Informacja publiczna: art. 5a to typowe tajne/poufne
 Oceń wpis
   

tajne przez poufne - nowelizacja ustawy o dostępie do informacji publicznej (senator Rocki)A teraz coś z zupełnie innej beczki.

Przeszmuglowanie przez senat za podszeptem senatora Rockiego (ale nie Balboa, lecz tego, dla którego ktoś kto ma psa jest "może wojującym ekologiem" -- oszczędź nam Boże takich ludzi w Senacie Rzeczypospolitej VIII kadencji) i przyklepanie przez Izbę Poselską poprawki do ustawy o dostępie do informacji publicznej, w myśl którego prawo to będzie ograniczone ze względu na ochronę ważnego interesu gospodarczego państwa m.in. w zakresie, w jakim utrudniłoby to ochronę interesów majątkowych RP lub Skarbu Państwa w postępowaniu przed sądem, trybunałem lub innym organem orzekającym to wyraźny dowód, że tonący brzydko się chwyta.

art. 5 ust. 1a ustawy o dostępie do informacji publicznej [czeka na podpis Prezydenta RP]:
Prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu ze względu na ochronę ważnego interesu gospodarczego państwa w zakresie i w czasie, w jakim udostępnienie informacji:
1) osłabiłoby zdolność negocjacyjną Skarbu Państwa w procesie gospodarowania jego mieniem albo zdolność negocjacyjną Rzeczypospolitej Polskiej w procesie zawierania umowy międzynarodowej lub podejmowania decyzji przez Radę Europejską lub Radę Unii Europejskiej;
2) utrudniłoby w sposób istotny ochronę interesów majątkowych Rzeczypospolitej Polskiej lub Skarbu Państwa w postępowaniu przed sądem, trybunałem lub innym organem orzekającym.
z art. 61 Konstytucji RP:
1. Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa.
3. Ograniczenie prawa (...) może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.
Owszem, może sen. Rocki tłumaczyć, że źle go zrozumiano, bo po pierwsze konstytucja zezwala na wprowadzenie tego rodzaju ograniczeń w dostępie do informacji publicznej (art. 61 ust. 3), a w dodatku dziennikarze znów coś przekręcili, bo urzędnik nie będzie mógł nadużywać swojego uprawnienia -- więc wszystko pozostanie po staremu.

Abstrahując od ogólnego parcia na coraz większą tajność -- ja się z tym uspokajającym głosem nie zgadzam. Przyjęty przez parlament i czekający na podpis Bronisława Komorowskiego art. 5 ust. 1a pkt 2 nie daje dysponentowi informacji publicznej najmniejszego luzu przy podjęciu decyzji o udostępnieniu danych lub ich objęciu ową klauzulą. Tam nie jest napisane "może podlegać", co dałoby możliwość ujawnienia części materiałów dotyczących interesów majątkowych i związanych z jakiegoś rodzaju postępowaniem -- o tyle, o ile ktoś uznałby, że dane dokumenty nie kwalifikują się do ich utajnienia.
Przepis wprost mówi: nie pokazywać, mimo tego, że dane nie wpadły do przegródki "informacje niejawne" (o czym przecież mówi art. 5 ust. 1 ustawy w obecnym brzmieniu). Wystarczy, że zgromadzone materiały będą dotyczyły interesów majątkowych państwa i będą miały zastosowanie w toku jakiegokolwiek postępowania przed organem orzekającym.

(Interesujące: nawet po wejściu w życie normy Kancelaria Prezydenta będzie miała obowiązek ujawnić tajne opinie prawne dotyczące reformy OFE... no właśnie: czyżby tylko dopóty, dopóki skok na OFE nie zostanie zaskarżony do Trybunału Konstytucyjnego?! Bo niby są to nasze, podaniczo-emeryckie pieniądze, ale jakby na to nie patrzeć interes majątkowy rząd w tym wszystkim też ma dość wyraźny...)

Równie krytyczny jestem wobec zaproponowanego brzmienia pkt 2, w części, w jakiej -- znów bez żadnych szans na luz -- mówi się o zdolności negocjacyjnej w procesie gospodarowania mieniem Skarbu Państwa. Marzy mi się sytuacja, w której każdy ma równe szanse w przyłączeniu się do gospodarowania owym mieniem (hłe hłe) -- albo chociaż poznania zasad gospodarowania nim.
Podejrzewam, że projektodawcy mieli na myśli różne tam prywatyzacje stoczni, hut, kopalń i innych takich, ale -- czytajcie dokładnie! -- bardzo możliwe, że stosowanie normy będzie powodowało konflikty w zakresie postępowania przetargowego. Jeden przepis (starszy, acz być może szczegółowy) mówi: publikować przetargi, ale przepis nowszy (a może ten jest szczegółowy? bo który jest bardziej lex specialis? ten, co mówi "mów", czy ten co mówi "cicho siedź!"?) mówi: jeśli może to pogorszyć zdolności negocjacyjne w zakresie gospodarowania mieniem Skarbu Państwa (a więc sprzątania w gmachu Sejmu RP) -- ani pary z gęby.

(Wymyśliwszy tę sprytną konstrukcję przyznać muszę, że osobiście nie mam nic przeciwko wyjęciu spod ustawy o dostępie do informacji publicznej materiałów związanych z negocjowaniem umów międzynarodowych lub wypracowaniem przez rząd stanowiska w organach pan-europejskich (ale: dlaczego nie ma tam Komisji Europejskiej?).

I na zakończenie smutna konstatacja: chodzą ludziska po tych kancelariach, minister Boni obiecuje coś tam coś tam, większą jawność obiecuje Prezes Rady Ministrów -- a jak przychodzi co do czego, to senator Rocki ma poprawkę, a potulna większość ma wystarczającą ilość szabel...

Komentarze (26)
Jeszcze o tajnych rządowych projektach aktów normatywnych
 Oceń wpis
   

Od paru dni przychodzi sporo korespondencji poświęconej tajnym opiniom prawnym sporządzonym na zlecenie Kancelarii Prezydenta RP w sprawie nowelizacji przepisów o naszych OFE-składkach, pomyślałem sobie zatem, że warto -- także w kontekście przebojów P.T. Kolegów z redakcji Money.pl, którzy nie mogli wydębić od rządu Wieloletniego Planu Finansowego Państwa -- napisać jeszcze parę słów na temat jawności procesu tworzenia prawa w kontekście przepisów o dostępie do informacji publicznej.

Z owym Wieloletnim Planem Finansowym sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa. Zgodnie z art. 6 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy o dostępie do informacji publicznej jej przedmiotem jest w szczególności informacja o projektowaniu aktów normatywnych.
Oznacza to, że uchwała nr 36 Rady Ministrów z dnia 5 kwietnia 2011 r. w sprawie aktualizacji Wieloletniego Planu Finansowego Państwa na lata 2011-2014, opublikowana w Monitorze Polskim nr 29 poz. 324 (link zadziała pewnie dopiero we wtorek, może środę ;-) już na etapie prac rządowych powinna być nie tylko udostępniana każdemu chętnemu -- a więc i Łukaszowi -- na jego życzenie, ale i na bieżąco publikowana w Biuletynie Informacji Publicznej.

Wynika z tego, że odmowa udostępnienia prasie projektu aktu normatywnego (uchwała rady ministrów, chociaż nie jest aktem powszechnie obowiązującym, jest aktem normatywnym) stanowi naruszenie obowiązującego prawa. Takim samym naruszeniem prawa jest litościwe udostępnienie dokumentu -- parę dni po złożeniu pisemnego wniosku, po licznych telefonach -- jednak z zastrzeżeniem embarga informacyjnego.

Proszę Państwa, polski rząd opracowuje dokument, który ma być podstawą założeń ekonomicznych na najbliższe lata -- i robi wszystko, by uniemożliwić nam wcześniejsze zapoznanie się z jego treścią. Mnie się od razu przypomina Sejm Wielki, który uchwalił Konstytucję 3 Maja 1791 roku podstępem -- wyczekawszy aż się opozycja rozjechała na przerwę, skrywawszy uprzednio swoje zamierzenia.

Kończąc ten nudnawy wpis odsyłam P.T. Czytelników do ciekawej opinii Mikołaja Barczentewicza (pozdrawiam!) w serwisie Wyborcza.biz, z której wynika, że urzędnicy Kancelarii Prezydenta RP -- odmawiając udostępnienia treści tych nieszczęsnych opinii prawnych (bo "Ja jestem doradcą prezydenta i uważam za coś absolutnie niestosownego, by o moim doradzaniu informować media" albo "nie ma takiej praktyki") -- po prostu łamią prawo: bo opinie prawne powinny być udostępniane na podstawie przepisów ustawy, chyba że dotyczą spraw "niepublicznych" (tj. np. indywidualnego sporu cywilnego, etc.)

Komentarze (47)
7 z tygodnia (XXVII)
 Oceń wpis
   

W ostatnim tygodniu zauważyłem, ale nie miałem czasu/chęci się wysłowić o:

  • tajnym Wieloletnim Planie Finansowym Państwa, dostęp do którego -- chociaż Plan ma charakter dokumentu normatywnego -- był więcej niż utrudniony już na etapie projektowania, a jak już (zlitowawszy się nad dziennikarzem) udostępnili go redakcji Money.pl to pod embargiem (sic!). Ba, taki sam kaganiec założono na usta ekonomistom, którym dokument został zaprezentowany -- fenomenalne!
  • z drugiej strony chyba nie ma się co dziwić sekretności, z jaką rząd obchodzi się z Wieloletnim Planem Finansowym. Sęk w tym, że wszystko wskazuje na to, że kroi się nam kolejna podwyżka podatków; tym razem rząd -- ten, który obiecywał 3x15%, likwidację belkowizny i jeszcze paru innych głupot -- marzy o znacznym zwiększeniu wpływów z CIT, ekonomiści zaś twierdzą, że nie będzie to możliwe bez zwiększenia stawek daniny płaconej przez osoby prawne;
  • w tym samym momencie uchwala się ustawę o Systemie Informacji Oświatowej, zakładającą gromadzenie w tym specjalnym zbiorze wielu informacji, w tym danych osobowych (w tym sensytywnych) o uczniach. Mniejsza z tym co tam będą zbierać i po co (aczkolwiek z punktu widzenia prywatności uczniów wcale nie jest to takie nieistotne), ale warto zwrócić uwagę na uspokajającą wypowiedź wiceministerki od kredy i tablic, zdaniem której system będzie miał wszelkie niezbędne zabezpieczenia uniemożliwiające wyciek danych, zaś problemu generalnie nie ma, ponieważ ustawa zmienia tylko techniczny sposób tworzenia zbioru: zamiast papieru, będzie teraz komputer i internet.
    To jest naprawdę masakra, że człowiek z rządu nie rozumie, że problem z bezpieczeństwem naszych danych osobowych zaczyna się właśnie od cyfryzacji zbiorów...
  • 9000 blogerów piszących za darmo na platformie Huffington Post postanowili wystąpić przeciwko serwisowi z pozwem zbiorowym. Żądają stu milionów dolarów za "darmową pracę", a zmobilizowała ich do tego niedawna transakcja, w której gigant AOL kupił HuffPo za $315 milionów -- z czego "niewolnikom" tworzącym treść, którą to treść kupił AOL, nie skapnęło nic a nic. W sumie zabawne i można to skwitować wzruszeniem ramion, ale jak się okazuje były już za Oceanem rozstrzygnięcia, które mogą stawiać sprawy w innym świetle (New York Times Co. v. Tasini);
  • absurd: zdaniem Trybunału Konstytucyjnego prawo do wspólnego rozliczenia PIT z dzieckiem ma tylko ten rodzic, który mieszka razem z dzieckiem, nawet jeśli nie łoży na utrzymanie, zaś całkiem prawidłowe jest to, że pozbawiony tego prawa jest rodzic, który płaci -- ale nie mieszka (bo mu ten drugi rodzic nie pozwala). Wyrok ma sygnaturę SK 62/08 (zgadnijcie ile trwało rozpatrzenie skargi!) i wpisuję go na krótką listę najgłupszych wyroków wydanych przez TK (obok tego o bezpłatnym szarwarku);
  • ale nie wszystkie instancje szaleją: długi poczynione przez jednego z małżonków mogą być spłacane z majątku wspólnego tylko wówczas, jeśli małżonek dłużnika wyraził na to zgodę, zaś sama zgoda musi być wyraźna -- i nie można jej domniemywać np. z tego, że udzielono pełnomocnictwa do prowadzenia interesów w imieniu małżonka-przedsiębiorcy. Jakby na to nie patrzeć od pełnomocnictwa do współprowadzenia biznesu droga jeszcze daleka i aż się dziwię, że niektórzy chcieliby sobie ją skracać;
  • a na zakończenie coś do poczytania o tym jak się jadło polskie jadło i co może wyniknąć z nadmiaru dostatku.
Komentarze (9)
Tajemnica korespondencji a publikacja otrzymanego listu
 Oceń wpis
   

Będąc wywołanym do odpowiedzi w komentarzach pod jakimś rantem, że ktoś tam rozpowszechnił czyjś tam listel w jakimś tam serwisie społecznościowym -- w komentarzach linkuje się do błędnych poglądów opartych bądź na pominięciu ważkich elementów stanu faktycznego, bądź na nietrafnej wykładni norm ;-) -- muszę chyba po raz ostatni napisać o tym, że to adresat jest "właścicielem" otrzymanej korespondencji, zatem to zasadniczo od jego woli zależy jej ewentualna publikacja.

art. 23 kc Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.(Nie moja) teza brzmi następująco: ponieważ art. 23 kodeksu cywilnego wśród podlegających ochronie dóbr osobistych wymienia "tajemnicę korespondencji", to z pewnością rozpowszechnienie treści takiej korespondencji będzie naruszało dobra osobiste jej uczestników.

To błędny i oparty na sam już nie wiem czym pogląd. Załóżmy jednak (przez chwilę), że powyższe zdanie jest prawdziwe. No dobrze, ale w myśl art. 23 kc chronione są także inne dobra, jak na przykład: twórczość naukowa i artystyczna czy wizerunek. Oznaczać to zatem musi, że -- skoro w tak prosty sposób ustanowiliśmy bezwzględny zakaz drukowania otrzymanego listu -- nie będzie także wolno nam, równie bezwzględnie i pod żadnym pozorem, opublikować cudzej twórczości albo zdjęcia.
Czy to zdanie jest prawdziwe? Nie, jest nieprawdziwe, a to dlatego, że publikacja (i inne korzystanie) z cudzej twórczości lub rozpowszechnianie wizerunku może mieć miejsce, i to nie tylko za zgodą zainteresowanej osoby. Podobnie jak: naruszenie nietykalności mieszkania, korzystanie z wynalazków, naruszenie wolności, etc. etc.

Sęk w tym, że do tak kardynalnie niepoprawnych wniosków może dojść ten chyba tylko, kto zapomina, że mamy w Polsce system norm prawnych, nie zaś luźną federację przepisów. Stąd też niepozorne słówko "bezprawność" (art. 24 par. 1 kc) sprawia, że mogą się zdarzyć sytuacje, w których działania takie będą zgodne z prawem, a więc -- mimo pozornego naruszenia dóbr wyliczonych w art. 23 kc -- ich pogwałcenie nie będzie mieć miejsca: tylko i aż tylko dlatego, że jest sobie gdzieś jakiś inny ukryty przepis, który sprawia, że w takiej konkretnej sytuacji dane działanie jest dopuszczalne.

I tak skoro art. 82 prawa autorskiego mówi o tym, że przez pierwsze 20 lat po śmierci adresata decyzję o rozpowszechnieniu podejmuje rodzina, która pozostała na łez tym padole, to nie można na tej podstawie wnioskować o rozszerzeniu owego "zakazu". Proszę Państwa, tam nie ma nic o tym co się dzieje po upływie owych 20 lat, nie ma słowa o sytuacji po śmierci nadawcy listu (teoretycznie można stosować per analogiam art. 82 pr.aut. -- ale dlaczego w sumie?).
Nieprawdą będzie zatem, że na rozpowszechnienie treści korespondencji powinien zgodzić się także jej autor
, a już na pewno nietrafnym jest budowanie takiego poglądu na treści art. 23 kodeksu cywilnego: są sytuacje, kiedy prawo mówi, że może o tym zadecydować jedna osoba i sytuacją tą jest następujący model: jestem odbiorcą korespondencji i nadal żyję. Kropka.

Co by było gdyby było inaczej? Doskonały przykład padł w komentarzach pod tamtym rantem: jakbym dostał jakiś spam (np. od sklepu April.pl), bo by mi ten spamer głowę urwał -- a jednak jakoś mogę i niczego się nie boję. Mało tego: adresaci różnych dziwnych pogróżek i połajanek byliby praktycznie bezbronni wobec swoich męczycieli, i to bez znaczenia czy byłyby to różne "wezwania", czy też coś na obraz i podobieństwo "jesteś szurniętym głąbem i rozsmaruję twoją gębę na betonie. W tym miejscu przypominam, że jest tajemnica otrzymanej korespondencji, a jak ją naruszysz to nie dość, że będziesz ćwokiem, ale i rozsmaruję twoją gębę na betonie". Po prostu łobuz piszący takie rzeczy byłby całkowicie kryty -- czy tak??!

Oczywiście nie oznacza to, że adresat może rozpowszechnić treść swojego własnego (otrzymanego) listu zawsze i wszędzie. Niewątpliwie trzy razy warto się zastanowić zanim zdecydujemy się wyciągnąć na światło dzienne słowa, które mogą naruszać dobra osobiste (prywatność, dobre imię, etc.) autora lub osoby trzeciej. To, że nadawca zdecydował się napisać nam o swoich bardzo intymnych przeżyciach nie oznacza, że możemy to od ręki przeklejać na blogaska. Podobnie jak niekoniecznie dobrze skończy się ujawnianie niewybrednych cudzych opinii na temat innych osób.

Generalnie jednak warto raz na zawsze zapamiętać: owszem, kodeks cywilny w art. 23 wprost zalicza do dóbr osobistych tajemnicę korespondencji -- podobnie jak np. twórczość, wizerunek -- ale nie oznacza to jednak, że nie warto poszukać innej normy, która może jednak czynić nasze działanie w ściśle określonych warunkach uprawnionym. Będzie to m.in.: krytyka (nawet ostra) działań osób publicznych, krytyka literacka i innej opublikowanej twórczości, korzystanie z cudzych utworów w ramach dozwolonego użytku, rozpowszechnianie wizerunku osób publicznie znanych bądź takich, które otrzymały wynagrodzenie za rozpowszechnianie (art. 81 pr.aut.).
Natomiast wszelkie działania nie wynikające z uprawnienia ustawowego -- rozpowszechnianie wizerunku osoby publicznie znanej w reklamie, jumanie, wypisywanie wulgarnych głupot nawet o polityku -- może skończyć się zastosowaniem art. 24 i art. 448 kc.

Komentarze (14)
Kto jest dysponentem otrzymanej korespondencji?
 Oceń wpis
   

A teraz coś z całkiem innej beczki ;-)

Pod tekstem poświęconym cudownym środkom na łatwy zarobek wywiązała się krótka dyskusja na temat tego czy jako adresat korespondencji do mnie przesłanej mogę ujawnić jej treść.
Właśnie sobie uświadomiłem, że prawie rok temu skrobnąłem na ten temat parę słów. Dziś nie pozostało mi zatem nic innego jak powtórzyć -- dysponentem korespondencji jest co do zasady jej odbiorca i to jemu przysługuje uprawnienie do decydowania o jej rozpowszechnieniu. Wynika to bezpośrednio z art. 82 pr.aut., zgodnie z którym po śmierci osoby, do której korespondencja jest skierowana, zezwolenia na rozpowszechnienie jej treści może udzielić małżonek bądź dzieci, chyba że tenże adresat przed śmiercią wyraził inną wolę (domyślnie: zakazał publikacji).

art. 82 pr.aut.: Jeżeli osoba, do której korespondencja jest skierowana, nie wyraziła innej woli, rozpowszechnianie korespondencji, w okresie dwudziestu lat od jej śmierci, wymaga zezwolenia małżonka, a w jego braku kolejno zstępnych, rodziców lub rodzeństwa.Nadawca w tym zakresie nic nie może, ani za życia swojego korespondenta, ani też po jego zejściu, chociaż w praktyce przyjmuje się, że zastrzeżenie jawności listu (list otwarty) bądź możliwości rozpowszechnienia treści czyni takie rozpowszechnienie dopuszczalnym.

Powinni o tym pamiętać zwłaszcza ci, którzy zważają na konsekwencje tego, co piszą do innych osób -- można się najeść wstydu, a pretensje będzie można mieć tylko do siebie.

A na marginesie: otrzymałem właśnie kopię korespondencji elektronicznej kierowanej do dziennikarzy przez rzeczniczkę prasową GIODO. Treść jak treść, ale najlepsza jest klauzula pod wiadomością:

KLAUZULA POUFNOŚCI (CONFIDENTIAL CLAUSE)
Ta wiadomość pocztowa i wszelkie załączone do niej pliki są poufne i podlegają ochronie prawnej. Jeśli nie jesteś jej prawidłowym adresatem, jakiekolwiek jej ujawnienie, reprodukcja, dystrybucja lub inne rozpowszechnienie, są ściśle zabronione. Jeśli otrzymał Pan/i niniejszy przekaz wskutek błędu, proszę o niezwłocznie powiadomienie nadawcy i usunięcie otrzymanych informacji.

This message is confidential and may also be legally privileged.  If you are not the intended recipient, please notify the sender by return email and then delete this message from your system. You should not copy or forward this message or disclose its contents to any person.

Uwierzycie? Rzecznik prasowy państwowej instytucji informuje w swojej korespondencji, że to co napisał jest poufne i chronione, a w dodatku nie ma pewności czy dana wiadomość miała być wysłana do tego czy innego adresata ("jeśli nie jesteś jej prawidłowym adresatem").

Uwielbiam takie groźne klauzule, chociaż nie będę ukrywał, że nie wiem nigdy czy nadawca sobie ze mnie nie żartuje -- bo i skąd na przykład mam wiedzieć, czy wiadomość i załączone pliki były czy nie były dla mnie przeznaczone?

Komentarze (89)
1 | 2 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-09 02:39
100 lat:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
40 lat minelo jak jeden dzien: http://www.youtube.com/watch?v=7od4JA2Y274 100 lat...
2012-02-09 02:35
fgaf:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
"czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się[...]
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]