Co PTI wie o cenzurze internetu?
 Oceń wpis
   

Lord VaderMiesiąc temu było o kontrolowanym we/wy, którego zażyczyła sobie Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji -- pomysł PIIT podchwycił... rząd Baracka Obamy, proponując paszporty internetowe, bez których nie będzie możliwe zalogowanie się do sieci -- a dziś wypada podworować sobie z... obrońców wolności.

Oto od kilkunastu dni na celowniku spoczywa decyzja UKE dotycząca darmowego miejskiego internetu w Przasnyszu, w której napisano -- a pierwszy temat zauważył (chyba) Piotr Waglowski -- że "zablokowane będą strony internetowe z treściami erotycznymi, nielegalnymi, w ramach możliwości technicznych uniemożliwione powinny zostać połączenia Peer to Peer umożliwiające wymianę plików pomiędzy użytkownikami końcowymi oraz wszelkie aplikacje wykorzystujące tę technologię".
Faktycznie temat podejrzany, bo na jakiej w sumie podstawie Urząd miałby decydować co będzie wolno a czego nie będzie wolno w takich gminnych hotspotach? Przepisów o RSiUN (jeszcze) nie ma -- więc z jakiej paki?

Temat wyjaśnił się dość prędko, i znów nagłośnił go Vagla: to sam wnioskodawca nałożył na siebie takie ograniczenia w podaniu, więc UKE, wychodząc jak sądzę z założenia, że zakazać zakazywania na gruncie kpa raczej się nie da, klepnął to-to w decyzji; i jest. Jeśli można kogokolwiek pytać o powód tych ograniczeń, to wnioskodawców z Przasnysza (acz myślę, że można je uzasadnić skromnymi zasobami finansowanymi z podatniczej kasy -- jakby wszyscy zaczęli ssać cuda z Chomika, to by z darmowego dostępu "dla każdego" nic nie wyszło.
(Chociaż można w tym miejscu dyskutować czy organ mógł wydać decyzję zgodną z wnioskiem -- acz nie tyle niezgodną, co w treści nieznajdującej podstawy w obowiązującym prawie, nawet jeśli ograniczenie to ma sens z przyczyn, o których wspomniałem powyżej... Nb. na inne jeszcze bolączki decyzji wskazuje Jacek Sierpiński.)

No ale jak wiadomo: uderz w stół, a nożyce na pewno się odezwą. Tym razem nożycami zostało Polskie Towarzystwo Informatyczne, które postanowiło sprzeciwić się cenzurze -- nie bacząc na to, że podmiot cenzurowany był równocześnie podmiotem wnioskującym o zastosowanie cenzury (ciekawe brzmi przy tym cytowana przez "Gazetę Wyborczą" prezeska UKE, której zdaniem to jest "kilka stron o treściach niedozwolonych lub erotycznych" -- aha, czyli blokują tylko kilka, a całą resztą będzie można napawać oczy! ;-)
A przecież już parę dni temu stało się wiadomym skąd owe ograniczenia, więc czepianie się UKE dowodzi raczej braku orientacji i rozeznania w sytuacji.

(Na marginesie: władze Przasnysza w sumie mogły,  nikomu się nie chwaląc, "zakręcić kranik" na serwerze -- robi tak szereg pomniejszych dostawców -- i nie byłoby całego tematu.)

Komentarze (7)
Zakaz organizacji manifestacji nie może być wydumany
 Oceń wpis
   

Warto zwrócić uwagę na dalszy rozwój wypadków w sprawie niedawnej serii zakazów i innych szykan wymierzonych w organizatorów marszów zwolenników legalizacji marihuany.

Oto inicjatywa "Wolne Konopie", wobec której bądź stosowano zakazy organizacji zgromadzeń, bądź też domagano się odwołania "nielegalnych" (ponieważ zorganizowanych "bez zezwolenia") manifestacji, zdecydowała się skorzystać z drogi sądowej dla podważenia takich decyzji -- i oto dzisiejszym orzeczeniem NSA podtrzymał wcześniejsze rozstrzygnięcie warszawskiego WSA (tj. wyrok z 5 października 2010 r., sygn. VII SA/Wa 1856/10): odmowa zgody na organizację 36 publicznych zgromadzeń po 200 osób każde, które polegałyby na przemarszu głównymi ulicami Warszawy -- tylko dlatego, że spowodowałoby to paraliż miasta -- była bezprawna.

Celem planowanych zgromadzeń było zaprotestowanie przeciwko zamykaniu do więzień osób, które używają konopi oraz zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem ustawy dopuszczającym posiadanie i używanie niewielkiej ilości lekkich narkotyków na własne potrzeby. (Skądinąd cel sam w sobie jest znacznie lepszy, niż planowany przez rząd skok na naszą kasę przymusowo zakiszoną w OFE.)
Jednakże zdaniem prezydentki Warszawy wyłącznym celem zgromadzeń była chęć spowodowania olbrzymich korków ulicznych i zdestabilizowanie systemu stołecznej komunikacji (jakiś czas już nie byłem w Warszawie, ale jeśli jest tam tak, jak we Wrocławiu, to aż chce się zapytać: kto zatem powoduje takie korki prawie codziennie na naszych ulicach?); zarazem chodzenie po jezdni -- zdaniem HGW -- nawet w ramach prawa o zgromadzeniach, stanowiło zachowanie jak najbardziej nielegalne.

wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 5 stycznia 2011 r., sygn. akt I OSK 1907/10Od decyzji prezydentki organizatorzy odwołali się do wojewody, ten jednak podtrzymał wcześniejszą decyzję, znajdując przesłankę do wydania zakazu w przepisie umożliwiającym wydanie zakazu, jeśli organizacja zgromadzenia miałaby godzić w inne przepisy karne, bądź życie, zdrowie lub majątek innych osób.

Od decyzji wojewody organizatorzy 36 parad odwołali się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, ten zaś uchylił zaskarżoną decyzję, wskazując, iż normą nadrzędną nad ustawą prawo o zgromadzeniach jest konstytucja -- ta zaś przydaje każdemu wolność organizowania i uczestnictwa w pokojowych manifestacjach. Więc skoro organizatorzy dopełnili ciążących na nich wymogów związanych ze zgłoszeniem planowanych imprez, to samorząd miał obowiązek wykazać konkretne zagrożenia wynikające z ich organizacji, nie zaś ograniczać się do przypuszczeń.
Tymczasem prezydentka Warszawy apriorycznie założyła, iż celem "Wolnych Konopi" jest li tylko sparaliżowanie miasta, podczas gdy w zgłoszeniu organizatorzy wyraźnie napisali, iż celem jest zaprotestowanie przeciwko penalizacji posiadania konopi.

Działanie takie jest całkowicie bezprawne, albowiem władza nie ma prawa oceniać haseł i idei przyświecających gromadzącym się osobom, pod warunkiem, że są one zgodne z prawem (zaś postulat zmiany prawa nie jest niezgodny z prawem!), ale "nie ma też uprawnień, aby oceniać podane w zgłoszeniu cele, którym ma służyć zgromadzenie, jako cele pozorne i na tej podstawie odmawiać udzielenia zgody, gdyż taka ocena godzi wprost w istotę konstytucyjnie gwarantowanej wolności i prawa politycznego do organizowania i uczestniczenia w pokojowych zgromadzeniach".
Podobnie postawiony zarzut zamiaru popełnienia wykroczenia -- to o przemarszu po ulicach -- jest chybiony, a to z tego względu, jak podkreślił WSA, iż przesłanką oceny jakiegoś czynu jako wykroczenia jest jego szkodliwość społeczna -- której w przypadku realizacji konstytucyjnej wolności zgromadzeń co do zasady brak (słowem: korzystanie z praw i wolności nadanych mi konstytucją nie może być interpretowane jako złamanie prawa).
Ważnym argumentem jest także to, iż priorytetem jest konstytucyjna wolność manifestowania swoich poglądów, zaś dopiero w następnej kolejności należy odnosić się do praw i wolności innych osób.

Od takiego rozstrzygnięcia WSA w Warszawie skargę kasacyjną wniósł tamtejszy wojewoda -- no i właśnie dziś Naczelny Sąd Administracyjny oddalił ją. (Samego rozstrzygnięcia jeszcze w internetowym serwisie orzeczenia.nsa.gov.pl nie ma, ale wierzę, że w piątek powinna się pojawić -- gdzieś w okolicach tego linku.)

Oczywiście taki stan sprawy nie oznacza, że automatycznie Wolne Konopie mogą przystąpić do organizacji swoich marszów gwiaździstych. Konsekwencją oddalenia skargi kasacyjnej będzie konieczność ponownego zajęcia się sprawą przez wojewodę i wydania kolejnej decyzji -- która może (ale nie musi) być zasadniczo identyczna co do skutków (ale musi być inna w warstwie uzasadnienia ;-) Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie, by organ -- korzystając ze wskazówek orzecznictwa -- wydał kolejną odmowną decyzję, tym razem jednak w oparciu o prawidłowe przesłanki.
Nie da się ukryć, że w obecnym stanie prawnym dla sprytnego (i troszkę złośliwego) urzędnika jest mnóstwo rozwiązań, które pozwalają miesiącami jeśli nie latami funkcjonować w oparciu o wadliwe decyzje, nawet jeśli sądy regularnie będą mu te decyzje uchylały.

Tak czy inaczej z mojego punktu widzenia to kolejne ważne opinie odnoszące się do jakże ważkiego zagadnienia -- czym jest wolność słowa i dlaczego jest ona najważniejsza ;-)

Komentarze (9)
Jeszcze o "obowiązku" rejestracji czasopism
 Oceń wpis
   

Po grudniowym orzeczeniu Sądu Najwyższego, co to "nieważne, czy gazetę wydaje się na byczej skórze, na deskach, w sieci" (polecam omówkę Piotra Waglowskiego) dostałem i nadal dostaję mnóstwo listeli z prośbą o skomentowanie stanowiska sądu w przedmiocie obowiązku rejestracji stron internetowych -- jako dzienników i czasopism.
Starałem się uniknąć zabierania głosu, bo nic nowego nad to, co napisałem dotąd, nie wymyślę (i żaden sąd mnie nie przekona do zmiany zdania) jednak pod naporem -- ustępuję: oto będzie krótki (punktowany) komentarz:

  • wyrok jest tak dobry (a raczej tak zły) jak dobra jest całe prawo prasowe. Nie jest winą sądów, że nadal obowiązuje ustawa, którą uchwalił Sejm PRL w 1984 r. -- w duchu ówczesnego zapotrzebowania na kontrolę aktywności Polaków, hamowanie wolnego słowa. To nie SN ustanowił obowiązek rejestracji niektórych form prasowych i sankcję za niedochowanie tego obowiązku, to nie SN powinien system ten rozmontować;
  • pomijając dywagacje na temat definicji prasy oraz pojęć dziennik oraz czasopismo, mądrzy ludzie słusznie podkreślają, że ustawa wprost wprowadza przesłankę periodyczności jako sine qua non: prasy, dziennika, czasopisma. Periodyczny zaś to nic innego jak powtarzający się regularnie co jakiś czas (tak mówi Słownik Języka Polskiego PWN) -- przeto serwis internetowy, którego treść zmienia się w sposób nieregularny, a równocześnie trudno mówić o zamkniętym wydaniu (z nielicznymi wyjątkami jak np. Dwutygodnik -- ale tu już sama nazwa dość dokłądnie ustawia owo czasopismo) periodycznym w życiu nie będzie;
  • ustawa pomija jeden dość ważki aspekt (i przegapił go niestety w dotychczasowym orzecznictwie dotyczącym obowiązku rejestracji prasy Trybunał Konstytucyjny): otóż zgodnie z naszą konstytucją (art. 14 i art. 54 ust. 1) mamy w Polsce wolność prasy, nie zaś swobodę prowadzenia działalności wydawniczej (pisałem o tym w tekście "Wydawca prasy -- wolność czy przedsiębiorczość" w lipcu 2009 r.). Równocześnie -- wbrew duchowi tego prawa, chciałoby się dodać -- penalizuje się "złe" użycie konstytucyjnie ustanowionej wolności...
  • obowiązek rejestracji tytułu -- i kara za brak dopełnienia obowiązku -- nie dadzą się, moim zdaniem, pogodzić z konstytucyjnym ustawieniem prasy jako emanacji wolności jednostki. To jest nie tylko absurdalne, to jest także niepraktyczne! Zamiast karać ludzi za niedopełnienie niezrozumiałego obowiązku -- tj. zrozumiałego tylko w świecie, w którym władza chce mieć wiedzę na temat ludzkiej aktywności -- powinna być reguła podobna do obowiązującej w świecie znaków towarowych: wydawco, chcesz korzystać z ochrony tytułu? to zarejestruj się! Dopiero od tego momentu możesz dochodzić praw z tytułu ewentualnego naruszenia praw do twojego wydawnictwa;
  • czy to można jeszcze naprawić? Można -- ale po co? Lepiej iść po rozum do głowy i powtórzyć za Stefanem Bratkowskim, który -- fakt, że w kontekście orzeczenia TK o sprostowaniach prasowych, ale zdanie to jest przesiąknięte głębokim rozsądkiem bez względu na czas, w jakim je wypowiemy -- mówi, że prawo prasowe jest niepotrzebne.
    Ta ustawa jest po prostu do skasowania, w całości (podobnie jak 4/5 innych ustaw i 9/10 rozporządzeń wykonawczych) -- owszem, można próbować ją naprawiać, coś tam dłubać (MKiDN ma takie plany, znów odsyłam do Vagli) -- ale właściwie po co?
Komentarze (9)
"Sąd nakazał przeprosić"
 Oceń wpis
   

z listy Dutkiewcicza kandydują zwolennicy KaczyńskiegoNapisałem tu w niedzielę -- o euro-deputowanym Kurskim, który ma przeprosić za "aferę billboardową" na billboardach -- że coraz częściej orzeczenia sądowe w sprawach o ochronę dóbr osobistych zaczynają przypominać coś na wzór intelektualnego wybuchu Tambory, nad którymi później ocha-i-acha prasa.

Część takich wyroków, formalnie ograniczonych do opublikowania stosownych przeprosin, może prowadzić wprost do zrujnowania podsądnych. Modelowy przykład to ten nieszczęsny Mieszko Sibilski, któremu po apelacji sąd postanowił wprawdzie ulżyć i zdjął zeń obowiązek zapłacenia na rzecz p. Rabczewskiej 20 tys. złotych zadośćuczynienia, ale równocześnie nakazał wykupienie -- stukrotnie droższych -- "reklam przeprosinnych" w Onecie. (BTW czy ktoś wie jak zakończyła się sprawa wykonania tamtego orzeczenia?) Na ogłoszenie w "Komunikatach" może jeszcze każdego stać (jak w sprawie za oszczerczy komentarz na Allegro), ale już przeprosiny w Rzepie, Wyborczej, Dzienniku i Naszym Dzienniku (ITI vs. Jarosław Kaczyński) mogą zaboleć finansowo.

Czasem sobie myślę, że jesteśmy coraz bliżej wyroków, które same w sobie, ze względu na ich treść, będą stanowiły zagrożenie dla dóbr osobistych zobowiązanych do przeprosin. Przedsmakiem tego są tylko kuriozalne żądania wielomilionowego zadośćuczynienia, które zmierzają (według zapowiedzi powodów) do utemperowania prasy. Mówię o tym dlatego, że dla przeciętnego człowieka informacja o żądaniu 10 milionów zadośćuczynienia, "co jest kwotą rekordową w takich sprawach" może być sygnałem, że już wszystko wiadomo, bo przecież przez przypadek aż tak nikomu nie chcieliby dowalić...

Zabawnie (lub mało zabawnie) robi się także, jak się przyjrzymy za co sądy każą przepraszać. Magdalena Środa przeprasza TVP za "ubecki program" (to o "Misji specjalnej"), Agora -- Zdzisława Podkańskiego za "umówcie mnie z Czapskim" (zresztą ex-minister pociągnął chyba każdą redakcję, która coś o tym pisała), Jarosław Kaczyński Ludwika Dorna za alimenty, ale już Dorn dziennikarza za... złe przeprosiny (bo przepraszając za "chłystka" dodał definicję tego pojęcia, a przecież -- jak wyraził się sędzia, który chyba bierze udział w jakimś konkursie -- "Treść przeprosin podana była w sentencji wyroku i należało ją zamieścić bez modyfikacji. Dorn przez sam fakt zamieszczenia definicji w treści ogłoszenia dopuścił się naruszenia dóbr osobistych"), Pospieszalski -- Morozowskiego, etc. etc.
Wystarczy wrzucić w wyszukiwarkę frazę "sąd nakazał przeprosić", a dostaniemy tyle informacji, że głowa mała. W zasadzie czekam już tylko na powrót do kodeksu Hammurabiego i orzeczenie "a jak obsmarował, to niech i jego obsmarują, a jak opluł, to niech opluty będzie".

Stąd też -- przed Świętami obiecałem więcej pozytywnych tekstów, chciałbym zatem i ten felieton zakończyć jakąś pochwałą -- bardzo spodobało mi się (w części dotyczącej przeprosin) orzeczenie w sprawie, którą posłanka Lidia Staroń wytoczyła "Rzepie". Powódka żądała wprawdzie przeprosin "w wielu mediach, które podchwyciły temat" -- mowa tu o sformułowanych przez gazetę oskarżeniach o bezprawnym uwłaszczeniu się na majątku spółdzielczym -- ale skończyło się na zobowiązaniu do opublikowania przeprosin na łamach "Rzeczypospolitej" i na stronie internetowej rp.pl.

Osobnym tematem jest to, że sąd pisze zobowiązanemu treść formuły przeprosin ("...posłanka nie kierowała się chęcią korzyści majątkowej i jej nie osiągnęła..."), ale co ja o tym myślę napiszę może innym razem.

 

PS na zdjęciu jeden z wyborczych wrocławskich plakatów; w taki sposób PO -- zobowiązana do przeproszenia za sugestię, iż "głosując na Rafała Dutkiewicza oddajesz władzę w ręce PiS",  w którym cytowano J. Kaczyńskiego, który miał powiedzieć "Możemy też myśleć o województwie dolnośląskim, bo tam szansę ma lista Rafała Dutkiewicza" -- wyjaśniała, już po opublikowaniu nakazanych wyrokiem przeprosin, swoje intencje.

Komentarze (15)
Każdy kilogram obywatela...
 Oceń wpis
   

Take Off

cytat na dziś (i nie tylko): "KAŻDY KILOGRAM OBYWATELA Z WYŻSZYM WYKSZTAŁCENIEM SZCZEGÓLNYM DOBREM NARODU" ("Miś", 1980 r.)
 

Na marginesie kontrolowanego we/wy, które nie jest tym, co miało być (ale w MSWiA na pewno zrozumieją myśl przewrotnie wyrażoną w prawidłowy sposób) chciałem odpowiedzieć na te parę listeli odnoszących się do -- podkreślonego w tytule tekstu opublikowanego w Gazecie Prawnej -- obowiązku zgłoszenia wyjazdu za granicę i powrotu, jeśli wyjazd trwał dłużej niż sześć miesięcy, które to atrakcje zaplanowano nam w nowej ustawie o ewidencji ludności (dla porządku dodam, że opublikowano ją w Dz.U. nr 217 poz. 1427, a przepisy wejdą w życie 1 sierpnia 2011 r.).

I owszem, jedną z form realizacji obowiązku meldunkowego ma być właśnie zgłoszenie takiego wyjazdu (art. 24 ust. 2 pkt 3), i to nawet jeśli wyjazd następuje bez zamiaru stałego pobytu, ale na okres przekraczający pół roku (art. 36 ust. 2). Do tego wszystkiego mają być przygotowane przez MSWiA piękne formularze; przewiduje się tę nowość, że obywatel będzie mógł wyspowiadać się władzy nowocześnie, w formie dokumentu elektronicznego -- rzecz jasna podając przy tym swój "adres elektroniczny służący do doręczeń" (a przecież wiemy po co im te nasze adresy).
Ba, będzie trzeba wpisać nawet... przewidywany okres pobytu poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej.

Wszystkie te dane, włącznie ze wskazaniem kraju wyjazdu (!) będą gromadzone w systemie PESEL i rejestrach mieszkańców (art. 8 pkt 20-21), do którego dostęp będą mieć -- oprócz służby bezpieczeństwa (podmiotów mających wgląd w nasze dane jest tak dużo, że nie było nawet sensu rozpisywać wszystkich SKW, SWW, ABW, ŻW, ETC. ETC. w poszczególnych punktach -- i tak wszystkie takie są hurtem wpisane w art. 46 ust. 1 pkt 2 ustawy o ewidencji ludności) -- także (m.in.): komornicy, organy kontroli skarbowej i wywiadu skarbowego, organy administracji publicznej a nawet dostęp do danych zapewnia się "państwowym i samorządowym jednostkom organizacyjnym oraz innym podmiotom - w zakresie niezbędnym do realizacji zadań publicznych określonych w odrębnych przepisach" (i tu już widzę pole do popisu dla nadużyć i naciągnięć...)

No i teraz tak: to wcale ale to wcale nie jest taka nowość! Identyczny obowiązek -- ba, już nawet przy wyjazdach na 3 miesiące -- spoczywa na nas już dziś, a to z tytułu art. 15 ust. 3 ustawy o ewidencji ludności i dowodach osobistych z 1974 r. Można zatem powiedzieć, że rząd Donalda Tuska jest -- pod względem obowiązków meldunkowych związanych z wyjazdami zagranicznymi -- dwukrotnie bardziej liberalny od reżimu Edwarda Gierka (pozdrawiam Sosnowiec!)

(Liberalizmu nie da się jednak liczyć proporcją; oto prosty dowód: wrześniowa ustawa uchyla art. 147 kodeksu wykroczeń, czyli ten, który penalizuje niedopełnienie obowiązku meldunkowego oraz nakazuje donoszenie na rodzinę i pracowników, co oznacza, że de facto obecna władza jest wielokrotnie bardziej liberalna, niż rządy komunistów.)

Bogiem a prawdą nie wiem po co im taka wiedza, do czego ma służyć rejestrowanie dłuższych wyjazdów zagranicznych Polaków. Póki gospodarka opierała się o plany pięcioletnie, można było w ten sposób myśleć o tym ile będzie trzeba wytopić stali w kolejnej pięciolatce -- ale dziś?

(Na marginesie: czy ktoś wie, czy dane o przelotach -- mam na myśli "odbijanie" kart pokładowych -- choćby zagranicznych, są zapisywane w jakichś centralnych bezpieczniackich bazach? Pytanie chyba retoryczne...)

Komentarze (24)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-09 02:39
100 lat:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
40 lat minelo jak jeden dzien: http://www.youtube.com/watch?v=7od4JA2Y274 100 lat...
2012-02-09 02:35
fgaf:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
"czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się[...]
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]