7 z tygodnia (XVIII)
 Oceń wpis
   
  • Biznesowy temat tygodnia (?) to zapowiedziany mariaż (a może miraż?) Nokii i Microsoftu. Osobiście jednak nie interesuje mnie ani telefon z WP7 ani nic innego, co może powstać w wyniku wchłonięcia fińskiego producenta kaloszy przez giganta z Redmont -- zastanawiam się jednak jak sojusz Microsoftu i Nokii przyjmą to anty-koncentracyjne organy KE? Czy nie okaże się, że Komisja zażąda od MS-Nokia umożliwienia klientom wyboru jakiego rodzaju system chcą mieć zainstalowany -- więc czyżby już niedługo podczas pierwszego uruchomienia telefonu miało pojawić się pytanie znane europejskim użytkownikom Windowsa?
  • tydzień temu pisałem o "Uważam Rze" (jutro idę do kiosku po kolejny numer -- ciekawe czy będę o tym pamiętał w kolejny poniedziałek?) -- dziś wspomnę tylko o "The Daily", czyli najnowszym pomyśle Ruperta Murdocha: e-gazecie, której nie poczytasz, jeśli nie kupisz sobie ipada. Gdzieś tam wyczytałem, że przedsięwzięcie się zbilansuje, jeśli roczną prenumeratę kupi mniej-więcej połowa czytelników NYT (Murdoch miał zainwestować w "The News" ponad 30 mln dolarów) -- dziwi mnie więc, że można było wpaść na pomysł takiej dystrybucji, która od razu odetnie olbrzymią większość potencjalnych czytelników od wydawnictwa. (No chyba że już niedługo "The News" zostanie uwolnione, tj. będzie można sobie całkiem oficjalnie zasubskrybować dziennik nawet za pomocą najzwyklejszego peceta;spam SMS Orange loteria
  • jakikolwiek system będzie teraz instalowany na telefonach Nokia, warto, by posiadał wbudowane zabezpieczenia nie tylko przed spamerskimi esemesami -- ale i przed udziałem w różnych telefonicznych loteriach (a może "łoteriach"?), w których można ponoć wziąć udział... nie czyniąc w zasadzie nic. (Nawiasem mówiąc w tych łoteriach dziwi mnie, że operatorzy -- którzy przecież nie są organizatorami tych głupich "zabaw" -- wchodzą w to jak w masło, tracąc równocześnie opinię u swoich klientów... Chociaż pewnie odpowiedź o przyczynę jest prosta i na imię jej kasa -- no cóż, za tymi bzdetami musi iść potworna kasa, skoro gra jest warta świeczki...);
  • mocne: BofA, który miał być kolejnym celem WikiLeaks wynajął fachowców od... czarnej pijaroboty, którzy podpowiadali bankierom w jaki sposób rozsiewać fałszywe informacje o Julianie Assange i jego kompanii, tak aby siać przestrach i oburzenie -- konsekwencją czego byłoby skompromitowanie organizacji w oczach społeczeństwa. Jedna z porad: podrzucać trefne dokumenty, aby następnie bić na alarm, że dzieje się krzywda (też dobre: szukać dziur w systemie, dzięki którym uda się wyciągnąć dane whistleblowerów, co miało ostudzić ich zapał). Nie wiadomo czy Bank of America użył zaproponowanych metod, ale faktycznie można się przerazić;
  • kiedy będzie u nas tak jak w Ameryce? Na pewno nie wcześniej jak wówczas, kiedy łgarstwo polityków zacznie się traktować jak łgarstwo polityków -- zaś obłudę będzie się traktować jak obłudę. Przykład: przyłapany na kłamstwie amerykański kongresmen -- kłamstwo to dość specyficzne, ukryć się nie da, bo dotyczyło poszukiwania przygód w internecie -- po próbie wykręcenia się sianem przeprasza i składa mandat. Dla kontrastu: wałbrzyski senator Ludwiczuk, przyłapany na próbie politycznego skorumpowania lokalnego konkurenta, o dymisji nawet nie pomyślał -- jedyna kara to... relegacja z szeregów PO. Paradoksalnie, identyczna kara grozi posłowi Węgrzynowi, który poczucie humoru ma może żołnierskie, ale -- niech kamieniem rzuci ten z posłów, który nie podpisałby się pod jego słowami... Grunt to robienie wody z mózgu;promo pr marketing szemrany
  • internety niektórym naprawdę szkodzą, a im więcej ludziska słyszą o okropnościach w sieci, tym chętniej wydadzą frajerskie pieniądze na frajerskie usługi jak np. "marketing szemrany". Tym razem golą lekarzy, którym jakaś anonimowa -- i coraz bardziej anonimowa: jeszcze w piątek na ich stronie był numer telefonu, dziś został tylko adres poczty i numerek gg (to się kwalifikuje na grzywnę z art. 23 UoŚUDE) -- firemka "Promo PR" wciska rzewny kit pt. "pochwały zachwyconych pacjentów na forach internetowych". Zanim ktoś się zdecyduje, proszę pamiętać: kryptoreklama to czyn nieuczciwej konkurencji, zaś dopuszcza się go zarówno zlecający jak i reklamiarz (art. 16 ust. 4 i art. 17 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji).
    Słowem: nie warto korzystać z usług nieuczciwych marketingowców, nawet jeśli wydaje się to być znakomitym sposobem na zrobienie sobie dobrej opinii;
  • i na zakończenie coś... sam już nie wiem czy jestem za czy przeciw ;-) Od kilku dni wszystkie sprzedawane w EU auta muszą mieć automatycznie załączane światła do jazdy dziennej. Jestem przeciw, bo zasadniczo nie podoba mi się obowiązek jeżdżenia na światłach mijania za dnia (choćby dlatego, że co 10 auto ma źle ustawione reflektory i fatalnie oślepiają); jestem za, ponieważ światła do jazdy dziennej są znakomitym rozwiązaniem problemu postawionego przed średnikiem (i dlatego jakiś czas temu zaordynowałem zamontowanie baterii LED-ów w moim pojeździe).
    Najgorsze, że -- tak to się zwykle kończy -- urządzonka, które nie kosztują więcej niż 300 złotych spowodują teraz znacznie większe obciążenie kieszeni kierowców.
Komentarze (11)
7 z tygodnia (XIII)
 Oceń wpis
   
  • Samuel Langhorne Clemens aka "Mark Twain" podpadł -- równo sto lat po śmierci -- wydawcom, którzy zdecydowali się na ocenzurowanie jego książek. W nowych wydaniach "Przygód Hucka Finna" nie będzie już słówek "nigger" czy "injun" (tego nawet nie znałem), bo to rasistowskie słowa są. Zamiast "czarnucha" będzie tam "slave" (nb. czy nie powinny zaprotestować wschodnioeuropejskie rządy? Jakby na to nie patrzeć swojskie "Slavs" na określenie Słowianina ma taką samą etymologię!), zamiast Indianina coś innego.
    Absurdalnie pojmowana poprawność polityczna sięga już szczytów szczytów absurdów; poprawianie dzieł literackich ze względu na "nowe potrzeby w nowych czasach" jest chyba przedostatnim przystankiem przed skazaniem złych tytułów na zapomnienie -- ostatnim będą płonące stosy;
  • podobne problemy ma Republika Francuska: w malutkim miasteczku, którego nazwy nawet nie chce mi się przeklejać postanowiono zmienić nazwy 1/3 ulic. Sęk w tym, że noszą one imiona trzech marszałków, bohaterów I Wojny Światowej: Focha, Joffre i Gross IserePetaina. Dwóch pierwszych miało szczęście umrzeć kilkanaście lat po okryciu się sławą, ten trzeci dożył niestety totalitaryzmu -- i związał się z Rzeszą jako twórca i przywódca Państwa Francuskiego (tzw. Vichy -- na marginesie moim zdaniem nie sposób oceniać Petaina stuprocentowo jednostronnie: jego kolaboracja jest oczywista, ale czy w obliczu takiej pożogi nie da się uzasadniać oportunizmu koniecznością przeżycia?).
    No i oto teraz -- 90 lat po tym jak Petain okrył się chwałą i 70 lat po tym jak okrył się hańbą -- ichnia rada gminna ma zadanie...
  • z coraz większym przerażeniem przyglądam się temu co pisze się o aferze z kupowaniem głosów wyborców przez PO w Wałbrzychu. Tak, nie przesłyszeliście się: bardziej przeraża mnie to, co się pisze, niż sama w sobie afera.
    Tylko w ostatnim tygodniu mieliśmy kilka niespodziewanych zwrotów akcji -- najpierw się okazało, że mocno zaangażowani w "wyjaśnianie afery" są dziennikarze lokalnej TV, m.in. Sebastian Grempka, który wcześniej startował w tych wyborach z klubu Patryka Wilda (skądinąd prawdziwego człowieka renesansu: radnego wojewódzkiego od Rafała Dutkiewicza, równocześnie niedoszłego burmistrza Wałbrzycha, chwilowo członka zarządu wrocławskiego MPK sp. z o.o.), a jego telewizja obiecała płacić za informacje dotyczące rzekomego kupowania głosów. (Mało tego: po zeznawaniu jako świadek w sprawie -- przesłuchiwał go szef owej telewizji -- Grempka... wziął kamerę i jął kręcić relację ze sprawy...)...
    Później świadek, który miał najwięcej do powiedzenia o sprawie... odwołał zeznania w prokuraturze i powiedział, że namawiano go do kłamania o tym, że wie coś o kupowaniu głosów.
    A jeszcze później się okazało, że zeznający świadkowie są zastraszani -- po czym odwołują swoje zeznania -- a następnie zapadają się pod ziemię.
    Jak się o tym wszystkim czyta można przeoczyć fakt, że senator Ludwiczuk (kiedyś z PO, dziś już nie z PO) faktycznie nęcił współpracownika kontrkandydata PO posadami, że kamera nagrała nagabywanie wyborców, że są nagrania, w których lokalny fachowiec -- akurat zajmujący stanowisko szefa wodociągów miejskich (z ramienia Platformy, rzecz jasna -- podkreślam, żeby nie było, że tylko Rafał Dutkiewicz tak ładnie wspiera swojaków) -- proponuje człowiekowi posadę w zamian za organizowanie korupcji wyborczej...
  • rząd robi w balona także Wrocław: obwodnicę autostradową mieli już budować kole 1997 r. (ale nie udało się, bo stowarzyszenie ekologiczne, w którym działał jeden z niedawnych kandydatów na sędziego TK zablokowało projekty) -- i jak się wydaje, że już za chwileczkę, już za momencik coś z tego będzie, to gruchnęła wieść: AOW będzie bezpłatna, ale wyłącznie w obrębie miasta, lecz tranzyt będzie musiał płacić za przejazd. (Warto przypomnieć, że 2 miesiące temu -- w ogniu kampanii samorządowej, kiedy to nie robiliśmy polityki, bo budowaliśmy autostrady, premier obiecał, że AOW będzie za darmo... jak to pisałem? premier za często łamie wcześniejsze obietnice?)
    Oczywiście nie można powiedzieć, że premier skłamał -- podobnie jak nie można mu zarzucić odejścia od programu 3x15%, taniego państwa -- po prostu znów go życie dogoniło...)
    A jeszcze lepsi są lokalni politycy Platformy: Rafał Jurkowlaniec, marszałek województwa mówi o humbugu per "sensowny kompromis", zachwycony jest także wojewoda Marek Skorupa, którego zdaniem wprowadzenie opłat nie spowoduje, że ciężki ruch nie opuści centrum miasta...
  • UOKiK wreszcie bierze się za łobuzerskie konkursy esemesowe: na razie padło na "pusty esemes", którego organizator, tj. Internetq Poland sp. z o.o. (ten sam, który wraz z moim loteria BMW Internetq Polandulubionym operatorem robił szum pt. "loteria BMW") ma zapłacić prawie pół miliona złotych za stosowanie agresywnych praktyk rynkowych polegających na wkręcaniu użytkowników w spiralę wysyłania dziesiątek wysokopłatnych esemesów -- tylko po to, by wygrać wyimaginowane auto. Wkręcanie to polegało m.in. na spamowaniu posiadaczy komórek dziesiątkami -- UOKiK pisze o facecie, który dostał 168 "informacji" -- ciekawe ile ja bym dostał tych bzdur od Orange, jakbym kategorycznie nie zażądał zaprzestania tej polki?) -- esemesów, które można sprowadzić do mianownika "weź się zlituj i zapłać".
    Internetq Poland się broni i wyjaśnia, a najbardziej podoba mi się fraza "Wyrażamy jednocześnie ubolewanie z powodu tego, że niektórzy uczestnicy loterii Pusty SMS poczuli się wprowadzeni w błąd. Zapewniamy, że nie było to działanie intencjonalne (...) Zdajemy sobie sprawę, że zagadnienie uczestnictwa w grach hazardowych, w tym także loteriach smsowych, jest zagadnieniem złożonym. Dlatego też widzimy potrzebę edukacji konsumentów w tym zakresie, ponieważ z jednej strony gry hazardowe cieszą się coraz większym zainteresowaniem społecznym, z drugiej - niezrozumienie przez konsumentów istoty zjawiska i zasad, jakimi rządzą się gry hazardowe - skutkuje zgłaszaniem skarg konsumenckich do organizatorów lub UOKiK" -- no po prostu wypowiedź na temat jak ta lala;
  • nie sposób wrócić do odprysków sprawy WikiLeaks: amerykański Departament (nie)Sprawiedliwości uzyskał nakaz zobowiązujący Twittera do udostępnienia posiadanych danych jednej z islandzkich parlamentarzystek, która była zaangażowana w ujawnienie tajemnic wojennych i wspierała Assange. Rząd oczekuje zapisu jej -- oraz kilku innych osób -- aktywności w serwisie od 1 listopada 2009 roku, a także danych kontaktowych, określenia w sposobu płatności za usługi (karta/przelew), adresów IP, z których użytkownicy łączyli się z serwisem, etc. etc.
    To już naprawdę przekracza wszelkie granice zdrowego rozsądku i ściganctwa. Złą opinię miała administracja G.W. Busha, za to, że zgodziła się na stosowanie niekonwencjonalnych metod śledczych wobec terrorystów -- tymczasem administracja Obamy stosuje nie mniej ciekawe metody wobec "normalsów";
  • no i na koniec: wprawdzie wybrany przez premiera prezydent postawił się premierowi, ale premier -- ustami swojego rzecznika prasowego -- sygnalizuje, że mimo wszystko jakoś uda się zwolnić z pracy 10% urzędników, bo "niezależnie od tego, co stanie się z tą ustawą i co Trybunał Konstytucyjny w tej sprawie powie, rząd użyje wszystkich innych metod, żeby efekt tej ustawy osiągnąć, czyli redukcję przeprowadzić".
    Bogiem a prawdą to kolejny przypadek, kiedy jakiś tam urzędnik państwowy mówi "wola premiera -- najwyższym prawem". Jakby na to nie patrzeć wyroki TK powinny być święte, ale co o tej świętości myśli rząd -- ten, poprzedni, poprzedni przed poprzednim -- już dobrze wiemy.
     

PS1 Przypominam, że w rubryce "7 z tygodnia" nie zajmuję się analizą opisywanych tematów -- wyłącznie je wzmiankuję.

PS2 Na górnym zdjęciu to co pozostało po wsi Gross Iser. Tym ludziom nikt nie dał szansy choćby na zmianę nazw ulic. Niżej zrzut ekranu ukazujący to co Internetq Poland obiecuje abonentom Orange.

Komentarze (5)
7 z tygodnia (XI)
 Oceń wpis
   

Black Puppy on White Snow

(Słowo wstępne: przypominam, że w serii "7 z tygodnia" nie wgłębiam się we wspomniane tematy, lecz wyłącznie ograniczam się do wzmiankowania czegoś, co mnie w ostatnich siedmiu dniach zaciekawiło -- a czym nie miałem sposobności się dokładniej zająć)

  • Tańcowały dwa Michały: znana ze swojego uwielbienia do otwartości Apple Inc. wywaliła ze swojego składziku aplikację ułatwiającą dostęp do amerykańskich szyfrówek (mówię o WikiLeaks). Powodem ocenzurowania aplikacji jest rzecz jasna rzekome naruszenie prawa przez organizację. Co ciekawe Mr. Jobs jak dotąd nie zabronił czytania Guardiana i NYT;
  • mówiąc o WikiLeaks nie sposób zapomnieć o szer. Bradleyu Manningu, który od 7 miesięcy jest osadzony w pojedynczej celi w Quantico (grożą mu 52 lata za kratami... jeśli wreszcie sąd się zajmie jego sprawą). Niestety z relacji świadków wynika, że odosobnienie nie służy zdrowiu Manninga -- takie są skutki ograniczonego kontaktu ze światem, permanentnej izolacji, uniemożliwienia ćwiczeń fizycznych.
    Zaiste, niech nikt nie mówi, że tortury odeszły w niepamięć wraz z odstawieniem kół do łamania do muzeów; demokratyczne tyranie także mają swoje metody dręczenia poddanych;
  • (i jeszcze w tonie wycieków -- obiecuję, że za tydzień nie wspomnę ani słowem o WL): Bank of America, wyprzedzając efekt zapowiadanych rewelacji, zdecydował się zarejestrować co najmniej kilkaset domen internetowych choćby lekko powiązanych z BofA i jej prezesem -- warunek: wszystkie one musiały mieć w sobie jakiś wulgarny element. W sumie zabawne ile głupi ludzie są w stanie zrobić, żeby spróbować odwrócić uwagę od własnej głupoty -- i ile przez to jest dodatkowego śmiechu;
  • jakże inne problemy mają poseł Napieralski oraz Ruch Autonomii Śląska. Szef SLD zarzucił RAŚ-owi zamiar posiekania Polski na kawałki, więc autonomiści zamierzają go pozwać.
    Ze szczerego serca popieram wszelkie projekty wychodzące z założenia, że im więcej realnej samorządności i autonomii, tym lepiej. Od centralizmu lepsze jest państwo federalne, od federacji lepsza jest konfederacja (myślicie, że dlaczego u Helwetów jest tak fajnie?) -- i nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego policjant na plaży w Łebie musi wyglądać tak samo jak policjant w Polańczyku (to jest jeden z absurdów wynikających z przymusu "u nas wszystko takie same").
    Natomiast czy sposobem realizacji planów ma być pozywanie polityków -- w dodatku takich figur jak przewodniczący Napieralski -- nie mam pewności;
  • a skoro mowa o głupocie: w Londynie pies zagryzł kobietę, więc policja domaga się zaostrzenia anty-psiego prawa. Problem w tym, że dotąd przepisy mówiły o tym czego psom nie wolno w miejscach publicznych (plus oczywiście lista ras zakazanych --  a teraz ma być jeszcze troszkę o tym, czego nie wolno im na ich własnych podwórkach.
    Pocieszające, że wychodzi na to, że nie tylko Polacy działają jak nakręcane maszynki ("jest problem -- to go zakażmy!"), ale magicznemu myśleniu ulegają nawet Brytyjczycy;
  • w fabryce Gerdy "skandal": ledwie pracownicy założyli związki zawodowe, a już chlebodawca wyłożył związkowców za bramę (i nawet zafundował im taksówki dla polepszenia komfortu dojazdu do domu).
    Temat związków zawodowych to typowy kij o dwóch końcach: formalnie zapewne mogło dojść do złamania prawa, ale cóż zrobić, skoro to prawo jest chore? Chlebodawca potrzebuje rąk do pracy, tymczasem niestety -- raz, że z działacza ZZ robi się nietykalna krowa (albo i całe pastwisko -- niedawno P.T. Czytelniczka opisywała mi ciekawą sytuację, gdzie w ramach międzyzakładowej organizacji chronione etaty rozmnożyły się jak króliki), dwa, że dość często na powołanie związków decydują się najwięksi leserzy -- bo wiedzą, że dzięki temu dostaną ochronę przed wywaleniem z nie-roboty;
  • i na koniec: UOKiK nałożył na Polkomtel SA prawie 12 mln złotych kary za utrudnianie wypowiadania umów przez abonentów. Operator, po zmianie regulaminu świadczenia usług w połowie 2009 r., co uprawniało klientów do rozwiązania umów "bez konsekwencji", faktycznie utrudniał rozwiązanie umów -- albo "akurat zepsuł się system", albo nie było pracowników uprawnionych do przyjęcia oświadczenia od abonenta -- co UOKiK uznał za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów.
    I teraz tak: wszystko ładnie-pięknie, ale prawda jest taka, że de facto urząd nałożył tę karę na klientów Plusa. Nie czarujmy się, w przypadku takiego przedsiębiorstwa przerzucenie kary na barki klientów będzie więcej niż łatwe, zwłaszcza, że wychodzi niecała złotówka na głowę. Co najwyżej mniej będzie pieniędzy na rozwój i utrzymanie sieci -- więc posypią się kolejne skargi -- ale to już nie jest zmartwieniem urzędników.
      

PS na zdjęciu powyżej krwiożercza maszyna do zagryzania -- czyli pies.

Komentarze (16)
7 z tygodnia (X)
 Oceń wpis
   

PKP jedzie tylko na zdjęciu

  • Nie było lata temu granic achów i ochów przy uchwalaniu ustawy o ochronie zdrowia psychicznego -- jakaż to ona nowoczesna, jaka doskonała, jak dobrze będą mieć teraz pacjenci. Faktycznie, kontrola sądowa przyjęć przymusowych była czymś zdecydowanie nowym -- pamiętajmy, że mówimy o czasach, kiedy nawet areszt stosował jeszcze urzędnik podległy rządowi (prokurator).
    Niestety, patrząc na to, co się działo w szpitalu psychiatrycznym w Starogardzie Gdańskim -- gdzie młodych pacjentów po prostu dręczono w dość prymitywny sposób (zastrzyki z soli fizjologicznej, zmuszanie do stania na baczność godzinami, wielodniowe stosowanie pasów!) -- (nie po raz pierwszy, nie po raz ostatni) można mieć pewność, że nie wystarczy najlepsze choćby prawo, bo muszą być jeszcze przyzwoici ludzie.
    Dyrektor zakładu został już odwołany, sprawą zajmuje się prokurator... -- mnie zaś zaciekawiła informacja, że organy ścigania już wcześniej wiedziały, i nawet postępowanie już było -- ale je umorzono...
  • w Londynie gorąco: na wieść o planach rządu, który chce bardzo podnieść czesne za uczelnie wyższe, na ulice wyszły tysiące młodych ludzi. Momentami protesty przybrały dość ostry charakter (zaatakowano nawet samochód wiozący Księcia Walii i Rothesay z małżonką) -- nb. czy ktoś jeszcze pamięta, że M. Thatcher ustąpiła właśnie po protestach przeciwko podwyżkom podatków -- ale dla mnie ciekawsze jest coś innego.
    Oto są tam uznani prawnicy, którzy potrafią -- publicznie, pod własnym nazwiskiem -- sprzeciwić się nielegalnym praktykom policji zmierzającym do uśmierzenia zamieszek. Obecnie na celowniku jest "kettling", czyli zaganianie przez oddziały policyjne grup demonstrantów na jakiś obszar i przetrzymywanie ich tam godzinami -- właśnie jak krowy na zamkniętym pastwisku.
    Tak mi się właśnie przypomniało w kontekście niedawnych demonstracji organizowanych przez ruch "wolnych konopi", kiedy to oczywiście administracja chrzaniła coś o "manifestacjach zorganizowanych bez zgody" i praktycznie pies z kulawą nogą (czytaj: jeden niżej podpisany magisterek prawa) zaszczekał...
  • Julian Assange już -- po zapłaceniu olbrzymiej kaucji -- wolny, tymczasem coraz wyraźniej wychodzi na to, że szwedzkie oskarżenia o gwałt to jakaś pomyłka albo typowy "hak". Obie "zgwałcone" kobiety same go do siebie zapraszały, pierwsza gościła go łącznie przez tydzień, a druga -- jak wychodzi z zeznań -- odbiła Juliana tej pierwszej. "Terrorysta" ma szczęście, że posiedział jakiś tydzień (w Polsce spędziłby za kratami 2-3 lata), chociaż nie wiadomo czy aby w areszcie nie był bezpieczniejszy;
  • tymczasem rzeczniczka praw obywatelskich chce zakazać wykorzystywania materiałów z podsłuchów w sprawach cywilnych i rozwodowych. To słuszna inicjatywa, ale chce się zapytać: dlaczego tak późno? dlaczego tak słabo? Przecież cuda jakie się dzieją z naszymi billingami -- przypomnijmy, że polskie służby mogą w zasadzie wszystko i zawsze -- nie zdarzyły się wczoraj, tymczasem zarówno RPO jak i GIODO zachowują się jak żona Lota;
  • Euro 2012 (a nie mówiłem?): tym razem się nas pociesza, że Wrocław nie będzie dokładał do utrzymania stadionu, aczkolwiek nie wiadomo dlaczego zarządca obiektu ma dostawać 9 mln złotych rocznie "czy się stoi czy się leży". Nie uspokaja mnie także to, że władze miasta przekonują, że taka umowa ma sens -- zwłaszcza, że municypałki nie widzą nic zdrożnego w tym, że Mennica może robić (albo: nie robić) co chce z niedziałającymi urbanmatami, bo przecież "Największą karą dla Mennicy jest brak wpływów z zepsutych automatów. Firma zarabia na prowizji od sprzedaży biletów. Poza tym to spółka giełdowa, która musi dbać o swój dobry wizerunek" (takie rzeczy może opowiadać tylko niedorzecznik prasowy wrocławskiego magistratu dbający o jego wizerunek). 
    Najśmieszniejsze jest to, że wszystko wskazuje na to, że jedyną inwestycją jaką traktuje się naprawdę poważnie są właśnie stadiony: na Maślice nie da się dojechać ani pociągiem, ani szumnie zapowiadanym tramwajem plus, ani nawet zwykłym tramwajem -- da się stać w niekończącym się korku... Do Warszawy nie będzie ani szybkiego połączenia kolejowego, ani autostrady, ani nawet zwykłej e-S-ki. Ogólnie autostrady ma się budować na 2015 rok, ekspresówki na... 2020!
  • paradne: eurodeputowany Jacek "Łuk" Kurski ma przeprosić Cezarego Stypułkowskiego -- za bezpodstawne oskarżenia o "przewalenie" przez PZU billboardów na kampanię Donalda Tuska -- ...na 5 billboardach.
    Abstrahując od tego co myślę o formie przeprosin "przepraszam, bo tak kazał mi sąd, a tu jest treść przeprosin: [-----] a poza tym i tak myślę, co myślałem wcześniej" -- coraz częściej wydaje mi się, że jesteśmy świadkami swoistego wyścigu sądów "kto wymyśli coś lepszego i powiedzą o tym w telewizji". Jeszcze nie opadł kurz po milionach wydanych przez pieśniarza na przeprosiny p. Doroty Rabczewskiej (7-dniowe wyskakujące okienko w rozmiarze 9x6 cm, a wszystko to w portalu Onet.pl) -- a tu każą Kurskiemu (w końcu nie wiem czy zlicytowali mu tego X5?) kupować powierzchnię reklamową;
  • i na zakończenie: doskonały rysunkowy komentarz do katastrofy pt. "rozkład jazdy kolei" (z podkreśleniem na "rozkład" właśnie). A doi to dziadostwo kasy publicznej tyle, że byłoby po małym samochodzie dla każdego...
Komentarze (5)
Piszę bloga, ale nie jestem blogerem
 Oceń wpis
   

Blog Forum Gdańsk 2010Zaczepiło mnie dziś parę osób pytając o zapowiedzianą quasi-relację z Blog Forum Gdańsk 2010, zapewne licząc na niezłe kontrowersje.

Kontrowersji nie będzie, bo chociaż czułem się momentami jak na tureckim kazaniu (poznałem ciekawe użycie słowa "ekspertyza" -- otóż "mieć ekspertyzę" to "mieć kwalifikacje), a momentami jak na obradach Związku Zawodowego Pracowników Blogosfery (nie da się ukryć, że to co nas podnieca to się nazywa kasa, a kiedy w kasie forsa, to sukces pierwsza klasa) -- a ponadto mogę jeszcze odesłać do ciekawych konstatacji Małgorzaty Karoliny Piekarskiej -- ogólnie jestem pewien, że impreza mogła się podobać (wyjąwszy serwowane dania, które były okropne oraz sytuację na froncie toaletowym, która była koszmarna).

Czego mi najbardziej zabrakło? Dyskusji o wolności (i ewentualnie granicach wolności) w internecie -- zabrakło mi tego tym bardziej, że cała konferencja została zorganizowana pod hasłem wolności właśnie. W zasadzie jedyne trzy kwadranse tematowi poświęcił Vagla, ale późniejszy panel dyskusyjny, w którym miałem zaszczyt wziąć udział, zdominowały pytania o wolność do wieszania reklam na blogaskach oraz pytania "dlaczego blogujesz?" (Z drugiej strony życzę Ardzu i Samiemu, żeby i w ich krajach prędko zaczęły ludzi trapić takie problemy jak nas.)

A przecież mówiąc w kontekście WikiLeaks o niedopuszczalności organizowanych przez Anonimów mścicielskich ataków DDoS na serwery MasterCarda, Visy i PayPal (o sprawie mówił w swoim wystąpieniu Vagla) nie sposób nie zauważyć dwóch dodatkowych i wcale nie marginalnych aspektów sprawy: (i) raz, że zaczęło się od tego, że PayPal zablokował konto organizacji, za pomocą którego zbierano pieniądze przeznaczone na obronę Bradleya Manninga, więc jego działanie może skutkować niemożnością skorzystania przez szeregowego z prawa do obrony przed oskarżeniami kierowanymi przez reżim Obamy, a co więcej (ii) już John Locke pisał ("Dwa traktaty o rządzie"), że prawem ludu jest wypowiedzieć posłuszeństwo tyranowi i jego prawom.
Skoro PayPal -- ulegając namowom tyranii -- zagarnia pieniądze wpłacane na pokrycie kosztów adwokata dla Manninga (mówiło się o wydatkach rzędu 100 tys. dolarów!) to automatycznie stawia się poza wszelkimi nawiasami. (Jeśli chcecie poczytać więcej o kosztach i wydatkach WikiLeaks, polecam ten tekst na "Wired".)

I jeszcze jedno (znów będzie o Vagli, który z dystansem odniósł się do wystąpienia Samiego): nie zawsze jest tak prosto, że jest sobie jakieś prawo, którego wystarczy przestrzegać, choćby i sarkając, że dura lex sed lex. Jak się okazuje w Tunezji (specjalnie porozmawiałem o tym z Samim Ben Ghrabią) nie ma prawa, które zakazywałoby krytyki rządu; jest tam całkowicie inaczej: każdy Tunezyjczyk ma prawo mówić o rządzie źle. A najgorzej jest, jeśli z prawa zechce skorzystać...
(Tu muszę sam uderzyć się solidnie w piersi, bo za rzadko i za mało wspominam o tym, że prawo to nie tylko jego litera, a nawet nie praktyka -- ale to coś, czego przeczytać się nie da.)

I ostatnia sprawa, którą zasygnalizowałem ćwierćzdaniem i chyba chciałbym rozwinąć: masakrycznie dziwnie się czuję z wrażeniem, że coraz więcej ludzi odbiera wolność wyłącznie przez pryzmat "tego na co mi się zezwala" -- w ładnej wersji brzmi to "wolność ma swoje granice". Otóż co do zasady jest to bzdura: jeśli wolność ma swoje granice, to przestaje być wolnością i staje się ograniczeniem wolności (tak też rezolutnie mówi o tym nasza konstytucja)!
I owszem: takie ograniczenia są jak najbardziej słuszne -- o tyle, o ile służą wolności innych osób -- co nie zmienia podstawowego faktu, że z podstawowego punktu widzenia z wolnością nie mają nic wspólnego.

Podejście "wolność jest tym na co mi zezwolono" prowadzi do akceptacji absurdalnej (z mojego punktu widzenia) gry z moderatorami Facebooka, którzy zasadniczo mogą skasować komuś konto "zaniemanie racji" (vide profil żaglowca Fryderyk Chopin) albo zasad sklepiku Apple, który pozwala właścicielom iPhonów na instalowanie dowolnych aplikacji, pod warunkiem, że sklepik się na to zgodzi (popatrzcie na to w ten sposób: to mój telefon, ale co mogę w nim mieć, mówi mi producent telefonu)... W normalnym świecie taka postawa byłaby zasadniczo piętnowana -- ale w naszym świecie za nieszkodliwych wariatów uważa się osoby, które mogą twierdzić, że im większy wybór tym lepiej (klasycznym nieporozumieniem jest dla mnie felieton Wojtka Orlińskiego, który wydaje się dowodzić, że najlepiej nie mieć w ogóle wyboru...)

I temat ostatni, o którym też pamiętałem przed imprezą, ale nie było jak: ograniczenie naszych praw i wolności (głównie przez nasze kochane władze i urzędy) przez to, że nie chce się im wykonywać swoich podstawowych obowiązków. Już mi się nawet nie chce mówić o krnąbrnych i leniwych urzędniczkach (to norma), ale o tym, że jeśli my czasem mamy prawo coś wiedzieć, a oni chcą to przed nami ukryć -- co następuje z pogwałceniem naszej wolności -- zawsze warto pamiętać.

(Kolejna dygresja: owej popkulturowej presji nie są w stanie oprzeć się nawet cyberdysydenci -- "mściciele" chętnie pokazują się w znanych z hollywoodzkiego (acz skądinąd doskonałego) filmu "V for Vendetta" maskach Guya Fawkesa. To już taka popkultura buntu i bunt popkultury...)

Czego mi jeszcze zabrakło na Blog Forum? Przede wszystkim obecności osób, które z pewnością piszą bloga, ale blogerami raczej nie są (bo od głośnych zapewnień "jestem blogerem" robiło się mocno mdło). Mam na myśli zasadniczo WO, ale pewnie i paru innych dziennikarzy, którzy całkiem nieźle radzą sobie na blogowym poletku, a także blogujących polityków. Skład personalny był dość jednorodny, nie brakowało cmokań przy wystąpieniach kolegów (oraz zbytecznych przysrywanek...), przez co największym smaczkiem był chyba Rajmund Pollak -- co oczywiście nie przeszkodziło członkom Związku Zawodowego Pracowników Blogosfery ochać i achać po, przed i w trakcie każdej jego wypowiedzi (co jest najlepszym dowodem, że największym wrogiem związkowca jest inny związkowiec).

Dla mnie duże doświadczenie, zgodnie jednak z poczynioną wcześniej zapowiedzią (powtórzoną na głos do mikrofonu): byłem na takiej imprezie pierwszy i ostatni raz; nie mój świat. Zasadniczo dlatego, że może ja i piszę bloga, ale blogerem chyba się jednak nie czuję (a wiem to na bank właśnie od soboty).

 

PS z kronikarskiego obowiązku muszę wspomnieć, że do Rejestru Korzyści Blogerskiej muszę dopisać przeloty na trasie WRO-WAW-GDN (i nazad) oraz nocleg w hotelu, co był uprzejmy bilet LOT GDN-WAW-WROsfinansować gdański magistrat (mam nadzieję, że nie za pieniądze na odśnieżanie -- a śmiem pytać, bo przeszedłszy się w sobotę wieczorem z Dominikiem Kaznowskim po Długim Targu i przyległościach doszedłem do wniosku, że nikt tej ich starówki nie sprząta z nadmiaru śniegu...). (Zastanawialiśmy się z Vaglą czy aby profesjonalni blogerzy prowadzący działalność gospodarczą uwzględnią owe darmowe świadczenia w przychodach i opodatkują ją; wyszło, że świadomość w narodzie niewielka...)
Aha, dostałem też jakąś torebkę z suwenirami (jakiś długopis, notesik, czarodziejski kubeczek wykonany rączkami chińskich dzieci -- to dobry akcent do dyskusji o wolności), ale posiałem go w szatni, pewnie ktoś sobie wziął. I dobrze.

PS2 nie dziwcie się też, jeśli przestanę jechać po Orąż. Poznałem Wojtka Jabczyńskiego, który okazał się bardzo fajnym człowiekiem -- chociaż pracuje w Tepsie! Po Microsofcie jeżdżę mało, więc ze spędzonych wspólnie z Patrykiem Góralowskim 5 godzin w restauracji na piętrze gdańskiego portu lotniczego tłumaczyć się nie będę... ;-)
 

Komentarze (22)
1 | 2 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-22 15:06
alda1981:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
jedno najważniejsze pytanie- oczywiście też dostałam propozycje ugody od wspaniałego Lexusa czy[...]
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa