O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
 Oceń wpis
   

podwyższenie wieku emerytalnegoMam wrażenie, że jeśli chodzi o kwestię podniesienia (do 67 lat) i zrównania wieku emerytalnego (kobiet i mężczyzn) większość komentatorów (i decydentów) za bardzo skupia się na politycznym wymiarze sprawy: czy Polskie Stronnictwo Ludowe się ugnie, a może jednak koalicja się rozpadnie i skończy się to skróceniem kadencji Sejmu?

(Niektórzy mówią coś jeszcze o pieniądzach, ale im więcej mówi się o kasie, tym bardziej mam wrażenie, że oszustwem chce się wybrnąć z kolejnego oszustwa: bo jakże to jest, że z odkładania miało starczyć dla każdego, a teraz wychodzi na to, że może starczy, a może nie?)

Zapomina się tymczasem o jeszcze jednej zależności: mowa jest o dość poważnej operacji prawnej, poważniejszej chyba nawet, niż nie tak dawny przecież skok na OFE. A skoro mówi się o zmianie prawa, to przecież nowa ustawa emerytalna musi być zgodna nie tyle z samą sobą, ile z ustawą zasadniczą. Więc co będzie -- jeśli nie będzie?

Przypomnijmy zatem, że ledwie wysechł inkaust pod podpisami sędziów Trybunału Konstytucyjnego pod wyrokiem z 15 lipca 2010 roku (K 63/07), w którym stwierdzono, że 

"Art. 24 ust. 1 ustawy z dnia 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych w zakresie, w jakim przewiduje, że ubezpieczonym urodzonym po dniu 31 grudnia 1948 r. przysługuje emerytura po osiągnięciu wieku emerytalnego, wynoszącego co najmniej 60 lat dla kobiet i co najmniej 65 lat dla mężczyzn, jest zgodny z art. 32 i art. 33 konstytucji".

Oznacza to, że zdaniem TK odnoszącego się do wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich, który zarzucał obecnemu prawu niedopuszczalną dyskryminację kobiet -- które przechodząc wcześniej na emeryturę nie są w stanie uskładać sobie na lepsze świadczenie -- prawo do wcześniejszej emerytury to przywilej, nie ciężar, zwłaszcza dopóty, dopóki zróżnicowanie to wynika z różnic społecznych i biologicznych.

Moim zdaniem oznacza to, że jeśli teraz parlament zdecyduje się na zmianę prawa: klops murowany. Wystarczy powołać się w skardze czy wniosku na niedawne orzeczenie -- i Trybunał, poważnie traktując to, co wypowiedział wcześniej, będzie musiał znów się odnieść do tematu.

Bardzo możliwe jednak, że -- przewidując ową uzasadnioną konieczność -- w informacji prasowej po rozprawie dotyczącej sprawy K 63/07 specjalnie podkreślono, że skoro planowane lub nawet realizowane są reformy polegające na zrównaniu wieku emerytalnego w niektórych państwach europejskich, to wskazane będzie zasygnalizowanie posłom celowości podjęcia działań ustawodawczych zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. 

I teraz muszę się przyznać, że jest to ten (niepierwszy i zapewne nieostatni) przypadek, kiedy mądrość sędziów Trybunału przekracza granice mojej percepcji. Skoro bowiem 2 lata nierówność ustawowego wieku emerytalnego nie była dyskryminacją ze względu na płeć, to z jakiej paczki właściwie dziś miałaby się ona stać z ustawą zasadniczą zgodna? 
Czy naprawdę ów "przywilej" przestanie już być czymś sympatycznym dla uprzywilejowanych osób? 

Komentarze (12)
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
 Oceń wpis
   

to jest właśnie Olgierd RudakOtrzymuję od jakiegoś czasu listele (wcale nie aż tak liczne -- dzięki!) z pytaniami: (i) co ja w ogóle sądzę o tej ACTA? (ii) dlaczego tu ostatnio tak cicho, czy coś się stało?

Dla zaspokojenia ciekawości P.T. Czytelników postaram się odpowiedzieć -- krótko, w punktach, bo mi się nie chce -- na oba zestawy pytań:

ad. (i) ACTA:

  • moim zdaniem wbrew temu, co chyba twierdzą niektórzy największy problem z ACTA nie polega na tym czy polski rząd konsultował umowę czy jej nie konsultował, a jeśli konsultował to z kim;
  • nie chodzi też o to z kim i jak długo premier czy jakiś minister lubi deliberować przy internetowej kamerce; 
  • największym felerem ACTA jest przecież cel, w jakim zdecydowano się na podjęcie prac nad tą umową: to jeszcze jeden sposób na ingerencję w naszą wolność i prywatność;
  • to efekt dokładnie tej samej polityki, która nakazuje: utajnić prezydenckie opinie prawne dotyczące skoku na OFE, aby następnie uchwalić przepisy o utajnianiu prawie wszystkiego;
  • to zresztą ta sama filozofia, która nakazuje współpracować z niedemokratycznymi reżimami jeśli tylko chcą one poddusić krnąbrnych i opornych (albo zbierać dane o nadawcach i adresatach przelewów, zbierać dane o pasażerach samolotów);
  • generalnie rzecz ujmując jest to filozofia nowoczesnego i omnipotentnego państwa, w którym każda "wolność" jest ważna tylko w granicach ustawy, a każde "prawo" kojarzy się tylko z prawem do wcześniejszej emerytury lub zasiłku; 
  • trudno więc mieć pretensje do rządu, że potajemnie uchwala przepisy, dzięki którym jeszcze lepiej przykręci nam śrubę;
  • a z drugiej strony: czy los wymordowanych będzie w czymkolwiek lepszy, jeśli się okaże, że ludobójstwo zostało prawidłowo i jawnie skonsultowane przez tyrana, w dodatku z reprezentatywną próbką społeczeństwa?
  • czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się społeczeństwo -- na przykład w drodze powszechnego referendum

ad. (ii) cisza:

  • po pierwsze lekkie zmęczenie materiału: najpierw myślałem, żeby dać sobie miesiąc i zobaczyć czy jeszcze będzie mi się chciało, teraz myślę, żeby sprawdzić to na napoleońskim odcinku 100 dni;
  • po drugie niedawno stuknęła mi czterdziecha (dowód na załączonym obrazku), więc pewnie endorfina się trudniej wydziela;
  • coraz wyraźniej dochodzę też do przekonania, że nie ma najmniejszego znaczenia co i jak napiszę, a także to ile osób to przeczyta -- że może parę osób się wkurzy, może ktoś przyśle mi jakieś sprostowanie, a parę innych będzie miało z tego ubaw -- ale generalnie do niczego to nie prowadzi;
  • no i nadal spada mi współczynnik lansu. Spada on mi tak bardzo, że nawet nie mogę napisać, że mogłem odmówić spotkania Prezesowi Rady Ministrów, bo niestety, ale Prezes Rady Ministrów nie chciał poznać mojego zdania ani na temat umowy ACTA, ani na temat zaniedbań w trybie konsultacji, ani na jakikolwiek inny temat.

Toteż trzymajcie się ciepło. Może jeszcze w lutym coś tu napiszę.

Komentarze (24)
Nie płakałem po Kaddafim
 Oceń wpis
   

Muamar Kaddafi Gaddafi game overJeśli chodzi o śmierć Muamara Kaddafiego to jest jedna sprawa, jeśli nawet nie śmieszna, i nie straszna -- to nieco zastanawiająca.

Otóż ONZ, Amnesty International i jakieś inne organizacje praw człowieka miały rzekomo zażądać przeprowadzenia śledztwa dotyczącego okoliczności śmierci libijskiego dyktatora. Chodzi o to, że wszystko wskazuje na to, że Kaddafi został pojmany żywcem -- a dopiero następnie zastrzelony (bez walki), więc sprawcy linczu powinni spotkać się z zasłużoną odpłatą.

Jasne, wszystko bardzo pięknie: każdy bandzior ma prawo do sądu i byłoby najlepiej, gdyby jeden z największych żyjących zbrodniarzy stanął przed sądem i publicznie odpowiedział za swoje uczynki (chociaż istniałoby wówczas ryzyko, że owe organizacje praw człowieka przekonałyby Libijczyków, żeby nie orzekać lub nie stosować kary śmierci -- na którą Kaddafi rzecz jasna zasługiwał).
Zastawia mnie jednak dlaczegóż to żadna z tych organizacji nie żąda wszczęcia dochodzenia nad przyczynami, dla których jawny zbrodniarz miał szansę bezpiecznie podróżować po świecie, podejmowany przez przywódców różnych państw, fetowany przez Berlusconiego i rosyjską wierchuszkę -- i nikt (żaden Baltazar Garzón) nawet nie wystąpił o areszt. Czyżby zatem  życie tego zbrodniarza więcej warte było, niźli wszystkich jego ofiar?

A może -- złośliwe to, ale nie mogę się powstrzymać -- przez co poniektórych obrońców praw człowieka przemawia sentyment i żal po utracie  jednego z najlepszych sponsorów rewolucyjnych ruchów lewicowych? Bo przecież nigdzie IRA nie miała lepszych warunków do tworzenia obozów treningowych, niż na ziemi libijskiej, nigdzie też Ilicz Ramirez ps. "Carlos" nie mógł czuć się bezpieczniej, niż pod skrzydłami Kaddafiego.

Komentarze (22)
O pokerzystach złapanych za rękę podczas czynu zabronionego
 Oceń wpis
   

Jack Humphrey, "Card players"Po wczorajszym newsie o akcji policji i celników -- zatrzymaniu 100 osób, które miały czelność grać w karty na żetony i "o puchar przechodni" (to się w Polsce nazywa nielegalnym turniejem pokera, aczkolwiek trawestując ex-marszałka Izby Poselskiej można powiedzieć, że jaki kraj, taki hazard) -- właściwie za cały felieton mogłyby wystarczyć przepisy ustawy o grach hazardowych, które mówią o wymogach organizacji turniejów pokera w Polsce.

Ex-liberalna Platforma, przy akompaniamencie pozostałych partii, zgotowała nam takie przepisy, że nie mogę powiedzieć nic innego jak -- Minister Finansów ostrzega: karty do ręki bierzesz na własną odpowiedzialność. z ustawy o grach hazardowych:
art. 2 ust. 1 pkt 5 Grami losowymi są gry o wygrane pieniężne lub rzeczowe, których wynik w szczególności zależy od przypadku, a warunki gry określa regulamin. Są to: (...) gry w karty: black jack, poker, baccarat;
art. 30. 1. Zakazane jest urządzanie w kasynach gry pokera, w którym uczestnicy grają między sobą, z wyjątkiem urządzania turniejów gry pokera na podstawie udzielonego zezwolenia.
2. Warunkiem udzielenia zezwolenia na urządzanie turnieju gry pokera jest uczestnictwo w turnieju co najmniej 10 graczy.
3. Podmiot urządzający turniej gry pokera jest obowiązany przedstawić organowi, który udzielił zezwolenia, w terminie do 25 dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym nastąpiło zakończenie turnieju, szczegółową pisemną informację o osobach, które uzyskały wygrane w turnieju, oraz o rozliczeniu podatku od gier.
art. 37. Wniosek o udzielenie zezwolenia na urządzenie turnieju gry pokera powinien zawierać:
  1)   nazwę spółki występującej z wnioskiem;
  2)   nazwę turnieju gry pokera;
  3)   określenie czasu, w którym planuje się urządzenie turnieju gry pokera oraz miejsca jego urządzania;
  4)   projekt regulaminu turnieju gry pokera;
  5)   przewidywaną liczbę uczestników.
art. 60. 1. Podmiot ubiegający się o koncesję lub zezwolenie przedstawia organowi właściwemu do ich udzielenia, do zatwierdzenia, projekt regulaminu urządzanej gry lub zakładu wzajemnego albo turnieju gry pokera. (...)
2. Regulamin gier hazardowych oraz turnieju gry pokera, a także ich zmiany, zatwierdza minister właściwy do spraw finansów publicznych, z zastrzeżeniem ust. 3.
(...)
Art. 61. 1. Regulamin gry hazardowej, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3, oraz regulamin turnieju gry pokera określa:
  1)   nazwę podmiotu urządzającego grę lub turniej;
  2)   szczegółowe warunki i zasady gry lub turnieju, w tym określenie wygranych, terminu oraz miejsca gry lub turnieju;
  3)   prawa i obowiązki uczestników gry lub turnieju;
  4)   tryb i terminy rozpatrywania reklamacji oraz tryb i termin zgłaszania roszczeń zgłaszanych przez uczestników gry lub turnieju;
  5)   wysokość kapitału gry lub turnieju, przeznaczonego do natychmiastowej wypłaty wygranych.(...)

Nie, w remika czy kanastę, a także w popularnego "Pana", jeszcze grywać można (podobnie jak nadal można bawić się misiami), ale zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 5 ustawy o grach hazardowych niektóre gry w karty -- black jack, poker i bakarat (dla niepoznaki nazwany "baccaratem" (sic!) -- są zbrodniczymi nałogami, a więc prawo musi je zwalczać lub chociaż kontrolować i ograniczać.

I tak (po szczegóły odsyłam do tabelki) organizator turnieju musi: uzyskać zezwolenie od Ministra Finansów na jego zorganizowanie, opracować i przedstawić regulamin gier, zapłacić od tego wszystkiego podatek. Jeśli tego nie uczyni, to jest organizatorem nielegalnego hazardu, jego turniej to nie turniej, lecz szulernia -- zaś gracze to zwykli przestępcy (bo uczestnictwo w zakazanym hazardzie też jest karane! -- nie tylko jego organizacja!).

Takich oto dożyliśmy już czasów: po względnie liberalnej (i dającej nadzieję na dalszą liberalizację) ostatniej dekadzie dwudziestego wieku, po miejscowym luzowaniu na początku obecnego stulecia -- przyszło parę strzałów legislacyjnych: od ustawy o grach hazardowych, poprzez zmiany w przepisach o radiu i telewizji, dopalacze, OFE, wrzutka Rockiego... -- a cały ten bajzel legislacyjny prowadzi między innymi do tego, że się nowelizuje nieistniejące ustawy (więc skoro trzeba mieć na to czas, to skąd go wziąć na pomyślunek o konsekwencjach zakwalifikowania pokerzystów jako potencjalnych przestępców?).

Reasumując: mamy durne prawo -- skoro nakazuje policji i służbom celnym robić naloty na ludzi, którzy postanowili porać sobie w karty (byłoby durne nawet wówczas, gdyby grali na pieniądze) -- ale prawo.
Co gorsza wszystkie te absurdy będą się pogłębiać, ale co tam, skoro dziś uwagę deputowanych i opinii publicznej zaprząta podjęta przez Palikotowców operacja pt. "zdjąć czy uchwalić krzyż w sali plenarnych obrad Sejmu".

Więc przyłapani na gorącym uczynku oddawania się zdrożnym czynnościom poniosą tego konsekwencje, i to już w życiu doczesnym, przy aplauzie i zaakceptowaniu zgromadzonej gawiedzi.

 

PS na obrazku reprodukcja pracy Jacka Humphreya "Card players", obraz do obejrzenia w zbiorach National Gallery of Canada

Komentarze (28)
O posłach, co się informacji publicznej nie kłaniają
 Oceń wpis
   

CZARNECKI -- ostatni na liście -- pierwszy w pracy

A teraz, kiedy już z grubsza wiadomo komu przyjdzie posiedzieć w (p)oślej ławce, warto sobie powiedzieć kim (nie) jest i czego (nie) musi poseł. Na przykładzie z księżyca wziętym.

Oto jeden z P.T. Czytelników Lege Artis, bazując na przepisach o informacji publicznej, zdecydował się zapytać jednego z posłów o koszty prowadzonej w lipcu -- a więc przed rozpoczęciem kampanii wyborczej -- "kampanii informacyjnej" (poseł zdecydował się na otwarcie okienka konsultacyjnego prawnego, o czym raczył poinformować obywateli z plakatów). Deputowany nie raczył odpowiedzieć, przeto ciekawski obywatel zdecydował się wnieść skargę na bezczynność do WSA, zarzucając m.in. naruszenie art. 61 ust. 1 i 2 Konstytucji RP.

art. 61 Konstytucji RP:
1. Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa.
2. Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu.
3. Ograniczenie prawa, o którym mowa w ust. 1 i 2, może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.
4. Tryb udzielania informacji, o których mowa w ust. 1 i 2, określają ustawy, a w odniesieniu do Sejmu i Senatu ich regulaminy.
art. 4 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej:
1. Obowiązane do udostępniania informacji publicznej są władze publiczne oraz inne podmioty wykonujące zadania publiczne, w szczególności:
  1)   organy władzy publicznej,
  2)   organy samorządów gospodarczych i zawodowych,
  3)   podmioty reprezentujące zgodnie z odrębnymi przepisami Skarb Państwa,
  4)   podmioty reprezentujące państwowe osoby prawne albo osoby prawne samorządu terytorialnego oraz podmioty reprezentujące inne państwowe jednostki organizacyjne albo jednostki organizacyjne samorządu terytorialnego,
  5)   podmioty reprezentujące inne osoby lub jednostki organizacyjne, które wykonują zadania publiczne lub dysponują majątkiem publicznym, oraz osoby prawne, w których Skarb Państwa, jednostki samorządu terytorialnego lub samorządu gospodarczego albo zawodowego mają pozycję dominującą w rozumieniu przepisów o ochronie konkurencji i konsumentów.
art. 1 ust. 2 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora:
Posłowie i senatorowie powinni informować wyborców o swojej pracy i działalności organu, do którego zostali wybrani.
Ogólnie chodzi o ten przepis, w myśl którego każdy z nas ma konstytucyjne prawo do uzyskiwania informacji o działalności osób pełniących funkcje publiczne oraz o działalności organów władzy publicznej. Co się tłumaczy -- że pozwolę sobie zacytować artykuł Agaty Niżnik-Muchy "Problematyka zakresu przedmiotowego konstytucyjnego prawa do informacji publicznej" (CASUS 2008/2/15): "Charakter informacji, o której mowa w art. 61 ust 1 Konstytucji RP, będzie miała zawsze działalność publiczna osób wykonujących funkcje publiczne, tj. działalność wykonywana w ramach i w bezpośrednim związku z funkcjonowaniem określonej instytucji publicznej. Z kolei charakteru takiego nie będzie miała co do zasady sfera życia prywatnego tych osób, która pozostaje pod ochroną prawną w ramach konstytucyjnego prawa do prywatności"
Czyli jeśli poseł się żeni albo zmienia płeć, to jego sprawa; ale jeśli poseł -- zwłaszcza za pieniądze, które dostał z Kancelarii Sejmu -- prowadzi jakiś kącik porad prawych, to powinien się z tego wyspowiadać.

Co ciekawe Wojewódzki Sąd we Wrocławiu odrzucił skargę na bezczynność twierdząc, że poseł na Sejm RP nie jest obowiązany do udostępniania informacji publicznej (postanowienie z 28 września 2011 r., IV SAB/Wr 87/11).

A nie jest, ponieważ:

  • w momencie wejścia w życie ustawy o dostępie do informacji publicznej przepisy konstytucji utraciły przymiot samodzielnej podstawy do żądania takich informacji, zaś zgodnie z art. 8 ust. 2 konstytucję stosuje się bezpośrednio tylko o tyle, o ile ona sama nie stanowi inaczej;
  • natomiast wśród podmiotów podlegających przepisom ustawy nie wskazuje się (art. 4) posłów na sejm;
  • zaś ustawowy obowiązek "spoczywa na tych wszystkich, którzy są władzami publicznymi albo wykonują zadania publiczne";
  • zaś poseł na sejm "jest podmiotem wykonującym funkcje publiczne", co "wynika z samej istoty funkcji jaką jest sprawowanie mandatu, a więc sprawowanie zwierzchniej władzy przez Naród", ale nie jest podmiotem wykonującym zadania publiczne, więc "sąd zgadza się zatem ze stanowiskiem odpowiedzi na skargę, gdyż poseł nie jest organem administracji publicznej" (czy tylko ja mam wrażenie, że tu Wysoki Sąd kompletnie się pogubił w racjonalnym i logicznym wnioskowaniu??);
  • w dodatku kwestię informowania wyborców reguluje art. 1 ust. 2 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, zaś zgodnie z art. 1 p.p.s.a. poseł -- nie będąc organem administracji -- nie podlega kognicji sądów administracyjnych;
  • a zatem skoro "poseł aczkolwiek wykonuje funkcję publiczną, to nie realizuje zadań publicznych", wniosek należało potraktować tak, jak go potraktowano.

W pierwszym odruchu: zdębiałem. Po namyśle -- zbaraniałem.

Najbardziej rzuca się w oczy argumentacja o tym jakoby ustawa "wyłączała" konstytucję: w art. 61 ust. 1 konstytucji piszą wprawdzie o osobach pełniących funkcje publiczne, o czym w ustawie się już nie wspomina (zgodnie z art. 4 ust. 1 ustawy podlegają jej władze publiczne i podmioty wykonujące zadania publiczne), co pozwala sądowi na zbudowanie dość karkołomnej łamigłówki.
Pogląd taki jest oczywiście o tyle błędny, o ile treść ustawy nie może derogować jakiegoś prawa konstytucyjnego -- jeśli taki byłby jej skutek, natychmiast powinien zająć się nią Trybunał Konstytucyjny, i nie pomogłaby tu nawet możliwość ograniczenia prawa do informacji publicznej (art. 61 ust. 3 konstytucji).

Tu akurat sąd kompletnie nie ma racji: skoro w rozdziale poświęconym prawom obywatelskim -- dostęp do informacji publicznej jest przecież jednym z praw politycznych -- mowa jest o kontroli osób pełniących funkcje publiczne, i skoro funkcja posła na sejm jest funkcja publiczną -- to żadna ustawa nie może ograniczać prawa do żądania informacji o tym na co poseł wydaje poselskie pieniądze.
A jeśli nawet nie jest to w ustawie o dostępie do informacji publicznej -- u licha, z art. 61 ust. 4 nie wynika, że to musi być jedna ustawa (i nie jest!) -- i nie ma o tym niczego w żadnej innej ustawie (bo nie rozśmieszajcie mnie lakoniczną deklaracją w art. 1 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora) -- to nie oznacza, że nasze konstytucyjne prawo umarło. Tu sąd się myli i to aż czytać hadko...

Czy to oznacza, że nie ma bata na bezczynność posła, który ignoruje jego konstytucyjną powinność, który ma w głębokim poważaniu ustawę o wykonywaniu mandatu i nie chce dobrowolnie wyspowiadać się z tego, co robi? Czy faktycznie jest tak, że skoro poseł nie jest organem administracji (bo nie jest), to jego bezczynność nie może zostać poddana ocenie sądu -- bo art. 1 p.p.s.a. mówi co mówi?

Moim zdaniem: i tak, i nie tak, ale nie z przyczyn, o których pisze sąd.
Otóż mnie się wydaje (temat do dyskusji), że ustawa prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi ma zastosowanie w sprawach dotyczących informacji publicznej nie dlatego, że coś takiego wynika z jej art. 1, lecz dlatego, że chce tego art. 21 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Zatem możliwość wniesienia skargi na bezczynność do sądu administracyjnego nie wynika z tego, że zobowiązanym będzie organ administracji (bo przecież podmiot dysponujący majątkiem publicznym też nie jest organem administracji), lecz wyłącznie z tego, że wśród podmiotów wskazanych w art. 4 ustawy o IP faktycznie nie ma posłów i senatorów.
O przymuszeniu -- sądowym, albo poprzez skargę do marszałka stosownej izby -- nie ma w żadnej innej ustawie.

Czyli: konstytucyjny obowiązek spowiedzi z tego jak wydawane są nasze pieniążki na piastunach mandatu niewątpliwie spoczywa, ale jak się zaprą -- nie ma sposobu na zmuszenie ich do udzielenia informacji.

To bardzo chytry (i bardzo skuteczny) zabieg ze strony naszych posłów i senatorów: macie tu konstytucję i swoje prawa i wolności, macie nawet jakieś tam sposoby dochodzenia swoich praw politycznych -- ale od nas ręce precz.
I chyba faktycznie: dopóki nie napiszą w jakiejś ustawie jaki jest sposób przymuszenia posła do udzielenia odpowiedzi, nie ma co się szarpać.


PS po namyśle stwierdzam: skargi kasacyjnej wnosić nie ma co. I nie dlatego, że sąd się pomylił, bo w sumie chyba jednak ma rację -- stąd zresztą odrzucenie skargi, a nie oddalenie (jakby oddalił, to byłaby inna para kaloszy).

Komentarze (12)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-22 15:06
alda1981:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
jedno najważniejsze pytanie- oczywiście też dostałam propozycje ugody od wspaniałego Lexusa czy[...]
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa