Trybunał EU: każde państwo może zakazać hazardu w internecie
 Oceń wpis
   

A więc, jakby ktoś miał wątpliwości (albo może choćby nadzieję): zgodnie z dzisiejszym wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości EU państwa członkowskie (chciałoby się rzec: prowincje podbite) mogą swobodnie regulować (czyt.: ograniczać) zasady organizowania gier hazardowych w internecie. Nie stoi temu na przeszkodzie art. 49 Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską. Oznacza to, że po raz kolejny rację miało Ministerstwo Finansów -- bez znaczenia jest przy tym, czy MF chce zezwolić, czy raczej zakazać hazardu w sieci.

Zdaniem Trybunału art. 49 traktatu -- to ten, dzięki któremu w zasadzie nie wolno ograniczać swobody prowadzenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorcę w innej niż jego macierzysta prowincji (zakaz ograniczania swobody usług) -- nie stoi na przeszkodzie wprowadzaniu ograniczeń w prowadzeniu biznesu, jeśli jest to uzasadnione celami, zaś zakazy są proporcjonalne do okoliczności.
Wniosek o wydanie orzeczenia prejudycjalnego złożony został w sprawie "Betfair" [achtung! ten link niedługo może być zakazany!] przeciwko niderlandzkiemu Ministerstwu Sprawiedliwości (C-203/08), w której spór dotyczył przepisów prawnych uzależniających prowadzenie działalności w zakresie organizowania hazardu od uzyskania zezwolenia władz holenderskich (w dodatku możliwe jest udzielenie tylko jednej zgody dla każdej z dozwolonych gier losowych -- dzięki czemu praktycznie monopolistą jest De Lotto) oraz generalnego zakazu organizowania hazardu internetowego.

Jak dowiadujemy się z uzasadnienia orzeczenia Betfair to legalne przedsiębiorstwo działające w oparciu o prawo Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (jeśli ktoś się jeszcze dziwi, że jestem monarchistą, niech kliknie tu i porówna to do naszego bezhołowia) oraz prawo maltańskie. Zamierzając wejść na rynek niderlandzki Betfair wystąpiła do władz tej prowincji z pytaniem czy musi uzyskać zezwolenie na prowadzenie działalności hazardowej oraz równocześnie wniosła o udzielenie zezwolenia na organizowanie hazardu w internecie.
Niderlandzkie ministerstwo odmówiło, w odpowiedzi na co Betfair wniosła odwołanie -- aż w końcu sprawa trafiła do sądu, gdzie przedsiębiorca podniósł, iż skoro prowadzi legalny biznes w Zjednoczonym Królestwie, to zgodnie z art. 49 WE -- czyli jednej z najsensowniejszych zasad, które "dała nam Unia" -- namiestnik prowincji niderlandzkiej nie może sprzeciwiać się prowadzeniu przez nich takiej samej działalności na obszarze Holandii.

Niestety, po raz kolejny się okazało, że Unia umie dać, ale umie też zabrać. Co z tego, że art. 49 Traktatu nakazuje równe traktowanie przedsiębiorstw bez różnicy na kraj ich pochodzenia, skoro art. 45 pozwala na jej ograniczenie ze względu na "porządek publiczny, bezpieczeństwo publiczne i zdrowie publiczne". A zatem "w tym kontekście względy moralne, religijne lub kulturowe, jak też konsekwencje moralnie i finansowo szkodliwe dla jednostek i społeczeństwa, które wiążą się z grami i zakładami, mogą uzasadniać istnienie dyskrecjonalnych uprawnień władz krajowych wystarczających dla ustalenia wymogów w zakresie ochrony konsumentów i porządku społecznego".
Tak jakby oddawanie się internetowemu hazardowi groziło AIDS-em, masowymi bijatykami na ulicach Rotterdamu -- albo chociaż świnką!

Reasumując Trybunał doszedł do wniosku, iż:

1) Artykuł 49 WE należy interpretować w ten sposób, że nie stoi on na przeszkodzie stosowaniu regulacji państwa członkowskiego, takiej jak analizowana w sprawie przed sądem krajowym, na podstawie której organizowanie lub promowanie gier losowych odbywa się w systemie wyłączności przysługującej jednemu podmiotowi i która zakazuje wszelkim innym podmiotom, w tym podmiotom z siedzibą w innym państwie członkowskim, oferowania za pośrednictwem Internetu usług objętych tym systemem na terytorium pierwszego państwa członkowskiego.
2) Artykuł 49 WE należy interpretować w ten sposób, że zasada równego traktowania i wynikający z niej obowiązek przejrzystości znajdują zastosowanie do procedur przyznawania i przedłużania zezwoleń na rzecz jednego podmiotu w dziedzinie gier losowych, o ile podmiot ten nie jest podmiotem publicznym, którego zarząd podlega bezpośredniemu nadzorowi państwa, lub podmiotem prywatnym, nad którego działalnością władze publiczne są w stanie sprawować ścisłą kontrolę.

 

co można rozumieć wyłącznie w taki sposób: kochani poddani EUrokracji: pamiętajcie, że cokolwiek się zdarzy, urzędnik i tak wie lepiej co dla was będzie dobre.

Komentarze (12)
Legislacyjnie gotowi na walkę ze skutkami powodzi...
 Oceń wpis
   

powódź we Wrocławiu 2010Ciekawostka (a dla mnie okazja do włożenia kolejnego kija w mrowisko): rząd polski, w celu ulżenia doli powodzianom, ułatwia im odbudowę domostw zniszczonych przez żywioł. W blisko 600 polskich gminach wyremontowanie budynku o kubaturze mniejszej niż 1000 metrów sześciennych oraz wysokości nie wyższej niż 12 metrów nie będzie wymagało przejścia biurokratycznej mitręgi (Rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z dnia 28 maja 2010 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie gmin i miejscowości, w których stosuje się szczególne zasady odbudowy, remontów i rozbiórek obiektów budowlanych zniszczonych lub uszkodzonych w wyniku działania żywiołu, Dz.U. nr 92 poz. 597).

Albo -- jak ripostuje ten straszny Wajrak -- swoim łaskawym gestem naraża tych nieszczęśników na ryzyko przez następne lata, równocześnie obciążając podatników kosztami udzielania im pomocy przez następne lata (dekady?).

Jeśli chodzi o zwalczanie skutków powodzi to jesteśmy całkiem nieźle -- legislacyjnie -- przygotowani. Jest Ustawa z dnia 11 sierpnia 2001 r. o szczególnych zasadach odbudowy, remontów i rozbiórek obiektów budowlanych zniszczonych lub uszkodzonych w wyniku działania żywiołu, która upoważnia Radę Ministrów do wydania rozporządzenia, dzięki któremu poszkodowani przez powódź mogą odbudować część obiektów budowlanych bez stosownego zgłoszenia lub pozwolenia budowlanego.

Dzięki temu, biorąc pod uwagę, że powódź zwykle zdarza się w miejscach, które są zagrożone powodzią -- tu pozwolę sobie na zacytowanie felietonu Adama Wajraka -- "ponosimy ogromne koszty, na ich zabezpieczanie obwałowaniami, a gdy te nie wytrzymają na akcję ratowniczą. Każdy, kto ma choć trochę oleju w głowie wie, że najlepiej było by gdyby państwo pomogło tym ludziom zmienić miejsce zamieszkania. Niestety państwo swoimi przepisami nie tylko nie z

2010 flooding, Kozanów, Wrocław, Poland

abrania się tam budować, ale wręcz to ułatwia. Po co się gdzieś przenosić i przechodzić całą biurokratyczną gehennę związaną z budową w nowym miejscu, gdy tam gdzie nas zalało możemy to załatwić prawie bez jednego papierka?"

No dobrze, można powiedzieć (i ja tak chętnie powiem): być może ktoś lubi ryzyko, krwiożercze bobry za sąsiadów, życie na krawędzi i kipiel dookoła niego -- dlaczego mielibyśmy mu zabraniać budowania się na obszarach zalewowych? Ja jestem za tym, żebyśmy nie musieli (nie mogli!) niczego takiego zabraniać -- ale ze wzajemnością: my nie zabraniamy, ale z drugiej strony miłośnik ekstremum nie biegnie później po pomoc z okrzykiem "dzie je prezydęt! dzie je wojewóda! dzie rząd jest nasz?"

Niestety, w ramach przygotowania legislacyjnego mamy jeszcze jedną wesoły akt prawny: Ustawa z dnia 8 lipca 1999 r. o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielonych na usuwanie skutków powodzi, zgodnie z którą państwo zobowiązane jest do udzielania dopłat do oprocentowania kredytów udzielanych właścicielom lokali i budynków mieszkalnych zniszczonych przez powódź.

Znaczy się: jeśli w swojej niefrasobliwości wybudujemy się w miejscu, które kocha woda, to jeśli ta woda odbierze co jej, to jedna ustawa pozwoli nam na bezproblemowe odbudowanie się -- a druga da na to tani kredyt nawet na 100% kosztorysu takich prac (plus jeszcze bezzwrotne zapomogi dla powodzian). Po jej zastosowaniu kredytobiorca korzysta z oprocentowania równego 2% rocznie (art. 5 ust. 3 ustawy).

Reasumując: w ten sposób faktycznie można się latami bawić w rybkę i rybaka. Przyjdzie woda i zabierze, to przyjdzie rząd i da. A co rząd da, to woda później znów zabierze, ale ryzyko jest niewielkie, bo przecież jak rząd znów przyjdzie i znów da. I tak w kółko Macieju.
A my wywalamy nasze podatnicze pieniądze na tanie kredyty, zapomogi i inne akcje dla powodzian.

Komentarze (11)
Obiecanki cacanki w ustawie o podpisach elektronicznych
 Oceń wpis
   

Stara wątpliwość: czy myśląc o skutkach przepisów warto czytać (i polegać) na choćby najbardziej oficjalnych informacjach, czy jednak warto sięgnąć do "mięsa"?

Kiedy rząd rzucił projektem nowej ustawy o podpisach elektronicznych nie miałem wątpliwości: będę czytać jak już się przeproceduje. Ten rząd ma łatwość epatowania nas najśmielszymi planami (naprawdę miałem nadzieję, że coś z tym głupim obowiązkiem meldunkowym zrobią), jednak później się często okazuje, że niekoniecznie chcieć to móc.

art. 78(1) kc (wg projektu ustawy o podpisach elektronicznych)
§ 1. Dla zachowania formy elektronicznej wystarcza złożenie oświadczenia woli w postaci danych elektronicznych, do których dołączono lub które logicznie   powiązano z podpisem elektronicznym w sposób umożliwiający identyfikację składającego oraz wykrycie każdej późniejszej zmiany treści takiego oświadczenia.
§ 2. Jeżeli z ustawy lub czynności prawnej nie wynika nic innego, złożenie oświadczenia woli w formie elektronicznej spełnia wymóg złożenia oświadczenia woli w formie pisemnej.
Nie sięgnąłbym zatem do propozycji zmian regulacji e-podpisu, gdyby nie parę podchwytliwych pytań kolegi, któremu akurat zachciało się poświęcić tekst projektowi.
Wychodząc od notatki opublikowanej na stronie Premier.gov.pl ("Projekt ustawy o podpisach elektronicznych, przedłożony przez ministra gospodarki." -- po co ta kropka w tytule?) poprosił mnie o wyjaśnienie do czego w zasadzie mogą przydać się nowe formy występowania e-podpisów w przyrodzie.

W informacji idzie tak:

  • Podpis zaawansowany jest połączony z kwalifikowanym certyfikatem lub certyfikatem innego rodzaju. Może być składany zarówno z użyciem bezpiecznego urządzenia do składania e-podpisu, jak i bez takiego urządzenia. Urządzeniem do składania podpisu zaawansowanego może być skonfigurowany sprzęt lub oprogramowanie używane do wykorzystania danych służących do składania podpisu. Taki podpis, zgodnie z projektem ustawy, będą mogły składać osoby fizyczne i prawne. Będzie on przyporządkowany wyłącznie podpisującemu, co umożliwi jego identyfikację, oraz powiązany z danymi, do których się odnosi w taki sposób, by każda późniejsza zmiana tych danych była wykrywalna. Ponadto zapewni, że dane w postaci elektronicznej, opatrzone przez osobę fizyczną posługującą się tym rodzajem podpisu, będą umożliwiały wywołanie skutków prawnych w relacji z podmiotami publicznymi.
  • Podpis kwalifikowany funkcjonuje obecnie pod nazwą bezpieczny podpis elektroniczny weryfikowany za pomocą ważnego kwalifikowanego certyfikatu.  Dotychczasowa nazwa była często błędnie traktowana jako bezwzględna gwarancja bezpieczeństwa tego narzędzia. Z tego względu w projekcie nowej ustawy podpis ten został opatrzony nazwą kwalifikowany. Tym rodzajem e-podpisu będą mogły posługiwać się osoby fizyczne. Złożenie tego podpisu będzie mieć moc prawną równą w każdym przypadku podpisowi własnoręcznemu. Ma on służyć wyłącznie do podpisywania oświadczeń wiedzy oraz woli.

Wszystko wygląda bardzo sympatycznie: rząd nam obiecał, że nowa uproszczona forma e-podpisu (podpis zaawansowany), którym będzie można się posługiwać także bez specjalnego czytnika, będzie mogła być stosowana w relacjach z podmiotami publicznymi. Znaczy się wreszcie żeby złożyć internetami różnego rodzaju kwity do urzędów czy pozew do sądu nie będzie trzeba kupować za ciężkie pieniądze urządzenia, ponieważ równie dobrze będzie można stosować rozwiązania softwarowe.
Rząd tak obiecał.

Pozostaje wprawdzie w obiegu podpis kwalifikowany (to ten dzisiejszy "ważny" e-podpis), ale skoro podpis zaawansowany jest wystarczającą formą do komunikacji z administracją, zaś kwalifikowany będzie mógł służyć wyłącznie do podpisywania oświadczeń woli i wiedzy, to raczej nie będzie potrzeby kupować tego całego szpeju tylko po to, żeby sobie popisać.
Rząd tak obiecał.

No ale życie zmusiło mnie do zajrzenia do projektu ustawy i oto co tam widać:

  • projekt nowelizuje także kodeks cywilny m.in. poprzez dodanie art. 78(1) kc, zgodnie z którym złożenie oświadczenia woli będzie mogło nastąpić poprzez użycie podpisu elektronicznego, którego opis odpowiada definicji podpisu zaawansowanego (art. 2 pkt 2 ustawy) -- o tej zmianie mówi art. 57 ustawy o podpisach elektronicznych;
  • zmieniać się także będzie szereg innych ustaw, i tak w kpa pojawia się możliwość kierowania przez administrację dokumentów elektronicznych do uczestników postępowania, pod warunkiem jednak opatrzenia ich podpisem kwalifikowanym;
  • co ciekawe -- twórcy ustawy przeoczyli chyba obowiązujący art. 63 par. 3a kpa, w myśl którego podania mogą być wnoszone w formie dokumentu elektronicznego, jeśli jest on opatrzony bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym za pomocą ważnego kwalifikowanego certyfikatu (przypomnijmy, że to będzie ten nowy "podpis kwalifikowany) -- projekt nie przewiduje zmiany czy uchylenia tej normy, art. 86 ustawy też nie rozwiewa tej wątpliwości;
  • art. 126 par. 5 kpc faktycznie zezwala na e-podpisywanie pozwów;
  • ale już wnioski składane do sądu rejestrowego (art. 694(3) kpc) wymagają podpisu kwalifikowanego (tak także projekt zmian w ustawie o KRS -- por. art. 64 ustawy o podpisach elektronicznych);
  • wnioski dot. zastawów wymagać będą podpisu kwalifikowanego (art. 63 ustawy);
  • podpis kwalifikowany (!) będzie nadal obowiązywał płatników zusowskich;
  • podpis kwalifikowany pojawia się w art. 7 pkt 1 lit. "b" UoŚUDE jako najlepsza forma potwierdzenia identyfikacji stron usługi elektronicznej;
  • jest też szereg innych ustaw, które nadal wymagać będą od stron korzystania z podpisu kwalifikowanego (w tym np. ordynacja podatkowa).

No to ja szczerze mówiąc już nie wiem czy różnimy się w rozumieniu i ocenie skutków nowej ustawy o podpisach elektronicznych, czy po prostu autor notatki na stronie Premier.gov.pl po prostu pomieszał podpis zaawansowany i kwalifikowany. Bo mi nijak nie wychodzi, że to kwalifikowany ma służyć wyłącznie składaniu oświadczeń woli, zaś zaawansowany (de facto stanowiący niższą formę rozwoju) załatwia nam temat pisania do urzędów.

Komentarze (9)
Nie jesteśmy gotowi na czarny scenariusz
 Oceń wpis
   

Sejm Rzeczypospolitej PolskiejSobotnia tragedia w Smoleńsku powinna być dobrym przyczynkiem do pomyślenia o nowych zasadach następstwa najważniejszych organów państwa. Tak aby podobne wydarzenie, które mogłoby mieć miejsce w znacznie jeszcze gorszych okolicznościach (tak, potrafię to sobie wyobrazić) nie zakończyło się jeszcze większą katastrofą.

  • podstawowa sprawa to nowe reguły sukcesji prezydenckiej. Nawet nie wyobrażam sobie jak trudno będzie zorganizować w cieniu tragicznego wypadku przedterminowe wybory w ciągu niespełna 3 miesięcy od śmierci Lecha Kaczyńskiego -- w jaki sposób dotknięte tragedią partie mają teraz wybrać kandydatów i zebrać niezbędne podpisy? jak odnosić się do ewentualnej konkurencji?
    Gdyby istniały przepisy pozwalające na dokończenie kadencji przez inną, wskazaną przez prezydenta, osobę -- doskonałym przykładem jest, powtórzę się, Presidential Succession Act -- wszystkie te niejasności odpadłyby;
  • dołóżmy do tego niewdzięczną sytuację, w jakiej znalazł się Bronisław Komorowski: co powinien czynić? jakich decyzji należy unikać? jak w tym momencie ubiegać się o urząd prezydenta? czy obsadzić wakujące stanowiska korzystając z przysługujących mu obecnie prerogatyw (a w zasadzie wykonać ciążącą na nim powinność), czy jednak poczekać do wyników przedterminowych wyborów?
    Jakby na to nie patrzeć -- jasne zasady stabilnego następstwa uchroniłyby Polskę przed potencjalnym sporem decyzyjnym (w radiu jeszcze w sobotę słyszałem dziennikarzy uderzających w ten ton);
  • w komentarzu pod poprzednim tekstem, w którym zasygnalizowałem temat, zwrócono uwagę, że prezydent nie jest kluczową postacią w państwie, zarazem funkcja prezydenta pro tempore wydaje się wystarczająco gwarantować stabilność kraju.
    No dobrze, ale co by było, gdybyśmy mieli do czynienia z aktem wrogim, wymagającym pewnego rodzaju działań? To prezydent mianuje (na wniosek Prezesa Rady Ministrów, o czym więcej poniżej) Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych (art. 134 ust. 4 konstytucji). To głowa państwa, na wniosek premiera, zarządza mobilizację i użycie Sił Zbrojnych (art. 136). To prezydent postanawia -- w zastępstwie Sejmu -- o stanie wojny (art. 116 ust. 2) oraz o stanie wojennym (art. 229);
  • owszem, zgodnie z art. 131 ust. 2 konstytucji to Marszałek Sejmu tymczasowo -- to jest do czasów wyborów -- zastępuje prezydenta (zaś gdyby i jego zabrakło, rolę tę przejmuje Marszałek Senatu), jednak i tu tkwi pewne ryzyko niestabilności kraju. Tymczasowość pełnienia tej funkcji zakłada, że prędzej czy później powinno dojść do wyborów, te jednak -- czytajcie art. 228 ust. 7 konstytucji -- mogą odbyć się najwcześniej w 90 dni po zakończeniu stanu nadzwyczajnego.
    W wyjątkowo krytycznej sytuacji może się okazać, że wprawdzie Marszałek Sejmu wchodzi w rolę Prezydenta Rzeczypospolitej, ale nie ustępując równocześnie laski marszałkowskiej (konstytucja zakłada swoistą unię personalną tych urzędów) innemu posłowi nie pozwala na dalsze "uzupełnianie" tej linii sukcesji. A dalej to już nawet nie jest aż takie science-fiction: zabraknie marszałków izb, zdziesiątkowany parlament nie jest w stanie wybrać ich następców, nie ma mowy (konstytucyjnie i wskutek tego, co się dzieje) o zorganizowaniu przedterminowych wyborów...
  • zwraca się też uwagę, że na szczęście kluczową rolę w egzekutywie pełni Prezes Rady Ministrów. Niestety, jeśli chodzi o zastępowanie premiera w nagłych przypadkach jest jeszcze gorzej: zgodnie z art. 6 ust. 1 ustawy o Radzie Ministrów szef rządu może być zastąpiony przez wicepremiera, ale wyłącznie w razie jego nieobecności lub w innym przypadku "czasowej niemożności wykonywania przez niego obecności" (czasowej, a zatem wicepremier nie może po prostu zastąpić premiera!); mało tego -- ów wicepremier musi zostać uprzednio przez premiera wskazany;
  • gdyby Prezesa Rady Ministrów zabrakło, to wracamy do regulacji konstytucyjnych, czyli konieczności desygnowania premiera i powołania Rady Ministrów przez prezydenta, plus konieczność uzyskania wotum zaufania ze strony izby poselskiej (art. 154 ustawy zasadniczej). Jakby się nie udało, w kolejnym dopiero kroku, jest możliwość powołania czegoś na wzór rządu prezydenckiego (art. 155 ust. 1), który jednak też powinien uzyskać inwestyturę od posłów. Jak się nie uda -- prezydent zobowiązany jest skrócić kadencję parlamentu i zarządzić przedterminowe wybory (art. 155 ust. 2 konstytucji).
    No ale przecież w pewnych przypadkach organizacja wyborów nie jest dopuszczalna (art. 228 ust. 7)!

Moim zdaniem wniosek jest prosty: polski ustrój nie jest przygotowany na żadne rozwiązania awaryjne, pozwalające na kontynuację prac władzy wykonawczej w przypadku zaistnienia naprawdę ekstremalnych zdarzeń. Zaś okazywana obecnie satysfakcja, że konstytucja obecnie się sprawdziła jest li tylko jeszcze jedną krótkowzrocznością.

 

Komentarze (46)
Pytania zamiast komentarza
 Oceń wpis
   

Lech i Maria KaczyńscyKomentarza poświęconego katastrofie samolotu z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej i innymi osobistościami na pokładzie nie będzie.

Nie mogę sobie natomiast odmówić zadania kilku pytań, na które odpowiedzi też chyba nie będzie:

  • dlaczego dopuszczono do tego, by na pokładzie nieszczęsnego Tu-154 było aż tyle osób takiego formatu równocześnie? Czy oszczędność na zakupie nowego sprzętu jest wystarczającą wymówką?
  • dlaczego do Smoleńska wraz z delegacją leciało parę osób, które z racji pełnionej funkcji nie bardzo pasują do tego miejsca? Mam na myśli przede wszystkim Prezesa NBP, Rzecznika Praw Obywatelskich -- czy ktokolwiek sobie wyobraża, żeby np. Bernake jechał z Obamą na obchody jakiejkolwiek tego rodzaju rocznicy?
  • dlaczego nie mamy porządnej ustawy o sukcesji prezydenckiej, choćby na wzór amerykański? O wiceprezydenta nawet nie próbuję pytać -- z pewnością byłby na pokładzie tego samolotu -- jednak zważywszy na fakt, że mamy nieobsadzonych kilka kluczowych stanowisk państwowych, to coś tu jest nie tak;
  • i pytanie zasadnicze: czy ktokolwiek będzie się w ogóle zastanawiał czy można z tego wyciągnąć jakiekolwiek wnioski na przyszłość?
Komentarze (79)
5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D