Stosowanie czytników linii papilarnych przez pracodawców
 Oceń wpis
   

Vagla zwrócił dziś uwagę na bardzo istotny wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego odnoszący się do tematu, który będzie coraz częściej powracał w pytaniach i odpowiedziach: czy pracodawca może żądać od pracowników udzielenia zgody na pobieranie wzorca linii papilarnych w celu kontroli czasu pracy i potwierdzenia obecności pracownika?

Wszystko zaczęło się od jakiejś spółki, która podjęła decyzję o zastosowaniu czytników linii papilarnych w celu rejestracji czasu pracy oraz kontroli dostępu (obok kart radiowych, do wyboru przez pracownika). Pracownicy, którzy wybrali potwierdzanie obecności w pracy odciskiem palca, złożyli zgodę o treści "Ja niżej podpisany wyrażam zgodę na pobranie przez L. Sp. z o. o. wzoru moich linii papilarnych w celu wprowadzenia ich do bazy danych osób uprawnionych do wejścia i wyjścia na teren firmy L. Sp. z o. o. oraz do rozliczania czasu pracy".
W toku postępowania Generalny Inspektor Danych Osobowych przyjął, że katalog danych osobowych pracownika, które może przetwarzać pracodawca jest zamknięty i określa go art. 22(1) par. 1-2 kp, chyba że obowiązek podania tych danych wynika z innych przepisów (por. Zaświadczenie o niekaralności przy przyjęciu do pracy), zatem nie jest dopuszczalne przetwarzanie innych danych, nawet za zgodą osoby zainteresowanej.

wyrok NSA z dnia 1 grudnia 2009 r., sygn. akt I OSK 249/09 oraz wyrok WSA w Warszawie z 27 listopada 2008 r., sygn. akt II SA/Wa 903Od decyzji wydanej w wyniku postępowania odwołał się pracodawca, aż do wniesienia skargi do WSA w Warszawie.
Wojewódzki Sąd Administracyjny uwzględnił argumentację spółki i zaskarżone decyzje uchylił, przyjmując, że wprawdzie przetworzone cyfrowo informacje liniach papilarnych stanowią dane osobowe, jednak biorąc pod uwagę, iż ich przetwarzanie następuje na podstawie zgody pracownika, zachowane są warunki z art. 23 ust. 1 pkt 1 ustawy o ochronie danych osobowych, wobec czego działania pracodawcy są uprawnione.

art. 22(1) kodeksu pracy:
§ 1. Pracodawca ma prawo żądać od osoby ubiegającej się o zatrudnienie podania danych osobowych obejmujących:
1) imię (imiona) i nazwisko,
2) imiona rodziców,
3) datę urodzenia,
4) miejsce zamieszkania (adres do korespondencji),
5) wykształcenie,
6) przebieg dotychczasowego zatrudnienia.
§ 2. Pracodawca ma prawo żądać od pracownika podania, niezależnie od danych osobowych, o których mowa w § 1, także:
1) innych danych osobowych pracownika, a także imion i nazwisk oraz dat urodzenia dzieci pracownika, jeżeli podanie takich danych jest konieczne ze względu na korzystanie przez pracownika ze szczególnych uprawnień przewidzianych w prawie pracy,
2) numeru PESEL pracownika nadanego przez Rządowe Centrum Informatyczne Powszechnego Elektronicznego Systemu Ewidencji Ludności (RCI PESEL).
(...)
§ 4. Pracodawca może żądać podania innych danych osobowych niż określone w § 1 i 2, jeżeli obowiązek ich podania wynika z odrębnych przepisów.
§ 5. W zakresie nieuregulowanym w § 1-4 do danych osobowych, o których mowa w tych przepisach, stosuje się przepisy o ochronie danych osobowych.

WSA przyjął też, że GIODO nie jest uprawniony do kontroli i kwestionowania zasadności i prawidłowości wyrażonej przez pracownika zgody na przetwarzanie jego danych osobowych. Problematyka ta dotyczy bowiem płaszczyzny cywilnoprawnej (ta zaś jest poza obszarem uprawnień Inspektora), zarazem dopóki pracownik wyrażonej zgody nie odwoła bądź nie uchyli się od jej skutków.
Ponadto sąd przyjął, iż podstawą do żądania innego rodzaju danych może być art. 22(1) par. 5 kp, albowiem "w zakresie innych danych pracowniczych, niż wymienione w art. 22(1) par 1-4 kp, zastosowanie mają przepisy ustawy o ochronie danych osobowych. (...) W przepisie nie ma mowy o danych osobowych pracownika w postaci linii papilarnych, nie zmienia to jednak faktu, że - poprzez art. 22 1 par. 5 kp - pracodawca może gromadzić także i tego rodzaju dane, o ile spełniona zostanie choćby jedna z przesłanek legalizujących ich przetwarzanie. Stosunek obu regulacji wskazuje, że jeśli chodzi o dane pracownika takie, jak linie papilarne czy wzór siatkówki oka, pobieranie tych danych, ich gromadzenie, czyli przetwarzanie - co do zasady - nie jest zabronione, lecz odbywać się musi z poszanowaniem przepisów ustawy o ochronie danych osobowych".

Mówiąc wprost: zdaniem WSA pracodawca może przetwarzać innego rodzaju dane osobowe pracowników, jeśli znajdzie po temu przyczynę i podstawę prawną, a możliwość po temu daje mu art. 22(1) par. 5 kp.
(To bardzo dyskusyjna myśl, zwracałem na to uwagę półtora roku temu, napiszę też jeszcze raz poniżej).

Całe szczęście, że GIODO zdecydował się wnieść od wyroku skargę kasacyjną, wskutek której Naczelny Sąd Administracyjny (składowi przewodniczyła Barbara Adamiak -- wierzcie czy nie, ale miałem u p.prof. 4,5 w pierwszym podejściu!) uchylił zaskarżony wyrok I instancji i oddalił skargę spółki.
W dostępnych na stronie internetowej tezach orzeczenia (napisane to jest strasznie niedbale...) postawiono parę mocnych zdań:

1. Brak równowagi w relacji pracodawca pracownik stawia pod znakiem zapytania dobrowolność wyrażeniu zgody na pobieranie i przetworzenie danych osobowych (biometrycznych). Z tego względu ustawodawca ograniczył przepisem art. 22(1) kp katalog danych, których pracodawca może żądać od pracownika. Uznanie faktu wyrażenia zgody na podstawie art. 23 ust. 1 pkt 1 UODO, jako okoliczności legalizującej pobranie od pracownika innych danych niż wskazane w art. 22(1)kp, stanowiłoby obejście tego przepisu.

2. Ryzyko naruszenia swobód i fundamentalnych praw obywatelskich musi być proporcjonalne do celu, któremu służy. Skoro zasada proporcjonalności wyrażona w art. 26 ust. 1 pkt 3 UODO jest głównym kryterium przy podejmowaniu decyzji dotyczących przetwarzania danych biometrycznych, to stwierdzić należy, że wykorzystanie danych biometrycznych do kontroli czasu pracy pracowników jest nieproporcjonalne do zamierzonego celu ich przetwarzania.

Jak dla mnie -- strzał w dziesiątkę!

Merytorycznie: Wojewódzki Sąd Administracyjny w swoich rozważaniach nt. treści art. 22(1) par. 5 kp pominął zasadniczą kwestię: odesłanie do ustawy o ochronie danych osobowych dotyczy wyłącznie zakresu nieuregulowanego w par. 1-5 i wyłącznie do danych, o których mowa w par. 1-5!
Jedyną podstawą do rozszerzania katalogu danych osobowych, które może przetwarzać chlebodawca jest art. 22(1) par. 4 kp, jednak jak widać na pierwszy rzut oka wyraźnie mówi on, że uprawnienie to musi mieć podstawę w przepisie prawa.
Par. 5 jest wyłącznie przepisem "technicznym", czyli określającym powinności (albo ich brak) w zakresie rejestracji zbioru danych, obowiązku zabezpieczenia danych, etc. -- natomiast w żadnym przypadku nie daje uprawnień do domagania się innych danych, niż wskazane w art. 22(1) par. 1-2 kp oraz przepisach, do których odnosi się par. 4.

Z tego właśnie względu NSA określił próbę odwołania się bezpośrednio do zgody wyrażonej przez pracownika (art. 23 ust. 1 pkt 1 UODO), z pominięciem dyspozycji art. 22(1) par. 1-2 kp jako obejście prawa, zwłaszcza wobec faktu, iż w relacji chlebodawca-pracownik zwykle brak jest równowagi.
To słuszna koncepcja.

bezpłatna reklama społeczna: zBiodra -- dużo dobrych zdjęć ;-)

Nie mniej rozsądnie brzmi druga teza, w której NSA odniósł się do zasady adekwatności zakresu przetwarzanych danych w stosunku do celu ich przetwarzania (art. 26 ust. 1 pkt 3 UODO). Zasada ta odnosi się do wszelkich danych osobowych, przetwarzanych na jakiejkolwiek podstawie, a zatem nawet i na podstawie zgody wyrażonej przez zainteresowanego.

Zdaniem Naczelnego Sądu Administracyjnego korzystanie przez pracodawcę z danych biometrycznych pracowników (i to bez podstawy prawnej w art. 22(1) kp) w celu kontroli czasu pracy i dostępu jest środkiem samym w sobie zbyt daleko idącym.

Nie będę ukrywał, że od jakiegoś czasu oczekiwałem podobnego rozstrzygnięcia.
Czy to się komuś podoba czy nie, zakres danych osobowych dopuszczalnych do przetwarzania przez pracodawcę zakreślony w art. 22(1) kp ma charakter względnie zamknięty, zaś jego modyfikacja może nastąpić wyłącznie na podstawie odrębnego przepisu szczegółowego. Dotyczyć to będzie jednak nie tylko danych w postaci odcisków palców czy zaświadczeń o niekaralności z KRK, ale i innych danych, które w swej nieograniczonej wyobraźni wymyślają pracodawcy.

Czy to oznacza, że stosowanie technik tego rodzaju będzie od dziś w Polsce nielegalne? W sensie formalnym nie -- rozstrzygnięcia NSA nie mają charakteru prawotwórczego. Jednak w mojej ocenie argumentacja przedstawiona w orzeczeniu jest bezwarunkowo prawidłowa.
Tak, stosowanie czytników linii papilarnych przez pracodawcę w celu kontroli pracowników jest niezgodne z prawem.

Można zadać pytanie: co należałoby zrobić, aby wyjść naprzeciwko potrzebom niektórych pracodawców i umożliwić jednak stosowanie tak wyrafinowanych technik?
W mojej ocenie jedynie skuteczna byłaby modyfikacja treści art. 22(1) kp (bądź innej normy, która miałaby zastosowanie na podst. ust. 4) poprzez wskazanie wprost technik biometrycznych. Nawet gdyby bowiem ktoś nabrał przekonania, że wystarczałoby rozluźnienie rygorów przepisu (i potraktowanie katalogu jako otwartego -- "w szczególności") sprawy nie załatwi, albowiem zawsze pozostanie wówczas pytanie właśnie o proporcjonalność (adekwatność) zastosowanych środków.

Reasumując: bardzo dobry wyrok, z pewnością do przemyślenia przez zarządy wielu, wielu korporacji.
Zatem nieście słowo poprzez swoje korytarze, niech się dzieje, niech się zdarzy.

 

[edit po paru godzinach]: Ważna myśl przyszła mi do głowy, wyraziłem ją w komentarzu, ale może nie każdy czyta komentarze. Otóż zakaz ten raczej nie będzie się odnosił do biometrycznych technik zabezpieczenia danych osobowych, być może w bankowości i gdzieś tam jeszcze -- gdzie znajdą się stosowne przepisy nakładające na chlebodawcę jakieś obowiązki (pytanie jak rozstrzygnąć hipotetyczną kolizję: przypuśćmy, że rozporządzenie mówi o możliwości stosowania takich zabezpieczeń, ale nie określa tego jako uprawnienia do gromadzenia danych osobowych).
Natomiast tam gdzie linie papilarne służą do kontroli czasu pracy czy obecności w pracy -- stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego wydaje się jak najbardziej prawidłowe.
To moje zdanie, ale można polemizować ;-)

Komentarze (83)
Dlaczego senator Piesiewicz nie może zrzec się immunitetu??!
 Oceń wpis
   

zdjęcie senatora PiesiewiczaCzasem się zastanawiam czy człowiek dorosły jest dorosłym człowiekiem -- w sensie, czy może odpowiedzialnie podejmować decyzje dotyczące własnej osoby?
Patrząc na sprawę szantażowanego senatora Piesiewicza, który ma być oskarżony o posiadanie narkotyków (a wcześniej posła Atamańczuka) -- niekoniecznie.

(I od razu zastrzegam: nie wiem co robił Piesiewicz w sukience i jakie to lekarstwo zażywał przez nozdrza; nie wiem i nie interesuje mnie to nic a nic.) Nie zmienia to faktu, że przepisy, zgodnie z którymi karze podlega osoba zażywająca narkotyki, są idiotyczne.
Senator z pewnością jest człowiekiem dorosłym, z pewnością nie jest ubezwłasnowolniony, nikt też nie zarzuca mu nakłaniania dzieci do brania narkotyków. Dlaczego zatem wychodzimy z założenia, że dorosły człowiek nie może decydować o swoim własnym życiu? Że musimy umoralniać go na siłę, grożąc: jeśli nie będziesz postępował ze sobą w akceptowalny przez nas sposób, zamkniemy cię w więzieniu.

Chodzi mi po prostu o możliwość decydowania o sobie. Nie w tak wulgarny sposób, jak miał to przedstawić artysta Maleńczuk -- że niby im, artystom, więcej wolno. Każdemu wolno.

I druga sprawa, jeszcze bardzie żenująca. Senator Piesiewicz zrzekł się immunitetu parlamentarzysty. Oznacza to, że od tej chwili można pociągnąć go odpowiedzialności karnej bez zgody izby (art. 105 ust. 4 w zw. z ust. 2 i art. 108 konstytucji).

Tymczasem z niejasnych dla mnie przyczyn senacka komisja regulaminowa zaczęła rozpatrywać sprawę immunitetu senatora Piesiewicza -- immunitetu, którego już nie ma -- co pozwoliło jej przyjąć, że może on być dotknięty wadą formalną, albowiem... ten niewątpliwie dorosły człowiek mógł ją podjąć pod wpływem nacisków (sic!).
Może to, zdaniem senatorów, prowadzić do uznania oświadczenia woli senatora za nieważne (!), a w konsekwencji senat musiałby po prostu głosować nad wnioskiem o pociągnięcie Krzysztofa Piesiewicza do odpowiedzialności karnej.

To jest jakieś potworne nieporozumienie: najsamprzód przyjmuje się, że dorosły człowiek nie może się narkotyzować, bo posadzą go w więzieniu (ale za picie wódki go nie posadzą), a następnie jakaś gromada senatorów uzurpuje sobie prawo do oceny skuteczności oświadczenia złożonego przez ich kolegę -- chociaż cytowana powyżej ustawa zasadnicza jest dość jednoznaczna.

 

Komentarze (12)
O zakazie fotografii otworkowej i innych formach terroryzmu
 Oceń wpis
   

fajna pannaNo tak, znów mamy lukę w prawie, której nie zauważyli projektanci ustawy o męczeniu internautów: okazało się, że istnieje tajna grupa (a może sekta?) otworkowców, którzy chodzą po ulicach, wieszają jakieś pudełka po butach na latarniach, zaś na grzeczne pytanie policjanta -- a zezwolenie ma? -- odpowiadają głupawo, że zdjęcia robią.

W skrócie: Gazeta.pl opisuje los człowieka, który ma hobby, co samo w sobie nie jest nawet niebezpieczne (wiele osób ma hobby: oglądają telewizję, myją samochód, etc.), ale jego hobby jest dość dziwaczne. Otóż łazi facet po kwadracie z jakąś obskurną camerą (ściśle: pudełkiem po butach), czym zawraca 4 litery służbom, bo myślą, że to terrorysta jest.

Człowiek i tak ma fuksa (a narzeka i prasie pytluje). Z niego fisza jest (wiceburmistrz), więc jak już radiowozy przyjechały, to na dołek go nie wzięli -- a przecież mogli. Ba, nawet mu tego obskurnego pudełka po butach nie zabrali.
A tak Pan Władza grzecznie pouczył, żeby na przyszłość używać aparatu cyfrowego (a jak ktoś nie ma?), a najlepiej -- nie pstrykać na warszawskim Śródmieściu bo to "powoduje zamieszanie i absorbuje policję". Po czym zerwały się gromkie oklaski i ogólnie: aplauz i zaakceptowanie.

Ja podpowiem lepsze rozwiązanie: wprawdzie póki co nie można zabronić ludziom robienia zdjęć (bo to byłaby Korea albo Białoruś), ale zawsze można ustawowo dopuścić pewne technologie. Aparat cyfrowy -- tak. Aparat analogowy małoobrazkowy -- tak, ale na legitymację ZPAF. Aparat analogowy formatu 6x4,5 i większego -- na legitymację i na zezwolenie dzielnicowego. Aparat miniaturowy -- tylko CBA, ABW, ETC.
I do tego stosowne sankcje: za aparat w pudełku po butach pół roku ograniczenia wolności. Za niemanie legitymacji ZPAF -- rok w zawieszeniu na 2 lata. I tak dalej.

Powyżej ładne zdjęcie (zajumane z katalogu Victoria Secret, mniam!). Myślę, że takie zdjęcie każdy zrozumie, a nawet na komendzie może sobie wydrukują i na szafce powieszą. (Od razu zastrzegam: pani z pewnością jest dorosła, pełnoletnia, nie ma specjalnej nagości, z pewnością nie ma propagowania nazizmu, więc chyba mnie nie dopiszą do RSiUN?)

Komentarze (28)
Afera Chlebowskiego jak pożar Reichstagu
 Oceń wpis
   

§1. Spróbujmy cofnąć się pamięcią/wyobraźnią gdzieś do 2006 r. Oto rząd Jarosława Kaczyńskiego zgłasza projekt ustawy dający policji możliwość praktycznie nieskrępowanego -- ot tak, dla zapobieżenia zjawiskom niekorzystnym -- wtykania nosa w aktywność internautów: gdzie zaglądał, skąd się łączył, ile tam siedział, czy dużo klikał. Jeszcze nie podsłuch, ale na pewno taka wiedza może dużo powiedzieć o człowieku.

Dołóżmy do tego inną propozycję: dopuszczalność blokowania stron internetowych, które (posłuszne rządowi; a może to rząd im posłuszny?) służby specjalne uznają za niegodne zwiększania emisji CO2. No i hetmana Gosiewskiego rzucającego na wiatr słowa -- rękę, która zostanie podniesiona w celu zaszyfrowania transmisji przetrącimy.

Jakiż byłby wówczas -- słuszny i zasłużony -- skowyt prasy: że cenzura, że naruszenie wolności słowa, że strachliwy rząd lubi wiedzieć kto co knuje i z kim? Sam bym się przyłączył, dymisji premiera zażądał, batożenia winnych.

 

§2. Jak wiadomo projekt obejmuje dwa warianty art. 179a prawa telekomunikacyjnego. Pierwszy, który można nazwać "na wyrwę" (str. 17): służby wskazują treści niedozwolone, UKE dopisuje na czarną listę, dostawcy internetu zaciągają listę na serwer. Jak się komuś nie podoba to może błagać, żeby go wykreślili z Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Jak mu odmówią, to może iść do WSA.

Wariant drugi to model, który nazwałbym "na ściemę" (oni nazywają go "uprzednia kontrola sądu" -- str. 21). Tu ube może wyłącznie wnioskować do właściwego sądu okręgowego o wydanie postanowienia w przedmiocie dopisania danej strony do RSiUN. Czyli jak się niezawisły sąd nie zgodzi, to służby mogą co najwyżej zrobić facetowi wjazd na kwaterę i zabrać komputer, ale cenzury nie będzie ;-)

Sęk w tym, że procedura sądowa opisana w wariancie II jest tak niejasna, że w tej postaci nie da się jej zastosować:

  • organ uprawniony będzie mógł złożyć wniosek do sądu "drogą elektroniczną", taką samą "drogą elektroniczną" sąd przekazuje do UKE postanowienie w przedmiocie dopisania strony do RSiUN (ale czy postanowienie o odmowie uwzględnienia wniosku też?). Hmm jakby na to nie patrzeć wizja, że sądy działają "drogą elektroniczną" jest założeniem dość futurystycznym, nawet jeśli w praktyce utrze się, że "wystarczy mejl";
  • sąd rozpatruje wniosek jednoosobowo, na posiedzeniu (a więc nie przeprowadza się rozprawy) -- ale brakuje podstawowej informacji: w jakim trybie będzie procedował sąd? Czy w postępowaniu cywilnym (co z ciężarem dowodu?), czy też według kpk, a więc z uwzględnieniem zasady domniemania niewinności?
  • skoro jestem przy postępowaniu dowodowym: zgodnie z projektowanym ust. 9 sąd mógłby wezwać przedstawiciela wnioskodawcy o dostarczenie dodatkowych materiałów. Co jednak z udziałem zainteresowanego vel oskarżonego w postępowaniu? Jak zdaniem projektodawcy powinny wyglądać gwarancje procesowe na tym etapie?
  • pytanie o tyle istotne, że zgodnie z ust. 10 "na postanowienie w przedmiocie wpisu do RSiUN przysługuje zażalenie". Czy to oznacza, że usługodawca, którego strona została ocenzurowana otrzyma odpis postanowienia (z uzasadnieniem?) z urzędu, a może będzie musiał o odpis taki zawnioskować? A jeśli postanowienie przyjdzie po złożeniu wniosku -- skąd ma on wiedzieć, że postanowienie zostało w ogóle wydane?
    Jest to o tyle istotne, że w myśl ust. 11 zażalenie takie powinno być wniesione w terminie 14 dni od wydania postanowienia o dokonania wpisu -- jeszcze raz: od dokonania wpisu, nie od otrzymania postanowienia. Skąd jednak zainteresowany ma wiedzieć, że postanowienie o wpisie zostało wydane, skoro nawet zatrudniając na etat człowieka do czytania wokand w sądzie okręgowym nie da się tego rozeznać?

To wszystko właśnie sprawia, że zaczynam myśleć o wariancie "cywilizowanym" jako o jednym wielkim mydleniu oczu.

 

§3. Moja spiskowa teoria jest taka: każdy rząd potrzebuje jakiegoś drastycznego wydarzenia, żeby uzasadnić konieczność przykręcenia śruby.

Niektórzy korzystają z nadarzającej się okazji (9/11 i Patriot Act), inni prowokują okazje (podpalenie Reichstagu). Jeszcze inni stosują różne hybrydy -- rozdmuchana afera Chlebowskiego została wykorzystana do podjęcia próby spacyfikowania krupierów i być może będzie wykorzystana do spacyfikowania internautów.

Projekt utworzenia Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, przydania organom siłowym uprawnień do prewencyjnego namierzania czynności podejmowanych użytkowników serwisów elektronicznych oraz szczeknięcia szczeniaczków w sprawie nieszczęsnego TOR-a to po prostu kolejny element tej samej łamigłówki.

 

[EDIT] co za skandal: Aleksandr Łukaszenka, znany z tego, że jest białoruskim prezydentem-dyktatorem chce wprowadzić prawo, zgodnie z którym władza będzie mogła kontrolować cały internet. Że pozwolę sobie zacytować artykuł Andrzeja Poczobuta (Wyborcza.pl): "Dostawca internetu będzie zobowiązany do identyfikacji użytkowników korzystających z jego usług (...) Na polecenie służb specjalnych lub centrum operacyjno-analitycznego dostawcy internetu będą musieli blokować dostęp do stron zawierających treści uznane za ekstremistyczne. A także prewencyjnie ograniczać dostęp do internetu, jeżeli służby uznają, że użytkownik sieci może ją wykorzystać do popełnienia przestępstwa."

Zdaniem cytowanego przez Wyborczą Aleksandra Starikiewicza, redaktora białoruskiej gazety "Salidarnasc" pomysł zbliża ten kraj do Korei Północnej, ja jednak spieszę z radosną nowiną -- panie redaktorze, proszę się nie martwić, dzięki temu będziecie jeszcze bliżej europejskiej, demokratycznej i cywilizowanej Polszy...

Komentarze (10)
Cenzura internetu to cena państwa opiekuńczego
 Oceń wpis
   

protest przeciwko cenzurze internetuCzytając rządowy projekt zmian w ledwie co uchwalonej ustawie hazardowej (polecam ciekawą analizę u VaGli) coraz częściej łapię się na myśli -- czy to całe moje zrzędzenie "wolność, prywatność, liberalizm" ma jeszcze jakikolwiek sens? Czy jednak alternatywa jaką welfare/warfare state jest dla państwa wolnych ludzi nie jest na tyle wygodna i przyjemna, że najprościej będzie sobie odpuścić, spokojnie robić jakąś tam kasę i bimbać sobie na wszystko?

Cena jaką trzeba zapłacić za państwo opiekuńcze jest znana i bynajmniej nie ogranicza się tylko do kwot złupionych pod pozorem podatków. Państwo opiekuńcze to przede wszystkim rezygnacja z możliwości swobodnego robienia, mówienia a czasem nawet myślenia co się chce -- nawet, jeśli to nasze działanie nikomu nie szkodzi. Państwo opiekuńcze jest jak przewodnik szkolący psa i posługujący się przy tym wyuczonymi odruchami warunkowymi -- oraz smyczą. (Zarazem szanujący się klient takiego państwa przypomina właśnie małego pieska -- chętnie rozrabia na eleganckiej smyczce, ale jak pojawia się większa kałuża, to leci na rączki do pańci, żeby sobie łapek nie pomoczyć. I za tę wdzięczność pańcia go kocha najbardziej!)
Stąd rzecz jasna te wszystkie zakazy, którym nafaszerowane jest nasze prawo: zakaz e-hazardu (bo przecież obywatel traci w ten sposób pieniądze), zakaz używania narkotyków (bo przecież narkotyki są złe), nakaz zapinania pasów bezpieczeństwa w samochodzie (bo przecież właściciel, który wykłada kasę na leczenie niewolnika chce mieć coś do powiedzenia o jego stanie zdrowia).

Dziś wmawia się nam, że wraz z upowszechnieniem internetu -- który ma być prawem każdego człowieka, najlepiej konstytucyjnym (każde ograniczenie wolności zaczyna się od jego definiowania w przepisach) -- zaczynają nam grozić różne internetowe widłaki i utopce.
Groźba ta wymaga podjęcia specjalnych środków zaradczych, w tym umożliwienia policji swobodnego dostępu do danych użytkowników usług elektronicznych (czyli głośny już art. 20c ust. 9 ustawy o policji) także w celu tak nieostrym jak "zapobieganie przestępstwom".
W tym celu będzie powołany tajny(!) Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych (tajny, bo w każdym z wariantów projektowany art. 179a prawa telekomunikacyjnego stanowi, że UKE udostępnia dane o blokowanych stronach wyłącznie dostawcom internetu, zatem nie będzie czegoś takiego jak upubliczniona lista ocenzurowanych stron internetowych do wglądu; tyle dobrego, że na UKE będzie musiał udzielić odpowiedzi na każde(?) pytanie o wpis do RSiUN -- por. art. 179 a ust. 9 PT[*]... i z innej beczki -- ciekawe czy na czarną listę może zostać wpisany in extenso cały TOR?) -- bo sprawa jest prosta: państwo totalitarno-opiekuńcze wymaga bezwzględnego posłuszeństwa i jednomyślności.

Na zakończenie: ciekawym czy jak już dojdzie do głosowania nad owym nieszczęsnym projektem nowelizacji nieszczęsnej ustawy, to czy znajdzie się garstka rozsądnych (albo chociaż złośliwych -- tu piję do posłów PiS i SLD, którzy w bezskutecznym akcie manifestacji wstrzymali się od głosu podczas uchwalania ustawy o zakazie hazardu jak sądzę wyłącznie na złość rządowi i Platformie...) deputowanych, którzy przedłożą wolność i przyzwoitość nad partykularne interesy rządu, policji i całego aparatu?
A może przyda się świadomość, że może przyjdzie kiedyś czas na dobitną odmowę?

No dobra, dość tego wieczornego melancholijnego marudzenia.

 

[*] czy ktoś jeszcze czytał felietony Kisiela? Na przykład te, w których pisał on o swoich sejmowych bataliach o zalegalizowanie cenzury -- która przez dłuuuugie lata działała w PRL półlegalnie (pierwszy poważny akt prawny o cenzurze to ustawa z 1981 r.)

PS za ilustrację do dzisiejszego tekstu posłużył obrazek "dobitna odmowa", który pociągnąłem ze strony Miasik.net. Tak, ja dobitnie odmawiam zgody na takie pomysły. Czy ktoś tam mnie słyszy?

Komentarze (13)
9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-22 15:06
alda1981:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
jedno najważniejsze pytanie- oczywiście też dostałam propozycje ugody od wspaniałego Lexusa czy[...]
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa