;
- podania informacji umożliwiających usługodawcy zlokalizowanie bezprawnych informacji;
- przedstawienia kopii pełnomocnictwa (to w przypadku działania przez pełnomocnika);
- złożenia przez uprawnionego oświadczenia o: braku autoryzacji treści zamieszczonych w sieci i zgodności z prawdą przedstawionych wiadomości

Nie będę ukrywał, że -- chociaż generalnie uważam, że mamy w Polsce za dużo prawa i za dużo zmian w prawie -- ta akurat zmiana na pewno mnie ucieszy. Raz, że zakończy ciążące mi osobiście elukubracje "pokrzywdzonych" na naszym forum albo niezadowolonych przedsiębiorców, których dane pojawiły się w bazie firm. Dwa, że trudniej będzie robić nigeryjskie przekręty.

Za szczególnie istotny uważam obowiązek uzasadnienia swojego zgłoszenia (niechby nawet to uzasadnienie było "zwięzłe"), a także konieczność złożenia oświadczenia o braku autoryzacji treści umieszczonych w sieci (cokolwiek ów "brak autoryzacji" ma oznaczać), a zwłaszcza o zgodności z prawdą swojego żądania.
Zdarzało mi się bowiem -- nie będę przecież owijał w bawełnę -- że piszący do nas rzekomo pokrzywdzeni w oczywisty i bezczelny sposób próbują mnie okłamać: a to, że "już mają wyrok skazujący sprawcę" (i chętnie by mi go pokazał, tyle, że akurat mu się skaner zepsuł), albo że "szkalujący mnie facet wycofał się z kłamstwa" (a ja potrafię być na tyle dociekliwy, by zwrócić się z pytaniem do owej osoby). Ba, trafiło się nawet coś takiego, że sam zainteresowany usunięciem krytycznych na jego temat (acz nie bezprawnych!) opinii zaczął udawać skruszonego autora i pokornie prosił o skasowanie jego "własnych" słów...

Interesująco prezentują się także rozważania na temat skutków normatywnego opisania wiarygodnego zgłoszenia: otóż jeśli usługodawca, w oparciu o ten schemat, stworzy formularz zgłoszeniowy, będzie mógł sobie w znacznym stopniu zautomatyzować obsługę wezwań ;-) W przeciwnym razie będzie musiał, jeśli dostanie wadliwe (niepełne) zgłoszenie, wezwać uprawnionego do uzupełnienia jego treści (a ten jak rozumiem, będzie miał na to 3 dni -- po tej dacie, jak rozumiem, żądanie będzie kierowane do koszalina).
Jeśli natomiast usługodawca otrzyma prawidłowy wniosek, będzie miał 3 dni bądź na zablokowanie dostępu do danych objętych zgłoszeniem, bądź też na odrzucenie wniosku, z przekazaniem zainteresowanemu szczegółowego uzasadnienia (mam wprawę w pisaniu takich uzasadnień -- jak przepis wejdzie w życie, to wydam e-booka "Jak pisać odmowy usunięcia rzekomo bezprawnych danych" i zrobię na tym fortunę).

Ale na tym nie koniec. W myśl założeń więcej do powiedzenia będzie miał także usługobiorca, którego dane zostały zablokowane (przypomnijmy, że już dziś obowiązkiem usługodawcy jest poinformowanie usługobiorcy o zastosowaniu wobec jego danych procedury "notice & takedown"). Otóż w terminie 3 dni od zablokowania dostępu do jego danych będzie on mógł wnieść sprzeciw, wskazując przyczyny, dla których dane niewątpliwie nie są bezprawne. Dokument jako przykład takich przyczyn mówi o tym, że "blokada informacji nastąpiła na skutek pomyłki, gdyż usługobiorca posiada zgodę uprawnionego na zamieszczenia tych informacji w sieci, albo zamieszczenia w sieci
dokonano w ramach dozwolonego użytku, albo uprawniony błędnie zidentyfikował kwestionowany materiał"
, aczkolwiek brak tu jest rozważań na temat najciekawszego modelu: nie ma pomyłki, nie ma dozwolonego użytku, uprawniony się nie pomylił -- ale ja, usługodawca, po prostu mam prawo do wygłaszania swoich, choćby krytycznych opinii, o tej osobie.

I teraz jest najciekawsze: po otrzymaniu sprzeciwu usługobiorcy podmiot gromadzący dane pochodzące od swoich użytkowników, będzie mógł odblokować dostęp, przejmując jednak odpowiedzialność za treść tych danych.
Zawsze jednak -- jak rozumiem nie będzie to uprawnienie alternatywne, lecz następcze wobec opisanego powyżej -- będzie miał obowiązek przekazać sprzeciw uprawnionemu (znów w ciągu 3 dni), z informacją, iż jeśli uprawniony nie podejmie kroków ochrony prawnej przeciwko użytkownikowi, który rozpowszechnia takie dane i jest pewien swego, to usługodawca będzie miał prawo ostatecznie odblokować dostęp do spornych informacji (pozwalam sobie pokolorować to zdanie, bo to jedno z najsensowniejszych zdań naszych legislatorów jakie przeczytałem w ostatnim czasie -- nie tylko od czasu RSiUN, ale i znacznie, znacznie wcześniej...)

Pokrzywdzony będzie miał na przekazanie usługodawcy informacji o planowanych działań 7 dni. Jeśli tego nie zrobi, albo powie, że odpuszcza temat -- usługodawca będzie mógł spokojnie odblokować zakwestionowane dane i oczywiście nie poniesie za to odpowiedzialności prawnej (nie oznacza to braku odpowiedzialności osoby, która wrzuciła sporne dane!).
Jeśli natomiast dowie się (nawet później) o tym, że niezadowolony jednak zdecyduje się na podjęcie działań zmierzających do zagwarantowania sobie ochrony prawnej, będzie miał znów 3 dni na zablokowanie dostępu do danych -- i będą one zablokowane aż do uzyskania prawomocnego rozstrzygnięcia.

Tu akurat mam pewne wątpliwości, które na tym etapie mogę zarysować mniej-więcej tak:

  • w założeniach nie mówi się nic o sytuacji, w której reklamujący dane zapowiada podjęcie jakichś kroków względem osoby naruszającej jego prawa (a więc dane będą zablokowane), ale tego nie robi;
  • jako działanie zmierzające do ochrony praw określa się "na przykład sąd", i chociaż wiele zależy oczywiście od ostatecznego kształtu regulacji, żeby się nie okazało, że w ostatecznym rozrachunku może być to "na przykład" pasmo stu pięćdziesięciu wezwań do dobrowolnego usunięcia jakichś tam treści;
  • w każdym jednak przypadku już samo wytoczenie powództwa (choćby bzdurnego, co się przecież zdarza) ma skutkować zablokowaniem dostępu do spornej treści, co -- są ludzie, których na to stać (nie mówiąc o tym, że dla wielu osób samo ryzyko otrzymania pozwu będzie paraliżujące) -- de facto będzie oznaczało praktycznie ostateczne ukręcenie tematowi łba...
  • no i -- last but not least -- zapomina się o tym, że jednak znaczna ilość tego rodzaju usług świadczona jest anonimowo (tj. anonimowi są usługobiorcy, a w szczególności brak jest z nimi kontaktu), co może oznaczać, że usługodawca nie będzie w stanie zwrócić się do usługobiorcy z informacją o blokadzie i możliwości wniesienia sprzeciwu. Wiązać się to będzie, jakby na to nie patrzeć, nie tylko z pogorszeniem pozycji tych usługobiorców -- ale i usługodawcy. (Być może stąd mówi się o zastrzeżeniu, iż usługą w rozumieniu ustawy będą tylko usługi odpłatne (str. 7) -- gdzie wobec tego znajdą się zwykłe fora internetowe??!)

Myślę, że proponowanej zmianie przepisów ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną warto się przyglądać. Nie wszystko w założeniach wydaje mi się doskonałe, jednak propozycji sprecyzowania pojęcia i zasad postępowania ze zgłoszeniami "notice & takedown" można tylko przyklasnąć.

Komentarze (0)
Co PTI wie o cenzurze internetu?
 Oceń wpis
   

Lord VaderMiesiąc temu było o kontrolowanym we/wy, którego zażyczyła sobie Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji -- pomysł PIIT podchwycił... rząd Baracka Obamy, proponując paszporty internetowe, bez których nie będzie możliwe zalogowanie się do sieci -- a dziś wypada podworować sobie z... obrońców wolności.

Oto od kilkunastu dni na celowniku spoczywa decyzja UKE dotycząca darmowego miejskiego internetu w Przasnyszu, w której napisano -- a pierwszy temat zauważył (chyba) Piotr Waglowski -- że "zablokowane będą strony internetowe z treściami erotycznymi, nielegalnymi, w ramach możliwości technicznych uniemożliwione powinny zostać połączenia Peer to Peer umożliwiające wymianę plików pomiędzy użytkownikami końcowymi oraz wszelkie aplikacje wykorzystujące tę technologię".
Faktycznie temat podejrzany, bo na jakiej w sumie podstawie Urząd miałby decydować co będzie wolno a czego nie będzie wolno w takich gminnych hotspotach? Przepisów o RSiUN (jeszcze) nie ma -- więc z jakiej paki?

Temat wyjaśnił się dość prędko, i znów nagłośnił go Vagla: to sam wnioskodawca nałożył na siebie takie ograniczenia w podaniu, więc UKE, wychodząc jak sądzę z założenia, że zakazać zakazywania na gruncie kpa raczej się nie da, klepnął to-to w decyzji; i jest. Jeśli można kogokolwiek pytać o powód tych ograniczeń, to wnioskodawców z Przasnysza (acz myślę, że można je uzasadnić skromnymi zasobami finansowanymi z podatniczej kasy -- jakby wszyscy zaczęli ssać cuda z Chomika, to by z darmowego dostępu "dla każdego" nic nie wyszło.
(Chociaż można w tym miejscu dyskutować czy organ mógł wydać decyzję zgodną z wnioskiem -- acz nie tyle niezgodną, co w treści nieznajdującej podstawy w obowiązującym prawie, nawet jeśli ograniczenie to ma sens z przyczyn, o których wspomniałem powyżej... Nb. na inne jeszcze bolączki decyzji wskazuje Jacek Sierpiński.)

No ale jak wiadomo: uderz w stół, a nożyce na pewno się odezwą. Tym razem nożycami zostało Polskie Towarzystwo Informatyczne, które postanowiło sprzeciwić się cenzurze -- nie bacząc na to, że podmiot cenzurowany był równocześnie podmiotem wnioskującym o zastosowanie cenzury (ciekawe brzmi przy tym cytowana przez "Gazetę Wyborczą" prezeska UKE, której zdaniem to jest "kilka stron o treściach niedozwolonych lub erotycznych" -- aha, czyli blokują tylko kilka, a całą resztą będzie można napawać oczy! ;-)
A przecież już parę dni temu stało się wiadomym skąd owe ograniczenia, więc czepianie się UKE dowodzi raczej braku orientacji i rozeznania w sytuacji.

(Na marginesie: władze Przasnysza w sumie mogły,  nikomu się nie chwaląc, "zakręcić kranik" na serwerze -- robi tak szereg pomniejszych dostawców -- i nie byłoby całego tematu.)

Komentarze (7)
Internetowy pstryczek-elektryczek
 Oceń wpis
   

darth vaderMarzy się P.T. Czytelnictwu zasadniczo niekontrolowana sieć, zwłaszcza bez żadnych RSiUN-ów czy różnych pstryczków-elektryczków, które umożliwiłyby waadzy na wyliczankę "entliczek-pętliczek, zielony stoliczek, dzisiaj odcięty od sieci będziesz ty"?

Co innego marzy się Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji, która w swojej opinii dotyczącej planowanych zmian w zasadach ochrony danych osobowych postuluje (podkreślenia moje):

Uważamy też, że UE powinna zreorganizować sieć Internetu na swoim obszarze jako sieć intranetu z własnymi serwerami DNS. Sieć ta byłaby połączona z resztą Internetu poprzez kontrolowane we/wy. W takim przypadku kontrola czy wyłączenie sieci w innych regionach świata nie powinno naruszać stabilności tej sieci UE (...)

Jeśli ktoś myśli, że postulat "wewnętrznego internetu" z własnym pstryczkiem-elektryczkiem -- który, co oczywiste, działać będzie w obie strony (tj. nasz ów intranet będzie można całkiem chwacko odizolować od zewnętrznych bezeceństw) -- jest autorskim pomysłem PIIT, to jest w grubym błędzie. Oto nad podobnym pomysłem obraduje parlament Wenezueli (chodzi o zmiany w ustawie o Społecznej Odpowiedzialności Radia i Telewizji, Ley de Responsabilidad Social en Radio y Televisión), a proponowany art. 212 stanowić będzie:

Z uwagi na strategiczne znaczenie sektora Państwo utworzy punkt wzajemnych połączeń lub dostępu do sieci dostawców usług internetowych działających w Wenezueli w celu obsługi ruchu wychodzącego i przychodzącego, w celu bardziej efektywnego wykorzystania krajowej sieci.

Jeśli zapytacie mnie "a skąd oni mają takie pomysły?" -- odpowiem: nie wiem, ale mogę się domyślać. Przypadek Wenezueli jest prosty: Chavez to nowy Enver Hodża, ale PIIT?
W PIIT takie pomysły biorą się pewnie z tego samego, z czego 7 lat temu powstał projekt ustawowego uregulowania zasad wykonywania zawodu informatyka, który był (jest?) niezbędny, ponieważ szeregu zawodów nie sposób wykonywać bez nadzoru samorządowo-korporacyjnego, zaś w przypadku rynku informatyków panuje wolna konkurencja, a zatem pracować może każdy...

Cytowany przeze mnie fragment pochodzi z opinii dotyczącej planowanych zmian w zasadach ochrony danych osobowych. Czytam ten dokument (drugi kwiatek: "Należy przyjąć, że dane osobowe obywateli UE mogą być przechowywane wyłącznie na ternie UE. Inaczej mówiąc ani FBI ani Google ani żadne inne instytucje nie mogą przechowywać tych danych poza terenem (fizycznym) UE" -- to jak, zabronią mi rejestrować się w amerykańskich serwisach?!?!?) i włos mi się na głowie jeży.
 

PS temat podesłał kol. Sergiusz Pawłowicz, za co niniejszym dziękuję :)

PS już po zatwierdzeniu tekstu do publikacji sprawdziłem RSS, a tam tekst Pawła Krawczyka ("PIIT chciałby europejskiego internetu za "żelazną kurtyną?") i wyjaśnienia Wacława Iszkowskiego, szefa PIIT, które może nie byłoby potrzebne, gdyby treść opinii nie była zamotana.

Komentarze (13)
1 | 2 | 3 | 4 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]
2012-01-30 12:53
sędzia - ona:
"Słynne masło roślinne"
Może i Olgierd się czepia, ale ma rację, bo nazwa "masło" jest zastrzeżona dla produktów -[...]
2012-01-30 11:34
raj001:
"Słynne masło roślinne"
Moge tylko potwierdzic wpisy innych komentujących, że sie czepiasz. Może Tobie akurat ta nazwa[...]