A więc, jakby ktoś miał wątpliwości (albo może choćby nadzieję): zgodnie z dzisiejszym wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości EU państwa członkowskie (chciałoby się rzec: prowincje podbite) mogą swobodnie regulować (czyt.: ograniczać) zasady organizowania gier hazardowych w internecie. Nie stoi temu na przeszkodzie art. 49 Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską. Oznacza to, że po raz kolejny rację miało Ministerstwo Finansów -- bez znaczenia jest przy tym, czy MF chce zezwolić, czy raczej zakazać hazardu w sieci.
Zdaniem Trybunału art. 49 traktatu -- to ten, dzięki któremu w zasadzie nie wolno ograniczać swobody prowadzenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorcę w innej niż jego macierzysta prowincji (zakaz ograniczania swobody usług) -- nie stoi na przeszkodzie wprowadzaniu ograniczeń w prowadzeniu biznesu, jeśli jest to uzasadnione celami, zaś zakazy są proporcjonalne do okoliczności.
Wniosek o wydanie orzeczenia prejudycjalnego złożony został w sprawie "Betfair" [achtung! ten link niedługo może być zakazany!] przeciwko niderlandzkiemu Ministerstwu Sprawiedliwości (C-203/08), w której spór dotyczył przepisów prawnych uzależniających prowadzenie działalności w zakresie organizowania hazardu od uzyskania zezwolenia władz holenderskich (w dodatku możliwe jest udzielenie tylko jednej zgody dla każdej z dozwolonych gier losowych -- dzięki czemu praktycznie monopolistą jest De Lotto) oraz generalnego zakazu organizowania hazardu internetowego.
Jak dowiadujemy się z uzasadnienia orzeczenia Betfair to legalne przedsiębiorstwo działające w oparciu o prawo Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (jeśli ktoś się jeszcze dziwi, że jestem monarchistą, niech kliknie tu i porówna to do naszego bezhołowia) oraz prawo maltańskie. Zamierzając wejść na rynek niderlandzki Betfair wystąpiła do władz tej prowincji z pytaniem czy musi uzyskać zezwolenie na prowadzenie działalności hazardowej oraz równocześnie wniosła o udzielenie zezwolenia na organizowanie hazardu w internecie.
Niderlandzkie ministerstwo odmówiło, w odpowiedzi na co Betfair wniosła odwołanie -- aż w końcu sprawa trafiła do sądu, gdzie przedsiębiorca podniósł, iż skoro prowadzi legalny biznes w Zjednoczonym Królestwie, to zgodnie z art. 49 WE -- czyli jednej z najsensowniejszych zasad, które "dała nam Unia" -- namiestnik prowincji niderlandzkiej nie może sprzeciwiać się prowadzeniu przez nich takiej samej działalności na obszarze Holandii.
Niestety, po raz kolejny się okazało, że Unia umie dać, ale umie też zabrać. Co z tego, że art. 49 Traktatu nakazuje równe traktowanie przedsiębiorstw bez różnicy na kraj ich pochodzenia, skoro art. 45 pozwala na jej ograniczenie ze względu na "porządek publiczny, bezpieczeństwo publiczne i zdrowie publiczne". A zatem "w tym kontekście względy moralne, religijne lub kulturowe, jak też konsekwencje moralnie i finansowo szkodliwe dla jednostek i społeczeństwa, które wiążą się z grami i zakładami, mogą uzasadniać istnienie dyskrecjonalnych uprawnień władz krajowych wystarczających dla ustalenia wymogów w zakresie ochrony konsumentów i porządku społecznego".
Tak jakby oddawanie się internetowemu hazardowi groziło AIDS-em, masowymi bijatykami na ulicach Rotterdamu -- albo chociaż świnką!
Reasumując Trybunał doszedł do wniosku, iż:
1) Artykuł 49 WE należy interpretować w ten sposób, że nie stoi on na przeszkodzie stosowaniu regulacji państwa członkowskiego, takiej jak analizowana w sprawie przed sądem krajowym, na podstawie której organizowanie lub promowanie gier losowych odbywa się w systemie wyłączności przysługującej jednemu podmiotowi i która zakazuje wszelkim innym podmiotom, w tym podmiotom z siedzibą w innym państwie członkowskim, oferowania za pośrednictwem Internetu usług objętych tym systemem na terytorium pierwszego państwa członkowskiego.
2) Artykuł 49 WE należy interpretować w ten sposób, że zasada równego traktowania i wynikający z niej obowiązek przejrzystości znajdują zastosowanie do procedur przyznawania i przedłużania zezwoleń na rzecz jednego podmiotu w dziedzinie gier losowych, o ile podmiot ten nie jest podmiotem publicznym, którego zarząd podlega bezpośredniemu nadzorowi państwa, lub podmiotem prywatnym, nad którego działalnością władze publiczne są w stanie sprawować ścisłą kontrolę.
co można rozumieć wyłącznie w taki sposób: kochani poddani EUrokracji: pamiętajcie, że cokolwiek się zdarzy, urzędnik i tak wie lepiej co dla was będzie dobre.



Ciekawostka (a dla mnie okazja do włożenia kolejnego kija w mrowisko): rząd polski, w celu ulżenia doli powodzianom, ułatwia im 
Sobotnia tragedia w Smoleńsku powinna być dobrym przyczynkiem do pomyślenia o nowych zasadach następstwa najważniejszych organów państwa. Tak aby podobne wydarzenie, które mogłoby mieć miejsce w znacznie jeszcze gorszych okolicznościach (tak, potrafię to sobie wyobrazić) nie zakończyło się jeszcze większą katastrofą.
Komentarza poświęconego 