Gdzie urodził się Barack Obama?
 Oceń wpis
   

young Barack Obama with his motherTrzy ciekawostki zza Oceanu (sezon między wielkanocno pierwszo-i-trzecio majowy sprzyja tematom ogórkowym):

  • Barack Hussein Obama, syn Baracka Husseina Obamy, zdecydował się przeciąć wszelkie dyskusje i opublikować na stronie Białego Domu skan swojego aktu urodzenia.

    Chodzi o zarzuty części Republikanów, których zdaniem obecny prezydent Stanów urodził się poza granicami USA, co pozbawiałoby go biernych praw wyborczych -- i w konsekwencji czyniłoby wybór sprzed 2 lat nieważnym.
    Chodzi o tzw. Natural Born Citizen Clause -- o której w konstytucji Stanów Zjednoczonych mówi się w następujący sposób: "No person except a natural born Citizen, or a Citizen of the United States, at the time of the Adoption of this Constitution, shall be eligible to the Office of President".

    No i jakby się okazało, że Obama urodził się poza granicami USA -- z ojca Kenijczyka oraz matki, która wskutek częstych i długich podróży rzadko przebywała na ziemi amerykańskiej -- to być może udałoby się przekonać sądy, że nie ma on obywatelstwa od urodzenia.
    (Dla precyzji warto dodać, że opublikowanie aktu urodzenia nic nie da na tych, którzy twierdzą, że skoro ojcem Baracka był poddany korony brytyjskiej, to podlegał on prawu o obywatelstwie Zjednoczonego Królestwa);

akt urodzenia Baracka Obamy

  • w Kansas uchwalono prawo, zgodnie z którym każdy głosujący wyborca musi -- jeśli chce głosować -- okazać dokument tożsamości ze zdjęciem. Co więcej, każdy wyborca rejestrujący się po 1 stycznia 2013 roku (rejestracja wyborców to taka jeszcze jedna amerykańska ciekawostka) będzie musiał okazać dokument potwierdzający legitymowanie się obywatelstwem.

    Zgodnie z zapowiedziami projektodawców chodzi oczywiście o bezpieczeństwo aktu wyborczego, aczkolwiek krytycy podkreślają, że dołożenie biurokratycznych obciążeń spowoduje zmniejszenie frekwencji, ponieważ niektórym wyborcom po prostu nie będzie się chciało bawić w te wszystkie formalności. Mało tego: American Civil Liberties Union słusznie wskazuje, że stawianie przed głosującym wymogu posiadania dokumentu tożsamości (i to ze zdjęciem!) jest naruszeniem praw i wolności obywateli stanu Kansas. A w dodatku 21 milionów Amerykanów w ogóle nie ma takiego dokumentu!
    (Te biurokratyczne przyjemności, rzecz jasna, będą kosztowały mieszkańców Kansas kupę forsy).

    Oczywiście nie mogę sobie odmówić pewnej złośliwości: u nas za wariata uzna się faceta, który zaprotestuje przeciwko temu, że nie dadzą mu kartki do głosowania bez pokazania -- obowiązkowo posiadanego (na szczęście już bez wymogu stałego noszenia przy sobie) -- dowodu osobistego, nadal też za wariatów uznaje się ludzi, których zdaniem ciemiężeniem i tyranią jest utrzymywanie m.in. obowiązku meldunkowego;US president seal censored
     
  • i na koniec: problem z tajnymi tajnościami i poważnymi wymogami mają także w Beltway. Tym razem padło na serwis SpaceRef, w którym tekst poświęcony planowanemu spotkaniu Baracka Husseina Obamy z naukowcami zajmującymi się badaniem kosmosu okraszono obrazkiem prezentującym pieczęć gabinetu prezydenckiego. Co jest oczywiście zakazane -- albo, jak pisze EFF: "zakazane" -- przeto SpaceRef otrzymało suchy telefon z Białego Domu -- proszę to zdjąć z internetów.

PS na zdjęciu na górze: młody Barack z Mamusią.

Komentarze (10)
Od Unii Lubelskiej do Piątej Kolumny
 Oceń wpis
   

akt Unii LubelskiejTak sobie pomyślałem, że warto jeszcze na momencik wrócić do kolejnej bredni wypowiedzianej przez Jarosława Kaczyńskiego -- do tej śląskości, która ma być przejawem "zakamuflowanej opcji niemieckiej".
Bo przecież wiadomo, że w świecie PiS grozi nam żywioł germański, a na panteonie bohaterów narodowych mieszczą się tylko Wanda (co nie chciała Niemca), Drzymała i Janek Kos razem z Grigorijem Saakaszwilim (bo Gustlik to już raczej V Kolumna).

Niestety, straszenie ruchami decentralizacyjnymi -- a to polską Katangą (która, jak wiadomo, musi próbować się urwać), a to Bośnią, albo chociaż prawnicze szczególarstwo, które zdaje się uprawiać poseł Kalisz (którego nadal mam za bardziej trzeźwego posła, i to mimo, że on czerwony w sumie jakby) -- dowodzi beznadziejnej znajomości polskiej historii. Oraz strachu przed tą historią -- i to strachu najwyraźniej dręczącego tych, którzy najchętniej uciekliby pod sztandary polityki historycznej.
Jakby na to nie patrzeć w polskiej tradycji nie leży urawniłowka, nie było zatem w historii dotąd równie długiego okresu jednolitego ustroju prawno-państwowego, niż... okres od 1939 r. (GG) do dziś.

Pomińmy pierwsze 500 lat państwowości, przejdźmy od razu do Unii Lubelskiej 1569 roku, wynikiem której powstała z dzisiejszego punktu widzenia modelowe państwo konfederacyjne. Obok Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego, w skład Rzplitej wchodziły także (w różnym czasie) m.in.: Księstwo Kurlandzkie, Inflanty, Ks. Siewierskie czy Ziemia Spiska -- i jedno co terytoria te miały wspólnego, to zasadę, że mieszkały tam różne ludy (wyznające różne wiary), panowały tam różne systemy prawne i sądowe, różne też były formy związania tych prowincji z Rzeczpospolitą. Co ciekawe każdy monarcha szanował owe odrębności: pilnował lenna, czasem zebrał jakiś podatek (jak mu panowie szlachta pozwolili), ale w większość spraw się nie mieszał.
To właśnie dzięki tej -- prezes Kaczyński pewne byłby niepocieszony -- tolerancji dla odrębności etnicznych czy religijnych w XVI-wiecznej Rzeczpospolitej schronienie znaleźć mogli dysydenci z innych państw: protestanci uchodzący z krajów rządzonych przez katolickich monarchów, papiści, dla których nie było miejsca w państwach protestanckich, żydzi. Dzięki niej każdy mógł czuć się tu u siebie w domu (nie "jak u siebie", lecz "u siebie").

Odrębności te pozostały -- i pozostałyby, nawet mimo formalnego zniesienia unii polsko-litewskiej w konstytucji z 1791 r. -- na kolejne dziesięciolecia i wieki, aczkolwiek w znikomym stopniu przyczyną tego były rozbiory i podział państwa pomiędzy carską Rosję oraz Prusy i monarchię Habsburgów. Nawet politykę II Rzeczpospolitej cechował szacunek dla odrębności: federacyjne plany Piłsudskiego nie wynikały z umiłowania dla wizji państwa unitarnego, podobnie zgoda na autonomię Śląska -- w tym odrębny Sejm Śląski i Skarb Śląski -- nie była przejawem słabości państwa ani "łapówką" za powstania.

Niestety, począwszy od Hitlera i władz komunistycznych odrębności, regionalizmy i generalnie pojęta "inność" przestała pasować -- a dziś, niestety, pogląd ten przejęli i uznali za swój nawet politycy pełni demokratycznych frazesów.

PS na ilustracji powyżej -- akt Unii Lubelskiej. Niechaj wżdy narodowie znają, że Polacy nie gęsi i swoje tradycje też mają.

Komentarze (15)
Jeszcze o ujęciu bileterskim z art. 33a prawa przewozowego
 Oceń wpis
   

olgierd TVNNawet nie sądziłem, że tyle ludzi -- sądząc po liczbie listeli, które otrzymałem od wczoraj, P.T. Czytelników tego lubczasopisma -- ogląda telewizję, a zwłaszcza "Fakty" TVN. A ponieważ moje króciutkie wystąpienie w materiale poświęconym próbie ujęcia tematu "ujęcia bileterskiego" wywołało parę pytań i polemik, pomyślałem sobie, że dobrze będzie jeszcze raz wyłuszczyć to, co próbowałem przekazać do kamery TVN, ale w czterech sekundach musiało to przepaść.

Tradycyjnie, w punktach:

  • podstawowa sprawa: ministerstwo infrastruktury zdaje się próbuje stawiać znak równości między "ujęciem obywatelskim" (a ściśle: "odpowiednim" stosowaniem art. 243 kodeksu postępowania karnego wynikającym z art. 45 par. 2 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia) i "ujęciem bileterskim" z art. 33a ust. 7 pkt 2 prawa przewozowego;
  • ów znak równości wynikać ma z założenia, że skoro jazda bez biletu + odmowa zapłaty kary za jazdę bez biletu + odmowa pokazania dokumentu tożsamości = wykroczenie (art. 87a prawa przewozowego), to odpowiednio zastosowany art. 243 kpk zezwalać będzie "każdemu" na ujęcie sprawcy na gorącym uczynku lub w bezpośrednim pościgu;
  • nie kupuję takiego tłumaczenia i to nie dlatego, że jestem uparty osioł i dla zasady mówię "nie" takim wynalazkom, ale przede wszystkim dlatego, że gdyby taki był cel ustawodawcy, to... w zasadzie nic nie trzeba byłoby pisać. Skoro bowiem każdy ma prawo przytrzymać sprawcę wykroczenia aż do przyjazdu policji, zaś art. 87a-87b prawa przewozowego wyraźnie mówią co jest wykroczeniem, to przypuszczalnie każdy współpasażer może zacząć mieszać się do takiej operacji;
  • (nawiasem mówiąc: jakież od dziś mamy pole do popisu dla różnych ormowców. Przypuszczam, że ja sam, wracając kiedyś tramwajem z roboty, wkurzony (o co w tramwaju nieciężko...), widząc jakiegoś nieszczęsnego acz stawiającego się gapowicza pozwolę sobie przećwiczyć różne techniki);
  • żarty na bok: art. 33a ust. 7 pkt 2 prawa przewozowego niewątpliwie nie ma nic wspólnego z ujęciem obywatelskim -- adresatem tej normy są wyłącznie upoważnieni przez przewoźnika albo organizatora transportu zbiorowego kontrolerzy -- przeto bliżej mu do uprawnienia policji do zatrzymywania różnych takich;
  • skoro zatem wyposaża się kontrolerów do stosowania quasi-policyjnych uprawnień wobec podróżnych bez skasowanego biletu, to przydałoby się z nieco większą szczegółowością powiedzieć, co oni tak naprawdę mogą przy okazji owego ujęcia uczynić. Bałbym się bowiem ryzyka, że niektórzy zaczną swoje zadania traktować zbyt dosłownie i będą stosować coś w rodzaju środków przymusu;
  • tymczasem zarówno przy ujęciu obywatelskim (podobnie jak np. w przypadku obrony koniecznej) trzeba pamiętać o jednym: znaj proporcją, mocium panie. To, że ktoś jeździ bez biletu, nie chce zapłacić kary i nie ma ochoty na pokazanie dokumentu nie oznacza jeszcze, że można go przytrzymywać, podtapiać czy w ogóle szarpać. A tego się właśnie lekko obawiam;
  • jeśli zatem mówimy o uprawnieniu przysługującym jakieś grupie zawodowej, to przydałby się środek odwoławczy w ustawie. Owszem, można liczyć na to, że ktoś poskarży się na ograniczenie jego wolności albo na naruszenie nietykalności osobistej i będzie miał dostatecznie dużo sił w sobie, żeby próbować przeciągnąć temat przez sądy -- ale ja bym na to zanadto nie liczył;
  • i na zakończenie: co ja bym w takiej sytuacji radził? Pasażerom: kasować bilety. Kontrolerom: nie skupiać się na brzmieniu art. 33a ust. 7 pkt 2 prawa przewozowego, a już na pewno nie starać się za wszelką cenę zbadać czym jest owo "ujęcie kontrolerskie".

PS telewizja to jednak potęga. Chyba faktycznie zaczynam rozumieć o co chodzi z tymi wszystkimi selebrytami.

Komentarze (13)
7 z tygodnia (XV)
 Oceń wpis
   
  • tydzień temu pisałem o Tunezji, że jeszcze miesiąc wcześniej sytuacja wydawała się stabilnie beznadziejna. Minął kolejny tydzień, a tu następna wolta: Slim Ammamu, niepokorny bloger, który jeszcze w czasie, kiedy my bawiliśmy się na gdańskim forum blogowym, tkwił w łapach siepaczy Bena Alego (BTW ciekawe co o tym wszystkim myślą ci wszyscy "wolni i frywolni blogerzy", których marzeniem było sfinansować -- za kaskę zarobioną na reklamie ze swojego blogaska -- wycieczkę na tunezyjskie plaże...) -- a teraz Ammamu został ministrem w nowym rządzie.
    Zanim zaczniemy się zastanawiać czy następca Ben Alego nie okaże się takim samym skurczybykiem jak następca Burgiby -- przypomnijmy, że w 1987 r. ówczesny premier (właśnie Ben Ali) obalił ówczesnego prezydenta, zarzucająSlim Ammamuc mu m.in. korupcję i przyspawanie się do urzędu (Burgiba od 12 lat cieszył się statusem dożywotniego prezydenta Tunezji), zaś w więzieniach nadal gniją setki więźniów politycznych (ergo dzisiejsza sytuacja podobna jest do tej z 1987 r., która wyniosła Alego na urząd) -- możemy powróżyć z fusów: czy nadejdzie taki dzień, że oto pewien niepokorny polski blogopisacz też zostanie ministrem od Czegoś Bardo Ważnego? ;-)
  • blogerzy awansują także we Wrocławiu: Robert Pietryszyn, swego członek wysunięty z ramienia PiS na czoło Zagłębia Lubin (ściśle z ramienia KGHM, gdzie zawsze pierwsze i drugie skrzypce gra partia rządząca) -- późnej porzucił tonącą łajbę na rzecz Rafała Dutkiewicza -- teraz będzie wiceprezesem w spółce budującej stadion na Maślicach. Ten nasz magistrat to jest profesjonalizm w każdym calu;
  • kolejna nieoczekiwana (?) zmiana miejsc: prokuratura umorzyła postępowanie przeciwko Weronice Marczuk-Pazura, dla odmiany zajmie się jakobinami z CBA. Mnie -- wielkiego miłośnika tej instytucji -- wcale to nie dziwi (ale ciekawym jaką minę ma teraz "najzabawniejszy polski aktor", który po wybuchu ustawionej afery miał swojej ex-źonie za złe, że nadal nosi jego nazwisko -- natomiast jestem ciekaw kiedy ktoś się wreszcie odważy zrobić rzeczywisty porządek z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym. Bo sprawa jest zdecydowanie śmierdząca: zwalczanie "korupcji", której by nie było, jakby nie nielegalne podżeganie agentów CBA...
  • jeśli ktoś myśli, że zabawa w agentów to tylko polska specjalność: przez ładnych kilka lat brytyjska policja infiltrowała organizacje ekologiczne. Wykorzystano do tego co najmniej kilku funkcjonariuszy działających pod przykrywką, którym udało się przeniknąć i zdobyć zaufanie śledzonych -- a nawet kierować niektórymi akcjami (nie mówiąc o tym, że ożenił się z jedną ze swoich "podopiecznych", a nawet miał z nią dzieci). Z tymi akcjami jest chyba podobnie jak z naszym CBA, bo teraz nie wiadomo, czy agent Mark Kennedy po prostu przeszedł na stronę swoich ofiar, czy jednak cały czas funkcjonował jako zwykły -- acz piekielnie skuteczny -- prowokator;
  • jeszcze na momencik zostańmy w Albionie: coraz szersze kręgi zatacza afera "News of the World", czyli murdochowskiego brukowca, którego naczelny -- dla zdobycia jeszcze lepszych informacji -- zdecydował się na podsłuchiwanie telefonów różnych osób, w tym pracowników dworu królewskiego, polityków, sir Aleksa Fergusona, a nawet innych dziennikarzy, etc. etc. I teraz robi się ciekawie: Andy Coulson ustąpił wprawdzie ze stanowiska na początku afery (ustąpił ale do więzienia nie trafił -- w przeciwieństwie do innych zaangażowanych w inwigilację) został później doradcą Davida Camerona (obecnego premiera rządu Zjednoczonego Królestwa) -- ale właśnie temat podsłuchów znów go dogonił;
  • i znów wracamy do świata arabskiego: jeśli jakiś Saudyjczyk będzie chciał coś publikować w sieci -- choćby i bloga -- będzie musiał wystąpić o stosowną e-licencję od rządu. Aby w ogóle pomarzyć o licencji trzeba spełniać następujące warunki: ukończone nie mniej niż 20 lat (wniosek: tam też są dzieci Neostrady), odpowiednie wykształcenie (ukończona high school -- aczkolwiek nie wiem w jakim rozumieniu) oraz wykazać się odpowiednią postawą. Informacja o udzieleniu licencji musi być ujawniona na stronie www.
    Zdaniem rządu nowe przepisy oczywiście nie oznaczają wprowadzenia licencji, lecz mają służyć usprawnieniu komunikacji między władzą a poddanymi króla, no i ułatwić nadzór. A jak ktoś się nie dostosuje, to zapłaci mandat -- a jego strona zostanie zablokowana (i tu akurat rząd Arabii Saudyjskiej może sobie podać ręce z pan-europejskim rządem brukselskim);
  • w kontekście ochrony nazwiska: warto poczytać jak organizatorzy Przeglądu Piosenki Autorskiej "zapraszali" na swoją imprezę Ewę Demarczyk. Już pomijam cyrk z "zaginięciem" artystki i "brakiem kontaktu" -- o takich numerach faktycznie można mówić w kontekście naruszenia dóbr osobistych -- ale doskonale pouczający jest passus "piosenek Ewy Demarczyk". Oto Konrad Imiela chciał dać koncertowi taki właśnie tytuł, ale nie wziął pod uwagę, że autorami utworów są inne osoby, zaś p. Demarczyk je li "tylko" wykonywała... Nic dodać nic ująć!
Komentarze (11)
Tajemnica korespondencji a publikacja otrzymanego listu
 Oceń wpis
   

Będąc wywołanym do odpowiedzi w komentarzach pod jakimś rantem, że ktoś tam rozpowszechnił czyjś tam listel w jakimś tam serwisie społecznościowym -- w komentarzach linkuje się do błędnych poglądów opartych bądź na pominięciu ważkich elementów stanu faktycznego, bądź na nietrafnej wykładni norm ;-) -- muszę chyba po raz ostatni napisać o tym, że to adresat jest "właścicielem" otrzymanej korespondencji, zatem to zasadniczo od jego woli zależy jej ewentualna publikacja.

art. 23 kc Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.(Nie moja) teza brzmi następująco: ponieważ art. 23 kodeksu cywilnego wśród podlegających ochronie dóbr osobistych wymienia "tajemnicę korespondencji", to z pewnością rozpowszechnienie treści takiej korespondencji będzie naruszało dobra osobiste jej uczestników.

To błędny i oparty na sam już nie wiem czym pogląd. Załóżmy jednak (przez chwilę), że powyższe zdanie jest prawdziwe. No dobrze, ale w myśl art. 23 kc chronione są także inne dobra, jak na przykład: twórczość naukowa i artystyczna czy wizerunek. Oznaczać to zatem musi, że -- skoro w tak prosty sposób ustanowiliśmy bezwzględny zakaz drukowania otrzymanego listu -- nie będzie także wolno nam, równie bezwzględnie i pod żadnym pozorem, opublikować cudzej twórczości albo zdjęcia.
Czy to zdanie jest prawdziwe? Nie, jest nieprawdziwe, a to dlatego, że publikacja (i inne korzystanie) z cudzej twórczości lub rozpowszechnianie wizerunku może mieć miejsce, i to nie tylko za zgodą zainteresowanej osoby. Podobnie jak: naruszenie nietykalności mieszkania, korzystanie z wynalazków, naruszenie wolności, etc. etc.

Sęk w tym, że do tak kardynalnie niepoprawnych wniosków może dojść ten chyba tylko, kto zapomina, że mamy w Polsce system norm prawnych, nie zaś luźną federację przepisów. Stąd też niepozorne słówko "bezprawność" (art. 24 par. 1 kc) sprawia, że mogą się zdarzyć sytuacje, w których działania takie będą zgodne z prawem, a więc -- mimo pozornego naruszenia dóbr wyliczonych w art. 23 kc -- ich pogwałcenie nie będzie mieć miejsca: tylko i aż tylko dlatego, że jest sobie gdzieś jakiś inny ukryty przepis, który sprawia, że w takiej konkretnej sytuacji dane działanie jest dopuszczalne.

I tak skoro art. 82 prawa autorskiego mówi o tym, że przez pierwsze 20 lat po śmierci adresata decyzję o rozpowszechnieniu podejmuje rodzina, która pozostała na łez tym padole, to nie można na tej podstawie wnioskować o rozszerzeniu owego "zakazu". Proszę Państwa, tam nie ma nic o tym co się dzieje po upływie owych 20 lat, nie ma słowa o sytuacji po śmierci nadawcy listu (teoretycznie można stosować per analogiam art. 82 pr.aut. -- ale dlaczego w sumie?).
Nieprawdą będzie zatem, że na rozpowszechnienie treści korespondencji powinien zgodzić się także jej autor
, a już na pewno nietrafnym jest budowanie takiego poglądu na treści art. 23 kodeksu cywilnego: są sytuacje, kiedy prawo mówi, że może o tym zadecydować jedna osoba i sytuacją tą jest następujący model: jestem odbiorcą korespondencji i nadal żyję. Kropka.

Co by było gdyby było inaczej? Doskonały przykład padł w komentarzach pod tamtym rantem: jakbym dostał jakiś spam (np. od sklepu April.pl), bo by mi ten spamer głowę urwał -- a jednak jakoś mogę i niczego się nie boję. Mało tego: adresaci różnych dziwnych pogróżek i połajanek byliby praktycznie bezbronni wobec swoich męczycieli, i to bez znaczenia czy byłyby to różne "wezwania", czy też coś na obraz i podobieństwo "jesteś szurniętym głąbem i rozsmaruję twoją gębę na betonie. W tym miejscu przypominam, że jest tajemnica otrzymanej korespondencji, a jak ją naruszysz to nie dość, że będziesz ćwokiem, ale i rozsmaruję twoją gębę na betonie". Po prostu łobuz piszący takie rzeczy byłby całkowicie kryty -- czy tak??!

Oczywiście nie oznacza to, że adresat może rozpowszechnić treść swojego własnego (otrzymanego) listu zawsze i wszędzie. Niewątpliwie trzy razy warto się zastanowić zanim zdecydujemy się wyciągnąć na światło dzienne słowa, które mogą naruszać dobra osobiste (prywatność, dobre imię, etc.) autora lub osoby trzeciej. To, że nadawca zdecydował się napisać nam o swoich bardzo intymnych przeżyciach nie oznacza, że możemy to od ręki przeklejać na blogaska. Podobnie jak niekoniecznie dobrze skończy się ujawnianie niewybrednych cudzych opinii na temat innych osób.

Generalnie jednak warto raz na zawsze zapamiętać: owszem, kodeks cywilny w art. 23 wprost zalicza do dóbr osobistych tajemnicę korespondencji -- podobnie jak np. twórczość, wizerunek -- ale nie oznacza to jednak, że nie warto poszukać innej normy, która może jednak czynić nasze działanie w ściśle określonych warunkach uprawnionym. Będzie to m.in.: krytyka (nawet ostra) działań osób publicznych, krytyka literacka i innej opublikowanej twórczości, korzystanie z cudzych utworów w ramach dozwolonego użytku, rozpowszechnianie wizerunku osób publicznie znanych bądź takich, które otrzymały wynagrodzenie za rozpowszechnianie (art. 81 pr.aut.).
Natomiast wszelkie działania nie wynikające z uprawnienia ustawowego -- rozpowszechnianie wizerunku osoby publicznie znanej w reklamie, jumanie, wypisywanie wulgarnych głupot nawet o polityku -- może skończyć się zastosowaniem art. 24 i art. 448 kc.

Komentarze (14)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-09 02:39
100 lat:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
40 lat minelo jak jeden dzien: http://www.youtube.com/watch?v=7od4JA2Y274 100 lat...
2012-02-09 02:35
fgaf:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
"czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się[...]
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]