Jest życie poza Warszawą ;-))
 Oceń wpis
   

Aniołki Kaczyńskiego okładka WprostA teraz coś całkowicie z innej beczki: wystarczało parę zdań wyrażonej opinii o firemkach biorących się za zawodowe ściganie jumiejących internautów dla "Gazety Prawnej", a rozdzwonił się mój telefon w kieszeni.

No dobra, z telewizji zadzwonili tylko dwa razy, ale obie rozmowy były pocieszne:

  • telewizja nr 1, abonamentowa, głos męski: czy mogę udzielić wypowiedzi? No przecież mogę, pod warunkiem, że ekipa przyjedzie do mnie. Czyli dokąd? A, do Wrocławia -- A to skontaktuję się z Wrocławiem. I za kwadrans esemes, że są zarobieni i się nie da. OKej -- jak dla mnie luz;
  • telewizja nr 2, bezabonamentowa, głos żeński: zapraszam do programu o piractwie internetowym, na poniedziałek. Ja na to, że chętnie (w sumie wiedziałem, że będzie skucha, więc mogłem skłamać...), ale chciałbym wiedzieć gdzie i kiedy? Poniedziałek, godzina jakaś tam, a my jesteśmy przy ulicy takiej a takiej.
    Uśmiechnąłem się pod nosem i mówię, że może być problem, bo jestem 360 kilometrów od Warszawy; a panna na to: oj, to szkoda, bo rozumiem, że pan nie przyjdzie do nas? No nie da się...
    I jak już podpowiedziałem jej do kogo jeszcze może się zwrócić, panna do mnie: "to życzę miłego wypoczynku".. A ja jej na to, że to nie wypoczynek, że mieszkam w innym mieście, bo przecież jest jeszcze życie poza Warszawą.

To jest w sumie zabawne jak wiele osób, które szukają kontaktu z ludźmi, o których przeczytali albo zasłyszeli w centralnych mediach ma pewność, że rozmówca musi mieszkać i pracować w stolicy (dotyczy to nie tylko wczorajszej dziennikarki, ale i na przykład różnych organizatorów szkoleń, którzy też czasem do mnie telefonują). Tymczasem mam niesprecyzowane wrażenie, że zwłaszcza dziennikarze -- zwłaszcza próbując skompletować zestaw osób do jakiegoś programu -- powinni najsamprzód obadać z kim dokładnie mają do czynienia, a nie lecieć od razu z tematem... Mail Online on Amanda Knox -- is it journalism?

A dlaczego właściwie o tym piszę? Bo chciałem ostatnio skrobnąć parę zdań na temat mniej lub bardziej zabawnych wpadek dziennikarskich; przy czym mniej zabawna to relacja w Mail Online (to portal brukowca Daily Mail) z łez Amandy Knox po oddaleniu jej apelacji od wyroku, w którym uznano ją winną morderstwa (tymczasem włoski sąd uniewinnił Knox, dzięki czemu mogła ona wrócić do domu) -- zaś bardziej zabawna to pewność z jaką red. Tomasz Lis wpierał Jarosławowi Kaczyńskiemu, że nie wie skąd startują tzw. "aniołki Kaczyńskiego" -- a później się okazało, że bazował na błędnej, lecz sprostowanej informacji podanej przez "Wprost" (czego już naczelny tego tygodnika nie doczytał...)

No i tak doszliśmy do rzetelności dziennikarskiej...


PS popołudniem kolejny telefon, znów telewizja nr 1 (ale tym razem głos damski): czy zechciałbym we wtorek wziąć udział w programie "Gadanie na śniadanie" (czy jakoś tak) -- o ściganiu piratów internetowych. Rozśmieszyło mnie to, więc mówię wprost "tak, jeśli studio jest we Wrocławiu", a dziewczę coś w ten deseń: "oj, nie, w Warszawie, ale czy nie mógłby pan przyjechać? nie da się?"
Niniejszym oznajmiam, że do końca miesiąca nie odbieram żadnych połączeń od prefiksu 799, zaś na wszystkie zaproszenia od TVP2 będę reagował negatywnie po świata kres.

Komentarze (12)
O ochronie praw do obrazu z web-kamerki
 Oceń wpis
   

Food Chain

Kolejny temat z korespondencji do redakcji: czy wideo-transmisja z jakiegoś zdarzenia (ściśle: obraz transmitowany z kamerki w trybie CCTV) podlega ochronie prawno-autorskiej -- a więc czy może stanowi utwór -- chociaż można się poważnie zastanawiać nad tym, czy jest tam "iskra boża"?

Temat jest faktycznie ciekawy i -- niekoniecznie w kategoriach akademickich -- dyskusyjny.

Faktycznie, istotą ochrony przydanej przez przepisy prawa autorskiego jest powstanie czegoś, co jest dostatecznie twórcze i kreatywne, stąd też (wcale nie aż takie niebogate) orzecznictwo mówiące o tym, że trudno mówić o powstaniu utworu przy działalności odtwórczej, to jest takiej, w której człowiek stosuje się tylko do jakiejś procedury, normy, etc. (tak np. w wyroku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z 9 listopada 2006 r., I ACa 490/06, lub w wyroku WSA we Wrocławiu z 15 października 2004 r., II SA/Wr 1833/02).

Co zatem twórczego jest w ustawieniu kamerki "na sztywno" -- bez najmniejszej choćby ingerencji reżyserskiej w celu możliwie najlepszego pokazania dziejących się rzeczy? W przeciwieństwie -- dodajmy od razu -- do relacji na przykład z wydarzenia sportowego, gdzie realizator obrazu dysponuje rzutem z wielu kamer, który może żonglować obrazem w celu możliwie najlepszego pokazania dziejących się rzeczy?

art. 97 pr.aut. Bez uszczerbku dla praw twórców, artystów wykonawców, producentów fonogramów i wideogramów, organizacji radiowej lub telewizyjnej przysługuje wyłączne prawo do rozporządzania i korzystania ze swoich nadań programów w zakresie:
  1)   utrwalania;
  2)   zwielokrotniania określoną techniką;
  3)   nadawania przez inną organizację radiową lub telewizyjną;
  4)   reemitowania;
  5)   wprowadzania do obrotu ich utrwaleń;
  6)   odtwarzania w miejscach dostępnych za opłatą wstępu;
  7)   udostępniania ich utrwaleń w taki sposób, aby każdy mógł mieć do nich dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym.
Proste i logiczne -- jest w tym jednak pewien pies pogrzebany. Otóż ochronie podlegają także prawa do nagrań programów (art. 97 pr.aut.), zaś jako jedno z praw pokrewnych przysługuje to prawo uprawnionemu niezależnie od tego, czy mówimy o utworze -- czy też nie (zasadniczo: nie).
Wynika z tego, że jeśli tylko organizacja radiowa lub telewizyjna (o czym więcej poniżej) zada sobie trudu i zrobi obraz z jakiegoś zdarzenia, to nawet jeśli ani zdarzenie, ani też owa rejestracja pozbawione są iskry bożej -- choćby nietwórczemu wytworowi przysługiwać będzie ochrona w zakresie wskazanym w tym przepisie.

Tu ciekawostka: przepisy żadnej ustawy nie definiują czym jest owa organizacja radiowa lub telewizyjna, odsyła się jednak w tym zakresie do zawartego w ustawie o radiofonii i telewizji pojęcia nadawcy... którym (zaczynam upraszczać, by nie nudzić) od maja bez dwóch zdań będzie także nadawca rozprowadzający obraz w sieci teleinformatycznej -- o ile raczy się zarejestrować w KRRiTV (tak, tu chodzi o tę chorą nowelizację ustawy o RiTV z marca). Co musi uczynić, o ile zamierza rozpowszechniać program telewizyjny via internet (czym jest program możecie poczytać w art. 4 ust. 6 ustawy medialnej).

Słowem: jeśli ów obraz z web-kamerki nadaje w sieci w ramach swojego programu zarejestrowany nadawca -- to ochrona przysługująca do nagrań programów mu przysługuje. Jeśli robi to ktoś inny -- o ochronie może co najwyżej pomarzyć.
(Prawdę mówiąc dziwaczne jest takie uzależnienie udzielenia ochrony od tego czy się dopełnia jakichś administracyjno-urzędniczych czynności, ale cóż: chcieliście to macie, śledzie w tomacie.)

Dla głębszego zamieszania tematu dodam, że jeszcze inaczej (tj. niezależnie od tego czy operator kamerki ma status nadawcy w rozumieniu przepisów o cenzurze mediów) zapatrywałbym się na sprawę, gdyby się okazało, że:

  • dziejące się zdarzenie samo w sobie podlega ochronie, na przykład jako prawo pokrewne do artystycznego wykonania (przypomnijmy za art. 85 par. 2 pr.aut., iż artystycznym wykonaniem są "działania aktorów, recytatorów, dyrygentów, instrumentalistów, wokalistów, tancerzy i mimów oraz innych osób w sposób twórczy przyczyniających się do powstania wykonania";
  • co oczywiście samo w sobie nie zmienia prawnej pozycji operatora ustawionej na sztywno web-kamerki;
  • ale oczywiście rzutuje na prawa owych twórców (na marginesie: czy nabożeństwo czy msza jest takim artystyczym wykonaniem? bo kazanie samo w sobie może spełniać przesłanki do uznania za utwór);
  • którzy to twórcy mogą zawrzeć z rejestratorem umowę, na podstawie której będzie on zapisywał to, co się dzieje -- i rozpowszechniał ów obraz na wyłączność...

... bo oto wówczas może się okazać, że faktycznie: nie ma utworu i nie ma nadawcy -- ale jest ochrona artystycznego wykonania oraz oczywiście samej rejestracji owego wykonania.

Trudny temat, więc kończę.

Komentarze (7)
O operatorach kablówek ograniczających paletę programów
 Oceń wpis
   

So this is what you call 'electricity'...

Temat klauzul niedozwolonych stosowanych przez gigantów w umowach z maluczkimi -- albo po prostu zwykłego cudowania przez tychże gigantów (np. operatorów komórkowych, którzy włączają "testowo" różne usługi, chociaż klient może sobie wcale nie życzyć durnowatej muzyczki zamiast sygnału -- pomijając już kwestie należności za te "testy") -- pojawia się w korespondencji kierowanej przez P.T. Czytelników do redakcji dość często.

I tak w ubiegłym tygodniu otrzymałem pytanie o praktykę operatorów telewizyjnych sieci kablowych, którym zdarza się zmieniać paletę dostępnych programów (rzecz jasna zwykle likwidować), przy czym stosowane przez operatorów wzorce umów albo zastrzegają, że w takim przypadku klient na ma nic do powiedzenia -- i musi dalej nieść ten swój abonament -- albo co najwyżej może liczyć na niewielką bonifikatę (która przecież nie musi klienta satysfakcjonować -- wszakże można się zdecydować na konkretną propozycję właśnie ze względu na ów likwidowany kanał) -- albo też dostawcy są niezwykle lakoniczni i nic nie mówią co w takim przypadku przysługuje klientowi (to pewnie zgodnie z zasadą, że milczenie jest złotem).

z kodeksu cywilnego:
art. 384 § 1 Ustalony przez jedną ze stron wzorzec umowy, w szczególności ogólne warunki umów, wzór umowy, regulamin, wiąże drugą stronę, jeżeli został jej doręczony przed zawarciem umowy.
§ 2 W razie gdy posługiwanie się wzorcem jest w stosunkach danego rodzaju zwyczajowo przyjęte, wiąże on także wtedy, gdy druga strona mogła się z łatwością dowiedzieć o jego treści. Nie dotyczy to jednak umów zawieranych z udziałem konsumentów, z wyjątkiem umów powszechnie zawieranych w drobnych, bieżących sprawach życia codziennego.
§ 4 Jeżeli jedna ze stron posługuje się wzorcem umowy w postaci elektronicznej, powinna udostępnić go drugiej stronie przed zawarciem umowy w taki sposób, aby mogła ona wzorzec ten przechowywać i odtwarzać w zwykłym toku czynności.
art. 384(1) Wzorzec wydany w czasie trwania stosunku umownego o charakterze ciągłym wiąże drugą stronę, jeżeli zostały zachowane wymagania określone w art. 384, a strona nie wypowiedziała umowy w najbliższym terminie wypowiedzenia.
art. 385 § 1 W razie sprzeczności treści umowy z wzorcem umowy strony są związane umową.
§ 2 Wzorzec umowy powinien być sformułowany jednoznacznie i w sposób zrozumiały. Postanowienia niejednoznaczne tłumaczy się na korzyść konsumenta. Zasady wyrażonej w zdaniu poprzedzającym nie stosuje się w postępowaniu w sprawach o uznanie postanowień wzorca umowy za niedozwolone.
art. 385(3) W razie wątpliwości uważa się, że niedozwolonymi postanowieniami umownymi są te, które w szczególności:
  10)  uprawniają kontrahenta konsumenta do jednostronnej zmiany umowy bez ważnej przyczyny wskazanej w tej umowie,
  14)  pozbawiają wyłącznie konsumenta uprawnienia do rozwiązania umowy, odstąpienia od niej lub jej wypowiedzenia,
  15)  zastrzegają dla kontrahenta konsumenta uprawnienie wypowiedzenia umowy zawartej na czas nieoznaczony, bez wskazania ważnych przyczyn i stosownego terminu wypowiedzenia,
  19)  przewidują wyłącznie dla kontrahenta konsumenta jednostronne uprawnienie do zmiany, bez ważnych przyczyn, istotnych cech świadczenia,
Każda z takich praktyk jest nieprawidłowa, a część nawet znajduje całkiem eleganckie omówienie w rejestrze postanowień niedozwolonych prowadzonym przez UOKiK.
Rzecz w tym, że generalna reguła (art. 384(1) mówi, że owszem -- usługodawca może jednostronnie zmienić wzorzec umowy w trakcie trwania tej umowy (na przykład bank może zmienić TOiP, operator telekomunikacyjny może zmienić regulamin) -- ale po pierwsze musi w prawidłowy sposób powiadomić o tym usługobiorców, a po drugie klient musi mieć możliwość (i czas) na rozwiązanie takiej umowy, z którą się nie zgadza.

Słowem: skoro paleta programów jest elementem oferty i umowy (w ten sposób, że wpadła do jakiegoś OWU), to zmiana tej palety wymaga: powiadomienia klienta i odczekania na jego krok. Bo klient musi mieć prawo do namysłu czy chce nadal płacić za zmienioną ofertę, czy zabiera klocki i idzie dalej.
Zaś uniemożliwianie lub choćby utrudnianie klientom wymiksowania się z niechcianego (bo zmienionego) świadczenia jest naruszeniem praw konsumentów: bo przedsiębiorcy w umowach z konsumentami nie wolno wprowadzać postanowień pozbawiających możliwości rozwiązania umowy (przy czym niezależnie od podstawy zawsze nielegalny będzie jednostronny zakaz wypowiedzenia umowy nałożony na klienta!), albo jednostronnie zmieniać cech świadczenia bez ważnej przyczyny -- i dania klientowi możliwości rezygnacji.

Oczywiście spryt (albo może niewiedza?) operatorów sięga tam, gdzie rozum nie sięga. Stąd przywołany przeze mnie na początku rejestr klauzul abuzywnych nafaszerowany jest kwiatkami tego rodzaju:

  • "Operator Cyfry+ zastrzega sobie prawo do wprowadzenia zmian w treści programów, oraz zmian liczby i rodzaju programów wchodzących w skład poszczególnych pakietów wymienionych, odpowiednio w załącznikach nr 2, 3, 4, 5, 6 i 7 do umowy. Wyżej wymienione zmiany wynikające z faktu zaistnienia siły wyższej, zastąpienia danego programu programem o porównywalnej tematyce, rezygnacji z danego programu ze względu na jego niską oglądalność, zaprzestania nadawania programu z przyczyn obciążających jego nadawcę" -- sygn. akt XVII AmC 55/06;
  • "Operatorowi przysługuje prawo do jednostronnego rozwiązania umowy ze skutkiem natychmiastowym, jeżeli: (...) z przyczyn technicznych lub innych ważnych względów jej wykonywanie będzie niemożliwe lub gospodarczo nieuzasadnione" -- sygn. akt XVII AmC 86/08;
  • a nawet tak lakoniczne sformułowanie: "Operator zastrzega sobie prawo do zmiany programów wchodzących w skład poszczególnych pakietów" -- sygn. akt XVII Amc 2/04.

Oznacza to, że w ewentualnym sporze z nierzetelnymi usługodawcami -- którzy wydają się czasem działać na zasadzie: złapmy klientów na atrakcyjne warunki, a później jakoś to będzie -- klient nie jest całkowicie bezbronny. Wystarczy pamiętać, że konsument nie jest związany tego rodzaju postanowieniami, czyli mimo wszystko może wypowiedzieć umowę i nie będzie mu naliczona kara za przedwczesne rozwiązanie umowy.
Ważne: nie ma to zastosowania do postanowień, które zostały z konsumentem uzgodnione indywidualnie, a więc miał on wpływ na treść umowy i rzeczywiście wyraził zgodę na takie sformułowania (tu ważne zastrzeżenie: jeśli coś pojawia się w regulaminie czy OWU, to przepis wprowadza fikcję, że nie było to z nim na pewno ustalane -- art. 385(1) par. 3 kc -- zaś jeśli nawet coś zostanie przepisane do umowy, to przedsiębiorca będzie musiał to udowodnić, że jednak klient się wyraźnie zgodził na takie postanowienie (art. 385(1) par. 4 kc.

Komentarze (13)
Spieszcie się oglądać Bonda, tak szybko go nie zobaczycie
 Oceń wpis
   

Bond Connery Walther PPKPo raz kolejny okazuje się, że nadgorliwość jest gorsza od socjalizmu.

Tym razem chodzi o reklamę podprogową i inne formy reklamy-nie-reklamy, którymi -- faktycznie -- część współczesnych filmów i programów jest straszliwie nafaszerowana. Władza postanowiła zrobić z tym porządek i oto w głośnej nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji (która weszła w życie w poniedziałek) pojawiają się:

  •  zakaz lokowania produktu -- czyli przedstawianie towaru w ramach audycji, w zamian za zapłatę -- chyba że dotyczy filmu lub audycji sportowej, albo ma to być rekwizyt albo nagroda w audycji. Warunkiem prawidłowego ulokowania produktu będzie m.in. oznaczenie danego programu specjalną planszą, a także zagwarantowanie, żeby ta reklama nie była zbyt namolna (art. 17a ustawy);
  • bezwzględny zakaz lokowania tematu (tj. nawiązywanie do tematu w scenariuszu lub liście dialogowej, w zamian za wynagrodzenie) -- bezwzględny, czyli bez możliwości "dobrego" ulokowania tematu.

Do czego to doprowadzi? Ano niechybnie do tego, że nie zobaczymy już kiedyś tam w telewizji nowego Bonda; będzie w kinach -- których na szczęście ustawa o radiofonii i telewizji nie dotyczy -- będzie na płytach, ale w telewizji go nie będzie. art. 16c ustawy o radiofonii i telewizji:
Zakazane są:
  1)   ukryte przekazy handlowe;
  2)   lokowanie produktów, z zastrzeżeniem art. 17a;
  3)   lokowanie tematów.

art. 6 ustawy z 25 marca 2011 r. o zmianie ustawy o RiTV
Przepisy dotyczące lokowania produktu stosuje się wyłącznie do audycji wyprodukowanych po dniu wejścia w życie niniejszej ustawy.

Ba, jeśli telewizja nie chce popełnić czynu, za który grozić będzie jej kara w wysokości do 50% opłaty za częstotliwość (art. 53 ustawy), to nie zobaczymy już nawet "Casino Royale". Ani żadnego innego filmu, w którym producent lub reżyser zdecydowali się wpleść w dialog nawiązanie do jakiegoś produktu od sponsora filmu.

Dopóki bowiem ograniczyliby się do pokazywania danego towaru -- a więc Bond pokazuje Vesper jego Omegę -- to sprawa rozeszłaby się po kościach: zgodnie z art. 6 nowelizacji przepisy dotyczące lokowania produktu stosuje się wyłącznie do rzeczy, które powstały po 23 maja 2011 r. -- czyli wszystko od "Doktora No" aż do obu wersji "Casino Royale" byłoby bezpieczne; zaś przed nowym filmem wystarczałoby dać planszę (nb. KRRiTV nie wydała rozporządzenia, o którym mowa w art. 17a ust. 9 ustawy -- na dziś nie wiadomo więc w jaki sposób ta informacja miałaby wyglądać...)...
... gorzej jednak, że w tej samej scenie James i Vesper o zegarku rozmawiają (a w paru innych filmach rozmawiają o samochodach, albo o Waltherze PPK... a tu tylko o Bondzie mowa -- a co z innymi produkcjami?), co niewątpliwie stanowi już lokowanie tematu -- czego nie dość, że nie można zrobić prawidłowo (art. 16 pkt 3 nie przynosi wyjątku w postaci odwołania do art. 17a), ale i nie ma do lokowania tematu zastosowania art. 6 nowelizacji -- czyli ten zakaz jest bezwzględny podwójnie: dotyczy także filmów powstałych przed magicznym dniem 23 maja 2011 r.

O takich jak ten: 

 

Komentarze (17)
...oderwawszy się od pornosów...
 Oceń wpis
   

Boenig C-17 Globemaster departing Wrocław

cytat na dziś: "internauci odstawili piwo, oderwali się od pornosów i trochę poszumieli, dziennikarze popisali trochę bzdur – i już" -- Karol Jakubowicz, szef doradców KRRiTV, w tekście poświęconym niedawnej próbie nowelizacji ustawy medialnej (via Vagla)


Bardzo fajnie jest się dowiedzieć co wpływowy fachowiec -- że znów zacytuję Piotra -- obecnie "ekspert Rady Europy, UNESCO, Unii Europejskiej, OBWE w zakresie ustawodawstwa radiowo-telewizyjnego", a ongiś "przewodniczący Międzyrządowej Rady Programu "Informacja dla wszystkich" przy UNESCO, członkiem Rady Niezależnej Komisji ds. Mediów w Kosowie oraz przewodniczącym Komitetu Zarządzającego do Spraw Mediów i Nowych Usług Komunikacyjnych Rady Europy, w latach 1994-1997 wiceprzewodniczący i przewodniczący Rady Nadzorczej TVP S.A, następnie dyrektor Biura Analiz i Planowania Strategicznego w TVP S.A., a w latach 2004- 2006 dyrektor Departamentu Strategii i Analiz KRRiT" -- myśli o osobach, którym się jeszcze chce mieć swoje zdanie i je artykułować na tematy nieco poważniejsze, niż walka Kliczko-Adamek (w tym o niżej podpisanym).

Mnie się wprawdzie zawsze wydawało, że -- przynajmniej w sferze liturgicznej -- elity władzy cenią objawy tzw. "społeczeństwa obywatelskiego", które nie omieszka za darmo i po frajersku wypunktować błędów i wypaczeń powstałych w toku procesu legislacyjnego (choćby sytuacja była beznadziejna), ale jak widać nie pomylił się mędrzec, który rzekł, że trudno być prorokiem we własnym kraju.

Odstawiwszy zatem piwo i oderwawszy się pornosów -- w celu poszumienia -- serdecznie pozdrawiam tylko Pana Karola Jakubowicza oraz wszystkich jemu podobnych. I dodam, że pewnie czasem warto wypić łyk zimnego piwa -- bo może tylko dzięki temu da się uniknąć odlotów tego rodzaju.

Komentarze (6)
1 | 2 | 3 | 4 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D