Kiedy królewski ślub w Polsce?
 Oceń wpis
   

książę Henryk Mountbatten-WindsorNie byłbym sobą, gdybym nie skorzystał z nadarzającej się okazji, jaką jest ślub księcia Wilhelma Mountbattena-Windsora z Katarzyną Middleton, dla przypomnienia mojego postulatu sprzed paru lat: skoro nic tak nie pobudza wyobraźni mas (także "republikańskich" mas polskich), należy restaurować monarchię także między Odrą a Bugiem, Bałtykiem i Tatrami.

Dziedziczna monarchia konstytucyjna jest wielokrotnie lepsza od ustroju republikańskiego. Po pierwsze odpada konieczność organizacji kosztownych wyborów, kampanii, obietnic -- odpowiednio rozreklamowany dwór może być atrakcją turystyczną, a na pewno w znacznym stopniu utrzyma się we własnym zakresie, czego nie można powiedzieć o Kancelarii Prezydenta RP. Po drugie odpada ryzyko powierzenia funkcji głowy państwa całkowicie przypadkowej osobie -- młody królewicz (zakładając, że wprowadzamy monarchię dziedziczną) jest od kołyski przygotowywany do pełnienia swojej zaszczytnej roli. Po trzecie w jednej chwili ucinamy wszelkie spory kompetencyjne -- wystarczy przepisać do konstytucji złote zdanie, że król panuje, lecz nie rządzi -- i problem z głowy.
Tę wyliczankę można ciągnąć w nieskończoność -- w zasadzie trudno jest mi wyobrazić sobie jakikolwiek obszar, w którym republika prezydencka miałaby szanse wykazać swoją wyższość nad dziedziczną monarchią konstytucyjną.

Krytyków uciszam od ręki: ustrój królewski mimo wszystko leży w polskiej naturze; przypomnijmy, że przez prawie tydzień regentem był nawet... brygadier Piłsudski -- a skoro był regentem, to było i Królestwo Polskie. (Napisałem powyżej "mimo wszystko" dlatego, że jak się dokładniej przyjrzeć ustrojowi Rzeczypospolitej Obojga Narodów po 1569 roku, to dochodzimy do wniosku, że de facto każdy późniejszy król był li tylko koronowanym prezydentem...)

Aby nie zostać jednak oskarżonym o gołosłowność i rzucanie haseł bez pokrycia (kogo? kogo?), chciałem zgłosić kandydata do polskiego tronu -- i to tego samego, o którym pisałem 5 lat temu!
Mam na myśli rzecz jasna -- cóż za koincydencja zważywszy na dzisiejsze wydarzenie -- księcia Henryka Mountbatten-Windsora.

Jest to optymalny kandydat, za czym przemawiają następujące czynniki:

  • książę pochodzi z rodu panującego, lecz szans na objęcie tronu u siebie raczej nie ma -- musi zatem gdzieś poszukać uczciwej pracy;
  • Henryk jest człowiekiem młodym, co wróży mu długie życie; generalnie pewnie już się wyszumiał, po objęciu tronu powinien ustatkować się jeszcze bardziej;
  • książę Henryk jest stanu wolnego, przeto będzie można mu dobrać jakąś polską pannę z dobrego domu jako połowicę;
  • co więcej -- trzeba otwierać się na świat -- jest protestantem (ale takim "nie za bardzo"), co w kraju, gdzie w panteonie bohaterów narodowych jest co najmniej dwóch protestantów (Adam Małysz i Józef Piłsudski), a Jerzy Buzek był premierem i jest szefem PE budzić kontrowersji nie powinno -- a przynajmniej unikniemy zbędnego bicia piany, że Polska może być tylko katolickim królestwem;
  • pochodzi ze Zjednoczonego Królestwa, gdzie nadal żyje wielu naszych krajanów -- mniemam, że z punktu widzenia losu imigrantów swoista braterska unia personalna będzie miała pozytywny skutek i konotacje.

Tym, którzy się śmieją przypominam, że lada dzień będziemy święcić Trzeciego Maja -- które to święto wzięło się nie z tego, że pod koniec 18 wieku wpadli na pomysł wytworzenia instytucji długiego weekendu, lecz dlatego, że (podstępem, wręcz zamachem stanu) wprowadzono wówczas mniej-więcej właśnie coś takiego jak ja tu proponuję -- ba, nawet wytypowano do tronu prapraprapraszczura prapraprapradziadka królowej Elżbiety oraz książąt Wilhelma i Henryka.


PS zdjęcie księcia Henryka za Wikipedią, autor LeoDavid, dostępne na licencji CC-BY-SA

Komentarze (36)
Art. 32 konstytucji samoistną podstawą skargi konstytucyjnej
 Oceń wpis
   

Otrzymałem dziś od jednego z P.T. Czytelników Lege Artis linka do pytań testowych z zakresu prawa konstytucyjnego, które zadano aplikantom radcowskim, wraz z odezwą: redaktorze, zbadaj się sam!

Zbadałem się pobieżnie i wyszło mi to i owo -- pewnie bym nie zdał. Otrzymawszy jednak klucz do testu -- zbaraniałem.

pytanie nr 26: Artykuł 32 Konstytucji RP (ogólna zasada równości):
a. nie może być samodzielnym wzorcem kontroli konstytucyjności prawa;
b. może być podstawą skargi konstytucyjnej, jeżeli jednocześnie zarzucono naruszenie wolności lub prawa wskazanego w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka;
c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

Odpowiedź na to pytanie będzie prosta dla każdego, kto zna -- bardzo dyskusyjną i mocno krytykowaną -- linię orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego. I tak w postanowieniu z 24 października 2001 r. (SK 10/01) Trybunał przyjął, iż -- zważywszy m.in. na umiejscowienie zasady równości wobec prawa w redakcji ustawy zasadniczej -- przyjmuje się niekiedy, iż "ze względu na zasadę równości nie powstają dla obywateli żadne prawa" (zdanie, w mojej ocenie, dość kuriozalne), przeto:

Trybunał Konstytucyjny stwierdza, że art. 32 Konstytucji wyraża przede wszystkim zasadę ogólną, i dlatego winien być w pierwszej kolejności odnoszony do konkretnych przepisów Konstytucji, nawet jeżeli konstytucyjna regulacja danego prawa jest niepełna i wymaga konkretyzacji ustawowej. W takim zakresie wyznacza on także konstytucyjne prawo do równego traktowania. Mamy tu do czynienia z sytuacją “współstosowania” dwóch przepisów Konstytucji, a więc nie tylko z prawem do równego traktowania, ale ze skonkretyzowanym prawem do równej realizacji określonych wolności i praw konstytucyjnych. W skardze konstytucyjnej należy powołać oba przepisy Konstytucji, dopiero one wyznaczają bowiem konstytucyjny status jednostki, który przez regulację ustawową lub podustawową został naruszony. Natomiast gdy chodzi o uprawnienia określone w innych niż Konstytucja aktach normatywnych - jeśli treść konkretnego prawa ustala się wyłącznie na ich podstawie - art. 32 Konstytucji stanowi zasadę systemu prawa, a nie wolność lub prawo o charakterze konstytucyjnym. Uprawnienia podmiotowego do świadczeń, których podstawą byłaby wyłącznie ustawa, nie można uznać za konstytucyjne prawo jednostki. Jeżeli treść prawa (uprawnienia) wynika wyłącznie z ustawy, domaganie się ochrony tego prawa z powołaniem się na zasadę równości nie ma w pełni “konstytucyjnego” wymiaru.

Pogląd ten pozwolił Trybunałowi przeforsować stanowisko, że art. 32 konstytucji RP -- zasada równości wobec prawa -- nie może być samodzielną podstawą skargi konstytucyjnej (por. postanowienie TK z 27 lutego 2006 r., Ts 198/05) pogląd ten niestety się ustabilizował: "Skarżący podstawy do wniesienia skargi konstytucyjnej upatruje także w naruszeniu zasady równości wynikającej z art. 32 Konstytucji. W orzecznictwie Trybunału w sposób wyraźny wskazuje się na ograniczoną dopuszczalność powołania się na naruszenie tej zasady dla uzasadnienia spełnienia przesłanek skargi konstytucyjnej (...) Art. 32 Konstytucji nie może stanowić samodzielnej podstawy skargi konstytucyjnej; odwołanie się do zasady równości wymaga wskazania przysługującej skarżącemu wolności lub prawa określonego w konkretnym przepisie Konstytucji, które doznało uszczerbku na skutek naruszenie zasady równości").

Tymczasem zdaniem OIRP w Warszawie prawidłowa odpowiedź na pytanie 26 to "c" ("żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa") -- czyli zdaniem radców prawnych prawidłowym będzie zdanie, iż "art. 32 ustawy zasadniczej może być samodzielnym wzorcem konstytucyjności prawa"... no to ja muszę powiedzieć, że dziękuję, ale skoro oni tam tak uczą, to już wiem skąd taka ilość postanowień o odmowie nadania dalszego biegu wniesionym skargom konstytucyjnym...

Komentarze (13)
Kto decyduje jakie mamy w Polsce prawo?
 Oceń wpis
   

The candidate that gave up billboards

Na marginesie sporu o to czy po wyborze Marszałka Izby Poselskiej (będę od dziś tak pisał w nadziei, że skoro mówi się o kolejnych nowelizacjach konstytucji, to może przypomną sobie także tradycyjną nazwę naszej legislatywy; przypominam, że tradycyjnie to Sejm dzieli się na Izbę Poselską i Senat, a nie Nie-Wiadomo-Co na Sejm i Senat!) na prezydenta następcy JE Bronisława Komorowskiego mogą wykonywać obowiązki prezydenta RP -- literalnie: nie mogą, ponieważ rzeczywiście art. 131 ust. 2 ustawy zasadniczej przydaje to uprawnienie "do czasu wyboru nowego Prezydenta Rzeczypospolitej" -- warto chyba poświęcić więcej uwagi problemowi, który osobiście uważam za znacznie istotniejszy.

Znacznie ważniejszą kwestią jest odpowiedź na pytanie: kto w Polsce decyduje o tym jakie mamy prawo?
Część co bardziej rozpolitykowanych Czytelników pomyśli, że znów będę jechał po lobbingu oraz umysłowości naszych deputowanych. Niektórzy mogą pomyśleć, że znów będę narzekał na Trybunał Konstytucyjny, który puszcza rzeczy dziwne, a nie przepuszcza -- oczywistych.
A ja mam na myśli zasady wykonywania inicjatywy ustawodawczej, którą -- poczytajcie ciekawy tekst o 89 projektach ustaw spoczywających w marszałkowskiej "zamrażarce" -- konstytucja opisuje w dość klarowny sposób, zaś ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora nawet dopowiada, że uczestnictwo w podejmowaniu inicjatywy jest prawem parlamentarzysty -- ale w praktyce wychodzi na to, że i tak będzie jak marszałek chce.

z Konstytucji Rzeczypospolitej:
Art. 118. 1. Inicjatywa ustawodawcza przysługuje posłom, Senatowi, Prezydentowi Rzeczypospolitej i Radzie Ministrów.
2. Inicjatywa ustawodawcza przysługuje również grupie co najmniej 100.000 obywateli mających prawo wybierania do Sejmu. Tryb postępowania w tej sprawie określa ustawa.
3. Wnioskodawcy, przedkładając Sejmowi projekt ustawy, przedstawiają skutki finansowe jej wykonania.
Art. 119. 1. Sejm rozpatruje projekt ustawy w trzech czytaniach.
2. Prawo wnoszenia poprawek do projektu ustawy w czasie rozpatrywania go przez Sejm przysługuje wnioskodawcy projektu, posłom i Radzie Ministrów.
3. Marszałek Sejmu może odmówić poddania pod głosowanie poprawki, która uprzednio nie była przedłożona komisji.
4. Wnioskodawca może wycofać projekt ustawy w toku postępowania ustawodawczego w Sejmie do czasu zakończenia drugiego czytania projektu.
Art. 120. Sejm uchwala ustawy zwykłą większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, chyba że Konstytucja przewiduje inną większość. W tym samym trybie Sejm podejmuje uchwały, jeżeli ustawa lub uchwała Sejmu nie stanowi inaczej.
art. 34 regulaminu Sejmu:
1. Projekty ustaw i uchwał składa się w formie pisemnej na ręce Marszałka Sejmu (...).
2. Do projektu ustawy dołącza się uzasadnienie, które powinno:
1) wyjaśniać potrzebę i cel wydania ustawy,
2) przedstawiać rzeczywisty stan w dziedzinie, która ma być unormowana,
3) wykazywać różnicę pomiędzy dotychczasowym a projektowanym stanem prawnym,
4) przedstawiać przewidywane skutki społeczne, gospodarcze, finansowe i prawne,
5) wskazywać źródła finansowania, jeżeli projekt ustawy pociąga za sobą obciążenie budżetu państwa lub budżetów jednostek samorządu terytorialnego,
6) przedstawiać założenia projektów podstawowych aktów wykonawczych,
7) zawierać oświadczenie o zgodności projektu ustawy z prawem Unii Europejskiej albo oświadczenie, że przedmiot projektowanej regulacji nie jest objęty prawem Unii Europejskiej.
3. Uzasadnienie powinno przedstawiać również wyniki przeprowadzanych konsultacji oraz informować o przedstawionych wariantach i opiniach, w szczególności jeżeli obowiązek zasięgania takich opinii wynika z przepisów ustawy.
(...)
7. Marszałek Sejmu może zwrócić wnioskodawcy projekt ustawy lub uchwały, jeżeli uzasadnienie dołączone do projektu nie odpowiada wymogom określonym w ust. 2 i 3.
(...)
Wszystko przez to, że konstytucyjne warunki stanowienia prawa zostały ograniczone -- o przepraszam, "doprecyzowane" -- w regulaminie Sejmu, który czyni marszałka Izby Poselskiej odpowiedzialnym m.in. za nadawanie biegu inicjatywom ustawodawczym (art. 10 ust. 1 pkt 8).
W ramach tego obowiązku -- oraz w ramach wykonywania uprawnień poselskich -- art. 34 regulaminu nakazuje wnosić projekty ustaw do laski marszałkowskiej wraz z uzasadnieniem, w którym projektodawca ma obowiązek rozpisać się m.in. na temat celu i potrzeby wydania ustawy, wykazać różnicę między stanem de lege lata i de lege ferenda, wskazać przewidywane skutki wejścia nowego prawa, a także wskazać źródła finansowania i przedstawić oświadczenie co do zgodności projektu z prawem EU.

Marszałek ma zaś uprawnienie ("Marszałek może") do kontroli jakości projektu -- nie tyle samego prawa, lecz na tego, w jaki sposób projektodawca odniósł się do obowiązków zakreślonych w art. 34 ust. 2-3 regulaminu Sejmu -- i w ramach tego uprawnienia marszałek może zwrócić wnioskodawcy projekt ustawy, jeśli jego uzasadnienie nie odpowiada regulaminowym wytycznym.

Jak się okazuje zdarza się -- i to wcale nie rzadko -- że marszałek korzysta ze swoich uprawnień w sposób dość wybiórczy i nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. Mógł zatem marszałek Dorn (zaiste, polecam zdjęcie kryjące się pod linkiem!) w poprzedniej kadencji wstrzymywać niewygodne projekty, mógł to samo robić marszałek Komorowski -- podobnie jak może teraz marszałek Schetyna wyciągnąć to wszystko z owej "zamrażarki" i puścić w obieg legislacyjny.

Nad jakością -- a także ilością -- tworzonego prawa ubolewam dłużej nawet, niż piszę tego blogaska. Jest dla mnie oczywiste, że Polska cierpi z powodu przerostu mocy i chęci prawodawczych (w ramach nowelizacji konstytucji proponuję, oprócz dodania wiceprezydenta (proszę bardzo, Nabieralski odważył się głośno powiedzieć o tym, o co ja nawet nie chciałem pytać...) ukrócenie tej radosnej twórczości: dłuższe vacatio legis, sesyjność obrad parlamentu, etc.). Zgadzam się też z tym, że posłowie powinni sami w sobie dbać o to, co można przeczytać w dziennikach ustaw. Ba, być może nawet faktycznie to marszałek izby powinien ponosić odpowiedzialność -- tak, ponosić odpowiedzialność, a nie tylko "móc" -- za jakość tej radosnej produkcji legislacyjnej.

Fajnie byłoby jednak, gdyby takie sprawy załatwiono jednak na innym poziomie, niż regulaminy izb parlamentarnych. Tak, wiem, że autonomia parlamentu rzecz święta -- sęk w tym, że wszakże zasady tworzenia prawa, w tym wykonywania inicjatywy ustawodawczej co do zasady określa konstytucja, zatem nie powinien akt niższego rzędu (no dobra, wiem, że regulamin nie jest niższy, lecz "boczny" -- por. postanowienie TK z 9 lipca 2002 r., K 1/02) aż tak silnie ingerować w owe zasady ustrojowe.

Komentarze (17)
Nie jesteśmy gotowi na czarny scenariusz
 Oceń wpis
   

Sejm Rzeczypospolitej PolskiejSobotnia tragedia w Smoleńsku powinna być dobrym przyczynkiem do pomyślenia o nowych zasadach następstwa najważniejszych organów państwa. Tak aby podobne wydarzenie, które mogłoby mieć miejsce w znacznie jeszcze gorszych okolicznościach (tak, potrafię to sobie wyobrazić) nie zakończyło się jeszcze większą katastrofą.

  • podstawowa sprawa to nowe reguły sukcesji prezydenckiej. Nawet nie wyobrażam sobie jak trudno będzie zorganizować w cieniu tragicznego wypadku przedterminowe wybory w ciągu niespełna 3 miesięcy od śmierci Lecha Kaczyńskiego -- w jaki sposób dotknięte tragedią partie mają teraz wybrać kandydatów i zebrać niezbędne podpisy? jak odnosić się do ewentualnej konkurencji?
    Gdyby istniały przepisy pozwalające na dokończenie kadencji przez inną, wskazaną przez prezydenta, osobę -- doskonałym przykładem jest, powtórzę się, Presidential Succession Act -- wszystkie te niejasności odpadłyby;
  • dołóżmy do tego niewdzięczną sytuację, w jakiej znalazł się Bronisław Komorowski: co powinien czynić? jakich decyzji należy unikać? jak w tym momencie ubiegać się o urząd prezydenta? czy obsadzić wakujące stanowiska korzystając z przysługujących mu obecnie prerogatyw (a w zasadzie wykonać ciążącą na nim powinność), czy jednak poczekać do wyników przedterminowych wyborów?
    Jakby na to nie patrzeć -- jasne zasady stabilnego następstwa uchroniłyby Polskę przed potencjalnym sporem decyzyjnym (w radiu jeszcze w sobotę słyszałem dziennikarzy uderzających w ten ton);
  • w komentarzu pod poprzednim tekstem, w którym zasygnalizowałem temat, zwrócono uwagę, że prezydent nie jest kluczową postacią w państwie, zarazem funkcja prezydenta pro tempore wydaje się wystarczająco gwarantować stabilność kraju.
    No dobrze, ale co by było, gdybyśmy mieli do czynienia z aktem wrogim, wymagającym pewnego rodzaju działań? To prezydent mianuje (na wniosek Prezesa Rady Ministrów, o czym więcej poniżej) Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych (art. 134 ust. 4 konstytucji). To głowa państwa, na wniosek premiera, zarządza mobilizację i użycie Sił Zbrojnych (art. 136). To prezydent postanawia -- w zastępstwie Sejmu -- o stanie wojny (art. 116 ust. 2) oraz o stanie wojennym (art. 229);
  • owszem, zgodnie z art. 131 ust. 2 konstytucji to Marszałek Sejmu tymczasowo -- to jest do czasów wyborów -- zastępuje prezydenta (zaś gdyby i jego zabrakło, rolę tę przejmuje Marszałek Senatu), jednak i tu tkwi pewne ryzyko niestabilności kraju. Tymczasowość pełnienia tej funkcji zakłada, że prędzej czy później powinno dojść do wyborów, te jednak -- czytajcie art. 228 ust. 7 konstytucji -- mogą odbyć się najwcześniej w 90 dni po zakończeniu stanu nadzwyczajnego.
    W wyjątkowo krytycznej sytuacji może się okazać, że wprawdzie Marszałek Sejmu wchodzi w rolę Prezydenta Rzeczypospolitej, ale nie ustępując równocześnie laski marszałkowskiej (konstytucja zakłada swoistą unię personalną tych urzędów) innemu posłowi nie pozwala na dalsze "uzupełnianie" tej linii sukcesji. A dalej to już nawet nie jest aż takie science-fiction: zabraknie marszałków izb, zdziesiątkowany parlament nie jest w stanie wybrać ich następców, nie ma mowy (konstytucyjnie i wskutek tego, co się dzieje) o zorganizowaniu przedterminowych wyborów...
  • zwraca się też uwagę, że na szczęście kluczową rolę w egzekutywie pełni Prezes Rady Ministrów. Niestety, jeśli chodzi o zastępowanie premiera w nagłych przypadkach jest jeszcze gorzej: zgodnie z art. 6 ust. 1 ustawy o Radzie Ministrów szef rządu może być zastąpiony przez wicepremiera, ale wyłącznie w razie jego nieobecności lub w innym przypadku "czasowej niemożności wykonywania przez niego obecności" (czasowej, a zatem wicepremier nie może po prostu zastąpić premiera!); mało tego -- ów wicepremier musi zostać uprzednio przez premiera wskazany;
  • gdyby Prezesa Rady Ministrów zabrakło, to wracamy do regulacji konstytucyjnych, czyli konieczności desygnowania premiera i powołania Rady Ministrów przez prezydenta, plus konieczność uzyskania wotum zaufania ze strony izby poselskiej (art. 154 ustawy zasadniczej). Jakby się nie udało, w kolejnym dopiero kroku, jest możliwość powołania czegoś na wzór rządu prezydenckiego (art. 155 ust. 1), który jednak też powinien uzyskać inwestyturę od posłów. Jak się nie uda -- prezydent zobowiązany jest skrócić kadencję parlamentu i zarządzić przedterminowe wybory (art. 155 ust. 2 konstytucji).
    No ale przecież w pewnych przypadkach organizacja wyborów nie jest dopuszczalna (art. 228 ust. 7)!

Moim zdaniem wniosek jest prosty: polski ustrój nie jest przygotowany na żadne rozwiązania awaryjne, pozwalające na kontynuację prac władzy wykonawczej w przypadku zaistnienia naprawdę ekstremalnych zdarzeń. Zaś okazywana obecnie satysfakcja, że konstytucja obecnie się sprawdziła jest li tylko jeszcze jedną krótkowzrocznością.

 

Komentarze (46)
Pytania zamiast komentarza
 Oceń wpis
   

Lech i Maria KaczyńscyKomentarza poświęconego katastrofie samolotu z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej i innymi osobistościami na pokładzie nie będzie.

Nie mogę sobie natomiast odmówić zadania kilku pytań, na które odpowiedzi też chyba nie będzie:

  • dlaczego dopuszczono do tego, by na pokładzie nieszczęsnego Tu-154 było aż tyle osób takiego formatu równocześnie? Czy oszczędność na zakupie nowego sprzętu jest wystarczającą wymówką?
  • dlaczego do Smoleńska wraz z delegacją leciało parę osób, które z racji pełnionej funkcji nie bardzo pasują do tego miejsca? Mam na myśli przede wszystkim Prezesa NBP, Rzecznika Praw Obywatelskich -- czy ktokolwiek sobie wyobraża, żeby np. Bernake jechał z Obamą na obchody jakiejkolwiek tego rodzaju rocznicy?
  • dlaczego nie mamy porządnej ustawy o sukcesji prezydenckiej, choćby na wzór amerykański? O wiceprezydenta nawet nie próbuję pytać -- z pewnością byłby na pokładzie tego samolotu -- jednak zważywszy na fakt, że mamy nieobsadzonych kilka kluczowych stanowisk państwowych, to coś tu jest nie tak;
  • i pytanie zasadnicze: czy ktokolwiek będzie się w ogóle zastanawiał czy można z tego wyciągnąć jakiekolwiek wnioski na przyszłość?
Komentarze (79)
1 | 2 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D