Dwa słowa o przestępstwie stalkingu
 Oceń wpis
   

Prace nad nowelizacją kodeksu karnego polegające na dodaniu doń art. 190a penalizującego stalking przebiegają przy zdecydowanym aplauzie większości komentatorów -- oraz nielicznym słowom krytyki: bo ryzykowne może być odtąd wysłanie do jakieś osoby pięciu esemesów bez wyraźnego przyzwolenia -- albo dlatego, że wydaje się, że propozycje nie idą dostatecznie daleko.

Najsamprzód należy się słowo wyjaśnienia: zgodnie z rządowym projektem zmian w kodeksie karnym przestępstwem ma być uporczywe nękanie osoby powodujące poczucie zagrożenia lub istotne naruszenie prywatności, a także wykorzystanie wizerunku osoby lub jej danych osobowych w celu wyrządzenia szkody majątkowej lub osobistej (czyli po prostu stalking). Za takie zachowanie sprawca będzie mógł pójść do paki na 3 lata, jeśli jednak skutkiem owego nękania będzie targnięcie się ofiary na własne życie, zagrożenie wzrasta do lat 10.

art. 190a kk (projekt):
§1 Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do 3 lat.
§2 Tej samej karze podlega, kto wykorzystuje wizerunek innej osoby lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej.
§3 Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§4 Ściganie przestępstw określonych w § 1 i 2 następuje na wniosek pokrzywdzonego.
Wszystko to dlatego, że -- tak ponoć mówią statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości -- co dziesiąty Polak padł ofiarą takiego zachowania. Dotąd można było zastosować wyłącznie art. 107 kodeksu wykroczeń (złośliwe niepokojenie w celu dokuczenia), jednak i podejście organów do niektórych wykroczeń jest słabe, i sam w sobie ciężar takiego przepisu nie taki.
Stąd opisywane w prasie przypadki kobiet, od których nie chcieli się odczepić faceci -- plus (na szczęście nieliczne) przypadki zbrodni popełnionych przez stalkerów.

Sprawa ma jednak -- jak to często bywa -- dwa końce. Po pierwsze penalizacji podlegać będzie wyłącznie "uporczywe" nękanie, w dodatku takie, które wzbudza uzasadnione poczucie zagrożenia. I tak jak zakres tego drugiego pojęcia uda się odcyfrować choćby w oparciu o orzecznictwo dotyczące groźby karalnej (chyba nieprzypadkowo stalking ustawia się przy art. 190 kk), to już z uporczywością nie musi być chyba aż tak łatwo (intensywność działań przestępczych jest przewidziana jako element dyspozycji m.in. w art. 209 czy 218 kk, jednak zważywszy na cechy tych czynów nie da się chyba tak łatwo zastosować wypracowanego orzecznictwa do rozszyfrowania art. 190a kk).
Stąd niektórzy wskazują (por. "Kiedy za pisanie SMS-ów trafimy do więzienia?") na istniejące ryzyko zakwalifikowania jako stalkingu już samych prób zaznajomienia się, które -- jak to chyba czasem bywa -- niekoniecznie od samego początku przebiegają przy dwustronnej aprobacie. Słowem: to co do wczoraj było po prostu zalotami, jutro będzie już stalkingiem; znając zaś podejście ludzi do pewnych spraw (coraz częściej spotykam się z tym, że ktoś na kogoś próbuje "znaleźć jakiś kruczek"), zaraz za tym posypią się wnioski o ściganie.

Z drugiej strony projekt jest krytykowany za to, że ściganie sprawcy co do zasady (wyjąwszy postać kwalifikowaną określoną w art. 190a par. 3) ma nastąpić na wniosek pokrzywdzonego. Michał Kluska z ekipy "Co w Prawie Piszczy" pisze -- omyłkowo chyba nazywając tryb wnioskowy przestępstwem prywatnoskargowym (a przecież są to dwie kompletnie różne sprawy) -- że przecież trudno będzie od pokrzywdzonego oczekiwać, by zawsze umiał samodzielnie ustalić dane sprawcy nękania i przynieść je policji na tacy.

No to jest, jakby na to nie patrzeć, nieprawda: co do zasady składając wniosek o ściganie sprawcy ofiara nie potrzebuje niczego ustalać, a to dlatego, że konsekwencją złożenia takiego wniosku o ściganie jest prowadzenie postępowania w trybie identycznym, jak w przypadku przestępstwa ściganego z urzędu (prokurator prowadzi normalne dochodzenie, a może i śledztwo, wnosi akt oskarżenia i go popiera, etc.). Ba, przecież w niektórych przypadkach -- np. jeśli w toku dochodzenia ustalone zostanie, że sprawcą kradzieży jest osoba najbliższa -- wymagany jest dodatkowy wniosek, żądający ścigania właśnie owego konkretnie wskazanego (i ustalonego przez policję) członka rodziny.

Wymóg złożenia wniosku o ściganie sprawcy nie oznacza w żadnym przypadku, że pozycja ofiary jest w jakikolwiek sposób pogorszona. Skutkiem przyjęcia takiego rozwiązania jest wyłącznie to, że prokurator nie będzie mógł wwiercać się w uczucia nagabywanej osoby i decydować czy to już jest uporczywe nękanie wywołujące poczucie zagrożenia, czy jeszcze pikantny flirt.
Obecność par. 4 w żaden sposób nie oznacza, że organy ścigania będą mogły być w sprawach o stalking w jakikolwiek sposób bierne, choćby ze względu na "brak interesu społecznego".
Interes społeczny -- i tu się nic nie zmienia -- nadal będzie mógł skierować prokuratora do włączenia się do sprawy prowadzonej z oskarżenia prywatnego (co czasem chyba następuje z przekroczeniem granic owego "interesu").

Komentarze (5)
Turbany, lotniska, wolność, tolerancja, konstytucja
 Oceń wpis
   

Take Off

Życie zaczyna pisać drugi rozdział historii Shamindera Puri, Sikha który miał tego pecha, że naszło go na latanie do i z Polski aeroplanami i to -- jak przystało na Sikha -- w turbanie, czego polska Straż Graniczna nie toleruje.
Oto sąd zajmujący się rzekomym wykroczeniem rozważa możliwość skierowania do Trybunału Konstytucyjnego pytania o konstytucyjność przepisu dającego lotniskom swobodę w ustanawianiu różnego rodzaju zakazów i nakazów -- które to normy są podstawą do ew. ukarania sprawcy grzywną.

Przypomnijmy, że Shaminder Puri odmówił zdjęcia turbanu w toku kontroli granicznej, proponując w zamian jego ręczną kontrolę oraz przy pomocy wykrywaczy metali. (Warto też dodać, że przyczyną zainteresowania funkcjonariuszy nie było ani to, że turban "odezwał się" na bramce, ani też p. Puri nie jest na żadnej "liście terrorystów". Jedynym i wyłącznym powodem czepiania się turbanu był turban sam w sobie.) I chociaż Sikhowie latają samolotami po całym świecie i zdaje się nigdzie -- prócz Polski -- nie mają tego rodzaju problemów, dla naszej SG odmowa stanowiła wystarczający powód do skierowania do sądu wniosku o ukaranie go; tak się kończy gdy brak zrozumienia dla tradycyjnej polsko-bizantyjskiego podejścia do Pana Władzy, który ma prawo za sobą a niebo gwiaździste nad sobą.art. 210 ust. 1 pkt 7 prawa lotniczego:
Kto wbrew zakazom lub ostrzeżeniom podanym do powszechnej wiadomości przy pomocy tablic lub w inny sposób przez zarządzającego lotniskiem narusza postanowienia nakazów i zakazów ustanowionych przez zarządzającego, -- podlega karze grzywny.

Tymczasem powód odmowy zdjęcia turbanu przez Sikha jest prosty, acz chyba nadal dla niektórych niezrozumiały: dla tego dumnego ludu żądanie takie nie jest tylko ciosem w godność i prywatność (czyli tego wszystkiego, co polski naród ma w znacznej przewadze w głębokim poważaniu) ale także -- symbolika turbanu jest tak rozległa, że trudno to wszystko, z naszego, europejskiego punktu widzenia, ogarnąć -- naruszeniem tabu religijnego. 

(Dobrze pojęta tolerancja religijna -- przez pojęcie to rozumiem akceptację, że są różne wyznania, które mają swoje reguły, nie zaś protest przeciwko krzyżom w szkole -- polega na tym właśnie, że pozawala się ludziom na wyznawanie ich wiary, nawet jeśli samemu nie ma się niczego do tego (przyznaję, że łatwo mi o taką indyferentność religijną, bom sam agnostyk pogłębiony: nawet jeśli znajdziecie mi dowód na istnienie Boga, nie znajdę powodów po temu, by oddawać mu cześć).
Tolerancja à la polonaise -- bo tak rozumiem postawę p.p. Środy, eurodeputowanki Senyszyn i Jaunsza Palikota -- zakłada coś radykalnie przeciwstawnego: wszyscy szarzy, a najlepiej, jeśli tęczowi. Stąd tolerancja jest wówczas, jeśli nie ma krzyża w szkole, a Sikh jedzie sobie bez turbanu; mówiąc wprost: to najgodniejsi przedstawiciele będą wskazywać rzeczy, które należy tolerować -- oraz te, których tolerować nie wolno.)

Kończąc etyczne rozważania: zdaniem sądu być może istnieją wątpliwości co do przepisu prawa lotniczego nadającego zarządcy lotniska uprawnienie do ustanawiania zarządzeń porządkowych -- które to zakazy i nakazy są sankcjonowane normą karną -- a to ze względu na konstytucyjną zasadę nullum crime sine lege. No i faktycznie: skoro art. 42 ust. 1 konstytucji RP wyraźnie mówi, że odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu określonego w ustawie, to nie ma takiej opcji, żeby o tym co jest przestępstwem decydował jakiś zawiadowca na lotnisku. (Zanim odtrąbimy sukces: warto pamiętać, że TK nie zawsze jest tak jednoznaczny w odcyfrowywaniu zasady nie ma przestępstwa bez ustawy.)

Sprawa wskazuje na jeszcze jedną, ciekawszą nawet rzecz: to nie jest tak, że mamy w Polsce jakieś prawo nakazujące ściąganie turbanów, etc. (tak pisali P.T. Czytelnicy w komentarzach).Po prostu o tym jak wygląda realizacja praw człowieka na polskich lotniskach decyduje właśnie jakiś zawiadowca.

Komentarze (27)
7 z tygodnia (II)
 Oceń wpis
   

(tym razem bez zbędnego wstępu):

  • pogłębiania politycznej poprawności ciąg dalszy: islamscy terroryści nie są już muzułmanami, przynajmniej... w rządowych amerykańskich materiałach dotyczących polityki bezpieczeństwa. Wszystko przez to, by nie pogłębiać różnic religijnych -- czyli nie dawać ortodoksom powodów do oskarżania Ameryki o wrogość wobec religii Allacha -- albo (jak mówią niektórzy przeciwnicy obecnego gospodarza Białego Domu) by nie drażnić Obamy, który jest ukrytym muzułmaninem;
  • wszystko wskazuje na to, że Rada Etyki Mediów ma poważny problem z etyką wewnętrzną. Po wpadce z oskarżeniem dziennikarza "Super Expressu" (który ponoć miał się przemycić na pokład autobusu jadącego do ofiar wypadku na niemieckiej autostradzie) tym razem REM dała plamę z krytyką "Naszego Dziennika". Gazeta rzekomo miała pisać o rzekomym telefonie BOR-owika z pokładu rozbitego Tu-154, za co została surowo skrytykowana przez medialnych etyków... a po paru dniach się okazało, że ND nic takiego nie napisał. Mocne; a najmocniejsze jest to, że szefowa REM uważa, że nie ma za co przepraszać;
  • witamy na planie "Raportu mniejszości": policja w Rotterdamie testuje system "znakowania" włamywaczy poprzez opryskiwanie markerami DNA. System jest tak skuteczny, że policja łapie przede wszystkim pracowników biur, którzy zapominają go wyłączyć przy drzwiach, natomiast jak dotąd nie udało się dokonać ani jednego aresztowania przestępcy w oparciu o taki dowód.
    Ze swojej strony mogę się założyć, że z czasem przyjdą następne problemy: oblani tym całym DNA złodzieje będą pozywać twórców systemu za różnego rodzaju szkody zdrowotne i... pewnie mogą nawet wygrywać;
  • u nas nadal trwa przepychanka wokół zadziwiającego zainteresowania służb specjalnych billingami dziennikarzy -- polecam wywiad z ex-zastępcą prokuratora generalnego Olejnikiem w piątkowej Wyborczej ("powinno być tak, że wszystkie działania, które ingerują w konstytucyjne swobody, mogą mieć miejsce tylko w ściśle określonych zapisanych w ustawie sytuacjach. I tylko pod kontrolą sądu"), tymczasem za Wielką Wodą służby chcą przywołać do porządku dziennego telekomy, które unowocześniając oprogramowanie i wprowadzając nowe usługi... utrudniają podsłuchiwanie rozmów. A miał być z tego Obamy taki demokrata...
  • i jeszcze coś o telefonach, lepsze nawet (bo Polskie): ledwie co polscy dyplomaci dostali ulubiony gadżet owego demokraty -- znaczy się MSZ wydał mnóstwo kasy na urządzenia BlackBerry dla 2/3 pracowników resortu (!) -- a tu... trzeba było te urządzenia powyłączać, bo się w ministerstwie dowiedzieli, że ta cała poczta przechodzi przez Kanadę.
    Jestem już pełen obaw, bo przecież ledwie co odtrąbiono inny sukces: resort ministra Sikorskiego wywalił kasę na telefony satelitarne (co będzie jak się dowiedzą, że Polska nie ma swoich satelitów?!?); mało tego -- za 74 mln złotych chcą budować... globalną sieć dla polskich dyplomatów...;
  • minister Sikorski może się jeszcze fascynować gadżetami (i zatrudniać córkę kolegi z pracy), tymczasem (nie po raz pierwszy i na pewno nie po raz ostatni) okazało się, że najsłabszym punktem zawsze są ludzie. Nie byłoby wycieku 400 tys. najtajniejszych dokumentów dotyczących amerykańskich operacji w Iraku, gdyby na przełożonych nie wkurzył się Bradley Manning -- niskiej rangi analityk wywiadu, którego zakapował "nawrócony" cracker i "dziennikarz"... Fascynująca historia, którą na pewno za góra 3 lata zobaczymy w kinach, a ja może nawet na to pójdę (w przeciwieństwie filmu u Facebooku, który mnie kompletnie nie interesuje);
  • jaki kraj taki terroryzm, chciałoby się sparafrazować klasyka: jaki jest najgroźniejszy zawód w Polsce? Oczywiście polityk, a zwłaszcza poseł albo eurodeputowany. Ochronę BOR dostał Jacek Kurski (teraz będzie miał swój własny konwój, nie będzie musiał jeździć na kufrze innym), wielkie niebezpieczeństwo groziło także Zbigniewowi Ziobro.
    Przypomnijmy, że od wtorkowego ataku wariata na łódzkie biuro PiS na polskich drogach zginęło statystycznie 75 osób, co rzecz jasna nie budzi niczyjego niepokoju. Ani ex-premier Kaczyński nie żąda od nikogo podpisania deklaracji, nikt nie składa żadnych kwiatów, nikt nikogo za nic nie przeprasza. Oczywiście byłoby inaczej, gdyby jakiś poseł zginął w katastrofie komunikacyjnej -- od ręki media zaroiłyby się dziesiątkami analiz, rozwiązań i "ważkich pytań", ktoś by od kogoś żądał uderzenia się w czyjeś piersi, ktoś by się z tego tłumaczył.
    A tak... wiadomo.
Komentarze (12)
Będąc na pasku króla dopalaczy
 Oceń wpis
   

Jak to często bywa ostre tematy wywołują ostre reakcje. W tym przypadku ostrym tematem są dopalacze, zaś ostrą reakcją -- ciekawe listele, które otrzymałem.

Podstawowy temat, który muszę chyba wyjaśnić (i złożyć coś w rodzaju oświadczenia): nic mi nie wiadomo, bym pisząc o sprawie legislacyjnego warcholstwa odstawianego przez senatorów przy wtórze szefa RCL wchodził na orbitę (albo tym bardziej chodził na pasku) któregokolwiek z monarchów dopalaczy. Nie bawię się także -- odpłatnie, nieodpłatnie -- w jakikolwiek lobbing (bo i to mi zarzucono); chociaż może powinienem się przyznać: zawsze i wszędzie będę lobbował za zdrowym rozsądkiem, praworządnością -- i zwykłą przyzwoitością.
(Na marginesie jestem ciekaw czy niepodpisany autor pełnego zarzutów listela -- forma i sposób budowania treści podpowiada mi, że to musi być ktoś "na urzędzie" -- pisząc o moim lobbingu miał na myśli zamykanie za gałązkę oliwną konopi w doniczce?)

Co do mojej krytyki postawy prezesa Rządowego Centrum Legislacji (która rzekomo była "niemerytoryczna"): piszę felietony, nie opinie, chociaż nikt mi za to nie płaci (nawet za felietony). Ale nic na to nie poradzę, że wysokiej rangi urzędnik państwowy (któremu płacimy za merytoryczną pracę -- troskę o jakość legislacji) zajmuje się opowiadaniem w Senacie bajek i wciskaniem kitu. Jak ktoś chce bawić się w berka, to zapraszam na podwórko, nie na salony!

Reasumując, będę krytyczny jeśli uznam, że coś jest warte i wymaga krytyki. Zaś w przypadku obecnego rządu będę o tyle bardziej krytyczny, że wspięli się także na moim głosie -- i jestem piekielnie rozczarowany.

Komentarze (16)
Legislacyjny zamach stanu
 Oceń wpis
   

nazi against nicotynemotto na dziś: "Misją Rządowego Centrum Legislacji jest dbanie o spójność systemu polskiego prawa i prawidłowy przebieg procesu legislacyjnego" (ze strony Rządowego Centrum Legislacji)

motto na wczoraj: "Wola Führera -- najwyższym prawem" (Carl Schmitt)

motto na jutro: "Wysokie kary są zgodne z intencjami rządu" (Maciej Berek, szef RCL, podczas obrad komisji senackiej poświęconej dopalaczom)

 

To ostatni tekst poświęcony krucjacie przeciwko dopalaczom; temat już mnie zemdlił i zrobiło mi się naprawdę niedobrze.
Warto jednak poczytać opis procedury legislacyjnej zaaplikowanej przez RCL i senat w toku prac nad "ustawą dopalaczową".

Temat jest prosty: izba poselska wypluła z siebie akt prawny, który druzgoczącej krytyce poddało Biuro Legislacyjne Senatu (opinia z 13 października 2010 r. druk nr 984, warto poczytać). Legislator Michał Gil zarzucił dokumentowi m.in. wadliwość definicji "dopalacza", przede wszystkim przez to, że jeśli produkt przeznaczony np. do czyszczenia podłóg zostanie użyty doustnie, w celu odurzenia się, to producent poniesie odpowiedzialność karną za "wytworzenie lub wprowadzenie do obrotu środka zastępczego" (art. 52a ustawy). W ten sposób doprowadzono do sytuacji, w której definicja daje możliwość "stwierdzenia co nie jest środkiem zastępczym, ale nie odpowiada na pytanie, co nim jest".
Mało tego: sankcję za sprzedaż takich środków nie będzie stosować sąd, lecz PIS, według przepisów ordynacji podatkowej, z rygorem natychmiastowej wykonalności -- zaś wpływy z tej kary będą po prostu szły do budżetu (art. 52a ustawy).

opinia Biura Legislacyjnego Senatu w sprawie ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz ustawy o PIS, druk nr 984

(Interesujące: jak sensownie zauważają w opinii, maksymalna grzywna za narkotyki to 360 tys. -- złotych. Za dopalacze -- trzykrotnie więcej.)

To, co wydawać może się niuansem, jest o tyle istotne, że owa definicja -- stanowiąca clou dyspozycji normy -- decyduje o tym czy ktoś będzie płacił "karę pieniężną" w wysokości do 1 miliona złotych (a z punktu widzenia ustrojowego musi iść w parze z zasadą nullum crime sine lege). (Co ciekawe w opinii zwrócono też uwagę, że wskutek tego legalnie będzie można produkować i sprzedawać dopalacze będące np. kosmetykami.)

Biuro Legislacyjne Senatu wskazało także, że zakaz reklamy środków spożywczych sugerującej działanie podobne do substancji psychotropowych lub środków odurzających może uderzyć w reklamę... alkoholu, czekolady, kawy, herbaty i napojów energetycznych. Bo i owszem: skoro "ta kawa stawia mnie na nogi" -- to przecież nie dlatego, że z kubka wysunie się pomocna dłoń i pomoże mi się podnieść, prawda?
Nieistotne? Być może, zwłaszcza jeśli pominiemy art. 68 projektu, zgodnie z którym za taką reklamę można pójść na cały rok za kraty.

Wiemy już jakie uwagi pod adresem ustawy przesłanej przez izbę poselską mają senaccy prawnicy -- współodpowiedzialni za jakość tego naszego prawa powszechnego.
A jaką opinię ma na to Rządowe Centrum Legislacyjne, którego misja to "dbanie o spójność systemu polskiego prawa i prawidłowy przebieg procesu legislacyjnego"?
Jak pisze Gazeta.pl senatorzy przy dopingu prezesa RCL pozwolili sobie na następujące akcje i uwagi:

  • "Wiem, że opinia naszych prawników jest negatywna. Ale to sprawa tak ważna społecznie, a premier oczekuje, że ustawę uchwalimy bez poprawek" -- to senator Władysław Sidorowicz (PO), na którego miałem nawet przyjemność głosować;
  • "Senatorzy -- czterech na sali, przy ok. 20 gościach ze strony rządowej -- popędzali własnego prawnika, żeby szybciej uzasadniał zarzuty. Każdy jednomyślnie odrzucali. Niektóre zanim prawnik zdążył wypowiedzieć" (to cytat za dziennikarką Gazety);
  • "Ryzyko, że ktoś bez złych intencji wprowadzi na rynek coś, co mieści się w definicji środka zastępczego, choć nie jest dopalaczem, istnieje. Każdy to przyzna. Jednak ryzyko jest znikome" -- prezes RCL, na uwagę o tym, że definicja pozwala na ściganie producentów dopalaczy, które dopalaczami nie są;
  • "Wysokie kary są zgodne z intencjami rządu" -- to już w odpowiedzi na uwagę, że sankcja za sprzedaż narkotyków jest znacznie niższa, niż za dopalacze; co więcej, autorzy ustawy mieli podobne obawy, "ale nawet jeśli one są i ustawa będzie surowo oceniana, prosimy o jej akceptację. Państwo nie może pozostać bezradne".

A więc (tytułem komentarza): (i) po co nam senat i cały parlament, skoro wystarczy dekret Prezesa Rady Ministrów; (ii) po co nam (nieprawomyślni) prawnicy przy legislacji, my i tak mamy rację; (iii) nawet jeśli istnieje zagrożenie, że ukarany będzie ktoś, kto nie robi dopalaczy, to tego ryzyka nie ma (to tzw. żelazna logika zaprzeczenia); (iv) [dopisane po komentarzu P.T. Czytelnika: rząd ewidentnie wskazuje, że lepszy handlarz crackiem czy LSD, niż dopalaczami] ]a poza tym przecież każde dziecko -- a na pewno każdy urzędnik w RCL wie, że wola Premiera -- najwyższym prawem. Zatem jakiekolwiek wątpliwości, nawet co do zgodności nowej ustawy z konstytucją, muszą ustąpić pola.

Proszę Państwa, wszystko wskazuje na to, że 13 października 2010 r. doszło w Polsce do swoistego prorządowego legislacyjnego zamachu stanu. Parlament (a na pewno jego izba wyższa) chcą zrezygnować z realizacji swoich kompetencji (na razie uczyniła to komisja zdrowia, zobaczymy co będzie na plenarnym posiedzeniu), szef instytucji odpowiedzialnej za jakość prawa kapituluje, bo "tak chce premier".
Przypomnijmy, że Rzym padł między innymi dlatego, że osobnik przechwytujący władzę -- oczywiście dla dobra ogółu obywateli i przy ich aplauzie -- raczył jej nie oddać (oczywiście dla dobra ogółu obywateli i przy ich aplauzie). U nas serwuje się podobny model, oczywiście dla dobra i przy aplauzie obywateli.

Osobiście jako zwolennik wyraźnego trójpodziału władzy -- parlament prawo uchwala, rząd je wykonuje (osobiście odebrałbym rządowi i prezydentowi nawet prawo inicjatywy ustawodawczej oraz nakazał wybór -- albo mandat poselski, albo ministerstwo), co oczywiście wyklucza jakiekolwiek dekrety z mocą ustawy -- jestem przerażony.

Komentarze (35)
3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-09 02:39
100 lat:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
40 lat minelo jak jeden dzien: http://www.youtube.com/watch?v=7od4JA2Y274 100 lat...
2012-02-09 02:35
fgaf:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
"czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się[...]
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]