Urzędowe formularze a dostęp do informacji publicznej
 Oceń wpis
   

Wróćmy na momencik do informacji publicznej -- bo to temat naprawdę ciekawy i od czasu do czasu powracający w pytaniach do redakcji.

Otóż e-Prawnik pisze o burmistrzu jakiegoś śląskiego miasta (na literkę "I"), który zignorował żądanie udzielenia informacji o ilości remontów wykonywanych w budynkach magistratu oraz ich koszcie i wykonawcy, zaś po złożeniu przez wnioskodawczynię skargi do WSA bronił się w następujący sposób:

  • żądanie zostało wysłane za pomocą poczty elektronicznej, ale w sposób niezgodny z zarządzeniem burmistrza i "na niewłaściwej stronie internetowej";
  • wnioskodawczyni ominęła ustalony w mieście wzór wniosku o dostęp do informacji publicznej;
  • a przez to aż do złożenia skargi nikt w urzędzie "nie wiedział złożonym przez nią zapytaniu";
  • co więcej przed złożeniem skargi do sądu administracyjnego skarżąca nie wezwała organu do usunięcia naruszenia prawa.

Wytrawni P.T. Czytelnicy Lege Artis wiedzą, że takie tłumaczenie psu na budę się nadaje, bo prawa do tego, by wiedzieć co oni tam kombinują nie można ograniczać w żaden sposób nieznany ustawie. W szczególności oznacza to, że: nie można żądać zachowania szczególnej formy wniosku, nie można uzależniać udzielenia odpowiedzi od podania swoich danych osobowych (albo numeru PESEL), niedozwolone jest także pobieranie opłat za udostępnienie informacji publicznej, a także (to już na marginesie opisywanego orzeczenia) nie można ograniczyć prawa do rejestrowania obrad rady gminy.

Burmistrz miasta na "I" Lege Artis zapewne nie czyta, bo tego wszystkiego nie wiedział -- stąd też do porządku musiał go przywołać Wojewódzki Sąd Administracyjny, który w wyroku z 2 sierpnia 2011 r. (sygn. akt IV SAB/Gl 36/11) po raz enty przypomniał, że:

(...) Informacją publiczną jest każda informacja o sprawach publicznych, w szczególności o sprawach wymienionych w art. 6. Dokonując interpretacji tego pojęcia należy odwołać się do regulacji art. 61 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowiącej, iż obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa. Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu. Ograniczenie prawa może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa (...)

Stąd też sytuacja, w której zobowiązany urząd nie odpowiada na pytanie obywatelki, twierdząc, że wniosek źle wyglądał, a w dodatku przyszedł na złą stronę internetową, jest niedopuszczalna -- tym bardziej, że "skarżąca złożyła przecież skargę na bezczynność za pośrednictwem organu administracji dołączając do niej swój wniosek, mimo tego organ administracji również i do tego wniosku nie odniósł się w żaden sposób" (to kolejny prztyczek pod adresem burmistrza miasta na "I" -- rzecz w tym, że jak już (dopiero) dowiedział się o sprawie ze skargi, to powinien był udzielić odpowiedzi, a nie brnąć w postępowanie sądowoadministracyjne!!).

Sąd wypowiedział się także na temat stosowanych i udostępnianych przez zobowiązanych do udostępnienia informacji publicznej formularzy, i tu znów sprawa jest jasna: formularze można stosować, aczkolwiek wyłącznie jako pomoc dla zainteresowanych, natomiast "nie można uzależniać możliwości udzielenia informacji publicznej od złożenia wniosku w odpowiedniej formie. Oczywiście dla ułatwienia wnioskodawcom możliwości składania wniosków organ może opracować pewne formularze, lecz samo już udzielenie informacji nie może zostać uzależnione od tego, czy na takim formularzu wniosek zostanie złożony czy też nie".

Stąd też w sentencji wyroku WSA rzecz jasna zobowiązał burmistrza miasta na "I" do udzielenia informacji dotyczącej ilości remontów wykonywanych w budynkach magistratu, przypominając równocześnie w jakich sytuacjach organy mogą odmówić udzielenia odpowiedzi na takie wnioski.

 

Komentarze (21)
Przesłanie PIT-11 za pośrednictwem poczty elektronicznej
 Oceń wpis
   

Interesujące: zgodnie z wyrokiem wydanym przez poznański Wojewódzki Sąd Administracyjny pracodawca może przesłać pracownikowi zaświadczenie o uzyskanych dochodach (PIT-11) za pośrednictwem poczty elektronicznej, przy użyciu wiadomości opatrzonej e-podpisem, przesłanej na adres wskazany przez podatnika.
Oznacza to, że przedsiębiorcy mogą oszczędzić czas i pieniądze, a pracownicy -- nerwy, które można zszargać stojąc na poczcie po odbiór awizowanej przesyłki.

Przełomowe rozstrzygnięcie -- orzeczenie, które służy rozmontowaniu zatęchłej administracji zasługuje na takie miano -- zapadło w sprawie ze skargi spółki z o.o. na interpretacją podatkową Izby Skarbowej w Poznaniu. We wniosku o wydanie interpretacji firma stwierdziła, iż będąc zobowiązaną do wystawienia pracownikom (podatnikom podatku PIT) corocznej informacji podatkowej zamierza dokonać tego za pośrednictwem poczty elektronicznej, na wskazany przez pracownika adres.

Przekazanie deklaracji podatnikowi przez płatnika może nastąpić za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w sytuacji gdy wiadomość jest przesyłana w formie wiadomości elektronicznej z podpisem elektronicznym na adres podatnika pod warunkiem że zachowano wzór deklaracji --
wyrok WSA w Poznaniu z 22 października 2010 r., I SA/Po 486/10
Odpowiedź organów skarbowych była -- a jakże -- odmowna, generalnie z tego względu, iż w przepisach określających wzory formularzy urzędowych nie wskazano możliwości przetworzenia ich na postać e-dokumentów. Zarazem sposób doręczenia zaświadczenia PIT-11 nie powinien budzić wątpliwości, iż podatnik otrzymał dokument (co zdaniem izby skarbowej musi oznaczać list polecony lub za pokwitowaniem odbioru), zaś chlebodawca powinien zachować dowód jego nadania.

Niezadowolony z uzyskanej opinii przedsiębiorca wniósł skargę do sądu administracyjnego, zarzucając fiskusowi przede wszystkim to, że skarbówka oparła się na przepisach, które mają zastosowanie do administracji, lecz nie do podmiotów prywatnych (pracownika, który jest osobą fizyczną i pracodawcy, tj. spółki prawa handlowego), nie bacząc równocześnie na to, że list polecony nie jest jedynym środkiem gwarantującym pewność potwierdzenia doręczenia wiadomości.

WSA podzielił stanowisko skarżącej spółki: owszem, istnieją przepisy regulujące sposób przekazywania dokumentów podatkowych przez podatników do organów skarbowych, jednak z faktu, że nie ma przepisów mówiących o tym jak płatnik podatku może się komunikować z podatnikiem, nie można wnosić, iżby pracownik nie mógł wskazać właśnie adresu poczty elektronicznej, prosząc o dostarczenie kwitu PIT-11 właśnie w ten sposób. Ważne jest jednak, by chlebodawca zachował formę dokumentu przewidzianą przepisami podatkowymi oraz zastosował bezpieczny kwalifikowany e-podpis, tak, by nie było wątpliwości co do tożsamości nadawcy. Jeśli natomiast powstaną wątpliwości co do tego, czy podatnik dokument otrzymał -- pracodawca będzie musiał przedsięwziąć dodatkowe środki.

Muszę powiedzieć, że w tych naszych codziennych biurokratycznych absurdach tego rodzaju orzeczenia potrafią człowieka naprawdę podbudować. Nieczęsto się bowiem zdarza, by sąd wyszedł ze zdroworozsądkowego założenia, że brak przepisów regulujących jakąś sferę nie oznacza, że czegoś "nie da" się zrobić. Zwykle bowiem -- zwłaszcza w środowiskach księgowo-podatkowych -- spotykamy się z postawą zachowawczego paraliżu: może i coś by się dało zrobić, ale w sumie po co próbować, skoro stara sprawdzona metoda zawsze działała, więc i tym razem musi zadziałać?
Tym razem komuś się chciało spróbować niemożliwego -- i po raz kolejny się okazało, że świat należy do tych, którzy nie chcą uwierzyć, że czegoś się nie da zrobić (a ja sobie właśnie pomyślałem, że sam muszę wziąć to sobie do serca).

Orzeczenie jest już prawomocne, albowiem fiskus zdecydował się nie podważać wyroku poznańskiego WSA.

Komentarze (10)
Opodatkowanie pożyczek w serwisach social lending
 Oceń wpis
   

moneyWażne dla zainteresowanych pożyczkami społecznościowymi, czyli zwijającą się chyba dziedziną biznesu: gdański WSA podtrzymał stanowisko fiskusa wyrażone w interpretacji podatkowej dotyczącej opodatkowania odsetek uzyskanych tytułem pożyczek udzielonych w takiej formie, zgodnie z którą pożyczanie pieniędzy w formie P2P stanowi działalność zarobkową wykonywaną w sposób zorganizowany i ciągły, a zatem wymaga zarejestrowania działalności gospodarczej.

wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku z 9 marca 2010 r., sygn. akt I SA/Gd 17/10Wnioskodawca zwrócił się o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej wskazując, że zamierza za pośrednictwem wyspecjalizowanego internetowego serwisu kojarzącego pożyczkodawcę i pożyczkobiorców lokować wolne środki finansowe, pochodzące z przychodów uzyskiwanych ze stosunku pracy. Zadając pytanie czy udzielanie pożyczek poprzez serwis social lending będzie stanowiło prowadzenie działalności gospodarczej w rozumieniu art. 5a pkt 6 ustawy o PIT wskazał, iż jego zdaniem okazjonalne pożyczanie pieniędzy nie spełnia wymogu zorganizowania i ciągłości, m.in. dlatego, że wysokość inwestowanych środków zależeć będzie od uzyskiwanego z tytułu pracy wynagrodzenia oraz realizacji bieżących potrzeb.
Poza tym okazjonalność zajęcia wynika także z faktu, iż działalność w zakresie udzielania pożyczek poprzez serwisy social lending prowadzona będzie poza stosunkiem pracy (w czasie wolnym).

Minister finansów nie podzielił tego stanowiska. Zdaniem fiskusa na zorganizowany charakter prowadzonej działalności wskazywać będzie to, że... pożyczkodawca musi posiadać komputer i dostęp do internetu (sic!). Równocześnie udzielanie jednej pożyczki w miesiącu sprawia, że -- zgodnie z interpretacją podatkową -- można już mówić o ciągłości zajęcia.
W odpowiedzi na interpretację podatnik wniósł wezwanie do usunięcia prawa, a następnie skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku, wskazując przy tym, że udzielanie pożyczek w formie P2P jest bliższe dochodom z lokat bankowych (a więc ich opodatkowanie powinno być takie samo jak dochodów z kapitałów pieniężnych), a ponadto wykluczone jest samodzielne podejmowanie decyzji, ponieważ jest on związany regulaminem portalu za pośrednictwem którego następuje kojarzenie klientów.

Gdański WSA odrzucił taki tok myślenia, albowiem:

  • działalność podatnika ma charakter zarobkowy, jest bowiem niewątpliwie nastawiona na uzyskiwanie zysku w postaci odsetek od udzielonych pożyczek;
  • nie można mówić o braku zorganizowanego charakteru działalności, a świadczy o tym "wybór sposobu udzielania pożyczek, dokonanie i wybór portalu internetowego, zapewnienie sobie możliwości stałego korzystania z określonych narzędzi informatycznych niezbędnych do realizacji zaplanowanych celów, czy to poprzez wykorzystanie sprzętu już posiadanego, nabycie nowego, czy też korzystanie z tego, który stanowi własność osób trzecich";
  • faktu prowadzenia zorganizowanej działalności dowodzi także to, że pożyczkodawca będzie musiał się koncentrować na "podejmowaniu działań zmierzających do nawiązywania kontaktów z klientami zarówno na etapie zawierania umowy, jak i w trakcie jej realizacji". W tym celu będzie m.in. informował potencjalnych pożyczkobiorców o sposobie zwrotu pożyczonych kwot, o możliwościach kontaktu -- wszystkie te czynności nadają jego działalności charakter zorganizowany;
  • o ciągłości natomiast świadczy, zdaniem sądu, okoliczność, iż "dla istnienia ciągłości nie jest bowiem konieczna systematyczność udzielania pożyczek, lecz zamiar, który wskazuje na to, że czynności te będę podejmowane przez podatnika wielokrotnie, choćby w nieregularnych odstępach czasu. Istotą działań ciągłych jest bowiem ich kontynuowanie w określonym czasie, a przeciwieństwem ciągłości nie jest sporadyczność działań, lecz ich jednorazowość" (nie ma przy tym znaczenia czy jest to dla podatnika działalność uboczna, wykonywana poza codzienną zawodową pracą);
  • argument o związaniu użytkownika serwisu social lending regulaminem także sądu nie przekonał. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że przedsiębiorcy zawsze działają w warunkach pewnych ograniczeń, nawet jeśli są to tylko zwyczaje handlowe. Korzystanie z usług pośrednika nie wyłącza gospodarczego charakteru prowadzonej działalności.

Zanim jednak na klientów serwisów pożyczkowych -- i nie tylko, o czym więcej poniżej -- padnie blady strach, warto przypomnieć (nadal nieprawomocny) wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 29 października 2009 r. (III SA/Wa 1013/09), w którym sąd zajął kompletnie kompletnie stanowisko.
Otóż zdaniem warszawskiego WSA przychody z odsetek od udzielonych pożyczek oczywiście są przychodami z kapitałów pieniężnych, zatem nawet jeśli ich udzielanie ma charakter ciągły, nie pociąga za sobą konsekwencji w postaci zakwalifikowania przychodów jako pochodzących z działalności gospodarczej. (Warto też jednak zwrócić uwagę, iż WSA wskazał, że podatnik w pytaniu nie doprecyzował stanu faktycznego -- nie określił czy zamierza udzielać pożyczek w sposób zorganizowany, czy tylko sporadycznie -- co uniemożliwiało organowi skarbowemu wydanie prawidłowej interpretacji; to była jedna z podstaw uchylenia wydanej interpretacji.)

A teraz dwa krytyczne zdania odnoszące się do poglądów sądu (a może bardziej ustawodawcy, który mógłby zrobić coś z przepisami, skoro mogą one czasem -- tj. przy tego rodzaju interpretacji -- odstraszać od robienia czegokolwiek).
Po pierwsze biada nam wszystkim, jeśli utrwali się przekonanie, że korzystanie z prywatnego komputera i aktywne korzystanie z usług wyspecjalizowanych serwisów świadczy o zorganizowanym charakterze naszych czynności. W następnym kroku okaże się, że niczym innym będzie wyprzedaż egzemplarzy płyt z własnej płytoteki za pośrednictwem Allegro, a jeszcze później -- że przecież polując na okazje w serwisach akcyjnych nie zajmujemy się niczym, co by nie było zorganizowane i ciągłe.

Po drugie biada nam, że o tak doniosłych skutkach -- czy popełniam szereg wykroczeń i prowadzę "nielegalną niezarejestrowaną działalność gospodarczą" -- decydują takie niuanse. To naprawdę powinno być proste.

Komentarze (11)
Ochrona danych osobowych członków związków zawodowych
 Oceń wpis
   

Informowanie pracodawcy przez związki zawodowe o składzie osobowym organizacji od zawsze budzi poważne wątpliwości. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy pracodawca decydował się na wystosowanie do działającej u niego organizacji zakładowej z żądaniem przekazania mu imiennej listy osób, które korzystają z prawa do obrony w sprawach indywidualnych (w ogólności będzie to wymóg zawiadomienia ZZ o zamiarze i przyczynie rozwiązania umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony -- art. 38 par. 1 kp).

art. 38 kodeksu pracy:

§ 1. O zamiarze wypowiedzenia pracownikowi umowy o pracę zawartej na czas nie określony pracodawca zawiadamia na piśmie reprezentującą pracownika zakładową organizację związkową, podając przyczynę uzasadniającą rozwiązanie umowy.
§ 2. Jeżeli zakładowa organizacja związkowa uważa, że wypowiedzenie byłoby nieuzasadnione, może w ciągu 5 dni od otrzymania zawiadomienia zgłosić na piśmie pracodawcy umotywowane zastrzeżenia.
§ 5. Po rozpatrzeniu stanowiska organizacji związkowej, a także w razie niezajęcia przez nią stanowiska w ustalonym terminie, pracodawca podejmuje decyzję w sprawie wypowiedzenia.

z ustawy o związkach zawodowych:

art. 7 ust. 2 W sprawach indywidualnych stosunków pracy związki zawodowe reprezentują prawa i interesy swoich członków. Na wniosek pracownika nie zrzeszonego związek zawodowy może podjąć się obrony jego praw i interesów wobec pracodawcy.

art. 25(1) ust. 2 Organizacja (...) przedstawia co kwartał (...) informację o łącznej liczbie członków tej organizacji (...).

art. 30 ust. 2(1) W indywidualnych sprawach ze stosunku pracy, w których przepisy prawa pracy zobowiązują pracodawcę do współdziałania z zakładową organizacją związkową, pracodawca jest obowiązany zwrócić się do tej organizacji o informację o pracownikach korzystających z jej obrony (...). Nieudzielenie tej informacji w ciągu 5 dni zwalnia pracodawcę od obowiązku współdziałania z zakładową organizacją związkową w sprawach dotyczących tych pracowników.

z ustawy o ochronie danych osobowych:

art. 27 ust. 1 Zabrania się przetwarzania danych ujawniających pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przekonania religijne lub filozoficzne, przynależność wyznaniową, partyjną lub związkową, jak również danych o stanie zdro wia, kodzie genetycznym, nałogach lub życiu seksualnym oraz danych dotyczących skazań, orzeczeń o ukaraniu i mandatów karnych, a także innych orzeczeń wydanych w postępowaniu sądowym lub administracyjnym.

Regulujący tę kwestię przepis art. 30 ust. 2(1) ustawy o związkach zawodowych, zgodnie z którym pracodawca powinien zwrócić się do organizacji związkowej o udostępnienie informacji o pracownikach korzystających z obrony związkowej w indywidualnych sprawach można rozumieć dwojako:

  • jako generalne uprawnienie do żądania imiennej listy pracowników chronionych; w takim przypadku brak przekazania danych osób korzystających z przywileju w ciągu 5 dni zwalniałby pracodawcę z konieczności współdziałania z zakładową organizacją związkową w sprawach dotyczących pracowników niewskazanych na liście;
  • jako podstawę do ubiegania się o informację na temat konkretnych, wskazanych we wniosku pracowników, wobec których pracodawca zamierza w najbliższej przyszłości podjąć pewne kroki.

Różnica na pozór znikoma, ale w praktyce bardzo istotna.
W pierwszym wariancie pracodawca zadaje ogólne pytanie (kto?), a w odpowiedzi otrzymuje wykaz pracowników, którzy są członkami związku zawodowego bądź poddali się jego opiece. Pracodawca musi konsultować się ze związkami w przypadku jakichkolwiek decyzji personalnych dotyczących wskazanych osób. Taki sposób zdaje egzamin przede wszystkim w małych i średnich firmach, albo w takich, gdzie nie ma dużej rotacji zatrudnienia.
Drugi wariant wymaga złożenia wniosku wskazującego konkretne nazwiska: (czy Kowalski? czy Nowakowski?) -- zaś organizacja związkowa udziela precyzyjnej odpowiedzi na w ten sposób postawione pytanie.

Minusem przyjęcia takiego rozwiązania jest konieczność każdorazowego, precyzyjnego, występowania o udzielenie stosownej informacji, co przecież -- bo związki nie są zobowiązane do zachowania tego faktu w sekretności -- może wzbudzić uzasadniony popłoch wśród zatrudnionych. Pod tym względem wariant pierwszy wydaje się idealny -- chlebodawca otrzymuje pełną listę podwładnych objętych obroną związkową i w ramach takiej wiedzy może działać.

Prawomocny wyrok WSA w Warszawie z 28 października 2009 r., II SA/Wa 16/09, do poczytania tutajWariant idealny nie oznacza -- moim zdaniem -- rozwiązania zgodnego z przepisami. Uważam bowiem, że żaden z przepisów ustawy o związkach zawodowych nie daje pracodawcy uprawnienia do domagania się od organizacji związkowej ogólnej listy osób objętych obroną w sprawach indywidualnych, ani też nie daje uprawnienia do udostępnienia listy nazwisk zakładowej organizacji związkowej.
Podstawą taką nie będzie z pewnością art. 25(1) ust. 2 ustawy związkowej, który nakłada na organizację zakładową powinność wyłącznie w zakresie poinformowania o łącznej liczbie jej członków. Ale nie będzie prawidłowe także wskazanie art. 30 ust. 2(1) ustawy, który i owszem, daje pracodawcy prawo do zwrócenia się z żądaniem udzielenia imiennej informacji, acz ze względu na redakcję zdania ostatniego ("nieudzielenie...zwalnia pracodawcę od obowiązku współdziałania w sprawach dotyczących tych pracowników") -- co osobiście rozumiem jako wskazówkę, że sam wniosek powinien także odnosić się do konkretnych, wskazanych przez pracodawcę, osób.

I teraz najciekawsze: nie tak dawno kwestia udostępniania nazwisk osób korzystających z opieki zakładowej organizacji związkowej była przedmiotem rozważań Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie (wyrok z 28 października 2008 r., II SA/Wa 16/09).
Oto spółka prawa handlowego zażądała od działającej zakładowej organizacji związkowej imiennego wykazu osób korzystających z ochrony. W odpowiedzi kierownictwo komisji zakładowej zwróciło się do GIODO z wnioskiem o wydanie zakazu przetwarzania tych danych osobowych, w szczególności ze względu na fakt, iż dane o przynależności związkowej należą do tzw. "danych sensytywnych" (art. 27 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych). GIODO nie znalazł przy tym przesłanek do zastosowania przepisów uprawniających do przetwarzania danych wrażliwych (ust. 2).

Przy okazji padło dość ciekawe sformułowanie, które pozwolę sobie powtórzyć za uzasadnieniem przywołanego wyroku WSA. Otóż Inspektor przyjął, że

Przepisy art. 30 ust. 2(1) ustawy o związkach zawodowych oraz art. 232 kp nie upoważniają pracodawcy pozyskiwania od związku zawodowego w formie imiennej listy pracowników korzystających z ochrony wyżej wymienionego związku zawodowego, bowiem narusza to jedną z podstawowych zasad przetwarzania danych osobowych, jaką jest zasada adekwatności, zaś pracodawca pozyskuje w ten sposób dane osobowe pracowników objętych ochroną związkową również na zapas (ewentualna realizacja trybu z art. 38 Kodeksu pracy, może ale nie musi się rozpocząć), co w świetle przepisów ustawy jest niedopuszczalne. Ponadto GIODO nie kwestionuje prawa do pozyskiwania informacji o pracownikach korzystających z ochrony związkowej, ale jedynie sposób realizacji tego prawa i stąd też, mając na uwadze unormowania wynikające przede wszystkim z przepisów ustawy o ochronie danych osobowych, powinien realizować prawo z art. 30 ust. 2(1) ustawy poprzez indywidualne wystąpienie odnoszące się do poszczególnego pracownika.

Nie będę ukrywał, że pogląd ten uważam za zdecydowanie prawidłowy, zarazem oparcie zarzutów pracodawcy na art. 27 ust. 2 pkt 6 ustawy o ochronie danych osobowych -- który zezwala na przetwarzanie danych wrażliwych jeśli jest to niezbędne do wykonania zadań administratora w zakresie zatrudniania pracowników -- za naciągane. (Naciągane, albowiem i owszem -- przepis upoważnia pracodawcę do przetwarzania danych pracowników, o których mowa w art. 30 ust. 1(2) ustawy o związkach zawodowych, ale właśnie w zakresie, w jakim został złożony wniosek -- a wniosek generalny jest co do zasady niezgodny z tym przepisem.)

Dlatego też wskazane w uzasadnieniu wyroku przesłanki rozstrzygnięcia wydają mi się bardzo niejasne.
Z jednej strony bowiem WSA pisze, że "pracodawca miał nie tylko prawo, lecz wręcz obowiązek zażądać od związku zawodowego wykazu osób, bądź danych osobowych osoby, o ile związałby tę powinność (żądania od organizacji związkowej) ze ściśle określonymi celami wynikającymi z Kodeksu pracy. Zaś tym celem może być np. zamiar wypowiedzenie pracownikowi umowy o pracę zawartą na czas nieokreślony", z drugiej zaś wskazuje się, że "Innymi słowy mówiąc, pracodawca ma obowiązek poznać stanowisko organizacji związkowej co do imiennie oznaczonych osób korzystających z jego ochrony, jednakże tylko pod warunkiem, że w swoim żądaniu przedstawi jego cel, tzn. powoła się na zamiar przewidziany np. w art. 38 lub 52 kp i bez znaczenia w przedmiotowej sprawie jest, czy wskaże w tym żądaniu ściśle określone osoby, czy też powoła się ogólnie na ów zamiar".

A jeszcze dalej -- i to już jest w ogóle najlepsze -- "Natomiast z drugiej strony nie sposób podzielić stanowiska organu, że pracodawca nie ma prawa do zbierania tych danych w formie imiennej listy pracowników. Jeżeli w swoim żądaniu określi wskazany już wyżej cel, podając np. imienną listę pracowników, którym zamierza wypowiedzieć umowę o pracę lub też rozwiązać z nimi umowy o pracę bez wypowiedzenia, to w takiej sytuacji - w ocenie Sądu - nie można mu zarzucić, że narusza wskazane już wyżej przepisy ustawy o ochronie danych osobowych."

No właśnie tu jest pies pogrzebany! -- chciałoby się zakrzyknąć -- najpierw imienna lista podwładnych, co do których pracodawca zamierza podjąć pewne kroki, a następnie odpowiedź związków zawodowych -- odnosząca się do wskazanych przez pracodawcę we wniosku nazwisk.

Ciekawe, że tak czy inaczej WSA stanął na stanowisku, że złożony przez pracodawcę (konkretny) wniosek był zbyt ogólnikowy, a zatem nie spełniał wymogu adekwatności przetwarzania danych osobowych (art. 26 ust. 1 pkt 3 UoODO).

Wyrok jest prawomocny, co oznacza, że Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych najwyraźniej podzielił stanowisko sądu (ale jak je zrozumiał?) i nie skorzystał z możliwości wniesienia skargi kasacyjnej.
Dużo wyjaśniłaby wiedza na temat dalszych losów sprawy (WSA uchylił decyzję GIODO, więc Inspektor powinien, po zakończeniu postępowania, wydać kolejną decyzję) oraz ostateczne stanowisko organów.
Może o sprawie jeszcze uda się coś poczytać.

Komentarze (19)
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]
2012-01-30 12:53
sędzia - ona:
"Słynne masło roślinne"
Może i Olgierd się czepia, ale ma rację, bo nazwa "masło" jest zastrzeżona dla produktów -[...]
2012-01-30 11:34
raj001:
"Słynne masło roślinne"
Moge tylko potwierdzic wpisy innych komentujących, że sie czepiasz. Może Tobie akurat ta nazwa[...]