Niecały tydzień przed wyborami prezydenckimi to chyba dobry czas na jedyny przedwyborczy komentarz agitujący. Będzie krótko i konkretnie, czyli w punktach:
- w przeciwieństwie do mojej postawy sprzed roku -- tym razem na wybory pójdę. Cokolwiek by nie mówić o urzędzie prezydenta RP ("prestiż, pałac i żyrandol") i jakkolwiek oceniać pozycję głowy państwa (tak, nadal uważam, że marnujemy potencjał urzędu) -- takie wybory to nie przelewki;
- wrażenia mam podobne jak Jacek Sierpiński: ja też nie mam kandydata, z którego poglądami mógłbym się jednoznacznie identyfikować (w teście, o którym pisze J. Sierpiński wyszło mi: Janusz Korwin-Mikke - 76,74%, Waldemar Pawlak - 61,63% (!) i Andrzej Olechowski - 58,14%);
- z tymi internetowymi zabawami wyborczymi jest w ogóle mały problem. W teście Latarnika dla odmiany wyszła mi następująca czołówka: JKM (13 zgodności), Andrzej L. (9 zgodności - sic!) i Napieralski/Jurek/Morawiecki (7 zgodności, przy czym z Napieralskim aż 9 niezgodności) -- ale jak tu odpowiedzieć rozsądnie na tak tendencyjnie zadane pytanie jak np. "W publicznej służbie zdrowia należy wprowadzić niewielkie opłaty za korzystanie z usług medycznych"? -- bo jeśli co do zasady jestem zwolennikiem: prywatyzacji "służby zdrowia" i likwidacji "kłamstwa medycznego", jednak chcąc wyjść na liberała w tym pytaniu muszę zaznaczać "zgadzam się". Podobnie tendencyjne jest pytanie "Rolnicy powinni płacić składki ubezpieczeniowe na takich samych zasadach, jak wszyscy inni obywatele (likwidacja KRUS)" -- zostawmy to co w nawiasie za całe pytanie, a najlepiej dopiszmy tam ZUS, to podpiszę się oburącz -- ale jeśli mnie ktoś pyta czy idealnym modelem jest zusowska grabież (co sugeruje pytanie), to moja odpowiedź brzmi: ktoś powinien za to solidnie beknąć;
- jak już zaznaczyłem: na wybory 20 czerwca pójdę i oddam głos ważny. Większego dylematu -- chociaż w znacznej mierze podzielam opinię Macieja Dudka -- z wyborem nie mam: zagłosuję na JKM. To nie jest idealny kandydat (nie mam już 25 lat, wkręcić się nie dam ;-) i chciałoby się westchnąć: 20 lat minęło, a JKM jest jaki był (z drugiej strony zdziwilibyście się jak wiele "starych" postulatów UPR zostało zrealizowanych!), jednak lepszej możliwości nie widzę;
- głosowanie na JKM będzie przyjemnym powrotem do dawnej pryncypialności w poglądach. Niestety, przez ostatnią dekadę -- ściśle: od 2000 r. w wyborach prezydenckich (Olechowski) i 2001 r. w wyborach do parlamentu -- głosowałem na łżeliberałów (początkowo faktycznie urzeczony możliwością realizacji choćby kawałka liberalnego programu, później troszkę na zasadzie "zawsze może być gorzej"), jednak z czasem człowiek ostatecznie otrzeźwiał (ostatnie liberalne zmiany, czyli obniżka PIT i poluzowanie podatku od wdów i sierot, to zasługa PiS);
- warto też w tym miejscu zarysować scenariusz na lipiec. Zakładając, że będzie druga tura, i że w drugiej turze zabraknie JKM ;-) na lipcową dogrywkę pójdę i -- o ile czeka nas to, co zapowiadają sondaże -- oddam głos przeciwko obu kandydatom.
Sprawa jest prosta: realnej różnicy między Jarosławem Kaczyńskim a Bronisławem Komorowskim -- różni ich w zasadzie tylko stosunek do Donalda Tuska -- a zatem skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać? (Nie dam się także wrobić w "wybór" jakże trafnie obśmiany w poprzedniej "Polityce" przez Henryka Sawkę: "nie lubię tego Kaczyńskiego, bo przez niego będę musiał zagłosować na Komorowskiego"); - z drugiej strony, biorąc pod uwagę, że sondaże się nie mylą ;-) powiem tak: niech wygra Komorowski, niech Platforma i rząd Tuska swobodnie ukażą swój liberalizm, niech zasypią parlament projektami ustaw, których nie było sensu tam kierować, bo i tak prezydent by je zawetował. Czekam z niecierpliwością!
- i ostatnia uwaga, w zasadzie moja zabawa we wróżkę: sądzę, że w sztabie Kaczyńskiego też się mogą całkiem ucieszyć z jego porażki, którą może udać się przekuć na zwycięstwo PiS w wyborach do parlamentu 2011 roku. Jeśli bowiem Komorowski zasiądzie w Pałacu (czy w Belwederze), partii Kaczyńskiego będzie łatwiej przekonać wyborców do głosowania na siebie -- a przeciwko "monopolowi władzy".
To pierwszy i ostatni tekst okołowyborczy na tym blogasku. Następny będzie, jeśli w ogóle, po 4 lipca.





