Na Dzień Kobiet -- ekskluzywny wywiad z Olgierdem Rudakiem
 Oceń wpis
   

Choć tym walczącym o równouprawnienie powiedziałby Go home, make dinner! To stanowczo podkreśla, że kobiety są urocze, kochane, zwykle troszkę zagubione, ale ogólnie ekstra. Z okazji Dnia Kobiet wyjątkowo nie o prawie, lecz właśnie o kobietach opowiada Olgierd Rudak, redaktor naczelny Lege Artis.

 

Ewa Paduch: W zeszłym roku zaszczyciłeś czytelniczki aż trzema publikacjami o kobietach przygotowanymi przez zaproszone do współpracy panie. Miło, że o nas pamiętasz, ale to zaledwie niecałe pół procenta wszystkich Twoich tekstów. Dlaczego tak rzadko temat kobiet pojawia się na Twoim blogo-serwisie?

Olgierd Rudak: W lubczasopiśmie, to po pierwsze (ech, te kobiety! rozpoznają aż 16 milionów kolorów, ale bloga od lubczasopisma nie potrafią odróżnić).
Po drugie -- temat wdzięczny zachowuje wdzięczność tylko wówczas, kiedy nie jest nadmiernie wyeksploatowany. To tak jak ze złotem -- gdyby każdy miał jego w nadmiarze, nie byłoby aż tak kuszące.

Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet postanowiłem -- tradycyjnie -- oddać szpalty Lege Artis kobietom, a równocześnie spełnić najskrytsze marzenia Kochanych Czytelniczek. Zaprosiłem zatem Ewę Paduch, wschodzącą gwiazdę polskiego dziennikarstwa, współpracownicę iWoman, serwisu dla wymagających kobiet, do przeprowadzenia wywiadu z Wydawcą i Redaktorem Naczelnym LA.
Oto cała prawda o Olgierdu Rudaku :-)

EP: Stare porzekadło mówi, że to czego matka nauczyła syna w ciągu 20 lat, jedna kobieta potrafi zniweczyć w jeden tydzień. Jako stary buntowniczy kawaler z wyboru możesz zapewne sypnąć z rękawa kilkoma przykładami potwierdzającymi tę tezę. Dlaczego kobiety według Was kawalerów to takie wiedźmy?

OR: A nie znam, nie znam... Sypnąć przykładami nie mogę, bo brak mi takich doświadczeń. W życiu nie powiedziałbym, że kobiety to wiedźmy! -- wręcz przeciwnie, są urocze, kochane, zwykle troszkę zagubione, ale ogólnie ekstra.

EP: Sam kiedyś przyznałeś publicznie, że oskarża się Ciebie o mizoginię. Czy rzeczywiście jesteś tak negatywnie nastawiony do przedstawicielek płci przeciwnej? Czy jesteś szowinistą?

OR: Mizogin to nie szowinista, ani nawet męski szowinista. Moja mizoginia to oczywiście tylko poza, która ma zwabić stado pięknych dziewcząt, które zechciałyby mnie uleczyć z tej przypadłości. Równie dobrze mógłbym używać w tym celu deklaracji o rzekomym homoseksualizmie.

EP: Czy walka kobiet o równouprawnienie ma sens?

OR: Równouprawnienie pci? Jeśli ma sens gonienie króliczka, a nie złapanie go... to czemu nie? ;-) Ale o jakie równouprawnienie miałoby chodzić?

EP: Z okazji Dnia Kobiet zorganizowana będzie Manifa, gdybyś został zaproszony do powiedzenia kilku słów walczącym o swoje prawa kobietom, to co to byłyby za słowa?

OR: Go home, make dinner!

EP: Co robisz z egzemplarzami bielizny nadsyłanej przez fanki -- sprzedajesz na Allegro czy przeznaczasz na cele charytatywne?

OR: To zależy. Co lepszymi sztukami obdzielam te groupies, które są na tyle odważne (i nieroztropne), aby przedrzeć się przez pilnie strzeżony kordon i poznać mnie osobiście. Reszta idzie dla biednych.

EP: Charyzma, prawniczy autorytet i te Twoje opowieści o listach od zapatrzonych w Ciebie fanek. Czy wiesz, że miałbyś znacznie większe szanse by założyć Partię Kobiet niż sama Manuela Gretkowska? Jakbyś tę kobiecą partię nazwał i jakie by było Wasze hasło wyborcze?

OR: Radykalne Ugrupowanie Dadaistycznie Aktywnych Kobiet (aka R.U.D.A.K.) Zaś hasło to: Rudak na prezydenta!
Co do moich szans na założenie partii kobiet to nie przesadzałbym. No, może jakaś Pierwsza Kadrowa by się uzbierała...

EP: "Teza o tym, że mężczyźni są brakującym ogniwem w ewolucji pomiędzy nami, a małpami da się udowodnić." (Seksmisja) Jak ją udowodnisz?

OR: Bardzo dobry film! I jaki rzeczywisty! Ale jak to udowodnić -- pojęcia nie mam. Zresztą -- może Darwin się mylił?

EP: Bond na pytanie czy lubi mężatki odparł: To upraszcza sprawę. Co Ty odpowiedziałbyś Solange?

OR: To upraszcza sprawę. Bo mnie mężatki nie interesują.

EP: Zdradź jedną skuteczną metodę postępowania z facetami, która pomogłaby kobietom poprawić ich komunikację z partnerami.


OR: Haha: KONKRET! Znane mi sposoby kobiecej komunikacji są za mało komunikatywne; kobieta zwykle zaczyna od ogółu, następnie przechodzi do nieistotnych szczegółów, zaś istota sprawy gdzieś umyka w oparach absurdu. Jak człowiek delikatnie napomknie "do rzeczy bejbi" to słyszy zwykle, że jest niegrzeczny, opryskliwy a w dodatku maczo.

EP: Uroda czy inteligencja, co bardziej cenisz sobie u przedstawicielek płci pięknej?

OR: Och, jestem prostym facetem, uwielbiam piękne kobiety. Skoro ma to być płeć piękna, to tym bardziej ;-)
Inteligentne też bardzo lubię, niestety, większość jakie znam są po prostu piękne ;-))))))))))))))))
A na poważnie: ideałem byłoby połączenie tych dwóch cech. Z czym też nie jest trudno! ;-)

EP: W czym Twoim zdaniem kobiety są lepsze od mężczyzn?

OR: W łóżku.

EP: Proszę dokończ zdania:
Od kobiet nauczyłem się....

Pustka w głowie (mojej).

Z kobietami nie rozmawia się o...

Koleżankach ;-) chyba że chce się je wkurzyć.

Kobieta którą podziwiam za urodę to....

Och, taka jedna aktorka, jak była młodsza, była niezła. Dziś mi się rozluźniły kryteria ocenne ;-)
Jak byłem młody to Księżniczka Leia mi się podobała ;-) a teraz może właśnie ta Solange?

Kobieta, którą mogę podziwiać za wiedzę to...

Skłodowska-Curie? ;-) Z pewnością jest bardzo wiele takich kobiet. Inteligentne kobiety są pociągające, powiedziałbym nawet, że podniecające... Inteligencja sprzyja wyobraźni ;-)

Kobiety i samochody to...

Niestety, na tylnym siedzeniu mam tylko psie futro. U mnie w parze to nie idzie. Poza tym lubię średniej wielkości kompakty, a na to dziewczęta nie lecą.

Jaki byłby świat bez kobiet?

Nie byłoby go jak sądzę.

Co chciałbyś życzyć kobietom w dniu ich święta?

Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia pomyślności, wielu fajnych orgazmów (tak, wiem, że orgazm u kobiety to mit), pociechy z córki, dużo pieniędzy.

EP: Dziękuję za rozmowę i w imieniu wszystkich kobiet także za te oryginalne życzenia.

OR: I ja także bardzo dziękuję, także za to, że nie było nic o feminizmie. Wypłaty i tak nie będzie ;-)

Komentarze (12)
Ekskluzywny wywiad na Dzień Kobiet (jak być młodą matką)
 Oceń wpis
   
Z okazji Dnia Matki przyszedł czas na rarytas nad rarytasy. Specjalnie dla Lege Artis wywiad z Patrycją M-O, 29-letnią psycholożką pracującą w branży human resources, matką 2-letniego Krzysia, przeprowadziły Ewa i Faustyna, redaktorki forum Netkobiety.pl (znane także z chrupiącego bloga NetBabeczki).
Czym jest macierzyństwo? Czy można pogodzić je z pracą zawodową? Jakie oczekiwania miałyby młode matki jeśli chodzi o postawę pracodawców wobec młodych matek? Składając życzenia Wszystkim -- Obecnym & Przyszłym -- Mamom, zapraszam zatem Drogie Czytelniczki oraz Sympatycznych Czytelników do lektury.


Netkobiety: Dziękujemy Ci, że zgodziłaś się na wywiad, bo zapewne każda chwila spędzona z dzieckiem jest dla Ciebie na wagę złota.

Patrycja: To prawda, ale czy Krzysiu doceni to poświęcenie w przyszłości dając mi chociaż buziaka z okazji Dnia Matki? (śmieje się). Zapewne inne sprawy będą dla niego ważniejsze. No ale to jeszcze odległa przyszłość!

N: Czym dla Ciebie jako młodej mamy jest macierzyństwo?
reklama:
Netkobiety.pl - wszystko to czego mężczyźni nie powinni czytać...

Patrycja: Dla kogoś takiego jak ja, kto wiódł dość bujne życie towarzyskie, to swego rodzaju dopłynięcie do bezludnej wyspy, na której jestem tylko ja i moja rodzina. No ale jest fajnie! Nie powiem niczego odkrywczego, ale macierzyństwo to jednak rodzaj spełnienia. Osiągnięcie pełnego wymiaru kobiecości. Kiedy dotarło do mnie, że w moim ciele rozwija się nowe życie, które będzie całkowicie zależne ode mnie, trochę się przestraszyłam.
Chyba właśnie tej odpowiedzialności i tego, że już nic nie będzie takie jak kiedyś. Uświadomiłam sobie jednak jak głęboki sens ma nasze życie i jak ważne jest żeby to życie i płynące z niego doświadczenie komuś przekazać. Macierzyństwo to największe wyzwanie o jakim możemy sobie pomyśleć.
N: Jak trudne było pogodzenie obowiązku wychowania dziecka z z pracą zawodową?

Patrycja: Trudne może i byłoby, ale od czego jest instytucja opiekunki do dziecka? (śmieje się ironicznie). No niestety, kiedy skończył się urlop macierzyński i podjęłam decyzję o powrocie do pracy, musiałam się zdecydować na to, by wychowanie małego powierzyć niani.
Bardzo chciałam wrócić do pracy, do ludzi, znów robić ciekawe rzeczy, a nie tylko myśleć o karmieniu i pieluchach. W chwilach zwątpienia kiedy byłam w domu a niezależny duch namawiał do powrotu do pracy, jedynie uśmiech synka sprawiał, że miękło mi serce i wiedziałam, że w danym momencie mojego życia robię właśnie to co powinnam.

N: Czy firma, w której pracowałaś wspierała Cię jakoś w okresie ciąży i po przejściu na urlop macierzyński?

Patrycja: Pracowałam jako rekruterka w angielskiej korporacji i w związku z tym, że praca wiązała się ze spędzaniem większości czasu przed komputerem, zalecono mi abym drukowała sobie aplikacje kandydatów i dzwoniła z odrębnego pomieszczenia, w którym nie promieniowało na mnie żadne z urządzeń biurowych. Poza tym świetnie się czułam więc pracowałam praktycznie do samego porodu.

N: A jak było po powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim?

Patrycja: Wiele się zmieniło. Przede wszystkim projekt przy, którym wcześniej pracowałam był już zakończony, więc nie za bardzo miałam do czego wracać. Zaproponowano mi zatem dołączenie do innego zespołu. Niestety przepadły moje szanse na awans, to co wypracowałam sobie wcześniej przez dwa lata lojalności wobec pracodawcy nagle zostało wyzerowane, nastąpiła taka totalna tabula rasa mojej kariery w tej firmie, bo w nowym zespole byłam przecież początkującym pracownikiem. Co więcej nie mogłam uczestniczyć w szkoleniu, które normalnie by mi przysługiwało, tylko dlatego, że po prostu 'wyszłam na chwilę z kolejki'. Przepadło.

N: Rzeczywiście przykra sytuacja, nie próbowałaś rozmawiać na ten temat z pracodawcą?

Patrycja: Z jednej strony było to dla mnie przykre z ambicjonalnego punktu widzenia, a z drugiej cieszyłam się, że mnie nie zwolniono. Oczywiście, że rozmawiałam! Mówiłam o moim rozczarowaniu zaistniałą sytuacją, a usłyszałam wówczas, że muszę być elastyczna i powinnam się dostosować do zmieniających się reguł i otoczenia firmowego. Zagryzłam wargi i milczałam, udając że jestem szczęśliwa.

N: Naprawdę nie spotkało Cię nic pozytywnego? Zapewne słyszałaś o plebiscycie Firma przyjazna mamie, wyróżniającym firmy, które w szczególny sposób dbają o swoje pracownice, które urodziły dzieci. Oferuję im bezpłatną opiekę medyczną, wprowadzają elastyczny czas pracy i możliwość pracy w domu, dodatkowe tygodnie płatnego urlopu, dają wyprawki dla dzieci, urządzają na terenie firmy pomieszczenia dla matki z dzieckiem, itp.

Patrycja: Bezpłatna opieka medyczna w takich korporacjach to już w zasadzie standard, żaden przywilej czy benefit. Mój pracodawca pozwolił mi przychodzić do pracy o godzinę wcześniej dzięki czemu mogłam po pracy zdążyć na porę karmienia Krzysia. I to w zasadzie wszystko.

N: Jakiego wsparcia i pomocy oczekiwałabyś od firmy, aby pomogło Ci to w większym stopniu pogodzić pracę zawodową wraz z obowiązkiem wychowywania dziecka?

Patrycja: Najbardziej by mi pomogło wsparcie finansowe. Wiem, że w jakiejś firmie dają matkom takie drugie, tyle że firmowe becikowe. Tak swoją drogą becikowe, z którego się kiedyś śmiałam to była naprawdę duża pomoc na samym początku, kiedy to wyobrażenia o cenach pieluch zderzyły się z rzeczywistością. No i przyznam, że bardzo dużo mnie kosztowała opiekunka do dziecka. Przy zarobkach 2400 netto, musiałam niani płacić 1400 zł netto. Tak, więc gdyby nie mój mąż nie byłabym w stanie sama utrzymać siebie i dziecka.

N: Dwa tysiące w brytyjskiej korporacji?

Patrycja: Takie są realia, ale wszystkim się wydaje, że jak ktoś trafi do korporacji to już zarabia fortunę. Niektórzy pewnie tak, ale nie szeregowi pracownicy, a to przecież dzięki nim te korporacje funkcjonują.

N: Może to pracownicy, a szczególnie kobiety zaniżają płace?

Patrycja: Może tak, ale jak twoje oczekiwania nie zmieszczą się w korporacyjnych widełkach na daną pozycję, to nikt nie będzie ci szedł na rękę. Negocjacje są jedynie jeśli chodzi o obniżenie stawki, usta zamyka się pracownikom benefitem w postaci bezpłatnej opieki medycznej, która i tak jest już standardem. A wszystko sprowadza się do tego, że nie ma ludzi niezastąpionych. Nie podoba Ci się -- drzwi otwarte!

N: A wracając do kwestii prawnych, czy długość urlopu macierzyńskiego i wychowawczego jest dla Ciebie wystarczająca?

Patrycja: Myślę, że tak, chociaż gdyby wydłużyć o parę tygodni macierzyński to byłoby idealnie. Natomiast pewnie przesadziłabym, gdybym głośno powiedziała o tym, że wprowadzenie płatnego wychowawczego byłoby najlepszym z możliwych rozwiązań. Ja z powodu niezadowolenia w pracy zdecydowałam się przejść na urlop wychowawczy. Aktualnie poszukuję pracy i niestety nie przysługują mi dodatkowe świadczenia pomocowe, bo nasz dochód na członka rodziny przekracza urzędowe stawki o jakieś 50 zł.

N: Przejdźmy może do bezpieczniejszych tematów. Czy zgadzasz sie ze stwierdzeniem, że kobiety, które urodziły dziecko, znaczenie łatwiej radzą sobie na polu zawodowym i w biznesie?

Patrycja: Oczywiście. Przede wszystkim są dojrzalsze, bardziej świadome tego czego chcą od życia, od siebie samych. Poza tym opieka nad dzieckiem wymaga systematyczności i wyrabia takie nawyki jak planowanie czy przewidywanie. Myślę, że kobiety które urodziły dziecko to bardzo wartościowi, ale często niedoceniani pracownicy.

N: To może na koniec naszego spotkania zapytam Cię, jak zareagowałabyś gdyby Twoje dziecko oczekujące na dobranockę zostało uraczone Bajką o Tusku, a może -- jeśli wybiegniemy w przyszłość -- o jakimś innym polityku?

Patrycja: Myślę, że postawię raczej na słowo mówione i będę starała się mojemu dziecku raczej czytać i opowiadać bajki. To bardziej działa na wyobraźnię. Jest tylu wspaniałych autorów bajek i baśni jak choćby Jan Brzechwa, Julian Tuwim czy Jan Christian Andersen. Oburza mnie wykorzystywanie motywów bajkowych zarówno w polityce jak i reklamie. Widziałam reklamę firmy Unimil wykorzystującą motyw z Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków. Obrzydliwe!

N: Nie ma to jak '13 Bajek z Królestwa Lailonii dla dużych i małych' Leszka Kołakowskiego. Życzymy zatem Tobie i Twojej rodzinie powodzenia i stworzenia sobie takiego własnego Królestwa Lailonii.

Patrycja: Dziękuję. Na pewno tak będzie, jak tylko dostanę lepszą pracę.
Komentarze (0)
Na! Dzień! Kobiet! - ekskluzywny! wywiad! z! feministką!
 Oceń wpis
   
Przychodzi w życiu każdego Prawdziwego Mężczyzny taki dzień, kiedy trzeba odłożyć ulubiony plakacik Mobilkinga (i dołączone w promocji blaszane puzderko na fajki). Nie, nie mam na myśli zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy. Mówię o dzisiejszym Międzynarodowym Dniu Kobiet.

Z tej okazji udało mi się poprosić Anię Firecką, znaną (mi osobiście) feministkę o przeprowadzenie wywiadu z Marzeną Lizurej, Prawdziwą Sufrażystką, dowodem czego jest poniższy zapis rozmowy.
Warto dodać, iż równocześnie z tym tekstem poszerza się baza stałych współpracowników Lege Artis o kolejną osobę. Dziękujemy i prosimy o jeszcze. niech moc będzie z Wami!


Anna Firecka (dla Lege Artis): Co jest złego w obchodzeniu dnia kobiet? Przecież, teoretycznie przynajmniej, chodzi o uczczenie kobiet...

Marzena Lizurej: Feministki nie protestują przeciwko dniowi kobiet, obchodzą go uroczyście, organizując manify (największa jest w Warszawie) i inne imprezy kulturalne (koncerty, wernisaże, spotkania dyskusyjne, happeningi i dyskoteki) dla kobiet. Feministki protestują jednak przeciwko tradycyjnemu, peerelowskiemu sposobowi obchodzenia tego święta (koleżanka dostaje goździk i rajstopy, a za to upiecze ciasto i postawi flaszkę) i tradycyjnej roli kobiety w patriarchalnym społeczeństwie.
Marzena Lizurej uzyskała stopień doktora w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Była współzałożycielką Koła Naukowego Queer Studies „Nic Tak Samo”. Razem z Moniką Baer zredagowała książkę "Z odmiennej perspektywy. Studia queer w Polsce" (Wrocław 2007). Współpracuje z ruchem feministycznym i LGBT, redaguje czasopismo naukowe InterAlia. Publikuje m.in. w czasopiśmie Rita Baum.Jeśli kobieta nie jest traktowana jak człowiek, nie ma prawa do swojego zdania, swojej kariery, swojej przyjemności, a tylko jest postrzegana jako matka, opiekunka, służąca, sprzątaczka, obiekt seksualny itd. – jej święto to tylko uczczenie tych korzyści, które czerpią z kobiet mężczyźni. Całowanie w rączkę i wręczanie kwiatków nie wystarczy, by przywrócić kobiecie godność. Wtedy kwiatek staje się kneblem dla tych, które są niezadowolone ze swojego życia i ze stosunku mężczyzn do nich. Dzień kobiet ma potwierdzić, że kobieta jest szanowana, ale to tylko iluzja.
 
AF (LA): Skoro dzień kobiet jest taki zły, dlaczego ten dzień właśnie organizacje feministyczne wybrały sobie na organizowanie manifestacji?

ML: 8 marca przy okazji manif podejmuje się problemy nierówności społecznej (to kobiety najwięcej straciły na restrukturyzacji, niełatwo im zrobić karierę, mniej zarabiają, dostają niższe emerytury, mają ograniczone prawa reprodukcyjne, częściej doznają przemocy).

Ten dzień ustalono międzynarodowym świętem kobiet w 1910 roku (więc nie jest to tylko peeselowskie święto, jak sądzą niektórzy). Ogłoszono je dla upamiętnienia ofiar walki o równouprawnienie kobiet. Impulsem do ustanowienia tego święta stał się strajk i manifestacja kobiet w roku 1908 w Nowym Jorku, kiedy to na ulice wyszło 15 tysięcy robotnic, żądając polepszenia warunków pracy. Na ich transparentach pojawiły się hasła „Chleba i róż”, co oznacza, że żądały również prawa do godnego (przyjemnego) życia, a nie tylko minimum koniecznego do przeżycia.

AF (LA): Do kogo mają przemówić takie manifestacje? Jaka jest grupa docelowa wszelkich
feministycznych kampanii społecznych? Kogo chcemy przekonać, że kobiety są dyskryminowane i że walka o równouprawnienie ma sens?

ML: To są przede wszystkim akcje medialne, które mają zwrócić uwagę rządu i społeczeństwa na problemy kobiet w Polsce. Ważne, że ich inicjatorkami są środowiska kobiece, więc mówią one o swoich problemach. To forma uczestnictwa w demokratycznym społeczeństwie. Przy okazji pokazują też, że – pomimo znacznych różnic – środowiska kobiece potrafią razem wystąpić we wspólnej sprawie.

AF (LA): W swych założeniach feminizm działa na korzyść kobiet i to kobiety odnoszą korzyści z wojny feministek. Dlaczego zatem tyle kobiet odżegnuje się od ideałów feminizmu? Dlaczego trzeba kobiety przekonywać, że powinny walczyć o swoje prawa?

ML: Gdy na zachodzie rozwijał się feminizm, w Polsce (i innych krajach bloku wschodniego) kultywowano iluzję, że w socjalizmie kobiety nie są dyskryminowane, bo robotnice obok robotników budują nowy ład. A potem, gdy u nas zmienił się system, zanim idee feminizmu zadomowiły się w świadomości społecznej, pojawił się ostry nurt krytyki feminizmu. Nie było świadomości, że na świecie od XIX wieku przetoczyły się już trzy fale feminizmu (które różniły się od siebie oczekiwaniami i ideami), i że w samym ruchu feministycznym można wyróżnić różne nurty (od katolickiego do lesbijskiego).

Dlatego wiele kobiet uważa, że feminizm to coś złego i, mimo że chciałyby być traktowane na równi z mężczyznami i mieć równe prawa  (i choć czasami nawet same robią wiele w tym kierunku), boją się używać w stosunku do siebie tego brzydkiego słowa na F. Do tego kilka tysiącleci patriarchalnej kultury powoduje, że niektóre kobiety wierzą w boskie czy naturalne prawo nakazujące im poddaństwo i służebną rolę w stosunku do męskiej części społeczeństwa. Ale to się powoli zmienia.

AF (LA): A co z dniem mężczyzny? Niby jest, ale tak naprawdę nikt nie wie kiedy i nikt go nie obchodzi. Czy jest to przejaw dyskryminacji mężczyzn?

ML: Kultura patriarchalna, choć oddaje realną władzę w ręce mężczyzn, dyskryminuje również wielu z nich. Ukształtował się pewien akceptowany typ mężczyzny i jeśli ktoś się temu nie podporządkowuje, jest na pośledniej pozycji społecznej. Nadal więc czekamy na ruch wyzwolenia mężczyzn.

Dzień mężczyzny czy chłopaka nie przyjął się, ponieważ kobiety przez cały rok troszczą się o swoich mężczyzn, więc nie ma sensu, żeby wręczały im raz w roku goździka i rajstopy. A oni niech upieką ciasto, choć to mogłoby być ciekawe :-)


PS na obrazku powyżej manifa sufrażystek sprzed 100 lat prawie, poniżej komunistyczny plakacik nieco późniejszy. Ilustracje do wywiadu dobrała Seksistowska Świnia - czyli redaktor naczelny.
Komentarze (8)
Miły prezent na Walentynki - wywiad z aplikantką radcowską
 Oceń wpis
   
Z okazji Walentynek mam dla Was, moi drodzy Czytelnicy, najfajniejszy prezent. Prawdziwy wywiad z prawdziwą aplikantką radcowską. A zatem jeśli chcecie się poznać najskrytsze sekrety aplikantów, dowiedzieć się jakie będą w tym roku pytania na aplikację oraz czy istnieje coś takiego jak islamski feminizm, zapraszam do czytania i zachwycania się.


Lege Artis: - Jesteś aplikantką radcowską? Jak do tego doszłaś i co się z tym wiąże?


Anna Firecka: - Droga do aplikacji radcowskiej jest precyzyjnie opisana w ustawie o radcach prawnych. Trzeba spełnić warunki, zdać egzamin i już :-) Jeśli chciałbyś poznać moje motywy, to one też są proste. W prawie interesuje mnie rozwiązanie problemu, dyskusja podejmowana z przeciwnikiem, walka na argumenty. Zajmowanie się prawem w ten sposób możliwe jest tylko w zawodach radcy prawnego i adwokata. Prawo karne mnie nie interesuje, więc – zamierzam zostać radcą prawnym.

Anna Firecka, lat 32, absolwentka IX LO we Wrocławiu oraz prawa Uniwersytetu Wrocławskiego. Aplikantka radcowska, pracuje w kancelarii. Główny obszar zainteresowań: zamówienia publiczne, prawo pracy, problematyka dyskryminacji kobiet.
Prywatnie stara panna, właścicielka dwóch kotów, feministka i marzycielka.
LA: - Czyli jest ciężko? Jak sobie radzisz? Czytelników, z których wielu chciałoby dostać się na aplikację na pewno zainteresuje to jak wygląda codzienne życie aplikantki?

AF: - Aplikacja wiąże się z uczestnictwem w zajęciach teoretycznych i z praktykami w sądach, w prokuraturze i w kancelariach. Z konieczności wiąże się też z ograniczeniem czasu pracy (ale rzadko z ograniczeniem ilości obowiązków). W ramach praktyk sędziowie często polecają nam przygotowanie uzasadnień wyroków, opinii na niejednoznaczne zagadnienia prawne itp. Pogodzenie tego wszystkiego bywa ciężkie, ale na ogół nie jest tak źle. Dla mnie najcięższe są zajęcia teoretyczne, ponieważ najlepiej uczę się, pracując, a nie słuchając wykładów. Bardzo lubię praktyki, zwłaszcza czytanie akt i uczestnictwo w rozprawach. Oczywiście, konieczne jest również zaliczanie kolejnych etapów, czyli egzaminy.

LA: - W takim dniu (wywiad przeprowadzany w walentynkowy poranek) trudno nie rozmawiać o seksie i miłości. Czy w życiu aplikantki zdarzają się takie chwile? A może mogłabyś uraczyć Czytelników Lege Artis jakąś pikantną opowieścią?


AF: - Wbrew pozorom prawnicy (a więc i aplikanci) to także ludzie i członkowie jakichś tam społeczności. Dotyczą ich więc wszelkie miłosno-emocjonalno-erotyczne uwarunkowania, właściwe reszcie ludzkości. Również zasady dobrego wychowania, więc pikantnej historii nie będzie :-)

LA: - A co mogłabyś podpowiedzieć tym spośród Czytelników, którzy zamierzają
startować na aplikację w tym roku? Jakieś przecieki jeśli chodzi o pytania?
Specjalnie na Walentynki stworzyłem nową kategorię: kontr-wywiad. Już wkrótce na łamach LA będą kolejne wywiady.
Przypominam też, że nadal możecie wysyłać esemesy o treści B00120 na numer 71222 (spieszcie się!), o konkursie Miss Temida 2008 oraz o tym, że naprawdę na bieżąco będziecie tylko dzięki Google Readerowi!

AF: - Szczerze mówiąc, jestem zaskoczona, ile daje mi aplikacja i jak wiele się w jej trakcie nauczyłam. Warto się postarać i zostać aplikantem :-)
Co do egzaminu mogę podpowiedzieć tylko tyle, że jego trudność leży w ilości materiału. Same pytania nie są skomplikowane, zakres materiału jest jednak dość zabójczy, więc im więcej zdołają kandydaci na aplikantów przeczytać, tym lepiej dla nich.

LA: - Jesteś znana z postawy feministycznej. Mnie oskarża się o mizoginię. Czy uważasz, że te dwie postawy mogą ze sobą współistnieć we współczesnym świecie? A może paradygmat kantowski upada i w tym wymiarze? Czy nie sądzisz, że dysonans poznawczy jednostek ludzkich może zakładać dychotomię takich postaw?

AF: - Feminizm zakłada równość płci (nie tożsamość!) i, w dużym uproszczeniu, walczy o to, aby nasze umiejętność, cechy osobiste itp., nie były oceniane przez pryzmat naszej płci, lecz przez pryzmat jakości po prostu. Jednym słowem, zakłada takie same kryteria traktowania osobników obydwu płci, tam gdzie jest to możliwe ze względu na oczywiste względy typu różnic fizjologiczno-anatomicznych itp.
Mizoginia to niechęć do kobiet tylko dlatego, że są kobietami, czyli wykluczanie całej grupy ludzi tylko ze względu na ich płeć.
A to jawnie przeciwstawia się idei feminizmu.



LA: - Dziękuję za rozmowę. Może chciałabyś kogoś pozdrowić.

AF: - Pozdrawiam wszystkich Twoich nie-zakochanych Czytelników :-) Zakochani dość dziś dostaną pozdrowień i beze mnie…


PS a dla tych co też kochają Walentynki - John Coltrane i A Love Supreme, nagranie z 1965 roku.

Komentarze (17)
Ekskluzywny wywiad z panem makowskim
 Oceń wpis
   
Lege Artis: Panie Makowski, zasiadamy do ekskluzywnego wywiadu, ale boję się, że niektórzy Czytelnicy mogą Pana nie znać. Proszę o kilka słów wprowadzenia.

[mrm]
Subject: wywiad
notka [prawie] biograficzna

urodzony a jakże! w warszawie, pół roku przed śmiercią Józefa Stalina (znaczy w PRL).
Stamtąd też, z obu stron, jego rodzice oraz Dziadkowie (spółdzielczo-socjalistyczny żoliborski WSM i chuligański, romantyczny czerniaków).
Babcie: Wiktoria (praczka) i Józia (kucharka), Dziadek Wacław – murarz; ale głównie inwalida wojenny z I WW. a bo drugiej WW to już Dziadkowie (3/4) nie przeżyli niestety. dlatego ich idealizuję ;-)
a drugi Dziadek, Czesław – to najchętniej na harmonii ponoć grywał. na cyji (wstydzie lub „Płuckach", w zależności od regionu)
a Pradziadek (szewc) – to podobnież ze Starego Miasta nie wychodził; bo mawiał, że dalej to już wieś jest.
no, czasem do kolegi na Nowe Miasto…
w rodzinie byli hutnicy szkła, malarze… a ja – zostałem Obibokiem. dyplom: u prof. Aleksandra Gieysztora, cudownego człowieka. o ceremoniach wjazdów uroczystych do miast. od Trajana – po Breżniewa (prawie ;-)

później ponad 20 lat rokendrolla i Dżezzu
jazz", jazz jamboree, krzak, dżem, magazyn muzyczny, miles davis, shakin'dudi, young power, non stop, tie break, jarocin, immanuel, dzika kiszka…
oj, co to były za lata!
(i że się udało przeżyć!)

teraz czekam na emeryturę (liberał naiwny!) – i sporo w blogach.
a żyję – z projektowania, poligrafii, marketingu, www…
jak wszyscy ;-)
mr makowski

[na zdjęciu: eric clapton – 1979 r. warszawa]



LA: – Z zapartym tchem obserwowałem Twój sądowy pojedynek dotyczący naśladownictwa logo zespołu Dżem. Sprawa skończyła się z wiadomym skutkiem, ale chciałbym poznać Twoją opinię na ten temat.

[mrm]
– wiesz… mam mieszane uczucia. a bo z jednej strony – plagiat jest (moim nieskromnym) – ewidentny, nieetyczność też chyba raczej… żadnej umowy, o pieniądzach już nie… ani nawet małej notki petitem na dole filmowej listy płac – że jest, żyje taki Facet, co to logo zrobił i ono ponad 20 dobrze się sprawdza…
ale: czy warto „myśleć do tyłu"? a KAŻDA sprawa sądowa – to takie właśnie myślenie.
a Dżem – to zamierająca kapela; jak często u rokendrollowców.
jest takie pytanie odwieczne: czy – aby być R&R'ollem – trzeba koniecznie umrzeć młodo? i to się do tego sprowadza: masz to, co najlepsze (?) z życia – Kobiety, Wino i Śpiew… – od razu na poczatku. a później już tylko odcinasz kupony.

LA: – A więc czemu się w ogóle procesowałeś?

[mrm]
– a bo bardzo brzydko (na początku) to moje Logo przerobili. i wymyślali pomysły, jak np. malowanie go sprayem po murze – które ja przed nimi już 20 lat wczesniej… a to drażni. ambicję ;-)

LA: – Ale to, co robisz też jest skądś przecież inspirowane? Też nie ty pierwszy zacząłeś stosować np. ręczne pismo w projektach.

[mrm]
– oczywiście! jest tak, jak pisze gdzieś – cytuję z pamięci niestety – j. l. borges „wszyscy jesteśmy ręką, ktora bóg pisze…" wszyscy od wszystkich czerpiemy.
i inny cytat: tym razem Paul Valéry, poeta francuski: „tak, oryginalne jest to, w czym nie widać przetrawionych kawałków – oryginalność to tylko kwestia żołądka."

[na zdjęciu:krzyś „kris" głuch – 1998 r. katowice]



LA: – Jesteś artystą, żyjesz z pracy twórczej. Często mówi się, że prawo autorskie jest zbyt restrykcyjne, inni znów podkreślają fakt, że właśnie twórcy są tak naprawdę na przegranej pozycji w większości tego rodzaju sporów. Jaka jest zatem Twoja ocena zagadnienia?

[mrm]
– tak zwane prawo autorskie – to stosunkowo nowy wynalazek; i niekoniecznie multikulturowy. powstało jako wynik technicznych możliwości masowej reprodukcji.
druk, i jest to Pan Gutenberg. dalej anglia (od XV do cca XVII, no, do poczatku XVIII wieku), ale XIX. wieczne szybkie prasy drukarskie tu najważniejsze jednak są.
Najpierw słowo drukowane (w tym i Nuty!) – a później fonogramy, zdjęcia, filmy… ale nie zapominaj, że druk wynaleźli Chińczycy, u których (konfucjanizm!) – praktycznie nie ma pojęcia „autorskie prawa osobiste". wszystko, co robisz – robisz dla innych. dla społeczeństwa.
które może, ale nie musi ci płacić – za Tworczość.
Homer, jeśli istniał, dostawał zapewne kolację i dach nad głową – za recytowanie „Iliady" lub – gdy zanudził wyliczaniem statków – „Odysei".
jan sebastian bach miał posadę kapelmistrza; a james joyce nawet gorzej; pracował w banku;. aby móc „tworzyć". co go wykanczało zresztą, jak każdego ;-)

LA: – Aż nie chce mi się wierzyć, że na Twoje stanowisko nie ma wpływu przegrana sprawa w sądzie!

[mrm]
– (duuży uśmiech.) ma i nie ma.
ta sprawa przekonała mnie, że jedynym normalnym i MORALNYM rozwiazaniem problemu – choć być może finansowo dla niektórych „twórców" (= piosenek o mydełkach fa i „tematów" do czołówek seriali polsko-brazylijskich) mniej atrakcyjnym – jest zwykła umowa kupna-sprzedaży.
ja coś robię, Ty – tego potrzebujesz i chcesz kupić. targujemy się, silniejszy wygrywa ;-)
a co on z tym dalej zrobi, czy zarobi, czy straci… wolny wybór.
tak staram się funkcjonować od dawna.

LA: – Dość staroświecki model kapitalizmu…

[mrm]
– Ale jedyny „uczciwy". Twórczość jest PRODUKTEM; może nieco innym, niż kosiarka do trawy. ale już dobry Stół – jest „dziełem". a czasem podobno i Sztuki.
Ale wszystkie te tantiemy, zaiksy, instytucje ochrony „Praw…" wiesz: tam wygrywają Silni Cwaniacy; a nie wybitni Artyści. ci zawsze dostawali w to miejsce, gdzie i ja dostałem od Pani Sędziny; i Pana Twórcy Kidawy.
który nota bene chce kręcić teraz film o kolejnym Zmarłym: o Pawle Jasienicy. i Jego (tzw.) żonie z UB.
jakaś skłonność do nekrofilii? czy też może szanowne Zwłoki – się o „prawa…" nie upomną…
(tak, wiem: jestem Okropny ;-)

LA: – Twój blog należy do popularniejszych w Polsce. Mam jednak trudności z oceną jego klimatu: piszesz dużo o polityce, ale dzięki licznym Twoim zdjęciom czuję się jak w galerii fotograficznej. Do tego wyraźne zainteresowanie historią. Jak
to tłumaczysz?


[mrm]
– ja tak myślę o blogach. to Notatki. tego, co mnie akurat (= zajmuje, drażni, nęci.)
taki… Pamiętniczek.
ale i forma mówienia do innych: nieco ułomnego; ale Dialogu.
a mnie zajmuje wiele spraw; lecz w sumie z jednej dziedziny. to język, w tym: wizualny i inne niesłowne (Muzyka!).
dalej komunikacja, a więc i Propaganda, nazywana czasem, łagodniej – Reklamą.

żyjemy w czasach, w których możliwości indoktrynowania, powolnego, „miękkiego" – wzrosły w niewyobrażalny sposób. i gdy ja, w latach 70. 80. – robiłem jedno zdjecie – dziś przychodzi 7 kanałów MTV + 4 vivy; a w każdym – setki tysięcy Kolorowych obrazków.
jak z tym żyć? ;-)
na czym zarabiać, spokojnie i uczciwie – skoro wszystkie serwisy – są „społecznościowe" to Jednostka ma przechlapane, prawda?
skoro wszyscy „kradną" z Sieci – znaczy się eufemistycznie „piratują" – to jak produkować „content" – jeśli nie MASOWO?
jednostka w tym znika… szczególnie zaś ci, którzy nie płyną całkiem z prądem.

LA: – nie wiem czy przez przypadek ale w ten sposób doskonale wpisujesz się w hasło „Web 2.0". Czy chciałbyś zostać Rolling Stonesem polskiej webkultury?

[mrm]
– to już wolę Keith Richardsem, który w wieku 62 lat wlazł pijany na palmę (i spadł oczywiście ;-)
ale pytanie jest ciekawe: czy możliwe są dziś takie kariery, jak w latach 60.
otóż nie: dziś, trawestując Andy Warchola – każdy ma nie 5 minut, a 12 sekund.
tyle mniej wiecej wynosi PRZECIĘTNY czas Ludzi (i Automatów) które, którzy co dzień, w imponującej ilości ok. 6 tysięcy (nieufnym udostępniam Statystyki ;-)
– odwiedzają mego bloga. głównie po to, aby mnie poinformować (automatycznie) o nowych sposobach „penis enlargement" albo o nowych kopiach Rolexa (weryczip!)
to ja już wolę jak Richards:
Everyone talks about rock these days; the problem is they forget about the roll.


[na zdjęciu:włodek kiniorski – sztokholm, 1987 r.]



...............................
LA: – Człek doświadczony, oblatany w światowych sprawach, twórczo chyba spełniony… Nie myślałeś o zajęciu się polityką albo szerzej: działalnością publiczną?

[mrm]
– ależ ja działam publicznie! sadzę np. drzewa (nielegalnie! )
w terenie wspólnym przed domem; jak ten Pan choć, na mniejszą skalę, bo indywidualnie.
a później przyjeżdża traktor z gminnych (= naszych) podatków płacony – i połowę z nich rżnie. razem z ziemią (o trawie nie wspominając bo w takie upalne lata – ona nie rośnie). I fakt, powinienem pójść do gminy i oprotestować (tę ich bzdurę z tzw. Zielenią Miejską – przypominam: z naszych podatków płaconą. ale na to już nie mam czasu.

LA: – a polityka?

[mrm]
– wiesz: zawsze jakoś nieufnie podchodziłem do polityków, od Dziecka. nie, żebym był, jak Bliźniacy Kaczyńscy – od Kołyski całe życie „przeciw". nie.
ja – wolałem być obok.
stoisz z boku to wiecej widzisz. z prawa, z lewa… dlatego chyba byłem przez lata fotografem. w Komunie (tfu!) – to było dość wygodne alibi aby niewiele robić i jakoś żyć ;-)

LA: – wieczny obserwator? a gdzie miejsce na zaangażowanie?

[mrm]
– ale myśmy walczyli! zawzięcie walczyliśmy, z Komuną i te de.
na przykład robiliśmy rzeczy przez nich (oficjalnie) zakazane: demoralizację! i nawet mieliśmy w tej dziedzinie niejakie sukcesy.
pamiętam jak w jarocinie, w 1987 bodaj roku Towarzysz Kwaśniewski, członek honorowego (?) Komitetu organizacyjnego tego festiwalu przyjechał na inspekcję. pochodzili, nawet ze 2 kawałki posłuchali… dookoła ich Pieski z ZSMP skakały, bo to Ważny Minister ze stolycy…
a póżniej pojechali wypić coś, (wiadomo co.) na szybko do ośrodka w żerkowie; w którym i my, dziennikarstwo i organizatorzy byliśmy poumieszczani.
strasznie średni ośrodek, ale miał „apartament" znaczy: dwa pokoje typu Peerelowski akademik – połączone w jedno. i tam pili towarzysze.
skąd to wiem?
ano jak dokądś wyjechałem, na koncert czy gdzieś – a byłem za „Organizatora" wtedy – to ktoś z recepcji do mego pokoju dokwaterował jakichś hipisow z kapeli.
wracam ja wieczorem – a tam: ktoś śpi w moim Łóżeczku… ktoś…
no to z awanturą. w prawie byłem, co nie?
a Pan (Pani? ech, skleroza…) na recepcji mówi, że nie bardzo ma inny pokój. no, może ten apartament (nie wiedziałem po kim, bo bym ;-). ale on nieposprzątany…
trudno, niech będzie brudny mówię.
niech tam bedzie moja krzywda.
idziemy tam, a na stołach – kompletne Kolacyjne przyjęcie! szyneczki, kielbaski, pomidorki, ogóreczki… i tylko Wódka wypita; ale wędlina nieruszana.
tak się Towarzysze spieszyli do Centrali,naprawiać polskę…
no to urządzliśmy przyjęcie. sprosiłem kogo się dało, i tylko żeby alkohol przyniśli, mówiłem; bo w jarocine na festiwalu byla prohibicja.
przynieśli, a jakże…

dalej niewiele pamiętam.
ale tak właśnie – stanęliśmy w Pierwszym Szeregu Tych, Co Odbierali Komunistom Zagrabione Przez Nich Dobro (narodowe).
jak solidarność. jak PiS… i tylko: indywidualnie, jak Janosik ;-)
i co?
może powiesz, że nie jestem zaangażowany?

LA: – zbowid?

[mrm]
– a jak! wiesz, po 1989 pojawiła się w P(r)L cała ta Kadra eleganckich, pachnących Rodaków z emigracji, z paryża np. Zawodowi opozycjoniści; a Bronislaw Wildstein na czele. i przyjechali nas uczyć, jak żyć. nas tu; połamanych (jednak) pokancerowanych przez tę Szarą, Brudną i brzydką Bolszewię (tfu!). a oni tacy Pjękni

no i jest jakieś przyjęcie. i Jedna pani, (z EU-ropy oczywiście) , miła gadka-szmatka, pyta mnie
– a Pan też oczywiście był w Opozycji…
a j jej na to:
– tak Psze Pani: w obyczajowej…

nigdy nie lubiłem Salonów.
...............................

LA: Bardzo dziękuję za rozmowę.

[mrm]
- i ja bardzo dziękuję, miło mi.


dopisek:
W adiustacji zachowano oryginalną pisownię i interpunkcję rozmówcy.

a teraz dla Państwa od Pana Makowskiego gra STRRRASZNIE STARY zespół .....


Komentarze (6)
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-22 15:06
alda1981:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
jedno najważniejsze pytanie- oczywiście też dostałam propozycje ugody od wspaniałego Lexusa czy[...]
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa