Sporo P.T. Czytelników -- którzy zwykle kibicują mi w moich teoretycznych elukubracjach dotyczących wolności słowa -- nie podziela mojego praktycznego poglądu o wyrokach w procesach o ochronę dóbr osobistych, jakie wydawcy medialni wytoczyli profesorce Środzie ("ubecki program") i poecie Rymkiewiczowi ("duchowi spadkobiercy KPP").
Mógłbym zatem napisać teraz kolejny tekst o wolności ostrego słowa, o tym, że właśnie od ograniczania "niekulturalnych" wypowiedzi i "inwektyw" z "rynsztoka" oraz przypominania, że "zwykłe chamstwo kosztuje" zwykle się zaczyna -- ale tym razem pozwolę sobie posiłkować się garścią cytatem i konkluzją z dzisiejszego komentarza Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, pod którym oburącz mógłbym się podpisać (autorem jest dr Ireneusz C. Kamiński, polecam lekturę całego niedługiego tekstu):
Wypowiedź Rymkiewicza trudno nazwać elegancką. Elegancja nie jest jednak tym kryterium, które w prawniczych kategoriach rozstrzyga, czy doszło do przekroczenia granic wolności wypowiedzi, uprawniając do użycia sankcji prawnych. W debacie politycznej i wokół ważnych publicznie kwestii (a taki charakter miał „spór o krzyż”) winny być prawnie tolerowane i mocne sformułowania, czego nie należy utożsamiać z przyzwalającą pozaprawną oceną. Sędziowie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu wskazywali więc na swoją „nieprawniczą” dezaprobatę dla użytych w krytyce słów, równocześnie orzekając, że niewielkie sankcje wymierzone przez sądy krajowe naruszały chroniący swobodę wypowiedzi art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Tak było przykładowo w sprawach, gdy podczas krytyki pod adresem adwersarzy padały takie słowa jak idiota (Obeschlick przeciwko Austrii, nr 2), bufon i prostak (Lopes Gomes da Silva przeciwko Portugalii), czy polityczny inwalida (Pakdemirli przeciwkoTurcji).
Tymczasem -- jak przypominają Helsińczycy -- dwa dni przed tym jak warszawski sąd odmówił Rymkiewiczowi prawa do prowadzenia fundamentalnej polemiki z Agorą, Trybunał orzekł w sprawie węgierskiego dziennikarza, który napisał o wyrobach pewnego producenta win (tłumaczenie moje i luźne, lecz za stroną Trybunału, Uj p-ko Węgrom, sprawa nr 23954/10):
W dziewięciu na dziesięć przypadkach produkty T.Zrt, dostępne w cenie poniżej 1000 forintów za butelkę, przedstawiciela rejonu, który słynie z doskonałego wina, przyprawiają mnie o płacz. Nie tylko ze względu na smak -- mimo że sam łatwo mógłby powodować rzewne łzy: produkcja kwaśna, tępa i zbyt utlenione, złej jakości składniki pochodzące z wszelkiego rodzaju resztek, szara pleśń plus odrobina cukru z Szerencs, przechowywane w stęchłych beczkach... setki tysięcy Węgrów pije to gówno z dumą, nawet oddaniem... Nasz cierpiący naród kształtowany jest by pić to i przepłacać za to tylko dlatego, że mowa jest o państwowym przedsiębiorstwie. Wyjaśnia się nam to bardzo dokładnie, z użyciem maksymalnie kretyńskiej demagogii z lewa i z prawa, że to jest nasz skarb narodowy i tak to ma wyglądać, za nas wszystkich pieniądze, i to jest bardzo, bardzo dobre, a my nawet mamy być z tego zadowoleni i zachować przyjemny wyraz twarzy. Tak właśnie mieszkańcy tego kraju są poniżani przez skunksiarski reżim -- półlitrówką alkoholowego napoju.
Przyznasz, P.T. Czytelniku, że to wypowiedź skandaliczna, obraźliwa i niekulturalna, pełna inwektyw -- po prostu chamska.
Tak samo potraktował ją najpierw producent szajsowatego wina, a następnie madziarski sąd (Polak-Węgier dwa bratanki?), uznając żurnalistę winnym zniesławienia: bo dziennikarz wyszedł poza granice dopuszczalnej krytyki, bo została zagrożona reputacja producenta wina. W apelacji lekko zmieniono kwalifikację -- sąd doszedł do przekonania, że nie jest to zniesławienie, lecz pomówienie -- zaś szczególnie obraźliwe było użycie słowa "gówno" w ocenie wina (ciekawe czy kazali p. Uj przedstawić dowód na tę okoliczność?)
Niestety -- dla naddunajskich i nadwiślańskich sądów -- orzekającym nad rzeką Ill zmienia się perspektywa: zdaniem ETPCz ściganie dziennikarza za naruszenie reputacji komercyjnej przedsiębiorstwa jest niedopuszczalne: przedsiębiorstwo -- w przeciwieństwie do osoby fizycznej, której przysługuje ochrona godności -- może mieć tylko komercyjne interesy, te zaś pozbawione są moralnego wymiaru.
I stąd wyroki uznające węgierskiego dziennikarza winnym pomówienia zostały uznane za naruszające art. 10 Konwencji -- i podobnie może być, jak konkluduje dr Kamiński, także w sprawie Jarosława Marka Rymkiewicza.
Moja konkluzja: debile z sądów gówno wiedzą o wolności słowa. Ot co.




zamawia pan budzenie na 6:00? skomentuj
Zauważ Oglierdzie, że dziennikarz krytykujący wina używa wielu argumentów. Ewentualne
inwektywy są tu jedynie częścią większej całości. Tekst jest uzasadnieniem czyjejś
opnii i dlatego mieści się w granicach wolności słowa.
Natomiast czym innym jest jak ktoś komuś zarzuca ubeckie lub komunistyczne ciągoty, a
następnie nie poprze tego jakimś wywodem uzasadniającym (choćby nawet enigmatycznym).
Wg mnie te sformułowania to nie są tylko literackie zabiegi ale konkretne słowa o
konkretnym znaczeniu. Także nie o to chodzi aby nie używać mocnych słów, ale o to
żeby wpisywały się one w krytykę a nie w oszczerstwo. skomentuj
Z tytułowym stwierdzeniem nie będę polemizował. Jedynie dodam, że oni ogólnie to
niewiele o wolności wiedzą. Taka praca i takie wymagania. skomentuj
Nawet więcej. Kilkadziesiąt procent z nich gówno wie o prawie! skomentuj
Ale zaraz Rymkiewicz dostal po łapach bo "nie miało to oparcia w faktach". Czy to
znaczy (jak Olgierd podnosi) ze faktem było iż wino o ktorym mowa jest lub było
gównem? skomentuj
"red.: - co pan sądzi o redaktorach Wyborczej?
JMR.: - to duchowi spadkobiercy KPP"
@Przyrodnik: bingo, też mi się wydaje, że żaden z sądów nie oczekiwał od Petera Uja
by dowiódł, że Tokaj Kereskedőház (a więc chodziło o Tokaj!) destyluje swoje napoje z
szamba.
@piotr: tytuł jest prowokacją, przyszedł mi taki do głowy -- bo na lepszy nie miałem
pomysłu. W sumie jest do dupy, ale cały temat jest raczej gówniany. Nieprawdaż? skomentuj
http://www.politics.hu/20110720/european-court-of-human-rights-acquits-hungarian-jour
nalist-of-libel/
Ciekawe czy te straszne reformy co tam teraz się dzieją mają to polepszyć czy
pogorszyć? skomentuj
Cytuję: "Komentarz do wyroku przygotował dr Ireneusz C. Kamiński, ekspert Helsińskiej
Fundacji Praw Człowieka" - czyli nie Krzemiński skomentuj
@ olgierd "O tej godzinie i tak zwykle pies mnie budzi :) "
Myślę, że ciao balbiono o psa/y właśnie chodziło :D skomentuj
Ale ty Olgierdzie jesteś za tym, aby tego dziennikarza karać? Eee... no halo?
Przecież TO jest właśnie wolność słowa, że gościu może tak napisać. Inna sprawa, że
jest duża szansa, że on ma rację. U nas w kraju mamy to samo - wychwalamy polskie "bo
jest polskie", a że dziadowskie, to już nie szkodzi... w sądach są debile, ale tutaj
akurat dziennikarz mógł sobie to napisać. A co, pozytywna propaganda jest OK, a jak
ktoś napisze coś w złym tonie, to już źle? skomentuj
Czytam i czytam (ze 3-4 razy) i szczerze, to w końcu nie wiem, czy ty jesteś
przeciwko, czy za tym dziennikarzem. Że niby gówno sądy wiedzą, a na końcu jest, że
apelacyjny jednak uchylił... czyli jednak jesteś przeciwko temu dziennikarzowi? Masz
czasem taki styl pisania, że nie idzie skumać o co dokładnie chodzi, za dużo
mieszasz. skomentuj
Polska,kretyńskim prawem i/lub kretyńską interpretacją jego stoi!
A i oto dwa przykadki tego kretyństwa:
1. Poszkodowany biznesmen rozlicza się z fiskusem:
http://www.rp.pl/artykul/6,691703-Poszkodowany-biznesmen-rozlicza-sie-z-fiskusem.html
2. Czy odszkodowanie z AC jest przychodem ryczałtowca?:
http://www.rp.pl/artykul/84538,625228-Czy-odszkodowanie-z-AC-jest-przychodem-ryczalto
wca-.html
Pozdrawiam.
chlop z chlopa skomentuj
Za pomyłkę w nazwisku przepraszam. To mój tradycyjny "czeski błąd". skomentuj
Coś czuję, że ten tytuł przeze mnie... z komentarza do poprzedniego wpisu.... Zdaje
się że wyraziłem się nie jasno: jestem absolutnie za wolnością słowa. Ale dla mnie
oznacza to odpowiedzialność co się opowiada, o kim i w jaki sposób. Szczególnie przez
osoby publiczne, wypowiadające się "dla mas".
Wiem że najprościej jest dotrzeć do przeciętnego operatora koparki, pana Wiesława,
"gównianym slangiem". Wskazać "onych" jako wstrętnych spadkobierców nieboszczki
komuny. I już mamy wierną ekipę na wiecu przed pałacem. Ale jeśli jest to język
profesorski, albo słowa natchnienia poety.... to mi zwyczajnie, po ludzku, opada.
Zdrovim.... skomentuj
Co do odpowiedzialności: pełna zgoda. Ale nie zapominajmy, że "odpowiedzialność" to
nie tylko "sąd i wyrok". skomentuj
swoją drogą, na zdrowy chłopski rozum, wnosić pozew o zniesławienie poprzez krytykę
wina ?
ech skomentuj
wprost "to wino smakuje jak szczyny" i bynajmniej nie jest to żaden atak na godność
czy wolność jego producenta. Ale mogę też powiedzieć "Kowalski, co robi to wino, to
debil, który się nie zna na winach i chciał mnie tym gównem otruć". To już pachnie
procesem, bo obrażony osobiście może czuć się Kowalski, czy będzie osobą prawną czy
cywilną. Jeśli pojadę całkiem po bandzie i powiem "ten czerwony sprzedawczyk, ubek,
pachołek Rosji Kowalski celowo zatruwa swoim tanim gównianym winem młode umysły
Prawdziwych Polaków Katolików" to nie mając w ręku żadnych kwitów jakoby Kowalski
chodzi na kremlowskiej smyczy i celowo truł pijące młode pokolenie moich rodaków
przegrywam proces i bynajmniej nie jest to odebranie mi "wolności wypowiedzi", bo ta
kończy się tam, gdzie w sposób oczywisty i bezzasadny narusza wolność i godność
innych. skomentuj